Wavantos - 2016-03-13, 15:03 Wavantos stał w boksie, jak zwykle się objadając. Przez te dwa lata, podczas których odwiedził jedną z londyńskich stajni, wdrożono w jego życie ścisłą dietę. Skutkiem tego wyglądał jak połowa siebie sprzed trzech lat. Ale miał za to sexy mięśnie!
Słysząc kroki, a następnie cmoknięcie, szybko odwrócił łeb. I zamarł. Czyżby to była Jessie? Jessica Reese? Nie możliwe!
Podszedł do drzwiczek, napierając na nie piersią z całej siły. Zaczął ją bezceremonialnie miziać chrapami po twarzy, póki nie zdobył pewności, iż jest prawdziwa.
- Och, Jessico, pani mojego serca! Powróciłaś do mnie! Kocham cię, najjaśniejsza gwiazdo! - dziewczyna zamiast tego usłyszała pewnie rżenie. Niestety. Ciężko się dogadać z człowiekiem.
Szybko zauważył, że Jess ma na sobie strój pingwina, a to mogło oznaczać tylko jedno - zawody. Ewentualnie, że idzie na imprezę, ale wyglądałaby głupio. Co prawda w zawodach dawno nie startował, ale kondycyjnie stał bardzo dobrze. W Royal Stable głównie przebywał na padokach, dla utrzymania formy uczestniczył w rekreacyjnych jazdach, czasem skakał. I chciano go najwyraźniej zagłodzić (tylko w jego mniemaniu) przez tę nieszczęsną dietę! Kilka razy krył też klacze
Dziewczyna wyprowadziła go z boksu i od razu, na środku korytarza, ukłonił się jej niczym rasowy dresażowiec. Właściwie nie wiadomo, kto go tego nauczył, ale zdarzało się, że korzystał z tej sztuczki. Czasami ktoś sypnął za to ciasteczkami. Przygotowała go, by pięknie się prezentował.
Dotarli na miejsce zawodów, od razu zmierzając w stronę rozprężalni. Był zwarty i gotowy, by pokazać światu na co go stać! Przez całą rozgrzewkę trudno było mu się skupić, myślami i sercem pokonywał już pierwsze metry trasy. Wykonywał jednak ćwiczenia, o które prosiła go Jess. Po odpowiednim rozgrzaniu kłusem ruszyli ku linii startu. Poparskiwał z zadowoleniem co kilka kroków. Widzowie już czekali, choć nie było ich wiele. Reszta obrała sobie ciekawsze miejsca na trasie. Czekali na sygnał do startu. Kiedy takowy padł, ruszył galopem, przyjmując od razu mocne, aktywne tempo. Jedno ucho skierował w stronę Zawodniczki, chcąc być przygotowanym na ewentualne sygnały głosowe. Całą uwagę skupił na stojącym przed nim wyzwaniu, a także pomocach, jakie wysyłała mu Jessica. Pierwsza przeszkoda była szeroka, ozdobiona doniczkami z żółtymi i białymi kwiatkami. Nie wzbudzała jednak lęku, wszak kwiatki nie mogły go zaatakować. Szedł więc odważnie przed siebie, oczekując sygnału do odskoku. Otrzymawszy go, wybił się mocno z zadnich nóg. Przednie kończyny podciągnął mocno pod brzuch, grzbiet zaokrąglił w łuk, a szyję obniżył. Wylądował miękko. Jego galop miał obszerne, ale okrągłe foule. Druga przeszkoda nieco go zestresowała, co jednak nie przełożyło się na jakość przejazdu. Ani na chwilę nie zwolnił kroku. Zależało mu na tym, by Jessica była dumna. Ponoć już formalnie nie była jego właścicielką, ale nadal kochał ją nad życie i wskoczyłby za nią w ogień. Co to dla niego takie łuki obłożone koszami! Wybił się, uwalniając część energii skumulowanej w zadzie. Lecąc nad przeszkodą zaprezentował prawidłowy baskil.
Zdawał sobie sprawę, że trasa jest dość długa i musi dobrze rozłożyć siły. Zawodniczka mu w tym pomagała, kontrolując tempo ogiera. Pokonując odległość dzielącą ich od trzeciej przeszkody, zauważył grupkę ludzi dopingujących ich. Podniosło go to na duchu, można powiedzieć, że uwolniło to w nim wcześniej nieodkryte pokłady energii. Do hyrdy szli po lekkim łuku, celując w jej najniższe miejsce. Musiał oddać wysoki skok, wybił się więc dość mocno. Zaraz podciągnął kończyny, wyciągnął się.
Szereg, w porównaniu do poprzednich przeszkód, nie wyglądał na trudny do pokonania. Ale to jedzenie z boku! Skupił wzrok na środku pierwszego członu. Oddał pierwszy skok, zaraz potem kolejny i szereg był za nimi. Jego technika poprawiała się za każdym oddanym skokiem, był coraz bardziej precyzyjny.
Piąta przeszkoda sprawiała najwięcej problemu, ze względu na słabo widoczny rów. Zdał się tutaj na wolę Jess, oczekując sygnału do wybicia. Nie zwalniał, szedł płynnie, odważnie przed siebie. Ufał jej całkowicie. Czując mocny impuls od łydki, odskoczył. Od razu przybrał odpowiednią pozycję, zaokrąglił grzbiet i przyciągnął kończyny możliwie najbliżej ciała. Po oddaniu dalekiego skoku, wylądował na wskazaną nogę. Kolejny szereg już pojawiał się nie horyzoncie. Wyglądał przyjaźnie, nie było w nim chyba nic nadzwyczajnego. Na domek najechali prostopadle, sam wyznaczył sobie miejsce wybicia. Przeleciał na drugą stronę bez żadnego problemu. Widząc wodę, parsknął z zadowoleniem. Woda to coś, co Wavantosy lubią najbardziej! Przebiegł przez zbiornik niczym fala tsunami, rozchlapując ciecz na boki. Szereg zakończyli skokiem przez coś, co wyglądało ogierowi na smoka. Nie roztrząsał jednak tego tematu, po prostu zrobił swoje.Sexy Ruby - 2016-03-13, 17:02 Owszem, choć przeszkody nie były specjalnie wymagające, to przebycie takiej trasy sprawiały klaczy ogromną zabawę i stanowiły nowe doświadczenie, którego pewnie szybko nie zapomni. Nie nudziła się ani przez chwilę. Dodatkowo takie zawody pozytywne wpływały na jej kondycję i przede wszystkim, mogła pozbyć się całego zbędnego nadmiaru energii.
Widok kolejnej kłody nie zrobił na Rudej większego wrażenia, doskonale wiedziała jak powinna się zachować i jak ugryźć tę przeszkodę. Niemniej nie robiła niczego wbrew ciemnowłosej - nie stawiała oporów, ani nie popisywała się. Natomiast w pełnym skupieniu wyczekiwała odpowiednich sygnałów i wszelkich innych pomocy, ułatwiających pracę. Sapnęła cicho, nie przerywając swojego aktywnego i równego tempa. Przenosząc się odrobinę na lewo, jednocześnie poprawiła komfort najazdu na dziewiątą przeszkodę. W zasugerowanym miejscu wybiła się bez najkrótszego zawahania. Postępując tak, jak dotychczas. Pokonawszy przeszkodę podciągnęła łebsko do góry, lecz równie szybko ponownie opuściła je do wygodniejszej wysokości. Klacz nastawiła uszy na sztorc i zadarła lekko łeb, kiedy spostrzegła na swojej drodze kolejną przeszkodę. Nie do końca wiedziała czego powinna się spodziewać, lecz nie panikowała. Ufając swojej właścicielce, dała się łatwo prowadzić wprost na wodę. Furknęła głośno chrapami, kiedy przyszło jej zeskoczyć z wysokości wprost do wody. Pomysł początkowo nie przypadł jej do gustu, ale nie zatrzymywała się. Bez zawahania zeskoczyła, naruszając dotychczas równą taflę. Spięła się odrobinę, bo woda nie była najlepszym terenem do galopu. Zadarła również łeb, by bryzgająca woda nie dosięgnęła jej pyska, co ostatecznie i tak zrobiła. Wychodząc z wody, Ruda poślizgnęła się lecz niczemu to nie zagrażało. Jedynie odrobinę ją zdekoncentrowało, niemniej ostatecznie ponownie udało jej się skupić uwagę na jeźdźcu. Po tym drobnym potknięciu w klaczy skumulowała się jeszcze większa moc, na kolejną przeszkodę ruszyła odważnie i bardzo energicznie, po czym przeskoczyła ją bez trudu. Kopytna więcej niż tolerowała swoją właścicielkę, Jessie była jedną z niewielu osób, którą kobyła lubiła i której ufała - to niewątpliwie powód spokoju, jaki emanuje klaczą podczas treningów i innych interakcji.
Rabnna postępowała analogicznie również przy tej - dwunastej - przeszkodzie. Nie dziwiła jej niczym, ani nie zaskakiwała. Pokonawszy ją, klacz, za zasugerowaniem ciemnowłosej, płynnie zmieniła przewodnią nogę. Ta drobna zmiana nie spowolniła klaczy, ani nie wpłynęła na rytm galopu. Jedynie dodała mu jeszcze większej dynamiczności. Przed trzynastą kłodą holsztynka nabrała na tyle odwagi i swego rodzaju doświadczenie, że nie wyczekiwała sygnału do wybicia. Sama wybrała swoim zdaniem odpowiedni moment, ignorując pomoce jeźdźca. To zagranie Rudej nie wyszło im na złe, gdyż pokonała przeszkodę bez problemów, a nawet ze sporym zapasem wysokości. Szybko opadła na ziemię i czym prędzej zagalopowała dalej, do kolejnych przeszkód. Zbliżając się do drewnianej, ozdobionej kwiatami przeszkody, otworzyła ślepia szerzej. Uważnie się jej przyjrzała, ostatecznie upewniając się, że owe kolorowe przedmioty to nic innego, jak zwyczajne kwiatki. Akurat taka forma przeszkody nie robiła na niej zbyt dużego wrażenia, więc Jessie nie miała powodów do zmartwień. Jednak tym razem oczekiwała sygnału do skoku, otrzymawszy go odbiła się sprawnie od ziemi i wyciągnęła nieco nad przeszkodą. Nie musiała się specjalnie gimnastykować, gdyż drewniany płotek tego od niej nie wymagał. Na ostatnim odcinku trasy zmęczenie zaczęło doskwierać jej nieco bardziej. Chrapy Rudej były mocno rozszerzone, a szyja i tylne kończyny pokryte potem, który nie wyróżniał się na tle mokrej od wody sierści. Tak czy inaczej nadal dawała z siebie wszystko, ochoczo kierując się na ostatnie dwie przeszkody. One również były ozdobione kwiatami, co bardziej intrygowało Belgijkę, jednak nie do tego stopnia, by przesadnie skupiać się na tym, co niepotrzebne. Opierając się na pomocach dziewczyny udało się jej pokonać piętnastą jak i szesnastą przeszkodę bez najmniejszego problemu. Standardowo nad każdą z nich odrobinę wyciągała swoje rude cielsko, mocno spinając mięśnie. Po bezpiecznym lądowaniu kobyła przyśpieszyła nieco, żeby nadrobić cenny czas, ostatecznie dobijając do mety. Z chęcią przeszła do kłusa, w którym nieco odsapnęła i uspokoiła przyśpieszony do tej pory oddech. Po rozstępowaniu była już na tyle zmęczona, by spokojnie podążyć za opiekunką do stajni.
zt.Elizabeth White - 2016-03-14, 21:21 Dzień wcześniej robiąc obchód po wszystkich kopytnych, zajrzała również do Petit. Z klaczą miała styczność po raz pierwszy, aczkolwiek postanowiła właśnie na niej spróbować swoich sił w klasie advanced. Zdawała sobie sprawę, że będzie to trudny, niebezpieczny i wymagający dużych umiejętności przejazd. Nie zrażało jej to jednak nawet w najmniejszym stopniu. Carpe diem! Jeżeli miała zginąć w jakimś tragicznym wypadku, to tylko w pogoni za marzeniami.
Tak więc klacz została przez Amazonkę przygotowana już dzień wcześniej. El przygotowała również cały potrzebny sprzęt, który starannie dobrała, wyczyściła i wypastowała. Zgodnie z jej założeniem miały prezentować się nienagannie, nawet jeśli na końcu trasy będą mokre i ubłocone. W duchu liczyła na to, że kobieca siła dzisiaj weźmie górę i nie tylko ukończą bezbłędnie, ale zajmą miejsce na pudle. Może i Kanadyjka czasami przeceniała swoje umiejętności, aczkolwiek wolała być ambitna niż nieśmiała i pozbawiona wiary w siebie.
W dzień zawodów z powodu wielu startów, kobieta nie miała czasu na to, żeby osobiście przygotować WKKW'istkę. Oddała ją jednak w ręce swojego zaufanego luzaka, który osiodłał gniadą i zaprowadził ją na teren zawodów. Tam Elizabeth odebrała kobyłkę i zabrała ją prosto na rozprężalnie, by porządnie ją rozgrzać i przygotować do dużego wysiłku fizycznego. Starała się nie męczyć jej zbytnio, ale odpowiednio zabezpieczyć przed możliwymi kontuzjami. Jako, że nie była jej koniem, chuchała na nią jeszcze mocniej, nie chcąc podpaść Anais, która zgodziła się ją wypożyczyć. Nie darowała by sobie, gdyby Coeur coś się stało, chociaż doskonale zdawała sobie sprawy z istniejącego ryzyka. Starała się jednak myśleć pozytywnie i nie zaprzątać sobie głowy głupotami przed startem. Stępując, oczekiwała w spokoju na ich kolej. Przez ten czas starała się możliwie wyciszyć, odprężyć i rozluźnić, nie chcąc przekazać swojej kompance złych emocji. W końcu zostały wyczytane. Elizabeth odetchnęła głęboko i skierowała Selle w kierunku linii startu.
Z każdą sekundą coraz mocniej odczuwała stres i niepewność, które postanowiły rozgościć się w jej sercu. Walczyła z tymi okropnymi odczuciami, ale nadaremno. Wiedziała, że ulga przyjdzie dopiero po pokonaniu pierwszej przeszkody.
Słysząc dzwonek, sprawnie spięła WKKW'istkę do galopu, narzucając jej aktywne, dynamiczne tempo. Pierwszy element był dość szeroki, ale dostawione straszaki skutecznie wzbudzały respekt przed jej wielkością. Pilnowała by krok był okrągły, a klacz miała energię. W odpowiednim miejscu dołożyła łydkę sugerując chęć wybicia i bezzwłocznie podążyła za ruchem konia. Jednocześnie elastycznie oddała rękę, umożliwiając wyciągnięcie szyi i oddanie swobodnego skoku. Zaraz po lądowaniu, ponownie zwiększyła tempo, kierując się po łuku w lewo. Na zakręcie automatycznie podparła klacz łydkami, uniemożliwiając wypadnięcie z ustawienia i zaburzenie ich równowagi. Sama starała się jak najlepiej zgrać z jej ruchami, nie chcąc jej przeszkadzać i co gorsze, spowalniać. Dwójka wizualnie prezentowała się znacznie gorzej. Łuk skonstruowany z czerwonych, rażących wręcz koszy na śmieci mógł skutecznie zniechęcić konia do oddania skoku. El postanowiła jednak za wszelką cenę uniknąć takiej ewentualności, zamykając Petit w pomocach uniemożliwiających spłynięcie na boki. Na szczęście okazało się, że ma do czynienia z dużo odważniejszym koniem niżeli mogłoby się wydawać i bez chwili niepewności znalazły się po drugiej stronie. Kolejny najazd był nieco dłuższy, ale dziewczyna nie chciała zbytnio rozpędzać klaczy, bojąc się przedwczesnego wyczerpania energii. Prowadziła ją za to równym, energicznym galopem, zadowalającym obie strony. Kilka fouli przed trójką, usiadła w siodło, usztywniła się w miednicy i lekko wyhamowała gniadą. Starała się celować w prawe wycięcie hydry, równocześnie ograniczając mocniej prawą łydką i zmniejszając ryzyko wyłamania. Wraz z oderwaniem przednich kończyn od podłoża, Zawodniczka uniosła się w strzemionach, wycofała biodra, ściągnęła łopatki i płynnie oddała rękę. Lądowanie miękko zamortyzowała i poprowadziła Selle prosto na dwuczłonowy szereg. Wydał się on El nieco mniej skomplikowany, toteż podeszła do niego z większą dozą spokoju, który zaowocował kolejnymi dwoma udanymi skokami. Z piątką nie było jednak już tak kolorowo. Rów ulokowany tuż przed przeszkodą był sporym utrudnieniem, a skok musiał wypaść szerzej. White zadbała o to, żeby gniada zbytnio się nie spłaszczyła, a skok był oddany w pełnej harmonii, ładzie i składzie. Drugi z kolej szereg był nieco bardziej skomplikowany, jako że składał się z trzech, a nie z dwóch elementów. Nie był on jednak gorszy pod względem trudności, toteż Brunetka postawiła na spokojny najazd. Przed domkiem chwilę przytrzymała Petit, by zaraz po lądowaniu wypuścić ją z większą swobodą na stosunkowy płytki zbiornik z wodą. 6c okazała się najgorszą i najbardziej rozbudowaną przeszkodą. Nie wiedzieć czemu, łeb smoka wzbudzał w niej swego rodzaju niepokój. Zdecydowanie bardziej wolała te proste, niewymyślne elementy, jako że nie rozpraszały tak bardzo jej uwagi. Siódemka jednak wcale jej nie uspokoiła. Wyjątkowo nie darzyła sympatią przeszkód, które z jednej strony były szerokie, a z drugiej wąskie i łatwiejsze do przeskoczenia. Naturalnie skierowała nieparzystokopytną na węższy róg, ponownie zamykając ją w pomocach i pewnie prowadząc na wprost. Mocno zaakcentowała chęć wybicia, nie pozostawiając jej ani odrobiny złudzeń. Automatycznie odciążyła grzbiet Français, zbliżyła swój mostek do jej umięśnionej szyi i umożliwiła swobodny, niezakłócony niczym lot. Owym sposobem pokonały już 1/3 całości, co było dość motywującym faktem. Teraz pozostało utrzymać dobrą passę do samiutkiego końca.Brian - 2016-03-15, 21:25 Z crossem miał doświadczenia różne: te pozytywne i te.. nie do końca, ale zawsze był otwarty na nowe. Poza tym chciał sprawdzić Sensationet również pod kątem tego jak poradzi sobie z crossem. Tor wydawał mu się dość prosty, jednak zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce. Przyszedł do stajni rano w dzień zawodów. Poprosił stajennego o przyniesienie wyczyszczonego dzień wcześniej sprzętu Sensationet na myjkę, on zaś zostawił strój w socjalnym i poszedł po klacz. Przywitał się z nią, poczęstował smakołykiem i zaprowadził na myjkę, gdzie pieczołowicie wyczyścił i osiodłał, a później sam się przebrał. Zaprowadził następnie gniadą na rozprężalnię, gdzie się rozgrzali, odpowiednio przygotowując do startu.
Z rozprężalni powędrowali na linię startu, gdzie Brian przygotował klacz w oczekiwaniu na sygnał dzwonka. Gdy go usłyszał wypchnął ją od razu do galopu w półsiadzie, po chwili znajdując odpowiednie, równe tempo. W ten sposób szybko pokonali dystans do przeszkody, przed którą brunet przygotował zangersheide. Zamknął ją w pomocach, wrócił w siodło, dodał łydkę, oddał wodze, uniósł się z siodła zgrywając z klaczą, podążył za jej ruchem. Dość płynnie i na czysto pokonali jedynkę i Brytyjczyk poprowadził Sensationet w stronę dwójki, dbając o utrzymanie równego tempa, które powinno im zapewnić utrzymanie się w normie czasu. Kiedy zbliżyli się do dwójki naprowadził klacz na środek przeszkody, wsparł dopasowanymi pomocami, które sprawiły, że bez trudu pokonali dwójkę. Ruszyli w stronę trójki, od której dzielił ich pewien dystans, co pozwalało dwudziestosiedmiolatkowi rozsądnie rozłożyć siły i uporać się z ewentualnymi problemami, które jednak nie występowały. Chociaż był to sam początek przejazdu czterolatka odważnie szła na przeszkody, które pokonywała bez najmniejszych problemów. Brian był z niej bardzo zadowolony. Przed trójką zamknął gniadą w przeszkodach, usiadł w siodle, dodał łydkę do wybicia w odpowiednim miejscu, oddał wodze i ponownie w sposób płynny przeprowadził klacz przez przeszkodę, cały czas z nią współpracując. Ponownie czekał ich długi najazd na czwórkę, co mężczyzna też wykorzystał w jak najlepszy sposób pracując nad utrzymaniem tempa, z czym nie miał najmniejszych problemów. Mógłby się niemal całkowicie odprężyć i zapomnieć, że to zawody, jednak oczywiście pozostał skupiony, dokładając ze swojej strony wszelkich starań, by przejazd nadal wyglądał tak gładko. Najlepszym tego dowodem było pokonanie dwóch drewnianych kłód, z których zbudowana była czwórka, w tym samym stylu co poprzednie przeszkody. Utrzymując dobre tempo pojechali dalej zbliżając się do piątki, przed którą Brian zamknął zangersheide w pomocach, dodał łydkę, wyznaczając jej miejsce do wybicia, przeszedł do półsiadu, przybierając właściwą pozycję na grzbiecie czterolatki, wyciągnął nadgarstki, by podążyć za jej ruchem, a po lekkim lądowaniu pochwalił krótko Sensationet. Czekał ich teraz nieco krótszy najazd na przypominającą swym wyglądem "domek" szóstkę, przed którą także stworzył dla klaczy oparcie w postaci pomocy i wspólnymi siłami pokonali szóstkę bez najmniejszych kłopotów. Miał tylko nadzieję, że ich przejazd nadal będzie tak przebiegał.
Utrzymując tempo ruszyli na siódemkę. Zbliżając się do przeszkody brunet nakierował klacz na jej środek, wrócił w siodło, wyznaczył miejsce do wybicia, a po tym jak zangersheide oderwała się od ziemi oddał jej wodze, uniósł się z siodła i podazył za jej ruchem. Wszystko to zaowocowało pokonaniem kolejnej przeszkody w dobrym stylu i bez najmniejszych kłopotów. Jak dotąd przeskakiwali te przeszkody dość lekko, jakby dobrze się bawiąc. A przynajmniej Brytyjczyk dobrze się bawił, chociaż nie wpływało to na jego skupienie, po prostu czerpał radość z udanych skoków. Próba pokonania ósemki, w stronę której teraz się skierowali również taim udanym skokiem byłaJessie - 2016-03-15, 23:07 Zgłoszenie na zawody Strawberry było prawdopodobnie najgłupszym i najbardziej ryzykownym z pomysłów Jess w ostatnim czasie, ale zdawało się to do niej nie docierać. Wydawało jej się to doskonałą zabawą mimo tego, że kucynka nie należała do prostych koni. Nie bez powodu mówi się, że ogierowi się każe, wałachowi się mówi, klacz się prosi, a kucyka... błaga się o przeżycie. W przypadku Truskawki było to jak najbardziej prawdziwe, chociaż paradoksalnie przy całej swojej złośliwości i uporze, była jednym z najbardziej uroczych koni w stawce Jess. Przynajmniej do momentu, gdy nie oczekiwało się od niej, że będzie cokolwiek robić.
Dla Jess koń powinien być przede wszystkim funkcjonalny, więc mimo tego, że każdego z nich uwielbiała, to wiedziała, że nie ma miejsca na zwierzę, które nie nada się do startów. Truskawka pod tym względem miała swego rodzaju ulgę, bo była prezentem od Jonaha, a poza tym - czy raczej przede wszystkim! - była tylko kucykiem, którego mało kto brał na poważnie. Chciała jednak, by była czymś więcej niż darmozjadem, dlatego nie ustępowała w próbach uczynienia kasztanki sportowcem. Potencjał miała, problem leżał wyłącznie w jej charakterze, ale to przecież dało się w mniejszym lub większym stopniu zmienić, prawda?
W każdym razie po burzliwej, aczkolwiek skutecznej rozgrzewce, były już gotowe do startu. Wywołana do przygotowania się, ponownie zebrała wodze aby następnie ruszyć kłusem w stronę linii startu. Wraz z usłyszeniem dzwonka, przeszła do galopu.
Warto zaznaczyć, że jej pomoce były wyraźne i zdecydowane; jeżeli Strawberry nie reagowała na łydkę, mogła się spodziewać wzmocnienia sygnału ostrogą. Jeśli wahała się przed przeszkodą, do 'gry' wkraczał palcat i łydka z ostrogą. Działało to jednak w dwie strony; gdyby szła chętnie i grzecznie, mogła oczekiwać odrobiny luzu ze strony Jess i pochwały. Innymi słowy komunikat był prosty; współpracujesz - dostajesz nagrodę, kombinujesz - dostajesz karę.
Do pierwszej przeszkody, niewielkiej kłody, doprowadziła kucynkę zamkniętą w korytarzu z pomocy. Wodze trzymała na równym kontakcie, aczkolwiek stosunkowo elastycznym i przyjemnym dla pyska. Równo prowadziła kasztankę w zamkniętych łydkach, a dosiadem aktywnie pchała ją do przodu. Kluczowym momentem był moment odbicia oraz lądowania. O ile nie spodziewała się szczególnych problemów z ruchem do przodu, to podejrzewała, że Strawberry może próbować gwałtownych wyłamań przed samą przeszkodą lub serii bryków po lądowaniu. To wymagało od Jessie niezwykle szybkich reakcji oraz doskonałej równowagi. Dbała o to, by jej sylwetka pozostawała wycofana w najeździe do przeszkody, a także w samym skoku. Przywykła do jazdy na wysokich koniach, ale o wiele prościej było jej zachować równowagę na koniach niskiego lub przeciętnego wzrostu. Prościej też było takiego konia upilnować, więc spodziewała się przepchnąć Truskawkę przez cały tor, choćby po drodze miała z nią co chwilę walczyć.
Tak czy inaczej, nie pozwoliła się jej skrócić przed kłodą, ani też dodać. Foula galopu miała być równa i niezmienna, co było kluczem do sukcesu. Odbicie zasygnalizowała łydką, działając też ostrogami (z wyczuciem, w żadnym wypadku nie było to chamskie wbijanie ostróg w boki konia) i w razie potrzeby klepnięciem palcata o łopatkę. Nie wyprzedzała ruchu konia, bo mogłoby się to skończyć tym, że sama pokonałaby przeszkodę, a wierzchowiec zostałby po jednej stronie... Dlatego dopiero wraz z odbiciem, przy którym nieznacznie otworzyła rękę, wyszła za ruchem Truskawki, przechodząc do półsiadu. Nie kładła się na szyi, dzięki temu unikając zaburzenia równowagi walijki. Równowagę utrzymywała dzięki mocnemu oparciu w strzemionach oraz trzymaniu się kolanami (lecz nie zaciskaniu się). Miała ściągnięte łopatki i wzrok utkwiony przed sobą, natomiast rękę elastycznie oddała koniowi, nie tracąc jednak kontaktu z pyskiem. Chwilę później odchyliła się do tyłu, aby miękko wrócić w siodło i nie obić grzbietu kuca przy lądowaniu. Na wypadek bryków, od momentu postawienia nóg na ziemi przez Truskawkę, zmusiła ją do aktywnej jazdy na wprost, raczej nie dając okazji do odstawienia cyrku, choć naturalnie nie był on wykluczony.Anonymous - 2016-03-16, 14:56 Courtney nie pierwszy raz startowała w zawodach, lubiła ich atmosferę i rywalizację, więc postanowiła, że zapisze się też na te. Co prawda porywała się z motyką na słońce, wybierając sobie nieznaną klacz, do tego młodą i za pewnie nie posiadającą doświadczenia. Ale kiedyś musi mieć swój pierwszy raz, więc czemu nie teraz? Wiedziała, że Elusive będzie startować w WKKW, do tej dyscypliny ją przygotowywano, więc liczyła, że jakoś uda im się pokonać trasę. Nie należała do specjalnie wymagających, miały do oddania zaledwie szesnaście skoków.
Od razu po dotarciu na teren zawodów, skierowała się ku rozprężalni. Porządna rozgrzewka była kluczowa, nie chciała w końcu żadnych kontuzji. Elusive niestety od początku opierała się współpracy, zatrzymywała i płoszyła. Courtney starała się uspokoić klacz. Było to wprawdzie trudne, ale udało im się wyjechać kilka wolt, serpentyn i popracować na przejściami. Za każde wykonane ćwiczenie nagradzała pięciolatkę, głaszcząc ją po szyi.
Po rozgrzaniu klaczy, ruszyła kłusem ku linii startu. Na znak dzwonka dała jej sygnał do galopu, od razu kierując się w stronę pierwszej przeszkody. Starała się utrzymywać dobre tempo, na tyle, na ile to było możliwe. Elusive szła jednak dość sztywno i opornie, dziewczyna uznała więc, że nie ma sensu przesadnie przejmować się czasem. Najważniejsze, żeby całe i zdrowe dotarły do mety.
Pierwsza przeszkoda, tak jak większość na trasie, była po prostu kłodą, nie wyróżniającą się specjalnie i raczej nie mogącą wywołać u konia strachu. Doprowadziła klacz do przeszkody, w odpowiednim momencie dając jej sygnał do skoku. Sama przeszła do niskiego półsiadu, oddając wodze gniadej. Po wyjechaniu lekkiego łuku znalazły się na prostej prowadzącej do drugiej przeszkody. Na trasie trzymała klacz zamkniętą w pomocach, wymagając od niej chociaż minimalnej współpracy. Druga przeszkoda była niziutka i chyba prostszej na tej trasie nie mogły oczekiwać. Mimo wszystko pilnowała, by klacz nie wyłamała się albo zboczyła z trasy. W rezultacie pokonały ją bez problemu.
Courtney była spokojna i wyluzowana, liczyła na to, że udzieli to się także gniadej. Jak na razie szło całkiem dobrze, chociaż pięciolatka nadal stawiała opór. Najechały prostopadle na trzecią przeszkodę i w wymierzonym wcześniej miejscu dwudziestolatka dała klaczy sygnał do odskoku. Płynnie podążyła za ruchem Elusive. Niestety, zaczęło kropić. Deszcz był chyba ostatnim, czego potrzebowały. Udało im się dotrzeć do czwórki, ją także pokonały bez większych problemów. Pochwaliła klacz, od razu skupiając się z powrotem na trasie. Do piątej przeszkody jechały po prostej, nie stanowiła ona też wyzwania, choć klacz mogła odbierać to inaczej. Przed kłodą impuls od łydki, przejście w półsiad i podążenie za ruchem konia.
Szósta przeszkoda wyróżniała się wyglądem, przypominała nieco długi domek. Prowadziła na nią zamkniętą w pomocach Elu, nie pozwalając jej na wyminięcie przeszkody. Mimo słabych warunków pogodowych przeleciały także i nad tą przeszkodą, bezpiecznie lądując po drugiej stronie.
Siódma przeszkoda wymagała płaskiego skoku, dała więc klaczy sygnał łydką i oddała wystarczająco wiele wodzy.
Pierwszą połowę crossu zakończyły na przeszkodzie ósmej, oddając ładny skok. Pochwaliła klacz głosem, od razu kierując się w stronę dziewiątki.Mistrz Gry - 2016-03-16, 19:41 Temat postu: Naomi Eaton & Dark Princess Intentians
NAOMI EATON & DARK PRINCESS INTENTIANS - BEGINNERS
REZULTAT RZUTU
54; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
REZULTAT RZUTU
36; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała
REZULTAT RZUTU
61; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
Opis
Pomyślnie ukończony cross, w normie czasu.
Mistrz Gry - 2016-03-16, 20:47 Temat postu: Jessica Reese & Duran Duran
JESSICA REESE & DURAN DURAN - BEGINNERS
REZULTAT RZUTU
69; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
REZULTAT RZUTU
130; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.
REZULTAT RZUTU
36; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
Opis
Pomyślnie ukończony cross.
Mistrz Gry - 2016-03-16, 20:52 Temat postu: Anthony Wayford & Salire In Ignis
ANTHONY WAYFORD & SALIRE IN IGNIS - PRELIMINARY
REZULTAT RZUTU
40; Bolesny skurcz;
Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała. Przekroczenie normy czasu
REZULTAT RZUTU
90; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
REZULTAT RZUTU
53; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura);
REZULTAT RZUTU
98; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Pomyślnie ukończony cross, lekko poza normą czasu.
Vivianne Feron - 2016-03-16, 21:53 Dziś był przed nimi wielki dzień. Dzień, w którym wybiorą się na swoje pierwsze zawody jako para „właściciel i jego wierny rumak”. Vivianne była podekscytowana już od samego rana i nie mogła się doczekać zawodów, czując przy tym skoki adrenaliny i podniecenia. Cross to z pewnością nie były łatwe zawody – wszystko co działo się dookoła mogło rozpraszać zwierzę, które cała swoją uwagę powinno skupić na przejeździe. Brunetka wierzyła, że Friskas nie zrobi jej krzywdy, ale niezbadane były przecież wyroki Boskie… Na razie nie myślała jednak nad tą złą stroną zawodów, podchodząc do nich bardziej pozytywnie. Kiedy koń już błyszczał i został ubrany w jakiś ładny kolorowy czaprak, wraz z nim wybrała się na rozprężalnię, gdzie spędzili trochę czasu aby rozgrzać kości, ale nie na tyle dużo, by ogierowi zabrakło sił podczas długiej trasy z wieloma skokami. Vivianne rozkłusowała go, rozgalopowała z głową i skoczyła dosłownie kilka razy jakieś niskie przeszkódki, aby Friskas poczuł atmosferę zawodów, a kiedy wywołano jej nazwisko ruszyła wraz z ogierem w stronę trasy przełajowej.
Przejazd
Poklepała ogiera po szyi jeszcze przed rozpoczęciem przejazdu i powiedziała mu kilka krzepiących słów. Pogoda nie wydawała się dla nich najlepsza, więc w Vivianne wstąpiły nowe obawy, które dużo ciężej było pokonać aniżeli zwykły strach przed skakaniem przeszkód terenowych. Wziąwszy głęboki oddech wystartowała na ogierze, tym samym rozpoczynając odliczanie czasu i licząc na własne umiejętności i duże doświadczenie Friskasa.
Zaraz po rozpoczęciu startu czekała na nich pierwsza przeszkoda, którą był, autorsko nazywany przez Vivianne, domek. Jako że ogier nie miał zbyt dużo czasu na pomyślunek i zbytnie rozpędzenie się do przeszkody, właścicielka podyktowała mu odpowiednie tempo i wybrawszy miejsce odskoku uniosła się w siodle zaraz po oderwaniu się od ziemi i oddała mu wodze, aby nie pociągnąć ogiera za pysk. Trasa została więc oficjalnie rozpoczęta a nasza dwójka już powoli zmierzała w kierunku dwójki, która okazała się być bardziej skomplikowana niż ów domek. Jeżeli Friskas napalił się na przeszkodę – bądź co bądź nie trenowali tej dyscypliny jako takiej, choć wiedziała, że siwy miał doświadczenie w crossie z racji bycia WKKWistą – to brunetka mówiła do niego uspokajającym głosem i wziąwszy konia na siebie przytrzymała go dosiadem by ostatecznie wybrać nieco zbyt dalekie miejsce odskoku, które jednakże nie powinno wpłynąć za bardzo na Friskasa z racji jego gabarytów i wysokości przeszkody. Ponownie uniosła się w strzemionach i oddała mu wodze skracając je zaraz po lądowaniu, gdyż niedaleko przed nimi pojawiła się kolejna z przeszkód. Na domiar złego niebo zaszło naprawdę czarnymi chmurami, z których zerwał się najpierw lekki kapuśniaczek, który już po chwili miał się zamienić w niezłe opady deszczu, o ile nie ulewę.
Widząc, że koń robi się podenerwowany, Vivianne cały czas do niego mówiła uspokajającym tonem głosu. Warunki może nie sprzyjały i namawiały konia do różnego typu dziwnych zachowań, ale właścicielka liczyła, że Siwy nie da się ponieść emocjom i za chwilę się ogarnie. Deszcz nie tracił na sile podczas gdy nasza dwójka odbijała się właśnie tuż przed trzecią przeszkodą, przed którą Vivianne powtórzyła sekwencję ruchów – a więc uniesienie się w siodle, oddanie rąk, odchylenie w tył przy lądowaniu i szybki powrót w siodło, aby w kilka foule później zaatakować przeszkodę numer cztery, która była ostatnią w linii. Tutaj także nie mieli problemu z obliczeniem miejsca odskoku, a więc kilka ruchów później byli już za przeszkodą i tym samym na pierwszej długiej prostej oddzielającej ich przed kolejnym skokiem. Każdy najmniejszy zakręt Vivianne starała się prowadzić konia po wewnętrznej stronie aby nie musiał lawirować krętymi ścieżkami i pozwoliła mu się nieco wyciągnąć i przyspieszyć aby nadrobić trochę sekund. Nie było to jednak tempo jakiego by sobie życzyła – przez wzgląd na padający deszcz i mokrą trawę – nie mogła pozwolić aby wpadli w poślizg czy też utratę widzenia poprzez coś co wpadłoby jej do oka.
Zachowując szczątki odpowiedzialności pchała go wprost na piątą przeszkodę, przed którą lekko przytrzymała konia i skróciła wodze, aby naprowadzić go idealnie na środek żywopłotu. Przeszkoda była wąska i wysoka, przez co należało zachować wysoką precyzję i dokładność w najeździe. Na kilka foule przed nią brunetka usiadła głębiej w siodle i dała siwemu mocniejszą łydkę do wybicia w odpowiednim miejscu po czym uniosła się w strzemionach, oddała wodze by w chwilę później odchylić się w tył i ponownie wylądować na „miękkiej poduszce”. Deszcz przestał mocno siekać w oczy, polepszając parze pole widzenia, a ci mogli pozwolić sobie na nieco szybsze tempo przed kolejną przeszkodą, do której prowadziła prosta, długa trasa. Vivianne cmokając zachęcała Whiskasa do rozpędzenia się do kolejnej przeszkody, ponownie starając się przeciąć na wprost każdy z delikatnych zakrętów, który pojawiał się na ich drodze.
Trasa do szóstki okazała się nieco dłuższa niż Vivianne zakładała toteż już sporo foule przed przeszkodą zaczęła go trochę zwalniać. Poniekąd dlatego by nie zmarnował zbyt dużo energii, a po drugie domyślała się, że później trudniej będzie narzucić mu tempo, którego chciała do oddania skoku. W efekcie kiedy dojeżdżali do przeszkody, nadal podenerwowany Friskas, galopował już dużo wolniej, dzięki czemu dobrze dobrali miejsce odskoku, by w chwilę później znaleźć się po pierwszym członie przeszkody. Zwolnione tempo dało też możliwość zmieszczenia większej ilości foule w dość ciasnej przerwie między członami przeszkody i precyzyjne podprowadzenie ogiera w wąską przeszkodę. Po pokonaniu jej amazonka ponownie pozwoliła ogierowi przyspieszyć tempa tym razem prowadząc go po łuku. Tę przerwę od skoków wykorzystała na mówienie do niego przyjemnym głosem uspokajających słów, nie namawiając konia do ślepego pędzenia przed siebie, choć pozwalając biec nieco szybciej. Deszcz przestał chwilowo padać, a pochmurne niebo wpuściło między siebie kilka promieni słońca, które raziły po oczach, nie wspomagając wcale przejazdu naszej pary. Mimo wszystko kolejny skok ułatwiła przeszkoda, która wyglądem do złudzenia przypominała jedynkę – a więc domek, który był już znany Friskiemu. Decydując się na utrzymanie tempa, którym właśnie jechali, podprowadziła ogiera pod przeszkodę, która idealnie wpasowała się na skok. Tyłek w górę, ręce oddane i udane lądowanie sprawiły, że już w chwilę później zmierzali po kolejnej, krętej części trasy do przeszkody numer osiem.
Ósemka składała się z dwóch dość wąskich członów, do których trzeba było precyzyjnie podprowadzić ogiera, który, na domiar złego, wystraszył się biednych żywopłotów. Vivianne posiłowała się z nim nieco, aby nie zboczył z trasy i nie wyłamał przed żadną z przeszkód, upominając go łydkami, wodzami i głosem. Gdy przed oczyma stawało jej już najgorsze – Friskas zdecydował się skoczyć oba człony, a brunetka odetchnęła z ulgą i w trasie na przeszkodę numer 9 przeszła w półsiad, w którym pozwoliła mu i sobie trochę odetchnąć. W ten sposób i dość szybkim tempem przebyli trasę ku dwóm identycznym przeszkodom – 9 i 10, aby w ostatniej jej części powoli przejść do normalnego tempa. Ponownie było dość wąsko i należało precyzyjnie najechać na przeszkody, a Vivianne bała się, że gdyby zrobili to z szaleńczego tempa to Friskas jeszcze bardziej by się wystraszył i wtedy naprawdę nie mieliby czego szukać podczas tego przejazdu.
Dzięki zachowaniu ostrożności obrali odpowiednie miejsce odskoku, w którym brunetka ponownie uniosła się w strzemionach i wykonała wszelkie potrzebne kroki do poprawnego lądowania. Skróciła także wodze aby przytrzymać go w przerwie do dziesiątki, a i ta przeszkoda już w chwilę później była za nimi.
Teraz już swobodnie, krętą drogą mogli udać się do kolejnego punktu trasy, nie przyspieszając zbytnio na tym odcinku. Kręta droga nie sprzyjała szaleństwom, a gdzieś trzeba było także przyoszczędzić siły.Petit Coeur - 2016-03-16, 23:05 Petit stosunkowo szybko powróciła do formy po odchowaniu źrebaka. Można powiedzieć, że była prawdziwie nie do zdarcia - nie tylko osiągała świetne wyniki, ale też nie imały się jej żadne kontuzje ani choroby (tfu tfu, odpukać!). Start na niej był całkiem dobrą decyzją, nawet jeżeli wymagania klasy były znaczne. Petit mimo swojego niewielkiego wzrostu miała olbrzymie serce i walczyła do końca, nie bacząc na trudności.
W każdym razie, po odpowiedniej rozgrzewce, zaczęła się kręcić w pobliżu startu, bezwzględnie podporządkowując się jeźdźcowi. Z uprzejmym zainteresowaniem rozglądała się wokół, w najmniejszym stopniu nie adaptując niepokoju Elizabeth. Wraz z dźwiękiem dzwonka przeszła do galopu, od samego początku przyjmując narzucone przez zawodniczkę dynamiczne tempo galopu. Niewielki wzrost utrudniał jej niejako całokształt sprawy - nie dość, że kryła o wiele mniej terenu niż konkurencja, to musiała jeszcze wkładać więcej siły w skoki. Największą zaletą Petit była olbrzymia odwaga, która sprawiła, że szła teraz na pierwszą przeszkodę bez cienia zawahania. Równo galopowała w stronę jedynki, cały czas mając postawione na sztorc uszy, zdradzając tym drobnym gestem swoją uwagę oraz zainteresowanie. Miała pewne doświadczenie jeżeli chodzi o cross, ale mimo to wyczekała podpowiedzi ze strony Elizabeth, dopiero w odpowiedzi na łydkę zbierając się do wybicia. Płynnie wyszła w górę, nie skacząc wyżej, niż było to potrzebne. Zawsze skakała ekonomicznie jakby wiedząc, że musi rozsądnie rozkładać swoje siły. Wyraźnie rozciągnęła się w skoku, bezbłędnie utrzymując równowagę. Po dalekim lądowaniu, prędko pozbierała się, by kontynuować mocny galop do przodu. Kolejna przeszkoda rzeczywiście była bardzo ciekawa. Mimo to Petit zbliżała się do niej w jednostajnym tempie, już z daleka oswajając się z jej nietypowym wyglądem. Zdecydowana, śmiała jazda budowała pewność siebie gniadej, toteż obrała jedyną słuszną drogę - górą, nad belami drewna. We wskazanym miejscu oddała kolejny skok, szybko i starannie składając przód, aby uniknąć kontaktu ze stałą częścią przeszkody. Daleko wyciągnęła szyję, korzystając z oddanej wodzy i dosłownie ułamek sekundy później już prostowała nogi do lądowania. Stawy pęcinowe przejęły ciężar przy lądowaniu, prawidłowo je amortyzując. Pchnęła się zadem, kolejną foule galopu wykonując wysoką i okrągłą, dopiero z czasem ją spłaszczając przy szybszym galopie. Zwykła skakać przez środek przeszkody, toteż decyzja o skoczeniu trójki niemal na samym skraju... dość zaskoczyła gniadą. Niemniej, wycofała się przed przeszkodą, przenosząc ciężar ciała na zad i tym samym odciążając przód, otwierając łopatki. Ograniczające pomoce po prawej odwiodły ją od rozminięcia się z przeszkodą, dzięki czemu pokonała ją, delikatnie przeczesując kończynami hyrdę.
Kolejne dwie przeszkody rzeczywiście były przyjemniejsze w odbiorze, a także prostsze w pokonaniu. Dlatego też nikogo nie powinno zdziwić, że pokonała je z dziecinną łatwością - choć naturalnie wymagało to od niej pewnego wysiłku, póki co objawiającego się jedynie przyspieszonym tętnem i głośniejszym oddechem, wychodzącymi na ciele żyłami. Piąta przeszkoda była koszmarna, głównie z tego względu, że koń niemal do ostatniej chwili nie widział rowu przed przeszkodą. Jak wiadomo, wszelkie dziury i kałuże zwykle budziły w tych zwierzętach awersję, toteż mimo tego, że klacz bez zawahania odbiła się przed samym rowem, oddając bardzo wysoki i daleki skok, to uczyniła to tak, jakby ziemia co najmniej parzyła ją w tamtej chwili... Mając to już za sobą, pogalopowała dalej, w stronę kolejnego szeregu. Pierwszy człon był "oklepany" - takich domków naskakała się w swoim życiu wiele, toteż odpowiednio rozkładając ciężar ciała, oddała skok w optymalnym ku temu miejscu i pokonała przeszkodę. Kolejno puściła się galopem w wodę, pokonując zbiornik paroma susami, z zadartym łbem. Wyskoczywszy z wody, poczuła się niejako ożywiona, toteż do siódemki podeszła bardzo entuzjastycznie. Nie dziwiła się jej wyglądowi, z mowy ciała Elizabeth odczytując, że ta życzyła sobie jej pokonania, co też uczyniła z gracją przeskakując na drugą stronę w najwęższym punkcie przeszkody.Jessie - 2016-03-17, 11:33 Niewiele dalej stała kolejna, siódma już przeszkoda - niezbyt skomplikowana technicznie, aczkolwiek stawiające pewne wymagania. Problem polegał mianowicie na tym, aby skoczyć w wyznaczonym przez chorągiewki miejscu, a wybrany narożnik nie był najbardziej przyjaznym z możliwych. Niemniej bez najmniejszych obaw poprowadziła konia do przeszkody, przysiadając go odpowiednio wcześniej, aby mieć nad nim całkowitą kontrolę. Lewą łydką pilnowała, aby nie wyłamał w momencie, gdy skok należało oddać z lewego skraju przeszkody. Przy odbiciu natomiast podparła go obiema łydkami, upewniając gniadosza w tym, że przeszkodę należy przeskoczyć. Zwyczajowo poszła w ślad za jego ruchem, przechodząc do półsiadu i oddając mu dostatecznie dużo wodzy. Dalej czekała ich chwila spokoju - dłuższy odcinek galopu przez las, który pokonała w półsiadzie, ogierowi narzucając równe, umiarkowanie szybkie tempo, aby go nie zmęczyć bardziej, niż było to nieuniknione. Kolejne dwie przeszkody były dość przyjemne - pierwsza z nich była niejaką stacjonatą, stojącą na wzniesieniu. Jadąc pod górę, pozostała w lekko odciążającym dosiadzie, umożliwiając Wavantosowi aktywne pchanie się zadem. Jednocześnie nie obciążała jego przodu, tym samym pozwalając na to, aby we wskazanym miejscu odbił się bez trudu i z powodzeniem pokonał pierwszy człon szeregu. Wówczas zjechali z niewielkiego wzniesienia, kierując się na drugą, identyczną co pierwsza przeszkodę - i ją także przeskoczyli bez trudu. Kolejna, dziewiąta przeszkoda była o wiele mniej sympatyczna. Była to kolejna stacjonata, przed którą był stworzony rów. Z dwojga złego, była mniej "straszna" niż wcześniejsza, zbudowana podobnie - ale wciąż wymagała dużej koncentracji zarówno ze strony jeźdźca, jak i konia. Nie zmniejszając tempa, aktywnie jechała gniadego do przodu, nie dając mu czasu na zastanawianie się. Paroma półparadami przygotowała go, wzmagając jego uwagę, po czym przed rowem dała mocniejszą łydkę, dodatkowo motywując ogiera lekkim uderzeniem palcata o łopatkę. Na crossie nie było miejsca na odmowy czy nieposłuszeństwo, bo było to zbyt niebezpieczne. Dopilnowała więc aby na pewno pokonał tą przeszkodę, co też się stało. Ona sama dała z siebie wszystko, aby przyłożyć się do wspólnego sukcesu - nigdy nie spóźniała się ani też nie wyprzedzała ruchu konia, pracując z nim w pełnej harmonii, na co pozwalało jej spore doświadczenie. Krótko pochwaliła ogiera, uznając, że to całkiem dobry motywator od czasu do czasu; następnie poprowadziła go na już dziesiątą przeszkodę, która nie była zbyt skomplikowana. Wyglądała potężnie, ale w rzeczywistości była jedną z najprostszych. Nieznacznie wycofała ogiera przed skokiem, aby nie skakał aż tak płasko i w wymierzonym miejscu wysłała go do skoku, zaraz wstając w strzemionach do półsiadu, trzymając na nich mocne oparcie i trzymając się kolanami. Zarazem przesunęła rękę do przodu, nie tracąc kontaktu z pyskiem, ale umożliwiając ogierowi na zapracowanie szyją. Kilkanaście sekund później znaleźli się na wprost kolejnego szeregu, połączonego ze zbiornikiem wodnym. Pierwszy człon stał na lądzie i mocno przypominał wcześniejszą przeszkodę, więc nie powinien sprawić Wavantosowi najmniejszego problemu. Niemniej cały czas go pilnowała wiedząc, że nawet jeśli ogier lubił to robić, to jednak nie powinna mu ufać w stu procentach. Tak więc doprowadziła holendra do przeszkody zamkniętego w pomocach, w miejscu odbicia dała mu łydkę i lekko otworzyła rękę, pozwalając na swobodne oddanie skoku. Przeszła do półsiadu i elastycznie oddała rękę w skoku, tuż po wylądowaniu biorąc konia na siebie i przygotowując go do pokonania drugiego członu. Przeszkoda była identyczna, ale lądowanie kończyło się w wodzie, toteż mocniej pojechała konia do przeszkody, niejako go w nią wpędzając. Przy lądowaniu na tej przeszkodzie skupiła się wyjątkowo, szybko zaczynając się wycofywać do tyłu, aby nie zaburzyć równowagi konia. Z powodzeniem udało się im wylądować w wodzie, przez którą przegalopowali aktywnie, szybko wyskakując. Następne dwie przeszkody także tworzyły szereg i były bliźniaczo podobne - przypominały wyglądem wóz. Jedyne, co było tu straszne, to ewentualnie kolor. Konie zwykle za żółtym nie przepadały, toteż jak przy każdej trudniejszej przeszkodzie, aktywnie jechała Wavantosa do przodu, prowadząc w korytarzu z pomocy. Przed oboma członami postąpiła podobnie - zdecydowany najazd w pełnym siadzie, mocna łydka przy odbiciu, pełna harmonia w skoku, miękkie lądowanie.Naomi Eaton - 2016-03-17, 11:58 Szczerze zaskoczyła ją propozycja jednej z najlepszych zawodniczek w Orchardzie, dotycząca startu na jednym z jej koni - i to młodych, a wiadomo, że przy tych trzeba było wiedzieć, co się robi. W myśl zasady, że łatwo zepsuć, trudniej naprawić... Widocznie jednak kwalifikowała się do tego. Najwięcej doświadczenia dawał jej własny młodzik, więc start na już ujeżdżonym, rozpoczynającym karierę koniu nie wydawał się karkołomny. Szczególnie, że trasa była bardzo przyjemna i prosta.
W przeddzień zawodów poznała się trochę z klaczą, by kolejnego dnia z samego rana odpowiednio ją przygotować; nie tylko zadbała o to, by dobrze prezentowała się wizualnie, ale też należycie ją rozgrzała, stawiając wymagania odpowiednie do poziomu oraz wieku.
Wkrótce nadeszła ich pora na start. Chociaż Naomi rzadko startowała w zawodach, to nie odczuwała stresu - dzisiejszy start wzięła raczej za przygodę i dobrą zabawę, niż prawdziwe wyzwanie. Poza tym dobrze się czuła na terenie stajni i w towarzystwie znajomych twarzy.
Usłyszawszy dzwonek, wysłała Dark do galopu, przekraczając w nim linię startu. Od początku jechała w lekko odciążającym siadzie, dając folblutce więcej swobody niż miałaby gdyby jeździec siedział w pełnym siadzie. Cały czas trzymała przyjemny, elastyczny kontakt z jej pyskiem, od czasu do czasu wysyłając do niego subtelne półparady, aby zachować z klaczą kontakt (w sensie przypominając o swojej obecności). Nie jechała na złamanie karku, tylko równo i dość spokojnie jak na to, jakie możliwości miała Princess. Chciała jednak zbudować w niej pozytywne skojarzenia związane z crossem, toteż wszystko musiało pójść po ich myśli. Pierwsza przeszkoda była klasyczna - zwykła kłoda. Ze spokojem doprowadziła do niej gniadą pilnując, aby ta ani nie przyspieszyła, ani nie skróciła się w najeździe do przeszkody. Całą trasę zamierzała pokonać równo i harmonijnie. Ściągnęła lekko łopatki, tym samym biorąc klacz nieco na siebie i podpowiedziała jej miejsce odbicia, dając wyraźną łydkę. Gdy tylko ta oderwała się od ziemi, płynnie przekazała jej wodze, nie załamując jednak kontaktu z pyskiem. Jeżeli chodzi o półsiad, to nie był zbyt wysoki - te wysokości nie wymagały zbytnich starań ze strony jeźdźca, toteż nie przesadzała, nie chcąc zaburzać jeszcze chwiejnej równowagi konia. Po udanym lądowaniu od razu pochwaliła młódkę głosem i tym samym, zrównoważonym galopem nakierowała na drugą przeszkodę. Ta była już całkiem śmieszna, niemniej spodziewała się tego, że konia może dziwić. W końcu Princess dopiero rozpoczynała naukę skakania i oswajała się z tym, toteż Naomi nie zlekceważyła dwójki. Doprowadziła do niej klacz w zamkniętym korytarzu stworzonym z pomocy i dała łydkę przed przeszkodą, motywując do przeskoczenia jej - czy raczej zrobienia jednego, większego susa galopu. Wysokość przeszkody zwyczajnie nie motywowała do skakania i podnoszenia nóg, można ją było zwyczajnie przegalopować. Kolejna przeszkoda już bardziej prowokowała do skoku, ale algorytm postępowania był jednakowy. Kontrola tempa, pomoc przy ocenie miejsca odbicia i dalej już tylko zgranie się z ruchem konia, aby nie utrudniać mu zadania. Czwartą przeszkodą także była kłoda, ale w dystansie do niej pozwoliła Princess trochę żywiej pogalopować, choćby w ramach nagrody za pierwsze trzy udane skoki. Parę foule przed kłodą przysiadła lekko w siodle, aby ją wycofać i wziąć na siebie, by nie skoczyła zbyt płasko. Tutaj też nie zapomniała o pilnowaniu folblutki do samego końca ani o wskazaniu jej miejsca odbicia, czego klacz dopiero się uczyła. Wraz z jej odbiciem przeszła do półsiadu, oddając elastycznie wodze. Po wylądowaniu, przy którym ze wszystkich sił starała się nie zakłócić równowagi gniadej, kontynuowała galop w półsiadzie do piątej przeszkody. Wypuściła trochę gniadą do dołu, umożliwiając swobodne rozciągnięcie szyi, rozluźnienie się. Poklepała ją krótko po szyi, rozkoszując się chwilą pośredniego, kontrolowanego galopu. Odpowiednio wcześniej przed piątką półparadami i lekkim przytrzymaniem udami zwolniła nieco galop, aby przygotować Intentians do pokonania kłody. Ją także przeskoczyły z powodzeniem. Młoda najwyraźniej miała do tego talent i serce! Szósta przeszkoda wreszcie różniła się od poprzednich, ale swoim zachowaniem nie dała Dark powodów do niepokojenia się jej wyglądem. W pełnym siadzie doprowadziła ją do domku, pilnując i stale motywując do aktywnej jazdy na przód. Gdyby tylko poczuła, że klacz próbuje się skrócić, od razu dała mocniejszą łydkę połączoną z puknięciem palcata po łopatce - miała skoczyć, nieważne, co jej się wydawało. Niech się oswaja z widokiem crossówek. Szczęśliwie pozostała usłuchana, co zagwarantowało im pokonanie kolejnej przeszkody, stanowiącej niemal połowę trasy. Siódemka była kolejną przeszkodą służącą swobodnemu przegalopowaniu, toteż nawet nie zmniejszając tempa, pojechała na wprost owej przeszkody i przed nią dała łydkę, sygnalizując Princess, że powinna się choć trochę zaangażować w trakcie pokonywania przeszkody. Ósma przeszkoda była kolejną kłodą, z którymi gniada chyba zdążyła się już opatrzyć. Tak więc nie zmieniając nic w swoim zachowaniu i postępowaniu, pomyślnie pokonała z pomocą Dark pierwszą połowę trasy.Anonymous - 2016-03-17, 13:12 Zachęcony pasmem sukcesów, jakich doświadczył razem z Ignis, nie mógł odpuścić sobie kolejnych zawodów. Dostarczały mu olbrzymiej satysfakcji, która była ważna dla jego funkcjonowania - ale może nie o tym.
Startował dziś w wyższej klasie niż ostatnio, ale był pewien, że Ignis podała postawionym wymaganiom. Rozgrzał ją odpowiednio przed rozpoczęciem przejazdu, a gdy zostali wywołani do startu, posłał kasztankę do galopu po usłyszeniu dźwięku dzwonka. Pierwsza przeszkoda znajdowała się na samym początku, a swoim wyglądem raczej nie odstraszała. Niemniej cross wciąż był pewną nowością dla Ignis, toteż Tony nie położył w niej pełnego zaufania. Doprowadził ją do przeszkody zamkniętą w pomocach, decydując się na skok ze stosunkowo mocnego tempa, które było wręcz wskazane na crossie. Nie bał się użyć mocniejszych pomocy, toteż w miejscu wybicia klacz mogła poczuć mocną łydkę, motywującą do oddania skoku. Swój brak delikatności (choć absolutnie nie robił jej krzywdy, ani jej nie kopał!) nadrabiał całkiem dobrą równowagą, co Salire powinna docenić. Nauczył się jej techniki, dzięki czemu nadrabiał swoje braki w umiejętnościach. Potrafił już nie przeszkadzać klaczy, toteż przechodząc do półsiadu, nie wyprzedził jej ruchu ani też nie został za nim w tyle. Nie zapomniał też oddać jej wodzy. Półsiad nie był wysoki, pozostawał w bliskim kontakcie z siodłem, dzięki czemu swobodnie zdążył się odchylić przy lądowaniu aby nie zakłócić równowagi folbutki. Kolejne przeszkody stawały w niewielkiej odległości, w zasadzie jedna po drugiej. Wizualnie były całkiem przyjemne. Do dwójki pogalopował stojąc w strzemionach, umożliwiając tym samym Ignis pełną swobodę ruchu. Nieco wziął ją na siebie przed drugą przeszkodą, pomagając w przeniesieniu ciężaru ciała na zad oraz podniesieniu przodu. Oddał kolejny, całkiem poprawny skok, od razu śmiało jadąc na kolejne dwie przeszkody, stojąca zaledwie kilkanaście metrów dalej. Nie rozpędzał na nie klaczy, tempo, w którym dotąd się poruszali, było jak najbardziej wystarczające. Jak zawsze służył jej wskazówką, w którym miejscu powinna się odbić, tym samym niejako upewniając się, że na pewno to zrobi. Na tych dwóch przeszkodach także udało mu się dotrzymać 'kroku' Ignis. Piąta przeszkoda stała sporo dalej, toteż w dystansie do niej pozwolił Rudej na szybszy galop, podczas którego jechał w półsiadzie, trzymając kontakt z pyskiem. Szalenie podobało mu się jeżdżenie crossu, bo zapewniało mu dostatecznie dużo adrenaliny, której potrzebował niemal jak tlenu.
Przed piątką nieznacznie wyhamował klacz, by uniknąć nieprzewidzianej sytuacji. Hyrdę mogli skoczyć nawet z szybkiego galopu, bo Ignis bez obaw mogła przeczesać jej miękką część swoim ciałem. Tak też pewnie się stało. Dalej znowu mogli sobie pozwolić na dodanie w galopie. Dopiero cztery foule przed kolejną przeszkodą nieco przytrzymał Rudą, półparadami skupiając jej uwagę na szerokim stole. Niektóre konie miały to do siebie, że potrafiły się odbić drugi raz od powierzchni stołu, co jednak niekiedy wytrącało je z równowagi... Miał nadzieję, że klacz nie zlekceważy przeszkody, toteż przy odbiciu dał jej mocniejszą łydkę, działając też ostrogą. W półsiadzie trzymał się blisko siodła, raczej nie zaburzając przesadnie środka ciężkości Ignis. Drugi człon szeregu stał blisko, toteż po wylądowaniu wziął folblutkę na siebie, by chwilę później oddać wraz z nią skok przez drugi człon szeregu. Ich następnym celem był kolejny domek, do którego pogalopował bez szaleństw, starając się rozsądnie rozłożyć siły Ignis. Zachował algorytm postępowania, w wymierzonym miejscu dając Rudej łydkę i zgrywając się z jej ruchem w skoku.Anonymous - 2016-03-17, 15:14 Nigdy by nie przypuszczał, że kiedykolwiek zdecyduje się na start w crossie o tej poziomie trudności. Pewnie by tego nie zrobił, gdyby nie to, że wykonywał przyjacielską przysługę Harleyowi - w zastępstwie biorąc jego klacz.
Voice z pewnością była wdzięcznym i dobrze zrobionym koniem, do którego umiejętności Tony zwyczajnie nie dorastał. Prawdopodobnie stąd doszło między tą dwójką do kilku spięć podczas rozprężenia. Wayforda na szczęście trudno było zniechęcić czy przestraszyć, więc nie ustąpił Voice - zamiast tego podjął z nią swego rodzaju walkę, ostatecznie dochodząc do czegoś w rodzaju kompromisu. Na swoje szczęście nie trafił na konia-mordercę i potrafił na tyle obcować z tymi zwierzętami, aby uniknąć poważniejszego starcia.
W każdym razie po rozgrzaniu klaczy, skierował się z nią w linię startu. Wywołany do rozpoczęcia, zakłusował jadąc wąskim korytarzem prowadzącym do linii startu. Wraz z usłyszeniem dzwonka, zagalopował, od początku prosząc karą o mocne tempo. Pierwsza przeszkoda była prosta i nie wymagała od Wayforda większych starań głównie z tego względu, iż hanowerka była doświadczonym w startach koniem. Przeszkoda była tak skonstruowana, że bez obaw można było ją skoczyć z pełnego galopu, co też uczynił; utwierdził tylko Voice co do swoich oczekiwań, w odpowiednim momencie dając jej łydkę. Kolejno starał się nadążyć za ruchem karej, którego jeszcze nie zdążył do końca wyczuć. Pozostając w bliskim kontakcie z siodłem, przeszedł do półsiadu, oddając Insomnii wodzę, aby nie szarpnąć jej za pysk. Po wylądowaniu utrzymał hanowerkę w aktywnym galopie, do drugiej przeszkody jadąc w odciążającym, skokowym dosiadzie. Przypilnował ją w najeździe, pragnąc uniknąć ewentualnej odmowy bądź wyłamania. Przeszkoda mogła budzić wątpliwości swoim wyglądem, toteż zdecydowanie podprowadził pod nią Voice, aby następnie umożliwić jej oddanie skoku. Zapewnił też współpracę ze swojej strony, choć zdecydowanie nie wyglądało to perfekcyjnie. Niekiedy ich ruchy nie zgrywały się ze sobą, bądź łydki Wayforda leciały za bardzo do tyłu, lecz generalnie jako tako na razie wszystko szło po ich myśli.
Do następnej przeszkody pozwolił Voice dodać w galopie, zyskując tym na czasie, który póki co był jeszcze dobry. Trzecia przeszkoda, zbudowana z kłód, także nie budziła większych emocji. Nieznacznie wycofał klacz przed oddaniem skoku, lekko korygując tempo galopu i zaraz płynnie pokonał z nią przeszkodę. Dalej skręcił w lewo, po niewielkich wzniesieniach terenu prowadząc Voice do szeregu złożonego z dwóch członów. Były to zwykłe oksery zbudowane z kłód drewna. Nie były tak ciasno ustawione jak w przypadku normalnych przeszkód, toteż nie zwalniał mocno przed nimi. W korytarzu z pomocy doprowadził hanowerkę do pierwszego oksera, podparł ją łydką przy odbiciu i lekko otworzył rękę, umożliwiając oddanie eleganckiego skoku. Na drugim członie postąpił podobnie. Kolejno skręcił w prawo, kierując się na piątą przeszkodę - także dość zwyczajnie wyglądają, ale szeroką. W dojeździe do niej postarał się przenieść ciężar ciała Voice na jej zad, tym samym odciążając jej przód. To pewnie pomogło klaczy w oddaniu tego bardziej wymagającego skoku, podczas którego oczywiście przeszedł w półsiad i oddał elastycznie wodze. Wraz z pokonaniem tej przeszkody zagłębili się w lasku, w którym stała szóstka - mur, od przodu przysłonięty sosnowymi gałęziami. Nic skomplikowanego. Nie wydarzyło się nic poza zwyczajnym schematem postępowania, który umożliwił im zaliczenie kolejnej przeszkody.