To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Tor crossowy

Jim Beam Rye - 2016-03-29, 18:00

Przybycie Scotta odciągnęło moją uwagę od otoczenia. To na niego przeniosłem wzrok, chwilowo całkowicie zapominając o świecie, który nas otaczał. Głównie dlatego, że dosiadająca mnie amazonka zajęła się rozmową z trenerem, o mnie jakby zapominając. Przynajmniej częściowo, bo wciąż czułem aktywne działanie jej dosiadu i kontakt z pyskiem, co trzymało mnie w ryzach.
Wkrótce wróciliśmy do treningu. Od razu poczułem różnicę i gwałtownie wróciłem na ziemię, przez chwilę zdradzając swoim zachowaniem krótkie spięcie. Wolno odpowiadałem na starania Emily, będąc zwyczajnie niezainteresowanym jakąkolwiek pracą. Z czasem jednak musiały odnieść oczekiwany efekt. Narzucając mi wykonywanie poszczególnych poleceń, zmuszała mnie do skupienia się na niej, a nie na otoczeniu. Przynajmniej jeżeli nie chciałem nadziać się nieprzyjemnie na wędzidło lub spotkać się z podobną karą, choć przecież niezamierzoną. Dlatego też po kilku powtórzeniach zacząłem bardziej słuchać, niestety w kłusie rozbudzając się na nowo. Szedłem bardzo energicznie, z uniesionym łbem, furkocząc chrapami. Na woltach natomiast pozostawałem sztywny, nie reagowałem na nic - dopiero zdecydowane zatrzymania i chwile nieruchomości sprawiły, że oprzytomniałem. Szybko zrozumiałem, że lecąc na złamanie karku niczego nie osiągnę, więc zacząłem kłusować spokojniej, myśląc już w dużej mierze tylko o Emily. O ile nie spięła się przez poprzednie niepowodzenia, nawet zacząłem się lekko giąć na kole i schodzić łbem do dołu, szukać oparcia na wędzidle.

Scott Williams - 2016-04-03, 17:38

Przyglądając się uważnie parze, wychwytywał najdrobniejsze błędy, umożliwiając Emily dokonanie korekty we właściwym momencie. Podpowiadał jej, kiedy i gdzie powinna przypilnować ogiera, tudzież skorygować jego postawę. Zauważył też mimowolne napięcie zawodniczki, stąd wyszedł z propozycją pewnego ćwiczenia.
- Odstaw łokcie, jakbyś chciała zrobić "kaczuszki" i potrząś nimi energicznie - nawet jednorazowy ruch tego rodzaju sprawiał, iż napięte mięśnie oraz stawy wyraźnie się rozluźniały. Emily mogła tego nie czuć, ale Scott widział to chociażby po tym, jak koń z rezerwą podchodził do jej ręki. - Szybciej, śmiało - zachęcił ją; owy ruch miał trwać zaledwie kilka sekund, po których ręce miały wrócić do pierwotnego ustawienia, aczkolwiek już rozluźnione, przyjazne dla konia.
Kolejne minuty poświęcił na pracę w kłusie, radząc ograniczenie jazdy na wprost na rzecz częstych wolt oraz zmian kierunków, podczas których zadaniem Emily było dodanie w kłusie. Od czasu do czasu przypominał jej o rozluźnieniu, dokonywał drobnych korekt jej postawy. Kiedy ogier nabrał pewności, a para złapała nić porozumienia, poprosił o przejście do stępa.
- Spróbuj pojechać teraz łopatkę do wewnątrz. Dosłownie parę kroków na obie strony - poprosił, tutaj też przykładając sporą wagę do poprawności wykonywanego ćwiczenia. Jeżeli Jim się dobrze spisał, dostał chwilę wolnego z polecenia Scotta. Następnie kazał bereiterce ponownie zebrać wodze, zakłusować i zagalopować, w tym chodzie także stawiając przede wszystkim na rozluźnienie - dużo jazdy po kołach, przejść.

Nicol Illas - 2016-04-03, 18:17

El Dorado napisał/a:
[...]


Na szczęście, kary był wprawionym sportowcem i nie miał większych problemów z skokami, czy to nawet jak teraz z crossem. Drobne potknięcia w końcu zdarzają się każdemu, nie bądźmy już tacy drobiazgowi. Nie zapominała krótko, słownie, chwalić ogiera za dobry skok, co by miał z crossem dobre wspomnienia. Siódemka w ogóle należała do nietypowych przeszkód, dziwnych nawet jak dla kobiety. Przygotowywała go na nią wysyłając półparady, tak by ogier pozostawał skupiony na tym co ma robić. Mocniejszy dosiad, sugerujący tym samym mocniejszy zad, dojechanie do przeszkody, łydka, półsiad i oddanie wodzy. Ósemka na ich szczęście w nieszczęściu, była łudząco podobna do jedynki. Więc miała tym samym nadzieje, że obejdzie się bez większych problemów. Najazd oraz odesłanie karosza w fazę skoku, lądowanie i spokojny galop do dziewiątki.

Emily Wayland - 2016-04-15, 18:24

Rzeczywiście stres ciągle nie ustępował, sprawiając, że ciało dwudziestolatki było nienaturalnie sztywne, więc spostrzeżenia trenera okazały się trafne, podobnie jak i jego pomysł na zwalczenie tego problemu. Dlatego też nie zawahała się przed takim sposobem rozluźnienia, odsuwając łokcie od boków i energicznie nimi potrząsając. Wręcz czuła, jak jej wątłe ciało rozluźnia się pod wpływem tego drobnego gestu. Uradowana tym szczegółem, ponownie przyłożyła łokcie do siebie, już teraz odczuwając różnicę. Wywarło to wpływ na jej pracę z Jimem, któremu to poświęciła całą swoją uwagę, tylko momentami wysłuchując porad Scotta.
W kłusie nie pozwalała ogierowi pędzić zanadto, utrzymując go w swoim, pośrednim tempie. Spodziewała się tego, że może go nosić energia, ale tą zaraz miał spożytkować na trasie, bo w końcu po to tutaj przyszli. Nie chciała go przemęczać, ale zakończyć ten trening pozytywnym akcentem. Zaczęła zwiększać ilość figur, zajmując głowę gniadosza coraz to nowszymi ćwiczeniami, z początku oczywiście na tym niższym poziomie, z czasem utrudniając i przykładać większą wagę do odpowiedniego wygięcia konia na wszelkiego rodzaju kołach, serpentynach i wężykach. Działała głównie dosiadem, oferując oldenburgowi solidne oparcie w łydkach i jednocześnie zachęcając go do odpuszczenia w potylicy. Niejednokrotnie zmieniała kierunek jazdy, a na przekątnych według zaleceń prosiła o dodanie, pilnując, aby zachować takt i tempo. Zbliżając się do końca przekątnej, zaczęła go stopniowo skracać, by za przekątną finalnie wrócić w kłus pośredni.
Poproszona o to, zablokowała miednicę i zwolniła Jima do stępa, pozwalając mu chwilę odsapnąć. Sama w tym czasie uważnie wysłuchała trenera, w międzyczasie delikatnie klepiąc ogiera po łopatce. Jego odpoczynek nie trwał długo - po otrzymaniu poleceń przeszła do działania, ustawiając się odpowiednio do kolejnego ćwiczenia. Przesunęła swoją zewnętrzną kość kulszową do przodu, wewnętrzną pozostawiając na miejscu. Natomiast wewnętrzną łydką aktywnie działała przy popręgu, zewnętrzną nieustannie pilnowała ustawienia zadu. Przykładała uwagę nie tylko do postawy ogiera, ale również swojej - pilnowała się, aby nie krzywić się w biodrach i ramionach oraz tego, by działać dosiadem i łydkami, a nie wodzą tak, jak to kiedyś miała w nawyku. Zaledwie po paru udanych krokach pochwaliła gniadosza, bez zbędnego odwlekania powtarzając wszystko na drugą stronę.
Po kilku minutach stępa na dłuższej wodzy, choć dalej na kontakcie, ostatni raz poklepała konia, by następnie przyspieszyć. Idąc przez kłus, pozostali w galopie, w którym to wykręcała wszelkiego rodzaju koła i zmiany kierunku - przy tym drugim nie zapominając o zmianie nogi, którą wykonywała w zależności od zaawansowania dwunastolatka przez kłus lub lotną. Także dołączyła wiele różnorodnych przejść, sprawdzając skupienie zwierzęcia i ewentualnymi półparadami starając się zainteresować go swoją osobą.

Jim Beam Rye - 2016-04-16, 14:25

Odczułem natychmiastową zmianę w związku z rozluźnieniem, które spłynęło na Emily. Momentalnie noszenie jej na swoim grzbiecie stało się wygodniejsze, dzięki czemu wreszcie (!) przyszedłem jej do ręki, stabilnie i równo opierając się na obu wodzach, czemu towarzyszyło zaokrąglenie szyi w potylicy. Szedłem lekko i rytmicznie, słuchając tego, co amazonka miała mi do przekazania. W miarę rosnącej ilości wymagań, coraz mocniej skupiałem się na treningu, a nie na tym, co nas otaczało. Dzięki na bieżąco korygowanym błędom, robiłem postępy coraz szybciej; już po paru minutach jazdy po łukach, w trakcie której Emily nie zapominała o swoim rozluźnieniu oraz prostowaniu mnie po poszczególnych ćwiczeniach, zacząłem zauważalnie mocniej pchać się zadem, co wreszcie ukazało bardzo pożądany uphill. Przede wszystkim w ujeżdżeniu, ale czy teraz właśnie nie tym się zajmowaliśmy? Cała moja górna linia była przyjemnie zaokrąglona, wskazując na to, że pracowałem nie tylko zadem, ale również grzbietem, który sprężynując zapewniał swobodny przepływ energii. Dodając w kłusie na przekątnych, wyraźnie poszerzałem ramy, nie wypadając z ustawienia - zmieniało się tylko o tyle, że lekko obniżałem szyję i wysuwałem nos do przodu. Do poprzedniego tempa wracałem natomiast bez walki.
Wreszcie nadeszła chwila odpoczynku, z której wdzięcznie skorzystałem, przechodząc do stępa i z głośnym parsknięciem opuściłem nieco łeb, całkowicie prostując umięśnioną szyję. Odsapnąwszy, z powrotem zabrałem się do pracy, tym razem wykonując parę kroków łopatki. Było to o tyle trudne, że nie mieliśmy żadnej bandy, wzdłuż której byłoby o wiele prościej wykonywać owe ćwiczenie. Niemniej poprawnie odpowiedziałem na pomoce amazonki, nie wypadając w trakcie z ustawienia, ani nie tracąc rytmu. Po paru krokach wyprostowałem się, by zaraz ponowić ćwiczenie, tym razem w drugą stronę. Czułem się już dostatecznie giętki i rozgrzany, aby skakać, dlatego też ciekawskim spojrzeniem omiotłem Scotta zupełnie tak, jakbym rozumiał, że to od niego wszystko zależało. Niemniej po chwili stępa ponownie zakłusowałem, by następnie zagalopować. Nie próbowałem pędzić, od początku trzymałem równe tempo, chętnie współpracując z Emily. Dosyć głęboko wkraczałem zadem pod kłodę, tym samym pozostawiając swobodę łopatkom. Jeżeli chodzi o zmiany kierunków, lotne potrafiłem, ale wymagały one dopracowania - nieco wypadałem na nich z rytmu, toteż lepszym pomysłem okazała się zmiana nogi przez kłus. Jako, że byłem już skupiony tylko i wyłącznie na pracy, żywo reagowałem na poszczególne polecenia, bez opóźnień wykonując przejścia.

Scott Williams - 2016-04-16, 14:58

Widząc, że jego rady zaczęły przynosić efekty, uśmiechnął się z zadowoleniem. Nie omieszkał się podzielić nim ze swoją podopieczną, której to udzielił pochwały. Nawet jeśli onieśmielił tym chwilowo Emily, to jednak w drugiej kolejności powinno ją to zmotywować do dalszej pracy. Wraz z rosnącym porozumieniem między koniem, a jeźdźcem, Scott miał coraz mniej do dodania; po prostu uważnie się im przyglądał, czasem tylko wtrącając drobne uwagi.
Uznawszy, że para dostatecznie się rozgrzała, poprosił o przejście do kłusa - koń miał jednak pozostać w ustawieniu, jako że Scott nie przewidział dla niego przerwy na odpoczynek w tym momencie.
- Przejdziemy teraz do skoków. Możesz skrócić sobie trochę strzemiona - zasugerował, zaraz podając Emily kamizelkę, którą załóżmy, że przyniosła ze sobą by założyć dopiero po rozgrzewce (chyba, że od początku w niej jeździła, to zignoruj). - Pierw rozgalopuj go mocno do przodu, w półsiadzie. Kiedy Ci powiem, najedziesz na kłodę - wskazał Emily przeszkodę, o której mówił. - Pamiętaj, że to nie parkur. Tempo ma być mocne, a Ty musisz być bardzo pewna tego, że chcesz pokonać przeszkodę - Niejako ją ostrzegł, zaraz prosząc o ruszenie galopem.
Z czasem wskazał jej też inne kłody, jedne "lżejsze", drugie masywniejsze. Między nimi nie miała jednak zwalniać, cały czas miała galopować, od przeszkody do przeszkody. Gdyby miał poważniejsze zastrzeżenia, dopiero wtedy prosił o zwolnienie do kłusa, aby mógł podpowiedzieć to i owo. Póki co jednak obserwował jak Emily i Jim sobie radzą, czy bereiterka radzi sobie ze skokami z szybkiego galopu, czy potrafi zmusić konia by nie spłaszczał przesadnie kroku...

Emily Wayland - 2016-04-16, 23:29

Nie tylko jego cieszył fakt, że współpraca z Jimmem rzeczywiście w końcu zaczynała przypominać współpracę. Nie zareagowała na pochwałę nawet delikatnym uniesieniem kącików, choć nie udawała, że jej nie słyszała. Po prostu unikanie kontaktów z ludźmi sprawiło, że nie potrafiła zachowywać się naturalnie. Wracając do meritum, wraz z prośbą Scotta zwolniła do kłusa, jednocześnie pozostając w wcześniej wyrobionym ustawieniu. Ze względu na to, że na torze crossowym nie pojawiła się bez powodu, a także całkowicie nie znała ogiera, postanowiła ubrać kamizelkę tuż przed wyjechaniem ze stajni. Teraz pozostało jej tylko skrócić strzemiona i czekać na dalsze polecenia, w tym samym czasie krążąc z Rye'm po wyznaczonym do rozprężenia kawałku terenu. Akurat w skokach czuła się najpewniej, podobnie jak w crossie, dlatego cieszyła się na ten trening. Wysłuchawszy trenera, na narożniku zagalopowała i od razu narzuciła swoje, mocne tempo, samej przechodząc w lekki półsiad mający na celu odciążenie końskiego grzbietu. Niestety, nie znała możliwości oldenburga i była świadoma tego, że może po nim spodziewać się wszystkiego.
Otrzymawszy takowy sygnał, skierowała się w stronę wybranej przeszkody, którą wcześniej namierzyła wzrokiem. Zdeterminowana i pewna siebie zamknęła ogiera w pomocach, aby po prostej linii zaatakować kłodę. Nie była wyjątkowo trudna, ale dalej nie podchodziła do niej lekceważąco. Dopilnowała równego najazdu na środek przeszkody i pomogła mu w ocenie miejsca do wybicia, które zaakcentowała mocniejszym ściśnięciem jego boków. Jej reakcja na oderwanie się od ziemi była natychmiastowa, bez opóźnienia oddała mu wodze i przeszła w półsiad, mocno trzymając się siodła, bo, co jak co, ale przy pierwszym skoku gryźć piachu jeszcze nie chciała :lol: . Jak mniemam skok zakończył się pomyślnie, co jeszcze bardziej ucieszyło dwudziestolatkę. Nie pozwalając gniademu zwolnić, ruszyła w stronę kolejnej przeszkody, która wyglądem nie była już tak przyjazna. Mimo to sposób jej zachowania i przygotowania do skoku się nie zmienił. W najeździe lekko ściągnęła łopatki, nie pozwalając sobie na jakiekolwiek wątpliwości. Jeśli jednak takowe przyuważyła u Jima, wspomogła się batem, oczywiście robiąc to delikatnie, by tylko oprzytomnić zwierzę i zmotywować je do pokonania kłody. Tradycyjnie podążyła za nim ciałem, elastycznie oddając rękę w celu uniknięcia pociągnięcia ogiera za pysk. Po wylądowaniu od razu pozostała w półsiadzie, na krótki moment oglądając się na trenera, by następnie zapewne skierować się w stronę trzeciej przeszkody.

Jim Beam Rye - 2016-04-21, 18:45

Przeszedłem do kłusa nie wypadając z wypracowanego ustawienia. Cierpliwie poczekałem, aż Emily skróci strzemiona, po czym kontynuowałem stęp, poruszając się równie chętnie co przedtem. Zdawałem się oczekiwać kontynuacji treningu, stąd na pomoce do zagalopowania odpowiedziałem od razu, ze stępa przechodząc do galopu. Zacząłem wolno, ale szybko zorientowałem się, że Emily prosi mnie o szybszy galop. Stąd też efektownie poszerzyłem ramy galopu, kryjąc o wiele więcej terenu niż dotychczas. Wiedząc, że owe dodanie wiązało się ze zbliżającymi się skokami, czułem rosnące podekscytowanie. Galopowałem śmiało, mając nastawione do przodu uszy. Wreszcie skierowaliśmy się na pierwszą z przeszkód, jaką była kłoda. Zamknięty w pomocach szedłem na wprost przeszkody, nieco wyżej podrywając przody i tym samym przenosząc ciężar ciała na zad. W odpowiedzi na ściśnięcie łydkami, odbiłem się prężnie od ziemi, oddając skok. W trakcie lotu nie zapomniałem podciągnąć kończyn do góry; zanurkowałem też lekko nosem w dół, przez co skok wypadł stosunkowo okrągły, mimo mocnego tempa galopu. Jako że rozpierała mnie energia, po wylądowaniu podbiłem lekko zadem, wyrażając tym samym swój entuzjazm. Dalej kontynuowałem żywy galop do następnej przeszkody, której wyglądał nie odstraszał mnie. Należałem do płochliwych koni, ale akurat przeszkody nie wliczały się w "spis" rzeczy, których się bałem. Wręcz przeciwnie, zawsze szedłem na nie bardzo odważnie i tak też było tego razu. Nie wyrywałem się jednak do przeszkody, zamiast tego dostosowywałem się do oczekiwań amazonki. Udało nam się dobrze wymierzyć odległość do przeszkody, dlatego odbiłem się spod niej harmonijnie, nie musząc dorabiać foule ani wykonywać innych manewrów. Skoczyłem na tyle ekonomicznie, aby Emily nie miała problemu z nadążeniem za moim ruchem i żeby nie została wyrzucona na szyję czy też przedni łęk. Wylądowałem stabilnie, szybko "podnosząc" się i kontynuując galop do następnej przeszkody.
Scott Williams - 2016-04-21, 18:59

Wskazał bereiterce kolejną przeszkodę, którą miała pokonać. Była to kłoda stojąca na niewielkim wzniesieniu. Zadaniem Emily było więc wjechanie na górę, zaraz po którym następował skok i tuż po wylądowaniu, zgalopowanie ze wzniesienia. Było ono usytuowane "bokiem" do Scotta, stąd też mógł po pokonaniu przeszkody pokierować parę dalej - na dwa następujące po sobie wąskie fronty. Dalej, jadąc na lewo, miała przed sobą przeszkodę tego typu. Po pokonaniu ich wszystkich gestem poprosił o zatrzymanie się, aby odbyć krótką konsultację i przejść z Emily kawałek dalej, w stronę innych przeszkód (zakładając, że koń pokonał dotychczasowe bezproblemowo).
Emily Wayland - 2016-04-22, 14:45

Skierowała wzrok w stronę następnej przeszkody, która z dotychczasowych była najmniej przyjazna pod względem wyglądu, jak i najazdu. Nie pozwalając Jimowi zwolnić, skręciła w tamtą stronę. W trakcie podchodzenia pod nasyp starała się odciążyć jego zad, aby ułatwić mu to zadanie, które bądź co bądź nie było takie proste. Wgalopowanie na górkę w szybkim tempie z 50 kilogramami na grzbiecie męczyło, ale gniadosz nie miał aż tak złej kondycji, o czym kobieta miała się niedługo przekonać. Jeszcze bardziej cieszył ją fakt, że tak odważnie szedł na przeszkody różnego pokroju, choć nie okazywała swojej radości zewnętrznie, zostawiając wszystko dla siebie.
Kiedy tylko udało im się wdrapać na górę, czekało ich kolejne wyzwanie, a mianowicie skok. Tak jak zawsze, pomogła Beam'owi w ocenie miejsca do wybicia, bezzwłocznie podążając za nim swoim ruchem i elastycznie oddając wodze. Zjechanie z wzniesienia było kilkukrotnie łatwiejsze, ale mimo to dwudziestolatka dalej była czujna. Jak mniemam jednak nie natrafili na żadne problemy, a będąc już na płaskim terenie, odnalazła całkiem nowe budową przeszkody. Wymagały one dużo więcej precyzji, dlatego bereiterka skupiła się na swoim zadaniu - między innymi na tym, aby poprowadzić oldenburga idealnie na środek pierwszego z frontów. Nie zmieniała tempa galopu, jedynie dopilnowała tego, aby ten nie spływał na boki. Doprowadziła go do przeszkody, przed którą zachęciła go do skoku poprzez cmoknięcie, od razu przechodząc w półsiad i trzymając się mocno siodła kolanami. Parę metrów dalej czekał bliźniaczy wąski front, więc po wylądowaniu Emily nie pozwalała wkkw'iście zanadto się rozpędzać. Na całe przeszkody były w linii prostej, co znacząco ułatwiało ich pokonanie. Jej postępowanie nie uległo prawie żadnej zmianie - całą uwagę skupiła wokół prawidłowego najazdu, który był kluczem do sukcesu.
Krótko po pokonaniu drugiego frontu skręciła w lewo, prosto na nieco inną przeszkodę, która swoim wyglądem mogła zaciekawić ogiera - na plus lub na minus. W każdym razie dalej utrzymywała go w swoim tempie, nie zezwalając na ewentualne przyspieszenie czy zwolnienie. Nie galopowali tak szybko, by po tych kilku przeszkodach już miał paść trupem, dlatego utrzymując swoje optymistyczne podejście, w trakcie najazdu przysiadła w siodło i oceniła wzrokiem najlepsze miejsce do oddania skoku. Góra przeszkody, choć krzywa i nierówna, była stworzona z miękkiego żywopłotu, dzięki czemu skok nie musiał być tak wysoki, gdyż gniady mógł swobodnie przeczesać nogami gałązki/listki/chuj wie jak to nazwać :lol2: , samej dbając o to, aby przypadkiem nie przeszkodzić mu w locie swoją nieuwagą. Przesunęła nadgarstki wzdłuż smolistej grzywy i pochyliła się nad szyją, miękko lądując na jego grzbiecie już za przeszkodą.

Jim Beam Rye - 2016-04-25, 19:59

Kolejna kłoda była chyba najmasywniejsza, ale nie to było największym "zmartwieniem" ogiera. O wiele bardziej problematyczne było jej usytuowanie - przeszkoda stała na wzniesieniu, co było nade wszystko wyzwaniem dla Emily. Mianowicie odciążając mnie w trakcie galopu pod górę, była pochylona do przodu, co nie było zbyt dobrą pozycją wyjściową do skoku, który nastąpił wkrótce po dynamicznym wejściu na wzniesienie. Nie lękałem się przeszkody, dzięki czemu podszedłem do niej chętnie, w optymalnym miejscu oddając silny skok, w trakcie którego zaprezentowałem prawidłowy baskil, efektownie się rozciągając. Lądowanie wypadało dalekie, ale nie skupiłem się na nim choćby przez sekundę, szybko musząc wycofać ciężar ciała na zad w celu zachowania równowagi w trakcie zjazdu.
Skakanie wąskich frontów z takiego tempa było ryzykowne, ale powiedzmy, że można mi było zaufać pod tym względem. Byłem obeznany z crossowymi przeszkodami, stąd też nie dziwiło mnie to, że niektóre z nich były wąskie czy wymuszały oddanie skoku nie po środku, lecz z samego brzegu. Stąd też naprowadzony na przeszkodę, galopowałem na wprost niej, nie próbując z niej spłynąć. Równym tempem dałem się do niej doprowadzić, a następnie wybiłem się spod niej, po raz kolejny oddając prawidłowy, dość ekonomiczny skok. Moja wada w postaci braku oka najwyraźniej w niczym mi nie przeszkadzała.
Następna przeszkoda była bliźniaczo podobna, stąd też po drobnej korekcie tempa, nikogo nie powinno dziwić, że pokonałem ją z jednakowym powodzeniem. Kolejno skręciłem w lewo zgodnie z oczekiwaniami amazonki i skierowałem się na przeszkodę, która rzeczywiście wzmogła ciekawość gniadego. Linia przeszkody optycznie załamywała się, przez co - szczególnie mnie - trudno było ocenić rzeczywistą wysokość przeszkody. Stąd też wyjątkowo wymagałem podparcia łydkami, które ostatecznie umożliwiło amazonce doprowadzenie mnie do przeszkody, spod której już nie wahałem się wybić, choć minimalnie zabrakło mi płynności. Bezpiecznie pokonałem przeszkodę i wylądowawszy po drugiej stronie, kontynuowałem galop, nie wykazując żadnych oznak zmęczenia.

Scott Williams - 2016-04-28, 22:14

Jak zostało wspomniane, po pokonaniu ostatniej przeszkody, Scott przywołał do siebie Emily, prosząc o przejście do stępa. Wspólnie ruszyli w głąb toru crossowego, aby koń stale był w ruchu. W międzyczasie odbyli krótką rozmowę.
- Dobrze Wam idzie - pochwalił parę, podnosząc wzrok na jadącą na koniu Emily. - Czułaś jak się wycofał przed ostatnią przeszkodą? Tym razem skoczył, ale nie było to zbyt bezpieczne. Następnym razem przyciśnij go mocniej, użyj ostróg, nie może się wahać, bo sobie zrobicie krzywdę - wyjaśnił Irlandce, zaraz przechodząc do dalszej części treningu. - Pojedź teraz na tamten szereg - wskazał kobiecie kombinację przeszkód, położoną kilkadziesiąt metrów od nich. Pierwsze dwie były ustawione dość wąsko, co stanowiło największą trudność. Tuż za nimi było łagodne zejście do zbiornika z wodą, na którego środku była niewielka wysepka z przeszkodą. - Pierw ustal tempo, przygotuj się i jak będziesz gotowa, najedź na szereg. Później nawróć na tę przeszkodę - powiedział, wskazując ręką na przeszkodę, którą właśnie mijali.
Jeżeli wszystko odbyło się bez komplikacji, poprosił o przejście do kłusa, rozkłusowanie i występowanie ogiera. Wówczas podzielił się z Emily jeszcze paroma wskazówkami, podziękował jej za trening, rozliczył się i opuścił tor. /zt

/6 pkt. kondycja, 4 pkt. skoki, 4 pkt. szybkość - dla konia, 5 pkt. doświadczenia dla Emily, £60 funtów z konta Emily jako zapłata za trening.

El Dorado - 2016-04-30, 13:06

Nicol Illas napisał/a:


Na szczęście, kary był wprawionym sportowcem i nie miał większych problemów z skokami, czy to nawet jak teraz z crossem. Drobne potknięcia w końcu zdarzają się każdemu, nie bądźmy już tacy drobiazgowi. Nie zapominała krótko, słownie, chwalić ogiera za dobry skok, co by miał z crossem dobre wspomnienia. Siódemka w ogóle należała do nietypowych przeszkód, dziwnych nawet jak dla kobiety. Przygotowywała go na nią wysyłając półparady, tak by ogier pozostawał skupiony na tym co ma robić. Mocniejszy dosiad, sugerujący tym samym mocniejszy zad, dojechanie do przeszkody, łydka, półsiad i oddanie wodzy. Ósemka na ich szczęście w nieszczęściu, była łudząco podobna do jedynki. Więc miała tym samym nadzieje, że obejdzie się bez większych problemów. Najazd oraz odesłanie karosza w fazę skoku, lądowanie i spokojny galop do dziewiątki.


Dojeżdżając do siódemki zaczynał mieć pewne wątpliwości, czy to coś w ogóle da się przeskoczyć. Patrzył na nią z daleka, zastanawiając się jednocześnie jak będzie musiał się wybić, żeby przez nią bezpiecznie przeskoczyć. W końcu jak znalazł się blisko wybił się do góry, wkładając w skok całą swoją siłę z zadu. Wylądował na którą nogę było mu wygodnie i parsknął krótko. Chciał już dojechać do mety, a to chyba jeszcze trochę mu zajmie. Przyspieszając podjechał do ósemki, gdzie po kilku fulach odbił się od podłoża i złożył się do skoku. Wylądował po drugiej stronie i wyrywając się nieco do przodu galopował do dziewiątki.

Emily Wayland - 2016-05-03, 00:29

Poproszona o to, skierowała się w stronę Scotta, wcześniej jeszcze zwalniając do stępa, w którym ogier mógł trochę odpocząć. Obustronnie poklepała go po łopatce, pochylając się przy tym nieco, chociaż dalej nie traciła skupienia względem trenera. Mimo to jej odpowiedzi były skrócone do minimum, chociaż postępem było już to, że stres nie zżerał jej tak jak na początku. Kiwnęła głową na znak, że rozumie jego polecenia i krótko potem zagalopowała, kierując się w stronę szeregu. Nie pozwoliła sobie, aby lęk wziął nad nią górę, więc zdeterminowana zamknęła Jima w pomocach i doprowadziła do pierwszego członu kombinacji. Pomogła mu w ocenie miejsca do wybicia, które zaakcentowała łydką, bezzwłocznie przechodząc w półsiad i elastycznie oddając mu wodze, nadgarstki przesuwając wzdłuż ciemnej grzywy. Miękko wylądowała na grzbiecie gniadego, by zaraz ponownie zabrać się do lotu nad drugą przeszkodą, która była niewiele wyższa od poprzedniej. Utrzymując równowagę nad szyją oldenburga, mentalnie już przygotowywała się do możliwie najtrudniejszej przeszkody, do której trzeba było dotrzeć przez wodę. Zjechała na dół, przygotowując Jimmiego na spotkanie z cieczą przez serię delikatnych półparad. Nie pozwalała ogierowi na zrezygnowanie z wejścia do wody, przyciskając go mocniej w razie jakichkolwiek wątpliwości. Wiedziała, jak ciężkie może być przebrnięcie przez wodę, dlatego odciążyła jego grzbiet, starając się wspomóc go jakoś na tych metrach, bo niedługo potem już czekała ich kolejna przeszkoda. Wjechała na płaską wysepkę, od razu posyłając oldenburga do skoku, podczas którego pochyliła się nad jego szyją, jednocześnie przesuwając dłoni do przodu, aby mógł swobodnie wyciągnąć szyję. Po wylądowaniu ponownie musieli wjechać do wody, a tuż po wjechaniu na brzeg, łagodnym łukiem skręciła na poprzednią trasę, wzrok zaczepiając na kolejnej przeszkodzie, nieco bardziej rozbudowanej. Jej konstrukcja była łudząco podobna do tej, do której wykorzystano korzenie drzewa. Pamiętając o poprzednich wątpliwościach Jima i poleceniach Scotta, nie pozwoliła gniademu na takie zawahanie, wspomagając się ostrogami. Również starała się wycelować w najniższy punkt przeszkody, spodziewając się, że ze zmęczenia ogierowi najzwyczajniej w świecie nie będzie chciało się już tak angażować w ostatni skok.
Nie zapominając o pochwale za zapewne udany skok, po paru metrach zwolniła do kłusa, którym to zbliżyła się do trenera. Na dostępnym jej terenie rozkłusowała i występowała Jima, wdając się w krótką rozmowę ze Scottem, podczas której starała się zapamiętać wszystkie wskazówki od niego, gdyby w niedalekiej przyszłości znowu miała spróbować swoich sił w crossie. Po kilkunastu minutach zsiadła z końskiego grzbietu i przykryła go cienką derką, którą wcześniej zabrała ze sobą. Rozliczywszy się z trenerem, skierowała się do stajni, tym razem prowadząc konia w ręku i po drodze pozwalając mu na swobodne rozglądanie się czy nawet podskubywanie trawy w ramach zadośćuczynienia :lol2:
/zt

Nicol Illas - 2016-05-06, 23:09

El Dorado napisał/a:
[...]


Dziewiąta przeszkoda, była nieco szeroką ławką. Szykowała ogiera do niej, znaczy w najeździe do niej. Usiadła na 5 foule w siodło, poprosiła go o wydłużenie kroku w galopie, ale zachowanie równego tempa, po dojechaniu pod przeszkodę, odesłała go do skoku, wchodząc w półsiad i oddając wodzę. Została im jedna przeszkoda, dadzą radę ! Krótki dystans ich czekał do dziesiątej i zarazem, ostatniej przeszkody. Przypominała ona płot z krzakiem, poprosiła konia o mocniejszy zad. Utrzymując z nim kontakt oraz równe tempo, dojechała do przeszkody, którą również skoczyli na czysto. Po lądowaniu, przegalopowali jeszcze 5 foule i zwolniła go do kłusa, wróciła w tym tempie do startu, nieco na skróty. Tam przeszła z nim do stępa i po rozstępowaniu, odprowadziła do stajni.

z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group