Chloe Hodder - 2016-08-31, 23:23 - To był taktyczny odwrót.- wyjaśniła jak najbardziej poważnie, choć wciąż cała ta rozmowa miała żartobliwy wydźwięk i oboje poruszali się na tej właśnie płaszczyźnie. O tamtej sytuacji chciała zapomnieć i miała nadzieję, że nie natknie się na żadne dwa urocze pieski następnym razem, gdy odwiedzi park.
- Ale ja mówię naprawdę.- odezwała się oburzona, ledwie składając słowa w foremne zdanie, które miałoby jakiś większy sens. Widząc jego uśmiech nadęła policzki składając ręce na piersiach, no jak on mógł jej tak nie wierzyć, no. :c
- Pleciesz głupoty, nie mam gorączki.- zaprzeczyła po raz kolejny nie dając z wygraną. To, że byłą podpita nie oznaczało, że mógł jej wcisnąć każdy kit.
Nieco speszona uciekała od niego wzorkiem, dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego co zrobiła, zaczynało jej siadać na psychikę to wszystko. Ostatnio miała co raz więcej problemów na głowie, a samotność nie ułatwiała radzenia sobie z nimi. Szczególnie, że Chloe była osobą stadną i potrzebowała nie tylko obecności ale i bliskości drugiej osoby, nawet jeśli nie mówiła o tych problemach.
- Na szczęście nie.- rozejrzała się i nie dostrzegając żywej duszy wokół odetchnęła z ulgą, chciała sięgnąć po butelkę ale w ostatniej chwili się powstrzymała, o wiele lepiej było jej sprawować kontrolę nad sobą, gdy potrafiła jeszcze trzeźwo myśleć.Thomas Hayden - 2016-09-01, 00:24 - Dobra, tylko mnie nie pobij - odparł nieco głośniejszym, mocno akcentowanym tonem, podnosząc ręce by w ten sposób okazać swoje poddanie. Nie próbował jej niczego na siłę wmówić, samemu będąc już dobrze wstawionym. Być może nie wypił wiele wina, za to nadrobił wódką, która miała o wiele więcej procentów. Dzięki temu, że nie myślał już trzeźwo cała ta sytuacja, jakby go ominęła. Chloe nie musiała więc czuć się speszona czy zażenowana, bowiem do niego i tak to wszystko nie dotarło. Właściwie to nadal zastanawiał się czy zrobiła to naprawdę czy tylko jego wyobraźnia płata mu figle. Sięgnął po butelkę i upił z niej kolejnych kilka łyków, po czym odetchnął głęboko. Następnie odłożył szkło i powolnymi, nieco nieporadnymi ruchami wyjął z kieszeni e-fajkę, którą zaciągnął się po chwili dość obficie.
- Spoko - mruknął i choć w tej wypowiedzi nie było najmniejszego sensu to zupełnie się tym nie przejął. Jeszcze parokrotnie zaciągnął się kokosowym dymem, a schowawszy elektryka znów złapał do ręki butelkę. Kategorycznie nie powinien już pić, ale kogo to obchodziło? Wypił kilka łyków, pozostawiając na dnie szklanej butelki tylko odrobinę - na wypadek gdyby dziewczyna się jednak rozmyśliła. Oparł się z tyłu rękoma i naprężył niemrawo zastane mięśnie, które po chwili przeszedł gwałtowny skurcz, wywołujący na ciele chłopaka gęsią skórkę. Odruchowo potarł ramiona, by chociaż odrobinę się rozgrzać, ale to nic nie dało. Spojrzał więc na Chloe nieco nieobecnym spojrzeniem i pochyliwszy się w jej stronę, podparł się jednym łokciem o chłodną trawę.
- Idziemy? - spytał ściszonym głosem, cierpliwie wyczekując odpowiedzi. Jeśli tylko była ona twierdząca, chłopak uśmiechnął się pod nosem i powoli zebrał z ziemi.
Stanął na miękkich nogach, szybko łapiąc pion. Otrzepał się z drobnych zanieczyszczeń i wiedząc, że w głowie mocno mu się kręci, powoli schylił się po plecak. Zarzucił go na plecy, a wówczas butelki obiły się o siebie z takim hukiem, że blondyn zaczął podejrzewać, jakoby któraś mogła ulec zniszczeniu.
- Kurwa mać - warknął na cały głos, nie kontrolując tego odruchu. - Sprawdź czy są całe - zwrócił się do Chloe, zupełnie nie myśląc o tym, że w tej ciemnicy niczego nie dostrzeże. Być może księżyc rzucał nieco światła, ale na pewno było ono niewystarczające...Chloe Hodder - 2016-09-01, 00:57 - Nie dotykam Cię przecież.- zaprotestowała, sama podnoszą ręce i pokazując, że trzyma je przy sobie. Jej także alkohol dawał się we znaki i powoli zaczynała się plątać w tym wszystkim. Szczególnie, że naszła ją jakaś nostalgia, której nie mogła się pozbyć.
Szybko pozbierała się po tym pocałunku, który nie powinien mieć miejsca, miała nadzieję, że jutro Hayden nie będzie już nic z tego pamiętał i nie wytknie jej tego kiedyś w najmniej oczekiwanym momencie. Ciężko było ją czymkolwiek zawstydzić, a tego wieczora sama się zawstydziła w jego towarzystwie robiąc najgłupszą z możliwych rzeczy.
- Nie powinieneś więcej pić Tomek.- widząc prawie pustą butelkę, wlała w siebie jej resztki tylko po to aby nie zmarnować alkoholu i też nie pozwolić na to aby Hayden upił się do nieprzytomności. Nie zamierzała go wlec do domu na plecach, może i był szczupły ale z pewnością cięższy od niej.
- Idziemy.- powoli podniosła się do pionu czując jak ziemia wiruje jej pod stopami, chwilę zajęło jej przyzwyczajenie się do tej wysokości, na ziemi było zdecydowanie bezpieczniej i bardziej komfortowo.
- Ja pierdolę.- jęknęła słysząc szczęk obijających się o siebie butelek, poprawiła na sobie tą wielką bluzę Tomka, w której prawie tonęła i podeszła do chłopaka od tyłu rozpinając plecach. Ostrożnie włożyła tam rękę, nie chcąc natknąć się na ewentualne potłuczone szkło. Odetchnęła z ulgą nie czując nic ostrego ani mokrego.
- Masz szczęście sierotko.- zapięła plecak i poklepała go po ramieniu, otrzepała jeszcze swój tyłek z ewentualnej trawy i idąc u boku Haydena ruszyła przed siebie.
- Błagam tylko się nie wypierdol na tej trawie, ciemno tu jak ....- nie dokończyła idąc prawie po omacku, było już tak ciemno, że grunt pod stopami był prawie niewidoczny.
- Gdzie właściwie idziemy?
/ztThomas Hayden - 2016-09-02, 21:58 Czekał niecierpliwie na jakiekolwiek wieści dziewczyny o stanie butelek. Nerwowo zaczął tupać prawą stopą i odwrócił się, coby skontrolować sytuację z tyłu, lecz niewiele mógł dostrzec. Już miał ponaglić jasnowłosą, kiedy w końcu z jej ust padło to kluczowe zdanie. Chłopak odetchnął z ulgą, w pierwszej chwili bardziej skupiając się na zawartości plecaka, a dopiero później na drugim dnie wypowiedzi Chloe. Uświadomiwszy sobie, że go wyzwała zmarszczył brwi i obejrzał się na nią podle.
- Nie wyzywaj mnie - burknął nie bardzo wyraźnie, ale jakie to miało teraz znaczenie... Poczekał aż plecak zostanie zapięty, a kiedy został poklepany po ramieniu bezczelnie zrzucił z niego rękę Hodderówny.
- Lepiej pilnuj siebie - mruknął, ponownie oglądając się na dziewczynę z zaciętą miną. Z pijanym Haydenem był jeden problem, stawał się zbyt pyskaty i bardziej agresywny, choć zwykle tą agresją nie wyrządzał żadnych szkód. Zwykle... Poza tym miał masę jeszcze głupszych pomysłów, ale to chyba nic nadzwyczajnego.
- Prosto - odparł i choć ta wypowiedź nie miała żadnego sensu, to jego satysfakcjonowała. Nie zwalniał kroku ani na moment, krocząc dziarsko w stronę drogi. Kiedy tak szedł nawet nie wyglądał na pijanego, lecz wystarczyło się tylko bliżej mu przyjrzeć, żeby wiedzieć co jest na rzeczy.
[zt]Nikolaj - 2017-02-05, 20:28 Klif. Jedno z najspokojniejszych miejsc według Nikolaja. Przychodzenie tutaj było już jego rutyną, choć był w mieście dopiero około miesiąca. Cenił sobie brak tłumów, wystarczało mu jego własne towarzystwo, przynajmniej tak sądził, a z drugiej strony to miejsce miało swój specyficzny charakterek. Upadek z klifu mógł być czymś pożądanym tylko przez szaleńców i samobójców, ale mężczyzna cenił sobie to niebezpieczeństwo, przyjemnie mu się obserwowało taki obraz dzikiej natury.
Szybkim krokiem wszedł na górę i stanął jak najbliżej bezpiecznej granicy, by podziwiać to, co go otaczało. Przeszedł dzisiaj przez wiele etapów irytacji, a mimo to nadal zachowywał dobry humor. Wiele razy w ciągu tego miesiąca usłyszał odgórnie, że to nie jest miejsce dla niego, że powinien jechać na jakąś spokojniejszą wieś. Jednak nie w głowie mu świnki, kury i krowy, on chciał żyć, a nie tylko wegetować. Miał dość tego, że każdy lekarz, czy stary znajomy stara się nadal wybierać za niego. Nie był chory, a i tak wielu uważało inaczej. Nie przejmował się tym, nadal miał zamiar robić swoje i oddychać pełną piersią. Taki był, nie chciał niczego, prócz wolności oczywiście.Nicole - 2017-02-05, 21:56 Chyba pierwszy raz tej zimy - jakby nie patrzeć dość... zimnej - przywdziała kurtkę. Przy przeprowadzce, oczywiście nie spakowała ubrań schowanych gdzieś na strychu, a jej roztrzepana mamuśka, nie raczyła przypomnieć o czymś takim jak " ujemne temperatury. " W Hiszpanii cieszyć się mogła " wiecznym słońcem, " jednak tutaj panował nieco inny klimat. Tak czy inaczej, dziewczyna musiała poczekać na paczkę, która - jak się okazało - nie miała łatwej podróży.
Wiedziona myślą przyjemnego spaceru, wyszła z domu, od razu kierując się w przeciwną stronę, niż zaludnione miasto. Całkowicie pogrążona w myślach, obserwowała śnieg zapadający się pod jej butami. Zapewne ten stan mógłby się utrzymać dużo dłużej gdyby nie.. Koniec śniegu.
Och, o czym ja tu w ogóle piszę?
Szybko dostrzegła stojącą w pobliżu krawędzi postać, od razu zmierzając w jej kierunku.
- A pan to się zabić planuje? - zagadnęła głosem, niemal ociekającym ironią, uśmiechając się nieco zadziornie - Nie za nudno tam będzie? Eh, ja to się na umieranie nie nadaje.
Cholera, o czym ty pieprzysz?
Zrobiła krok w przód, próbując dojrzeć co znajduje się u podnóża klifu.
- Ładny widok, nie? - mruknęła, prezentując już ten normalny, pogodny głos.Nikolaj - 2017-02-05, 22:13 Nie usłyszał jej, nawet nie zauważył. Nadeszła z tej zepsutej strony, przez co nie miał żadnego pola manewru, inaczej zapewne poszedłby dalej. Niestety już po ptakach,on zdążył się wzdrygnąć na dźwięk obcego głosu, a dziewczyna zdążyła nawet zadać jedno z najgłupszych pytań, przez co momentalnie się spiął i zacisnął szczękę. Nie odwrócił się do niej, nie odczuwał takiej potrzeby, w końcu była zwykłym człowiekiem, który ma prawo mówić głupoty. Tak, czy siak była bardzo odważna, skoro postanowiła odezwać się tak swobodnie do nieznajomego typa, będąc pośród takiej głuszy.
Wzruszył niemal niewidocznie ramionami i przewrócił oczami w przypływie chwili, jednak wystarczyło tylko kilka swobodnych oddechów, by powrócił do normalności. Zignorował jej pierwsze pytania, nie widział sensu w odpowiedziach, które miałby jej udzielić, nie odczuwał takiej potrzeby. Zapewne żadna nieznajoma nie jest w stanie spieprzyć mu humoru, toteż nie miał zamiaru dać się zwieść.
- Ładny. - Przytaknął twardo. Niestety, nie każdy miał głos miękki, ciepły, czy jakiśtamjeszcze. Przeszedł poparzenie, dlatego jego głos miał dość nieprzyjemną nutę, ale dało się do tego przywyknąć, jemu tam się podobał. Nadal nie spojrzał w jej stronę, widocznie nie była to pierwsza potrzeba. Sądził, że jeszcze minie chwila, nieznajoma znudzi się widokiem i odejdzie w swoją stronę jak większość zwiedzających i spacerowiczów.Nicole - 2017-02-06, 20:16 Zaczepianie i zagadywanie obcych, było dla niej niczym chleb powszedni. Nie widziała w tym nic dziwnego, nic odważnego. To właśnie w taki sposób zawiera większość znajomości, chociaż trzeba przyznać, że to właśnie w taki sposób pozyskała kilku wrogo nastawionych doń osób. Kiedy rozmowa zbiegała na niebezpieczny tor, po prostu żegnała się i z gracją odchodziła. Ot, niby nic.
Mieszkała sama, toteż w domu nie spędzała więcej niż musiała. Nienawidziła samotności, a w mieszkaniu nie miała do kogo otworzyć ust. Oczywiście nie licząc tego utuczonego jamnika, czy jak tam tej rasie, mieszkającego powyżej. Ten zawsze miał w zanadrzu, sporo mało życzliwych warknięć, i szczeknięć, co najwidoczniej odpowiadać miało słowom. Swoją drogą.. Czy on naprawdę myśli, że wszyscy się go boją? Przykładowo Nicole, uważała go za rozszczekanego, pyskatego gbura. Nic poza tym. No może jeszcze, uważającego się za księcia. No wstyd, żeby staruszka musiała nosić takiego klocka po schodach!
Jako, że nie odpowiedział, nie odezwała się ni słowem. W umieraniu nie miała doświadczenia, toteż przeżyciami podzielić się nie mogła. Udzielać rad też nie wypadało, skoro nic się na dany temat nie wie.
To krótkie słowo wystarczyło, aby zaspokoić Hiszpankę. Uśmiechnęła się pod nosem, coby zaraz odwrócić się na pięcie. Mało dyskretnie spojrzała mu w twarz, obdarzając go jednym z tych pogodnych uśmiechów.
- Czekaaaj. - mruknęła, zwyczajowo marszcząc nos, w przypływie natchnienia - Ja Cię już gdzieś.. - przygryzła dolną wargę, nadal bezwstydnie wgapiając się w jego facjatę.
Czubek buta, wylądował w ziemi, niemal wiercąc w niej dziurę - tak jakby ten sam but wwiercić się w pamięć, i odkopać w niej owe spojrzenie oczu. Spojrzenie oczu ważne, tak tak.Nikolaj - 2017-02-07, 16:35 Nikolaj był innego zdania, on zagadywał tylko tych, co wydawali mu się w jakiś sposób ciekawi, jednak nie uważał siebie za takiego interesującego i możliwe, że właśnie dlatego wolał towarzystwo osób dziwnych i specyficznych. On sam czuł się normalnie, nie miał jakichś pasjonujących zainteresowań, pracy też nie miał, w końcu żył z wojskowej emerytury, co było dla niego śmieszne, w końcu był młody. Cóż, jeśli komuś wydawał się interesujący, to oczywiście miał zamiaru udowodnić, że jest zupełnie inaczej.
Zmarszczył brwi na jej słowa, w końcu to było niemożliwe, przecież wyprowadził się na to zadupie, by nie mieć takich właśnie sytuacji, chciał zacząć z czystą kartą i nie oglądać się na starych znajomych. W końcu na nią spojrzał, by upewnić się, czy rzeczywiście może ją kojarzyć, a pamięć miał raczej dobrą. Przechylił lekko głowę, by widzące oko trafiło na cień, bo takie rozpoznawanie ludzi przez słońce nigdy nie wychodzi na dobre. W ten sposób przestał mrużyć oczy, choć nadal połowa jego twarzy była w słońcu. Chwilę tak lustrował dziewczynę, by z pewnością ją rozpoznać. Musiał ją kojarzyć jeszcze sprzed roku, czy dwóch.
- Całkiem możliwe, że się widzieliśmy. - Dokończył za nią w nieco innym stylu. Zacisnął usta w kreskę, by sobie przypomnieć skąd kojarzy tę dziewczynę, lubił takie fakty i zagadki. Już samo przypomnienie sobie miasta, czy chociaż imienia byłoby małą wygraną. Było mu zdecydowanie łatwiej, gdyż niewiele osób z jego dawnego towarzystwa posługiwało się ironią z taką łatwością. Co nie znaczy, że jego towarzystwo było dobre i idealne dla każdego.Harley Davidson - 2017-08-07, 18:44 Mknęli przez kolejne ulice w tempie delikatnie wyższym niż przepisowe. Harley nie chciał doprowadzić swojej pasażerki do zawału, ale obawiał się, że i tak może już zacząć go posądzać o bycie porywaczem, mordercą czy coś. W końcu mijali kolejne ulice, nie zwalniając... W końcu wyjechali z miasta a Harłak skierował się na drogę wśród lasu. Po kilku minutach drzewa zaczęły się przerzedzać i dało się dostrzec falujące morze i tańczące na nim błyski księżycowego blasku. Na skałę można było zjechać bez problemu z jezdni, ale i z plaży, co wyjaśniało rysujące się gdzieniegdzie odbicia kopyt. Jeźdźcy lubili wpadać tu na tereny... Prawdziwy banał, co?
Mężczyzna zjechał na klif i zaparkował motor bokiem do morza, tak, by mogli się o niego oprzeć; zaczekał aż dziewczyna zejdzie, wtedy też sam ześlizgnął się z maszyny, odrzucił na bok kask i przysiadł na ziemi, od razu zapalając papierosa. Chyba trochę się wyciszył podczas tej krótkiej podróży a może tylko okoliczności sprawiały, że wyglądał bardziej nostalgicznie niż ten żartobliwy chłoptaś z baru. Milcząc, podsunął Jennifer zapalniczkę. Ognia?Jennifer Frost - 2017-08-09, 16:29 Dziewczynie nie przeszkadzała prędkość póki czuła, że pęd powietrza nie próbuję zerwać jej z miejsca pasażera. To z kolei za bardzo nie mogło mieć miejsca, bo jej sylwetka była dużo mniejsza od sylwetki Harleya, dzięki czemu w pełni była za nim schowana.
Na początku czuła się trochę spięta i dość mocno przylegała do pleców mężczyzny, z czasem rozluźniając się i zaczynając rejestrować trasę ich podróży. Gdy Davidson powiedział jej o jakimś miejscu dobrym do zapalenia, w pierwszym momencie pomyślała o dachu wysokiego budynku. Jakie było jej zdziwienie, gdy zaczęli wyjeżdżać z miasta, aczkolwiek przez cały czas siedziała spokojnie i czekała na rozwój sytuacji. Cóż, brunet nie wyglądał jej na porywacza, więc chyba nie miała się czego bać.
Gdy zajechali na klif, niebieskowłosa dość nieporadnie zsiadła z wehikułu, od razu pozbywając się również kasku. Co prawda była już na klifie, ale nie w nocy, kiedy było dużo bardziej klimatycznie.
Idąc śladami Harleya przysiadła na ziemi i wyjęła z kieszonki paczkę papierosów. Skorzystała z oferowanego ognia, pozwalając Anglikowi odpalić sobie fajkę i od razu zaciągnęła się trującym dymem.
- Już myślałam, że chcesz mnie gdzieś wywieźć - powiedziała po dłuższej chwili ciszy, jaka zapanowała między nimi.Harley Davidson - 2017-08-11, 19:13 Dach wysokiego budynku... Z pewnością też cudowny pomysł, choć nie taki do rozmowy a raczej do prowadzenia obserwacji. No i już od jakiegoś czasu Harley nie bardzo miał się z kim szwendać po mieście tak, by poznawać takie zakątki. A może byłoby warto.
Spodziewał się, że być może podróż ją wystraszy, ale Jenn najwyraźniej była dość wyluzowana by przyjąć to ze spokojem i jakoś mu zaufać (choć wcześniej deklarowała brak zaufania do harleya davidsona ). Jeśli chciałby wystawiać jej zaufanie i cierpliwość na próbę, mógłby choćby teraz wypić browara albo trzy i zaproponować jej powrót do domu - w końcu to mało uczęszczana droga, piechotą do miasta może być niebezpiecznie, a i taksówkę ciężko zamówić bo "jakiś tam klifów" może być w okolicy kilka. Ale Harley nie miał zamiaru się nią bawić - w końcu przywożąc ją tutaj, wziął na siebie jakąś tam odpowiedzialność za jej powrót. Moze sam by zaryzykował, gdyby miał po co, ale z kimś? Na pewno nie.
-Jeszcze nie odwiozłem Cię do domu, to skąd wiesz, że nie chcę?
Posłał jej bardzo tajemniczy uśmiech. Niekiedy dobrze mu uszło udawanie przestępcy, marginesu społecznego... W końcu kiedyś jednak dziewoja nabrała się na jego bajkę o byciu seryjnym mordercą. Nie powiedział na razie nic więcej, chcąc po prostu zobaczyć reakcję Jennifer, choć spodziewał się raczej, że nie weźmie tego na serio. Zaciągnął się papierosem, chowając zapalniczkę z powrotem do kieszeni, gdy zapalone fajki mieli już oboje.Jennifer Frost - 2017-08-21, 16:42 Wyluzowana może do końca nie była, ale na pewno nie okazałaby po sobie, że się boi. Co prawda sam przebieg ich podróży w żaden sposób nie zraził niebieskowłosej, której tak naprawdę całkiem się podobało, aczkolwiek Harley nie musiał wcale o tym wiedzieć. Ufać również mu nie ufała, a raczej naiwnie liczyła, że po prostu nic jej nie zrobi. Nie było to do końca mądre, ale chyba wypite whisky dodało jej odrobinę odwagi
- Słuszna uwaga - pokiwała głową, zapatrując się w widok przed sobą. A raczej miejsce, gdzie powinien on być, bo oprócz nikłej poświaty księżyca nie było widać kompletnie nic. Im dalej ciągnęła rozmowę, tym mocniej upewniała się w przekonaniu, że Davidson jest kompletnie nie groźny. Co prawda nie miała żadnych podstaw do takich przypuszczeń, ale w tym wypadku kobieca intuicja w pełni jej wystarczała.
Klimat ów miejsca sprawił, że Frost kompletnie się wyciszyła. Co chwilę przykładała do ust fajkę, by nabrać w płuca kolejnego bucha dymu i wsłuchiwała się w fale, obijające się o skaliste zbocza klifu. Niestety jak już wspomniałam była zmarzluchem, a tutaj było znacznie zimniej niżeli w mieście, zważając na nieprzyjemny, przeszywający wiatr. Początkowo trochę nieświadomie zaczęła się kulić, by z czasem zacząć również delikatnie drżeć. Zachowała to jednak dla siebie, usilnie starając się zignorować to nieprzyjemne uczucie.Jonah Wrens - 2017-11-13, 22:35 Umawiając się z Lorien nad klifem nawet nie powiedziałem jej o co chodzi, tylko poprosiłem żeby wybrała alkohol na dzisiejszy wieczór, a ja go kupię. Będąc tu trochę wcześniej autem postarałem się o to, żeby ogarnąć miejsce na ognisko i drewno, cobyśmy nie zmarzli. Drugi raz pojawiłem się tutaj już bez auta, nie chcąc aż tak ryzykować. Oprócz alkoholu i jakichś przekąsek zostawiłem jeszcze jeden dzisiejszy zakup, który chciałem pokazać przyjaciółce. W końcu też mogłem osobiście z nią porozmawiać na temat wesela, zakładając, że jednak wcześniej znała termin ślubu - bo trochę lipa tak powiedzieć jej,że to już w sobotę, bo nagle się znalazło miejsce . Także czekałem na nią, siedząc sobie na rozkładanym krzesełku przy ognisku, a drugie krzesełko było wolne, zaopatrzone w kocyk tak samo jak i moje. Długo na nią zapewne nie musiałem czekać, więc jakże miło przywitałem się z nią, nawet nie wstając. Lorien Wayford - 2017-11-13, 22:43 Nie spodziewała się aż takiego zaangażowania ze strony Jonaha, w całe to ognisko i jego otoczkę. Niemniej było to bardzo miłe z jego strony, że pomimo posiadania wybranki swojego serca, potrafił wciąż zadbać o swoją przyjaciółkę. Oboje często zachowywali się jak rodzeństwo, z tą różnicą, że Lorien faktycznie je posiadała, a Jo był jedynakiem. Zdecydowanie lepszy kontakt miała z nim niż z dwiema starszymi siostrami, które teraz posiadały juz własne rodziny. Jo też wkrótce miał formalnie założyć swoją i Lorien naprawdę cieszyła się jego szczęściem.
Powiadomiona odpowiednio wcześnie o planowanej dacie ślubu zdołała już załatwić sukienkę, a także osobę towarzysząca. Dlatego teraz pozostała jedynie kwestia prezentu i parę spraw organizacyjnych, będąc jedną z najbliższych dla Jonaha osób podjęła się pomocy przy organizacji tego wydarzenia i miała zamiar wspierać go całym swoim serduchem.
Na klif przyszła pieszo, już z daleka dostrzegając ognisko, krzesełka i kocyki, które wywołały uśmiech na jej twarzy. Pełni szczęścia dopełniało najlepsze z możliwych towarzystwo oraz niezastąpiona whisky.
- Cześć emerycie, nawet nie stać się na gest żeby podnieść dupę do góry?- Jak zwykle uprzejmie i idealnie w punkt, nie byłaby sobą, gdyby nie przywitała się z nim w taki sposób.