Anonymous - 2013-09-16, 20:12 Co prawda szedł cały czas, ale był już tak znudzony tym marszem, że zaczął nawet delikatnie machać łbem na boki, co zapewne dziewczyna odczuła na wodzach. Nadal słuchał jej gadania, przecież kobiety wysłuchać trzeba, czyż nie? Na nadany mu sygnał, który zrozumiał od razu, bo był przecież nauczony, by wszystkie, chociażby najgorsze sygnały rozpoznawać, bo przecież dzieciaki czasami po prostu wala go tymi łydami, zamiast po prostu dobrze umiejscowić i docisnąć odpowiednio. Jak zwał tak zwał, po prostu ruszył kłusem, mocnym i wyrazistym, ale miękkim, bo kłus to on miał dobry, chociaż z punktu widzenia człowieka stojącego obok można zauważyć, że ledwo dotyka kopytami ziemi, bo już je zaraz unosi. Poruszał się żwawo, z pełna gracją i elegancją, mimo swojej rasy i masy ciała. Nie przeszkadzał mu jej dosiad, choć miło mu się zrobiło, gdy zaczęła anglezować wraz z jego ruchami, takie zgranie zawsze było dobre i dla jeźdźca i dla konia.Sayen - 2013-09-16, 21:20 Starania doszły do skutku - utrzymywała się dzielnie, nawet rękę miała nad wyraz spokojną. Wiadomo, jak dzieciaki traktują rekreantów lub nawet ci 'jakże wprawieni' sportowi jeźdźcy, którzy bez wypinaczy lub czarnej wodzy nic nie zdziałają, nie wspominając o ostrogach. Może chociaż teraz da mu chwilę wytchnienia. Zadowolona z faktu, że ogier tak chętnie współpracuje, nakierowała go na boczną ścieżkę przyozdobioną wyrastającymi konarami. Małe ćwiczenia jeszcze nikomu nie zaszkodziły, tak więc slalomem - stale w kłusie - wykręcała go pomiędzy drzewami, zwracając oczywiście uwagę na jego ograniczoną zwrotność. Łydkami starała się mu pomóc w skręcaniu, zmieniając ich ustawienie oraz dobierając odpowiedni nacisk. Po wyjechaniu znów na główną drogę, poklepała go po szyi i przytrzymała do stępa. Nie wiedziała, jaką kondycją dysponuje śnieżek, toteż wolała nie ryzykować na pierwszy raz. Oczywiście nie mogło się obejść bez smakołyka, którego z grzbietu podała Rock'owi. Przy niej nie da się jednak nie nabrać masy
- Jak tam, malutki? Nadal chętny do biegania? - spytała, odprężając się chwilowo na jego miękkim grzbiecie.Rainiella - 2013-09-18, 21:18 Rainiella wsiadła na Welt'a przed stajnią, uprzednio zakładając toczek. Miała ochotę na długi teren, dzięki któremu zapomni o całym tym szarym świecie. Miała być tylko ona, Gwiazdor i wiatr we włosach.
Poprawiła się już w siodle, chwytając delikatnie wodze i dostosowując je do pyszczka ogierka. Włożyła nogi w strzemiona, przykładając delikatnie nogę do boków konia. Dała mu delikatny sygnał do ruszenia stępem, zbierając go na kontakt. Cały czas pilnowała, by ten nie wyrwał się jej od razu do jakiegoś wyższego chodu. Jego każde działanie w tą stronę blokowała biodrami i intensywną pracą dłońmi.
Po paru minutach wjechali na główny szlak, prowadzący przez sam środek lasu. Wciągnęła świeże powietrze i dała karusowi znak do kłusa, zaczynając delikatnie anglezować. Pilnowała spokojnego i miarowego tempa, przy okazji dając Welstar'owi pewien luz w pysku, by on również czerpał z tego terenu trochę przyjemności.Weltstar - 2013-09-18, 21:29 Kiedy dziewczyna wsiadła na ogiera, ten po uzyskaniu sygnału ruszył stępem tam, gdzie sobie życzyła. Nie rolował się, nie uciekał poza kontakt, nie bił w niego. Częściowo czuł się bezpiecznie, pewniej. Czuł, że ten wyjazd pozwoli mu na restart całkowity jaki może zajść w końskim łbie, tej galarecie zwanej mózgiem, która jest odpowiedzialna za wszystko, a dotychczas gotuje się i za niedługo wyparuje.
Aktywnie, swobodnie wkroczył w ścieżkę, gdzie w drodze do tego miejsca mięśnie odbyły rozgrzewkę. Rozwarł szeroko nozdrza, naraz płynnie przechodząc do wyższego chodu. Luźno, efektownym kłusem ruszył przed siebie. Nieco wydłużył się ramą, szczególnie w okolicy bukietu, Omiótł bystrym spojrzeniem okolicę, natomiast jedno z czarnych uszu skierował w stronę Rain. Co mi powiesz ?Rainiella - 2013-09-18, 21:38 Poklepała go obficie po szyjsku, gdy wszelkie sygnały odebrał ze spokojem i nie próbował szaleć. Tego właśnie od niego oczekiwała- jakiegoś spokojnego terenu, dzięki któremu obydwoje przypomną sobie podstawy dobrej współpracy w takowym sporcie. W pewnym sensie dla tej dwójki był to przełomowy teren. Obydwoje zaczynali w swoim życiu coś nowego, coś innego. Obydwoje mogli obiecywać sobie, iż już nigdy nie powrócą do przeszłości, choć ta jak zwykle pewnie będzie zawracała, irytującym kołem.
Rainiella uśmiechała się pod nosem, starając dopasować swoje ciało z chodem karego. Próbowała stworzyć z nim jedność i jak najdelikatniej wybijać się z siodła, by nie uderzać go za mocno w grzbiet. Poczęła bawić się nieco wodzami, zmuszając Welt'a do rozruszania pyszczka. Powoli, bardzo powoli, brała go na coraz to większy kontakt, przy okazji dając mu swobodę do wyciągnięcia głowy w dół, gdy tego potrzebował.
Kłusowali sobie w tym samym tempie, mijając kolejne drzewa, podziwiając już nieco bledsze liście, które poczynały ścielić się na drodze. Dziewczyna na moment zamknęła oczy- wsłuchała się w stukot kopyt swojego partnera i jego równomierny oddech. Widząc uszko skierowane w jej stronę, zaśmiała się cicho, oblizując suche wargi.
-Doobry koń. Dobry, grzeczny koń.- Rzuciła do niego beztrosko, klepiąc go raz jeszcze.
Parę kroków w dość powolnym kłusie, a następnie delikatne przyspieszenie. Rain zastygła w półsiadzie, nieco oddając wodze towarzyszowi.Weltstar - 2013-09-18, 21:52 Obniżył pysk niżej gdzie na zgiętej potylicy szyja wygięła się w delikatny łuk. Wsadził mocniej zad pod kłodę, było mu tak wygodniej i wówczas wykonywał więcej pracy. Całkowicie rozszerzył ramę, cały luźny, grzbiet sprawiał wrażenie, że 'faluje' mięciutko, a kłab stał się najwyższym punktem. Wyrzucał przednie kończyny efektownie, lekko, za każdym razem na moment lekko zawieszajac w powietrzu. Przy czym przy każdym kroku uważnie skupiał się na trasie by z tego superhiperekstra nie pogubić gir na kamyku i jebnąc na pysk wraz z jeźdźcem u góry.
Co rusz parskał, a podczas słów i gładzenia po szyi przegryzał namiętniej wędzidło, które do tej pory chwilami krnabrnie maltretował.
Kiedy przyśpieszyli subtelnie zagalopował, gdzie w pierwszej fuli naraz wyrzucił przednie kończyny, wkrótce tuż po dojściu grzbietu podbił zadnimi. Stworzyło to tak zwany koci grzbiet, acz na tyle elastyczny i delikatny, by dziewczyna poczuła lekkie turbulencje w ciasnych sekundach.Rainiella - 2013-09-18, 22:41 Właśnie w tej chwili wracał stary, dobry Welt, który podczas pracy dawał z siebie wszystko. Rainielli bardzo brakowało obecności karego konia. Z każdym kolejnym dniem w pracy coraz to bardziej irytująca była myśl, co się z jej pupilem dzieje. Ostatnio,gdy była w stajni, Welstar miał innego właściciela. Bodajże jakiegoś mężczyznę, którego niezbyt kojarzyła. Mniejsza o to.
Czuła, jak chód konia coraz to bardziej się poprawia. O to właśnie jej chodziło- by Gwiazdor zabrał się do pracy. Może nie takiej porządnej, jak na prawdziwym treningu, ale jednak coś tam od siebie dał.
Ułożyła swoją klatkę piersiową na szyi konia, omijając gałęzie, które chyba pragnęły, by zdzielić ją w twarz. Welstar musiał uważać na kamienie, a Rain na irytujące badyle, wyrastające z każdej strony. Nieco się zachwiała przy przejściu konia do galopu. Ot, nie była na to przygotowana, więc zarzuciło ją pierw do przodu, a potem do tyłu. Szybko się poprawiła, dając Welt'owi do zrozumienia, że jeszcze nie czas na galop. Jedna mała półparada, napięcie pośladków i przyczepienie ich mocno do siodła, dało znać, iż należy przejść do stępa. Gdy już zwolnili, Rain złapała wodze w prawą dłoń, nie tracąc z pyskiem konia kontaktu. Drugą rękę ułożyła wygodnie na udzie, prostując wszystkie palce. Przed nimi poczęła rozlewać się dość obszerna polana, przez którą śmiało można było zagalopować. Przesunięcie jednej nogi za popręg, a następnie przyciśnięcie łydki dało Welt'owi do zrozumienia, iż należy przejść do szybszego chodu. W zasadzie nie trzymała go w równym, spokojnym tempie. Wraz z ruchem ręki, z każdym kolejnym krokiem, stopniowo wypuszczała go spod siebie, przechylając się do przodu i szykując na cwał.Weltstar - 2013-09-18, 23:06 Miał zakodowane dawanie z siebie. Jedynie dawkował czy było to 100% czy też 200%. Dodatkowo 'wyposażyli' ogiera w 'nie chciej nic w zamian'. I nie mowa tu o tym, że każdy jeden dbał bardzo o niego, a oto, że mentalnie nikt nie czuł nic do tego konia, a raczej nie dawał mu podstaw by tak myślał. Z resztą, z czym właśnie się pogodził. Profesjonalizm i perfekcjonizm władały karym. Po prostu ostatnio wkradło się coś nieporzadanego, co wcześniej nie miało miejsca.
Płynnie zwolnił, gdzie szybko unormował oddech. Posłał długie spojrzenie polanie przed nim, obił ogonem z obydwu stron zadu, naraz przez moment przywarł mordę do piesi i zagalopował. Wpierw aktywnie, acz bez pędu, stopniowo uniósł pysk, nieco wypuścił go do przodu, aby wnet rozgalopować się na dobre. Obszerna, duża fula, wspierana była przez potężny zad, natomiast przednie kończyny z wysoka akcja uderzały o podłoże coraz mocniej wyrzucane w przód. Rozwarł szeroko nozdrza, schował uszy w grzywie i jakoby odpłynał gdzieś daleko myślami, z każdym przywarciem i oderwaniem się od ziemi łapiąc prędkość.Rainiella - 2013-09-19, 17:34 Koń idealny- możnaby rzec. Szkoda tylko, że nie należał do Rain. Jedyną pozytywną wiadomością tego dnia było to, iż właścicielka, niejaka Adele, której nawet nie znała z widzenia, pozwoliła klubowiczom z Orchard Stable na treningi. Raz na jakiś czas ciemnowłosa z pewnością będzie zaglądała do boksu Welt'a i podrzucała mu marchewki.
Dłoń delikatnie podążała za ruchem konia, a uda i łydki solidnie pilnowały całego tułowia, coby nie zsunął się z umięśnionego grzbietu karego. Welstar dostał w tej chwili całkowicie luźne wodze, by mógł wyciągnąć swój pyszczek jak najdalej tylko chciał. Mimo wszystko dziewczyna pilnowała go z dosiadu, a w razie jakichkolwiek problemów, od razu ściągała pomoce palcami, wysyłając do jego pyszczka krótkie, aczkolwiek wyraźne sygnały, iż należy dostosować się do jej poleceń i nie szaleć.
Czuła wiatr we włosach, całkowicie zatracając się w szybkim galopie. Tętent kopyt towarzysza motywował ją do kontynuowania podróży, którą chciała zakończyć wyjątkowo- bowiem miała zamiar przejechać przez ową dużą polanę, a następnie cofnąć się całkowicie naokoło. O ile pamięć jej nie myli, w drodze powrotnej zawsze było parę leżących, potężnych gałęzi, przez które można było poskakać.
Wraz z końcem polany, zbierała go powoli w czarnym pyszczku, dając mu wszelkimi pomocami do zrozumienia, iż dziki cwał dobiegł końca. Usiadła w pełnym siadzie, odchylając plecy nieco do tyłu i płynnie przechodząc do kłusa, a następnie stępa. Jeżeli ogier wykonał polecenia bezbłędnie, pochwaliła go słownie oraz poklepała po szyjce.
Wjechali teraz w dość wąską dróżkę, z której zboczyli na prawo,żeby Welt mógł zaraz trochę polatać.Weltstar - 2013-09-19, 18:47 Oddychał coraz szybciej, gdzie każdy wdech stawał się zachłanniejszy. Miał ukrwione, szeroko rozwarte nozdrza, a na ciele powyskakiwały żyłki. Na szyi oraz nieco pod czaprakiem i w okolicach słabizny pociemniał za sprawa cienkiej warstwy potu.
Mocniej wyrzucał przednie kończyny i mocniej, aż nadszedł czas przejścia w niższe chody gdzie nie polemizował. Grzecznie przeszedł do kłusa z niego do stępa.
Stopniowo łapał oddech, będąc tak luźnym jak dumka z majtek. Przekraczał ślad o kilka kopyt, choć niespecjalnie rozszerzał wykrok, a kroczył normalnym stępem. Skręcił na prawo gdzie postawił uszy na sztorc, bystrym ślipiem mierząc to, co było przed nimi.Rainiella - 2013-09-19, 20:22 Powolutku, aczkolwiek intensywnie, zbliżali się do końca leśnej drogi, która prowadziła w stronę stajni. Rainiella zwracała na Welstar'a szczególną uwagę, gdyż wiedziała, że konie, które poczują, iż są jedynie chwilę od domu, stają się niezwykle nabuzowane.
Po kilku dość długich minutach przerwy w stępie, dała mu znak do kłusa. Około dziesięć kroków od nich znajdowała się pierwsza przeszkoda. Precyzyjnie odmierzając odległość od kłody, dała Welt'owi znak do skoku, unosząc swe ciało w delikatnym półsiadzie i oddając mu w powietrzu wodze. Zapewne miękkie lądowanie, którego się po karusie spodziewała, i automatyczny sygnał do galopu. Nie pędzili już jednak jak na złamanie karku- miała to być sama elegancka kwintesencja ostatnich minut wspólnie spędzonych w terenie. Kolejne dwie powalone gałęzie pokonali w podobny sposób. Rain wyjątkowo pilnowała karusa przy samym najeździe, dając mu wyraźny sygnał w dobrym według niej miejscu przed przeszkodą.
Gdy amazonka ujrzała znajome zarysy Orchard Stable, zwolniła konia do najniższego chodu, klepiąc go po szyjce z każdej strony. Spisał się bardzo dzielnie! <3
Zatrzymała ogiera dosiadem i wyjęła nogi ze strzemion, by zeskoczyć z jego grzbietu, delikatnie lądując na ziemi. Hm, bacik w ogóle jej się nie przydał. W sumie... Mogła go nie brać. Był tylko niepotrzebnym balastem. Pochwaliła Gwiazdora raz jeszcze i chwyciła pewnie wodze, zdejmując je z szyi smolistego. Ruszyli spokojnym krokiem w stronę stajni, wkraczając już na rozlany beton.
zt.Weltstar - 2013-09-19, 20:34 Właśnie po tych kilku minutach płynnie zakłusował, gdy otrzymał do tego sygnały. Skupił się nad tym, co stało przed nim, gdzie na dwie fule przed zagalopował. Dynamicznie odbił się z zadnich nóg ponad konar, gdzie zabaskilował, przyłożył przednie kończyny do łba, a także syto poprawił zadem. Jak najbardziej technicznie, skokowo niźli urodzony wkkw'ista. Rangę oczywiście dzierżył, ale nie z uwagi na predyspozycje do wszechstronnego konkursu konia wierzchowego, a do skoków i ujeżdżenia.
Tudzież do następnych 'przeszkód' w optymalnych odbiciach pewnie odbijał się i jak najbardziej stylowo z zapasem przelatywał nad.
Wkrótce po skokach zwolnił do niższego chodu, aż w końcu przyszło się karemu koniowi zatrzymać. Pochwalony zatrzepał pyskiem na boki.
Później przyszło mu jedynie ruszyć za nią w kierunku stajni. <3 /ztSayen - 2013-09-22, 16:44 Widziała, że Rock był już wystarczająco zmęczony, toteż zabrała go do stajni, po uprzednim występowaniu.
/ztEmily - 2013-10-08, 21:08 Więc w dziwaczny sposób Ariana i Emily znalazły się właśnie w tym miejscu. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, poza tym że szatynce wydawało się, że szlak jest w całkowicie odwrotnym kierunku. Ale pomińmy tą kwestię. Może się nie zgubią.
Prowadziła klacz po szlaku ( a przynajmniej miała taki zamiar ). W razie wypadku, jej dosiad pozostał czujny. Różnie to bywało w terenie. To sobie sarenka wyskoczy, to ptaszek podleci. Albo jakaś lama opluje, bo zabrakło beretów w sklepie. Tego typu przypadki prowadziły do rychłej śmierci. Em wolała więc uważać. Wodze trzymała na wyższym kontakcie, podpierając wszystko łydką i pracując swobodnie biodrami. Dała klaczy sygnał do zakrętu. Tą drogę miała już tak wyklepaną, że wizja jazdy po niej wydawała jej się nudna. Więc po zboczeniu z trasy, hanowerka dostała sygnał do zakłusowania.Ariana - 2013-10-08, 21:49 Szła dość spokojnie lecz kopyta ją świerzbiły do jakieś szybszej jazdy. Nie często wybierała się w tereny więc co rusz słysząc jakiś odmienny dźwięk stawiała uszy na baczność. Jej krok był dumny i pełny ekscytacji. Ślepia uważnie śledziły okolicę a uszy wyłapywały każdy najcichszy dźwięk. Świstała od czasu do czasu czarnym ogonem albo delikatnie zarzucała łepetyną. Czując sygnał do przejścia w kłus bez dłuższego zastanawiania się przeszła we wdzięczny chód. Tak strasznie lekko się jej szło. Jak nigdy! I tu zaczęły narastać problemy - nie duże, maciupkie. Klacz poczuła zbyt dużo wolności, to też zaczęła lekko się szarpać, nie na tyle mocno żeby nie szło nad nią zapanować ale te wyskoki były wyczuwalne. Ze spokojnego kłusa, przeszła do nabuzowanego energią. Dało się wyczuć to pod swoimi czterema literami. Niespokojne lecz ciche parsknięcia dawały znać o nadwyżce energii, niespożytkowanej energii którą trzeba było gdzieś wyszaleć. Starała się jakoś ogarnąć emocje ale to nie lada wyzwanie! Chyba każdy by szalał gdyby wyszedł z zamknięcia na otwarty teren, bez ogrodzeń i ścian.