Jasper Nowell - 2018-04-23, 15:12 - Jaką nagrodę? – zapytał, uśmiechając się przy tym ciekawsko, a następnie wraz z dziewczyną ruszył do swojego samochodu, w którym oprócz rzeczy na przebranie i alkoholu, miał także namiot, karimaty i wiele innych rzeczy, potrzebnych do przetrwania nocy w naturalnych warunkach. Miał ten komfort, że mógł spakować co tylko mu się podoba i jak zwykle odrobinę przesadził... No, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Powoli zaczął wyciągać rurki i narzutę ich/jego (w zależności na co zdecyduje się Delphine) pałacu, a następnie sprawnie złożył go, już po chwili prezentując przed brunetką całkiem pokaźny namiot. Z pewnością miało starczyć w nim miejsca dla nich obojga, jak również dla wszystkich ich szpargałów.
- Hmm, może najpierw zapoznasz mnie z jakimiś znajomymi, napijemy się z nimi, a potem ulotnimy? – zaproponował. W końcu, skoro już się tutaj znalazł – i muszę przyznać, że naprawdę był z tego zadowolony – to chciał poznać też trochę jeźdźców, posłuchać ich historii i choć był niemal pewien, że nie będzie ich w pełni rozumiał, to było to nowe doświadczenie, którego bardzo chciał doznać. Poza tym, miał przy boku kobietę, która z pewnością wszystko mu wytłumaczy, jeśli tylko nadejdzie taka potrzeba.
- Chcesz się przebrać? – zapytał, widząc, że połowa osób już chodzi w świeżych ubraniach, podczas gdy brunetka nadal była w stroju jeździeckim. Zapewniał jej stuprocentową dyskrecję, toteż jeśli miała ochotę, mogła się rozgościć w, świeżo rozłożonym, domostwie.Aiden Craven - 2018-04-23, 15:38 Aiden z kolei uważał z piciem o tej godzinie, wiedząc, że ze swoim szczęściem nadrobi te straty podczas gier przy ognisku. Zwykle były one mocno zakrapiane alkoholem i kończyły się tak, że kolejnego dnia poranek przypominał prawdziwe The walking dead. Ale mimo to warto było wziąć w tym udział, bo zawsze było zabawnie i uczestnicy co roku mieli coraz ciekawsze pomysły na wyzwania.
- Naprawdę? - Spytał, podnosząc głowę znad części namiotu. Był trochę zaskoczony, a to dlatego, o czym wspomniałaś już w swoim poście - mało kto zdobyłby się na ten gest. To znaczy wiadomo... Któryś z przyjaciół na pewno by go do siebie przygarnął, ale nawet nie ośmieliłby się o to prosić żadnego z nich, bo też nie wyobrażał sobie nocować z parą, która na pewno liczyła na odrobinę prywatności wieczorami, już po integracji. Czułby się jak piąte koło u wozu. A inni? Cóż, zwykle zgadywali się by jakoś dzielić nocleg, lub - mówiąc wprost - specjalnie zostawiali sobie miejsce z nadzieją na przygodną noc. Dlatego propozycja Viv była prawie jak wygrana losu na loterii. - Jeśli to nie problem, to byłoby super - przystał entuzjastycznie na jej propozycję, w swojej naiwności i ufności nawet nie podejrzewając, że nie było to w stylu Vivianne. Jakby nie patrzeć byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami, ale blondynowi w żadnym razie to nie przeszkadzało.
Uśmiechnął się, stukając się z Viv butelkami, z której po chwili się napił. - Dzięki. Pewnie chcesz się przebrać, to tylko zostawię w środku plecak i spotkamy się przy ognisku, co? - Zaproponował, widząc, że uczestnicy powoli gromadzili się przy ognisku, nie tracąc czasu na siedzenie przy namiotach.Delfinek - 2018-04-23, 16:34 - Fajną! - Rzuciła jedynie i puściła mu oczko następnie oczywiście zbierając rzeczy i robiąc wszystkie inne rzeczy. Zapoznanie go z resztą towarzystwa było kuszące, choć wpierw musiała się rzeczywiście przebrać. Tym samym pomogła mężczyźnie w rozkładaniu namiotu i zagnieździła się w nim na dosłownie dwie minuty, podczas których przebrała się w luźne jeansy i bluzę. Wszystko najzwyklejsze, bez zbędnego afiszu. Przy okazji związała kudły w kucyk, sięgający niemal dolnych żeber a wszystko to związała gumką z uszami kota... by nie było zbyt zwyczajnie. Zaraz po wyskoczeniu z namiotu sięgnęła do kieszeni po paczkę papierosów i zapalniczkę.
- Cóż, możemy się zaraz zbierać, tylko pozwól, że zapalę. - Tym samym po chwili odpaliła małą dawkę trucizny i sięgnęła do ust siadając na ziemi i patrząc się w jakiś punkt daleko. W głowie układała już sobie kogo musi mu przedstawić (wyjątkowe must) oraz kto byłby osobą, którą warto byłoby poznać.
- Swoją drogą jak się udały zdjęcia? - Rzuciła zaraz po zgaszeniu papierosa i po wzięciu miętowego cukierka, którego zaproponowała też dla mężczyzny. Okropny nawyk, lecz żyje z nim od 10 lat co zdecydowanie nie działa na korzyść rzucenia go. Widać było jednak skutki na zdrowiu, które sprawiły, że kobieta spalała mniej, lecz nadal spalała. Ktoś się musi za to wziąć!
Zaraz po jego odpowiedzi zaproponowała mu poznanie bliżej kilku osób, stąd ruszyli w stronę obraną przez kobietę, dokładniej stojącej tyłem rudowłosej Lisy oraz James'a, który był niedaleko niej. Choć sama nie znała ich bardzo dobrze, to James'a kojarzyła z zawodów oraz treningów i wydawał się być w porządku, podobnie z resztą jak rudy chochlik, który bardzo tu przypominał pewnego innego chochlika z gatunku chochlikowatych.
- Czeeść Niezdaro! - Rzuciła spoglądając na Lisę z góry...Boziu, pierwszy raz! To trzeba zapisać w kalendarzu! Poczochrała jej rude włosy i uśmiechnęła się w stronę Levrulla, witając się z nim trochę krótkim ''hej''. W tym czasie pozwoliła też dla dwójki podejść bliżej, tym samym zaraz zabierając się za przedstawianie.
- James, poznaj Jaspera, Jasper, poznaj Jamesa - A chwilę po tym - Lis, Jasper - Jasper, Lis. - Buhahahahha demon zła!Vivianne Feron - 2018-04-23, 17:15 Vivianne również pozytywnie była nastawiona do integracji przy ognisku. Pamiętała gry na swoim pierwszym rajdzie i naprawdę dobrze się przy nich bawiła, toteż to samo miała nadzieję osiagnąć tym razem. Oczywiście wszystko zależy od towarzystwa i jego zaangażowania w zabawę, ale raczej nikt z nich nie był tutaj negatywnie nastawiony, więc można było liczyć, że coś się z tego wykluje!
Jeśli chodzi o namiot, to Vivianne nie liczyła na to, że spędzi z kimś szaloną noc, toteż nie widziała problemu, żeby Aiden nocował w jej towarzystwie. Wiedziała jak to jest narzucać się i choć sama nie miała przed tym większych oporów, to rozumiała chłopaka i rozpoznała na jego twarzy uśmiech ulgi. Feron, jak tak dalej pójdzie to zostaniesz święta! Dziewczyna miała nawet jedną więcej karimatę (zabrała ją, żeby rozłożyć je na całej wielkości namiotu, a nie tylko w miejscu, w którym będzie spała – bo czuła się bardziej komfortowo), a więc można powiedzieć, że naprawdę mu się poszczęściło. Kocem zawsze mogą się podzielić.
- Przestań – puściła oczko na słowa o problemie. Integracja to integracja, a ona umiała się bawić, ot co! – czuj się jak u siebie – dodała po chwili i kucnęła przy swojej torbie, z której już powoli zaczęła wyciągać sobie rzeczy, w które chciała się przebrać. Na kolejne pytanie chłopaka odpowiedziała kiwnięciem głową, a gdy ten oddalił się w stronę ogniska, zaraz po odłożeniu plecaka, sama weszła do środka i zakamuflowana przebrała się sprawnie, zarzucając na siebie czarne, wygodne spodnie i dość mocno wydekoltowaną koszulkę na ramiączkach. Przez ramię przerzuciła sobie też sweter, na wypadek gdyby wkrótce zrobiło się zimno, a gdy w końcu włożyła wszystkie pozostałe rzeczy do namiotu, zamknęła go na zamek i sama ruszyła krokami Aidena, w stronę ognia. Oczywiście nie zapomniała zabrać ze sobą alkoholu, który raz po raz sobie popijała.
Jeśli dookoła siedzieli już ludzie, Vivianne przywitała się z nimi. Rozejrzała się przy okazji, czy przypadkiem nie dołączył do nich Gerard, ale w tłumie ludzi rozpoznała tylko jego syna z tą samą dziewczyną, którą miała okazję poznać ostatnim razem.
- Cześć – rzuciła do nich, nieco głośniej, bo chyba się oddalali, a następnie zwróciła się ponownie do Aidena – świetnie sobie poradziłeś z tym wyścigowcem. Odważna decyzja na rajd – w jej głosie nie dało się rozpoznać pouczenia, a zwyczajne pochlebstwo. Sama, choć wybrała Nemo, na tak odważny krok by się chyba nie zdecydowała. Poza tym chciała jakoś zagadać do swojego współlokatora, a konie były najłatwiejszym punktem zaczepienia.Jasper Nowell - 2018-04-23, 17:26 On natomiast podszedł jeszcze na moment do samochodu, w którym zmienił obiektyw na taki z krótszą ogniskową i lepszym światłem, co miało mu pomóc robić zdjęcia bliższe i po zmroku, który powoli się do nich zbliżał. Oczywiście jeszcze nie teraz, ale nie będzie przecież latać co chwilę do plecaka, a zabierać go ze sobą nie chciał. Zwyczajnie miał w środku zbyt dużo cennych rzeczy, żeby pozwolić na ich zalanie czy przypadkowe zniszczenie. Gdy wszystko było już gotowe, a Delphine przebrana, stanął ponownie u jej boku i uniósł w górę brew, gdy zaczęła palić papierosa. Tego się nie spodziewał.
- Ty palisz? – na jego twarzy z łatwością można było zauważyć konsternację, a mężczyzna jakoś nie mógł zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Palenie zupełnie nie pasowało mu do Delphine – drobnej, eleganckiej osóbki, która całym sercem zaangażowana była w pomaganie zwierzętom. Może zbyt mocno oceniał ją za osobę całkowicie związaną z naturą, już na wstępie wykluczając prawdopodobieństwo jej uzależnienia od nikotyny. Po prostu te dwa kawałki puzzli były dla niego niemożliwe do złączenia. W każdym z nich brakowało dziurki, w którą można byłoby wsunąć łącznik drugiego fragmentu... Nie zamierzał jednak jej pouczać. Jej życie, jej płuca i jej decyzje, ale nie zamierzał okazywać, że popiera palenie, odsuwając się na krok by nie wdychać dymu.
Na miętowego cukierka pokręcił głową, a na pytanie o zdjęcia wzruszył delikatnie ramionami.
- Jeszcze nie wiem, nie miałem kiedy sprawdzić. Ale te, które widziałem na wyświetlaczu były chyba całkiem dobre – odparł. Nie obserwował dokładnie każdej fotki, którą strzelił, skupiając się zwyczajnie na pozyskaniu odpowiednio dużej ilości materiału, by móc kasować i wybierać dopiero po zgraniu na komputer. W międzyczasie zerknął jednak na kilka zdjęć, a te które widział, nawet mu się podobały. No, ale efekty wkrótce!
Chwilę później towarzyszył już Delphine w drodze do innych jeźdźców i już z daleka rozpoznał te specyficzne, rude włosy. Właściwie kompletnie o tym nie pomyślał, ale przecież Lisa miała największe prawo zjawić się na rajdzie. Opowiadała mu przecież nie raz i nie dwa o koniach, dlatego nie zdziwił się, że ją tutaj zastał. Przywitał się z James’em, którego przedstawiła mu Delphine i podał mu dłoń, powtarzając po niej swoje imię. Gdy natomiast zwrócił się do Lisy, obdarzył ją krótkim uśmiechem i pochylił się do dziewczyny, przytulając ją do swego ciała.
- Dobrze Cię znowu widzieć – odezwał się, gdy w końcu stanął prosto, a następnie zwrócił się do brunetki – my się znamy. Nawet całkiem dobrze.Lucas - 2018-04-23, 18:38 - Nie wyglądasz na niezadowoloną - stwierdził, przybierając na mordkę łobuzerski uśmieszek. Oczywiście, mógł przywitać się jak zwykły człowiek, ale po co? - Swoją drogą, musimy popracować nad twoją samoobroną, bo gdyby był to jakiś psychopata, to już byś nie żyła - dodał po chwili, zaczepnie dziubiąc blondynkę palcem w żebra.
- Cudowne, jak zawsze - zaśmiał się, mając wyjątkowo dobry humor do żartowania i droczenia się. W międzyczasie wziął z samochodu Kath swoją torbę, jak i odebrał alkohol, który dowieźli mu z rzeczami innych jeźdźców (w końcu lepiej żeby kobieta nie wiedziała o tak dużych zapasach, prawda? ) i odetchnął ciężko.
- Chyba jak wszyscy tutaj - odparł, pomijając fakt, że sam był jeszcze pełen energii. Widząc jednakże to, co działo się podczas rajdu śmiał twierdzić, że niektórzy mogli być po prostu wyczerpani. I wcale im tego nie zazdrościł.
- Tak, to ona - zmrużył oczy, spoglądając we skazanym kierunku, ale już po sekundzie na jego twarz ponownie wskoczył uśmiech. W końcu każda okazja, by spotkać się z siostrą była dobra, szczególnie, że widzieli się dosyć rzadko.
Jak się okazało, nie musiał nawet się za bardzo fatygować, bo u boku Tonego postanowiła do nich podejść. Jego obecność nie była czymś, o czym śniłby po nocach, aczkolwiek nie zamierzał się tym teraz przejmować.
- Cześć siostrzyczko - jeszcze bardziej poszerzył swój uśmiech i nie zwracając większej uwagi na Wayforda, podszedł bliżej i uraczył dziewczynę mocnym uściskiem. Może nawet trochę zbyt mocnym, ale co mógł poradzić, skoro tak dawno się nie widzieli?Elizabeth White - 2018-04-23, 19:04 - To nie moja wina, że wziąłeś sobie konia z turbodoładowaniem - odparła z uśmiechem, nawiązując tylko do tej jednej sytuacji z dzisiaj. A to, że trzeba było na nią czekać aż wylezie z łazienki... Cóż, była kobietą, wolno jej! Bastian mógł tylko się cieszyć, że chciało jej się malować, czesać i stroić, by wyglądać ładnie. Bo przecież robiła to między innymi dla niego.
Elizabeth raczej nie często nocowała w namiocie, chociaż na dobrą sprawę nie miała nic przeciwko temu. Od czasu do czasu była to fajna odskocznia, a pogoda była do tego może nie idealna, ale dobra. No i raczej zbyt wiele czasu w nim nie spędzą, o ile impreza rozkręci się zgodnie z oczekiwaniami.
- Tobie to akurat wcale się nie dziwie - zaśmiała się, wspominając zachowanie Chaosa z części terenowej. Ale przecież nikt nie kazał mu go ze sobą zabierać, prawda? Sama pomimo wzięcia bardzo spokojnej i ułożonej Petit, była zmęczona, między innymi dzięki zachowaniu licznych adoratorów no i oczywiście długiego dystansowi, jaki pokonali.
Nie miała nic przeciwko temu, że Collins tuż za nią wpełzł do namiotu, bo w sumie po części się tego spodziewała. W ogóle nie skrępowana tym faktem, zaczęła zdejmować z siebie poszczególne części odzienia, wkrótce zostając w samej, koronkowej bieliźnie. Nie mogła sobie odpuścić, by kilkukrotnie nie zerknąć w kierunku bruneta, który również obnażył przed nią swoje umięśnione ciało, aczkolwiek samo przebranie nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Jeszcze rozpuściła i rozczesała swoje długie włosy, popryskała się jakimś pachnidłem, ubrała na stopy sztyblety - nie chcąc marnować miejsca w bagażu na drugą parę butów - wtedy wyszła przed namiot. Dobrze, że Anglik pomyślał o czymś od komarów, bo White oczywiście na to nie wpadła, a naprawdę nie chciała zostać cała pogryziona.
- Pryskaj - stanęła przed mężczyzną, zamykając oczy i unosząc do góry podbródek, co by nie nawdychać się trujących oparów. Gdy to było już zrobione, wzięła ze swojej torby piwko i wystawiła je w kierunku Collinsa.
- Otworzysz mi? - poprosiła, nie posiadając przy sobie żadnego otwieracza.Lisa - 2018-04-23, 19:46 Zdążyła się już 3 razy zaplątać w sznurki, zgubić oraz odnaleźć instrukcję i przekląć cały świat oraz producenta za stworzenie czegoś tak skomplikowanego jak namiot . Może gdyby najpierw zajrzała do pudełek z alkoholem to teraz szłoby jej lepiej, obecnie jednak miała ochotę się rozpłakać. A chciała uchodzić za taką zaradną! Z pomocą przyszedł jej jednak James, którego obecność przywitała z ulgą i radością, a obdarzając go jednym ze swoich uroczych uśmiechów odpowiedziała:
- Właściwie to... Chyba musisz mnie uratować, bo nigdy tego sama nie rozłożę. Rozważałam już nawet spanie z Devocatis w boksie... - starała się mówić całkiem poważnie, ale równocześnie cieszyła się, że będzie miała czyjeś towarzystwo.
Zaskoczył ją czyjś znajomy głos z tyłu, a zanim zdarzyła wstać zobaczyła Delfina z ... Jasperem, cóż za niespodzianka.
- Kogo nazywasz niezdarą? - fuknęła w jej stronę, oczywiście zaraz śmiejąc się i dźgając ją lekko w delfini boczek na przywitanie. Nie spodziewała się jednak spotkać jej towarzysza w takim miejscu jak to, więc pewnie jakieś zaskoczenie pojawiło się na jej twarzy. Przytuliła jednak mężczyznę na powitanie, w końcu mieli chyba zostać przyjaciółmi.
- No właśnie, tak się zgada, że się znamy. - potwierdziła słowa Jaspera, zaraz zerkając na Jamesa i to jak mu idzie rozkładanie namiotów.Drew Pascail - 2018-04-23, 20:28 Volano chyba nie spodobał się jego sposób podejścia do rzeki, więc kiedy go w końcu do niej skierował, ogier wskoczył do wody, a potem lekko się spiął, zadarł łeb ku niebu i zaczął się cofać. Również z pomocą Drew ogarnęli się. Na drugim brzegu przez chwilę stępowali, następnie znowu ruszyli kłusem. Dalej trasa przebiegała spokojnie. Czasem atakowały ich robale, ale poza tym cisza i spokój, a teren idealnie nadawał się do kłusa, czy nawet galopu, więc zapewne i krótką galopadę sobie urządzili, oczywiście w rozsądnym tempie. Zbliżając się do obozowiska zwolnili do stępu, a na miejscu Drew skierował karosza do "stajni". Tam wrócił z jego grzbietu na ziemię. Trzeba przyznać, że kilka godzin jazdy pod rząd nieco dało mu w kość. Rozsiodłał hanowera, roszczyścił, sprawdził kopyta i podarował smakołyk, po czym zostawił pod okiem końskich opiekunów. Wziął swój podręczny tobołek i wróciłdo Delphine i Caroline.
-Ej! - zareagował na kuksańca od Delfinki, po czym również się zaśmiał. - Liczę na to, że jeszcze się spotkamy, aby się napić. - zawołał za kobietą, która poszła w swoją stronę. Został z Caroline, reagując na jej piorunowanie Delphine wzrokiem jedynie pobłażliwym uśmiechem.
- Idziemy. - powiedział splatając palce swojej dłoni z palcami Caroline. Zapewne udali się do busa, gdzie Drew odebrał ich rzeczy. No wiadomo, że robił za dźwigającego bagaże.
- Gdzie sobie pani życzy namiot? - zapytał kobietę z szerokim uśmiechem na twarzy, chociaż zwykle przyzwyczajał ludzi raczej do odrobiny powściągliwości, a nie uśmiechu od ucha do ucha.Seth - 2018-04-23, 20:47 Przyjaciółmi owszem byli, ale gdyby Seth miał szczerze odpowiedzieć na pytanie, czy jego uczucia ograniczają się tylko do przyjaźni, to jego odpowiedź brzmiałaby nie, o czym chyba oboje wiedzieli. Pocałunek był przyjemnym zakoczeniem, na które odpowiedział tym samym, również intensywnie wpijając się w jej usta, a jego dłoń znalazła się na jej policzku, chociaż cofnął ją, gdy się od siebie oderwali, wracając do starego układu pod tytułem "udajemy, że łączy nas tylko przyjaźń".
Zanim jej odpowiedział, dobrze przemyślał jej słowa. W kwestii pracy niewiele mógł jej pomóc. Gdyby na przykład miał własną firmę mógłby ją zatrudnić, ale był zwykłym weterynarzem. O drugiej potrzebie Ruth głośno nie mówił, ale intensywnie myślał.
- Mylisz się, mogę ci pomóc. Przynajmniej wiesz, że masz kogoś po swojej stronie. Wiem, że to nie dużo, ale zawsze coś. Poza tym, może na coś wpadnę, coś co mogłoby ci pomóc. - odpowiedział prostolinijnie i niewinnie, jakby żadne podstępne myśli nie kłębiły mu się w głowie.
No ja myślę. - mruknął na jej słowa, dając jej jednocześnie do zrozumienia, że również obdarza ją pełnym uwielbieniem. Wysłuchał jej refleksji nad podobieństwami i różnicami z lekkim uśmiechem, który nabrał rozczulonego wyrazu, kiedy zauważył jej wzruszenie. Wydawało mu się, że w ten sosób lepiej rozumie motywy Ruth i to, że zdecydowała się mu o tym powiedzieć dopiero teraz.
- Nie, tego wam nie odbiorą. - potwierdził, jednocześnie bawiąc się kosmykiem jej włosów, ponownie sprawiając całkiem niewinne wrażenie.
- Spotkam ją? - zapytał ją po chwili głębokiego zastanowienia i wahania. Nie spodziewał się niczego konkretnego po tym spotkaniu, o ile by do niego doszło, ale chyba od pierwszej chwili, gdy mu o tym powiedziała to pytanie kołatało mu się w głowie.Ruth - 2018-04-23, 21:06 Zamruczała cicho pod koniec pocałunku i uśmiechnęła się niewinnie. Oh, tego też im nie odbiorą! Nawet, jeśli byli przyjaciółmi, to ile widziało się przyjaciół, którzy oceniają nawzajem dopasowanie bielizny, czy gadają o krągłościach, sprawdzając je przy tym w łapkach! Pocałunek to jeszcze nic!
- Dziękuję. - Odparła na jego słowa i przytuliła się do niego chowając znów głowę w zagłębienie jego szyi i obdarowując ją lekkimi pocałunkami, na tyle niewinnymi, że nikt nie mógł ich zobaczyć, lecz mężczyzna z pewnością je wyczuł. Jego wsparcie bardzo się liczyło, a jeszcze bardziej liczyła się jego akceptacja, bo tego potrzebowała najbardziej.
- Oczywiście. Tylko pytanie czy masz być przyszywanym wujkiem, czy kuzynem. - Zaśmiała się krótko i zamknęła oczy dając upust pozostałościom smutku i złości w postaci głębokiego wdechu i wydechu. Logicznym było, że zaraz po Friedzie i ciotce, Seth będzie pierwszą przedstawioną dziewczynce osobie. Był przecież bardzo istotny w życiu jej matki/siostry a jednocześnie bywał w ich domu dość często, co być może znów wróci na światło dzienne, kiedy ich spory zaczęły powoli przemijać. Dodatkowo zawsze przyda się w takim babskim towarzystwie jakaś męska ręka. Szczególnie dla Róf
Spojrzała na wprost, oglądając góry i padoły i relaksując się delikatnym wietrzykiem opiewającym jej twarz i skórę, który dawał nie tylko otrzeźwienie umysłu, lecz złagodnienie pozostałości płaczu. Była w końcu w miejscu publicznym, toteż płacz nie był wskazany. Mógłby wskazywać na negatywne zdarzenia podczas ich rozmowy a nie chciała skazywać ich na plotki.Falling Away - 2018-04-23, 21:12 Parsknął zadowolony z czułości otrzymanej od Delphine, które rzeczywiście były warte Jego Zajebistości Pana Księcia. Książę Falling dodatkowo zdecydowanie na to zasługiwał. Z pojawieniem się Jaspera poświęcił mu nieco uwagi, zachowując się względnie grzecznie, co nie zniechęcało do kontaktu. Dotyk na chrapach i kości nosowej zaakceptował, wydmuchując ciepłe powietrze na jego dłoń, po czym zapoznał się z jego zapachem. Wtedy jednak uznał, że są na takim etapie tej krótkiej znajomości, że Falling może obszukać mężczyznę. Cel? Smakołyki. Zapewne żadnych nie znalazł, a potem Delfinek i jej towarzysz poszli się bawić, a on został sam i się nudził. Noo, nie tak całkiem. Mógł sobie odpocząć, a kto wie, może nawiąże jakieś znajomości z innymi końmi?Friedrich - 2018-04-23, 21:12 Wpierw zauważył w oddali Ruth, która siedziała ze znanym mu już Sethem. Idiotkaaa nadal pewnie pierdoli, że mężczyźni to zło i tfu tfu nikogo nie potrzebuje! A on potrzebował! Dlatego jak tylko dowiedział się od wcześniej wspomnianej Róf, że na rajdzie pojawi się Amelie zapisał się i przyjechał na miejsce tuż po przybyciu jeźdźców. Mijając ich, wypatrywał w tłumie Panie, które lustrował wzrokiem a jedynej, której nie zlustrował była Amelie... ale bryczesy kusiły kurczę!
- Mel. - Wymruczał podchodząc do niej i przejmując jej z pleców bagaże, na swoich plecach mając swój namiot i plecak... to znaczy torbę z namiotem! Dobra, nie wytrzymał, obejrzał ją od stóp do głów i cicho zagwizdał niczym prawdziwy włoski włoch zagryzając przy tym wargę.
- Może powinienem wrócić w siodło? - Rzucił nie witając się z nią ani nic innego. Po prostu wziął jej torby i ruszył w stronę wolnego miejsca na namiot, nucąc pod nosem Adele z jej ''Chasing Pavements''. Próbowała mu zabrać torby? Okej, zostawił je i sobie poszedł dalej sam! Niech sobie SILNA I NIEZALEŻNA KOBIETA RADZI! A jeśli nie zabierała, to poniósł je aż do miejsca, gdzie poprosiła go o pozostawienie ich.Kathrin - 2018-04-23, 21:19 - Bo nie jestem niezadowolona.- Przyznała się bez bicia, przez ten jego uśmiech nie potrafiła się gniewać. Był tak czarujący w tym, co robił, że wręcz topniała pod wpływem wspomnianego uroku.
- No widzisz? Nie nauczyłeś mnie samoobrony i już byłabym martwa. Dostałbyś tylko zaproszenie na mój pogrzeb.- Zażartowała i oddała mu za to szturchniecie kuksańcem w bok. Przynajmniej mu oddała, co z tego, że dwa razy słabiej .To on był tu mięśniakiem i chłopcem do obrony złotowłosej niewiasty. - Oczywiście, nie chcę żebyś poczuł się niedoceniany.- Razem z Lucasem wyjęli swoje bagaże i z nimi udali się na miejsce, w którym zamierzali rozstawić namiot.
- Ale zanim się wszystko zacznie będziemy mieli chwilę na odpoczynek.- Stwierdziła na głos, po cichu licząc na parę minut sam na sam. ;>
- Chyba do nas idą.- Oznajmiła i odstawiła bagaże, aby przywitać się z Aaren i z Tonym.
- Cześć.- Posłała im ciepły uśmiech i stojąc u boku Lucasa przysłuchiwała się rozmowie. Swoją drogą była trochę zaskoczona wyglądem brunetki. Nigdy dotąd nie widziała jej w takim wydaniu, w kwiecistej zwiewnej sukience dodającej nie tylko uroku kobicie, ale również podkreślającej jej słowiańską część urody.
Stojąc przyglądała się uściskowi brata i siostry, a Tonemu krótko skinęła głową w ramach powitania.Aaren Wayford - 2018-04-23, 21:20 Widząc u boku Lucasa Kathrin lekko zmarszczyła brwi mimo wszystko ciesząc się z takiego obrazka. Jej brat trzymał się przy jednej kobiecie, a to było dobrym znakiem. Nie mogła jednak wiedzieć czy są razem i jak wygląda ich relacja, w co też nie chciała za bardzo się wtrącać. Szanowała jego prywatność i wybory, dlatego pozostawiła ich samych sobie nawet, jeśli sam Lucas był raczej ciężkim orzechem do zgryzienia przez kobiety.
Wyściskana przez brata zdołała tylko jęknąć czując jak wręcz jej drobne kosteczki zaczynając trzeszczeć.
- Lucas bo mnie połamiesz...- mruknęła odsuwając się po tym mocnym wręcz niedźwiedzim uścisku ze strony braciszka.
- Cześć Kath - Przywitała krótko blondynkę i zaraz znów powróciła spojrzeniem do braciszka.
- Co tam u was, hmm? Tak ciężko odezwać się do siostry?- Zapytała będąc ciekawa i nie chcąc tak od razu przechodzić do sedna. Już przez telefon powiedziała mu, że ma do przekazania coś bardzo ważnego, ale woli zrobić to gdy już się spotkają.
Wróciła z powrotem do Tonego, u którego boku stanęła obejmując go za ramię. <3
- Słuchaj Lucas...- zaczęła trochę niepewnie, mimo wszystko bojąc się reakcji starszego brata. - Ja i Tony zaręczyliśmy się.- Wyznała w końcu, a po słowach które padły bardzo uważnie przyglądała się mimice twarzy brata nie chcąc przeoczyć jego reakcji. Mógł nie przepadać za Wayfordem, ale mimo wszystko powinien uszanować jej wybór i to, że wkrótce Tony zostanie jej mężem.