To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Emily - 2013-10-09, 20:18

Em uśmiechnęła się pod nosem. Wesoły konik. Skomentowała krótko, momentalnie przysiadając w siodło. Zamknęła klacz w pomocach, spinając krzyż. W tenże sposób zaserwowała Arianie pomoce ograniczające. Coby jej karuska zwolniła. W sumie spodziewała się takiej reakcji. W końcu kobyła była wystana, a na pierwszy ogień szatynka narzuciła jej teren. To nic, poradzimy sobie.
Kiedy koń przeszedł już do normalnego tempa, dziewczę zaczęło bawić się delikatnie wędzidłem, łapiąc przy okazji wodze na normalny kontakt. Podpierała to impulsywnymi sygnałami łydką. Dosiadem sugerowała jednostajne, niezmienne tempo. W sumie dość energiczne, ale nie nie wiadomo jak. Co raz to naprowadzała konia w różne zakręty, po jakimś czasie orientując się, że nie ma pojęcia gdzie są. Jakoś jej to nie przeszkadzało. Nawigacja w telefonie bardzo przydatna. Chyba że im zasięgu zbraknie, wtedy będą miały problem.

Ariana - 2013-10-09, 21:02

Uspokoiła się troszkę, niezbędną pomocą Emily. Uszy jednak wciąż miała postawione na sztorc a w mordce mieliła wędzidło, co jak co ale ten kawałek zimnego tworzywa gniótł ją i denerwował. Nikomu nie byłoby chyba wygodnie z taką blaszką w mordzie nie? Słysząc jej komentarz odchyliła jedno ucho w tył i parsknęła cicho. Potem w całości skupiła się na drodze. Spokojniejsze tempo było o wiele przyjemniejsze niż szarpaniny. Klacz nie była świadoma tego iż dziewczyna nie wie zbyt gdzie są. Ale co tam, najwyżej zamieszkają w szałasie, a potem ewentualnie ktoś je znajdzie.
Emily - 2013-10-09, 21:39

Tak, dokładnie. Wizja zamieszkania w szałasie tak bardzo spodobała się Em, że aż znów zaczęła prowadzić konia, na co raz to nowe ścieżki. Ostatecznie trafiły w taki busz, że dziewczyna zaprzestała tego typu praktyk, prowadząc konia cały czas po jednej ścieżce. Z racji iż pokonały już około 3 do 4 km, dziewczyna przekazały klaczy stanowcze pomoce do przejścia w stęp. Nie miała na celu karej nie wiadomo jak zatyrać. Ariana miała się rozluźnić i rozruszać. Kolejną jazdę mogły ewentualnie zaplanować, już w charakterze pracy.
Po mniej więcej połowie kilometra stępa, w czasie którego dziewczę oddała dla konia wodze, coby się mógł powyciągać, Emily ponownie wzięła klacz na kontakt. Podparła wszystko ładnie łydką, dała sygnał do przejścia w wyższy chód. Kolejne pół kilometra, ustabilizowanie dosiadu i kiedy już droga stała się dobrze widoczna, ogólnie dobrze przejezdna, przysiadła w siodło, wypychając konia do galopu. Momentalnie przeszła w półsiad, niezwykle czule działając dosiadem i łydkami. Pilnowała, żeby koń nie odczuł zbyt wielkiej wolności. W tej chwili coś takiego mogło się okropnie skończyć.

Ariana - 2013-10-10, 17:11

Pomimo iż ciągnęło ją do czegoś szybszego, niechętnie zwolniła do stępu, wypuściła ciepłe powietrze z chrap przy zwalnianiu, czynności tej towarzyszyło także ciche prychnięcie. Przemieliła w karej mordce wędzidło, które nie było takie zimne, jak podczas zakładania go. Z wielkim zainteresowaniem obserwowała otoczenie, które było dość ciekawe... Przynajmniej dla niej, osoby które często tu jeździły pewnie nie były tak zachwycone okolicą. Co chwila lekko, prawie nie wyczuwalnie szarpała się w przód jakby chciała przyśpieszyć, jednak Emily potrafiła ją opanować. Czując znak do przyśpieszenia bez dużego zastanowienia przeszła stopniowo do galopu. Jak na razie nie czuła potrzeby przejścia do cwału ale kto wie co wymyśli za minutę? Nieprzewidywalna karuska szarpnęła łbem dość mocno lecz nie na tyle by wyrwać wodze z rąk Em.
Emily - 2013-10-10, 19:35

Em miała rękę na tyle opanowaną, że jej pozycja nie zmieniała się bezmyślnie z każdym szarpnięciem konia. Wcześniejsze nachalnie ignorowała, nawet nie zwracając na to uwagi. Różne mogą być przyczyny. Wędzidło, zęby do zrobienia. Nigdy nic nie wiadomo. Dopiero szarpnięcie w galopie, przypieczętowała delikatną półparadą. Możliwe też, że klacz była po prostu rozkojarzona. W każdym bądź razie, po mniej więcej dwóch kilometrach galopu, w czasie którego szatynka bardzo konsekwentnie pilnowała tempa i rytmu, przysiadła w siodło, oddziaływając pomocami do przejścia. Tak się stało, że tak wąska, zarośnięta ścieżka, prowadziła do szlaku. Jeśli chodzi o kłus, tutaj także szczególną uwagę przykładała do ogarnięcia konia po galopie i jego późniejszym tempie. Przydatne. Z racji iż dosyć nie daleko zaczął ujawniać się obrazek stajni, po stu metrach koń dostał ponowny sygnał w przejście, tym razem do stępa. Luźna wodza, nadal niezwykle wyczulony dosiad i tak znalazły się w stajni. W razie potrzeby, zabrała konia jeszcze na jakiś spacer dookoła budynku, coby dobrze ją rozstępować.
/zt

Ariana - 2013-10-10, 19:44

Przylepiła uszy do potylicy, tym samym chowając je w przydługiej, czarnej grzywie. Odchyliła lekko łeb w tył po czym zwolniła do kłusa, niechętnie ale co zrobić? Poza tym teraz już jej tak śpieszno do cwału nie było. Wdzięcznym kłusem kroczyła przed siebie i ewentualnie skręcała, lub zawracała na podpowiedzi Emily. Oddech stał się już nieco bardziej ciężki, jakby zmęczony. Zwalniając do stępu wypuściła z nozdrzy sporą ilość ciepłego powietrza. Odetchnęła z ulgą zwalniając do stępa. Mogłaby galopować jeszcze do samej stajni lecz wpierw musiała nieco odsapnąć w najwolniejszym chodzie. Kondycja już nie ta sama co kiedyś, ale przecież nie jest wcale stara! To ten długotrwały postój w stajni tak zadziałał na jej kondycję. Widząc w oddali znajomy budynek uniosła kare łebsko wyżej i otrząsnęła je. Lekko szarpnęła po raz kolejny w bok. Uważnie starała się wykonywać już ostatnie pomoce dziewczyny. No i tak dotarły sobie do stajni.

zt.

Anonymous - 2013-10-14, 17:25

Przyszedł tu po wyrzuceniu z pokoju Emily ! Napił się i położył spokojnie na ziemi przy wodzie. - Phi ona już mnie nie chce po co mi ona i tamten facet u niej ! Oni, im na mnie nie zależy i po co Em mnie chciała !? Na wyrzucanie z pokojów !? - Pomyślał głośno.
Anonymous - 2013-10-14, 17:29

Miał dosyć i wyszedł.

/Zt

Harley Davidson - 2013-10-16, 20:27

Tutaj, do lasu właśnie, skierował Harley swojego rumaka. Musiał pracować nad jego kondycją, więc droga wyglądała mniejwięcej tak - na początku na rozgrzewkę po prostu postępowali. Dla zasady porozciągał go jeszcze trochę woltami na dziedzińcu przed stajnią. Uprzykrzał mu tym chyba trochę życie... Zaraz po tym skierował się na mniej używane miejskie drogi, gdzie nie spodziewał się spotkać samochodów... I kłusowali, grzecznie zatrzymywali się na światłach w razie potrzeby i w ogóle. Długo przez miasto nie jechali. A potem zagłębili się w las - najpierw młodnik. I tutaj był już stały kłus, z omijaniem przeszkód, które być może piętrzyły się na ich drodze. Harłak rozejrzał się wokół, siedział w półsiadzie... Bo w wysiadywanym było by mu strasznie niewygodnie, a anglezować w lesie, przy tych gałęziach? Niedoczekanie wasze! Obserwował przy tym uważnie swojego ulubieńca, żeby się nie spłoszył przypadkiem.
Carmargue - 2013-10-20, 09:36

Carmar wszedł więc na szlak, pokierowany przez swojego właściciela. Wszystko po drodze wydawało mu się być straszne. Na początku pies, potem kot, potem latający dziesięć metrów na ich głowami ptaszek. Za każdym razem wzdrygał się, unosząc wyżej łeb. Wybałuszał przy tym oczy, wpatrując się w tenże obiekt i starając się od niego uciec, ciałem odstępowując w bok. Jedynie ptaszek zmusił go do energiczniejszego poruszania się naprzód. Wręcz zagalopował, ryj przyklejając do piersi. Okropne. Jednakże jeśli chodzi o wolty i wgl pod stajnią, wykonywał to jeszcze z najwyższym skupieniem, przeżuwając przy tym wędzidełko. Potem wszystkie plany chłopaka poszły się za przeproszeniem jebać. Gniady łaził jak koń psychopata, przesadnie bojąc się wszystkiego.
Harley Davidson - 2013-10-20, 11:07

Harłak nie spodziewał się po nim aż takiego stresu. Co go nie socjalizowali? W teren nie jeździł nigdy?
-Spokojnie, Carmargue.
Przy tym jedną ręką znów masował go TTouchem, żeby chociaż trochę spuścić z niego stres, w drugiej trzymał wodze, gotów go w razie czego przyhamować też i nimi... Choć ogiera bardziej kontrolował teraz dosiadem. Sam starał się zachować spokój, ażeby trochę jego emocje ogrowi udzieliły. Gdy wjechali już w las starał się zwrócić na chwilę jego uwagę, żeby przeszli w stęp i tutaj dał mu luźną wodzę (choć gotów był ją skrócić w czasie bardzo szybkim, ah te skupienie!), żeby spokojnie rozejrzał się wokół i zapoznał wedle własnej woli z występującymi tu przedmiotami, dźwiękami i et cetera. Przy tym obserwował go uważnie... Przez chwilę nawet zastanawiał się, czy by nie zejść z siodła na ziemię i nie prowadzić go w ręce... Ale tu byłby problem, Kalmar nagle bardzo mocno się czegoś wystraszył i wyrwał mu się... Potem Harłak by go szukał, zapewne dość długo, a to miejsce raczej nie jest dla gniadego ani bezpieczne, ani bezstresowe. Po jakimś czasie zaczął się bawić wodzami, by zachęcić ogiera do wejścia na kontakt, skupić na sobie trochę jego uwagę. Zaczął by je od razu zbierać i pchać go łydką na kontakt... Ale podejrzewał, że gniady będzie raczej na początku przed nim uciekał, a taki upór z jego strony pewnie by tylko większy stres spowodował.

Carmargue - 2013-10-21, 08:56

Carmar był tak skupiony na świecie który go w tej chwili otaczał, że nawet nie odczuwał dotyku Harley'a. W sumie nie było już aż tak źle, bo teraz bardzo energicznie stępował, raz po raz wypadając z równowagi i zaczynając caplować. Ryj przykleił do piersi, powoli się odrestaurowując. Bardzo dawno nie był w terenie. Zazwyczaj pracowano z nim na maneżu, hali, parkurze, bądź czworoboku. Rzadko kiedy planowano wyjazdu do lasu.
Po mniej więcej pięciu minutach, stres zaczął schodzić z ogiera. Ryjek zaczął stopniowo luzować, zniżając go w stronę ziemi. Zatrzepotał łbem, kierując uszka w stronę Harłaka. Kiedy zaczął bawić się wodzami, gniady odpowiedział, krnąbrnie przeżuwając wędzidło, a ryjek niosąc teraz na wysokości nadgarstków. Od czasu do czasu uniósł go, bojąc się sowy. Albo innych lwów.

Harley Davidson - 2013-10-21, 17:32

Najwyraźniej ogier potrzebował chwili, żeby sobie ze stresem poradzić... Kiedy to już się stało, poklepał delikatnie jego szyję za wrócenie ryjcem na pozycję odpowiednią. Na razie pozostał na tej luźnej wodzy z żuciem, rozglądał się wokół, czy jest coś ciekawego, co ogierowi można by pokazać... Ostatecznie jednak pozostał z nim na głównej ścieżce, wokoło było w końcu wystarczająco dużo ćwierkających ptaków, szeleszczących liści i innych takich. Były już jednak plany... A jakie? Skierował ogiera na nieco mniej wydeptaną drogę prowadzącą do jeziora. A przynajmniej tak mu się wydawało.
-Podoba Ci się w lesie, Kalmar?
Kiedyś go jeszcze weźmie na plażę... Może nad ocean - żeby pokazać, gdzie krewetki żyją. Żeby wiedział.
-Tu właśnie mieszkają sarenki, zające, ptaki i inne takie.

Carmargue - 2013-10-21, 20:22

Carmar kroczył energicznie do przodu. Aż nagle odskoczył w bok. KOMAR ! Mógł umrzeć. Zatrzepotał ryjcem, czując jak coś na niego usiadło. Przeczulone zwierze. W końcu miał liścia na zadzie. Zaczął więc nim niemiłosiernie rzucać. Bez względu na to, czy coś tam sobie siedziało, czy też nie. Usiadł na nim dziwny, maleńki robaczek. Był czarny i miał na sobie puszek. I posuwał się do przodu jak jakaś pijawa. Ogier nie mógł tego nie odczuć. Podniósł ryj do góry, świecąc białkami. Uszy pokierował w przód, okropnie furcząc. Bez zbędnych wybryków pociął do przodu, w tej chwili galopując z zadartym ryjem.
Harley Davidson - 2013-10-22, 18:44

Harłak usiadł głębiej w siodło, starając się przetrzymać te jego napady paniki.
-Kalmar, spokojnie.
Odczulanie będzie chyba wymagało porządnej jego uwagi, bo na razie na każdy prawie dotyk reaguje jakby go prąd kopnął i wchodzi w panikę. Starał się z niego strzepywać co się da, ale on sobie pewne rzeczy nawet sam wymyślał, więc było ciężko. Delikatnie poruszył wodzami, starając się uprzytomnić mu, że on nadal na nim siedzi. Tym razem nie masował go ttouchem... Bo bał się, że bez pełnej kontroli zaraz zleci na jakieś drzewo czy cokolwiek innego.
-Carmargue, Krewet, spokojnie!
I wtedy ruszył z kopyta. To się nie prezentowało najlepiej. Harłak próbował go na kontakt jakoś naprowadzić, ale skutki tego zapewne były marne, mimo wszystko starał się kierować nim choć trochę dosiadem, żeby nie jechał całkiem na oślep. Przenosił też swój ciężar na tył, żeby go nieco przyhamować. Oddychał głęboko, zachowując spokój... Choć powoli zaczynał się obawiać efektów tej przejażdżki. No nie wiem, może jakiś złamany kark? :lol2:
-Były sobie kotki dwa... - zaczął śpiewać kołysankę, at tak dla odstresowania.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group