Hachiro - 2017-02-20, 16:58 No i tym pozytywnym akcentem trening został zakończony. Hacz zwolnił do stępa, stygnąc po męczącym, reiningowym treningu. W końcu dawno takich wymagań nikt mu nie stawiał, dlatego też jego sierść była mokra od potu. A z otwierania bramki pamięta dużo! Najpierw ustawił się bokiem do bramki, aby Jethro mógł tam pokombinować ile chce, żeby Hacz również mógł przejść. Potem ustawił się po drugiej stronie, pozwalając mu zamknąć bramę, po czym wybyli w kierunku stajni.
ztYukio - 2017-02-28, 01:36 Wszedł tu z Vesiem, po drodze pilnując ogiera żeby nie przyspieszał ani nie zwalniał, a szedł energicznym stępem. Z tego co słyszał arena była pusta, taka też i była. Idealne miejsce na lonżę. Spokojne, zaciszne, zero ludu. Idealne miejsce na poznanie się. Lonżę przypiął do wędzidła wyścigowca, a wodze związał na szyi, żeby mu się nie plątały pod nogami, ale jednocześnie żeby nie ograniczały ruchów ogiera. Odgonił go od siebie, wydłużając stopniowo lonżę, aż znalazł się na satysfakcjonującym okręgu. Wymagał od niego aktywnego stępa, jak szedł energicznym tempem to go nie pospieszał ani nie wywoływał na nim presji. Jednak kiedy potrzebował przyspieszacza, postawa Yukia stawała się nagle duża, a jego wzrok był wbity w zad. Jeśli taki poziom presji dla niego nie starczył, machnął lekko końcówką bata. Jeśli potrzebował uspokojenia, obniżał presję do minimum, spuszczając wzrok na nogi konia i zaokrąglając postawę. Po paru minutach generalnej rozgrzewki, zaczął od niego wymagać zmian tempa w zależności od tego, co Yukiowi do głowy wpadło w danym momencie. To aktywniejszy stęp, to niemal zatrzymanie. Starał się go w ten sposób wyczulić na sygnały dawane przez ciało mężczyzny i powiedzieć koniowi, że lonża nie będzie zwykłym wybieganiem, ale też i pracą. Zmienił kierunek i w drugą stronę to samo. Cały stęp trwał nie mniej niż 15 minut, a blondyn starał się, żeby Vesi się nie nudził. Chwilę potem zwiększył poziom presji na jego zad.
- Kłus - wydał polecenie tonem zachęcającym do zmiany tempa na wyższe, a jeśli te wszystkie sygnały nie starczyły to machnął końcówką bata. Jeśli zakłusował, wymagał od niego aktywnego chodu, a jeśli taki osiągnął to odpuścił nacisk i pozwolił mu samemu utrzymywać tempo. Jeśli chciał je zmienić oczywiście reagował albo przyspieszająco, albo spowalniająco ze spokojnym, cichym "wooolniej". Chwilę potem i w kłusie zaczął zabawy z tempem.Vesiputous - 2017-02-28, 18:33 Szedł u boku Yukia potulnie niczym baranek. Tylko zaczepiał kołnierz jego bluzy albo kurtki, dobierając się do szyi blondyna. Mówię, że wiosna i feromony! Zakochał się.
Odszedł poprawnie na koło, zerkając na chłopaka. Przez pierwsze okrążenie szedł dość żwawo, ale zaraz potem jego pobudzenie zmalało. Poza tym zawiesił wzrok na czymś, co znajdowało się za ogrodzeniem, dlatego zareagował dopiero na widok bata. Potem zdarzyło mu się jeszcze raz zawiesić ale w miarę tych zmian tempa skupiał się na blondynie coraz bardziej. Chłopak wyraźnie czegoś od niego wymagał, ale nie był przy tym napastliwy, nie machał lonżą po zębach konia, nie krzyczał... Vesi wiedział, że blondyn czegoś wymaga, ale jako że sygnały zaczynały się od naprawdę subtelnych, zaczął wsłuchiwać się w człowieka i obserwować go całym sobą. Reagował na wszystkie sugestie Yukia, płynnie rozszerzając i skracając wykrok.
Zakłusował, zanim chłopak zmuszony był machnąć batem. Parsknął i opuścił na chwilę głowę nisko, jednak zaraz potem podniósł ją do bardziej optymalnej wysokości. W kłusie zajęło i trochę więcej czasu dogranie się do siebie, ale wkrótce i w tym chodzie Vesi zaczął dobrze odpowiadać na sugestie człowieka.Yukio - 2017-03-02, 23:08 Odsuwał głowę ogiera, któremu tylko amory w głowie. Chłopie, znajdźże sobie dziewczynę!
Uśmiechnął się, kiedy wyścigowiec przestał się interesować czymś za płotem, a skupił się na nim. Bardzo dobrze, to im ułatwi dalszą pracę. Nie krzyczał, wszystko było oparte o delikatne sugestie, dopiero wtedy kiedy koń nie reagował zwiększał presję. Jego zdaniem to jest najlepszy sposób pracy z koniem. Kiedy zobaczył, jak koń się rozluźnia i relaksuje przy swobodnym kłusie, więc chwilę jeszcze sie tempem pobawili, by potem przejść do przejść stój - stęp - kłus w różnej kolejności. Przy przejściach z kłusa do stój trochę bardziej gwałtownie działał presją, wymagając wyższego chodu bez przejścia przez stęp, zaś przy przejściu kłus - stój niemal od razu zwalniał presję i działał jak najbardziej hamująco. Przeszli po tym do stępa na parę minut, pozwolił mu w tym czasie się rozluźnić i swobodnie pochodzić. Potem przejście po kolei do stępa, kłusa i galopu. Wiedział, że może być problem przy tym ostatnim, jednak nadal zaczynał od sugestii, a potem dopiero działał większą presją. Pozwolił mu jak na razie swobodnie galopować, utrzymując jedynie chód. Nie wymagał od niego szczególnego tempa, chodziło bardziej o rozgrzewkę. Na właściwą pracę przyjdzie pora na torze.Vesiputous - 2017-03-03, 19:06 Nie dają mu, nie puszczają do panienek, a biedny Vesi nie wiedział czemu! :c
Jaszczurek dobrze wykonywał przejścia, do czasu aż nie zaczęły to być przejścia stój-kłus oraz kłus-stój. Nikt go nigdy specjalnie nie uczył przechodzenia z kłusa do stój na lonży, tak więc co najwyżej zwalniał do stępa, a widząc, że nie o to chodzi, troszkę się podenerwował. Silnie myślał, kombinując, jak powinien wykonać ćwiczenie. Pierwszy raz udało mu się przejście w górę ze stępa do kłusa, bo dość naturalnie łatwiejsze do wykonania dla takiego konia do przodu jak on. Jak tylko wyczuł, że w końcu zrobił to, o co chodziło parsknął i opuścił łeb niżej. Raz się im udało też kłus-stęp i miejmy nadzieję, że po tym jednym udanym razie Yukio odpuścił te przejścia o dwa chody, bo Vesi tylko by się podminował.
W stępie opuścił głowę, wyciągając swobodnie nogi przed siebie. Zdążył się uspokoić, a potem nadeszła kolej na dalszą rozgrzewkę. Spokojnie wszedł z kłusa do galopu. Widać było, że wejście w ten chód wykonał z duża przyjemnością. Biegł sobie średnim, lekkim jak na niego tempem. Kompletnie wychillowany, delikatnie wygięty na łuku. Cóż no, bajki nie było, bo ujeżdżenie to rzadko z nim robili, ale też nie szedł sztywno i prosto jakby szedł przy ścianie. Jak na wyścigowego folbluta było przyzwoicie.Yukio - 2017-03-04, 16:55 Pochwalił jak tylko widział, że ogier stara się zrozumieć, o co Yukiowi chodzi. Odpuścił mu przejścia widząc, że jedyne co to tylko koń się denerwuje, nie mogąc zrozumieć. Wejście z kłusa do galopu odbyło się... zaskakująco spokojnie. Pomimo, że zapewne Vesi rzadko kiedy był na treningach ujeżdżeniowych czy lonży to poruszał się bardzo ładnie i harmonijnie. Spodziewał się niekontrolowanego galopu na oślep, jednak... współpraca szła im całkiem nieźle. Pochwalił ogiera za spokojne tempo. Chwila rozruchu, po czym dał sygnały do zwolnienia, schodząc z presji. Zmiana kierunku i zagalopowanie na drugą stronę. Już nie chciał go dalej denerwować, dlatego też po rozruszaniu się w galopie zwolnił go do stępa, aby trochę ochłonął. Po paru minutach zatrzymał go, odpiął od niego lonżę i razem z batem zostawił poza obrębem lonżownika, aby nikt na to nie wlazł. Odniesie później. Na razie to ruszyli oboje na tor. Tam się dopiero zacznie!
ztVesiputous - 2017-03-04, 19:28 No to ulga, że Yukio nie uparł się ne trenowanie przejść. Vesi parsknął, rozluźniając się, Przegalopował kawałek na drugą stronę i za chwilę już wychodził z areny u boku blondyna, rozgrzany i gotowy na prawdziwą pracę. Pyknął nosem ramię Yukia.
zt.
Raynard - 2017-03-26, 23:51
Ukryj:
Lopin To The Party napisał/a:
Gdy tylko wyczuła drobną zmianę w dosiadzie, natychmiast zwolniła do roboczego galopu. Wchodząc na przekątną spodziewała się lotnej zmiany nogi, ale gdy sygnał do takowej nie nastąpił, Lopin nie zrobiła niczego z własnej woli. Była jak sterowana na guziki - bez proszenia niemalże nie poruszyłaby uchem w obecności jeźdźca, co mogło być wręcz irytująco... perfekcyjne? Grzeczne? Ale nie należy zapominać, że nie była wyjątkiem i tam, skąd pochodziła, było takich koni na pęczki. Wbrew pozorom było nad nią jeszcze wiele pracy, pracy nad doskonaleniem poszczególnych elementów, budowaniem muskulatury oraz kondycji.
Rzeczywiście potrzebowała chwili na odnalezienie równowagi w kontrgalopie, w którym brakowało jej swobody, jaką miała w galopie na dobrą nogę. Mimo to w dalszym ciągu nie zmieniła samodzielnie nogi, dzielnie stawiając czoła postawionemu przed nią zadaniu. Poprzeczka jednak znacznie wzrosła w momencie wjechania na koło, na którym Lopin nie dość, że była zmuszona kontynuować galop na "złą" nogę, to jeszcze wygiąć się odpowiednio na łuku. Natychmiast wyszły na jaw drobne braki w równowadze, gniada bowiem wytrąciła się nieznacznie z rytmu, nieco też lecąc równowagą na. przód. Wystarczyła jednak korekta jeźdźca, podniesienie i zarazem podparcie łydką, by Lopin podjęła próbę zrównoważenia się w kontrgalopie. Było to najbardziej obciążające z dotychczasowych ćwiczeń, toteż gniada rzeczywiście zmęczyła się w krótkim czasie, z ulgą przyjmując krótką przerwę w stępie. Swobodnie kroczyła w najniższym z chodów, uspokajając przy tym oddech i lustrując wzrokiem najbliższe otoczenie. Mimo iż przy ostatnim ćwiczeniu było parę niedociągnięć, Lopin nie traciła entuzjazmu do pracy. Po odpoczynku chętnie podjęła współpracę na nowo się w nią angażując; po chwili przeszła do rytmicznego kłusa, w którym bez zawahania przeszła przez drągi, podczas ich pokonywania prezentując wyraźną swobodę łopatek, zaangażowanie zadu oraz rozluźnione, zaokrąglone plecy. Nie puknęła żadnego z drągów, zwyczajnie nie mając tendencji do powłóczenia nogami. Kolejnym krokiem było zagalopwanie i jeżeli chodzi o jazdę po okręgu i jednocześnie po drągach, to tak naprawdę wszystko zależało od Raynarda i precyzji, z jaką wykonywał ćwiczenie, bo Lopin nie miała żadnych obiekcji co do drągów i śmiało przechodziła przez sam ich środek. Każdorazowo nad drągiem robiła minimalnie obszerniejszą foule, oczywiście z poszanowania dla drąga.
//skończę już, bo aż wstyd, ile czasu to przeciągam XD
Ray poczuł, że nie posyła klaczy już tak dokładnych i płynnych sygnałów, jak na początku treningu... Po prostu męczył się trochę. Czuł, że jego barki, plecy robią się trochę ociężałe a miednica już nie tak chętnie wygina się na łukach. Te niedociągnięcia z jego strony wyraźnie pogarszały wykonywanie ćwiczeń przez gniadą - Lopin najzwyczajniej w świecie podążała za posyłanymi przezeń pomocami, nie korygując jego niedociągnięć. I słusznie. Powinien w końcu zająć się i swoją formą, a to będzie dobra motywacja.
Jeździec przysiadł więc na tylnych kieszeniach jeansów, lekko cofnął wodze, wychylając nogi do przodu. Zwolnił quarterkę od razu do stępa i zaserwował jej rozstępowanie. Najwyraźniej dziś osiągnął tylko połowiczny cel: zapoznał ją z ideą kontrgalopu, wstępnie poćwiczyli równowagę w tymże chodzie, ale nie można tu mówić o pełnym jej wypracowaniu. To zdecydowanie zbyt wczesny etap, by w ogóle myśleć o wykorzystywaniu tego elementu w szybkościowych konkurencjach, prawda? Odchylił się lekko do tyłu, masując sobie barki. Wodze luźno oplótł wokół rożka... Wziął je ponownie do ręki dopiero po zeskoczeniu na ziemię, tuż przed odprowadzeniem chyżej klaczy do stajni.
[z/t]Leon - 2017-04-04, 14:18 Mając nadzieje że nic nie wydarzyło się po drodze, kierowali się na jeden z obiektów treningowych. Ostatecznie przyszedł z ogierem na arenę zewnętrzną, bo akurat tutaj nikogo nie było. Cieszył się z tego faktu, bo mógł w spokoju popracować z ogierem. Po dotarciu na miejsce, oprowadził go dookoła w ręku i w końcu zatrzymał się na środku areny. Poprawił jego sprzęt, by podpiąć lonżę do ogłowia i odesłać go na koło. Dał mu krótki moment na wyszalenie się w granicach rozsądku, chciał spalić jego złą energię przed przejściem do konkretnego treningu.Excalibur - 2017-04-04, 15:27 Przez całą drogę ogier szedł nerwowo rozglądając się na boki. Parskał głośno przez rozszerzone nozdrza, a ogonem szastał o swoje boki. Momentami wyrywał się bardziej do przodu, jakby to on prowadził Leona, a nie na odwrót. Próbował mu co rusz narzucać własne zasady, uspokajając się tylko na chwilę, by zaraz znowu powrócić do prób przejęcia kontroli. Jakoś udało im się dotrzeć na arenę, gdzie nie było żadnych innych koni. Tym lepiej dla niego, bo nie będzie się jeszcze bardziej denerwować. Po obejściu całego obiektu zatrzymał się w miejscu, by po ostatnich poprawkach wyjść na koło. Na początku bez szaleństw, ale po chwili gdy uznał, że mu wolno przeszedł w galop, strzelając przy tym pojedyncze barany.Leon - 2017-04-09, 21:44
Excalibur napisał/a:
[...]
Leon nawet nie próbował naciskać zbytnio na ogiera, by ten się uspokoił. Oczywiście kiedy przesadzał z wyprzedzaniem, korygował go za pomocą nacisku na kiełzno, ale też nie przesadzając. Znając jego przeszłość Leon nie chciał aby ogier kojarzył go tylko z bólem, bo to nie wróżyłoby niczego dobrego. Leon nie karcił go, ale nie pozwalał też przesadzać, wchodzić sobie na łeb i nadawać własnych zasad. Wiadomo z racji charakteru konia nie miało być łatwo, na siłował się z koniem, ale dotarli ostatecznie do miejsca docelowego. To akurat fakt, że dobrze że nie było tu innych koni. Leon specjalnie wybrał takie właśnie miejsce, obserwował z uwagą zachowanie siwka. Wolno mu, to zdecydowanie pojęcie względne tutaj. Leon raczej chciał spalić nadmiar jego energii i pozbyć się durnych w pewnym stopniu pomysłów z głowy. Chciałby z siodła już przejść do konkretów, co na pewno też zadowoli ogiera bardziej niż krążenie w kółko. Raczej za długo nie poszalał, bo sprzęt mu ciążył i wierzganie z nim nie było takie proste. Jeśli się sam nie zmęczył, to w końcu skrócił lonżę i średnicę koła. Ogier wtedy automatycznie powinien wytracić prędkość, jeśli nie chciał się zabić. Zaczęli od okrążeń w stępie, następnie kłusie i galopie. Wszystko odbywało się na obie strony, gdzie Leon zatrzymywał go, przepinał i znowu odsyłał na koło. Urozmaicał mu to wszystko na różne sposoby, zmieniając często kierunki, średnice koła, zmiany tempa.Excalibur - 2017-04-13, 13:08 Siwy w końcu spalił nadmiar swojej złej energii, co nie znaczyło jednak, że od razu zrobił się przez to potulniejszy. Potrzeba było dużo pracy, jeśli chciało się z niego zrobić posłusznego konia, o ile w ogóle było to możliwe w jego przypadku. W końcu zaprzestał wierzgania i miarowo wytracał swoją prędkość, przechodząc w końcu do stępa. Nadal żywego. Teraz kierowany przez polecenia Leona krążył dookoła niego, zmieniając jedynie swoje chody i średnicę koła na którym się poruszał. Mężczyzna momentami musiał pomagać sobie końcem lonży, jeśli chciał, żeby ogier szedł we wskazaną stronę, bo nadal miał swoje momenty buntu. Mielił wędzidło w pysku, wyładowując na nim swoje nerwy. Zmienił kierunek na przeciwny, również w nim wykonując okrążenia w trzech chodach. Kątem oka cały czas łypał na mężczyznę i sprawdzał jego czujność, co jakiś czas próbując wydostać się spod jego kontroli. Trafił mu się wyjątkowo upierdliwy podopieczny.Leon - 2017-04-14, 19:50
Excalibur napisał/a:
[...]
Leon się cieszył że ogier z czasem jednak się uspokajał. Nikt nie powiedział że od razu zrobił się potulniejszy, ani że w ogóle się zrobi niemal od razu potulny po jednej czy dwóch pracach. Ważne że ogier w ogóle miał jakąś chęć do pracy i starał się choć minimalnie, a to już było coś. Może nigdy nie będzie aniołkiem, ale Leon jednak liczył na to że się dogadają na tyle, że przebywanie z nimi w jednym pomieszczeniu będzie w miarę bezpieczne. Leon miał anielską cierpliwość, nie reagował agresywnie czy gwałtownie na zachowanie siwka. Nie miej jednak na niego uważał i kontrolował, bo życie jego i Excalibura było mu miłe. Jeśli była taka potrzeba to sobie pomagał, ale oczywiście nie celował w samego ogiera tylko w jego okolicę. Jak coś odwalał to delikatnie sprowadzał go na ziemię, by jeszcze jakiś czas kręcić ogiera na tych kołach na obie strony. Dopiero po jakimś czasie go ostatecznie zatrzymał, by podejść do niego. Jak nie rzucił się na niego z zębami, to pogłaskał go po szyi. Łapiąc odpowiednio wcześniej wodzę, odpiął lonżę od jego ogłowia i dosiadł go. Zakładał że łatwo nie będzie, jednak w przypadku pędzenia, baranków, dębowania i innych - to sprowadzał go na ziemię. Wysiadywał jego wybryki i nie dawał się pozbyć z siodła, no wspomagając się pomocami by go uspokoić jednak. Kiedy jeździli jeszcze na kołach, stajenny ustawił im kilka przeszkód. Dlatego zaraz po miejmy nadzieje jakimś ogarnięciu, odesłał go do kłusa w zależności w jakim tempie się właśnie znajdowali - a mam nadzieje że udało im się wyrobić wcześniej stęp. Od razu skierował go na przeszkody, które powinny go bardziej zainteresować niż krążenie w kółko. Najpierw były same drągi, gdzie Leon najechał na nie wcześniej prostując ogiera do nich. Trzymał go na pomocach, nie pozwalając mu się zabić na nich. Kiedy dojechali do stosownego miejsca, wskazał mu łydką to że ma unieść nogi i oddał mu nieco wodzy nad nimi. Wykonali kolejno po nich wolę, która pewnie nie była idealna ale Leon starał się aby odpowiadała jak najbardziej wolcie. Potem na nowo najechał na drągi tylko od drugiej strony i tak po 2 razy na każdą stronę. Wtedy kolejno skierował go po lekkim łuku na niską kopertę, gdzie po naprostowaniu siwka do przeszkody znów zamknął go w pomocach. Pewnie tempo mieli dość ekspresowe, ale nie mógł ciągle go zwalniać a on i tak zaraz pędził. Dlatego przynajmniej starał się by nie wywalili się na przeszkodach, a po doprowadzeniu go do miejsca wybicia odesłał go łydką do skoku. Leon zgrał się z nim w skoku przechodząc do półsiadu i oddając mu wodzę, aby mógł swobodnie ją pokonać. Dla odmiany wykonali wężyk po niej o jednym łuku i znów najechali na nią, tak kolejno znów po 2 razy na każdą stronę. Urozmaicał to przejściami, starając się by ogier mimo gorącego charakteru wykonywał wszystko jak należy. Nie wykluczał że nie wszystko było idealne, ale nie można mieć czarnych myśli i mogli ewentualnie powtórzyć jeszcze jak coś wyszło źle. Nie miej po dobrej powiedzmy rozgrzewce, przygotował go do przejścia w galop. To już powinno go w ogóle zaraz ucieszyć Excalibur - 2017-04-18, 15:32 Zatrzymał się, gdy ich mała rozgrzewka na lonży dobiegła końca. Odetchnął cicho, wypuszczając powietrze przez nozdrza i zerknął na faceta, który do niego podszedł. Położył uszy po sobie, gdy ten zaczął przymierzać się do wejścia na jego grzbiet. Chcąc mu to utrudnić uciekł zadem w bok, przesuwając się tak, by mu to uniemożliwić. Kręcił się tak w kółko, dopóki Leon nie wymyślił czegoś, by przytrzymać go na dłuższą chwilę w miejscu. Dopiero po tym usadowił się na jego grzbiecie, a siwy od razu ruszył przed siebie. Nie kłusem, czy szalonym galopem, ale żywym stępem. Szedł tam gdzie mu się chciało, a nie koniecznie gdzie chciałby mężczyzna. Ewentualne bunty pojawiały się wtedy, gdy Leon chciał mu pokazać, że jednak to człowiek ma tutaj więcej do powiedzenia. Wtedy odmawiał pójścia naprzód, a zamiast tego cofał się w tył. Z boku musiało to zabawnie wyglądać, ale jeźdźcowi z pewnością do śmiechu nie było. Zgrzytnął zębami, w końcu ruszając naprzód i kręcąc kółka po arenie. Przejście do kłusa w jego wykonaniu było na tyle gwałtowne, że pierw zerwał się jakby do galopu, a dopiero po kilku metrach przeszedł do aktywnego kłusa. Nie był wygodny, nawet nie próbował taki być. Jak już utrudniać życie to utrudniać. Nadszedł czas na drągi. Postawił uszy na sztorc, drągi nie drągi, w jego oczach to nadal coś co trzeba przeskoczyć. Dlatego pierwsze podejście wyglądało tak, jakby chciał przejść wszystkie za jednym razem. I nie w kłusie, tylko w galopie. Jeden, dwa większe kroki i było za nim. Za drugim podejściem Leonowi udało się go opanować i przeszedł przez nie normalnie, wysoko unosząc nogi. Na drugą stronę tak samo, już bez niespodzianek. Koperta, na nią utrzymanie siwka w normalnym tempie było już wyczynem, bo za nic nie chciał zwalniać. Plus był taki, że dalej poruszał się kłusem. Po prostu szybszym, niż mężczyzna by chciał. Przeskoczył przez przeszkodę, na moment po niej przechodząc w galop, a dopiero później z powrotem w kłus. Wszelkie wężyki jakoś robił, z przejściami bywało różnie, bo mu się wszędzie spieszyło. Przeskoczył tak kopertę jeszcze kilka razy, z każdej ze stron. Po przygotowaniu go do przejścia w galop, nie trzeba było go namawiać do przyspieszenia. Od razu wyrwał przed siebie, niemal wyjeżdżając spod jeźdźca i galopował szybko dookoła areny, fundując facetowi przejażdżkę pełną wrażeń.Leon - 2017-04-21, 22:28
Excalibur napisał/a:
[...]
Wbrew pozorom nie było jeszcze tak tragicznie jak mogło się wydawać, no bo zawsze jednak mogło być gorzej. Widząc zachowanie ogiera przy wsiadaniu przewrócił tylko oczami, by wepchnąć go w róg areny i tam go dosiąść, a ostatecznie wspomógł się stajennym który tu krążył. Jak na jazdę i na tą chwilę tragedii nie było, a przynajmniej w mniemaniu Leona. Po drugie raczej bez szans że robił to na co miał ochotę, bo Leon było pobłażliwy wobec ogiera jednak bez przesady. Wszystko miało granicę, bo oczywiście pokazywał mu że nie był jego wrogiem jednak nie dawał sobie wchodzić na głowę i pomiatać bo ogier miał taki kaprys. Wszystko co mu fundował bez większych problemów wysiadywał, no nie powiem żeby nic nie czuł czy nie robiło to na nim wrażenia. Jednak kiełzno plus pomoce również działały spore cuda, a Leon potrafił z nich korzystać i kiedy trzeba było, to to właśnie robił. Na cofanie reagował ostrogą, która była lepsza od wszystkich pomocy zmuszających do ruszenia naprzód. Natomiast obrywanie nią po boku dla konia, nie było wcale miłe. Leon miał sporo cierpliwości i szacunku wobec ogiera i jego przeżyć, jednak no z choinki się urwał sądząc że bez jeźdźca może dojść do czegokolwiek prócz wkurwiania ludzi swoim zachowaniem w stajni. Był na niego chcąc nie chcąc skazany w życiu i czas się do tego przyzwyczaić. Leon wcale nie ułatwiał mu życia, bo skoro on robił mu pod górkę to co miał go głaskać w podzięce? No raczej nie. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie, no może za wyjątkiem że jednak miał wobec niego większe wyczucie niż siwek wobec niego. Kiedy przechodził do galopu od razu go zwalniał pomocami, a w ostateczności ściągał na "woltę". Tam konie machinalnie same wytracały prędkość, o ile się nie chciały zabić. Nie wszystko oczywiście szło po jego myśli, bo tak się nie dało. Jednak nie był laikiem i nie odpuszczał mu, bo wiedział że ogier na pewno by to wykorzystał przeciwko niemu. Niech się tak nie spieszy, bo jak się ktoś spieszy to się diabeł cieszy. To akurat nie była nowość że nie trzeba było go namawiać do przyspieszenia, a Leon wcale nie dał się wysadzić tak łatwo z siodła. Serio galop po arenie bez ładu i składu? No. Niemal od razu wolta lub wciśnięcie ogiera w pobliską ścianę, prawie równie dobrze działało jak wolta a nawet lepiej. Sory memory nie wszystkie numery z tym panem, bo to nie byle kto. Jak ogier łaskawie się ogarnął, a nawet jeśli im to zajęło wieki to Leon zabrał się ponownie na start do kręcenia wszystkiego co w poprzednich chodach: figury, przejścia, zmiany kierunku, zmiany nóg i przejścia przez drągi w galopie. Po wszystkim już na pewno nieco zmęczonego i treningiem i durnymi pomysłami ogiera, zwolnił na moment do stępa i dał mu nieco luzu. Miał się oczywiście na baczności, a w tym czasie stajenny ustawiał przeszkody dla nich. Szybko postawili im ich tor, by facet ponownie wypchnął go kolejno do kłusa i galopu. Najpierw wyregulował tempo i kiedy było w miarę ok, skierował ogiera na pierwszą z przeszkód na torze. Za pewne z nim ciągle nieco walcząc, wziął go stanowczo na siebie i dojechał z nim do oksera. W miejscu do odbicia łydką odesłał go do skoku, by zaraz przejść w półsiad i oddać mu wodzę podczas niego. Lądowanie na prawo i po obszerniejszym łuku najazd na drugą przeszkodę, gdzie minimalnie nawet pozwolił mu do niej przyspieszyć lub pozwolił na te mocniejsze tempo które sam mógł pewnie im wcześniej narzucić. Doprowadził go do miejsca wybicia, by ponownie łydką odesłać do skoku i zgrać się z jego ruchem w locie.