To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Park Narodowy Dartmoor

Liam - 2018-04-23, 21:26

Docierając na miejsce Liam myślał już tylko o tym, by się jakoś zrelaksować i przede wszystkim wyschnąć po zabawach Piotrusia w strumieniu. Wpierw jednak musiał oporządzić Piotrka, więc zsiadł, zdjął swój bagaż podręczny i zaprowadził ogiera do miejsca docelowego. Rozsiodłał go i wyczyścił na tyle, na ile tylko mógł w tych warunkach, przy czym cały czas z nim rozmawiał, a nawet uraczył go jakaś marchewką, którą wcześniej zachomikował.
Po zostawieniu ogiera poszedł odebrać swoje rzeczy z samochodu, zarzucił torbę przez ramię i powoli zaczął się kierować w stronę innych ludzi, cały czas wypatrując kogoś wzrokiem, jednak przez pierwsze metry szło mu marnie.
Dopiero gdy dotarł do pierwszych ławek, zauważył, że to właśnie tam chowa się jego obiekt poszukiwań. Leanne widocznie dotarła tu przed nim, jednak samo to, że przyjechała, wywołało uśmiech na jego twarzy.
- Jak minęła podróż? - Rzucił z błyskiem w oku, podchodząc bliżej i zrzucając torbę z ramienia na ziemię. Przywitał się z dziewczyną i usiadł obok niej z lekkim jęknięciem, podróż wyraźnie dała mu się we znaki. Mokry, pogryziony, biedne dziecko... :lol2:

Bastian Collins - 2018-04-23, 21:34

Na widok tego seksownego tyłka odzianego jedynie w koronkową bieliznę, wprost nie mógł się powstrzymać i musiał go klepnąć. Tak, żeby dopełnić historię z poprzedniego posta, z tym małym faktem, że nie wiedział wtedy co ma na sobie Elizabeth pod ubraniem. Mała zboczuszka.
Gdy dziewczyna wyszła z namiotu i rozstawiła się, gotowa do pryskania, Bastian najpierw podszedł do niej od tyłu, przytulił do siebie i pocałował w szyję.
- Mam nadzieję, że inni nie będą na nas narzekać, gdy w nocy będziemy wydawać dziwne dźwięki – wymruczał jej do ucha i uśmiechnął się kącikiem warg, dopiero po tym odsuwając się od panny White by dokładnie spryskać jej ciało. Na wzmiankę o Chaosie zaśmiał się krótko i pokręcił głową. Oczywiście wiedział, że to nie był najlepszy wybór i trzeba było po prostu wziąć jakiegoś spokojniejszego konia, ale lubił adrenalinę, a poza tym...
- Amir to mój ziomek, nie mogłem mu tego zrobić – wzruszył ramionami i w końcu zakończył pryskanie kobiety, z satysfakcją uznając, że teraz powinna być bezpieczna od robactwa i to jego zasługa. Choć raz mógł przypisać sobie coś dobrego! A tak na poważnie.. po prostu tubka wpadła mu w ręce gdy pakował swoje kosmetyki, i gdyby akurat nie ujrzał jej kątem oka, to nawet by nie pomyślał by zabrać ją ze sobą. Oczywiście nie zamierzał się do tego przyznać i po prostu pozwolił Elizabeth uważać, że jest taki zapobiegawczy.
Po chwili ruszył wraz z dziewczyną do ogniska, gdzie już zbierało się coraz więcej osób. Po drodze odebrał od niej piwo i sprawnie otworzył je dolną częścią zapalniczki, co po chwili uczynił również ze swoim. Gdy zatrzymali się przy reszcie, przywitał się z nimi, aby chwilę później wystawić swoją butelkę do toastu z Elką.
- To za co się napijemy, my lady?

Amelie - 2018-04-23, 21:43

Oczywiście ona pozostawała w błogiej nieświadomości, że Friedrich pojawi się tutaj. Wiedziała jedynie, że na liście jeźdźców go nie ma. Gdyby wiedziała, zapewne wdziałaby na siebie worek, albo ewentualnie zrobiła w nim dziury i założyła go na strój jeździecki, by obniżyć swoją atrakcyjność.
Pfu, pfu, jaką atrakcyjność? Faktycznie bryczesy podkreślały to i owo, ale jej zdaniem bardziej wady jej sylwetki niż (nieistniejące) zalety. Właśnie próbowała nabrać równowagi, obarczona ciężarem namiotu, śpiwora i innych rzeczy, kiedy za sobą usłyszała znajomy głos. Głęboki wdech, oblizała nieco spierzchnięte wargi. Następnie poczuła, że jej plecy i całe ciało zostało odciążone, odwróciła się i zauważyła po pierwsze Friedricha zabójczo przystojnego jak zwykle (ale ćśś), a także to, że teraz on dżwigał jej bagaż.
- Fried. - postanowiła "przywitać" się w podobny sposób, chociaż może powinna się przywitać w stylu "dzień dobry proszę pana". Na gwizdnięcie podziwu (chociaż nie wiedziała, czy tak ma je odebrać) spiorunowała go wzrokiem, a jednocześnie jej policzki się zaróżowiły. To od świeżego powietrza!
- Może powinieneś. - odpowiedziałą, po czym gdy stwierdziła, że to brzmi jak sugestia dodała. - To zdrowe.
Nie próbowała mu odebrać swojego ciężkiego bagażu. Skoro chce go ponieść, to niech niesie, ona została z małym tobołkiem. Ruszyli na jeszcze wolne miejsce, żeby rozbić namiot, bo większość rajdowiczów i obozowiczów już to uczyniła. Udało im się jednak znaleźć ustronne, nie zatłoczone miejsce z pięknymi widokami. Chociaż w zasadzie mogłaby mieć najbrzydszy widok jaki się tylko dało, ale w obecności mężczyzny miała i tak najlepsze widoki.
Miej w sobie trochę godności kobieto!
Na miejscu poprosiła go o złożenie jej bagażu na ziemi.
- Dziękuję, że robiłeś za mojego tragarza. - zdobyła się na uprzejmość i zabrała się za rozpakowanie tobołu i przystąpiła do składania namiotu, jako silna i niezależna kobieta przecież nie mogła go poprosić o pomoc.. O nie, musi mu pokazać, że radzi sobie sama!

Anthony Wayford - 2018-04-23, 21:50

Wziął od Aaren butelkę i otworzył ją z pomocą niewielkiego breloczka-otwieracza, który zabierał ze sobą na takie wyjazdy. Oddał jej otworzone piwo, ale zanim ruszył z Aaren w stronę jej brata, obejrzał się przez ramie słysząc czyjeś powitanie. - O, cześć - odpowiedział Vivianne, posyłając jej lekki uśmiech tuż po tym, jak rozpoznał w niej dziewczynę, z którą kręcił Gerard. Nie miał pojęcia, czy to jeszcze trwa, czy już jest przeszłością, ale nie czuł się upoważniony do roztrząsania tego tematu. Dlatego też pozostał przy samym powitaniu, po którym podszedł z Aaren do Lucasa. Przywitał się krótko zarówno z nim, jak i towarzyszącą mu Kathrin, i podobnie jak on, pozostał obojętny względem niego. Zerknął przelotnie na Aaren, kiedy postanowiła prosto z mostu podzielić się radosną nowiną i przygarnął ją do siebie ramieniem, jednocześnie uśmiechając się kątem ust, jakby na potwierdzenie jej słów.
Leanne - 2018-04-23, 21:51

Podskoczyła gwałtownie, gdy Liam pojawił się tak nagle niewiadomo skąd. Nie spodziewała się takiego zaskoczenia, ale na jej twarzy od razu zawitał szeroki uśmiech. Pomimo tego, że blondyn był cały mokry, pogryziony i styrany po podróży nie odmówiła sobie przytulenia go.
- Całkiem dobrze, trochę męcząca, ale widzę, że chyba ty miałeś gorzej.- Zaśmiała się i poczochrała mu włosy, które i tak tworzyły jeden wielki artystyczny nieład.
- Wszystko w porządku? Co się stało sierotko?- Zapytała przejęta stanem w jakim znajdował się jej przyjaciel. Owszem martwiła się, ale też zastanawiała się jak doszło do tego, że Liam był cały mokry i pogryziony przez niewiadomo co. :lol2:

Friedrich - 2018-04-23, 21:56

Usiadł na trawce i wybuchł śmiechem oglądając jak składa namiot, po czym dodał ze śmiechem.
- Za tragarza odwdzięczysz się w naturze Kotku.- Dalej śmiał się z tego po czym wstał, podszedł do kobiety i złapał ją w połowie, by unieść lekko nad ziemię i odstawić obok siebie, zaś sam zabrał się za składanie jej namiotu, który swoją drogą był tak popier***, że nie wiadomo co tam pasowało. Finalnie jednak udało mu się go złożyć, zaraz po tym podszedł do kobiety i przetarł czoło.
- A teraz żono, przynieś mi piwo i gazetę! - Rzucił udając ton spracowanego robotnika i wybuchł znów śmiechem idąc powoli w stronę miejsca z asortymentem. - Wezmę Ci coś. - Puścił jej oczko i ruszył powoli w stronę przenośnych lodówek, skąd wziął dwa zimne piwa, by zaraz wręczyć jego Amelie i znów obejrzeć ją od góry do dołu.
- Powinnaś nosić sukienki. - Uniósł jedną brew i otworzył puszkę piwa siadając sobie na trawce i oglądając widoki z dołu, co było swoją drogą bardzo korzystne.

Nadya - 2018-04-23, 22:25

Zapewne jakoś pokonali rzekę. Na drugim jej brzegu przez dłuższą chwilę prowadziła Jima stępem, obserwując jego reakcje na otoczenie i inne konie. Dopiero po dłużej chwili dodała mu łydki do kłusa prosząc o spokojne tempo i o ile ogier poczuł się nieco pewniej w kłusie, pozwoliła mu nieco przyspieszyć. W efekcie podczas pozostałej im drogi głównie kłusowali, poza krótkim galopem, gdzie Nadya znowu była czujna na ewentualne "sygnały alarmowe", płynące od gniadosza. Pod koniec zwolnili do stępa i w końcu dotarli do obozu. Tam kobieta poświęciła oldenburgowi sporo czasu. Zaprowadziła go do zagrody, gdzie rozsiodłała i wyczyściła. Sprawdziła, czy w żaden sposób nie ucierpiał, chociaż raczej odkryłaby to prędzej. Na koniec zapewniła Jimowi mizianie i smakołyki na uzupełnienie energii i poprosiła tylko o to, by na noc został sprowadzony do prowizorycznej stajni. Zabrała swój tobołek i również skierowała się do busa, celem spotkania pewnego pana, co zapewne zakończyło się sukcesem. W końcu jej namiot sam się nie rozłoży. Tym razem nie przewidziała taktyki "ty mi rozłóż namiot", a ja się wpakuję do twojego". Po prostu potrzebowała odrobiny pomocy, gdyż jeśli miałaby rozkładać namiot samodzielnie, spędziłaby w ten sposób bezowocnie noc. Z busa odebrała swój dodatkowy bagaż i oczywiście napotkała Leona
- Idziemy rozbić namioty? - zaproponowała luźno. Jeśli Leon nie był chętny to trudno, złapie kogoś innego na sierotkę Marysię. Kto wie, może nie tylko na rozbicie namiotu, ale również na zdjęcie oficerek?

Naomi Eaton - 2018-04-23, 22:48

Dla niej teren przebiegł wyjątkowo przyjemnie, więc po dojechaniu na miejsce nie miała najmniejszych powodów do narzekania. Pozostając uśmiechniętą, zsiadła ze swojego najdzielniejszego rumaka, którym zajęła się w pierwszej kolejności. Po rozsiodłaniu go i schłodzeniu nóg, odstawiła go na jedną z kwater i zadbała o to, by niczego mu nie zabrakło. Dopiero wtedy zajęła się sobą, co wcale nie było prostsze, jeżeli weźmiemy pod uwagę rozstawienie namiotu. Było to najbardziej czasochłonne i absorbujące zajęcie, któremu jednak potrafiła sprostać sama. Chyba jako jedna z nielicznych dziewczyn potrafiła to ogarnąć na własną rękę, a to wszystko za sprawą tego, że nigdy nie była typową, stereotypową kobietą, która boi się pobrudzić ręce. Z wieloma rzeczami musiała radzić sobie sama, ale nigdy jej to nie przeszkadzało. Dlatego też nie licząc na niczyją pomoc, bo zabraniu swoich rzeczy z busa przystąpiła do rozkładania namiotu w wybranym do tego miejscu.
James Levrull - 2018-04-23, 22:55

Mimowolnie się uśmiechnął, widząc jej reakcję, a następnie słuchając jej słów, już pod koniec jej wypowiedzi podał jej rękę, pomagając jej wstać z tego bałaganu i zabrał się do pracy. Opłacało się być harcerzem za młodu. :lol:
- Z przyjemnością Cię uratuję.
Zaśmiał się, by następnie spojrzeć w stronę przybyłych osób. Dał im chwilę, by się przywitać. Racja, kojarzył Delphine z zawodów, choć na nich nie bywał ostatnio już tak często. Przywitał się z nią wstając i kulturalnie ucałował jej dłoń, by następnie przedstawiony Jasperowi również ku jemu podać dłoń i uścisnął ją witając się i przedstawiając raz jeszcze.
- Miło mi poznać.
Po przywitaniu się i przedstawieniu kiedy zajęli się sobą dość sprawnie kontynuował pracę przy namiocie dziewczyny już po chwili stawiając go gotowego i po chwili zajął się swoim co szło mu równie sprawnie.

Delfinek - 2018-04-23, 23:12

Już samo przywitanie dziewczyny wskazywało, że się rzeczywiście dobrze znają. Zmarszczyła lekko brwi, następnie jednak na jej twarzy pojawił się radosny, promienny uśmiech.
- O! To super! - Rzuciła spoglądając to na jedno, to na drugie następnie rzuciła okiem na Jamesa i aż się skrzywiła nad jego niedolą.
- To Wy sobie tutaj pogadajcie a ja porobię za złotą rączkę! - Puściła Lisie oczko, tym samym sprawnie ominęła Jaspera, przejeżdzając mu opuszkami palców po łopatkach, by udać dosłownie metr dalej, do Levrulla, któremu postarała się jakoś usprawnić pracę, przy okazji nie robią jej więcej. Jasper został w dobrych rękach, nie mówimy tu jednak o tym, że zostawiła go przy Rudowłosej na stałe! O nie nie! Jak skończyła swoją wyczerpującą pracę w postaci podawania jakiś części stelarzu, czy czegoś takiego wróciła do tej dwójki grzecznie stając poza obrębem strefy prywatności obojga.

Seth - 2018-04-24, 00:00

O nie, zdecydowanie. Dopuścili się „gorszych” rzeczy, zasłaniając się ich wyjątkową przyjażnią.
Uśmiechnął się lekko, gdy znowu się do niego przytuliła, obsypując zgięcie jego szyi subtelnymi pocałunkami. Wykorzystał to, aby przytulić swój lekko zarośnięty policzek do jej czoła, zadowolony z tej bliskości.
Jednocześnie intensywnie myślał, jednak nie na tyle, by sprawiać wrażenie nieobecnego. Jej słowa były idealnym pretekstem, ale postanowił wolno wprowadzić ją do tematu. Nie chciał, by znowu coś się posypało w ich relacjach. Sposób przekazania jej tego był trudny, biorąc pod uwagę, że byli „przyjaciółmi”. Ze względu na ich przyjażń, chciał ją przekonać, że robi to, by jej pomóc. Ponieważ jednak nie było to zgodne z prawdą i nie chciał jej zranić, musiał włożyć w to uczucia bez wypowiadania zwyczajowych w tej sytuacji dużych słów jak „kocham cię”.
- Jestem trochę za stary na kuzyna, a jako jedynak nie mam doświadczenia w roli nawet przyszywanego wujka. - odpowiedział. W tej chwili zaczął się dziwnie zachowywać. Wokół ich namiotu rosła nawet gęsta i wysoka trawa. Seth zrywał i zbierał mocniejsze pędy, po czym zaczął coś z nimi kombinować, osłaniając swe dzieło dłońmi.
- A może ojcopodobna postać? Wiem, że to brzmi jak gadka szaleńca, ale mówiłem, że mogę ci pomóc, że chcę cię wspierać. Jest na to jeszcze jeden sposób. Mówiłaś, że potrzebujesz męża i pracy. Pracy ci nie dam, bo nie mam jak. Mogę ci dać za to moje nazwisko, połowę mojego skromnego majątku i oczywiście moje wsparcie w batalii sądowej i wszystkich innych bitwach. Gdybym miał się z kimś ożenić to z tobą, poza tym, uważam, że to doskonały powód, by to zrobić - powiedział na jednym dechu, ale wyrażnie, po czym sięgnął po jej dłoń. Położył mały przedmiot (pierścionek z trawy) na jej dłoni, delikatnie zacisnął na nim jej palce, po czym ucałował grzbiet jej dłoni, wkładając w te oświadczyny zarówno argument pomocy i obowiązku, a także uczuć. Allen był nieco staroświecki w tych sprawach. Po pierwsze powinien uklęknąć, po drugie zadać pytanie „Ruth Kravchenko, czy zostaniesz moją żoną”, a po trzecie powinien mieć w zanadrzu bardziej wartościowy pierścionek. Jednak jeśli by się zgodziła, miałby już pewien plan. Póki co z niecierpliwym niepokojem oczekiwał jej odpowiedzi.

Elynn Sands - 2018-04-24, 00:16

Z ciekawością przyglądała się przez chwilę tworzącym się grupkom i ludziom rozkładającym namioty. Jedni radzili sobie z tym zadaniem całkiem dobrze, inni cóż... widocznie nie byli do tego stworzeni :lol2: . Samej Elynn nie bardzo chciało się brać do pracy, a w zasadzie noc spędzona samotnie w namiocie nie jawiła się specjalnie ciekawie, dlatego postanowiła się po prostu do kogoś wcisnąć. Jej wzrok już po raz któryś z kolei spoczął na Naomi, a skoro udało im się zamienić parę zdań podczas rajdu, to czemu by nie kontynuować tej znajomości? Chwyciła drugie piwo w rękę i popijając swoje podeszła do dziewczyny.
- Napijesz się? - zapytała, podając jej butelkę, po chwili również oferując swoją pomoc. - Widzę, że świetnie sobie radzisz ale może chciałabyś moją pomoc w zamian za kawałek miejsca w namiocie? Nie będę dużo jeść, obiecuję, zmieszczę się gdzieś w kącie :lol: - zażartowała, odstawiając swoje piwo gdzieś na bok i zabierając się do pomocy blondynce.

Jasper Nowell - 2018-04-24, 11:42

Już otwierał usta, żeby zaproponować swoją pomoc przy składaniu namiotu – w końcu był facetem, do tego dość silym i zaprawionym w tego typu sprawach – ale już w chwilę później zauważył, że Delphine jest w pełni zaangażowana w składanie rurek wraz z Levrullem, toteż nie zamierzał się w to wtrącać. Bądź co bądź nie była to wcale ciężka robota, z którą drobniutka postać Delphine nie mogłaby sobie poradzić.
Przeniósł natomiast wzrok na Lisę, do której ponownie krótko się uśmiechnął.
- Jak tam rajd? Też miałaś niespodzianki? – zaśmiał się, bo nie był jakoś specjalnie dobry w temacie koni, ale nawet podczas robienia zdjęć widział, że niektóre biegną w bardziej niekontrolowany sposób niż inne. Poza tym ten wypadek Ruth mógł zdarzyć się każdemu, ale skoro rudowłosa dotarła na miejsce w jednym kawałku, to nic nie wskazywało na to, że spadła z końskiego grzbietu i pogruchotała sobie kości. Skoro już zyskiwał więcej znajomych w gronie jeźdźców, to może powinien powoli zacząć zapoznawać się z semantyką związaną stricte z końmi i sprawami dookoła tych zwierząt?
- Udało Ci się znaleźć jakiegoś konia na dłużej? – dodał, chwilę później, przypominając sobie, że podczas ich ostatniej rozmowy dziewczyna była w trakcie powracania do jeździectwa i dopiero co zahaczyła się w Orchardzie. Nawet nie miał pojęcia, że od tamtej pory zyskała w swojej stawce już dwa konie!
Chwilę później, gdy Delphina do nich powróciła, zwrócił swoją głowę w jej kierunku, a następnie objął ją ramieniem i odrobinę do siebie przyciągnął.

Elizabeth White - 2018-04-24, 11:49

Klepnięta w pośladek, aż podskoczyła z wrażenia. Nie skomentowała tego jednak w żaden sposób, tylko odkręciła się przez ramię i posłała Collinsowi krótkie spojrzenie. Klapsy były przecież oklaskami dla ładnej pupy, więc nie mogła mieć mu tego za złe. Tym bardziej, że celowo ubrała taką a nie inną bieliznę.
Zamruczała lubieżnie, gdy ciało Bastiana przylgnęło do niej od tyłu i aż przymknęła oczy, czując usta mężczyzny na swojej szyi. A trzeba przyznać, że jeśli o pocałunki chodziło, to był to jej słaby punkt i w chwilę potrafiła się totalnie rozpłynąć.
- A będziemy? - postanowiła troszkę się podroczyć, odwracając głowę i posyłając Anglikowi zadziorne spojrzenie. I chociaż nie dawała tego po sobie poznać, to Collins już takimi prostymi gestami i słowami potrafił ją podniecić. Jednakże usilnie starała się zignorować to uczucie, dając się wypryskać śmierdzącym preparatem, który rzekomo miał ją ochronić od wszelakich insektów. Póki co, nie wierzyła jednak w jego magiczne działanie, bo komary zawsze ją lubiły i nawet po zastosowaniu odstraszaczy, wracała do domu pokąsana. Ale tak, Bastian zaplusował u niej jeśli o zapobiegawczość chodziło, nawet jeżeli nie planował zabrania ów preparatu, tylko ten po prostu wpadł mu w ręce podczas pakowania. A skoro już brunet dał radę spakować się na rajd, to poradzi sobie również z przygotowaniem walizki na wakacje.
Nie zwlekając dłużej, u boku trzydziestolatka ruszyła w kierunku ogniska, gdzie powoli zaczynali gromadzić się ludzie. W międzyczasie odebrała od niego swoje piwo i podziękowała za tą drobną przysługę, od razu upijając sporego łyka. Krótko przywitała się z resztą osób i wtedy na nowo swoją uwagę skupiła na Angliku.
- Za nas - odpowiedziała dość banalnie, chociaż był to pierwszy, lepszy powód, który wpadł jej do głowy. - I za to, żebym nie skończyła tak, jak rok temu - dodała po chwili, wykrzywiając swoje usta w uśmiechu. Cóż, na ostatnim rajdzie piwo wypite duszkiem zdołało ją znokautować, ale mając świadomość swojej słabej głowy, tym razem zamierzała się bardziej pilnować. W końcu nie chciała, żeby jej towarzysz musiał tachać jej zwłoki do namiotu.
Chwilę później stuknęła szyjką swojej butelki, w butelkę Bastiana i na nowo nabrała w usta alkoholu, który wyjątkowo dobrze jej dzisiaj smakował.
- Przydałoby się coś zjeść - stwierdziła wkrótce, jako że głód wzmocniony zmęczeniem coraz bardziej jej dokuczał.

Aileen - 2018-04-24, 15:07

Oliver Pelerieux napisał/a:
....


- Oczywiście. - Rzuciłam udając śmiertelnie poważną po czym dałam mu kuksańca w żebra i pokazałam język znów lądując na leżąco. Nie będzie żadnego narzekania! Jestem silną, wytrwałą kobietą! W ogóle kto się przyzywa się sam nazywa, o! :lol2:
- Taaak. Rozwiń proszę. - Uniosłam jedną brew i podniosłam się rozciągając się i strzykając lekko zastanymi kośćmi. Upiłam trochę piwa i zamknęłam oczy popadając w chwilową nostalgię, nie minęło jednak mojej uwadze jego kolejne pytanie.
- Taaaak! - Zasalutowałam i wstając poczochrałam mu czuprynę z cichym śmiechem. Zdecydowana większość ludzi miała już wszystko gotowe, byli poprzebierani i kręcili się koło ogniska, ja zaś sierota leżałam brudna i mokra od trawy bez rozłożonego namiotu i w stroju jeździeckim. Brawo!
Zabrałam się więc za rozkładanie go, a raczej za pomoc dla Olivera, który to moim odźwiernym, sługą z wieloletnim stażem i świetnym wykwalifikowaniem!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group