To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Naomi Eaton - 2016-05-02, 19:49

Największy problem zauważyła w pozycji nogi jeźdźca i już na tej lekcji postanowiła zadziałać coś w kierunku jej poprawy. Z czasem sama miała znaleźć swoje prawidłowe ułożenie, gdy Nieve zdoła się rozluźnić i naprawdę usiąść w, a nie na siodle; wówczas zrotowana, rozluźniona i oparta na boku konia noga samodzielnie znajdowała ułożenie, w czym czasami pomagało (lub przeszkadzało - kwestia indywidualna) też siodło. Nawet trzymanie pięty w dole, największa zmora początkujących, sama odnajdowała swoje ułożenie.
Niemniej w początkowej fazie należy takiej nodze podpowiedzieć i naprowadzić jeźdźca na prawidłowy tor, że tak to ujmę.
Nie przerywając dotychczasowego ćwiczenia, zwróciła się do uczennicy, chodząc po niewielkim okręgu na środku placu, w miarę tego jak przemieszczał się po śladzie koń. Wolała zostać dobrze zrozumienia, bez potrzeby przesadnego unoszenia głosu.
- Teraz podniesiemy trochę poprzeczkę - uprzedziła Nieve, uśmiechając się przy tym lekko. - Teraz zamiast regularnego anglezowania, usiądziesz w siodle na dwa takty, co rozpoznasz po tym, jak koń Cię "wybije" w górę. Na trzeci raz wstaniesz w strzemionach i za chwilę usiądziesz na kolejne dwa wybicia... I tak w kółko, dobrze? Proszę - oddała dziewczynie możliwość wykonania wspomnianego ćwiczenia, które miało jeden, nieskomplikowany cel. Miało nauczyć ciało Nieve, a właściwie jej nogi prawidłowego ułożenia - zapobiegało mianowicie nadmiernemu wychodzeniu do przodu. Z czasem, gdy ćwiczenie w wykonaniu uczennicy nabrało płynności, Naomi zaproponowała jego odwrotność. To z kolei miało na celu znalezienie niejakiego złotego środka, wskazanie nogom prawidłowej pozycji.
- Teraz z kolei siadaj tylko na jeden takt, a na dwa wstawaj w siodle. To Ci pomoże nie zostawać za ruchem konia - wyjaśniła pokrótce, cały czas uważnie obserwując postępy Nieve. Spodziewała się, że w międzyczasie koń mógł próbować chcieć zwolnić do stępa, szczególnie gdy dwudziestolatka siadała w siodle, z początku zapewne niezbyt delikatnie, za co nie można było jej winić. Samo wysiedzenie nawet dwóch taktów mogło być dla niej kłopotliwe na tym momencie, ale na to miała złotą radę.
- Nie zapominaj o oddechu - wtrąciła, tym samym przypominając Nieve o czymś zupełnie oczywistym, o czym jednak można było zapomnieć. Jeźdźcy, szczególnie ci początkujący, mieli to do siebie, że dosłownie wstrzymywali oddech zbyt skupieni na wykonywaniu poleceń lub na tym, aby nie zsunąć się z końskiego grzbietu. To z kolei zaciskało mięśnie i wywoływało ogólną sztywność, która w niczym nie pomagała.
Jeśli natomiast koń rzeczywiście zatrzymywał się do stępa, Naomi prosiła Nieve o konsekwentność, ale też spokój i cierpliwość - miały czas,a dziewczyna nie miała się poczuć przytłoczona czy też zestresowana sytuacją. W momencie, gdy Momentum ewentualnie przechodził do stępa, Nieve po prostu miała przerwać ćwiczenie, ponownie ruszyć kłusem i wznowić ćwiczenie. Czasami też Naomi uprzedzała ją zawczasu, sugerując danie łydki koniowi zanim ten "zgaśnie".

/jakieś hardcorowe te posty. czemu to takie trudne D:

Misza - 2016-05-03, 13:01

Charmeur napisał/a:
Prowadzenie jej pod siodłem, faktycznie mogło kojarzyć się z tańcem. Niezwykle lekko i przyjemnie pozwalała się prowadzić, z ogromną chęcią przystając na co raz to kolejne stawiane przed nią wyzwania. Ze spokojną głową i wielką ciekawością świata gotowa była uczyć się nowych rzeczy, poznawać równowagę i siłę swojego cielska, które utrzymane w dobrej kondycji, było doskonałym materiałem do rzeźbienia na wielu płaszczyznach.
Kłusując lekko i z ogromną swobodą, naprawdę chętnie szła na przód, gnąc się elastycznie i miękko od łydek, pozostając zamknięta w pomocach i uważna na każdą kolejną porębę jeźdźca. Pochwały były jak najbardziej wskazane, upewniały Rudą w tym, że solidna i ciężka praca jest tym czego oczekuje jeździec, a przede wszystkim dawały świadomość tego, że to co robi jest dobre i zostanie wynagrodzone.
Płynnie zatrzymując się do stój, równomiernie obciążyła wszystkie kończyny, nie zostając zadem, stojąc grzecznie i czekając. Nieustannie memłała wędzidło w pysku obficie się przy tym pieniąc i pozostając w rozluźnieniu. O ile samo zatrzymanie nie było trudnym elementem, to stanie zdecydowanie nie podobało się naszej Rudej damie. Zaczynając wymachiwać tylną nogą i szastać ogonem, próbowała naprzeć na wędzidło i ruszyć do przodu.
Poproszona o kłus niemal wyrwała się do przodu, Misza musiał korygować takie niewinne lecz dostrzegalne błędy. Niestety czasem nad doskonałym wyszkoleniem przeważała ruda charakterność i ta jej wrodzona ciekawość. Kolejne zatrzymania i nieruchomość wychodziły o wiele lepiej, uświadamiając Charm, że stanie to nic strasznego i czasem po prostu trzeba posterczeć w jednym miejscu, nieco dłużej.
Dopiero przy dosiadzie ćwiczebnym wymagającym znacznego zaangażowania zadu, Char uniosła mocniej łeb lekko i przyjemnie gnąc się w potylicy. Pozostając luźną i przepuszczalną, pchała się tyłami aktywnie, obniżając przy tym zad. Zachowywała się jak stara wyga, niemniej jednak nie wszystko będzie tak nieustannie kolorowe. To konisko ma niejednego asa w rękawie ;>.


Michael rozumiał niecierpliwość rudej, w końcu była ona młodym koniem, w dodatku dobry rodowód niemalże zawsze równał się z dość ognistym temperamentem. Niemniej w takich wypadkach mężczyzna uspokajał ją głosem, ewentualnie wzmacniając wstrzymujący nacisk wodzy (chociaż po sekundzie odpuszczał, a w razie konieczności powtarzał ruch). Charmeur jednak szybko potrafiła korygować własne błędy. Forrester nie wątpił w to, że panna pokaże mu jeszcze różki oraz charakterek, jednak póki co nie zamierzał wychodzić zbyt szybo myślami do przodu. Mieli jeszcze dużo czasu, żeby dopracować ich współpracę.
Kłusem pośrednim po pierwszym śladzie, po tym ponownie prośba o kłus roboczy i wjazd na koło o średnicy 15m. Zewnętrzna pomoce ograniczają, wewnętrzne nadają kierunek i ustawienie. Po wyjechaniu z koła w najbliższym narożniku zewnętrzna noga za popręg, wewnętrzna przed. Wraz z zagalopowaniem lekkie przesunięcie dłoni do przodu, by nie szarpnąć przez przypadek wodzami czułego pyska podopiecznej. W razie baranków nie pozwalał jej po prostu na obniżenie łba w dół i wysiadywał wszelkiego rodzaju kombinacje. Pierwsze dwa okrążenia pozwolił jej się wyszaleć, potem stopniowo zaczął ją przywracać na kontakt. Wjazd na przekątną, w środku przejście do kłusa i zagalopowanie na drugą nogę. Na długiej ścianie galop pośredni, na krótkiej roboczy. W "E" wjazd na koło w roboczym tempie, potem powrót do pośredniego na jedno okrążenie. Następnie do kłus, do stępa, rozstępowanie i wraz z chwaleniem do stajni.
zt
// Wybacz, że tak do dupy, na następnym będziemy po prostu robić elementy z P, bo tutaj wena mnie opuściła :lol2:

Nieve Hoover - 2016-05-03, 15:49

W teorii wszystko o czym mówiła Naomi zdawało się być dość oczywiste. Skoro w kłusie można było anglezować to dlaczego nie dałoby się usiąść w siodle i poczuć zwyczajnie jak w stępie? Rudowłosa nie oponowała, kolejny raz poddając się prośbie instruktorki, od której chciała jak najwięcej się nauczyć. Ostatnia jazda także bardzo jej się podobała, choć zdecydowanie nie była równa obecnej – teraz kłusowała już samodzielnie i nic dziwnego, że wywierała na niej większe wrażenie, pobudzając do życia krążącą w żyłach adrenalinę.
Wysłuchawszy do końca polecenia blondynki, dziewczyna nadal kłusując usiadła w siodło, choć jej oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością tak szybko jak wypadający z drogi samochód lądujący w rowie. To, co wydarzyło się z jej nogami, było jeszcze dziwniejsze niż do tej pory, a ciało rzucało się po siodle niczym worek ziemniaków. Dolne kończyny latały w przód i w tył, nie pozwalając Nieve nawet na ponowne podniesienie się w strzemionach i wznowienie anglezowania, dlatego zrobiła coś, co zrobiłby każdy, próbujący się ratować, początkujący jeździec – zwyczajnie złapała (oczywiście zbyt długie) wodze i pociągnęła je w swoją stronę, mając nadzieję, że koń zrozumie aluzję i zwyczajnie przejdzie do stępa. Jeśli to faktycznie nastąpiło, wysłuchała wskazówek Naomi, które z pewnością padły w jej kierunku pod kątem radzenia sobie z kłusem ćwiczebnym, i nie zamierzając się poddać ponownie poprosiła konia o kłus, tym razem rozpoczynając ćwiczenie nieco bardziej asekuracyjnie. Anglezując starała się mocniej zaprzeć w strzemionach i powoli usiadła w siodle, biorąc przy tym głęboki oddech. Zmiana zauważalna była niemal od razu – nogi nadal poruszały się we wszystkie strony, ale teraz przynajmniej całkowicie nie straciła równowagi i udało jej się podnieść w górę po dwóch taktach. Kontynuowała siadanie/podnoszenie w sposób, którego wymagała od niej instruktorka i choć wciąż czuła się jak worek ziemniaków, nie potrafiąc podążać biodrami za ruchem konia, to z każdym powtórzeniem czuła się nieco pewniej.
Można powiedzieć, że nie szło jej tragicznie, choć dobrze wcale. Dopiero odwrotność ćwiczenia pozwoliła na nieco swobodniejsze czucie się w siodle i teraz, gdy przysiadała tylko na jeden takt, całość wyglądała dosyć płynnie, a łydki nie nadążały z huśtaniem, toteż można powiedzieć, że znajdowały się w miarę w jednej pozycji. W miarę, bo nadal przecież nie było idealnie. Pięta także uciekała nieco w górę, ale Nieve nauczyła się nie kopać konia, dzięki czemu względnie radziła sobie w z tym problemem. Oczywiście zapomniało mi się wspomnieć o gasnącym koniu, toteż napiszę teraz – jeśli zdarzało się, że przechodził do stępa, rudowłosa konsekwentnie prosiła o wyższy chód, starając się pilnować jego rytmu w kłusie, choć nie zawsze jej to wychodziło.
- Boże jakie to jest trudne – pożaliła się, choć na jej twarzy nie dało się nie zauważyć szerokiego uśmiechu. Nie była zadowolona z siebie, ale z próbowania nowych rzeczy, których do tej pory nie wprowadzono w jej jazdy, których z kolei nie było przecież tak wiele.

//Początki są najturdniejsze! :P

Charmeur - 2016-05-04, 12:47

W opozycji dla ognistego temperamentu i „rudego” charakterku stała jej karność, szybko się uczyła ale też respektowała zasady, a przede wszystkim szanowała człowieka, co w pracy z młodym koniem było niewątpliwie podstawą.
Na wolcie gięła się elastycznie, formując sylwetkę w łuk o delikatnym zgięciu, poruszając się w równowadze i skupieniu, które pozwoliło na uzyskanie naprawdę dobrego galopu. Idąc od zadu, zagarniała przodami podłoże, aktywnie i chętnie idąc na przód. Pierwsze kilka kół spożytkowała na utratę nadmiaru energii jednak nie cudacząc, po prostu galopowała w energicznym tempie lekko prosząc o oddanie wodzy przez co swobodnie opuściła nos w dół rozluźniając rude szyjsko.
Płynnie przechodząc na jeden krok do kłusa, od razu zmieniła galopującą nogę dając prowadzić się zamknięta w pomocach, nie uciekająca i skupiona na kolejny zadaniach. Owijając się wokół wewnętrznej łydki, gięła się lekko i elastycznie na kołach. Po skończonej pracy opuściła nisko łeb kłując w rozluźnieniu i pozwalając odpocząć mięśniom najpierw w kłusie, a następnie w stępie.
Występowała z właścicielem do stajni.

/zt

Momentum - 2016-05-08, 23:37

Bo pewnie było to nieco trudniejsze, ale to nie oceniać ogierowi. Kiedy dziewczyna usiadła w siodło, a instruktorka podeszła bliżej nich. Ogier jedno ucho dał na Nieve, drugie zostawił na Naomi. Wolał mieć wszystko pod kontrolą, nadal swobodnie, z zaangażowaniem i równym tempem, kroczył przed siebie. Biedna Nieve, faktycznie latała na nim, jak worek ziemniaków, jednak on nie reagował na to, wiedział, że początki bywają trudne. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, złapany raptownie za wodzę, momentalnie się skrócił i zahamował, nawet rzekłabym do stój. Zwalniał, albo ratował się w siodle, łapiąc się go, ale to zależy od postaci. Pewnie wpierw ruszyli ponownie stępem, podczas słuchania wskazówek, a potem dopiero wrócili do kłusa. Rzeczywiście wraz z drugim podejściem, kobiecie jakby lepiej to wyszło. Kłusował równym tempem, miękko do przodu. Starał się, by kobieta czuła się na nim jak nalepie i by ćwiczenia, wychodziły jej dobrze, a może doskonale? Może nieco zwalniał w tym kłusie, kiedy brakowało mu tej łydki, ale po jej dodaniu, ponownie wracał, w aktywne tempo.
Delfinek - 2016-05-09, 14:32

Kiedy wprowadziła klacz na halę podpięła jej popręg i pogłaskała. Obawiała się reakcji klaczy, lecz cóż poradzić. Ze zgromadzonych informacji dowiedziała się, że klacz pod siodłem chodziła, lecz bez jakiś specjalnych zamiarów. Po prostu nauczyła się mieć coś na grzbiecie. Było to swojego rodzaju udogodnienie, gdyż kobieta mogła postąpić z nią jak tylko chciała, uczyć jak tylko miała kaprys. Westchnęła cicho po czym mocno złapała za wodze klaczy i obciążyła jedną stronę siodła klaczy spoglądając na jej reakcję. To samo zrobiła z drugą stroną, a następnie przedłużyła sobie strzemiona by móc wsiąść. Wzrost był zarówno przyjacielem, jak i wrogiej Delfina. W końcu jako dżokej była wprost idealna- lekka, niska i zgrabna; natomiast w codziennej jeździe było sporo problemów choćby z wsiadaniem, czy siodłaniem. Kobieta wtedy musiała stawać maksymalnie na palce, bądź stosować swojego rodzaju techniki jak podciąganie, czy wchodzenie z pomocą podnoszonej końskiej szyi. Było to o tyle kłopotliwe zjawisko, że wiele jeźdźców albo śmiało się z jej postępowania, albo wręcz robiło wszystko by pokazać, że oni mają lepiej. Nie raz montowano jej w siodle puśliska z małą ilością dziurek, przez co kobiecie nie starczały nogi do strzemion. Tym jednak razem nie było tak źle- w końcu klacz nie miała 180cm, a Delph była bardzo wygimnastykowana.
Cherry - 2016-05-09, 14:47

O ile dobrze zrozumiałam kobieta jeszcze nie wsiadła.
Kiedy Francuzka podpięła klaczy popręg ta prychnęła zarzucając łbem i postępując kilka kroków w przód. Rozejrzała się po otoczeniu. Nie wyglądało to jak upragnione pastwisko. Mogła się tego spodziewać!
Reakcja na obciążenie którejkolwiek stron siodła była zaskakująca. Kara zarżała tupiąc nogą. Nie fajnie. Nie, to nie było fajne. Tym bardziej, że to nie ta sama osoba z którą chodziła pod siodłem. Niby Delp nie była taka zła ale... Ale to nie ta dziewczyna która ją nauczyła chodzenia pod siodłem. Machnęła parę razy ogonem zerkając na jeźdźca.
Uspokojenie owocka potrwało dość długą chwilę. Potem rozluźniła się lekko obserwując innych na sali. Ogier którego najpierw zauważyła wydawał się być... Hm. Zmieszany. Nie mogła odgadnąć czy jest on szczęśliwy, że ktoś na nim jedzie czy też nie bardzo.
Może wcale nie jest to takie złe? Poruszyła uszyma kierując je w stronę kobiety.
Gdyby mogła mówić powiedziałaby zapewne coś w stylu " Możesz próbować.. "

Delfinek - 2016-05-09, 14:55

Czując rozluźnienie klaczy uśmiechnęła się po czym dała jej połowę tak uwielbianych przez konie ciasteczek i wskoczyła migiem w siodło mocno trzymając się kolanami. Uff, możesz mi tej Delph nie zabić? Proszę XD
Ścisnęła mocniej wodze po czym podziałała dosiadem by klacz zrobiła krok. Na razie bez łydki, w końcu może to być ryzykowne. Po kilku krokach klaczy uśmiechnęła się szeroko i nachyliła delikatnie.
-Kochany Owocek-szepnęła i znów się wyprostowała. Jeśli chodzi o ciężar kobiety to był on znikomy, w końcu 46 kilogramów to nic w porównaniu z takim koniem. Westchnęła i pogłaskała delikatnie klacz po szyi uważając by nie wjechać w inne pary. Trzymała się blisko ściany hali, w razie czego mogła z niej uciec wraz z klaczą. Ścisnęła delikatnie klacz łydkami i stanęła w strzemionach by następnie zatrzymać klacz ściągnięciem wodzy i postarała się poprawić długość strzemion. Udało jej się to zapewne, czy to z większymi, czy z mniejszymi problemami i złapała klacz w mocnym uścisku nóg.
-Dalej malutka.

Cherry - 2016-05-09, 15:06

Prychnęła zadowolona zajadając ciasteczka. Tak, tego było jej trzeba!
Pf, aż taka nie jestem! Nie zabije Ci jej. Przynajmniej spróbuję! <3 Nie no, oczywiście, że żartuje! Najwyżej się troszkę potłucze! :roll:
Kiedy kobieta wskoczyła na klaczkę ta zarzuciła łbem wydając z siebie zduszone rżenie. Kara zrobiła krok, nawet kilka ich. Nie było to aż takie złe. Aczkolwiek faktem jest to, że wolała by to właśnie tamta dziewczyna siedziała na niej, a nie Francuzka. Ale to raczej niemożliwe. Życie... Na jej słowa prychnęła wdzięcznie. Pochwała zawsze działa lepiej niż rozkaz, czy krzyk! Długość strzemion udało się dopasować bez większych utrudnień, lecz to co się stało później mogło niejednego wprowadzić w panikę. Ale chyba nie dobrego jeźdźca, tak? Czego można się spodziewać po zajeżdżanej klaczy? W dodatku zajeżdżanej przez NOWĄ osobę! Kiedy została chwycona w mocny uścisk nóg zarżała nerwowo puszczając się cwałem zarzucając łbem. Biegła wprawdzie w bardzo dobry sposób, lecz chyba nie o to chodziło. Wręcz nie dało jej się opanować! Zarzucanie łba wcale w tym nie pomagało!

Delfinek - 2016-05-09, 15:15

Bez jakiejś specjalnej paniki wysiedziała kroki klaczy i odchyliła się do tyłu ściągając wodze. Nie było to dla niej nowością, konie wyścigowe były gorsze (i każdy wie o kim mówię <3). Jęknęła po czym pociągnęła lewą wodzę tak, by klacz skręciła.
-Ciiii, spokojnie, Cherry, jestem tu-wypowiedziała niezbyt głośno, lecz też nie cichutko i znów skróciła wodze. Była przygotowana na takie zachowanie, stąd też jej wybór. Na hali rekreacyjnej czuła się pewniej.
Wysiadując każdy krok deczko obciążyła klacz, powodując, że bieg był dla niej bardziej męczący. Następnie rozluźniła uścisk łydek i pociągnęła wodzami równocześnie w tył, jak i w dół. W końcu klaczka była młoda, trzeba było sposobu.

Cherry - 2016-05-09, 15:28

Galopowała nie zwracając uwagi na nic, kompletnie na nic! Co jakiś czas prychała nerwowo zarzucając łbem czy też ogonem. Do pewnego momentu. Kiedy kobieta pociągnęła wodzami dość mocno klacz uniosła sie na tylne nogi stając dęba i machając przednimi kończynami. Każdy jeździec wie jakie może być to niebezpieczne. Jeśli nie przeżuci się odpowiednio ciężaru ciała koń może sie przewrócić, w dodatku na jeźdźca. Wiele jeźdźców okaleczyło się w ten sposób, a była nawet sytuacje które spowodowały utratę życia. Nie fajnie, lecz co może myśleć młoda klaczka nie wiedząca nawet dobrze co się dzieje? Impuls, po prostu impuls.
Zarżała ponownie.

Delfinek - 2016-05-09, 15:43

Czując unoszące się ciało klaczy złapała się mocno korpusu Czereśni i przechyliła w stronę szyi klaczy, następnie sprowadziła ją wodzami na dół, i mocno zebrała je. Taka sytuacja była bardzo ryzykowna, potwierdzam. Najważniejsze jednak było to, by nie dać klaczy wejść na głowę. Kiedy tylko klacz znów wylądowała na 4 nogach dziewczyna wykonała wszystkie pomoce do zatrzymania klaczy jednocześnie mówiąc.
-Cherry, spokojnie, Cherry. Bądź grzeczna. -cóż, ciśnienie kobiecie trochę wzrosło. A komu w takiej sytuacji by nie podskoczyło? Kilkaset kilogramów dzikiego zwierzęcia próbuje Cię zabić? No powodzenia! Delph jednak nie okazywała swoich emocji. Musiała być spokojna, by klacz była spokojna. Jeśli teraz by się poddenerwowała, to klacz by jeszcze bardziej zdziczała w swoim zachowaniu. Jedyne więc co pozostało to starać się zatrzymać klacz i doprowadzić szczęśliwie do celu treningu. Westchnęła następnie rozejrzała się szybko po hali, uważając by na żadną parę nie wpaść. Cóż, trochę pocierpią skoro Owocowy Delfin postanowił zaatakować właśnie to miejsce. Dla Cherry potrzebny był czas, nie da się tego ukryć, więc pewnie nie raz jeszcze Delph się nią zajmie.
Co do walki z klaczką no cóż, klacz prowadziła, lecz chyba specjalnie o tym nie wie. Niestety, kobieta była drobnej budowy i nikłych sił, a jej praca była ciężka. Były jednak plusy tego, że to właśnie ona została masztalerzem. Jednym z nich był fakt, że miała wiedzę z zakresu weterynarii (w końcu skończyła takie studia) i była zawsze do dyspozycji. Sporo również o koniach wiedziała, dzięki wielu latach praktyki. Ale czy tym uda jej się opanować przestraszone, olbrzymie w porównaniu do niej zwierzę? To zależy od zachowania klaczy, i tego, jak była zauczana wcześniej. Jeśli teraz do porozumienia nie dojdą, pozostanie dla Delph jeszcze więcej pracy- w tym z ziemi.

Cherry - 2016-05-09, 19:20

Delp okazała się dobrym jeźdźcem, wiedziała co zrobić. Przerzucenie nawet tak nikłego ciężaru ciała dobrze poskutkowało. Klacz szczęśliwie wylądowała na ziemi prychając nerwowo. Kara może i chciała unieść się po raz drugi do góry, ale wszystkie próby zatrzymania jej na ziemi szczęśliwie dla kobiety udały się. Stała teraz spięta z poruszającymi się uszyma. Cóż, nie łatwo być spokojnym i grzecznym. Naprawdę! Powoli się rozluźniała stojąc w miejscu. Współczucie dla tych, którzy cenią sobie spokój i cisze a wybrali właśnie to miejsce. Wieeelkie współczucie. Nie jest łatwo, jak zresztą widać. Czterolatka opuściła lekko głowę oddychając już znacznie spokojniej.
Czy kobieta podejmie jeszcze jedną próbę zmuszenia jej do posłusznego biegu? Może lepiej, czy jej się to uda?
Temperament to ona ma... Rozglądnęła się czujnie po sali obserwując po raz kolejny jednego z koni trenujących w sali. Jak oni tak mogą? Wcale ich to nie rusza? Wcale im nie przeszkadza to, że ktoś na nich siedzi i nimi dowodzi, dyryguje? Och.. Życie klaczy jest takie trudne!

Delfinek - 2016-05-09, 19:42

Zadowolona z postępu (małego ale jednak) delikatnie ściągnęła wodze i cmoknęła działając tylko i wyłącznie dosiadem. Brak łydek to konieczność, bo jak się da zauważyć klacz po prostu od nich ucieka. Wyprostowała się delikatnie i ponownie poprosiła klacz o krok tym razem jednak uważnie monitorując jej zachowanie. Każde zawahanie, machnięcie ogonem czy ruch uszami spowodował, że kobieta automatycznie podziałała wszystkimi pomocami zatrzymującymi. Jeśli jednak klacz postanowiła grzecznie iść Delph pomogła jej w tym wyciągając minimalnie ręce w przód, i powodując tym, że wodze były deczko mniej naprężone.
Cherry - 2016-05-09, 19:55

A ona? Postanowiła się najwidoczniej lekko uspokoić.
Brak łydek widocznie podziałał, lecz prędzej czy później trzeba będzie ich użyć i przyzwyczaić ją do nich. Bez tego... Na treningach skokowych czy też jakichkolwiek kształtujących do odpowiedniej specjalizacji ani rusz! Praca łydek praktycznie wszędzie była potrzebna, czyż nie tak?
Szła więc dość wolno na przód monitorując uważnie wszystko ślepiami. Dalej była nieco spięta, ale faktem było to, że już mniej. Minimalny ruch rąk sprawił iż klaczka poczuła się nieco pewnie i przyśpieszyła bez nerwów kroku. Nie przeszła jeszcze w prawdzie do wyższego stopnia chodu, ponieważ nikt jej nie kazał, nie popędzał. Stęp był na miejscu. Szła sobie spokojnie poruszając co jakiś czas uszyma, ale nie w geście zdenerwowania, lecz nasłuchiwania. Ot, tak po prostu. Przecież musi wiedzieć co dzieje się w okół niej, prawda? Prawda?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group