Jonah Wrens - 2015-01-04, 23:34 Jak szło, to dobrze. Po krótkiej przerwie w stępie, ponownie zebrałem wodzę. Zaprosiłem smolistego do wysokiego zebrania i przeszedłem z nim od razu do kłusa. Pewnym krokiem ale nie za szybkim. Na chwilę przykleiłem się do siodła w kłusie ćwiczebnym. Dociskając przyłożone łydki do jego boku, zewnętrzną cofnąłem powoli za, by dać sygnał do galopu. Spokojny krok, łydki cały czas przyłożone, a biodra lekko zablokowane. Dokładnie tak, aby przytrzymać konia w tempie, w jakim chciałem aby się poruszał. Jeżeli pokornie ustąpił, to odpuściłem, rozluźniając się, by mógł iść swobodnie, acz w niezmienionym przez siebie tempie.
Wprowadziłem po jednym okrążeniu dość duże wolty, a następnie wyjechaliśmy na środek gdzie ponownie zrobiłem przejście do kłusa, a zaraz po tym do stępa. Nie nagrodziłem go, a od razu przesunąłem łydkę tak, by zrobić zagalopowanie na drugą nogę. Tym razem nie blokowałem mu drogi, a pozwoliłem na swobodne zagalopowanie. Doprowadzając go do ściany, skróciłem wodzę i podniosłem się do prawidłowego półsiadu. Lekko ugięte nogi, ręka do przodu. Siodło swobodnie poruszało się pode mną w rytm kroków smolistego, podczas gdy ja pozostawałem w jednym miejscu. Tym samym dawałem mu chwilę na wydłużenie kroku, choć pilnowałem, aby zbytnio się nie rozciągnął w foulach. Po kilku minutach ponownie wsiadłem w siodło i zatrzymałem go do stępa. Poklepałem i oddałem wodze.
Wtedy gdy karus odpoczywał, ja ogarniałem wzrokiem przeszkody i układałem sobie parkur.Saver - 2015-01-05, 22:20 Kiedy poczuł zebranie wodzy oczywiście znowu zaczął aktywnie pracować zadem wedle życzenia jeźdźca. Momentalnie przeszli też do kłusa więc tempo było bardziej aktywne a całą siłę ogier wzbierał w zadnich częściach ciała stamtąd jakby miał napęd do działania. Nie kłusowali długo bo zaraz chłopak narzucił pomoce do przejścia do galopu, sylwetka ogiera po zebraniu ładnie się zaokrągliła ale galop pozostawał w tempie jakim on chciał nie za wolnym ale też nie za bardzo szybkim. Po kilku chwilach zrobili kilka sporych wolt, oraz zjechali na środek gdzie zmienili tempo do kłusa potem do stępa. Praktycznie od razu dostał ze stępa przejście do galopu może nie było ono idealne ale na pewno przeszło w efektowne. Najechali z powrotem na ściany gdzie ogier poczuł jak chłopak odciąża grzbiet a bardziej opiera się na strzemionach, mimo braku obciążenia ogier pozostawał nadal w aktywnym tęmpie Po kilku minutach, okrążeniach znowu znalazł się w siodle ogier przyjął to z nie jaką ulgą a raczej cichym sapnięciem. Zwolniony do stępa i rozluźniony szedł przez chwilę, podobnie jak John lustrując parkur wzrokiem.Jonah Wrens - 2015-01-05, 22:29 Skoro sam nie próbował pędzić, a dał się lekko wyciągnąć w galopie - mi pasowało.
Nie mniej jednak bardziej istotną częścią tego treningu były przeszkody. Wpierw dorwałem jedną, stacjonatę 50cm. Niby nic, jednak i tak była za wysoka. Dlatego też podprowadziłem konia pod ową przeszkodę i zeskoczyłem z jego grzbietu, by obniżyć drąg do 30cm. Zahaczając ręką o wodzę, prowadziłem ogiera do kolejnych przeszkód. Ustawiając już drągi od 50cm do 80cm.
Wsiadając z powrotem na grzbiet smolistego, poprosiłem go o aktywny stęp, cały czas przyłożonymi łydkami, pilnując jego rytmu.
Wprowadzając ogiera na ścianę, dałem mu sygnały do zagalopowania i od razu poprowadziłem go w stronę 30cm stacjonaty. Potrzebowałem tego do bardzo istotnego zadania, dlatego też nim ruszyliśmy na ową przeszkodę, wprowadziłem karusa na koło. Już po pierwszej wolcie dookoła przeszkody, przesunąłem ogiera tak, aby szedł prosto na stacjonatę. Wycofując plecy, trzymając go w zamkniętych łydkach i na kontakcie, zmuszałem Savera do poczekania na mnie. Dopiero gdy byliśmy przy samej przeszkodzie, dawałem mu sygnał do skoku. Lekki półsiad, niewielkie oddanie wodzy, bo raczej nie było mu jej aż tyle potrzeba. I tak cały czas. Koń wygięty na wolcie, najeżdżający za każdym razem na tą samą przeszkodę. W tym samym tempie, bez przyśpieszenia przed czy po skoku. Jeżeli ze cztery razy dobrze wykonał ćwiczenie, to zwolniłem go do kłusa, zmieniłem kierunek i wprowadziłem go ponownie w galop na wolcie. Skoki w drugą stronę na tej samej zasadzie. Jeśli wyszło poprawnie, po ostatnim skoku poprowadziłem go na pierwszy ślad. Dopiero później odbiliśmy na krzyżaka 50cm.Saver - 2015-01-06, 19:26 No jakoś im szło nie można powiedzieć że nie. Kiedy zeskoczył z jego grzbietu nieco się zdziwił ale posłusznie szedł za nim przyglądając się przeszkodą które ustawiał-poprawiał. Kiedy go dosiadł od razu po sygnale ruszył stępem do przodu, nadal mimo już kilkunastu minut treningu robił to chętnie i aktywnie. Po najechaniu na ścianę ogier dostał pomoce do zagalopowania i tym razem wyszło mu to o wiele lepiej niż poprzednio, pojechali od razu na pierwszą z przeszkód, ale jeszcze wcześniej wykonaliśmy koło wokół przeszkody, jedna wolta i najechanie na ów przeszkodę. Ogier czuł że chłopak nie chce aby sam skakał więc poczekał na sygnał i dopiero się wybił składając w locie i lądując po drugiej stronie. Nie była ona zbyt wysoka to też nie musiał aż bardzo się wysilać mimo tego zapas był spory między nim a przeszkodą. Chyba dobrze im wyszedł owy skok, zrobili jeszcze cztery razy ten manerw z kołem,woltą oraz skokiem na tą samą stronę. Potem zwolnili do kłusa, zmiana kierunku i ponownie to ćwiczenie tylko na drugą stronę ogier raczej nie miał z tym problemów w końcu nie od roku skakał prawda? Co do techniki już nie mu to oceniać, po tym ćwiczeniu najechali ponownie na ślad i dopiero potem na kolejną przeszkodę.Jonah Wrens - 2015-01-06, 20:03 Galopowaliśmy już dalej, w stronę wolno stojącego krzyżaka. Pokonanie przeszkody było na tej samej zasadzie jak przy ostatnim ćwiczeniu. Doprowadziłem ogiera możliwie najbliżej przeszkody, a wtedy dałem mu sygnał do skoku. Oddałem rękę z wodzą i zrobiłem lekki półsiad. Po skoku doprowadzając go do ściany, zwolniłem smolistego do stępa - zasłużył na przerwę.
Nie oddawałem mu wodzy, a układałem sobie jednorazowy parkur, który miał być finiszem naszego treningu. W końcu nie zamierzałem go przeciążyć zbyt trudnymi zadaniami. Dlatego też po tych kilku minutach stępa ponownie zagalopowaliśmy.
Naprowadziłem go ponownie na krzyżaka, którego zdążyliśmy już raz skoczyć, a zaraz po nim, po łagodnym łuku udaliśmy się do stacjonaty 60cm. Cały czas pilnowałem, aby tempo było równe, a Saver skakał na sygnał, bez próby przejęcia kontroli. Jeżeli bez problemu pokonał ów wysokość, poprowadziłem go na lewo, gdzie stał okser 70x70. Tutaj szczególnie pilnowałem doprowadzenia konia do końca, gdyż już teraz chciałem mu ułatwić pokonywanie tego typu przeszkód. Kolejny sygnał przed przeszkodą, oddanie wodzy i półsiad. Krótko go poklepałem po szyi, gdy oddaliśmy prawidłowy skok (jeśli nie, to powtórka). Prowadząc dalej karusa po ścianie, zboczyliśmy na ostatnią przeszkodę stacjonata 80cm. Uważnie doprowadziłem do niej konia, po czym dałem mu wszelkie sygnały do oddania skoku. Jeśli wszystko było w porządku to stęp, luźna wodza i nagroda w postaci klepnięcia, a jak nie to powtórzyliśmy.Saver - 2015-01-06, 21:45 No to sobie galopowali dalej, tym razem już w kierunku następnej przeszkody - krzyżaka ustawionego na ziemi nieco wyższego niż poprzednia przeszkoda. Z przeskoczeniem nie było problemu po wybiciu się kary przeleciał nad krzyżakiem miękko lądując po drugiej stronie i zjechał na ścianę gdzie zwolnili do stępa. Jeździec nie oddał mu wodzy to też jedynie przemielił wędzidło w pysku podążając wyznaczoną przez J ścieżką, po kilku minutach znowu galopowali po hali. Ogier dość szybko został naprowadzony na krzyżaka, zastrzygł uszami na jego widok po dojechaniu na odpowiednią odległość ogier odbił się od ziemi ponownie nad nim przelatując. Później łagodny łuk i stacjonata którą przeskoczyli w podobny sposób jak krzyżaka, ogier dostosowywał się do tempa oraz techniki narzucanej przez chłopaka był dość elastyczny pod tym względem. Skręcili w lewo i najechali na jeszcze wyższy okser, czuł że chłopak go pilnował w końcu nie był głupi prawda? Skupił się bardziej na przeszkodzie w miejscu wybicia dość mocno odbił się z zadu szybko składając, lekkie wyciągnięcie szyi i miękkie wylądowanie po drugiej stronie. Czując pochwałę skierował jedno ucho na niego ale szybko wróciło na poprzednie miejsce widząc kolejną przeszkodę. Podobna technika jak przy poprzedniej, wybicie w odpowiednim miejscu, złożenie w locie, wyciągnięcie szyi i lądowanie po drugiej stronie. Po skończonym parkurze ogier zwolnił do stępa i wyciągnął karą szyję swobodnie trzepiąc nią delikatnie raz.Jonah Wrens - 2015-01-06, 21:58 Stępując już ogiera, pochyliłem się by poluźnić popręg. Nie wkładałem już nóg w strzemion, spokojnie prowadząc karusa między przeszkodami. Nie mieliśmy czego poprawiać, ani po co kontynuować treningu. Zrobił swoje i tak jak na taką przerwę miał trochę zadań do roboty.
Więc gdy tylko go występowałem, zeskoczyłem i zaprowadziłem smolistego do stajni.
/ztSaver - 2015-01-06, 22:01 Stępowali sobie już na luzie, cóż koń można powiedzieć jakby szło oczywiście był zadowolony trochę treningu mu się przydało. W końcu został wyprowadzony z.tLucas - 2015-01-15, 21:49 Przyszedł tu wraz z Black Pearl. Znalezienie wolnego, krytego obiektu sportowego zajęło mu trochę czasu, ale na szczęście trafili tutaj. Wyglądało na to, że mieli całe pomieszczenie dla siebie, co nie ukrywam - było bardzo dużym udogodnieniem.
Podczas całej przechadzki brunet pilnował tempa klaczy. Nie pozwalał jej szaleć ani go wyprzedzać. Każde przewinienie było odpowiednio karcone, najczęściej wcześniej wypraktykowanym już obrotem wokół własnej osi. Dodatkowo od czasu do czasu pojawiały się też komendy słowne, w wypadku gdy samo zwolnienie kobyły miało efekt krótkotrwały i nie odpowiadający oczekiwaniom mężczyzny.
Pojawiwszy się w hali, zapalił światła które dotychczas były zagaszone i przez otwartą bramkę wprowadził czarną do środka. Zamknął za sobą wrota, co by fryzyjka nie próbowała mu podczas treningu spylić do stajni, po czym zaprowadził ją nieco dalej wgłąb. Tam ustawiwszy się na linii środkowej, przodem do wyjścia, ponownie zarzucił jej na szyję wodze, na ręce odział skórzane rękawiczki, zaś na głowę kask. Teraz już na spokojnie dostosował sobie długość strzemion i obustronnie podciągnął jej popręg. No dobrze, wyglądało na to, że mogli zaczynać!
Wsunął stopę w strzemię i utrzymując krótkie wodze (coby Perle nie przyszedł do głowy pomysł ruszyć zawczasu), miękko zasiadł na jej grzbiecie. O ile stała grzecznie i się nie wierciła, pochwalił ją i usadowił się wygodnie. Jeżeli jednak śpieszyło jej się na tyle, że poszła bez jego polecenia, ściągnął mocno jedną wodzę, zmuszając ją tym samym do wykonania bardzo ciasnego piruetu. Następnie przyłożył łydki do jej boków i delikatnie wypchnął do przodu, od razu kierując na ścianę. Wodzę pozostawił jej dość luźne, aczkolwiek cały czas na kontakcie. Na bieżąco korygował tempo jakim się poruszała. Nie pozwalał jej się ociągać, ale też nie tolerował stępa na pograniczu kłusa. Będzie miała jeszcze okazję się wyszaleć, a na razie miała chwilę na odprężenie i wyciągnięcie szyi (o ile miała takową potrzebę).Black Pearl - 2015-01-17, 13:02 .....Do momentu, w którym Perła była poza halą - naprawdę szalała. Kilkakrotnie wyprzedzała Lukasa (ignorując jego napomnienia), kilkakrotnie próbowała poderwać się do kłusa (ignorując nakazy zwalniania), kilkakrotnie rżała, machała głową, stawiała dęby (ignorując wszystkie kary). Była zbyt uparta, żeby przejmować się chłopakiem. Próbowała go pogonić, lekko trącając głową w plecy. Jak dla niej szli zdecydowanie, zdecydowanie, zdecydowanie za wolno. W końcu żachnęła się i odwróciła głowę, parkając z niezadowoleniem. Uniosła łeb wysoko, eskalując focha. Jeśli Lukas próbował nawiązać z nią jakikolwiek kontakt - po prostu go zignorowała.
.....Dopiero kiedy znalazła się we wnętrzu obiektu, wyraźnie się zmieniła. Hala była w jej mniemaniu świątynią, miejscem, w którym trzeba przymknąć oko na wszystkie niedotarcia z jeźdźcem. Nie wolno było tutaj szaleć. Tutaj przychodziło się pracować, pokazywać swoje umiejętności. Black spięła niemal wszystkie mięśnie, aby pohamować się od wystartowania jak torpeda. Robiła naprawdę wszystko, żeby stać spokojnie, a świadczyło o tym choćby nerwowe pomachiwanie ogonem czy bardzo szeroko rozwarte chrapy i powietrze wydychane z impetem. Ciągle kręciła wbrew sobie głową, próbując nacieszyć się widokiem hali treningowej.
.....Dała się poprowadzić na środek, tym razem nie wyprzedzając jeźdźca. Z podekscytowania ogon trzymała wysoko, a jej kroki były ciut za bardzo energiczne. Stała naprawdę spokojnie, kiedy Lukas dokonywał ostatnich poprawek. Jedyne co zrobiła, to dla wyładowania nadmiaru emocji zaryła kilka razy rogiem kopyta w ziemi, bezgłośnie przy tym parskając. Nie próbowała startować zbyt wcześnie, bo wiedziała że nie wolno, choć miała ogromną ochotę po raz kolejny podroczyć się z chłopakiem. Spróbowała odciąć się od swoich emocji, spróbowała skierować je gdzieś indziej, na drugi plan, ale jej się nie udało. Zamyśliła się jedynie, a kiedy poczuła jak jeździec opada na siodło, nieco się spłoszyła.
.....Mimowolnie wydała z siebie coś na kształt tłumionego jęku z wydźwiękiem strachu, do tego nieznacznie uniosła przód. Odwróciła nieznacznie głowę, coby Lukas na jej grzbiecie nie znajdywał się w martwej strefie jej wzroku. Wystraszona zrobiła kilka kroków zadem w lewo, przednimi nogami pozostając w jednym miejscu. Dopiero kiedy chłopak w jakiś sposób zareagował aby ją uspokoić, przypomniała sobie gdzie na dobrą sprawę się znajduje.
.....Otrząsnęła się z irracjonalnego lęku i wedle jego woli ruszyła na ścianę. Jej stęp był silny i sprężysty, od razu ustawiła się we właściwej pozycji. Kilkakrotnie przemieliła wędzidło w zębach, stosując się do narzucanego przez Lukasa tempa. Mimo że wydawało jej się zbyt nudne, ponownie przypomniała sobie, że w świętym miejscu jakim była hala należy być ślepo posłusznym jeźdźcowi. Robiąc każdy krok najładniej i najdoskonalej jak potrafiła, poruszała się w tym samym, niezmiennym (i za wolnym) tempie. Leon - 2015-01-22, 22:03 Przyszedł na halę z Shadow. podobnie jak wcześniej nie dawał mu po drodze się obijać ewentualne wybryki korygował głosem czy przypomnieniem mu że nie jest tu sam. Za nic nie dostanie nagrody, najpierw niech się wykaże to i nagroda będzie, w stajni dostał jedną na powitanie a drugą za dobry sprawunek na myjce. Oprowadził w ręce ogiera po hali, pozwalając mu na zapoznanie się z nią ale też nie na obijanie się bo po to tu nie przyszli. W końcu zatrzymali się w rogu gdzie poprawił popręg oraz strzemiona, by wylądować na grzbiecie konia po chwili ale obciążając go równomiernie Poprawił jeszcze siebie i strzemiona by było idealnie i dał mu wyraźny sygnał łydką, jeśli nie pomógł wypchnął go z krzyża dając luz na wodzy ale podtrzymywał średniej szybkości tempo najniższego z chodów.Shadowfax - 2015-01-22, 22:22 Problem w tym, że Shadowfax był leniem i aż trudno uwierzyć, że kiedyś był to ambitny, skory do pracy koń. Salvaje szedł za człowiekiem jak najwolniejszym tempem, ewentualnie nieco przyśpieszając, gdy Leon chciał skorygować jego tempo. Ludzie mają zdecydowanie zbyt wygórowane oczekiwania, jakby nie dość było, że musi nosić na sobie siodło, a w pysku ma wędzidło, hmph.
Ostatecznie jednak andaluz był profesorem, koniem o spokojnym usposobieniu, więc zwykle nie sprawiał problemów, poza tym, że był zanadto łakomy i leniwy. Po wejściu na halę rozejrzał się po niej z umiarkowanym zainteresowaniem. Ot hala, jak to hala, daj mi lepiej coś dobrego! Po zatrzymaniu w rogu siwek ponownie próbował oszukać człowieka nadymając się, tym razem jednak popręg porządnie został przez Leona zaciśnięty. Ośmiolatek lekko podbił zadem, gdy jednak chłopak zechciał na niego wsiąść stał spokojnie i nie utrudniał.
Normalnie sygnał łydką by mu wystarczył, ale ponieważ ogier wywnioskował, że nie ma do czynienia z żółtodziobem, zadziałało dopiero wypchnięcie z krzyża i siwek ruszył przed siebie leniwym stępem, a na sygnał do wzmożonej pracy i przyśpieszenia do nieco żywszego stępa przyjmował z niechęcią. Ostatecznie szedł żywym stępem, jednak było widać, że jest z tego średnio zadowolony, próbował jak najbardziej się ociągać, udając zmęczenie już po pierwszym okrążeniu.Leon - 2015-01-23, 21:33 Regularne treningi i przestanie masowo tuczyć konia powinno pomóc mu wrócić do formy fizycznej jak i psychicznej. Niech nie narzeka zawsze mogło być gorzej, skoro jeździł kiedyś na nim profesjonalny jeździec a potem dzieci to musiał być jakoś ogarnięty w końcu ludzie na nim polegali nie? No on o dziwo jeździł już kupę lat, jak i komu udało się go tego nauczyć? Bóg jeden to wie, pilnował ciągle jego tempa bo nie zamierzał zestarzeć się i umrzeć na jego grzbiecie.
-Nie udawaj, bo i tak nic ci to nie da. - powiedział dość łagodnie nawet do ogiera z uśmiechem na ustach, prowadził go w sumie po śladzie przez dwa koła po czym zjechali do środka i od tak zrobili to wężyka, to serpentynę czy ósemkę. Jak na razie dawał i tak mu taryfę ulgową ale nie zamierzał mu popuścić bo ogierowi się nie chce, zamierzał zadbać o jego spory siwy zad ot co.Shadowfax - 2015-01-24, 20:20 Zastrzygł uszami, gdy usłyszał słowa Leona, siedzącego w siodle na jego grzbiecie i parsknął niezadowolony, że czegoś od niego oczekują. Jeśli tylko miał taką możliwość poruszał się jak najbardziej wolnym i ślamazarnym stępem, jadąc po śladzie. Jeżeli chłopak chciał przyśpieszyć tempo do żywszego stępa, Shadowfax przyśpieszał, jednak tylko na chwilę, po czym jeżeli tylko miał taką możliwość ponownie zwalniał do poprzedniego tempa. Wykorzystywał każdy moment nieuwagi chłopaka, by jeszcze zwolnić, pewnie gdyby tylko mógł, ledwie by się wlókł kopyto za kopytem.
Po zjechaniu na środek hali owszem wykonał wężyka, czy co mu tam Leon kazał, jednak jeśli tylko miał taką możliwość, wykonywał to w jak najwolniejszym tempie i na odpieprz się. Jeżeli dwudziestolatek przywoływał go do porządku, siwek przez chwilę zachowywał się poprawnie, po czym znowu sobie przypominał, że mu się nie chce, od czasu do czasu symulując zmęczenie.Leon - 2015-01-24, 21:45 Niech się tak nie dąsa bo nie dostanie nagrody i dopiero będzie zawiedzony i co wtedy? Ogier nie miał możliwości do zwolnienia gdyż chłopak utrzymywał go ciągle w aktywnym tempie, więc każda próba nawet ze strony ogiera była od razu korygowana. Dlatego pewnie pierwszy trening będzie męczący dla siwka, więc może chłopak pozostanie na rozruchu we wszystkich chodach? Zobaczy się. Przy figurach pilnował jego wygięcia jak i tempa co z ledwością ale jednak mu się udawało, ogier dostawał odpowiednie i wyraźne pomoce dosiadem, łydkami oraz wodzą każda próba wymigania się kończyła się powtórką ćwiczenia do skutku. Na facecie próby zmęczenia nie robiły wrażenia, wiedział że nawet koń na którym długo nie trenowano po dwóch kółkach nie ma szans by padał na pysk przy jego masie jeszcze. Dla odmiany zrobili kółko wokół hali by znowu zjechać na środek i tym razem zrobili jedno koło w prawo, drugie w lewo nieco odjeżdżając kawałek. Nadal pilnował jego wygięcia oraz tępa choć na kole za szybkie nie mogło być to jednak nie robili to niczym ślimaki. Po skutecznie wykonanym zadaniu zjechali znowu na ścianą i po zrobieniu połowy koła hali dostał wyraźny sygnał łydką oraz znowu wypchnięcie z krzyża do przejścia do kłusa.