Anonymous - 2013-11-01, 23:42 -Nie namówisz mnie na tańce, uwierz!- odparła, pozostając na krześle. To nie była jej bajka, nie lubiła tańczyć, w prawdzie do końca nawet nie wiedziała co ze sobą robić na parkiecie.
-Mam lepszy pomysł....- zaczęła i zeszła z hokera, stając niezbyt stabilnie na nogach. W głowie jej się zakręciło, ale próbowała trzymać jeszcze pion. W sumie tak dużo to nie wypiła, ale była drobną i chudą osobą co robiło swoje. -Wyjdźmy stąd.- zaproponowała patrząc na Bastiana. Nie miała potrzeby dalszego przebywania tu. Napiła się, było jej dobrze i to wystarczyło- mogli już iść i zabawić się gdzie indziej.
//Wybacz, ale wena mi podupada i idę spać- jutro dokończymy, ok ? ; PBastian Collins - 2013-11-01, 23:48 Ah te kobiety. Czy ktoś je kiedyś zrozumie? A w dodatku trafiła mu się iście uparta bestia. Pokręcił głową, ale ostatecznie ustąpił, bo przecież nie będzie jej na siłę wypychać na środek parkietu. Poddał się ostatecznie i definitywnie.
Kiedy zaproponowała, aby stąd wyszli, jego brew uniosła się ku górze. Dziewczyna ledwo trzymała się na nogach, więc może to i lepiej, że nie dała się wyciągnąć na parkiet. Jeszcze przez przypadek szturchnęłaby tę sztuczną lalę, a ta w spotkaniu z podłogą uszkodziłaby sobie sztuczny biust. Lata walki w sądzie o silikonowe odszkodowanie nie były warte kilku minut śmiechu na parkiecie. A może były? Będziesz tego żałował, Collins.
- Gdzie chcesz iść? - spytał, wyciągając z kieszeni swoich spodni skórzany portfel. Zapłacił barmanowi za wódkę oraz wcześniejsze piwo, a w chwilę później asekuracyjnie przyłożył dłonie do ramion Phoebe, kiedy podejrzewał, że ta może się przewrócić. Oho.
//Jasne, dobranoc. ;)Anonymous - 2013-11-02, 10:08 -Gdziekolwiek- odparła i uniosła brew, gdy ten zaczął ją podtrzymywać- miała mocną głowę i to, że lekko się chwiała nie znaczyło, że zaraz będzie miała bliskie spotkanie z podłogą. Zaraz powinno przejść, gdy tylko zacznie iść. Znowu tak dużo nie wypiła.
-Spokojnie, nie jestem aż tak pijana- powiedziała i zdjęła jego rękę z ramion, łapiąc jego dłoń, ale już nie puszczając.
-Chodź!- pociągnęła go i ruszyła w stronę wyjścia. Odebrała po drodze z szatni kurtkę i wyszli przed pub. Pho ubrała się, nakładając na głowę swój wielki kaptur od bluzy. Teraz ciężko było dostrzec jej twarz, jednak miała to gdzieś. Nikt nie musiał jej oglądać.
-To co? Możemy iść do mnie!- zaproponowała, patrząc pytająco na Bastiana.Bastian Collins - 2013-11-02, 10:19 Oh, nie znali się, toteż mężczyzna nie wiedział czy dziewczyna się przypadkiem zaraz nie przewróci. Najwyraźniej nie wolno okazywać jakichś przejawów dobrej woli, bo zostaną one źle zinterpretowane.
Nie odebrał swojej dłoni, kiedy dziewczyna za nią złapała i ruszył powoli w jej stronę, mało nie plącząc się o swoje własne nogi. Szybko jednak odzyskał równowagę, a samego zdarzenia nijak nie skomentował. Bo i po co? Była przecież możliwość, że Phoebe tego faktu nie zauważyła. Na co, prawdę mówiąc, liczył.
Kiedy doszli do szatni, poczekał grzecznie aż dziewczyna odbierze kurtkę. Następnie obserwował uważnie, jak opatula się ubraniami, a jej twarz chowa się przed powiewem zimnego wiatru. On nie miał ani czapki, ani kurtki, ani niczego, co mogłoby go uchronić przed zimnem. Narzuconą miał jedynie materiałową marynarkę, która w dodatku była zapięta tylko na jeden guzik. Kiedy tu przychodził, nie było tak zimno jak teraz.
- Owszem, mogę Cię odprowadzić - odpowiedział na propozycję dziewczęcia i ułożył dłoń na dolnej części jej pleców (i nie chodzi tu teraz o pupę).
- Prowadź.Anonymous - 2013-11-02, 10:44 Nie komentując niczego po prostu ruszyła z tego miejsca w kierunku miasta.
ztBastian Collins - 2013-11-02, 10:47 A on ruszył za nią.
zt.Anne Howard - 2013-11-04, 19:01 Z ciężkim sercem szła na teren pubu. Szybko weszła po schodach i od razu usiadła przy barze, który tak ubóstwiała. Poprosiła o coś naprawdę mocnego a barman prawie natychmiast jej to podał. Upiła łyk i poczuła, jak nieznane ciepło rozlewa jej się po całym ciele, a najbardziej po klatce piersiowej. Ucieszyła się, że dotrze też do serca, bo być może ukoi ból, który nosiła w sobie już od dawna.Bastian Collins - 2013-11-04, 19:08 A i mojego bohatera znów przywiało do tego baru. Może okazać się, że będzie tutaj stałym bywalcem.. Całkiem prawdopodobnie dlatego, że jest to jedyne miejsce, które dotychczas w tym miasteczku odwiedził.
Wdrapawszy się po wielu schodach - choć nawet one nie były w stanie odebrać mu chęci napicia się piwa - pchnął w końcu duże, stalowe drzwi i wszedł do środka, przeciągając się szeroko. Dzisiejszy dzień, jak do tej pory, upływał mu doprawdy nudno, toteż był zmęczony zwykłym brakiem jakichkolwiek zajęć. Jak powszechnie wiadomo było to dużo gorsze niż kiedy się było zawalonym robotą. Wtedy przynajmniej czas szybciej mijał.
Strzelił kośćmi w palcach u dłoni dokładnie w chwili, w której sadzał swój tyłek przy barze. Zdjął swoją skórzaną kurtkę, którą rzucił na blat i unosząc w górę palec zamówił duże, ciemne piwo. Oparł łokcie o gładką, ciemną powierzchnię baru, a głowę umieścił w dłoniach, zamykając przy tym oczy. Odsapnął głośno. Czuł się jakoś niewyraźnie i dokładnie tak samo wyglądał.Anne Howard - 2013-11-05, 20:27 Przy dłuższym siedzeniu przy barze jej uszy były pełne krzykliwych nut dyskotekowej muzyki, więc zdziwiła się, że zarejestrowała nagłe trzaśnięcie drzwiami. Nie odwróciła jednak głowy w kierunku nowo przybyłego gościa, bo zapewne nie był wart uwagi, ale wtedy nie wiedziała jak bardzo się myli. Pewnie przyszedł tutaj obściskiwać z jakąś lalą, pomyślała, spoglądając na dno swojej szklanki, które niestety było już puste. Skinęła głową w kierunku barmana z prośbą, by dolał jej tego samego co wcześniej. Wypiła dwa małe łyki trunku i od niechcenia spojrzała na nowo przybyłą osobę. Z trudem opanowała szkliste oczy, które powoli zapełniały jej się łzami.
-Sebastian?- zapytała cicho.Bastian Collins - 2013-11-06, 09:19 On raczej nie zwracał uwagi zupełnie na nikogo. Wszelki hałas, który docierał do jego głowy był na miarę jakiegoś głośnego koncertu hardrockowego, a przecież tutaj leciała zwykła dyskotekowa muzyka. W dodatku nie tak głośno jak mu się zdawało. Jeśli zaraz się nie obudzi to z pewnością będzie musiał opuścić ten lokal i zaszyć się, na resztę wieczoru, w swoich czterech ścianach. Miał jednak nadzieję, że trunek, który właśnie przed nim stanął postawi go na nogi.
Kiedy już miał chwytać rączkę kufla w palce, jego spokój został rozproszony przez siedzącą nieopodal istotę, która w dodatku znała jego imię. Otworzył oczy, ale obrócił głowę dopiero wtedy, kiedy pociągnął kilka łyków ciemnego, bardzo pożywnego piwa.
Kiedy już pokwapił się, aby spojrzeć na dziewczynę, z początku w ogóle jej nie poznał. Rude włosy, wielkie oczy, ten ubiór.. Kto to do cholery był?
- A Ty to kto? - spytał beznamiętnie, jakby z wyrzutem, że ma prawo znać jego imię, a on nie ma pojęcia kim jest. Patrzył dziewczynie wyzywająco w oczy, czekając na jakąkolwiek odpowiedź, a im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej coś świtało w jego głowie. Zaraz, zaraz.. Gdyby tak podmienić kolor włosów na blond, odjąć kilka centymetrów wzrostu i zmienić ubrania na bardziej sportowe, to nawet mogła być znajoma mu osoba. Którą widział ostatnio kilka ładnych lat temu.
Matko. Boska.
To, że się domyślił wyrażały jedynie otwarte szeroko usta i uniesiona w górę brew. Czy to aby na pewno była Anne? Zmieniła się cholernie, ale wszystko na to wskazywało. W dodatku ten płaczliwy ton głosu.. że też nie wpadł na to wcześniej!Anne Howard - 2013-11-06, 14:59 Zdziwiło go jego burkliwe pytanie. Ale w końcu sobie przypomniała, że kiedyś wyglądała zupełnie inaczej. Miała te jedwabiste, blond włosy i oczywiście była dość niższa. Zapewne jej nie rozpoznawał i może jej nie rozpozna już nigdy. Jednak gdy jego oczka zrobiły się odrobinę większe, domyśliła sobie, że być może co nieco sobie przypomniał. Mocniej zacisnęła szczęki nie pozwalając sobie na uronienie choćby jednej małej łezki.
- Anne. Chyba mnie choć trochę pamiętasz, co?- powiedziała równie cicho, co wcześniej. Miała nadzieję, że całkiem sobie ją przypomni. Oby.Bastian Collins - 2013-11-06, 15:27 Poznał. Nie mógłby nie poznać, przecież była jego siostrą. Był po prostu zdziwiony, że taki szmat czasu się nie widzieli, kiedy był w kraju, a teraz gdzieś z daleka od ojczyzny, gdzie nie miał kompletnie nikogo nagle okazało się, że odnalazł dwie najbliższe mu osoby. I nich mi ktoś powie, czy nie miał prawa być zaskoczony? Przecież takie rzeczy nie zdarzają się codziennie. Coś w sercu też go ruszyło, ale tak już miał, że nie pokazywał po sobie żadnych emocji.
Nie skomentowawszy słów Anne, pociągnął kilka kolejnych łyków swojego piwa. Cały czas obserwował twarz rudzielca, a w końcu odetchnął głęboko.
- Czemu Ty pijesz? - oho, w kimś odezwał się instynkt starszego brata. Dziewczyna z pewnością nie spodziewała się takiej reakcji.. ale musiała jeszcze trochę poczekać, aż sytuacja dotrze do mózgu szatyna. Dziś wyjątkowo kiepsko szło mu myślenie. Ale przynajmniej się rozbudził.
- Lepiej Ci było w blondzie - dodał po chwili namysłu.Anne Howard - 2013-11-06, 15:41 - Czego piję? Nie wiem.- odparła na jego pierwsze pytanie, szczerząc zęby w uśmiechu. Od jakiegoś czasu tak miała, że piła nie wiadomo ile i zwalała się o poranku do hotelu, by odespać kaca. A codziennie wieczorem było dokładnie to samo. Prychnęła myśląc, że włączył mu się instynkt samozachowawczy w stosunku do swojej siostry.
- Lepiej mi było w blondzie? Na pewno.- powiedziała, udzielając mu odpowiedzi na jego drugą wypowiedź.Bastian Collins - 2013-11-06, 15:51 - To przestań - wzruszył ramionami. Dla niego Anne nadal była młodszą siostrą, traktował ją wręcz jak nastolatkę, gówniarę, która nie powinna się tu nawet znajdować, a co dopiero mieć w ręce jakiś alkohol. Czasem tak jest, że trudno przystosować się do myśli, że Twoje rodzeństwo jest dorosłe. Nic nie był w stanie na to poradzić. Jeśli jednak dziewczyna udowodni mu, że jest już na tyle dojrzała (nie mylić z "dorosła"), aby samodzielnie zadbać o swoje życie, wtedy dopuści do siebie myśl, aby mogła pić. Teraz jednak nadal była jego małą siostrzyczką.
Wypił już swoje piwo do końca, a kiedy się skończyło mlasnął bezgłośnie.
- Kiedy wracasz do domu?Anne Howard - 2013-11-06, 16:04 - Przestanę.- prychnęła, wywracając oczami. Nie miała siły się z nim kłócić, bo była aż nazbyt szczęśliwa, że go znalazła.
- Do domu? Hotel to mój dom.- zaśmiała się. Skinęła rudą czuprynką raz czy dwa i upiła ostatnie krople mocnego alkoholu. Poprawiła sobie niedbałym ruchem grzywkę, która niespodziewanie spadła jej na czoło. Westchnęła głośno i postukała pustą szklanką o blat baru. Nienawidziła, gdy robił z siebie takiego opiekuńczego brata. Przez tyle lat go nie było, a teraz zjawił się nie wiadomo skąd i zaczął jej prawić kazania.
- Tooo ja się zmywam.- powiedziała, wstając od baru. No i wyszła.