Vivianne Feron - 2016-02-14, 17:48 A może Harley był po prostu zbyt skromny? Jego uroda, przynajmniej w mniemaniu Vivianne, była na bardzo wysokim poziomie – takim, że gdyby od lat nie był jej przyjacielem, sama postanowiłaby się wokół niego zakręcić. Nie zdziwiłaby się więc na wieść, że prócz Sary wokół Harleya powoli formuje się harem a ten nie umie zdecydować którą z potencjalnych kandydatek wybrać dla siebie. Jednak gustu panny Feron nie dało się określić w jakiś ciasno zakreślonych ramach – podobali jej się naprawdę różni faceci w doprawdy różnym wieku, co udowodniła przecież ostatnim razem i być może miała nieco zakrzywiony obraz męskiej urody. Zakrzywiony tak jak cała ona. :P Nie można więc było opierać się wyłącznie na jej opinii.
- Tylko nieźle? – uniosła w górę brew, udając obruszenie słowami chłopaka i zaśmiawszy się krótko, pokręciła głową. Chyba naprawdę zaraz chciał się przekonać na własnej skórze czym jest wspomniany Legendarny Kobiecy Gniew! Przestąpiła z nogi na nogę gdyż niewygodne łyżwy powoli zaczęły jej doskwierać, a przeniesienie ciężaru ciała było jedyną (w dodatku chwilową) ucieczką od nieprzyjemnego uczucia – poza oczywiście zdjęciem ich z siebie.
Kiedy kolejne słowa padły z ust Davidsona Vivianne uśmiechnęła się wrednie, a z jej oczu z łatwością można było wyczytać, że trybiki w głowie zaskoczyły i już szykowała się do podjęcia jego szalonego planu.
- Tylko jeśli pozwolisz mi uderzyć ją w tę fałszywą buźkę – pokazała mu zęby, szczerząc się niewinnie w głupkowatym uśmiechu. Dzięki swojemu „dziecinnemu” stylowi bycia Harleyowi zawsze udawało się ją rozśmieszyć, nie ważne co złego wydarzyło się wcześniej. Był oazą spokoju dla jej skołatanych nerwów i jej osobistym komikiem sypiącym żartami wprost z rękawa. Może powinien spróbować swoich sił w stand up’ie? Vivianne nie opuściłaby żadnego występu!
- Jak stawiasz to najpierw kawa i papieros – ułożyła dłonie na biodrach, stawiając pierwsze kroki w stronę budek, które rozprowadzały pięknie pachnące, gorące napoje, a jeśli Haryel ruszył swoje cztery litery za nią, już po chwili dotarli w wyznaczone przez niego miejsce – skoro i tak stawiał, to dała mu przynajmniej możliwość wyboru konkretnego stoiska, w którym miał zostawić swoje pieniądze. – Ale potem i tak chcę Cię zobaczyć w moim królestwie – dodała, żeby przypadkiem nie miał wątpliwości o tym, że jeszcze go zmusi do wejścia na lód. Gdyby sam nie zaproponował, może nawet nie wpadłaby na to by jeszcze raz pojeździć?Harley Davidson - 2016-02-14, 21:46 Taki rodzaj pożądania czy może zakochiwania się, gust estetycznych jest największym darem przez to, że jest nieprzewidywalny. Więcej dzięki temu w życiu niespodzianek, różnorodności, można spróbować różnych smaków... No i chyba ciężej popaść w nostalgię? Przestał postrzegać siebie jako potencjalny cel flirtów, dwuznacznych spojrzeń, właśnie przez długi związek - wcześniejsze nie były na tyle długie, by mu o takich rzeczach pozwolić zapomnieć. No i przez o wiele gorętszą krew zdarzyło się kilka zdrad... Vivianne od początku mu przypasowała - ale poznali się zbyt późno, już miał Sarę, więc na nic więcej szansy tu nie było. Ale taka "fascynacja" nią w nim pozostała, w końcu całkiem nieźle się dogadywali, do tego była piękna, umiała się mścić (podziwiał tych, którzy tej umiejętności nie zatracili, ale jego mistrzem w tej kategorii i tak pozostawał Tony!).
O nie! Trzeba się ratować! Już prawie włączył bombę zegarową... -Eee, nieźle to w moim słowniku słowo wyrażające zachwyt na bardzo wysokim poziomie.
Wyglądał całkiem poważnie, momentalnie przestał się uśmiechać. Złożyl palce niczym rasowy polityk, w wieżyczkę i odważnie złapał z nią kontakt wzrokowy. Żeby tylko uwierzyła!
Śniegu na realizację ich planu było dość i pewnie te zaspy nie zdążą stopnieć, kiedy oni będą pili kawę... Wyglądała na trochę umęczoną chodzeniem w łyżwach.
-Może Cię zanieść do stolika? Kulejące kobiety nie są atrakcyjne, a w Dzień Glonojada wypadało by kogoś poderwać albo chociaż wyglądać z klasą...
Hmm, może krążenie na granicy Legendarnego Gniewu nie jest takie złe? Trochę ryzyka, adrenaliny, wilczy uśmiech i żartobliwy błysk ślepii. Może ten stand-up to nie jest taki zły pomysł? Niestety obecnie cały jego wolny czas pożerały roślino-czasożerne konie, zawody, związek i odnawianie znajomości. No, i poruszanie się piechotą, bo jego ukochana maszyna zakończyła żywot. Swoim pogrzebem (złomowanie) ufundowała kilka Harłakowych łez, whisky, wódkę, pełną lodówkę i opłatę za wodę. Zostawił sobie tylko na pamiątkę metalowy napis z nr modelu. No i oczywiście piękne zdjęcia w ramkach na ścianie. Jakby kupił nowy motor na pewno miałby czas na stand-up... Mógłby go robić jako performance na ulicy! W zależności od tego, czy Vivianne wzięła go na serio zaniósł ją lub po prostu odprowadził do stolika, by po dłuższej chwili wrócić z parującymi kubkami kawy, małymi śmietankami i cukrem.
-Oczywiście! Jak można przyjść na lodowisko i nie wejść nawet na lód...
No cóż, można. To planował zrobić - tylko się na ludzi pogapić albo poczekać na cud. Cud się zdarzył, a na lodzie Harley w cuda nie wierzył. Chociaż wyjątkowo modlił się o przetrwanie. Niedługo to on zostanie kaleką i kuternogą...Vivianne Feron - 2016-02-15, 18:27 Na nostalgię w życiu sercowym Vivianne nigdy nie mogła narzekać. Nawet będąc w związku z Randolphem zdarzało jej się czasem urozmaicić sobie życie. Cały czas tłumaczyła sobie, że to przez jego pracoholizm i małą ilość poświęcanego jej czasu – poniekąd przecież tak było – choć nie wiem czy bardziej nad zdradą nie zaważyło właśnie znudzenie i mozolne szukanie czegoś innego w życiu. I to znalazła. „To” miało na imię Travis i był naprawdę wyśmienitym kochankiem, który pobudził w jej życiu chęć odkrywania na nowo samej siebie i przyjemności płynącej z „poznawania” nowych osób. Jej życie zaczęło pędzić po innych torach, które w każdej stacji dostarczały jej czegoś nowego, coraz bardziej atrakcyjnego. Ostatnimi czasy nieco się uspokoiła – w Eastbourne starała się trzymać fason...Choć ostatnie wydarzenia, mimo że bardzo spontaniczne, były chyba najintensywniejszym doznaniem w jej życiu – a więc opłacało się na nie czekać. Może Gerard był w jej życiu Dworcem Głównym? Wiem, boskie porównanie. Jeśli natomiast chodzi o fascynację to.. Harley także od początku jej się podobał. Nauczyła się, w przypadku przyjaciół, jednak nie wsadzać kija w gniazdo żmij, bo to mogło się różnie skończyć. Obeszła się więc smakiem, zadowalając w pełni czasem spędzanym w jego towarzystwie, choć w myślach nie raz i nie dwa przeszły jej nieprzyzwoite scenki z Motocyklem w roli głównej.
- No ja myślę! – zaśmiała się perliście widząc powagę na twarzy towarzysza i sprzedała mu kuksańca w ramię. Nie wolno było sobie tak żartować! Vivianne zawsze wyglądała bosko i to słowo było jedynym, którym można było kwitować jej stan. Tak. Panna zakochana w sobie znowu w akcji!
Niemniej jednak radość szybko zmyła się z jej buźki, która wykrzywiła się w grymasie złości i niedowierzania. Oczywiście nie takiej prawdziwej, za którą mogłoby się Harłakowi oberwać, ale był już całkiem blisko poznania Legendarnego Gniewu. Dziewczę otworzyło usta i zamrugało oczyma, w pierwszej sekundzie nie mogąc uwierzyć w jego słowa, ale już w chwilę później jej głowa uniosła się ku górze (Foszek!) a dziewczyna odeszła do stolika, wyraźnie kręcąc przy tym pupą. No cóż, musiała przecież udowodnić, że z klasą porusza się na tych cholernych łyżwach i nawet w nich wygląda całkiem seksownie. Oczywiście nie skorzystała z pomocy Harleya w postaci darmowej „podwózki” do stolika, a kiedy się tam znalazła pokręciła głową, ponownie przybierając na ustach delikatny uśmiech.
- Jesteś okropny – skarciła go, opierając łokcie na stoliku, a kiedy przyniósł parujące kubeczki, objęła jeden z nich palcami, z których zdążyła już zdjąć rękawiczki. Wolną ręką wlała do środka śmietankę i zamieszała plastikowym patyczkiem aż kawa nabrała jednolitego, brązowego koloru. Na dłuższą chwilę zawiesiła wzrok na twarzy bruneta i uśmiechnęła się ponownie po jego oświadczeniu o wejściu na lód. Coś jej świtało w głowie, że stronił od łyżew i nie czuł się w nich zbyt dobrze. Jeśli nic się nie zmieniło, to będzie miała niezły fall up zamiast stand upu. :D
- Już się nie mogę doczekać żeby zobaczyć Cię w akcji – oświadczyła, przesuwając językiem po spierzchniętych wargach po czym przyłożyła do nich kubeczek, z którego pociągnęła pierwszy, maleńki łyk. Ah, parzy…Harley Davidson - 2016-02-19, 21:50 Nic tak nie zmienia kierunku w jakim zdążamy, jak inni ludzie, prawda? A przynajmniej spojrzenia na pewne sfery życia, jeśli nawet nie na jego całokształt. Dworzec Główny to niezłe porównanie - ważny punkt przejazdowy, moment do zastanowienia się co dalej... Czy może nie zostajemy? Tylko, że możemy wsiąść w kolejny pociąg znany jako światopogląd X, podejście Y, nadzieja na Z i popędzić dalej. Bywa, że ciężko wrócić... I że impulsywnie tracimy to, co było ważne i przełomowe.
Wracając do jego żartu... No typowa kobieta! Nic tylko wychwalać ją pod niebiosa i wierzyć, że nigdy nie przestaje być idealna. Harley zresztą zawsze uważał, że ideały potrzebują jakiegoś małego defektu, żeby być ideałami - ot, tak dla smaczku! Spróbował ominąć jej kuksańca, starając się stworzyć dla niej okazję do stracenia równowagi i zaliczenia gleby. Foch skwitował jedynie szerokim uśmiechem, wewnętrznym spełnieniem i zadowoleniem. Jak dobrze się podroczyć! Jak za dobrych czasów. Nadal uważał, że lepiej by radziła sobie bez łyżew. Na pewno umiała bez nich jeszcze lepiej zakręcić biodrem, chociaż nie poszło jej teraz najgorzej!
-Przeciwnie, jestem cudowny.
Puścił jej oko, nie przejmując się urażoną kobiecą dumą albo wymuszonym fochem. Gdy już usiadł po krótkim wypadzie po kawę, dolał trochę mleka i zaczął dmuchać na ciecz. Ot, gorąca. A on nie miał dziś zdecydowanie ochoty czekać aż przestygnie na tyle, że będzie można ją pić. Gdy Vivianne wspomniała, że przyjrzy mu się, kiedy na tych łyżwach będzie... No, akurat spróbował upić łyka. Zachłysnął się, parząc sobie czubek języka i momentalnie zaczął pokasływać, starając się zakryć lekko poczerwieniałą twarz przez wpatrywanie się w stolik. Nie pomyślał o tym, że on kompletnie nie umie jeździć. Ba! Czasami nawet stać na łyżwach nie umie. Taki defekt... No a ona jeszcze jakieś zdjęcia zrobi i potem będzie szantażować go pogorszeniem jego wizerunku! Kto będzie chciał się umawiać z takim, co nie umie jeździć? Przepadnie szansa na romantyczne wypady na lód. Ykhm, no, może nie do końca. Nie na każdy... W tym momencie przerwał myślowe dywagacje i prawie przywrócony do stanu poprzedniego (zmiany: oparzony język, poczerwieniałe lekko poliki) spojrzał na Vivianne. I jak tu twarzy nie stracić? Głupiec, po co wspominał o tej jeździe na łyżwach?
-Hmm, mam nadzieję, że nie będzie na co patrzeć.
I od tej pory wlókł się niemiłosiernie, jeśli o popijanie kawy chodzi - co innego mógł jeszcze zrobić?
-Ehm, a jak tam twoje życie ostatnio? Układa się?Vivianne Feron - 2016-02-19, 22:19 Oczywiście, że kobiety należy wychwalać pod niebiosa! Przecież one są wspaniałe i naprawdę, naprawdę idealne.. ale Vivianne z pewnością się do takich nie zaliczała. Jej defekty można było wytknąć już przy pierwszym spotkaniu – była zbyt pewna siebie, często nie patrząca na uczucia innych, dążąca po trupach do celu i lubiąca manipulować ludźmi.. O ile mi wiadomo te cechy charakteru nie nadają się do wpisania na listę „idealnych cech każdej wspaniałej kobiety” co nie zmienia faktu, że pozwalała się nazywać Panią Idealną. Zawsze warto trochę podrasować swoje ego, prawda? A takie stwierdzenie z pewnością działało na plus dla zakochanych w sobie kobiet. Jeśli natomiast chodzi o biodra.. No jasne! W kręceniu nimi była naprawdę niezła, w szczególności kiedy zamieniała łyżwy na wysokie szpilki.
Wywróciła oczyma na stwierdzenie Harleya, które zdecydowanie kontrastowało z jej własnym, ale kiedy oparzył się kawą, nie była w stanie powstrzymać się od śmiechu, który perliście wydarł się spomiędzy jej rozchylonych ust. Sięgnęła dłonią ku policzkowi mężczyzny i pogłaskała go kilkukrotnie po zaroście robiąc przy tym żałosną minkę.
- Tak, tak, Harłaczku, jesteś cudowny – nie mam przekonania czy brunet był w stanie zrozumieć to zdanie, tak często przerywane salwami śmiechu, nad którymi zapanowała dopiero po dłuższej chwili. Otarła usta palcem wskazującym i wzięła pierwszy łyk ze swojego kubeczka niemal od razu czując jak zalewa ją przyjemne uczucie gorąca. Nie było nic lepszego niż dobra kawa w mroźny wieczór i w doborowym towarzystwie. Jeśli jeszcze dodasz do niej przymiotnik „darmowa” świat od razu staje się piękniejszy, bardziej kolorowy, a po lodowisku zaczynają jeździć jednorożce.
- A ja wręcz przeciwnie. Dobrze, że naładowałam telefon – puściła do niego oczko i pociągnęła kolejny łyk gorącego napoju. Najpierw wpatrywała się w chłopaka z poważną miną, aby w końcu zaśmiać się krótko i obiecać, że.. – Nie zrobię Ci żadnego zdjęcia i może nawet pomogę wstać jak obijesz sobie tyłek – mrugnęła, ponownie szczelnie obejmując kubeczek palcami, aby rozgrzać zmarznięte dłonie. Wpatrywała się przez moment w parujący napój, ale gdy Harley odezwał się kolejny raz, powoli podniosła na niego smutny wzrok, choć już sekundę później na jej buzi nie było śladu po zawiedzionej minie.
- Moje życie? – uśmiechnęła się krótko – Nie byłabym sobą gdyby w końcu zaczęło się układać. Lepiej mów co u Ciebie i Sary – zachęciła, prędko zmieniając temat. Może Harley nie zauważy, że bardzo nie chciała mówić o sobie? Bo co, tak naprawdę, miałaby mu opowiedzieć? O swoim odkryciu, że Randolph może mieć faceta? O Seth’cie, który przyjechał na chwilę do miasta i zniknął tak szybko jak się pojawił? Czy o parce, która zaprosiła ją na łyżwy a wolała zwiedzać wnętrzności swoich gardeł, zupełnie jakby już nie znali ich na pamięć? Nosz cholera, całe życie pod górkę. :DHarley Davidson - 2016-02-20, 22:21 Każdy poniekąd słyszy to, co chciałby słyszeć, więc mimo przeciwności Harley wyłowił spośród chichotu potwierdzenie. Zdziwiła go ta nagła zmiana zdania... Ale uwierzył. Może był za głupi, żeby nie? Ale trzeba czasem pozytywnie na siebie spojrzeć - to spojrzał! Oczami Viv.
-Dziękuję - przez poparzony język trochę niewyraźnie mówił.
Odstawił kubek i teraz już grzecznie czekał, aż naprawdę ostygnie... I trochę zazdrościł Vivianne, że ona uniknęła tej nikłej przyjemności poparzenia, kary za pośpiech. Ale to karma się zwróciła po prostu! Jej chyba nawet dorzuciła coś gratis, bo te jednorożce... Może to jakaś kawa na bazie nowych ziaren i ziół? Albo z dodatkiem gumijagód. Taką też by chciał. Wśród jednorożców poczułby się od razu trochę pewniej, bo one na pewno nie jeżdżą na łyżwach lepiej niż on.
Na puszczone oko posłał jej wręcz teatralnie wystraszoną minę.
-Wiem, darling, wiem <3
W końcu nie taki diabeł straszny, prawda? Przy takich sytuacjach te wszystkie defekty chowały się gdzieś po kątach, brały urlop (miejmy nadzieję, że nie macierzyński). Posłał jej dziękczynnego całusa. Był pewien od początku, że go nie skrzywdzi. Bo jak to, takiego bezbronnego Harlasia? Wyłapał ten przebłysk zawodu na jej twarzy i zaniepokoił się nim. Jeśli chodzi o kwestie życiowe - wybitnie nie umiał pomóc w układaniu sobie życia na dłuższą metę. Chwilowe rozbawienie i wsparcie? Okej! Ale niewiele więcej mógł dać. Mimo to spróbował.
-Może po prostu czas zmienić kierunek. Albo nastawienie... - zaczął popijać powoli kawę, tym razem już delektując się jej smakiem.
Pytanie o jego życie z Sarą... Hm, niewiele mógł w sumie o tym powiedzieć. Ostatnio raczej nie był ideałem chłopaka - włóczykij, poniekąd pracoholik. Każdy problem prowadził go do stajni, na treningi, gdzie się rozładowywał, ostatecznie nie rozładowując tego napięcia między nimi. Ale jakoś szło do przody - co by nie patrzeć.
-Jakoś leci, ale wiesz, ostatnio się chyba trochę odsunęliśmy od siebie... Jestem zapracowany, trochę poddenerwowany niezmienną sytuacją. Nigdy nie byłem z kimś aż tak długo.
Spuścił wzrok. Ale z takimi cieniami trzeba żyć, a czasami wypadało by z nimi walczyć.Vivianne Feron - 2016-02-21, 08:51 Co do jednorożców.. Vivi ma odmienne zdanie i bardzo chętnie zobaczyłaby takiego jeżdżącego na łyżwach obok chwiejącego się Harłaka! A wtedy na pewno nie odłożyłaby telefonu starając się wszystko starannie udokumentować i nie przegapić ani jednego szczegółu. Jeśli natomiast chodziło o niego samego.. cóż. Nie zrobiłaby mu krzywdy, ale jeśli będzie się ciągle przewracał to uwieczni to na zdjęciu choćby dla poprawienia humoru w smutne, samotne dni. Ostatecznie więc powinien się trochę na tym lodzie postarać. ;p
Szatynka nie oczekiwała wsparcia z jego strony – nie w tej kwestii. Doskonale wiedziała jak trudno jest komuś doradzić w miłosnej sferze życia szczególnie gdy nie znało się związanych z nim konkretów. Pewnie gdyby Harley pociągnął ją za język to po jakimś czasie wszystko by mu wyśpiewała. Póki co jednak zachowała zwierzenia dla siebie, nie chcąc go zamęczać problemami. W końcu widzieli się pierwszy raz po bardzo długiej przerwie co oznaczało, że problemy zdecydowanie powinny zostać zepchnięte na dalszy plan.
- Chyba potrzebuję kogoś kto wskazałby mi ten kierunek, jestem jakaś skrzywiona pod tym względem – uśmiechnęła się i wierzcie lub nie, ale zrobiła to całkiem szczerze! Czasem brakowało jej kogoś do kogo mogłaby się wieczorem przytulić, porozmawiać czy pokłócić, ale chyba nie nadawała się do stałego związku i zwyczajnie by się w nim męczyła. Może dlatego, że nie znalazła jeszcze odpowiedniej osoby, która utrzymałaby ją w ryzach nie pozwalając jednocześnie na rutynę, którą prędko mogłaby się znudzić. Znalezienie takiego okazu nie należało jednak do łatwych przedsięwzięć, więc póki co błądziła w labiryncie uczuć, starając się znaleźć w nim puchar, upragnione trofeum, niczym w turnieju trójmagicznym. Oby tylko, kiedy już go znajdzie, nie okazał się świstoklikiem! Oprócz uniesień emocjonalnych brakowało jej zdecydowanie zbliżenia fizycznego. Była tylko człowiekiem i jak każdy miała swoje potrzeby.. Biedne, niezaspokojone, upominające się o siebie potrzeby.
Wsłuchała się w słowa Harleya, szybko uznając, że właściwie mają bardzo podobny problem. Ona nigdy nie wytrzymywała długo w związku, on także męczył się rutyną, z tą różnicą że w przeciwieństwie do niej, Motocykl nadal walczył aby związek trwał. Pytanie tylko czy to nie była walka z wiatrakami.
- Odsunęliście? Czemu? – zagaiła, pociągając kolejny łyk kawy, a w efekcie jej kubeczek był już niemalże pusty. Dokończyła więc gorący napój zanim zdążył ostygnąć i wyrzuciła naczynko do stojącego nieopodal śmietniczka. Szybko jednak wróciła do bruneta i oparłszy łokcie na stoliku, położyła brodę na złączonych dłoniach. – I co, to właśnie ta jedyna? – zapytała, uśmiechając się delikatnie. Teraz to ona subtelnie starała się pociągnąć go za język. Niech się spowiada! Ot co.Harley Davidson - 2016-03-09, 21:19 //kufa, a już prawie wiosna przepraszam za zwłoki! znaczy zwłokę...
Myślę, że pojawienie się na nagraniu prawdziwych jednorożców mocno podbiło by oglądalność w sieci... A potem już prosta droga do bogactwa - memy, kubki, koszulki a na koniec spoczęcie na górze pieniędzy. Harley by się może dla takiego celu poświęcił, ale bardziej chyba dla zdjęcia na poprawę humoru. W końcu to drugiego wynika z jego dziecięco głupkowatej natury i uznałby, że okej, bo to dla niego typowe.
-Poniekąd każdy z nas tego właśnie by chciał. Wskazania kierunku...
Ponoć są teraz ludzie, którym się płaci za pomoc w szukaniu kierunku i sensu. Cała ich masa. Psychologowie, duchowni, filozofowie. I nikomu się nie udaje - życie to dla każdego oddzielna układanka, układanka dla jednej osoby. Możemy dostać radę, dostać odrobinę wsparcia - ale nic więcej. Z życiowego doświadczenia... Dobrze wiedzieć, czego się potrzebuje, ale czasami warto odstąpić od swoich warunków i zaryzykować, czyż nie? Choćby dla samej tylko poetyckości podążenia za emocją, romansem. Więc trzymał tylko za nią kciuki i chował w sercu nadzieję, że musi im się kiedyś ułożyć wszystkim.
-Chyba się trochę ochłodziło przez moje włóczęgostwo. Wiesz, co chwilę treningi i zawody... Trochę się poświęciłem pracy, a potem jeszcze kontuzja i wyjazd do Paryża. Długo się nie widzieliśmy albo widzieliśmy się z takim... Hm, dystansem? - zmarszczył lekko czoło, kąciki ust wyraźnie opadły mu w dół, ot, utrapienie.
-Nie mam pojęcia. Ale chyba powinienem to sprawdzić.
Dopił kawę do końca, bardziej chyba przerażony rozmową o związku niż jazdą na łyżwach. Najwyżej sobie trochę gardło sparzy, ale zanim porozmawia sobie z nią spokojnie na takie tematy... No, musi odświeżyć sytuację z Sarą, bo nie ma o czym dużo mówić, bo stoi na śliskim gruncie. Niepewnym. Może na lodzie? Hehe...
-Jest na to jakiś magiczny sposób?
Test osobowości, zaklęcie, wizyta u wróżki albo u dentystki?
-Zresztą, szykuj się, bo opowiesz mi o tym na lodowisku już!
Zbuntuje się przeciwko takiemu przejęciu inicjatywy czy nie?Vivianne Feron - 2016-03-10, 21:10 //Po prostu trochę się zasiedzieli na lodowisku. Każdemu się może zdarzyć!
Vivianne nie była co prawda najlepszą pocieszycielką, ale z pewnością była dobrą słuchaczką. Oczywiście jeśli chodziło o osoby jej bliskie, na których bardzo jej zależało, a Harley na pewno zaliczał się do tego grona. W innych przypadkach zazwyczaj rezygnowała z rozmowy, nie mówiła ludziom o swoich problemach i nie zamierzała słuchać ich własnych. Zawsze wychodziła z założenia, że jeśli sam nie potrafisz podjąć decyzji i wolisz pytać ludzi, których nie znasz, to jesteś życiową ofermą i takim osobom nie wróżyła zbyt dobrze. Sprawa miała się zupełnie inaczej kiedy znała problem od podszewki, jak w przypadku przyjaciela.
Była pewna, że z Sarą układa mu się jak w bajce dlatego uniosła brew słysząc, że się od siebie oddalili. Brunet zawsze był nieosiągalny przez nieskończoną miłość do swojej kobiety i doprawdy nierealnym zdawał się fakt, że coś między nimi mogło wygasnąć.
- Ale przecież ona też jeździ konno, nie jeździliście razem? – zadała najbardziej oczywiste pytanie, które przyszło jej na myśl. Znała wiele par, które połączyło właśnie jeździectwo i które razem prowadziły stajnie, jeździły na zawody i zajmowały się całym końskim biznesem. Coraz więcej elementów tej układanki do siebie nie pasowało i Vivianne zdążyła się zorientować, że coś jej tu nie pasuje.
Okrążyła stolik i podeszła do przyjaciela, jedną z rąk zarzucając na jego ramię. Brunet był od niej sporo wyższy, ale umówmy się – łyżwy, które nadal miała na nogach dodawały jej kilku centymetrów, toteż wykonała ten gest bez najmniejszego kłopotu. Poklepała go po plecach.
- Magiczne jest to, że wszystko musi się ułożyć samo – odpowiedziała z przekąsem. Doskonale wiedziała, że jeśli chce się coś naprawić chęci muszą wychodzić z obu stron. Tak było z nią i Randolphem skąd magia zupełnie uciekła i nie można było niczego naprawić.
Na propozycję ucieczki na lód przystała bardzo chętnie. Nie czekając dłużej chwyciła mężczyznę za rękę i pociągnęła go w stronę tafli, więc tak naprawdę to ona przejęła inicjatywę. Ha!
Kilka chwil później dopilnowała więc żeby Harłak załatwił sobie łyżwy, odpowiednio je zawiązał i weszła na lód, spoglądając wyczekująco w jego stronę.
- To wszystko jest porąbane. Niby nie wolno rezygnować ze swoich pasji i zajęć dla miłości, trzeba mieć swoje życie. Ale nie można też do końca wieść takiego życia, rezygnując tym samym z miłości – dodała po chwili, opierając się o barierkę, przy okazji przyglądając się Motocyklowi, który dość nieporadnie trzymał się na „podwyższeniu”, które stanowiły łyżwy. – Chodź do mnie – postanowiła przerwać temat i odsunąwszy się od bandy wyciągnęła dłonie w stronę bruneta. Teraz już nie mógł zrezygnować z jazdy!Harley Davidson - 2016-03-12, 16:51 Mieli z Harleyem bardzo podobne podejście - on także wystrzegał się opowiadania o swoich problemach, dla większości ludzi otwierał inną część swojej osobowości. Był po prostu wesołym Harłakiem, typowym śmieszkiem, trochę nieporadnym i zdziecinniałym. Ba, unikał nie tylko pokazywania tej smutniejszej strony siebie, ale i osób, które zdawały się uosabiać pewien mrok, smutek. Osób, które nie umiały być inne - bo nie chciały, a on wierzył, że nawet z najgorszego położenia można spojrzeć na świat z uśmiechem. To, co dobre po prostu zawsze przychodzi - prędzej czy później.
-Inne dyscypliny, ona jeździ dresaż. Kiedyś próbowała mnie tego uczyć, ale jestem w tym wyjątkowo cienki. (Boże, jaki dramat )
No cóż, proste ujeżdżenie, minimum do pracy ze skokocami... Tylko tyle miał w ofercie. To spotkanie było dla niego trochę wybawieniem - możliwość wygadania się Vivianne i samo jej spostrzeżenie w jakiś sposób zachęciły go do wyklarowania tej sprawy, rozwiązania problemu. Prawda jest taka, że kiedy on wyjechał do Paryża, Sara wyjechała do rodziny. Rozdzielili się na chwilę przez różne sprawy, może też potrzebowali przerwy? Nie ulegało wątpliwości to, że ją kochał i zamierzał walczyć o poprawę, ale przez rutynę mógł się zamotać i trochę dotąd zniszczyć. Pewnie jak już trochę się rozjaśni to ją znajdzie i umówi się na ploteczki...
Zdobył czym prędzej łyżwy, bo Vivianne już rozsadzała energia - musiał za nią nadążyć! Jakby gdzieś popędziła sama to mógłby już nie mieć drugi raz takiego farta i znowu długo by się nie widzieli! Co prawda lodowisko to niezbyt duży obszar poszukiwań, ale ten tłumek ludzi trochę by mu utrudniał pracę. Przysiadł obok lodowiska, by założyć łyżwy. Ruszył ku Viv niczym upośledzony bądź raczej pijany, powoli, topornie... A to dopiero początek! Już czuł się niepewnie, taki uniesiony przez łyżwy, z głową prawie w chmurach.
-Życie to skomplikowana gra, racja. Taka miłość to według tego co mówisz to dążenie do kompromisów z unikaniem kompromisów.
Może trzeba po prostu spróbować znaleźć złoty środek między jednym i drugim? A może to myślenie w ogóle w złą stronę? Kto to wie... Przez chwilę szuflował krzywo wzdłuż barierki, próbując się zmotywować do poprawienia swojego poziomu jazdy i wyczuć figurówki. Obejrzał się na przyjaciółkę z lekkim przestrachem i puścił barierkę. Lewa, prawa, lewa... Nierównymi skosami, pochylony do przodu z rękami wyciągniętymi jak skrzydła samolotu zbliżył się ku niej.
-Pierwsze koty za płoty!
A może pierwsze jednorożce na lód?Vivianne Feron - 2016-03-12, 20:24 Kiwnęła głową rozumiejąc dlaczego mimo miłości do koni ich ścieżki w jakiś sposób się rozłączały. Inne dyscypliny jednak nie były nieodwracalnym powodem do rozstań – w końcu zawody nie odbywały się w każdy weekend i zwyczajnie jedno mogło jeździć wspierać drugie, samemu nie startując w zawodach. Ale kto inny jak nie Panna Feron mógł zrozumieć, że i takich, na pierwszy rzut oka, prostych rzeczy często nie dało się łatwo pogodzić? Brunetka była pełna sprzeczności, jak ogień i woda w jednej osobie co często prowadziło do osobistych dramatów, nie wspominając o tych, w których brała udział osoba trzecia. Niemniej ich przypadkowe spotkanie na lodowisku nie mogło obrać płaczliwego biegu wydarzeń toteż czym prędzej trzeba złagodzić grunt i nie pozwolić by smutek i ból przejął kontrolę nad radością i szczęśliwym spotkaniem. Vi chciała się przecież nacieszyć przyjacielem, zdając sobie sprawę, że w najbliższej przyszłości znów wyleci jej z rąk i nie będzie go widziała przez długi okres czasu.
- Trzeba znaleźć balans. Obie strony muszą iść na kompromis, tylko wtedy coś osiągną – dodała na koniec, samej również wyznając zasadę złotego środka. Ona sama nigdy nie dałaby sobą manipulować czy w pełni kontrolować, choć chyba mogłaby iść na jakieś ustępstwa. Chyba. W jej głowie ciężko było zmieścić jakiekolwiek myśli o trwałym związku, więc miała zupełnie zakrzywiony obraz rzeczywistości w sferze uczuciowej. Być może musiała poczekać aż w jej życiu pojawi się ktoś kto wstrząśnie jej światem i w końcu będzie wiedziała jak ma się zachować? Nikła nadzieja, choć według przysłowia, ona właśnie umiera ostatnia. I przy okazji jest matką głupich. Wypisz wymaluj – Vivianne Feron.
Stojąc na lodzie oczekiwała na przyjaciela z szerokim uśmiechem wymalowanym na ustach. Pokraczny Harley był widokiem, do którego zdążyła przywyknąć, ale dzisiaj przechodził samego siebie. Zaśmiała się nawet w głos kiedy wpełznął w końcu na taflę i zaczął powoli zmierzać w jej stronę niczym kaczuszka, która dopiero uczyła się chodzić. Nie wiem czy kaczuszki naprawdę uczą się chodzić w ten sposób, ale wierzcie mi lub nie, że właśnie tak wyglądał teraz Motocykl! Rozbawienie na jej twarzy połączyło się z rozanieleniem na myśl o małych zwierzątkach i właśnie z tak łagodną, niepodobną zupełnie do codziennego wyglądu Viv, twarzą przyjęła Harłaka, który właśnie do niej podjechał i złapała go w pasie by przypadkiem się nie wywalił.
- Koty? Chyba pingwiny – uśmiechnęła się znów i objechała przyjaciela dookoła, kiedy uznała, że bez jej pomocy uda mu się ustać na lodzie. Okej, może trochę wyolbrzymiała jego brak umiejętności łyżwiarskich, ale czy ktoś zabroni jej się trochę ponabijać? Musiała nadrobić cały stracony czas! – Ruszaj tyłek Davidson, jedziemy – dodała w końcu, klepiąc go w wymienioną część ciała i złapała chłopaka za rękę, aby poczuł się nieco pewniej. Jeśli był gotów odepchnęła się w końcu i razem ruszyli na zwiedzanie lodu. Miała tylko nadzieję, że Harłak nie wywali się prędko, a jeśli się wywali to nie pociągnie jej na siebie!Harley Davidson - 2016-03-15, 19:29 Odnalezienie równowagi i stanięcie stabilnie... No, zajęło mu chwilę. Wziął kilka głębszych oddechów, wyobraził sobie, że to jakieś ćwiczenie z jogi i musi stanąć na wysokości zadania, żeby się nie zbłaźnić przed stadem wygimnastykowanych panienek. Albo - obecnie - najlepszej przyjaciółki. Chociaż nie, przed nią mógł się zbłaźnić.
-Może pingwiny. Ja na pewno z tego lodu nic bym za płot nie przerzucił. - bo to by się skończyło glebą. Zdecydowanie.
Kiedy Viv zaczęła go okrążać poczuł się jak w akwarium z rekinami, Harley, Harley, Harley, myśl, że to złota rybka! Zadziałało trochę i poczucie zagrożenia opadło. O matuchno, ile barier psychicznych!
-No, taa
Szkoda, że po lodowisku trzeba jeździć, a nie tylko stać... Uniknął podawanej ręki, łapiąc się jej w talii. Wprowadziła go tu na własne ryzyko, teraz jak się wywali to na pewno pociągnie ją ze sobą! Na dno! Powoli przebierał nóżkami, to prawą, to lewą, na pewno nie za bardzo się zgrywając z ruchem przyjaciółki, pomijając to, że strasznie ograniczył sobie przestrzeń manewru przez trzymanie się jej w ten sposób. Zdecydował, że zaczeka z dobrą zmianą do pierwszej gleby...
-Ej, to chyba nie jest takie trudne.
Kiedy jedziesz 2km/h i stylem przypominasz nadal upośledzoną kaczkę. Może jakieś rady techniczne?Vivianne Feron - 2016-03-16, 18:53 On naprawdę chciał aby oboje stracili zęby! Ale przysięgam, jeśli tak się stanie, Harley albo będzie musiał zafundować Vivianne sztuczną szczękę albo ożenić się z nią i być do końca życia, gdyż przez wybite zęby z pewnością nigdy nie znajdzie sobie już innego faceta! Pociągnę Harłaka do odpowiedzialności.. nie ma takiego jeżdżenia!
- Harley! – oburzyła się, choć w jej głosie bardziej dominował radosny śmiech. Dawno nie czuła się tak swobodnie i lekko w męskim towarzystwie, nie starając się w żadnym stopniu przypodobać czy uważać na to co mówi. Na tym właśnie polegała prawdziwa przyjaźń – choćby nie wiem co, zawsze można być sobą.
- Przecież się zaraz wywalimy! – w jej ust ponownie wydobył się perlisty (choć nieco paniczny) śmiech, a brunetka jakoś automatycznie złapała mężczyznę za dłonie, które nadal ulokowane były na jego biodrach.. zupełnie jakby to miało uchronić ją przed upadkiem. Teraz naprawdę czuła się jak kaczka, a brunet skutecznie zaburzał jej równowagę. Już nie czuła się jak ryba w wodzie, a bardziej jak słoń w składzie porcelany. – Stop – powiedziała w końcu i stanęła w miejscu, nakazując zrobienie tego samego swojemu „wagonikowi”. Zaparła się nogami na wypadek gdyby Motocykl zatrzymał się na jej plecach zamiast zrobienia tego w odpowiedni sposób i odetchnęła z ulgą jeśli udało im się ustać na nogach.
- Musisz ruszać nogami tak samo jak ja jak chcesz za mną jechać. I nie tylko stawiać łyżwy na lodzie, ale je po nim przesuwać… – wyjaśniła krótko, odchylając głowę w tył aby przyjrzeć się twarzy Harłaka. Wciągnęła sporą ilość powietrza przez nos i odetchnęła głośno, kiwnięciem głowy oświadczając, że próbują jechać dalej. No i ruszyła przed siebie, prosząc w myślach jedynie o to, że jeśli się przewrócą, to przyjaciel będzie jej „materacem” a nie ona jego, czyli mówiąc prościej – polecą w tył, a nie w przód.Harley Davidson - 2016-03-16, 21:17 Jeśli chce ślubu za taki nagły wypadek to musi się liczyć z pożegnaniem praw kobiet i wyjazdem w jakieś kraje muzułmańskie, bo tutaj nikt mu nie pozwoli na zachowanie Sary i Vivianne. Zresztą... Może specjalnie nie fundowałby tej szczęki. -Wcale się nie wywalimy! Panikujesz.
Uśmiechnął się szeroko, wyglądając zza jej ramienia. No, debil.
-Widziałem w telewizji, jak tak robią w jeździe figurowej. To musi być bezpieczne.
A poza tym jak już miał na nogach figurówki, a nie hokejówy to wypadałoby jakoś to wykorzystać. Przy tym z innymi swoimi przyjaciółmi nie mógł sobie na takie coś pozwolić - Tony dałby mu w pysk... No a z Vivianne sytuacja od dawna była jasna; parą nie będą, ale są przyjaciółmi - i chyba to sprawiało, że mogli w swoim towarzystwie czuć się swobodnie. Na luzie. Chillout full wypas w języku pokolenia Ikei.
Nie dał rady wyhamować (nie wiedział, gdzie tu w ogóle są hamule, nie wpadł jeszcze na to, że po to są te ząbki z tyłu), więc Vivianne okazała się jego hamulcem.
-Przepraszam.
Zaraz wycofał się, lekko zakłopotany nagłym wkroczeniem w jej sferę osobistą na chama i od tyłu. Szybko jego myśli przeszły na kolejny tor - i jego nogi też. Przeczłapał na bok, by znaleźć się obok niej.
-Przesuwać się? To znaczy tak wziu?
Pokazał co ma na myśli, sunąc ostrą łyżwą po tafli tym razem przez ukośną linią dłuższą niż 10cm. Tak normalnie, jak ludzie obok (trzeba przyznać, że zgapił od nich ten ruch, a przynajmniej od tych, którzy poruszali się na tyle wolno, że mógł za ich nogami podążyć wzrokiem). Kiedy wszystkie techniczne kwestie się wyjaśniły zaczekał aż ruszy i znów złapał ją w talii, trochę delikatniej i tym razem wbił spojrzenie w ziemię, starając się dokładnie naśladować jej ruchy. Co prawda nadal nie było idealnie - jego kroki były trochę krótsze i czasami opierał się na niej, bo gubił gdzieś równowagę, ale widać było znaczną poprawę. Poczuł się na tyle pewnie, że w pewnym momencie złapał jej rękę i spróbował przejść na bok, ale jak to mężczyzna i to trochę głupi, skrzyżował nogi skręcając i wyglebał się przed siebie, ciągnąc ją przez chwilę jedną ręką w stronę swoich pleców. Zahamował upadek przedramionami, byle tylko nie dostać w piękną twarz!
-Eee, żyjesz?Vivianne Feron - 2016-03-17, 21:11 Uwierz mi, że gdyby faktycznie wybił jej wszystkie zęby to zupełnie nie przejmowałaby się Sarą, która musiałaby iść w odstawkę. Nie ma panie Davidson, nie będzie miał pan swojego prywatnego haremu! Co to, to nie!
Słuchała wszystkiego co mówił Harley a z każdym kolejnym słowem jej oczy i wargi otwierały się coraz szerzej. Z niedowierzaniem obserwowała dziecinnego zachowania bruneta, a po jakimś czasie zaskoczenie na jej twarzy ustąpiło niepohamowanej radości w ramach której z ust kobiety wydobył się głośny śmiech, nad którym nie mogła zapanować. Zmuszona bólem brzucha zgięła się w pół i niemalże straciła równowagę, na moment zapominając, że jest na łyżwach. Łyżwy stoją na lodzie. Lód jest śliski. Nie wolno o tym zapominać.
I kiedy już niemal zapanowała nad swoimi emocjami, Harłak ponownie złapał ją w pasie, czym wywołał krótki pisk zakończony pokręceniem głową.
- Ty nie jesteś normal… – zaczęła, ale kolejny manewr przyjaciela sprawił, że nagle miała na głowie coś innego niż formułowanie kolejnych słów. Faceci! Małe dzieci, których na każdym kroku trzeba pilnować i które nawet podczas prostych czynności potrafiły zrobić krzywdę sobie.. i innym.
Brunetka przez chwilę usilnie starała się utrzymać na nogach, próbując przy okazji nie przydeptać Harłaka, ale jej manewry wokół niego, które miały zapobiec skrzywdzeniu Motocykla, zakończyły się niespodziewanym upadkiem. Może gdyby nie ta ciągnąca ręka Vivianne dałaby radę jakoś się pozbierać i ustać na równych nogach. Teraz jednak wszystko było jasne – szczupłe ciało brunetki straciło grunt pod nogami, a jej kościsty tyłek uderzył o bok Harłaka, czego efektem było twarde lądowanie obojga na lodzie.
Brunetka złapała się za brzuch, który zaczął boleć ją jeszcze bardziej niż chwilę temu i zwinęła się w kulkę na lodzie, nie mogąc przestać się śmiać. Boże, nie pamiętam kiedy ostatnio miała taki dobry humor!
- Kur..wa.. Har..ła..k – było jedynym co można było usłyszeć z jej ust a i tak trzeba było się nieco wysilić by zrozumieć słowa pomiędzy salwami śmiechu.
Chwilę to trwało, ale opamiętała się! I w dodatku zaczęła podnosić się ze śliskiej tafli lodu wyglądając przy tym jak mały, uroczy pingwinek.