To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

Randolph Varmus - 2013-11-22, 21:32

Podjechał w końcu pod pub, zaparkował gdzieś dalej samochód, nie chcąc go narażać na pijanych popierdoleńców, którzy mogliby go porządnie uszkodzić. Już wilokrotnie sam to robił po pijaku, także przezornym wolał zostać.
-No i jesteśmy. - stwierdził, wyłączył silnik, wyskoczył pośpiesznie z samochodu, zatrzaskując za sobą drzwi, przechodząc na jego drugą stronę, torując wyjście z zielonego klekotu, dziewczynie.
-Więc zapraszam na strych. - zamknął samochód i skierował ją w stronę pubu, idąc cały czas za nią, jak szkoła dobrego wychowania wymagała, oczywiście był to też dobry pretekst, żeby dostrzec jeszcze pewnie wiele jej kobiecych walorów.
Kiedy przedostali się przez długie schody na górę, zaproponował jej stolik w głębi sali ręką, a sam stwierdził, że pójdzie zamówić coś ,,na ząb", w końcu to on ją tutaj zaprosił.
Podszedł do lady spokojnym krokiem, z barmanem zamienił tylko trzy słowa - dwa kieliszki, 0,7, dwa soki porzeczkowe. I dostał co chciał ten nasz Randolph. Wrócił do Candice, postawił wódkę, bardzo mocno schłodzoną i oszronioną, dwie wysokie szklanki soku oraz dwa walcowe, przysadziste kielonki.
- Co się będziemy pierdzielić... - wzruszył ramionami, widocznie zadowolony ze swojego wyboru. Zasiadł na zniszczonej, sfatygowanej sofie obok dziewczyny.

Randolph Varmus - 2013-11-22, 22:06

Ran to Ran, zawsze wyglądał identycznie. Nie przywiązywał do tego wagi czy ktoś zwraca uwagę na to jak wygląda czy nie. Był schludny, zawsze wyprasowany, świeży. Nic więcej do szczęścia mu nie brakowało.
Odkręcił butelczynę, rozlał po kieliszku, po sam brzeg, po czym uniósł swój kielonek.
-W takim razie pragnę podziękować za jakże miłe zakończenie dnia, i niech ta noc trwa jak najdłużej. - uśmiechnął się szeroko po czym na raz wychylił zawartość szkiełka, nie zapijając; pierwszego nigdy nie zapijał. Udał na koniec, że niezwykle degustuje smak wódki, fakt, nie krzywiło go, był do niej zbyt przyzwyczajony. Kolejne kieliszki pewnie będą dla niego mniej przyjemne, albo odwrotnie, zaczną wchodzić jak woda.
-Także, jak to się mówi... sezon otwarty.- zaśmiał się krótko, po czym opadł plecami na miękkiej sofie, przyglądając się uważnie dziewczynie.
-Więc co masz mi do opowiedzenia o sobie droga Candice? - zapytał po chwili ciszy, mrużąc przepastne bursztyny.

Randolph Varmus - 2013-11-22, 22:19

Westchnął płytko, krzyżując ręce na piersi.
-Twój ulubiony kolor, ulubione danie, jak długo jeździsz konno, dlaczego tu przyjechałaś, ilu miałaś partnerów seksualnych, czy całowałaś się z kobietą i dlaczego tylko z trzema...- zaczął szybko wymieniać pytania przy okazji wykładając telefon, zapalniczkę oraz paczkę papierosów na stolik. Posłał jej lekki, bardzo frywolny uśmieszek, poprawił jedną ręką włosy, zaczesując je subtelnie do tyłu. Wyciągnął papierosa, szybkim ruchem go odpalił, zaciągając się potężnie.
-A więc... oczekuję odpowiedzi. - słuchając jej, popalając papierosa, nalał im po kolejnym kieliszku. Im więcej wódki tym cieplej, a oni troszkę zmarzli, więc rozgrzanie porządne im się przyda.

Randolph Varmus - 2013-11-22, 22:35

Widząc zapał dziewczyny uśmiechnął się unosząc lekko do góry brwi.
-Ależ oczywiście, jak Pani sobie tylko życzy.- po czym wychylił entuzjastycznie kieliszek, zapijając go małą ilością soku. O ból głowy rano się nie bał, sok porzeczkowy powinien załatwić sprawę i zmniejszyć odczuwanie jutrzejszy kac. Skrzywił się lekko po czym ponownie zaciągnął się papierosem, zwracając się do dziewczyny na chwilę profilem, strzepując z fajki popiół do szklanej popielniczki.
-Więc teraz czas na Twoje pytanie, słucham uważnie. - skierował prosto w jej oczy swoje ciepłe i przenikliwe spojrzenie, śmiało przyglądając się jej reakcją i zachowaniu.

Randolph Varmus - 2013-11-22, 22:51

Pokiwał głowa na jej pytania, zaciągając się powoli papierosem.
-W sumie siedzę tutaj chyba już pół roku, coś koło tego. Dosyć szybko ten czas zleciał. - odparł na pierwsze pytanie, po czym dopalił szybkimi machami do końca papierosa i zgasił go w popielniczce, zduszając go.
-Dosyć szybko wyjechałem z domu, pracowałem w różnych miejscach, objeździłem masę kursów związanych z NHM, JNBT, łapałem się w sumie czego tylko mogłem, żeby zarobić na bilet w kolejne miejsce. Spotkałem dużo bardzo pomocnych ludzi, którzy nauczyli mnie wielu przydatnych rzeczy. A po drugie człowiek też z czasem nabywa sam pewną wiedzę, z czystej praktyki już i obserwacji. - zakończył swój wywód, lekko obracając się w jej stronę, przyglądając się jej z prawdziwym stoickim spokojem. Tak jak mówiłam był bardzo zmiennym człowiekiem, ale mimo wszystko cały czas starał się zachować ów spokój, pewną równowagę. Był rozluźniony choć pewien siebie.
-A teraz kolej na Ciebie, młoda damo... - rzucił rolując usta w dzióbek, rozlewając po kieliszku. Czwarty - ponoć od czwartego zaczyna się język rozluźniać a nogi mięknąć.
-No to zdróweczko. - wychylił kieliszek i krzywiąc się, zaczął zadawać pytania, co wyglądało zapewne komicznie.
-Dlaczego właściwie tutaj przyjechałaś i czemu wybrałaś takie okropne miejsce jakim jest Anglia? - Rzucił zaraz to sięgając po wysoką szklankę z sokiem, zapijając gorzki smak wódy. Oparł łokieć na stola, na dłoni brodę i z uwagą wsłuchiwał się w słowa Cand, wyłączając inne dźwięki które wrzały aż w pubie.

Randolph Varmus - 2013-11-22, 23:32

Przysłuchiwał się jej dokładnie, każdemu jej słowu - widać spotkał podobną duszę. Taki sam motyw wyjazdu, w podobnym kierunku. Westchnął, mocniej zaciskając usta i przytakując jej. Już chciał otworzyć usta i coś powiedzieć, kiedy jego telefon zatańczył na blacie stołu. Najpierw sms. Serg. No tak, któż inny mógł to być. Po smsie bardzo szybko nastąpił telefon.
-Przepraszam Cię najmocniej. - odwrócił się do niej plecami, nie chciał wstawać, bo mógł się wywrócić, stół stał blisko, a wiadomo jak nogi po alkoholu miękną.
-Tak? Mhm, tak, słucham... Jak to... Bratem? No w sumie... w sumie tak, no nie, jasne, że tak, nie wątpię w to ani trochę, no z jednej matki, no tak...z ojca w sumie też. No w sumie znaczy tak. No wiem przecież... Tak, dobrze. Będę. Okej... Do widzenia. - podrapał się po szyi, po czym parsknął śmiechem, schował telefon, papierosy, zapalniczkę.
-Dziwne, doprawdy dziwne. - mruczał pod nosem, zapominając o pytaniach i odpowiedziach. Nalał po kieliszku. -No, chluśniem bo uśniem. - łyknął szybko nie zapijając, nie mają siły na to.
-Będę musiał się udać do szpitala. Także załatwię Ci kochana taryfę, odwiezie Cię miły pan kierowca pod dom, bo oczywiście ten skończony skurwysyn jak zawsze musiał coś odjebać... Ja narzekałem na baby, a naprawdę, macie się wy, kobiety bardziej przejebane. Jak można z nami tyle wytrzymać. Pełen podziw naprawdę... - w tej chwili beblał. Beblał i paplał, nie myśląc o niczym. Wstał, ubrał kurtkę.
-Przepraszam Cię Can... Spotkamy się pewnie jutro, i dokończymy picie. - Zabrał butelczynę ze sobą, poczekał aż dziewczyna się ubierze, wszystko było już zapłacone, także skierował się z nią na dół. Zadzwonił po taryfę. Jeszcze wielokrotnie ją przepraszał, trzymając wódkę w jednej ręce, będąc gotowym na łyknięcie jej na raz, może dwa. Nie zostało w sumie dużo. Będzie musiał zahaczyć o całodobowy... Kiedy taxi podjechała przytulił dziewczynę, obiecując, że jeszcze będzie wiele okazji, żeby się napruć do porzygu. Uśmiechnął się do niej, zapłacił taksówkarzowi, nie prosząc o resztę, jeżeli miejsce w którym mieszkała blondynka znajdowało się blisko. Pomachał jej kiedy odjeżdżała.
Zapiął kurtkę, odetchnął po czym odkorkował wódkę i wypił resztkę, może na 4-5 kieliszków na dwa łyki. Huknął kilka razy, wypuszczając powietrze z płuc. Zatrzepało nim porządnie ale to nic - ruszył w stronę szpitala.
/zt.

Sayen - 2013-12-01, 17:51

Wdrapała się nieudolnie po schodach, dogaszając niedopałek w naściennej popielniczce. Z nadzieją. Cichą. Tłamszoną w każdej sekundzie. Niechcianą. Smutki topione w alkoholu to widocznie jedna z najciekawszych alternatyw minionego wieczoru. Pchnęła drzwi bokiem ciała, przekraczając zrazu próg ze skwaszoną miną. Odór, jaki unosił się w powietrzu zawsze, ale to zawsze, dokuczał jej w pierwszych chwilach pobytu w pubie. Później, jak wiadomo, już nic nie było w stanie przeszkadzać.
Spokojnym krokiem ruszyła pomiędzy stolikami w kierunku baru. Zamaszystym ruchem okręciła stołkiem, po czym usadowiła wygodnie rozleniwione dupsko i oparła na blacie skrzyżowane ręce. Zaczęła z lubieżnością oblizywać wargi, wypatrując alkoholu na dzisiejszą noc. Mmm, co by tu tak...

Sara - 2013-12-01, 17:55

Chcąc się nieco rozerwać jej skromna osoba przybyła pod właśnie ten pub. Oczywiście, że zabawa zawsze jest lepsza z przyjaciółmi, albo chociaż znajomymi, jednak ona dziś po mieście kręciła się sama. Znudziło jej się już siedzenie w stajni, między końmi i ludźmi, który nie koniecznie zwracają na nią uwagę i nie koniecznie są chętni to rozmowy. Zmierzając do środka opatuliła się bardziej kurtką, naciągnęła rękawy na zmarznięte dłonie i głośno wypuściła powietrze z ust, które zamieniło się w obłoczek pary. Nieśpiesznym krokiem w końcu wdrapała się po schodach na górę i weszła do pubu. Rzuciła pobieżne spojrzenie na będących się tu lepiej, to gorzej ludzi. Od razu ogarnęło ją ciepło, to pewnie przez to, że na dworze było zimno, a tu zapewne cieplej. Usiadła przy barze, zdjęła ze swojego grzbietu kurtkę i zawiesiła ją na oparciu. Zaczęła rozglądać się po eksponowanych alkoholach. Zaraz też podszedł barman, zamówiła więc upatrzony wcześniej trunek i już po kilku minutach został jej podsunięty pod nos. Wygrzebała z kieszeni jakiś pieniążek i podała go mężczyźnie za ladą. Zebrała szklankę i pokierowała się do wygodniejszego stolika. Tam zaczęła powoli sączyć napój.
Sayen - 2013-12-01, 18:33

Skinęła na barmana po chwili zastanowienia, kładąc na ladę banknot. Ostatnimi czasy krucho było z finansami, ale na alkohol dziwnym trafem zawsze odrobina się znalazła. Mohito. Ooo, bogowie. Tego właśnie potrzebowała. Ukradkiem zerknęła na blondynkę. Niczego sobie, w sumie... Machnęła dłonią, jakby odganiając natrętnego owada. Cholerne myśli. Za głęboki nurt. Chwyciła szklankę z alkoholem, zrazu przykładając do ust. Przyjemne ciepło rozeszło się po ciele. W taką pogodę to jak miód na zranione serce. Obróciła się na stołku, wpatrując w ową blond kobietkę. Jakby ją skądś znała...
Sara - 2013-12-01, 18:48

Nie rozglądała się szczególnie po pomieszczeniu, od czasu do czasu zerkała na drzwi, to na barmana, a słysząc jakieś głośniejsze zachowanie u innych użytkowników pubu odwracała się w ich stronę i ukradkiem podglądała o co konkretnie chodzi. Biorąc pod uwagę to, iż trunku w jej szklance dużo nie było, szybko ją opróżniła, własnie w tej chwili jej wzrok posunął do baru, przy którym siedziała dziewczyna. Przez chwilę przyglądała się jej ukradkiem, nie chcąc zwracać na siebie jej, większej uwagi. W końcu jednak oparła jedną rękę o stół i wstała ociężale. Mruknęła coś pod nosem i zamaszystym ruchem zebrała naczynie, z którym podeszła do baru, po ponowne napełnienie. Dochodząc do blatu, oparła się na nim i dała barmanowi do zrozumienia, iż przyszła tu po kolejną porcję. Kątem oka zerknęła ponownie na Sayen, w końcu nabrała powietrza do puc i odezwała się doń. -Hej- Uśmiechnęła się jakby, niezbyt pewna czy aby na pewno ma to zrobić. Owszem, jej również wydawało się jakby znała dziewczynę.
Buk - 2013-12-01, 18:55

Sayen jest indianinem, indianini zawsze są rudzi, więc Sayen jest ruda.
Sara - 2013-12-01, 19:02

//myślałam że są czarni xd
Buk - 2013-12-01, 19:44

gówno prawda!
Sayen - 2013-12-01, 22:02

/ Boku, nic nie mówiąc... cholera, jestem ruda :lol:

W takimże razie płomiennowłose dziewczę chwyciło swoją szklankę z trunkiem i ruszyło w kierunku stoliku, przy którym zasiadła blondynka.
- No cześć, cześć i czooołem. - Wyszczerzyła zębiska w - o dziwo, zważając na fakt bycia nałogowym palaczem - śnieżnobiałym uśmiechu. - Sójka, ale my się chyba znamy, prawda? - Położyła naczynie z alkoholem na blacie, wyciągając zaraz dłoń do dziewczyny. Subtelny uścisk malutkiej dłoni.

Sara - 2013-12-02, 18:42

//Dobra, niech jest xd

Siadając wygodniej na krześle o mało nie wylała swojej zawartości szklanki, taką niezdarą trzeba się urodzić - to prawda. Widząc iż płomiennowłosa zasiada obok niej, w tym samym stoliku uśmiechnęła się lekko, więc dziś sama balować nie będzie. Pfi - balować, to się jeszcze okaże, bo może zakończy się na jednym kieliszku. Palaczem to może i Sara była, ale nie nałogowym, od czasu do czasu coś skubnęła, ale żeby cały czas - nie. -Saraa- Przeciągnęła nieco podając dziewczynie dłoń. -Możliwe- Oznajmiła zmieniając wyraz twarzy z poważniejszego, na bardziej przyjazny środowisku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group