Anais - 2014-10-29, 15:52 Dziewczyna od dłuższego czasu nie robiła ze sobą kompletnie niczego. Odmawiała sobie wszelkich przyjemności, a i nie poświęcała się pracy, w poszukiwaniu której przyjechała do ów miasta, jednak zawiodła się... w dużej mierze na samej sobie. Dzisiejszego dnia nie chciała zmarnować na bezczynnym włóczeniu się po swoim mieszkaniu. Nie miała planu. Pewnie, gdyby nadal mieszkała w swoim rodzinnym mieście wszystkie zajęcia miałaby zapisane po kolei w głowie, albo nawet na jednej z kartek ze swojego notatnika, który nosiła ze sobą zawsze. Niemal jak komórkę. Nie dało się ukryć, że na zewnątrz nie było specjalnie ciepło, lecz to ciemnowłosej nie zraziło. Ubrana w ciepły płaszcz, otulona miękką chustką przemierzała kolejne uliczki w swoich ulubionych, ciepłych acz eleganckich butach. Lubiła wyglądać schludnie, elegancko, lecz zawsze była ubrana stosownie do sytuacji. Dziś chciała sprawić przyjemność samej sobie, toteż na jej ciele znalazła się ulubiona kreacja.
Dłonie Francuzki z każdą minutą stawały się coraz bardziej zimne i zdrętwiałe. Ku jej szczęściu za rogiem zaczęła malować się niewielka kawiarnia. Przyśpieszywszy nieco dotarła pod same jej drzwi, ale nim zawitała w środku zerknęła dyskretnie do witryny. Czyżby znalazła idealne miejsce dla siebie? Z minimalnym uśmiechem na twarzy pchnęła drzwi wchodząc do budynku. Przyjemne ciepło musnęło jej zziębnięte ciało. Mieszanina najsłodszych zapachów od razu zawróciła brunetce w głowie. Była zdecydowana co do tego, co zamówi, więc przewinęła się obok lady składając zamówienie. W oko wpadł jej również pewien stolik na uboczu, przy którym usadowiła się wygodnie i od razu wyjęła z torby swój notes oraz telefon.
//Licho, ale się rozkręcę ;)Anonymous - 2014-10-29, 17:00 Wreszcie miała okazje zobaczyć Eastbourne na własne oczy z perspektywy przechodnia. Szła pewnym krokiem wzdłuż ulicy szukając jakiegoś postoju w postaci hotelu czy miejsca publicznego, gdzie mogłaby trochę odsapnąć. Towarzysząca jej skórzana wytarta,czerwona walizka tylko wyglądała niepozornie, a wbrew pozorom była dość ciężka. Dziewczyna kurczowo trzymała ekwipunek ciągnąc go za sobą po nierównym chodniku, sprawiającym chwilami opór. Czuła jak na wewnętrznej części jej dłoni zaczynają się robić odciski. Blythe była średniego wzrostu, ubrana w swoje ulubione street-style'owe, wygodne ciuchy i liczną złotą biżuterie . Twarz otulały jej popielate-blond proste jak linijka włosy.Na skutek chłodnego podmuchu wiatru jakiś kosmyk delikatnie nawiną jej się na czerwone, zdobiące jej twarz policzki. Jej kocio-zielone oczy bystro lustrowały okolicę. Miasteczko wydawało się utkwić w przeszłości stwarzając niebywały klimat. Kiedy Australijka napotykała intrygujący dla niej budynek zwalniała tępo swoich kroków, aby móc napawać się tutejsza sztuką architektury. Kiedy przeszła chyba najciekawszy odcinek miasteczka pod względem budowy, zaczęło jej doskwierać zmęczenie. Zaczęła ciężej oddychać i mozolniej stawiać kroki.Męczyła tak się jeszcze z ok 30 metrów, aż... -Eastbourne daje mi nareszcie odpocząć.-rzuciła z ulgą, gdy spojrzenie napotkało jakieś odpowiednie miejsce do wytchnienia. Dziewczyna luknęła na witrynę zawierającą nazwę kawiarni, po czym weszła do środka ociężale przenosząc klamoty przez próg Plain Cafe. Nagle powierzę stało się cieplejsze i czuć było mieszankę przyjemnych dla nosa licznych aromatów. Uśmiechnęła się z lekka łobuzersko myśląc o pysznym Latte macchiato. Ulokowała się przy pierwszym lepszym stoliku nie zauważając niestety Anais. Po wycisku, który dała jej infrastruktura miasteczka Blythe stała się nieuważna, wręcz ślepa na obecnych wokół niej ludzi.
///strasznie opornie mi szło pisanie tego tekstu, juz fantazja nie ta.. :(Anais - 2014-10-30, 15:30 Po dłuższej chwili spędzonej w kawiarni, ciepło tutaj panujące zaczęła dawać o sobie znak. Ciemnowłosa nie odrywając wzroku od swoich notatek zdjęła płaszcz, który ułożyła na oparciu miękkiego fotela. Dziewczyna zapisywała powoli coś w swoim notatniku nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Od czasu do czasu zerknęła na jasny ekran swojej komórki, a zaraz potem znów wlepiała wzrok w lekko żółte kartki pisząc dalej. Czując obok siebie czyjąś obecność odwróciła ostrożnie głową dostrzegając kelnerkę w jasnym, schludnym fartuszku, która niosła na dłoni tacę, jak można się spodziewać z zamówieniem ciemnowłosej. Młoda kobieta ułożyła na stoliku wysoką szklankę wypełnioną ulubionym gorącym napojem Francuzki. Przyjemnym zwieńczeniem czekoladowo-kawowego napoju była słodka bita śmietana oprószona delikatnie wiórkami czekolady. Ciemnowłosa podziękowała pracownicy kawiarni i uśmiechnęła się do niej serdecznie odprowadzając zaraz potem wzrokiem, póki nie zniknęła za ścianą. Uśmiechając się nadal ujęła szklankę i upiła z niej kilka łyków gorącej kawy. Odstawiwszy naczynie w bezpiecznej odległości od swoich notatek i telefonu znów zaczęła coś pisać. Drgnęła delikatnie, kiedy drzwi budynku otworzyły się, a do środka zdążyło wedrzeć się chłodne powietrze. Przelotnie zerknęła na wejście, jednak widok nowej osoby nie zrobił na niej dużego wrażenia. W taki dzień jak dzisiaj dużo przyjemniej jest się wygrzać w ciepłym miejscu niż tkwić na tym zimnie. Westchnęła cicho wolną dłonią pocierając swoje ramie licząc na to, że w ten sposób szybciej je rozgrzeje. Coś jednak nie dawało Anais spokoju, nie potrafiła się już skupić na swoim wcześniejszym zajęciu, a oczywiście spowodowane to było osóbką która weszła do kawiarni kilka chwil wcześniej. Zerknęła dyskretnie w kierunku Blythe przyglądając się jej uważnie. Łudząco przypominała kogoś z jej przeszłości, ale nie była pewna, czy to właśnie ta osoba. Westchnąwszy głośno założyła za ucho niesforny kosmyk ciemnych włosów i spakowała swój notes. Nie była osobą specjalnie śmiałą i rozmowną, ale postanowiła zaryzykować. Wstała powoli chowając telefon do kieszeni i zarzucając na ramię swoją torbę. Zacisnąwszy usta w cienką kreskę ruszyła niepewnie w stronę stolika przy którym siedziała blondynka. Po drodze kilka rasy próbowała się wycofać, jednak próbowała się nie poddać. -Cze... cześć- przywitała zielonooką zatrzymując się przy stoliku. Nagle cała zesztywniała i najmniejszy ruch sprawiał jej dyskomfort. -Mam nadzieję, że cie z kimś nie pomyliłam- wyznała nieco skrępowana. Zarumieniła się delikatnie, gdyż nie podejrzewała, że te słowa zabrzmią tak szorstko. Oby tyko Blythe nie miała jej tego za złe.Anonymous - 2014-11-01, 01:06 Dziewczyna przyciągnęła do siebie walizkę tak, aby nikomu ona nie zawadzała.Przecież ona nie chciała nikomu przeszkadzać, ani utrudniać pracy, toteż zrobiła to niemal bezdźwięcznie. Jeszcze płynnym ruchem spoglądnęła na klientów, którzy nie zwrócili ku niej uwagi, upewniając się. Niezgrabnie rozebrała wierzchnią część jej garderoby, po czym z dokładnością chirurga złożyła ją równo na drugim siedzeniu. Wiedziała, że powinna się przejść i jednak zawiesić ramoneskę na przeznaczony do tego wieszak, ale nie ufała tutejszym ludziom. Nie, żeby ci w Eastbourne byli nadzwyczaj zdolni do przywłaszczania cudzych rzeczy, tylko Blythe miała małą wiedzę na temat bytu tutejszych mieszkańców. Poza tym wieszak znajdował się za jej plecami, co uniemożliwiałoby jej kontrolowanie, czy przypadkiem kurteczka nie zmienia właściciela. Dziewczyna chwyciła za hebanową nerkę, gdy brzuch wydarł z siebie jednoznaczny odgłos. Szybkim ruchem rozpięła zamek nerki, po czym pochwyciła z niego pierwszy, nasuwający się jej w palce banknot. Już miała podejść do lady z apetycznie wyglądającymi ciastami, kiedy ktoś rzucił za nią "Cze... cześć". Stłumiony przez gwar panujący na sali, niepewny głos zadźwięczał jej w uszach niczym fantasmagoria. Kolejny ruch Anais, zmniejszył dystans dziewczyn i pozwolił rzucić cień ku stolikowi, przy którym zasiadała Blythe. Żołądek podszedł jej do gardła. Przełknęła głośno ślinę by móc odpowiedzieć. Zdawać się mogło wtedy, nieznajomej sylwetce. Niechętnie skierowała wzrok ku facjacie dziewczyny. Kiedy jej spojrzenie zatchnęło się z niemal porcelanową twarzą dziewczyny, wstrząsnęło Humphrey przedziwne uczucie. Coś jakby déja vu zmieszane z radością. Przeszłość zderzająca się z irrealizmem. Uśmiechnęła się, odsłaniając najbardziej idealny rząd prostych, białych zębów. One naprawdę świeciły się jak dobrze wypolerowana broń. Czasami nawet tak działały, ale mniejsza z tym. -Anais?- burknęła niepewnie. Zmarszczyła brwi przetwarzając obrazy, które fruwały gdzieś w jej pamięci. Po czym z wybałuszonymi oczyma głośno wydarła.-Anais!- Rzuciła się gwałtownie na czarnowłosą, zaciskając silnie ręce wokół jej tali. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłoby to sprawić jej ból. Emocje jakie w tej chwili buzowały w Blythe sprawiły, nawet cel stołowania się przeszedł gdzieś na boczny tor. -Jak to możliwe, że Ciebie tu spotkałam?- puściła dziewczynę ujmując w dłonie swoją twarz z niedowierzającym jej wyrazem.Anais - 2014-11-03, 22:44 Z niecierpliwością oczekiwała reakcji jasnowłosej istotki, która wydawała się być dość zaniepokojona wizytą Francuzki przy jej stoliku. Dziewczyna powoli zaczynała wątpić w prawdopodobieństwo spotkania swojej dawnej przyjaciółki, z którą dogadywała się jak z nikim innym. Przez głowię ciemnowłosej zaczęło przebiegać tysiąc myśli, karciła samą siebie. Co też skusiło ją do podejścia do dziwnie znajomej kobietki? Warknęła coś w myślach, kiedy nagle ponownie zesztywniała nieco. Nabrawszy nadmiar powietrza do ust zamarła bez ruchu kiwając jedynie nieznacznie głową. Pomimo, że to co powiedziała Blythe było zgodne z prawdą , dziewczyna nadal nie miała pewności czy to, ta sama osobą, którą dobrze znała z przeszłości. W końcu nie jest jedyną osobą noszącą takie imię, prawda? Przecież to mógł być zwykły przypadek, kiepski dowcip losu. Tym razem to Anais zmieszała się i zawstydziła delikatnie, kiedy blondynka wykrzyczała jej imię. Teraz Francuzka nie miała wątpliwości co do spotkania po latach. Dotychczas sądziła, że takie są możliwe jedynie w filmach, ale Blythe to już druga osoba, jaką udało jej się odnaleźć. Poczuła jak na jej policzkach pojawiają się lekkie rumieńce, przyjemnie grzejące twarz dziewczyny. Pomimo skrępowana, pokusiła się na szczery uśmiech, którego nie próbowała już ukrywać za maską, która wyglądała nadzwyczaj sztucznie. Trzeba przyznać, że Anais nigdy nie była specjalistką we wcielaniu się w różne role. Aktorką byłaby raczej marną... Może to dla tego wybrała sobie inny fach. -Blythe!- wydusiła z siebie, w końcu nim blondynka zdążyła zmiażdżyć jej żebra. Nie potrafiła objąć swojej przyjaciółki, gdyż ta skutecznie ograniczyła jej ruchy, również rąk. Zaśmiała się cicho w końcu czując ulgę na duchu. Zachłysnęła się gwałtownie wciągniętym powietrze, w chwili kiedy została oswobodzona. Poprawiwszy swoje ubranie spojrzała rozbawionym wzrokiem na Mieszkankę, którą to bezustannie obdarzała przyjacielskim uśmiechem. -Sama w to nie wierzę.- wyznała ocierając twarz. -Kto by pomyślał, że jeszcze kiedykolwiek się znów spotkamy!
//Moja wena wysiadła ;-;Anonymous - 2014-11-11, 01:25 Bezwiednie odgarnęła niesforne pasmo włosów z twarzy, łagodnie muskając palcami zaróżowiony policzek."Ktoś powinien mnie uszczypnąć" - rzuciła w myślach gładząc się niemrawo po nadgarstku.
Odstąpiła o krok od Francuski chwyciwszy ją za dłonie. -Niech ci się przyjrzę.- oznajmiła spokojnym tonem, już miej ekspresyjnym niż wcześniej. Po czym poczęła mierzyć ciemnowłosą od góry do dołu wyszukując u niej jakieś zmiany, choćby tej najmniejszej. Pod wpływem czasu rysy Anais się nieco wyostrzyły, a jej sylwetka nabrała kobiecego kształtu. Jej cała kompleksja była delikatną jednością. Oczy An, choć zawsze ciemne tak, jak je zapamiętała, teraz były całkiem czarne. Miały kolor głębokiego hebanu, które żywo podsycało oświetlenie wiszących lamp. Blythe sama o sobie powiedziałby, że się nie zmieniła. Przynajmniej z tego wizualnego punktu widzenia. Trudno było jej dostrzec w sobie zmianę, gdy widzi swoje "zwłoki" codziennie w lustrze. Chociaż nie ukrywajmy, jak każda kobieta co jakiś czas przechodziła niewielkie metamorfozy. Czasem to włosy ścinała, później je zapuszczała, jak nabierała muskulatury to następnie ją zaniechiwała. Popadała ze skrajności w skrajność, oczywiście w ujęciu wizualnym. Jednak jeśli chodzi o charakter to była świadoma, że na przestrzeni lat mógł on ulec zmianie i gdzieś tam miała nadzieje, że zmiana ta drastyczna nie była. Nie wpłynie jakoś negatywnie na relacje z Anais i ta zaakceptuje ją na nowo. Skończywszy obłapianie dziewczyny wzrokiem, nachyliła się doń delikatnie, skupiając wzrok na twarzy towarzyski. Usta sformowały się jej na kształt banana. -Beauté.- rzuciła cicho, uwalniając swoją znajomość języka francuskiego. Gdyby dane jej było przelać z niego wiedzę na papier, jej słownikiem tego języka okazałby się paragon sklepowy, lub równie coś małego. Wyprostowała się, jednocześnie unosząc przy tym prawą dłoń ku wolnemu krzesłu, które stało bezwolnie przy jej stoliku. -Usiądziesz? - wyszła z propozycją miotając forsującym wzrokiem miedzy Anais, a siedzeniem.Sara - 2014-12-27, 17:34 Snuła się ulicami miasta nie posiadając żadnego ustalonego planu, którego mogłaby się trzymać. Po prostu siedzenie w domu stawało się być coraz bardziej nużące, pomimo, że lubiła to bardziej niż szlajanie się po pubach czy jakiś innych klubach. Nie rozglądała się dookoła, a jedynie kroczyła przed siebie ze spuszczoną głową nie zwracając uwagi na ludzi śpieszących w przeciwnym kierunku i obijających się o nią niemal bez przerwy. Za każdym razem, kiedy została szturchnięta warczała jedyne coś pod nosem, ale nie siliła się nawet na spojrzenie ów osobnikowi w twarz. Śnieg padał z nieba już od dobrych kilku godzin powoli pokrywając wszystko na czym tylko zdołał się utrzymać. Osiadł również na ramionach dziewczyny, lecz szybko znikł strzepnięty sprawnym ruchem zziębniętych, bladych dłoni. Robiła to regularnie, ale było to coś na podobieństwo syzyfowej pracy, gdyż wciąć pojawiały się nowe płatki śniegu. Przemieszczałaby się chodnikiem z pewnością dalej, gdyby nie to, że znalazła się pod jedną z wielu kawiarni, które idzie napotkać w tym mieście. Zwolniła nieco kroku i uniosła głowę spoglądając przez szybę do wnętrza budynku. Właśnie w tej chwili zapragnęła nieco się rozgrzać i wypić coś ciepłego. Bez słowa zwróciła się w kierunku drzwi i pchnęła je lekko, by po chwili znaleźć się w środku. Westchnęła cicho zdejmując z głowy obszerny, ciemny kaptur. Rozsunęła płaszcz i powoli ruszyła w stronę lady gdzie obrzuciła z nijakim zainteresowaniem tablice zachęcające do kupowania wybranych napojów i ciast. Przywoławszy jedną z pracownic zamówiła najzwyklejszą kawę z mlekiem z dużą ilością cukru, po czym cierpliwie na nią zaczekała. Kiedy gorący kubek znalazł się już w jej dłoniach, odwróciła się na pięcie i rozejrzała niepośpiesznie, usiłując namierzyć jakieś dogodne miejsce, najlepiej przy oknie, coby mogła wyśmiewać się z tych wszystkich ludzi, który ślizgają się na chodniku pokrytym dość grubą warstwą lodu. Nieoczekiwanie wzrok jasnowłosej przyciągnęło coś zupełnie innego, a właściwie ktoś. Na jej bladej twarzy pojawił się złowrogi uśmiech, który utrzymywała przez krótką chwilę. Potem ruszyła w kierunku osobnika, którego nie była w stanie pomylić z nikim innym. -No proszę, proszę, kogo moje piękne oczy tu dojrzały- rzuciła swoim ironicznym tonem i nie czekając nawet na jakąkolwiek odpowiedź czy reakcję, zasiadła naprzeciwko Harleya. Odstawiła kubek na stolik i rozsiadła się wygodniej uprzednio zsuwając ze swoich ramion płaszcz i poprawiając czarny sweter.Harley Davidson - 2014-12-27, 18:49 Zastygł z kawałkiem ciasta w połowie drogi do lekko rozchylonych ust. Tego się w sumie nie spodziewał, bo komu by się chciało przy takiej pogodzie z domu wychodzić? Uśmiechnął się jednak lekko, bo uznał to za całkiem szczęśliwy przypadek.
-Ano piękne oczy... Piękne...
Zamknął w końcu pysk i odstawił widelczyk na brzeg talerzyka.
-Tylko kawa, może zamówić Ci trochę ciasta?
Wskazał ciepły sernik z kawałkami truskawek - oczywiście odmrażanych, bo to nie sezon. Dzień po świętach i Harłak zatrzymał się tu akurat, żeby ugrzać się trochę, bo do domu miał daleko, a po lodzie z reguły jednośladowcami się nie jeździ. A konia ze stajni do domu by mu chyba nie wypożyczyli. Może jakiegoś kuca albo źrebaka... Ale taki to mu na co? Upił łyka herbaty, rozparł się na miękkiej kanapie i z zainteresowaniem spojrzał na Sarę.
-Co, zaczął śnieg mocniej padać?
Widział już nie tyle biały puch, ile krople i ciemniejący od wody materiał, to na jej ramionach, to kapturze, przy łokciach, na zgięciach...Sara - 2014-12-27, 19:40 Właściwie to pewnie nikomu i ona również zostałaby chętnie w domu, jednak nie potrafiła już wysiedzieć, pomimo, że próbowała zabić swój czas wszelkimi sposobami, które okazywały się być nieskuteczne.
Przewróciła swoimi jasnymi oczami, jedynie w ten sposób potrafiąc skomentować słowa mężczyzny. Spodziewała się z jego strony jakiejś docinki, na którą z pewnością znalazłaby odpowiedź, gdyż jednym ze sposobów na zabicie czasu było właśnie wymyślanie głupich, sarkastycznych odzywek. -Nie dziękuję, skarbeńku- odpowiedziała umyślnie przesłodzonym tonem, jednocześnie podświadomie szydząc z par, które nieustannie zwracały się do siebie w ten sposób, bez względu na okoliczności. Na jej twarzy nie mogło zabraknąć złośliwego uśmiechu, a sama wkrótce westchnęła zirytowana własnym zachowaniem. Skrzywiła się nieznacznie, upijając pierwszy łyk gorącej kawy. Jasnowłosa mogła jednak szczycić się wygodą z posiadania własnego samochodu, którym mogła przemieszczać się z punktu do punktu o każdej porze dnia i nocy oraz bez względu na panującą pogodę. Uznała jednak, że chcąc nieco dotlenić swój mózg powinna wybrać się w podróż pieszo, chociaż w ostateczności i tak trafiła do budynku, w którym rozsiadała się wygodnie. -Tak jakby- mruknęła odwracając się na moment, coby spojrzeć przez szybę. Wciąż padał, wciąż tak samo mocno, wciąż tak bardzo irytując dziewczynę. -Nie satysfakcjonuje mnie on...- przyznała zakładając ręce na piersi i wyraźnie się krzywiąc.Harley Davidson - 2014-12-28, 15:26 On niestety, jak miał zabić czas to robił to w stajni... Z niekorzyścią dla ubrań oczywiście - wszystkie śmierdziały/pachniały (niepotrzebne skreślić!) końmi, sianem i takimi tam na kilometr. Miał tylko gdzieś odłożoną pojedynczą koszulę i spodnie, które chronił od tej woni jak mógł. Co zdążył wyprać, to znowu wiózł do stajni, więc to syzyfowa praca była. Najlepiej w ogóle tam zamieszkać. Albo w lesie. Nikomu w lesie nie przeszkadza jak się pachnie. Ale teraz trochę wywietrzał przez zimowy wiatr i pachniał bardziej zimnem i dworem. Przystawił palce do filiżanki, by nieco je rozgrzać i zaraz załapał grę Sary.
-Oh, ale jest bardzo dobre, wróbelku!
Wziął kawałek sernika do ust, przemielił go przy obszernym ruchu szczęki, połknął resztki i z szerokim uśmiechem rozłożył ramiona.
-Delicioza! - kasjerka i kilka innych osób odwróciło się w jego stronę, bo okrzyk był odrobinę za głośny.
Speszony tym nieco wrócił do poprzedniej pozycji, chrząkając cicho pod nosem.
-No, w każdym razie dobre... Króliczku.
Oczywiście wszystkie te słodzenia były ironiczne...
-Skoro ten Cię nie satysfakcjonuje, to znaczy, że masz jakąś wizję idealnego śniegu, który mógłby Cię usatysfakcjonować? Według mnie ten jest całkiem dobry, jeśli jest po drugiej stronie szyby, bo wtedy jego chłód aż tak nie przeszkadza. I ładnie wygląda na święta przez pierwszą godzinę swojego istnienia albo i przez cały dzień, jeśli nie wyląduje na gorących rurach albo pod kołami samochodów.
No i przy okazji mężczyzna uznał jeszcze w myślach, że zima na pewno nie jest ulubioną porą roku Sary.Sara - 2014-12-28, 16:14 W okolicach, a co dopiero w samej stajni dawno jej nie widziano i być może powinny gryźć ją wyrzuty sumienia, ale chyba dały sobie spokój, wiedząc, że i tak niczego nie wskórają. Chyba najbardziej było jej żal Darka, ale przecież... jak kocha, to poczeka.
Na twarzy dziewczyny pojawił się nieznaczny uśmiech, kiedy Harley ciągnął temat nawiązując do jej wcześniejszej odpowiedzi. Wreszcie ma do czynienia z kimś, kto pojmuje jej ironię, bo zdecydowana część ludzi, z którymi dotychczas się spotykała zbyt bardzo brała wszystko do siebie i chyba nie bardzo rozumiała co jasnowłosa swoim sarkazmem ma im do powiedzenia. Obserwowała go uważnie, a kiedy wyraził swoją aprobatę dla smaku ciasta zaśmiała się, ale bynajmniej nie z niego, a z ludzi, którzy w tym samym czasie obejrzeli się w ich stronę. Ostatecznie jednak pokręciła lekko głową i westchnęła ciężko. Doprawdy nie wiedziała dlaczego ludzie tak bardzo interesują się cudzymi reakcjami. No cóż... życie. -Jedz, na zdrowie, rybciu- na samą myśl, o tym, że takimi zwrotami mogłaby posługiwać się na co dzień robiło jej się niedobrze. Jak infantylnym trzeba być, by zwracać się tak do kogokolwiek i to nie w żartobliwy sposób? - oczywiście, że mam, ale to zbyt dużo mówienia.- burknęła nie wyglądając wcale tak, jakby żartowała. Raz jeszcze spojrzała na śnieg, którego już dość spora warstwa pokrywała wszystko to co tylko mogła. Wysłuchała do końca wypowiedzi chłopaka, ale postanowiła dłużej nie rozwodzić się nad śniegiem. Nie była zadowolona z obecnej pory roku, a co za tym szło nie cieszył jej ani śnieg, a tym bardziej święta, dlatego, kiedy Harley napomknął o nich mruknęła coś pod nosem. -Dlaczego was wszystkich tak bardzo cieszą święta?- odezwała się po dłuższej chwili ciszy, przynajmniej ze swojej strony.Harley Davidson - 2014-12-28, 16:37 E tam, śnieg to śnieg. Jak nie chce opowiadać - kto jej każe? Ogólnie Harley miał taką skłonność do długiego ględzenia o błahostkach, do której Sara pewnie już się przyzwyczaiła... Odstawił talerzyk na bok, podążył za jej wzrokiem na dwór. No właśnie i na sklepach pełno lampek, w okna ozdoby i tam, gdzie firanki były cieńsze - można było zobaczyć nawet ustrojone choinki. Nad jej pytaniem zastanawiał się tylko przez chwilę.
-Bo wolne.
On chyba dostał tylko na niektóre pory dnia te wolne, bo i tak czuł się jak "starszy stajenny" i pomagał zawsze przy karmieniu koni, wyprowadzaniu ich na pastwisko i innych takich typowych czynnościach. No ale w tym roku wyjechał na te dwa, trzy dni do brata. Niech ma! Rodzinę widywał naprawdę rzadko. A tą lubianą część to już w ogóle... Za daleko zamieszkali! Zaraz potem jego ciemne oczy znów spoczęły na twarzy Sary.
-No i liczy się magia gestów. Radość z dawania prezentów, dobry obiad. Czasami nawet ludzie specjalnie próbują być mili.
Wspomniałby coś o religijnych aspektach, ale nawet nie wiedział, czy jest wierząca. Z jego spostrzegawczością to było słabo. Mogłaby świętować cały tydzień Hannukah, a on by pewnie nie zauważył i nie skminił.
-A Ciebie czemu nie cieszą?
Upił herbaty znów, ale przez słodki sernik ona sama stała się jakby bardziej gorzka... Ale taka czarna, mocna to gorzka też dobra. Miód na serce, żołądek i wszystko taka herbata.Sara - 2014-12-28, 19:39 No cóż, trochę minęło zanim w pełni zaczęła akceptować monologi Harleya, ale teraz zupełnie jej nie przeszkadzały, przynajmniej mogła przez dłuższą chwilę się nie odzywać, a to był pory plus. Wszędzie - gdzie by nie spojrzeć - były te małe cholerstwa rażące kolorami w oczy. A choinka? Po co ją ubierać, skoro i tak zostanie rozebrana i wyrzucona w przypadku żywej, albo upchnięta gdzieś w przypadku sztucznej. -Ja mam wolne przez cały czas.- zauważyła popijając gorącą kawę. Odkąd przestała pojawiać się w stajni nie robiła kompletnie niczego, co można nazwać pracą. Poza tym jej praca w stajni to też nie do końca taka praca - głównie robi to co chce i tylko czasem zostaje zaprzęgnięta do swojej właściwej roboty. A co do wyjazdów, to z domu też nie zamierzała się nigdzie ruszać, święta spędziła sama, nie celebrowała ich tak, jak wszyscy. Chyba powoli stawała się zgorzkniała, o ile jeszcze taka nie była. -Mhm... magia, radość, mili ludzie... jakaś kompletna porażka- wymruczała nie ukrywając swojego niezadowolenia świętami. W zasadzie to było jej wszystko jedno, jak miałaby świętować - tak czy owak modliłaby się o to, by jak najszybciej opuścić zgromadzenie. -Nie dają mi żadnych powodów, by się nimi cieszyć.- wycedziła tylko zanim ponownie upiła nieco słodkiej kawy, stanowczo zbyt słodkiej dla przeciętnego konsumenta kawy. -Święta to chujowy temat do rozmów, zmieńmy go.- stwierdziła poprawiając sweter, który uporczywie zjeżdżał z jej wąskich ramion. -Powiedz mi...co u ciebie słychać, złotko?- zaczęła, naśladując te wszystkie dziewczyny, przyjaciółki, które po jednym dniu rozłąki zachowują się zupełnie tak, jakby nie widziały się z co najmniej rok. Pochyliła się nieznacznie, coby oprzeć łokcie na brzegach blatu, a na zwiniętych w pięści dłoniach oparła brodę. Jak zwykle jej wypowiedzi trzymał się ironiczny ton.Harley Davidson - 2014-12-29, 17:31 Więc świąt też nie lubi. Szare komórki podpowiedziały mężczyźnie, że to być może przez rodzinę albo coś tego typu - po prostu coś w okolicznościach jej świąt jest nie tak. Spotykał już ludzi u których to było problemem. Sam nauczył się doceniać święta, jak i życie dopiero niedawno - po prostu zaczął cieszyć się jak głupi ze szczegółów i tym przezwyciężał swoje doły, zmęczenie. Dopił herbatę, odstawił kubek na krawędź stolika i przyjrzał się badawczo Sarze.
-Magia może nie, ale czerpanie z tego to jednak coś daje.
Żałował, że w tym roku nie spędził z nią Wigilii...
-Mam w szafce w socjalu jeszcze prezent dla Ciebie.
A to się nachodził! Z takim lękiem głęboko w sercu, że nie trafi i jej się nie spodoba. Harley bał się kupować prezenty, ale lubił dawać - sprzeczność jakby w nim samym. Zaraz jednak wczuł się w rolę, wchodząc znów w jej grę. Zarzucił głową na bok, zaczął mówić odrobinę wyższym i bardziej nosowym głosem.
-No wiesz, po staremu. - wydął usta - tylko praca, zakupy, porządki i trochę spacerowania. Ostatnio to się nawet zastanawiałem czy się nie wyprowadzić nad jezioro.
Teraz przyłożył dłonie do podbródka i spojrzał w górę w przesadzonym wyrazie rozmarzenia i zachwytu.
-Nie uwierzysz, jak tam jest pięknie, złociutka! A co u Ciebie skarbeńku?
Szkoda, że już po powitaniu, bo mogli jeszcze wykonać rytualną "dubeltówkę", czyli pocałunek w oba policzki i dziki okrzyk radości...Sara - 2014-12-29, 18:03 O rodzinie nie ma co wspominać, pomijając fakt, że mieszka na innym kontynencie, to już dawno się od niej odcięła i to tak całkowicie. U niej całe święta, to jedna wielka miazga, nie ubierała nawet choinki, a bo i po co? Potem znów rozbieranie, masa kłopotów i jeden wielki bajzel. No cóż, pewnie minie jeszcze sporo czasu zanim ona się tego nauczy, puki co nie rajcowały jej święta, ani ich magia, wyimaginowana dobroć ludzi i przyjemność z dawania i otrzymywania prezentów. Dlaczego by otrzymać czy podarować komuś coś potrzeba jakiejś okazji? Bez niej się nie obejdzie?
Wszystko jedno, pewnie gdyby wigilię spędzali razem siedzieliby bezczynnie w domu, wgapiając się w ekran telewizora, a wcześniej zjedliby pizzę, albo chińszczyznę, czy coś...
-Serio?- spytała jakby tracąc fason. Jej głos nie ukazywał żadnych emocji, a sama się chyba trochę zmieszała, w końcu nie miała dla niego kompletnie nic, nawet pomysłu na to, co mogłaby mu dać. Do gustu jasnowłosej przypadało wiele rzeczy, więc pewnie i ten prezent okaże się być trafny. Dużo gorzej będzie, jeśli nie będzie potrafiła wyrazić swojej aprobaty, bo z tym jest u jasnowłosej źle. Kiedy coś się jej nie podoba potrafi to powiedzieć, natomiast, kiedy coś wpadnie jej w oko jest zupełnie bezsilna. Tak czy owak rozweseliła się szybko, kiedy Harley załapał jej kolejną grę. Po raz kolejny odgrywana rola wyszła mu lepiej, niż jej, chyba powinna zacząć brać jakieś lekcje od mistrza. Uśmiechnęła się lekko i przytakiwała lekkim ruchem głowy za każdą wspominką chłopaka. -No wiesz, złotko - rutyna, wszystko się powtarza, w kółko to samo.- wzruszyła ramionami, jednak nadal utrzymywała swoją wcześniejszą pozycję.
Właściwie to powitania, jako takiego nie było, więc... Zawsze można też rzewnie się pożegnać.