Pandemonium - 2018-02-18, 21:36 Dla Pandemonium każda okazja do narobienia rabanu była dobra, a zamieszanie i atmosfera panujące w stajni zdecydowanie na tą okazję się nadawały. Dlatego od bladego świtu był dla stajennych nieznośny, rozwalając się po swoim boksie. Nadejście Jamesa przyjął jednak ze spokojem i wydawało się, że jest nastawiony nawet przyjaźnie. Jednak te pozory się rozpłynęły po opuszczeniu jego boksu, gdy podjął swoje stare sztuczki. Koniec końców dał się oporządzić, osiodłać i przygotować do startu. Prezentował się całkiem dobrze. Następnie ruszyli na rozprężalnię. na której rozgrzali się w trzech chodach z woltami i przejściami, nie szło im to jednak tak gładko i bezproblemowo. Następnie skoczyli kilka przeszkód ze wskazówkami, a na sam koniec kilka skoków na przeszkodach bez wskazówek, byli więc gotowi do rozpoczęcia przejazdu, a karosz porządnie rozgrzany, chociaż nadal dość nabuzowany.
W końcu razem z drugą parą zostali wywołani, więc ogier skierował się na parkur, parskając raz czy dwa zaczepnie na klacz. Na samym parkurze nieco się uspokoił. Pokręcili się przed startem po parkurze, co pozwoliło mu na zapoznanie się z rozstawionymi przeszkodami. Gdy rozbrzmiałą muzyka ogier zagalopował, z początku nieco nadaktywnie, kierując się w stronę pierwszej przeszkody, którą była stacjonata. Skierował się na lewo na przeszkodę, nadal dość aktywnie, jednak bez przesady. James naprowadził go na środek przeszkody, odczekując do samego końca, aby dodać mu łydkę, za którą anglik wybił się energicznie od ziemi, zaprezentował ładny baskil, chociaż z drugiej strony jego zgranie z mężczyzną nie było idealne. Tak czy inaczej pokonał stacjonatę z niewielkim zapasem. Na dwójkę pogalopował po jednym łuku, James prowadził go tak, że uzyskali prostopadły, ładny najazd na oksera. Panda póki co współpracował z Jamesem, czasem tylko upierając się przy mocniejszym tempie i bardziej efektownym skoku, ale tym razem James bez oporów wziął go bardziej na siebie i w pożądanym tempie doprowadził do przeszkody, gdzie karosz wybił się we właściwym miejscu, ładnie ułożył w skoku, a po lądowaniu zaraz odbili w lewo, na zakręt do przeszkody numer 3. Wyjechali ten zakręt za stacjonatami 8 i 9. W ten sposób uzyskali ostry, nieco ryzykowny zakręt do trójki, który jednak spokojnie pokonali. Doprowadzony do przeszkody w pomocach, Panda znowu wybił się w odpowiednim miejscu, płynnie, z niewielkim zapasem pokonując stacjonatę.
Dalej czekał ich kolejny trudny zakręt na szereg 4ab. Po kilku foule nawrócili o 180 stopni na pierwszy człon szeregu. Ostry zakręt sprawił, że ogier nieco zwolnił tempo. Kiedy naprostowali na 4a folblut pozwolił sobie na chwilę niepewności, gdy strzygnął uchem, ale potem odważnie ruszył do przeszkody, uzyskując wsparcie w pomocach Jamesa, co pozwoliło mi pokonać na czysto i w dobrym stylu pierwszy człon szeregu - stacjonatę z wodą. Dobry najazd i pokonanie pierwszego członu pozwoliło im na spokojne pokonanie dystansu do oksera 4b. Podczas najazdu Levrull jedynie podniósł go do przeszkody, po czym naprowadził na nią i odesłał do skoku, który ponownie okazał się udany.
Do piątki mieli kawałek dystansu, dlatego James pozwolił mu na poszerzenie foule, co folblut przyjął ochoczo, tylko momentami przesadzając z tempem, co pewnie udało mu się sprawnie skorygować. Wykręcili za przeszkodami 9 i 8, by kawałek dalej skręcić i naprostować już na oksera. James zamknął go w pomocach i po prostopadłym najeździe ruszyli na piątkę. Pomimo, że wcześniej James wziął go do siebie Demon nieco się "podpalił" i wyrwał do przeszkody, jednak nie zaważyło to na wykonaniu skoku, bo we właściwym miejscu wybił się dynamicznie, rozciągnął w skoku i pokonał na czysto i tą przeszkodę bardzo efektownie i z pewnym zapasem. Zaraz po lądowaniu James skrócił go i wziął go bardziej na siebie, po czym ruszyli po łuku na szóstą przeszkodę. Po łuku mieli mało czasu na naprostowanie i przygotowanie do skoku, ale mimo to wszystko znowu poszło płynnie i zostawili za sobą kolejną pokonaną na czysto przeszkodę. Teraz czekał ich drugi szereg, na który James obrał bezpieczniejszą drogę po obszernym łuku za jedynką. Na łuku zachował dobre tempo i równowagę, dzięki pomocom od Jamesoa. Naprostowali na 7a, po czym Levrull doprowadził go do oksera, gdzie Pandemonium we właściwym momencie się wybił z siłą z zadu, zabaskilował, nawet zgrał się prawidłowo z mężczyzną, by wylądować zaraz za 7a. Po lądowaniu podniósł go do przeszkody i kawałek dalej karosz znowu wybił się na przeszkodę, pokonując i stacjonatę na czysto. Stacjonata z numerem ósmym leżała w jednej linii, ogier pogalopował więc na nią, a przytrzymanie pozwoliło na zachowanie tempa z jakim pokonali szereg. Wsparty pomocami od Jamesa, doprowadzony na środek stacjonaty ponownie energicznie wybił się na przeszkodę i zgrał z mężczyzną, pokonując stacjonatę na czysto, ale też w ładnym stylu.
Zaraz po pokonaniu ósmej przeszkody odbili na ostry zakręt, by dotrzeć na dziewiątkę. Przy pomocy Jamesa anglikowi udało się zachować tempo i równowagę, jednocześnie nie rozpędzał się na łeb na szyję, bo to mogłoby popsuć, póki co udany, nawet jeśli nie sielankowy przejazd. Ryzykownie naprostowali do przeszkody tak, że zostało im niewiele miejsca, jednak nie obróciło się to przeciwko nim. Pandemonium z pewnością nie brakowało odwagi wobec przeszkód i tak było też tym razem. Kolejny czysty i płynny skok na dziewiątkę. Wylądował bardziej na prawo i też po chwili skręcili w tą stronę, później naprostowali, tak aby ponownie uzyskać prostopadły najazd na triplebarre. Jeszcze przed przeszkodą idąc za pomocami Jamesa poszerzył foule galopu. James doprowadził go do przeszkody w pomocach, a tam ogier nie zawahał się do wybicia na przeszkodę, co więcej wybił się mocno i dynamicznie, co pozwoliło mu na oddanie długiego skoku, lądując daleko za dziesiątką. Pomimo dalekiego skoku zmieścili się przed przeszkodą numer jedenaście, którą również pokonał pomyślni. Została im ostatnia przeszkoda.
Po udanym skoku James najwyraźniej postanowił nieco zaszaleć, bo zaraz skręcili na dwunastą przeszkodę jednocześnie utrzymując mocny, brawurowy galop, co spotkało się z aprobatą folbluta. Wykręcili za stacjonatami 1 i 6, ścięli zakręt, jadąc na dwunastkę nieco z łuku. Było to lekko ryzykowne, ale jakżeby ogier mógł nie podjąć wyzwania? Brawurowa, mocna i nieco ryzykowna jazda jak najbardziej byłą dla niego do zaakceptowania, dlatego nie zawahał się przed dwunastką, ponownie wybił się dynamicznie i pokonał efektownie okser z pewnym zapasem. Zachował mocne tempo do mety. Po jej minięciu nie protestował na zwolnienie tempa, bo jednak nawet jego zapasy energii uległy nadwątleniu. Gdy otrzymał pochwałę strzygnął uchem, parsknął zadowolony i podbił lekko łbem, trochę się pusząc. Później opuścili parkur, a na rozprężalni się rozstępowali, tym razem bez oporów i różnego rodzaju sztuczek ze strony karego.
ztChaos Amir - 2018-02-18, 23:23 W teorii Bastian miał przewagę nad jeźdźcami, którzy dosiadali Chaosa z marszu, bo wiedział z czym będzie musiał się zmierzyć. W praktyce Chaos mimo więzi ze swoim właścicielem, nie oszczędził go już podczas rozgrzewki, gdzie zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Ale przecież nikt nie obiecywał iż będzie łatwo, tym bardziej, że same zawody należały do tych bardziej ‘’energicznych i głośnych’’, co tylko pobudzało ogiera do rozrabiania.
Po wywołaniu ich na parkur konkursowy, kopytny mimo chwili spokoju na nowo stał się nieznośny. Widok poustawianych przeszkód – niskich zważając na jego możliwości, ale jednak – sprawił, że po prostu dostał świra. Napalił się i próbował wyrwać spod prowadzenia jeźdźca, ale ten zawzięcie mu to uniemożliwiał. Wywołało to u tekina falę złości zmieszanej z irytacją, co zaowocowało niezbyt miłym początkiem. Amir robił wszystko, by postawić na swoim, caplując się, wspinając, cofając i ogółem zachowując bardzo, ale to bardzo nerwowo. Przeciętny Kowalski właśnie w tym momencie zostałby kompletnie zniechęcony, ale na szczęście na Bastiana można było liczyć. A dokładnie na jego cierpliwość w stosunku do podopiecznego i silną wolę, która nakazała mu nie odpuszczać mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. W końcu dalej miało być już tylko lepiej… prawda? I to nie było tak, że ogier opierał się ruchowi naprzód. Nie, nie, nie! On bardzo chciał iść naprzód, ale nie stępem!
Ostatecznie udało im się wystartować wraz z sygnałem dzwonka, ale nerwy kopytnego zdążyły się dość mocno nadszarpnąć i ten nie zamierzał kryć swojego niezadowolenia. Już po pierwszej fouli galopu strzelił soczystego baranka, być może nawet zaburzając równowagę siedzącego na jego grzbiecie mężczyzny. To jednak nie miało znaczenia, bo po tym krótkim incydencie wypruł przed siebie z kopyta, robiąc żyrafią szyję i totalnie zignorował jeźdźca. Mimo to, bezbłędnie wymierzył sobie miejsce wybicia i bezproblemowo pokonał jedynkę, jako że taka wysokość nie stanowiła dla niego wyzwania. Nie zamierzał nawet bawić się w zabójcze zapasy, skacząc ekonomicznie, ale z zachowaniem bezpiecznego odstępu od drążków.
Po lądowaniu, okazało się, że Amir ma troszkę inną wizję dotyczącą owego parkuru. Trochę opierał się ruchowi naprzód i zaczął spływać na prawo, wiedząc iż właściciel nie pozwoli mu wystrzelić przed siebie jak na torze wyścigowym. Po chwili siłowania ostatecznie udało się go przepchnąć i naprowadzić na dwójkę, tempo było równe ale mocno aktywne. Chociaż w sumie o to na tych zawodach chodziło, nie? Poszybował w powietrze w starannie wytyczonym miejscu, co zagwarantowało mu prawidłowe pokrycie przeszkody. Mięciutko opadł na podłoże i na nowo się ożywił, wyczekując dalszych wskazówek co do trasy. Na szczęście dzięki doświadczeniu Chaosa, ciasny zakręt na trójeczkę wypadł bardzo dobrze, a ogier nawet na chwilę nie wypadł z ustawienia ani nie utracił równowagi. Węższy format przeszkody również nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia, jako że był zwierzęciem odważnym i raczej nie odmawiającym oddania skoku, jakikolwiek by on nie był. Oddał okrągły, przyjemny skok, bardzo ładnie się baskilując i współgrając z brunetem w locie. Wylądował na prawą nogę i niemalże od razu wszedł w kolejny ciasny łuk, tym razem na szereg. Podnoszenie głowy raczej nie miało przełożenia w rzeczywistości, bo gniady i tak przez cały czas trzymał ją aż za wysoko. Starannie przyjrzał się pierwszemu członowi, a rów z wodą praktycznie zignorował, jako że nie było to dla niego nic nowego. W końcu jeszcze jakiś czas temu startował w WKKW i na co dzień musiał się mierzyć z przeszkodami crossowymi. Ah, gdyby nie ta jego niechęć do ujeżdżenia! Tak czy siak, tym razem odbił się odrobinę dalej, prawidłowo wchodząc w ów konfigurację. Dobrze zmieścili się przez okserem, więc i jego chwilę później mogli puścić w zapomnienie, teraz skupiając się na piątce.
Gniady odnowił tempo galopu, w dalszym ciągu nie tracąc swojego zapału i energii. Lekko wyhamował i zakręcił za ósemką oraz dziewiątką, prostując się praktycznie przed samym okserem. Mocniejszą foulą dopadł przeszkodę, inicjując porządne wybicie z zadu. Starannie złożył przody i wyciągnął szyję w celu złapania dobrej równowagi, lądując wraz z cichym stęknięciem. W tym przypadku również podbił sobie dupką, ot dla zabawy, ale nie dał wyprowadzić się z koncentracji.
Szóstka okazała się bułką z masłem, bo ani jej forma, ani chociażby najazd nie należały do trudnych. Można nawet stwierdzić, że Amir odrobinę ją zlekceważył, ale chwilę później na nowo musiał wytężyć łepetynę, przygotowując się na wejście w kolejny szereg. Trasa za jedynką była nieco bezpieczniejsza, chociaż śmiem twierdzić iż z ciaśniejszym najazdem tekin również by sobie poradził. Działanie Collinsa było jednak uzasadnione, bo czas mieli niezły, a szkoda by było przez głupi błąd stracić promocje do drugiego etapu.
Pierwszy człon poszedł bardzo gładko, a ogier od razu wlepił wzrok w drugi, który okazał się być stacjonatą. Lekko się wycofał, ale bynajmniej nie ze względu na niechęć. Musiał skrócić foule, dzięki czemu odległość pasowała idealnie, a sam skok był przyjemny i dla oka i dla jeźdźca. Wtedy uradowany machnął łbem i popędził na ósemkę, która zlokalizowana była w tej samej linii. Chwilę później byli już po drugiej stronie i mogli skupić się na dziewiątce. W tym przypadku musieli pojechać trasę po wolcie, z której gniady wyszedł pewnie przed siebie i zaatakował konstrukcję, nic sobie nie robiąc z niewielkiego dystansu.
Triplebarre wzbudził w ogierze najwięcej jak dotychczas emocji. Bynajmniej nie był nim onieśmielony, a wręcz jeszcze bardziej nakręcił się na skok (jeśli w ogóle było to możliwe),mocno prąc przed siebie. O ile dotychczas jeszcze trochę respektował sygnały płynące od jeźdźca, to teraz totalnie zapomniał o jego istnieniu. Wydłużył foule na tyle, na ile było to konieczne i dość dynamicznie doszedł do przeszkody, oddając odrobinę za mocne odbicie z zadu. W locie zaprezentował książkowy baskil, bez uszczerbku na zdrowiu przeszkody znajdując się po drugiej stronie. Radośnie machnął łbem i w podobnym stylu zaliczył również jedenastkę. Do pełni szczęścia pozostał im ostatni element, który gniady dopadł dość szybko, zważając na znaczące zwiększenie dynamiki w najeździe. Przyhamował kilka fouli przed i chwilę później zakończył przejazd z czystym kontem, bez obiekcji zwalniając. Zmęczony, ale zarazem spełniony zszedł na rozprężalnie, w oczekiwaniu na kolejną rundę.Blizzard - 2018-02-18, 23:30 Kasztan co prawda miał już do czynienia z atmosferą zawodów, zanim trafił pod skrzydła Elizabeth, ale nie można było powiedzieć, że był z nią dobrze obyty i zaprzyjaźniony. Wręcz przeciwnie, w połączeniu z jego wybuchowym charakterem każdy odbieg od codziennej rutyny musiał wiązać się z jakiegoś rodzaju fajerwerkami w zachowaniu, Blizz miał zbyt gorącą głowę i zbyt duże pokłady niepewności w sobie, aby nawet na niewielkich, raczej kameralnych i nie tak poważnych imprezach powściągać swoje wybuchy. Stąd nawet mimo względnego spokoju Kanadyjki tego dnia on dostarczał jej niemal na okrągło rozrywki, było to uciążliwe szczególnie na początku rozgrzewki kiedy rozpraszał się praktycznie na każdym kroku, przez co często się płoszył. Z upływem czasu jednak każdy dodatkowy zryw zaczynał go nieco męczyć, jako że wyzbył się typowego dla siebie nadmiaru energii i amazonka miała szansę jeszcze trochę solidnie popracować, zanim nadszedł ich czas.
Wkroczywszy na halę z parkurem zaczął się zachowywać tak, jakby miał zamiar tylko i wyłącznie odpierdzielać szajs, bo za nic w świecie nie chciał iść chodem niższym niż galop, nawet jeśli poruszać się miał wolniej, niż stępem. Podrzucał przy tym nieszkodliwie przodem a kiedy w końcu przyszło mu się zatrzymać, caplował tylko w miejscu albo cofał się i zaraz próbował ruszyć. Za nic miał poklepanie po szyi, jego głowa już skakała na widok tych wszystkich przeszkód, ostatecznie Blizzard nie był głupi i wiedział, co tu się święci. Elka co prawda skutecznie utrzymywała go względnie w tym samym położeniu a kiedy posłała ogierowi wreszcie sygnał do ruszenia galopem, ruszył żywo z miejsca i jego dotychczasowe dolegliwości odeszły jak ręką odjął. Był bardzo zrywny i wrażliwy, ale jednocześnie jego lekka budowa i dotychczasowy sposób jeżdżenia go sprawiały, że utrzymanie go w ustalonym przez jeźdźca tempie nie należało do niemożliwych zadań, mógł przy tym wyglądać i zachowywać się różnie ale ostateczny efekt jednak, czyli prędkość, z jaką się poruszał, zwykle odpowiadał oczekiwaniom. Od początku szedł mocno zaangażowany, momentami delikatnie schowany za wędzidłem, ale kiedy w końcu miał przed sobą pierwszą przeszkodę wyszedł głową do góry aby dokładnie ją zmierzyć, uniósł się przy tym jakby cały, najchętniej już teraz będąc w locie. W powietrze wyszedł jednak dopiero na sygnał panny White, odpowiadając na łydkę pewnym odbiciem się od podłoża. Ładnie się składał mimo, że wysokości konkursu szczególnie tego nie wymagały, natomiast taki nawyk był bez wątpienia czymś dobrym, szczególnie, że dzięki temu musiał włożyć w każdy skok nieco więcej siły i przez to w połowie parkuru stawał się w prowadzeniu łatwy niczym profesor przystosowany do wożenia po zawodach dzieci. Póki co jeszcze nie był na tym etapie i po lądowaniu nieustannie próbował namówić brunetkę na szalone tempo a nie tylko na to, na co mu pozwoliła. Bardzo niechętnie zwolnił przed przeszkodą, nad którą zaraz przeleciał z bezpiecznym zapasem. Zostawiwszy oksera za sobą parsknął przeciągle i zaczął szybciej przebierać nogami, tak jakby ścigał się z wyimaginowanym przeciwnikiem (nie zdawał sobie sprawy, że rywalizuje z innym ogierem, skoro nie widział go bezpośrednio przy sobie). Idąc mocno po łuku opierał się na zewnętrznych łydce i wodzy dziewczyny, dzięki temu podążając pożądaną przez nią trasą, aż w końcu znalazł się przed trójką. Pewnie odbił się przed stacjonatą i wzbił w powietrze, nie odczytując co prawda prośby o zmianę nogi w locie, ale wykonując lotną już foulę po wylądowaniu. To pozwoliło mu na bezpieczne wejście w ciasny łuk, na któym też zmuszony był do znacznego zwolnienia, jeśli nie chciał się wywalić. Żywo zareagował na łydkę właścicielki wyjechawszy już prosto na szereg, do którego zwyczajnie zaczął ciągnąć. Ani myślał o wyłamywaniu, wręcz nakręcił się na obie przeszkody, zaraz praktycznie łykając najpierw stacjonatę, dwie foule później okser, nie zważając w tym momencie co prawda na dosiadającą go White, ale wyszedł z kombinacji obronną ręką. Pozostając w galopie na prawo pokonywał żywo kolejne metry trasy, przez co nie potrzebował długo aby znaleźć się pod piątką. Lekko wybił się przed okserem, nadając temu lotowi odpowiedni kierunek, pozwalający na wylądowanie za długą przeszkodą bez jej naruszenia. Pozostając dalej w galopie na prawo, bo o zmianę nogi nie był proszony, wszedł na krzywą prowadzącą do szóstki, równowaga mu jednak mocno nie pasowała i strzelił lekkiego baranka, będącego pretekstem do wskoczenia w galop na lewo. Ten zabieg sprawił, że płynnie doszedł do stacjonaty i bez problemu ją pokonał, lądując zaraz miękko aby z niegasnącym zaangażowaniem kontynuować galop po łuku w lewo. Wizja trzech przeszkód w jednej linii zadziałała na niego bardzo pobudzająco, jednocześnie stał się przez chwilę zupełnie nieobecny na kontakcie, co mogło zmotywować Elizabeth do wspomożenia się bacikiem "w razie czego" a to tylko sprawiło, że kasztan niekontrolowanie wyszedł w powietrze przed okserem o foule za wcześnie, jednak uratowało go mocne tempo i zatem duża siła, która poniosła go daleko w przód, jednocześnie wzbił się na tyle wysoko, że ze swoimi podciągniętymi pod kłodę kończynami miał nawet zapas nad wierzchnimi drągami. Od lądowania do kolejnego wybicia z foulą pomiędzy minęło dosłownie okamgnienie a ogier z dokładnością starego wyjadacza uratował się z nie do końca pasującej odległości przed stacjonatą, ostatecznie wybijając się nieco za blisko, za to mocno pod górkę. Mógł tym lekko podrzucić Elkę w siodle ale po lądowaniu nagle przestał być też taki hej do przodu, choć nic nie spadło na ziemię, ani jeździec, ani sztanga, jakby spokorniał i do ósemki stojącej w dystansie pozwolił się poprowadzić zamiast podejmowania ciągłych prób samodzielnego nadawania tempa. Poddał się działaniom zawodniczki i tak dotarł do stacjonaty, odbił się na sygnał płynący od łydek i poleciał z nią w górę, bezpiecznie przenosząc ich w ten sposób na drugą stronę. Pozostał w galopie na lewą nogę i kierowany przez Kanadyjkę udał się na zdeformowane koło doprowadzające ich do kolejnej konstrukcji. Z zapałem poderwał się do góry aby i nad nią przelecieć, pozostawiając ją nienaruszoną, jednocześnie nie został poproszony wyraźnie o zmianę nogi prowadzącej a nie był na tyle doświadczony, aby umieć odróżniać najmniejsze niuanse w równowadze jeźdźca podczas lotu, która wynikała z patrzenia w konkretnym kierunku, dlatego wylądował znów na lewo i przeskoczył na prawą nogę, kiedy znów na łuku zrobiło mu się niewygodnie. To sprawiło, że nie napalił się za bardzo na mniej typową przeszkodę, do której sięzbliżali, w efekcie oddał bardzo ekonomiczny, dobry skok nad tripplebarem, ładnie nurkując szyją przed siebie w locie. Wylądowawszy w bezpiecznej odległości za dziesiątką zaczął już mierzyć się z jedenastką, nie zwracając o dziwo większej uwagi na bandę i to, co było za nią, a zatem publiczność. Na tym etapie był już raczej wyładowany z negatywnej energii i skupiał się na tym, co miał przed sobą, nie umniejszało to jednak jego zaangażowania kiedy znalazł się pod stacjonatą i nadeszła pora na wybicie. Zgrabne nóżki oderwał od kwarcu, naturalnie mocno odbijając się od ziemi aby oddać kolejny czysty, ładny technicznie skok. Jakoś podświadomie wyczuwając, że są prawie u mety, wycisnął z siebie znacznie mocniejsze tempo podczas długiego łuku, znacznie łatwiej i z większym spokojem pozwalając na pozbieranie się przed dwunastką. Ostatni skok nad okserem okazał się też najlepszym ogiera podczas tego konkursu, przykładnie baskilując w locie miał sporawy zapas. Kiedy wrócił na ziemię przejechał jeszcze jakiś odcinek w galopie i bez większych protestów przeszedł później do niższego chodu, finalnie lądując w stępie i wyciągając sobie wodze. Udał się na zasłużoną przerwę, znacznie bardziej wyciszony niż przed wejściem na tę halę.Be My Valentine - 2018-02-18, 23:32 Ogier progresował z treningu na trening, pokazując się z coraz lepszej strony - miał coraz mniej problemów z rozluźnieniem, techniką skoku, pracą pleców itd. Owy progres mógł wpłynąć na taka decyzję Jo, ale czy słuszną? Się okaże.
Ogier dawno nie uczestniczył z zawodach dlatego już w trakcie rozgrzewki był znacznie bardziej pobudzony, elektrycznym kłusem wjeżdżając również na parkur. Zarżał do przebywającej obok klaczy, by ostatecznie skupić się na przeszkodach stojących wokół niego. Na sygnał do zagalopowania na początku zareagował zagalopowaniem i próbą wyjścia spoza kontroli, ale ostatecznie wszedł na jego rękę mieląc wędzidło i stawiając uszy na pierwszą przeszkodę. Niestety dojeżdżając do przeszkody Valentynka potknął się tracąc na moment równowagę, a kiedy ją odzyskał urosła przed nim przeszkoda. Normanie stanąłby jak wryty, ale pewność jeźdźca i jego dobre działanie doprowadziło do tego, że nie tracąc tempa wszedł w silny skok nad stacjonatą z zapasem pokonując ją na czysto.
Za "prośbą" Właściciela wylądował na lewo wzrokiem świdrując już przeszkodę nr 2. Na sugerowane pomoce jeźdźca zareagował pozytywnie faktycznie bez wychodzenia z ustawienia czy też kontaktu zaokrąglił i poszerzył foulę pewnie galopując przed siebie. Na dwie foule przed, kiedy zauważył przeszkodę podniósł się przodem tym samym ułatwiając sobie odbicie z zadu. Wszedł ponownie w silny skok ze sporym zapasem starannie składając nogi i nurkując nosem tym samym uaktywniając plecy w trakcie skoku. Po lądowaniu i łydce Zawodnika od razu wrócił do tego aktywnego i nieco agresywnego tempa.
Poprowadzony w stronę trójki chętnie galopował w trakcie dystansu prezentując naprawdę dobrą "galopadę" pomiędzy przeszkodami, ogierowi znacznie poprawiła się foula w dystansie co było nie tylko widoczne, ale i odczuwalne. Na szczęście ryzykowany zakręt zadziałał na korzyść Jo, gdyż ogier nawet bez ostrogi pewnie podjechał do przeszkody i mimo ukosu chętnie wszedł w skok zwijając starannie podwozie i pokonując przeszkodę z łatwością, w końcu już skakał wyższe wagony niż tu obecnie stojące przeszkody. Po wylądowaniu przodami poprawił zadem jeszcze w powietrzu dobrze otwierając go w skoku przez odblokowane plecy. Wspierając się pomocami jeźdźca w zakręcie oparł się na zewnętrznej wodzy bez żadnych blokad zginając się do wewnątrz w trakcie "natarcia" na szereg. Będąc już na wprost niego ogier postawił uszy znów oswobadzając sobie przód. Na początku próbował przesadnie się skrócić do kombinacji, ale działanie ostrogi i łydek doprowadziło do tego, że ostatecznie poszerzył ostatnie dwie foule, co ułatwiło mu poprawne wejście w szereg - w końcu trochę doświadczenia i wyczucia miał w takich sprawach. Starannie się składając BMV pokonał bez problemu pierwszy człon, by w odpowiedzi na pewne pomoce Zawodnika wejść w równie pewny skok nad okserem i pokonać go na czysto.
Lądowanie na prawą nogę i dalszy mocny galop przed siebie na prośbę Jo. Po naprostowaniu ogiera na przeszkodę nr 5 ten postawił nań uszy, by chętnie podjąć wyzwanie pokonania jej bez problemu dał się podprowadził pod samego oksera spod którego wszedł w lot ze sporym zapasem - jak widać ogierowi się to spodobało i mimo wszystko nie tracił on wtedy na technice. Po lądowaniu poprowadzony po łagodnym łuku i wpasowując się idealnie w odległości bez problemu wszedł w miejsce odskoku wybrane przez Jo by następnie wejść w lot nad stacjonatą przy bardzo dobrym baskilu. Po wylądowaniu BMV dalej chętnie galopował przed siebie, by naprowadzony na wprost szeregu tym razem chętniej go atakując niż wcześniej. Mimo ataku ogier był cały czas pod kontrolą raczej nie walcząc z Jo. Podprowadzony pod pierwszy człon wybił się, gdyż jego "plecak" wcale mu w tym nie przeszkadzał, dobra ręka Jeźdźca umożliwiła poprawny baskil, a jego równowaga po lądowaniu znacznie ułatwiła Be My wejście w skok nad członem B, pokonanym również na czysto. Gniady nieco rozochocił się do ósemki, ale w odpowiednim miejscu przytrzymany skrócił się okrągłą foulą dając się podprowadzić pod stacjonatę również pokonaną na czysto i w dobrym stylu. Na przeszkodę nr 9 nie stracił tempa i równowagi mimo ostrego zakrętu na nią, dość szybko pozostawił stacjonatę nienaruszoną za sobą.
Poprowadzony przyjemnym łukiem do tripla ogier chętnie podjął wyzwanie dojazdu do niego o dziwo nie bojąc się nawet jego szerokości. Ostatecznie sugerując się sugestiami Zawodnika wszedł w wybrane przez niego miejsce wybicia wchodząc w silny, wręcz spektakularny skok w trakcie którego nie tylko miał zapas na szerokość, ale również na wysokość. Po lądowaniu parsknął cicho od razu wzrokiem odnajdując przed sobą kolejną przeszkodę. Nie przesadzając z tempem przytrzymany z cierpliwością podjechał pod przeszkodę wchodząc w mocnego zadu w skok i starannie składając przodu zabaskilował kolejną przeszkodę pozostawiając po sobie nienaruszoną.
Dodał w galopie poproszony o to, mając resztki sił wykorzystał je w tym dystansie prowadzony jak po nitce przez Wrensa. Ostatecznie naprostowany szybko zauważył przed sobą ostatnie zadanie nie tracąc pewności i tempa dojechał pod przeszkodę wchodząc w bardziej ekonomiczny skok, ale nadal na czysto. Po minięciu mety chętnie przeszedł do kłusa, stępa przyjmując pochwały Właściciela i zadowolony z siebie opuszczając z nim parkur.
[zt]Valkyria - 2018-02-18, 23:59 Klacz mimo tego, że nie były to jej pierwsze zawody od samego początku niesamowicie przeżywała całą tą atmosferę, już w stajni odczuwając, że coś się święci. Dlatego w trakcie samego oporządzania już dawała się we znaki, kręcąc się, podgryzając i ogólnie uprzykrzając dziewczynie życie. Nie lepiej było na rozprężalni, na którą wpierw nie chciała wejść, a jak już weszła to co chwilę od wszystkiego się płoszyła, uciekała, caplowała czy podgalopowywała. Dopiero po porządnych 15 minutach klacz odpuściła na tyle by dało się z nią normalnie popracować. W trakcie skoków pływała do przeszkód, ale ostatecznie pokonywała je na czysto, raczej szanując drągi o ile łaskawie wjeździe w przeszkodę.
Kiedy znalazła się z Nicol na parkurze wpierw weszła na dwóch nogach, by postawiona przez nią na ziemi łaskawie ruszyć nerwowym stępem. Do przeszkód niechętnie podchodziła, patrząc na nie z dystansem czy wręcz chęcią ucieczki. Zapowiadało się źle, a miało być jeszcze gorzej!
Na sygnał do zagalopowanie wyrwała jak poparzona. Trochę musiała przejechać nim klacz weszła poprawnie na pomoce dziewczyny nie uciekając spod niej i akceptując je. Atmosfera zawodów dawała się klaczy bardzo we znaki co było widać gołym okiem i czuć. Gdy dogadały się co do tempa klacz naturalnie dobrą foulą jechała po obrysie trasy, który narzuciła dziewczyna. Widząc prostopadle do siebie pierwszą przeszkodę od razu zagryzła wędzidło próbując kombinować, spływała zadem utrudniając dziewczynie wycelowanie w środek przeszkody, dopiero mocniejsze działanie Nicol i domknięcie klaczy doprowadziło do tego, że nie mając wyboru podjechała pod przeszkodę panicznym skokiem pokonując ją na czysto - mimo to nie brakowało jej techniki, ale spięcie było widać z daleka.
Po lądowaniu znów spróbowała uciec spod jeźdźca nadziała się jednak na rękę dziewczyny przez co bardzo niechętnie skróciła się wchodząc ponownie na kontakt. Poprowadzona po łuku nie straciła tempa, a zauważywszy przeszkodę położyła po sobie uszy znów próbując kombinować, ale zamknięta w korytarzu z pomocy ostatecznie podjechała pod przeszkodę znów ze sporym zapasem pokonując ją, ale wiszące nogi mówiły sporo o tym co myśli na temat dzisiejszych zawodów. Po wylądowaniu od razu skupiła się na widowni, która stawała się coraz głośniejsza, a ponadto muzyka mocno rozkojarzyła Rudą.
Przezwanie atmosfery zawodów i błąd w najeździe Jeźdźca doprowadził do tego, że mimo tempa klacz spanikowała z powodu przeszkody, która nagle wyrosła przed nimi. Bez zastanowienia zahamowała wręcz cofając się od razu o dwa kroki przerażona. Dobrze, że nie dostała "wpierdolu" bo spanikowałaby jeszcze bardziej a tak wyciszona szerokim najazdem ponownie na tą przeszkodę nieco "ochłonęła" co nie znaczy, że nagle było już kolorowo. Skradała się do trójki mimo wszystko, ale bat na zadzie klaczy obudził ją na tyle, by wyrwać do skoku ze sporym zapasem i tym razem starannie się poskładała nie chcąc przypadkiem dotknąć strasznej przeszkody.
Po lądowaniu zakręciła na prawo mając jeszcze trochę problemów z równowagą, ale nie na tyle, by wpłynęło to znacząco na zakręt czy jej tempo. Naprostowana dość szybko zauważyła straszną wodę i miała ochotę wyśmiać dziewczynę za najazd na szereg. Niestety konkretne pomoce i bacik uświadomiły klaczy, że ta chce to pokonać. Znów chwilę próbowała kombinować w najeździe, by ostatecznie pod wpływem bata z paniką w oczach pokonać na czysto oba człony z nieco gorszą techniką pod wpływem ucieczki przed strasznymi przeszkodami.
Mimo tego, że nie przejechały dużo klacz ze stresu była już cała mokra. Przed piątką znów próbując zagryźć wędzidło próbowała spłynąć z trasy na przeszkodę, ale korytarz z wodzy i łydek uniemożliwił to. Tym razem z większym luzem pokonała na czysto i tą przeszkodę nie uciekając po lądowaniu. Dała się poprowadzić lekkim łukiem do szóstki również i ją dość szybko pozostawiając za sobą.
W trakcie najazdu na szereg klacz zaczęła mielić wędzidło możliwe, że zmęczyła się stałą walką z dziewczyną i na chwilę odpuściła. Widząc przed sobą jednak szereg dość szybko zaczęła się skracać, ale w odpowiedzi na na pewno użytego bata zaatakowała szereg pokonując ponownie oba człony na czysto z przytupem przed drugim członem spowodowanym zbyt dalekim odskokiem. Po wylądowaniu nieco pływając dojechała do ósemki w linii pokonując ją na czysto.
Dobrze, że dziewczyna podjęła się szerokiego zakrętu na dziewiątkę, bo ta i tak sprawiła jej problemy. Nawet Ruda przytupnęła, ale bat zmotywował ją do skoku i zostawiła ją nienaruszoną. W trakcie najazdu na tripla znów skradała się, dopiero ostroga z batem dodała możliwość poszerzenie fouli przez dziewczynę i odpowiedniego tempa, by pokonać przeszkodę na czysto. Pokonała tripla ze sporym zapasem w panice, by nieco spokojniej dojechać do jedenastki i ją również zostawić nienaruszoną tym razem nie próbując kombinować.
Szeroki najazd i odległość do ostatniej przeszkody uspokoiły klacz na tyle, że ostatnią przeszkodę pokonała bez kombinowania na czysto, ale wykończona przez co z ekonomicznym skokiem. Po lądowaniu chętnie przeszła do stępa i "uciekła" z parkuru psychicznie będąc wykończona tym przejazdem. Fizycznie nieco mniej.
[zt]Mistrz Gry - 2018-02-19, 10:28
BRIAN DONNEY & SENSATIONET LOVE ME 101; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.
35; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała. Zrzutka: 4 punkty karne
Opis;
Para ukończyła rozgrywkę z wynikiem 4 punktów karnych, zdobytych zrzutką na przeszkodzie oznaczonej numerem 9.
Mistrz Gry - 2018-02-19, 10:31
CHRISTIAN LEVRULL & BREMEN STAR 35; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała. Zrzutka: 4 punkty karne 70; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis;
Rozgrywka nie była dla pary już tak szczęśliwa, bowiem w emocjach doszło do zrzutki na przeszkodzie oznaczonej numerem 5.
Mistrz Gry - 2018-02-19, 10:38
NAOMI EATON & FOUDRE ROUGE 74; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
120; Zgubienie podkowy; Koń gubi jedną ze swoich podków; wiąże się to z rezygnacją lub rozpoczęciem przejazdu na nowo, po „zreperowaniu usterki”.
Opis;
Koń gubi podkowę, przez co dochodzi do przerwania przejazdu, a później do jego ew. wznowienia po przybiciu nowej podkowy; ma to miejsce na przeszkodzie 5.
LUKE SUGARMAN & CORLEONE OLSHANSKY 87; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
72; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca. Przekroczenie normy czasu
Opis;
Jeździec ukończył rozgrywkę bezbłędnie. Fabularnie proszę nie zwracać uwagi na przekroczenie normy czasu, jako że rozgrywka nie ma przyjętej normy i owe przekroczenie będzie po prostu wskazówką dla MG, że nie był to najszybszy przejazd ze wszystkich czystych przejazdów.
Mistrz Gry - 2018-02-19, 10:40
JAMES LEVRULL & PANDEMONIUM 29; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową. Zrzutka: 4 punkty karne 109; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.
Opis;
Zrzucenie drągów miało miejsce już pod koniec rozgrzewki, czyli na przeszkodzie 7a.
Mistrz Gry - 2018-02-19, 10:43
ANNA ROSS & ON THE ANGEL'S WINGS 27; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową. Przekroczenie normy czasu 73; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca. Zrzutka: 4 punkty karne
Opis;
Amazonce, ze względu na potknięcie się konia, nie wyszedł najazd na szóstkę, co poskutkowało zrzutką na tej przeszkodzie; jednocześnie złapała wtedy skurcz. Przekroczenie normy czasu ma jedynie charakter informacyjny dla MG.
SEBASTIAN COLLINS & CHAOS AMIR 101; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji.
75; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis;
Para przeszła rozgrywkę bezbłędnie.
Mistrz Gry - 2018-02-19, 10:47
ELIZABETH WHITE & BLIZZARD 43; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu
11; Upadek; upadek zawodnika ma miejsce wtedy, gdy dobrowolnie lub nie, rozłączył się ze swoim koniem (który nie upadł), w taki sposób, że dotyka ziemi lub, aby ponownie usiąść w siodle, zmuszony jest skorzystać z podpórki bądź pomocy z zewnątrz. Eliminacja
Opis;
Rozgrywka zakończyła się dla Elizabeth w mało szczęśliwy sposób, mianowicie upadkiem z konia. Daję wolną rękę co do tego, gdzie i jak się to stało.
OLIVER PELERIEUX & CRUZEIRO VAN'T VENNEHOF 111; Dekoncentracja; na terenie na którym odbywają się zawody, panuje okropny hałas, ruch, błyszczą lampy błyskowe, ujadają gdzie nie gdzie psy; to wszystko doprowadza do dekoncentracji pary, zmniejszenia ich uwagi.
46; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);
Opis;
Para przeszła rozgrywkę bezbłędnie.
Mistrz Gry - 2018-02-19, 10:49
LISA AUSTEN & DEVOCATIS 47; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);
84; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis;
Para przeszła rozgrywkę bezbłędnie.
JONAH WRENS & BE MY VALENTINE 91; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
90; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
Opis;
Para przeszła rozgrywkę bezbłędnie.
Jonah Wrens - 2018-02-19, 18:08 Na szczęście w dogrywce startowałem ostatni, więc Be My miał chwilę na złapanie oddechu i oddanie ponownie kilku próbnych skoków na rozprężalni, żeby nie pomyślał o wolnym. Czekało go jeszcze jedno ciężkie zadanie ale liczyłem na to, iż sprawnie sobie poradzi. W końcu miał skakać drugi raz ten sam parkur tyle, że w trochę innej kolejności - chociaż przeszkody się nie zmieniały i nie powinny go zaskoczyć.
Wjeżdżając na parkur kłusem, zatrzymałem go wprost do budki sędziowskiej i łapiąc daszek kasku dłonią, skinąłem sędziom. Złapałem wodze w obie dłonie i zaprosiłem ogiera do galopu na lewą nogę. Przejeżdżając na przeszkodami nr 3 spokojnie unormowałem tempo, które było trochę mocniejsze od normalnego parkurowego 350m/min. Galopując w zakręcie pilnowałem żeby nie stracił tempa, a na prostej nie wyrywał się do skoku z powodu braku czegokolwiek do odbicia. Wiedziałem, że nie wyczaruje siły znikąd, więc go pilnowałem, dbając o tempo. Cofając ramiona w momencie wyprostowania gniadosza na stacjonatę nr 8, zostawiłem rękę w miejscu i podpierałem go łydkami, jedynie wskazując miejsce odbicia po czym czekałem na skok żeby nie wyjść przed konia, ani się też zbytnio nie wyrywać. Dzięki temu wszedłem razem z nim w skok i oddałem mu rękę na tyle, na ile potrzebował. Przyjmując ciężar na nogi, łagodniej wróciłem do siodła prowadząc go tak jak wcześniej po ciasnej półwolcie do przeszkody numer 9. W zakręcie cofnąłem ramiona, nie kładąc się jednak w stronę zakrętu, a jedynie tam patrząc i jak wcześniej tyle, że tym razem ostrogą podtrzymałem galop dając mu wyraźny sygnał do wzięcia całego ciała na tył, dzięki czemu przód był bardziej sterowny. Po wyprostowaniu miał zaledwie foule do odbicia, a dzięki ponownemu szczęściu bądź zaufaniu ogiera do moich decyzji pokonaliśmy ponownie dziewiątkę w tak trudnym stylu. Nie mniej jednak to się publiczności podobało, więc ryzykowałem jak na te konkursy przystało. W momencie lotu już patrzyłem lekko w prawą stronę, naciskając minimalnie bardziej na prawe strzemię co robiłem bardziej intuicyjnie. Cofnąłem ramiona i od razu po skoku, nie dostał plomby po zębach, a jedynie pomoce. Łydkami manewrowałem tak, by wywrzeć na nim nacisk lewej łydki, jednocześnie owijając go wokół tej prawej, dzięki czemu niemalże zahaczyłem nogą o stojak ósemki, byleby się owinąć wokół niego. Całość opierała się na łydce, cofniętych moich ramionach i dupie, która wróciła do siodła, by mu nie przeszkadzać. Dałem mu też oparcie na ręce, żeby się nie potknął i znalazł pyskiem na ziemi podczas tego manewru. Wyprostowałem go i dałem łydkę, podbudowując tempo na ostatnich foulach do przeszkody. Tutaj pozwoliłem mu poszerzyć krok jeżeli czuł taką potrzebę, a gdy brakowało więcej, sam podyktowałem mu poszerzenie kroku łydką, bez posyłania go luźną wodzą. Poczekałem do miejsca odbicia i wyszedłem razem z nim nad okser numer 5. Tak samo jak wcześniej zastosowałem zagrywkę dodania i nadrobienia minimalnie dystansu, który sam dołożyłem by ponownie pokonać szóstkę pod lekkim skosem. Znowu wycofałem się w momencie "wyprostowania" ogiera na przeszkodę i poczekałem, wraz z ostrogą i cmoknięciem posyłając go do skoku. I tym razem udał nam się ten ryzykowny manewr, dzięki czemu przegalopowaliśmy przed jedynką, a nie za nią. Dbając o galop w zakręcie, luźno galopowałem górą, a dołem aktywnie dojeżdżałem go do wędzidła, nie pozostawiając miejsca na lenistwo. Foula wyprostowanego konia i już znaleźliśmy się na odbiciu do oksera 7a. Lądowanie między członami dopełniłem cofnięciem ramion, pozostaniem minimalnie nad siodłem i łydkami, opartymi o boki konia. Tutaj foula między przeszkodami sama wymusiła skok na ogierze, więc tylko poczekałem i nie przeszkodziłem mu, może minimalnie gdzieś dociskając łydkę - odruchowo. Przechodząc znowu w półsiad, oddałem mu tyle ręki ile sobie wyciągnął i lądując na nogi, przejechałem jeszcze chwilę w półsiadzie galopem, klepiąc prawą ręką lewą stronę szyi konia. Spisał się i bardzo dobrze na tych zawodach i nawet jakby przypadło nam ostatnie miejsce, to nie miałem czym się przejmować. Niczego więcej od tego konia nie mogłem chcieć bo miło mnie zaskoczył.
Zjeżdżając z parkuru już stępem, wyklepałem solidnie jego szyję i wychwaliłem go jak nigdy.
/ztBrian - 2018-02-19, 21:08 Ponieważ udało im się przejść do drugiego etapu konkursu pomimo problemów na parkurze, oczekując na wywołanie, aby rozpocząć przejazd w drugim etapie Brian najpierw sprawdził jeszcze raz sprzęt Sensationet, chcąc się upewnić, że nic nie zaszwankuje w niewłaściwym momencie. Poczęstował gniadą smakołykiem i zadbał o ruch, aby pozostałą rozgrzana, a jednocześnie trochę odpoczęła po pokonaniu parkuru. Dlatego trochę pokręcili się po rozprężalni w każdym chodzie. Na koniec krążyli w stępie na luźnej wodzy, oczekując na wywołanie.
Kiedy ich wywołano Brian nabrał wodze na kontakt i poprowadził Sensationet na parkur w kłusie. Klacz zapoznała się już z przeszkodami, chociaż w tym wypadku interesowało ich tylko pięć przeszkód. Dlatego też brunet skierował ją od razu na start, by we właściwym miejscu dodać jej łydki do galopu. Do ósemki, która w tym wypadku byłą pierwszą przeszkodą do pokonania mieli kawałek, więc Brytyjczyk skupił się na ustaleniu optymalnego galopu. Chociaż panowała nadal ta sama atmosfera, gniada chyba się z nią oswoiła, a on liczył na spokojniejszy przejazd. Odbili po lekkim łuku na lewo w stronę stacjonaty, po drodze udało im się dogadać co do aktywnego, ale nie przesadzonego tempa. Zbliżając się do ósemki posłał jej półparady. Następnie naprostowali na stacjonatę, Brytyjczyk usiadł głębiej w siodle i zamknął zangersheide w pomocach. W ten sposób doprowadził ją na środek przeszkody, gdzie wspomógł ją we właściwym momencie łydką do wybicia. Cały manewr im się udał, a po wybiciu Brytyjczyk oddał jej wodze na kontakcie, przeszedł w półsiad i wyszedł nadgarstkami za jej ruchem, zgrywając się z nią poprawnie. Ponownie wybrał najazd na dziewiątkę z lewej. Tym razem nie pozwolił sześciolatce za bardzo się rozpędzać, prowadząc ją po łuku na stacjonatę. Na łuku podparł ją, chcąc aby zachowała równowagę. Wcześniej przygotował ją do przeszkody, naprostował ją do niej, by powtórzyć podobny szereg pomocy. Wszystko wyglądało prawidłowo do momentu wybicia, kiedy Donney wyczuł w Sensationet napięcie. W efekcie podczas skoku niestety ściągnęli drąg stacjonaty. Prawdopodobnie gniadą dopadł skurcz. Widocznie ta przeszkoda byłą dla nich pechowa. Zaklął w duchu, jednak już w następnej chwili był skupiony na przeszkodzie numer 5. Przy lądowaniu obciążył prawą stronę. Następnie pozwolił jej nieco dodać w tempie. Pogalopowali po prostej, w stronę barierek, by za ósemką wykręcić na okser, uzyskując w ten sposób prostopadły najazd. Zbliżając się do piątki skorygował ją jeszcze, tak aby doprowadzić ją na środek przeszkody. Wcześniej wrócił w siodło i zamknął ją solidnie w pomocach, by pod przeszkodą wziąć ją bardziej na siebie i odesłać do skoku łydką, we właściwym miejscu. Oddał jej stosowną ilość wodzy, uniósł się z siodła w półsiadzie i zdążył za jej ruchem.
Po lądowaniu postarał się aby zachowała dotychczasowe, dość mocne i aktywne tempo. Pogalopowali kawałek po prostej, by odbić na stacjonatę. Następnie Donney znowu ją na nią naprostował, później usiadł głębiej w siodło, zamknął ją w pomocach i doprowadził pod stacjonatę, gdzie odesłał ją do kolejnego udanego skoku. Teraz czerkał ich szereg. Sensationet się już z nim zapoznała, więc nie przewidywał jakichś trudności. Obrał obszerniejszy najazd za jedynką, natomiast w szybszym tempie. Zangersheide miałą całkiem dobrą kondycję, węc niech się nią popisze. Chociaż oczywiście nie dopuszczał do żadnych szalonych szarż. W końcówce zakrętu dwudziestolatek zwolnił ją do optymalnego tempo i podniósł do przeszkody. Ponowne zamknięcie w pomocach i doprowadzenie na środek oksera, by we włąściwym miejscu dodać jej łydkę. Przy tym Brian starał się, by wybili się ciut wcześniej, aby spokojnie zmieścić się do 7b. To im się udało, następnie więcpoprowadziłją pewnie, spokojniejszym tempem, które jednak powinno im pozwolić na prawidłowe pokonanie przeszkody. Zamknął ją w pomocach, kierując się na środek przeszkody, gdzie wspomógł Sensationet łydką. Po wybiciu oddał jej wodze na kontakt, przyjął odpowiednią pozycję w locie
i zdążył za jej ruchem, zgrywając się z nią w koku. Również 7b pokonali na czysto i w ładnym stylu.
Do minięcia mety utrzymali mocne tempo. Po minięciu celowników stopniowo zwolnili przez kłus do stępa, by opuścić parkur. Na rozprężalni się rozstępowali i Brian odprowadził gniadą do stajni.
ztJessie - 2018-02-19, 22:02 Chociaż Jess nie startowała w zawodach, nie oznaczało to, że była na nich nieobecna. Nie mogła sobie przepuścić okazji do tego, by zasiąść na trybunach i po raz pierwszy od dawna w spokoju pooglądać przejazdy - nie tylko swoich koni pod zaprzyjaźnionymi zawodnikami, ale również swojego męża, któremu kibicowała najbardziej ze wszystkich startujących w konkursie.
Jego pierwszy etat był wyjątkowo emocjonujący - podczas bardziej ryzykownych skrótów i sytuacji, w których o włos brakowało, żeby Jo popełnił błąd, Jess niemal wstawała z miejsca, bardzo tym przejęta. Kiedy jednak brunetowi udało się zakwalifikować dalej, chyba najgłośniej biła mu brawo, a w pewnym momencie nawet go zawołała. Jeżeli zwrócił na nią uwagę, posłała mu buziaka i za chwilę zeszła z trybun by dołączyć do bruneta na rozprężalni i tam mu pogratulować ładnego przejazdu (choć pewnie nie omieszkała mu też trochę nagadać, że jest szalony, skoro pojechał przed ósemką i dziewiątką, bo nikt normalny tego nie zrobił) i trochę pomóc przy BMV (którego ukradkiem poczęstowała jakimś smaczkiem i pogłaskała po szyi), jeżeli była taka potrzeba. Długo mu jednak nie towarzyszyła, bowiem chciała zobaczyć jak Naomi radzi sobie z Foudre, a Anna z Angelem, więc wróciła do oglądania rozgrywek. Tej drugiej niestety nie zdołała zobaczyć, bo zgubienie podkowy Foudre zmusiło ją do zawołania kowala na CITO (a męża z konia raczej ściągnąć nie mogła ). Na przejazd Jonaha zdążyła jednak wrócić i znowu trzymała za niego kciuki tak mocno, że chyba nie mogło się to skończyć inaczej niż czystym przejazdem. Jako że startował jako ostatni, znowu do niego dołączyła i razem czekała na wyniki, bez względu na które i tak była bardzo dumna z Jonaha. <3