Mia - 2016-05-09, 17:06 ....- Mhm, wmawiaj to sobie - rzuciła głośno do Aidena, odwracając się do niego plecami na krótki moment, wdając się w dalszą dyskusję na temat biednego Tonego. Aż jej się zrobiło go żal ....- Przyjaźń damsko-męska nie istnieje - skwitowała krótko tłumaczenia Angielki, która wyraźnie zaczynała tracić cierpliwość. - Hay, zauważ, że my z Dylanem kiedyś też byliśmy "tylko przyjaciółmi" - dodała, zwracając twarz w jej stronę, aby uśmiechnąć się złośliwie do niej <3.
....- Sugerujesz coś, Lacroix? - Spytała sztucznie poważnym tonem, oczywiście podchodząc do wszystkiego ze zdrowym dystansem.
....Już miała rzucić coś do Jess odnośnie do szalonego galopu jej kucyka, kiedy ona sama nagle zaczęła jechać nieco zbyt szybko, niż gdyby chciała. Wydała z siebie ciche "woah", ale nie hamowała Capri na siłę. Poza tym jej galop był na tyle spokojny, by dwudziestolatka nie musiała interweniować, więc wykorzystała ten chwilowy burdel do szalonego gonienia się po lesie, co zapewne było słychać z odległości kilku kilometrów. Gdy tylko Aiden i jego kucyk przegonili je, postanowiła dołączyć do tego wyścigu, ale w ostatnim momencie zauważyła przestraszoną Hayley. Zrezygnowała ze swoich przyjemności, podjeżdżając nieco bliżej przyjaciółki i instruując ją paroma wskazówkami, by nie stresowała się już tak przyspieszeniem Windsora. Znała go lepiej niż własną kieszeń, a także ufała na tyle, że bez zawahania wsadziła rówieśniczkę na niego.
....W czasie dłuższego postoju odpowiednio zajęła się swoją podopieczną, dopiero w drugiej kolejności dając odpocząć swoim mięśniom. Nie uśmiechała jej się myśl, że czekał ją jeszcze jeden taki dystans, zapewne niemniej szalony niż ten pierwszy, ale z jednego była zadowolona - Capri była wyjątkowo kochana, za co Amerykanka nie omieszkała jej nagrodzić. W końcu obiecała jej tę siatkę jabłek
....Po paru godzinach dojechali na miejsce. Mia razem z dziewczynami i Aidenem dotarli tam jako pierwsi, ale niedługo potem zjawiła się reszta. Krótko przebiegła wzrokiem po obecnych tutaj, a widok Tonego wywołał na jej twarzy delikatny uśmiech. Nieopodal Hayley zajęła się oporządzaniem kasztanki, w międzyczasie pomagając tamtej z wałachem. Jako priorytet ustaliła sobie zamianę ogłowia na wygodniejszy kantar, do którego dopięła uwiąz, dzięki któremu tamta nie miała już okazji do ucieczki. Zdjęła wszystkie sakwy i sprzęt ze spoconego cielska hanowerki, którą wymasowała i wycałowała przy okazji, tradycyjnie faszerując smakołykami, które były w pełni zasłużone <3 Ostatecznie wypuściła ją na wolnej przestrzeni wraz z innymi klaczami, Windsora kierując na część z tymi spokojniejszymi końmi.
....Uzupełniła płyny, wypijając za jednym razem całą półlitrową butelkę wody, po czym odnalazła resztę swojej grupy. Poza pojedynczymi osobami, nie znała tutaj właściwie nikogo innego oprócz nich. Nie zniechęcało jej to - wybrała się na rajd nie tylko po to, by ruszyć swoich podopiecznych i spotkać ze znajomymi, ale zintegrować z innymi jeźdźcami z Orchardu.
....- Mam chęć wskoczyć do tego jeziora - powiedziała słyszalnie zmęczonym głosem. Przeciągnęła się, słysząc jak wszystkie jej kości przyjemne strzelają (ok, prawdopodobnie tylko dla mnie to jest przyjemne ). Skorzystała z tego, że nikt jej jeszcze do roboty nie zaciągnął, i usiadła na ziemi, chwilę potem kładąc się na niej i zajmując się pochłanianiem witaminy D.Elizabeth White - 2016-05-09, 17:14
Grupa 2
- Racja, Izabelowatych nie jest dużo w Orchardzie - przytaknęła nowo poznanej i pogładziła Devona po umięśnionej szyi. Caroline zdawała się być całkiem spoko dziewczyną, a jej towarzystwo umilało Kanadyjce jazdę, podczas gdy Bastian walczył z niesfornym kopytnym. Niestety musiały zaprzestać rozmów, bo na trasie pojawiła się pierwsza przeszkoda. Strumyk nie wyglądał strasznie, aczkolwiek Brunetka nie była pewna jak na tą rewelacje zareaguje jej wierzchowiec. Po krótkim namyśle postanowiła przedostać się na drugą stronę mostem, który wyglądał na dość stabilny i bezpieczny. Stwierdziła, że będzie to dla Izabelowatego mniejsze przeżycie niżeli wejście w zimną wodę i marsz na drugi brzeg. Zgodnie z założeniem skierowała Heira w stronę konstrukcji, pewnie prowadząc go do przodu. Nie chciała by zaczął się wahać, toteż już na początku narzuciła mu żwawsze tempo, co by nie miał czasu na niepotrzebne rozmyślania. Zamknąwszy go w łydkach skierowała się na środek mostu, uniemożliwiając ewentualną próbę ucieczki na boki. Jednocześnie w ramach zachęcenia dała mu więcej luzu na mordce, w razie potrzeby serwując mocniejszą łydkę.Lockhard - 2016-05-09, 17:49 Ogier nie wahał się ani chwili przed przekroczeniem strumienia. Chętnie wszedł do wody, rozkoszując się przyjemnym chłodem okalającym rozgrzane ścięgna nóg. Brodząc przez wodę umyślnie ją rozchlapywał, najwyraźniej dobrze się bawiąc, w przeciwieństwie do wielu innych koni, które wody najzwyczajniej w świecie się bały. Opuściwszy strumień ponownie ruszył kłusem, znowu równając się z Bad. Z czasem dotarli na miejsce pierwszego postoju, co ogier przyjął z niejaką ulgą, chociaż był przyzwyczajony do sporego wysiłku. Po paru godzinach kontynuowali podróż, tym razem o wiele spokojniej, tęsknie wypatrując celu.
Na miejscu nie sprawiał Aaren większych kłopotów, o ile oporządziła go na uboczu, z dala od plączących się pod nogami koni i ludzi. Z rozkoszą przyjął drapanie za uszami i po pysku, wyginając łeb we wszystkie strony. Następnie został puszczony na padok, ku swojemu zaskoczeniu lądując sam na sam ze źrebną I So Bad. Stawiając uszy na sztorc, zmierzył klacz czujnym spojrzeniem, ale zanim uczynił cokolwiek w kierunku bliższego poznania się, rzucił się na najbliższy skrawek piaszczystej ziemi i porządnie się wytarzał, pokrywając spocone miejsca warstwą piachu.Misza - 2016-05-09, 17:49 Grupa 3 albo ktokolwiek, kto nie dotarł jeszcze nad jezioro
Michael nie miał zbyt wiele czasu na reakcję, jak tylko zauważył pędzącego wyścigowca, próbował skrócić wodzę, ale Charmeur zdążyła już wyszarpnąć mu wodze z ręki, puszczając się galopem. Mężczyzna z trudem powstrzymał się od głośnego puszczenia krótkiej wiązanki, w końcu nie wypadało nikogo gorszyć. Trzeba było przyznać, że Ruda miała niezłą turbinę w zadzie, co w tym momencie niekoniecznie przypadło Michaelowi do gustu. Mocniej zacisnął uda na siodle, by nie zlecieć podczas szalonej jazdy. Skok był dla niego co najmniej dezorientujący, jednak potem od razu zaczął skracać wodze i uspokajająco mówić coś do kobyły (chociaż pewnie go nie słyszała). Dupa w siodło, półparada, przytrzymanie, odpuszczenie, półparada, przytrzymanie, odpuszczenie, tak do bólu. Jeśli podopieczna próbowała zagryźć zęby na wędzidle, z niechęcią szarpnął ją. Nie z całej siły, ale upominająco. W końcu, przy takim terenie i mijając tyle koni łatwo można było zrobić sobie krzywdę. W razie brykania mocne ciągnięcia pyska w górę, by nie miała możliwości pociągnięcia szyi w dół i wysadzenia go tym samym z siodła. Starał się ją jak najmocniej obciążyć dosiadem, by w końcu przypomniała o swojej obecności. Jeśli przez dłuższy czas pozostała w amoku zdecydował się podobnie jak Jess w wypadku Truskawki posłać ją do przodu, żeby się wybiegała. Tak czy owak, gdy tylko wyczuł, że zwalnia, półparada, mocniejsze przytrzymanie, odpuszczenie, półparada i na woltę. Pozostał na niej tak długo, dopóki Ruda nie zwolniła do kłusa. Potem jakieś uspokajające mamrotanie, przeproszenie reszty i zawrócenie do swojej grupy, dodatkowe kilometry pannie nie zaszkodzą, skoro ma tyle energii. Cofnął się aż do James'a, witając się z nim krótkim skinięciem głowy i nieco skołowanym uśmiechem. Trzymał jednak dystans od jego gniadej bestii.Bastian Collins - 2016-05-09, 18:04
Grupa 2
Byle tylko jego właściciel nie osiwiał zanim Chaos stanie się hiper sportowcem. Przy takich treningach jakie ostatnio prowadzili doprawdy czarno widział przyszłość w takich kolorach. ;p
Ulżyło mu nieco kiedy Chaos uspokoił się trochę i ani mu się śniło podchodzić do innych koni. Cały czas prowadził go w ten sam sposób – z dala od grupy, ale trzymając ją w zasięgu wzroku. Powiedzmy, że poczuł się na tyle… pewnie, żeby zakłusować co też wykonał po krótkiej chwili, kurczowo starając się kontrolować dosiadem tempo Amira.
Wkrótce udało im się dotrzeć do rzeczki, którą można było przejść na dwa sposoby. Przemyślawszy wszelkie za i przeciw mężczyzna zdecydował się poprowadzić konia drogą wodną, kierując się doświadczeniem jakie zdobyli podczas zawodów crossowych. Gniady tolerował wodę bardziej niż wąski most – a przynajmniej tak sądził jego właściciel – toteż już w chwilę później stanęli na brzegu strumyka. Wziął go na nieco mocniejszy kontakt i dokładnie ograniczał boki konia, aby zmusić go do przejścia przez tę przeszkódkę. Myślami już pisał dziesiątki scenariuszy, które mogły się zaraz wydarzyć, a żeby im zapobiec zaparł się mocniej w strzemionach, starając się przewidzieć każdą zmianę w zachowaniu konia.Dageraad - 2016-05-09, 18:08
James Levrull napisał/a:
Grupa 3
W związku z tym, że ma nienormalnego konia (</3) dłuższy czas trzymał się z boku grupy terenowej uspakajając swoją nową klacz. Od początku czuł jak ciągnie za resztą, niechętnie odpowiada na pomoce, ogólnie cały czas pod górkę... Skupił się więc na uspokojeniu klaczy, wprowadzając ćwiczenia, który miały skupić jej uwagę na nim, a nie otoczeniu, które mogło dekoncentrować oraz ogromnej ilości koni wokół. Zamknąwszy ją w pomocach kręcił różnorakie serpentyny, zakręty skupiając się na przepuszczalności i gimnastyce klaczy. Po jakimś czasie zakłusował ponownie o ile było miejsce kręcąc jakieś zawijasy między drzewami czy wolty na łące obok, kiedy więc ta trochę się uspokoiła, po bardzo długim czasie mógł dotrzeć do swojej grupy.
Choć zapewne nawet nie zauważyli jego przybycia, niekoniecznie miał ochotę rzucać się w oczy, jeśli jednak ktoś przywitał się z nim po prostu skinął głową, powiedział swoje imię, a potem wrócił do pracy z klaczą w trakcie chodu.
Dzisiejszego dnia Dageraad pobiła chyba mistrzostwo w swoim trudnym charakterze. Problem pojawił się już podczas wyjścia przed teren stajni. Na widok tłumu ludzi oraz zwierząt od razu zadarła pysk do góry, rżąc melodyjnie i znacznie przyśpieszając. Nagłe ściągnięcie na ziemię poprzez wyczucie wędzidła nie poprawiło jej humoru, od razu próbowała się szarpać z ręką James'a, dodatkowo zaczynając caplować i generalnie zachowując się, jakby po raz pierwszy pojawiła się na dworze. Samo wdrapanie się na nią mogło być problematyczne, kręciła się, rezolutnie ciągnąć pysk w stronę zewnętrznej strony, a szarpanie działało na nią niczym płachta na byka. Gdy tylko poczuła ciężar jeźdźca ponownie szarpnęła łbem do góry, jednocześnie od razu szykując się do przeniesienia ciężaru na tyły i uniesienia przodów, jednak prawdopodobnie mężczyzna szybko to wyczuł i uniemożliwił jej zgrabne wysadzenie go z siodła. O stępie praktycznie nie było mowy, Dageraad w pełni prezentowała wspaniałą, harmonijną budowę, wyćwiczone mięśnie oraz piękny ruch podczas ponadplanowego piaffu, czy też pasażu (a'la, bo o zebraniu można było sobie pomarzyć). W reakcji na mocniejszą rękę uparcie chowała się za wędzidłem, rolowała albo wdawała w przepychanki, najwyraźniej demonstrując, że na upartego da sobie radę z tym ustrojstwem. Próby kręcenia wolty, czy serpentyny były dobrym pomysłem, chociaż wyraźnie olewała jeźdźca, na siłę próbując dołączyć do reszty koni. W przeciągu paru minut zrobiła się całkiem mokra ze złości, że James nie chce jej odpuścić. Krótko mówiąc, pokazywała mu, że popełnił największy błąd w życiu zabierając ją ze sobą Zad zostawiła w stajni, a głową była na czele szeregu. Po jakiś piętnastu minutach odpuściła, oddychając ciężko przez chrapy jak po maratonie. Jedno ucho Daag łaskawie powędrowało w stronę jeźdźca, zaczęła wpisywać się w łuki, w końcu zaczynając współpracować. Jeśli dostała trochę luzu w pysku, to opuściła delikatnie łeb, mieląc parę razy wędzidło w pysku. Gdy już spuściła z tonu (najwyraźniej długi brak ruchu pod siodłem miał swoje negatywne skutki) stawała się całkiem przyjemna w prowadzeniu, chociaż we łbie cały czas miała mało przyjemne myśli. Podczas zakłusowania próbowała wyrwać się do przodu, co ponownie szybko zostało jej wybite z głowy. W ramach buntu zaczęła mocno wyrzucać nogi do przodu, zupełnie jakby planowała skopać ziemię przed sobą. Dobrze, że nie było jej podczas tej całej afery z wyścigiem, bo James miałby gwarantowaną ostatnią drogę życia Tak czy owak, wyżyła się nieco podczas jazdy kłusem i kręcenie figur w końcu przyniosło efekty. Stała się bardziej przepuszczalna i chociaż daleko jej było do pełnego rozluźnienia, wyglądała na uspokojoną i bez większego problemu stosowała się do poleceń jeźdźca.Cecile Chaptal - 2016-05-09, 18:12
Grupa 6
Przywitała się z osobami, które dotarły do ich grupy i przedstawiła grzecznie, po chwili ponownie skupiając się na swoim wierzchowcu. Od zawsze stroniła od kontaktów z przedstawicielami swojej rasy, a więc jazda w pojedynkę była jej całkiem na rękę. Pochwaliła głosem konia, który póki co zachowywał się nienagannie, a kiedy drużyna zakłusowała, ona także przekazała gniademu owy impuls. Trzymała go na nieco mocniejszym kontakcie, nie chcąc by zbyt mocno się rozpędził i zwyczajnie kontynuowała trasę, aż na horyzoncie pojawiła się przeszkoda w postaci strumyczka. Przy niej przytrzymała konia do stępa i pokazała mu uważnie most, decydując się na pokonanie wody górą.
Jeżeli Wavantos nie wykazywał strachu czy niechęci spowodowanej wyglądem wąskiej dróżki umożliwiającej im kontynuację rajdu, zwyczajnie wprowadziła go na ów, podtrzymując dokładnie boki konia, ograniczając mu możliwość zejścia na którąś ze stron. Wzięła go bardziej na siebie, aby zamknąć go w korytarzu z pomocy i przeprowadzić na drugą stronę, a kiedy im się to udało poklepała konia po szyi i kontynuowała jazdę kłusem.Adele - 2016-05-09, 18:18
grupa 4
Odkrywszy, że Naomi nie jest negatywnie nastawiona do jej osoby i przeciwnie, nie ma nic przeciwko rozmowie z nią, uniosła nieznacznie kąciki ust do góry, nienachalnie się jej przyglądając, ale nadal pozostając skupiona także na tym, co działo się przed i pod nią.
- Adele - odpowiedziała bez momentu zawahania, a jej głos stał się nieco pewniejszy. Jeszcze kilka miesięcy temu nie miałaby problemu z otwartą rozmową na Ty z kimś dorosłym, ale na dzień dzisiejszy potrzebowała onieśmielenia ze strony swojego rozmówcy i stała się nieco bardziej wycofana. Niewiele, ale widocznie. Jeszcze bardziej rozpromieniła się wraz z kolejnymi słowami blondynki. - Dziękujemy - odparła z ogromną dozą wdzięczności i zadowolenia. Dość przyjemnym uczuciem było otrzymać coś na wzór pochwały od jednego z Orchardowskich instruktorów - zwłaszcza, że porzuciła jazdę z nimi już jakiś czas temu i trening kucyka opierała na własnym doświadczeniu. Cieszyła się, że nie straciła poprzednio wypracowanego poziomu, dość przyzwoitego jak na jej wiek.
Być może spróbowałaby po raz kolejny zawrócić blondynce głowę, ale słysząc jak prowadzący ich grupę mężczyzna, Sergei, usiłuje coś im oznajmić natychmiast zwróciła się w jego stronę, koncentrując na jego osobie. Pokiwała energicznie głową, nieznacznie skracając wodze mimo pewności, że Gortat nie będzie miał najmniejszego problemu z wodą - nie raz, nie dwa byli w terenie, a debiut w crossie utwierdził ją w przekonaniu, że żaden problem nie powinien nastąpić. Puściła Naomi przodem, woląc mieć pewność, że w razie ewentualnych kłopotów nie wjedzie w nią ani jej zad, a w następnej kolejności poprowadziła izabelowatego ku strumykowi, zachęcając go do wejścia delikatnymi sygnałami łydek i tworząc z wodzy swojego rodzaju "korytarz".Questionable - 2016-05-09, 18:24
Grupa 6
Łypała na boki niezbyt zadowolonym wzrokiem, choć zwiększenie przez Christiana odległości między sąsiednim koniem sprawiło, że nieco się rozluźniła. Wyginała szyję za każdym razem kiedy właściciel ją do tego zachęcał, a wprowadzana na wolty spokojnie się w nie wpisywała, mimo spiętej sylwetki zachowując kunszt godny gwiazdy ujeżdżeniowej. Coraz chętniej i odważniej parła przed siebie, starając się jak najmniej rozglądać na boki i wyłączyć świadomość całej tej wielkiej eskapady. W całości skupiła się na właścicielu, przyjmując jego „rozkazy”.
Po jakimś czasie nieco odpuściła, choć nadal była czujna niczym ważka. Dumnie kroczyła przed siebie niosąc bez większych problemów swego jeźdźca, ale już jakiś czas później ponownie się zestresowała. Mostek nie wyglądał zachęcająco i wydawał się zbyt wąski, aby mogła nim przejść. Questionable potrzebowała dużo wolnej przestrzeni wokół siebie toteż przez chwilę się wahała przed wejściem na niego, uderzając mocno kopytami w ziemię i idąc ładnie w bok zamiast przed siebie. Prychała ciężko i głośno za każdym razem kiedy mężczyzna spychał ją w odpowiednim kierunku, ale dopiero wejście za zad rozsądniejszego konia skłoniło ją do przejścia tym dziwnym szlakiem. Spięła się cała ponownie, uważnie stawiając krok za krokiem, ostatnie metry pokonując w kłusie, aby uciec jak najdalej od tego podłego miejsca. Zatrzymała się na moment, głęboko przy tym oddychając, a zachęcona chwilę później do ponownego przyspieszenia, chętnie przyjęła polecenie Levrulla, grzecznie prąc przed siebie. Oswoiła się nieco z atmosferą rajdu, potulniejąc nieco, co z pewnością właścicielowi było całkiem na rękę.Szerker - 2016-05-09, 18:24
Naomi napisał/a:
grupa 4
Adele napisał/a:
...
Naomi mimo swojej otwartości na ludzi, nie nawiązała z nikim dialogu. Jadąc spokojnie na ogonie całego zastępu, najwięcej uwagi poświęcała swojemu wierzchowcowi, który i tym razem jej nie zawiódł. Coraz bardziej podobało jej się usposobienie Szerkera; czasami nawet zapominała, że dosiadła ogiera. Nigdy nie planowała zakupu niewyciętego konia, a tymczasem była coraz bliższa podjęcia takiej, a nie innej decyzji.
Z zamyślenia wyrwała ją Adele, na którą to poniosła wzrok, od razu odwzajemniając uśmiech. Różnica wieku nie stanowiła dla blondynki problemu. Jej zawód wymagał umiejętności dogadania się nie tylko z młodymi ludźmi, głównie w wieku szkolnym, ale też z zupełnymi maluchami lub dojrzałymi osobami. Stąd też łapała wspólny język z każdym, rzadko napotykając kogoś, z kim nie mogła się dogadać.
- Zgadza się - odparła, szybko uświadamiając sobie, że widok Adele na kucyku również nie był jej obcy. Co prawda rozpoznała ją dzięki głównie Gortatowi, ale jednak. - Naomi - przedstawiła się, nie krępując jednak nastolatki stwierdzeniem, że ma do niej mówić po imieniu. Nie miałaby nic przeciw temu, ale szanowała to, że niektóre dzieci wolały zachować względem dorosłych pewien dystans.
- Ja za to widziałam waszą dwójkę na zawodach. Zgrana z was para - przyznała, opierając to na jak najbardziej szczerej opinii. Szczerze lubiła oglądać tzw. kucykowy sport, pod warunkiem, że kuc tworzył ze swoim jeźdźcem zgrany duet.
Niebawem na swojej drodze napotkali strumień, którego przekroczenie nie powinno być dla Szerkera problemem. Podejrzewała, że nawet dałby radę pójść mostem, ale miała ogromną ochotę wejść z koniem do wody. Szczerze mówiąc nastawiała się na to, że na miejscu ktoś skusi się na wspólne pławienie koni.
Zgodnie z poleceniem przewodzącego im jeźdźca, dosiadem zatrzymała konia do stój.
- Tak jest, Szefie - rzuciła do Sergeia, zarazem posyłając mu zadziorny uśmiech, przed którym nie mogła się powstrzymać. Poczekała aż przez strumień przejdą wszyscy ci, którzy znaleźli się przy nim pierwsi, po czym również dała ogierowi łydkę do stępa, kierując go w ślad za innym koniem, cały czas jadąc obok Adele i towarzysząc jej.
Szerker cały czas miał uszy odchylone w stronę Naomi, chociaż bystrym okiem co jakiś czas zerkał na stępującego obok kuca. Nie przejawiał żadnych agresywnych zamiarów, nie ścigał się z nim, ani nie kłócił z żadną korektą tempa, którą narzucała amazonka. Faktycznie, jak na ogiera zachowywał się bardzo przyzwoicie, ale to była zasługa wychowania. Nie odbijała mu palma nawet przy klaczy w rui, chociaż jak każdy samiec próbował się wtedy lepiej zaprezentować. Zawsze jednak wygrywało słowo jeźdźca, co czyniło go idealnym koniem do rajdów, czy terenów w grupie. Mógł być zarówno prowadzącym, jak i kończącym zastęp (środek tym bardziej mu nie przeszkadzał). Słysząc (i widząc) strumyk, postawił uszy na sztorc i rozszerzył chrapy, będąc wyraźnie bardziej ożywionym, ale w ten pozytywny sposób. Jednocześnie jedno ucho odwinął nieco w tył, wyraźnie czegoś nasłuchując. Do strumyka jednak wszedł bez problemów, jeśli Naomi pozwoliła, obniżył łeb i zanurzył w niej chrapy, by po chwili z zadowoleniem machnąć parę razy łbem w górę i w dół. Uderzył parę razy kopytem o taflę wody, najwyraźniej mając z tego powodu świetny humor. Niemniej niespodziewanie śmignął koło niego najpierw pierwszy, smukły kształt, który przemknął koło niego. Dał piękny popis opanowania, nie licząc zakłopotanego furknięcia stanął jak wryty, zerkając z pewnym zdezorientowanym spojrzeniem na kuca, który dotychczasowo mu towarzyszył (a aktualnie był za nim), jakby pytał się, co się stało. Drugi i kolejne kształty sprawiły, że przestąpił niepewnie z nogi na nogę, jednak wyraźnie czekał na sygnał ze strony Naomi, chociaż napięte mięśnie świadczyły o tym, że najchętniej susami poszedłby za resztą i pokazał im, kto tu tak naprawdę jest szybki. Dzieciakom doświadczenia brakuje Chaos Amir - 2016-05-09, 18:25
Grupa 2
Na możliwość przejścia w kłus ogier zareagował bardzo ochoczo. Najmniejsze muśnięcie łydkami mogło sprawić, że gniady pogna przed siebie, toteż w owym aspekcie Bastian nie musiał się wcale wysilać. Pomimo energii i wyjątkowego pobudzenia kopytny nie wyrwał mu się spod prowadzenia i nie pognał za grupą poruszającą się gdzieś przed nimi. Szedł spięty, głośno parskał i szybko przebierał smukłymi nogami. Był w stanie poruszać się najwolniejszym tempem, ale i tak wizja kłusa przypasowała mu dużo bardziej niż stęp. Śmiesznie musiało to z boku wyglądać - prawie piaffujący achał, nerwowo przeskakujący z nogi na nogę. Oczywiście chętnie poszedłby szybciej, ale nie sądzę, żeby jeździec miał ochotę na kolejną szarpaninę.
Wyjątkowo niezadowolony z powodu pojawienia się przeszkody, zwolnił do stępa. Wlepił ślepia w strumyk i wypuścił z płuc powietrze, oczekując kolejnych poleceń Collinsa. Gdy tylko dostał sygnał do ruszenia przez wodę, zbliżył się do linii brzegu i wyciągnąwszy do przodu mordkę, zaczął oceniać ryzyko utopienia lub utraty którejś z kończyn. Po chwili jednak jakby nigdy nic ruszył dalej, w ogóle nie przejęty zimną cieczą obmywającą mu nogi. Co by nie było jednak zbyt pięknie, zatrzymał się mniej więcej na środku i ponownie wyciągnął szyjsko. Zafurkotał chrapami i nagle uniesioną kończynę z powrotem umieścił w wodzie, rozchlapując jej krople na boki. Owa zabawa spodobała mu się na tyle, że powtórzył to jeszcze raz i kolejny i kolejny, grzebiąc kopytem w najlepsze. Oczywiście zmoczył przy tym nie tylko siebie, ale też właściciela i wszystkich, którzy znaleźli się za blisko. Zadowolony z siebie, po chwili samoistnie ruszył dalej, z gracją wdrapując się na suchy ląd.Winning Mood - 2016-05-09, 18:32
Grupa 3
Nadal kłusował wesoło przed siebie, wysoko unosząc w górę ogon i przebierając nogami niczym arab na wystawie. Rozglądał się to tu to tam, wykręcając swoje siwe szyjsko w każdą ze stron, chcąc zaczerpnąć możliwie jak najwięcej widoków. W końcu udało mu się dotrzeć do początku grup, ale nie widząc przed sobą żadnych koni więcej uznał, że kontynuowanie jazdy w samotności naprzód niezbyt mu się uśmiechało. Zawrócił więc i raźnym kłusikiem parł w drugą stronę, mocno machając głową w górę i w dół, jakby na ponowne powitanie wszystkich koni, które jeszcze zmierzały do jeziora.
Nagle przystanął, wbijając nogi w ziemię w osłupieniu. Postawiwszy uszy na sztorc uważnie przyjrzał się samotnej duszyczce, która szła bokiem drogi, mocno eksploatując swoje nogi aby dotrzeć w punkt docelowy wycieczki. Przyjrzawszy się uważnie mężczyźnie rozpoznał w nim Leona, na widok którego zarżał wesoło, grzebiąc przy tym nogą w ziemi. Stępem przeszedł jeszcze kawałek do przodu aż w końcu opuścił łeb i zaczął skubać trawę. Czy Leon znajdował się na tyle blisko by zapobiec zapoprężeniu konia?Scho Can Do - 2016-05-09, 18:33
Grupa 4
To dobrze, że coś mu nie strzeliło jeszcze do łba po drodze, a on to zdolniacha w końcu. Faktycznie ciągnęła się i ciągnęła, jakby się skończyć nie mogła. Do auta, proszę nie porównywać Czasem sobie przyspieszali, czasem zwalniali, o takie se.
~~~~
Kiedy w końcu łaskawie dotarli na miejsce, odetchnął ciężko. Był zmęczony, ale bardziej nie drogą, a szarpaniem się. Co on gej, że na różowo? Zaprowadzony na pastwisko, parsknął wesoło, strzelając kilka wesołych baranków i szalejąc, ogólnie.Naughty Boy - 2016-05-09, 18:41 Nie przeszkadzała mu rozmowa Adele z Naomi, podobnie jak obecność Szerkera, z którym dzielił nie tylko gatunek, ale i płeć. Był nastawiony pokojowo do każdej żyjącej istoty, co czyniło z niego najcudowniejszego i najkochańszego kucyka, którym niezaprzeczalnie był. Nawet odpierdalająca Truskawka z przodu nie zaburzyła harmonii między jeźdźcem, a jego wierzchowcem, ale szum strumyka nieco ożywił go. Postawił uszy na sztorc i po paru minutach dojrzał źródło tego dźwięku, przez które aż zarżał z radości, zarzucając łbem. Wyjątkowo nie wyrywał do tej "przeszkody", cierpliwie stępując tuż za Naomi i Szerkerem, chociaż nie dało się ukryć, że nie mógł się już doczekać zmoczenia cielska w chłodnej wodzie <3. Zachowując odpowiedni dystans, wkrótce sam wszedł do wody, gdzie ponownie zarzucił mordką wesoło, prawym przodem rozchlapując wszystko dookoła, w tym również towarzysza i Adele. W pewnym momencie nawet się schylił, by pyskiem dosięgnąć tafli i częściowo ugasić pragnienie. Co prawda, cały ten czas tylko stępowali, ale minęli już dobre kilka kilometrów, a słońce nieźle grzało, więc z widoczną ulgą przyjął tę krótką kąpiel. Spotykając się z zdezorientowanym spojrzeniem ogiera przed nim, jedynie krótko parsknął. Nie spiesz się, mi tu dobrze, po czym spróbował położyć się w wodzie, naturalnie ze swoją właścicielką. Nie tylko Pleasure inicjuje kąpiele swojej właścicielki Leon - 2016-05-09, 18:42
Grupa 3
Żeby się nie skiśli ze śmiechu, karma wraca do każdego, a jak ktoś się z kogoś śmieję, to za chwilę dostaje to samo, albo to samo mu się przydarza. Więc ja bym uważała, żeby sami nie zawiśli na jakimś krzaku.
-Straszne. - mruknął ironicznie, przewracając oczami. Sądzili serio, że jego to rusza? Miał raczej w głębokim poważaniu, opinię innych ludzi, szczególnie takich co niewiele, albo nic dla niego nie znaczą. Taka była jego natura, co do pomocy, chyba wolałby sam tam zajść z buta, albo wrócić do stajni, bo na obecnym odcinku trasy chyba, tam było bliżej.
-Zdawało mi się, że kazałem ci się odwalić, a może zamknij pysk bardziej będzie odpowiednie. - mruknął do kobiety na odchodne. -
-[i]Im mniej idiotów, tym lepiej. - odparł, kiedy sobie odjechali, przynajmniej nie musiał słuchać ich gadania. Byli doprawdy nudni i żałośni, aż żal dupę ściska jak się na nich patrzy. Szedł żwawo po drodze, w kierunku gdzie szli wszyscy inni, w końcu dostrzegł siwą zgubę. Bieda temu koniowi, jak go dorwie. Widząc co siwy robi, w ułamku sekundy znalazł się obok niego, łapiąc za luźno zwisające wodzę i ostro szarpiąc w swoim kierunku.
-Pojebało cię do reszty, przyjedziemy do stajni i skiśniesz tam do śmierci. - był wściekły, tylko huj do końca wie na kogo, bardziej na konia czy na ludzi. Może na jedno i drugie? Po porządnej zjebce, wystosowanej w kierunku konia, który nie rozumiał co się do niego mówi. Jednak sam ton głosu, rozumiał doskonale, Leon dosiadł go nie pierdoląc się z nim przesadnie. Poprawiając sprzęt, który był kij wie, w jakim stanie, po czym wyegzekwował choćby siłą od konia, to co on chciał. Za bardzo sobie siwy przerąbał, co nie do końca było jego winą, ale trzeba się dostosować do tego, co orzeka szanowny MG. Co poradzić? Bardzo szybko dogonił swoją grupę, puszczając siwka galopem na przód. Nawet nie potrafili odjechać daleko, żałosne, za pewne wyminął ich, chcąc trzymać się z dala, od bandy, wiadomo czego.
~~~~
Po jakimś długim czasie w końcu dotarli na miejsce, gdzieś tam mieli po drodzę postój. Co dobrze wpłynęło, bynajmniej na Leona. Trzymał się z dala, od swojej zaczepistej inaczej grupy, oraz konia od którego musiał ochłonąć. Kiedy dotarli na miejsce, przypiął go do drzewa, podobnie jak podczas przerwy, rozebrał ze wszystkie, ubierając go tylko w kantar, po czym puścił na jedno, z ogrodzonych pastwisk.