To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Anonymous - 2013-08-28, 15:24

Psiak leżał, gdy Alex zbierał sobie grzybki. Łeb miał położony na łapach, a ogon poruszał się powoli w szczęśliwy sposób. Znalazł pana i raczej go nie opuści. Nawet przyczepi się jego nogi jak rzep.
Usłyszał swoje imię, na które natychmiast zareagował. Skąd chłopak wiedział jak on się nazywa... Może to przeznaczenie? :lol2: Wstał, rozglądając się na boki. Zaraz to poszedł za człowiekiem, uważając na bolącą łapę. Szedł trochę powoli, jednak nie był tak całkiem z tyłu. To była całkiem nowa okolica, której czworonóg nie znał. Niuchał zapachy oraz co jakiś czas zaznaczał drzewko. Samiec jak samiec, terytorium zaznaczyć musi.
W końcu dotarli do miejsce gdzie drzewa się ju nie molestują. Tam były tak blisko siebie, a tu bynajmniej znają swoje granice. Stanął obok pana, przykładając nos do ziemi. Trzeba się jakoś stąd wydostać. Zaczął merdać ogonem, gdy wyczuł sympatyczny zapach. Poszedł w lewo w stronę zakrętu, gdzie zatrzymał się i szczeknął. Dumny z swojej roboty, zaczął iść w kierunku padoku. Teraz, jednak zaczął już utykać.

Alexis - 2013-08-28, 16:20

Mechanicznie poszedł za psem, wolał zdać się na jego nos niż swe złudne oczy, które kazały mu iść w stronę przyciętych krzaków o które pewnie ktoś musiał dbać.
No i dokonał właściwego wyboru, bo stojąc na usypanej dróżce znakomicie zdawał sobie sprawę z tego, gdzie są.Posmyrał psa za uchem i nie czekając na nic ruszył ku ogrodzeniu padoku ażeby po wtargnięciu na niego móc na skróty dojść do stajni.Zerknął jednak na psa zaniepokojony tym, że już wcześniej jedna z jego łap traciła na sprawności.Teraz widział już ,że pies kuleje.Zatrzymał się pewny,że i zwierzak to zrobi.Przykucnął przy nim i objął go za kończynę jeśli pozwolił.Chciał sprawdzić,czy to z powodu skręcenia stawu,czy raczej źródłem bólu jest mięsień bądź kość.Macał wiec go po łapie sprawdzając jak reaguje na jego dotyk i w jakim miejscu,gdzie przemieszcza sie jego ręka pies zaczyna być niespokojny.

Anonymous - 2013-08-28, 18:01

Zadowolony z siebie stanął, gdy Alex zrobił to samo. Naglę zauważył, że on klęczy przed nim, po czym bierze jego łapę i maca. Te! Zboczeniu ktoś ci pozwolił byś go macał? :lol2: Tak trochę niegrzecznie. Pies też ma swoje prawa, o które może walczyć, jednak Golden zbytnio lubi ludzi.
Gdy chłopak dotykał w miejscu nadgarstka, ten zajęczał i próbował wyrwać łapę. Ogon miał spuszczony i wsadzony pod siebie. Może i go bolała, ale nie chciał tego okazywać. Jeszcze go zostawi bo coś mu jest, tak jak to zrobili poprzedni właściciele. No on tak myślał. Freec położył się skulony, głowę kładąc na bucie Alexa.

|Bardzo, bardzo cię przepraszam, że tak krótko,a le teraz nie mam na niego weny, a jeszcze się fatalnie czuję|

Alexis - 2013-08-28, 20:08

Nie macałby go gdyby nie fakt, że jest takim łajzą i zdaje sie że nawet gdyby nic nie robił i tak by mógł zrobić sobie krzywdę.Pechowy pies.Z drugiej jednak strony to mu sie wcale nie dziwi bo sam by sie prawie zabił. ;-D
Puścił jego łapę a mniej więcej wiedząc już co mu dolega a raczej gdzie go boli zerknął na niego mierzycielsko.
Oderwał jego masywny pysk od swojego buta. Jeszcze se oko wydźga sznurówką :lol2: -Masz reumatyzm czy co?-rzucił do niego na uwolnienie i zamyślił sie chwile. Nie wiedział, co może zrobić.W danym momencie nic gdyż w plecaku ma jedynie żel ochładzający, dla ludzi i jedną elastyczną opaskę.O.Właśnie.Wyjął ją i pokazał psu.Była czerwona.I wyglądała strasznie pedalsko. :lol2: -To Ci pomoże, przynajmniej dojść do weta.-zapewnił i dał mu obwąchać.Musiał go tam zabrać nie tylko ze względu na łapę. Wypadało go odrobaczyć i zaszczepić skoro miał żyć wśród ludzi.Golden był za ciężki by Ax go niósł a nie chciał by ten się męczył,kulał z każdym krokiem i jeszcze pogłębiał uraz.Facet chciał iść padokiem,ale przecież tam mogą być konie przed którymi mogliby być zmuszeniu uciekać więc ze względu na kontuzję biszkoptowego trzeba było zrezygnować z tejże opcji.Pójście wzdłużało ścieżki wydłużało tylko trasę. Ax chciał dobrze, lecz żadna z opcji nie była wskazana.Nie mogli jednak stać bezczynnie, nie było czasu.
-Dasz radę, prawda piesiu?-pogłaskał go i ostrożnie,sprawnie starał sie założyć mu elastyczną opaskę.Była ona na rzep więc mógł swobodnie dostosować ja do wymiarów obwodu łapy psa.Kontrolował go jakis czas, by jej nie pożarł.Jeśli tylko widział,że chce sie jej pozbyć łapiąc w kły od razu go beształ słownie, spokojnie,ale stanowczo. :lol2: Jak babcia ukochanego wnuczka. :lol2:

Anonymous - 2013-09-15, 13:07

Wsiadłszy na Szerkera gdzieś przed stajnią wjechała teraz na leśną ścieżkę na samym kantarku. Kierowała nim więc jedynie dosiadem.
Jak na razie stępowali, rozglądała się po okolicy, w końcu dawno tu nie była.
Przy okazji podgwizdywała sobie pod nosem pilnując, by ogier szedł energicznie przed siebie.

Szerker - 2013-09-15, 13:21

Podczas stania stał spokojnie, a gdy poczuł na sobie ciężar jeźdźca i minimalne zebranie wodzy zaokrąglił całe ciało, obniżył szyję tak, by potylica była jej najwyższym punktem, ustawił równo nogi, czyli krótko mówiąc, prawie że się zebrał. To też była już odruchowa reakcja, nawet jeśli nie miał w pysku wędzidła. Czując łydkę ruszył przed siebie żwawym krokiem, mając lekko odchylone uszy do tyłu. Korzystając ze swobodny rozluźnił wszystkie mięśnie i z jako taką ciekawością rozglądał się po terenie.
Anonymous - 2013-09-15, 13:30

Z zadowoleniem obserwowała otaczającą ich przyrodę i rozluźniła się trzymając wodze jedną ręką, i tak nie były jej zbytnio potrzebne.
W momencie, gdy zorientowała się już gdzie idą, a mianowicie po jakichś 10 minutach stępa uznawszy, że Szerker jest już występowany dała mu łydkę do kłusa. Pilnowała dosiadem, by jechał przed siebie, nie skręcał nigdzie i żeby skupił się na drodze przed sobą, gdyż mogą tu być wystające korzenie, czy tam kamienie. Anglezując złapała z nim wspólny rytm i po jakimś czasie zaangażowała bardziej dosiad, by skręcić w jakąś poboczną ścieżkę, gdzie dała mu dodatkową, lekką łydką, by dać mu znać, że tutaj może być nie równo, czy coś.

Szerker - 2013-09-15, 13:42

W wypadku tego konia trzeba było pamiętać, że jest bardzo wrażliwy na pomoce, jednak fakt faktem o tym dziewczyna mogła jeszcze nie wiedzieć. Czując łydkę do kłusa zarzucił lekko łbem, jednak zrobił płynne przejście, nie wyrywając się zbytnio do przodu. Szedł przed siebie energicznie, dając się prowadzić dziewczynie i koncentrując głównie na tym, co miał przed sobą. W reakcji na dodatkową łydkę lekko przyśpieszył, nieco ustępując w jedną stronę na zakręcie. Długo nie był ruszany, a starał się jak mógł, by zrozumieć jeźdźca i w jego opinii o to chodziło i tyle.

// Sorry, że tak krótko, ale robię parę rzeczy naraz

Anonymous - 2013-09-15, 14:27

// Spoczko, ja też.

Ogarnęła już, że Szerker jest wrażliwy, więc następnym razem potraktuje go delikatniejszymi łydkami. Poprowadziła go na slalomik między drzewami i jeśli przejechali go ładnie pochwaliła go i ponownie zadziałała dosiadem, by wrócili na główny szlak. Tam pokłusowali jeszcze chwilę, a potem przytrzymała go do stępa, żeby odsapnąć. Nie chciała go przecież przemęczyć.
Po około 10 minutach żywego stępa ponownie dotknęła go pomocami w postaci łydek, by zakłusował. I tutaj również minęło jakieś dziesięć minut. Gdy dojechali do jej ulubionego odcinka drogi usiadła w siodło i dała mu łydkę do galopu. Trzymała się końcówki 'wodzy' zrobionych z uwiązu, by mógł sobie wyciągać szyjkę. Starała się gładko siedzieć w siodle naciskając na strzemiona, żeby go nie tłuc dupą.

Szerker - 2013-09-15, 14:38

Na slalomie między drzewami wyginał się odpowiednie w każdą stronę, nie uciekał zadem, nie wpadał do środka zakrętu. Wystarczyło dawać mu minimalne wskazówki, acz dokładne wskazówki by załapał o co chodzi. Przejście do stępa płynne, bez żadnego szarpania. Sam ogier zaokrąglił się lekko, nie wydłużał jak tasiemiec, jednakże nie zbierał się maksymalnie, ale najważniejsze było to, że szedł do przodu energicznie, rozluźniony, przez co też chód nie wyglądał na wymuszony. Następne przejście znowu gładkie i bez żadnych problemów, całkiem długa faza lotu podczas kłusu, dobra praca zadu, a także dość wysoka akcja nadgarstków. W każdym ruchu było widać dynamikę. Po tych dziesięciu minutach na piersi i szyi zdążyło pojawić się nieco potu, w końcu miał nieco przerwy od ostatnich jazd, ale tak czy siak bez przesady, nie był jeszcze zmęczony. Zagalopowanie mocne, aż zostawił wyrwy w kształcie podków w ziemi. Od razu długa foula, pewne kroki. Mimo takiego, a nie innego przejścia do galopu, nie wyrywał się na chama do przodu.
Sayen - 2013-09-15, 19:45

Wjechała na szlak, dumnie prowadząc pod sobą wielkiego Rock'a. Szczerze mówiąc, miała niemały problem z objęciem do nogami. Ale trudno się mówi. Kolana przykleiła do siodła, co by w razie wypadku się utrzymać. Niewesoło by było, gdyby się śnieżek spłoszył. Upadek z dwóch metrów może być bolesny. W każdym razie na luźnej, acz w kontakcie, wodzy utrzymywała go na dróżce. Spokojnym tempem chciała się najpierw przyzwyczaić do jego chodu. Oby tylko nie wybijał z siodła na kolejne pół metra, bo tego mogłaby już dziewczyna nie znieść :lol: Rozejrzała się dookoła. Dobrze, że szlak był jako tako oświetlony. Dłonią pogładziła jego szyję, mówiąc stale do ogiera. Nie miała się komu zwierzać, to chociaż do kuleczki porozmawia.
Anonymous - 2013-09-15, 20:04

//Przepraszam, że krótko i już kończę, ale nie chcę cię blokować w tygodniu. :<

A więc pogalopowali jeszcze chwilę, potem przytrzymała go do kłusa i stępa. Poprowadziła go na boczną ścieżkę, zawróciła w stronę stajni i tam znowu popędziła do galopu.
Po dłuższej chwili znowu przytrzymała go do kłusa, a po dziesięciu minutach do stępa. I tak dojechali do stajni.
z/t

Szerker - 2013-09-15, 20:15

Podczas galopu szedł mocno przed siebie, nie rozpędzając się jednakże za bardzo. Przejścia były płynne, lecz dość niechętnie wykonywane przez ogiera. W drodze do stajni nie kombinował, ani też nie leciał na łeb i szyję. Kolejne przejście, tym razem nieco oporne, a w stępie cały czas wydawał się być gotowy, by dalej galopować... pomimo tego, że na piersi i szyi było widać ciemne plamy potu. Nieco mu kondycja spadła.
zt

Anonymous - 2013-09-15, 22:46

Sayen napisał/a:
Wjechała na szlak, dumnie prowadząc pod sobą wielkiego Rock'a. Szczerze mówiąc, miała niemały problem z objęciem do nogami. Ale trudno się mówi. Kolana przykleiła do siodła, co by w razie wypadku się utrzymać. Niewesoło by było, gdyby się śnieżek spłoszył. Upadek z dwóch metrów może być bolesny. W każdym razie na luźnej, acz w kontakcie, wodzy utrzymywała go na dróżce. Spokojnym tempem chciała się najpierw przyzwyczaić do jego chodu. Oby tylko nie wybijał z siodła na kolejne pół metra, bo tego mogłaby już dziewczyna nie znieść :lol: Rozejrzała się dookoła. Dobrze, że szlak był jako tako oświetlony. Dłonią pogładziła jego szyję, mówiąc stale do ogiera. Nie miała się komu zwierzać, to chociaż do kuleczki porozmawia.


Czuł się dziwnie. Wiedział, ze musi być odpowiedzialny, gdyż czuł, że dziewczyna jest niepewna. W sumie była mała w porównaniu do niego, wyglądała jak dziecko na wielkim koniu. Miał nadzieję, że niedługo do niego przywyknie. Szedł stępem żwawo, mogło się wydawać, że kłusował, ale miał po prostu duże kroki i szybko szedł. Jednym uchem nasłuchiwał wszystkich dźwięków, drugim zaś słuchał jej głosu. Niech się wyżala, przecież on i tak nikomu nie może tego zdradzić z wiadomych powodów. Poparskiwał sobie cicho co jakiś czas. Był zadowolony, w końcu nie codziennie ktoś go rusza, więc można uznać to za jakieś święto narodowe, czy coś w ten deseń. jemu wszystko będzie odpowiadało. Jego tempo było dla niego naturalne, nie wiedział jak to wygląda dla innych, przecież nawet się nie śpieszył, takie miał przyzwyczajenie, więc lepiej się temu nie dziwić. Kierował się więc ścieżką swoim dziwnym tempem z małą kobietą na grzbiecie. Jak najbardziej mu to odpowiadało.

Sayen - 2013-09-15, 23:01

Ona w najlepsze żaliła mu się dosłownie o wszystko. Tak, maruda z niej była niemożebna, ale co zrobić? Chociaż on ją wysłuchuje. Kiedy już wylała wszelkie swoje troski w końskie uszy, spostrzegła, że przejechali naprawdę spory kawałek. Ogier musiał być już bardziej znudzony, niż podekscytowany jazdą. Zebrała go w mocniejszy kontakt, co i tak było trudne, i kiedy uznała, że został wystarczająco rozstępowany, łydkami, półparadką oraz dosiadem dała mu wyraźnie - jak dla niej :lol: - znać, że nadszedł czas na rozruszanie kości. Zamknęła go oczywiście na tyle, ile dała radę i prowadziła spokojną ręką po ścieżce. O dziwo jego chód był lżejszy, aniżeli to sobie wcześniej wyobrażała.
- Taki duży, a taki delikatny... - mruknęła, dłonią gładząc jego szyję. Uśmiechnęła się, jakby do siebie, wysiadując kolejne takty. Hm, można by stwierdzić, że był nawet wygodny. Ale co by nie obciążać niepotrzebnie jego kręgosłup, zaczęła anglezować. Chciała nadać na tyle spokojne tempo, aby ogier też nie zraził się od początku, bądź co gorsza, od razu przemęczył.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group