Pleasure - 2016-01-03, 15:54 Widząc przed sobą taki długi odcinek dystansu, a jednocześnie będąc trzymana krótko niemal świrowała, reprezentując swoim zachowaniem zupełne inne zdanie niż to, które miała Mia: o wiele bardziej wolałaby teraz rozpędzić się do granic swoich możliwości siłowych i już po kilku minutach ledwo dyszeć, niż spokojnym tempem galopować przez dłuższy okres czasu. W akcie swojego wysokiego niezadowolenia zarzuciła łbem, znów przygryzając kiełzno i rollując mordę. Chociaż jej galop był obszerny i okrągły, to przez przeganaszowanie nie prezentowała sobą najwyższego możliwego poziomu. Na ogół przypominała młodego, zupełnie niedoświadczonego konia, któremu w głowie tylko wybryki i próby pozbycia się jeźdźca. Wbrew pozorom, rudej nie o to chodziło - niezależnie od tego, jak często dana osoba siedziała na jej grzbiecie, wręcz czuła się zobowiązana żeby sprawdzić jej wolę. Wracając, niechętnie galopowała w miarę spokojnym tempie, niemniej jednak cały czas wieszając się na kiełźnie i usiłując chociaż trochę przyspieszyć. Jej uwagę przyciągnęło kolejne wyzwanie, wąski front. Niemal natychmiast uniosła łeb, wracając do naturalnego i przyjemnego dla oka ustawienia, jednocześnie poprawiając jakość swojego galopu i kierując oba radary w stronę przeszkody. Forbidden w optymalnym miejscu wybicia odepchnęła się zadem od ziemi, oddając - o dziwo - bezbłędny, pozbawiony żadnych niechcianych ruchów skok. Bez strachu przeleciała nad konstrukcją, podkurczając pod siebie rude kończyny i w równowadze lądując po drugiej stronie, po kilku foulee wesoło, acz zupełnie niezłośliwie podrzucając jednym z przodów w geście swojej radości.Mia - 2016-01-03, 17:59 ....Nagrodziła rudą za udany skok poprzez poklepane po spoconej łopatce, przez ten krótki moment poświęcając trochę więcej czasu na tzw. nagły przypływ miłości, kiedy to głaskała ją gdzie tylko popadnie. W końcu jednak wtórnie się wyprostowała się w siodle i naprowadziła Pleasure w stronę kolejnej przeszkody, do której miała największe wątpliwości. Mianowicie już po chwili zamajaczyło im jeziorko z wodą, o którym zdążyłam już wspomnieć. Wiedziała, że Zakazana wcale nie jest taka przyjemna i mogła dużo rzeczy odpierdolić, gdy zobaczy wodę. Dbając o swoje życie, zamknęła ją w pomocach i subtelnymi półparadami zwróciła jej uwagę na sobie, a nie tej cholernej cieczy ....Zbliżając się do znajomej przeszkody (click), która poprzedzała lustro wody, westchnęła cicho i zaczęła jeszcze bardziej ubiegać się o zainteresowanie kobyły. Przygotowana na nagłą ochłodę zawdzięczaną wybrykom Forbidden, łydkami ścisnęła boki klaczy, jednocześnie wysuwając nadgarstki do przodu, aby pozwolić jej swobodnie wyciągnąć łeb. Teraz pozostawało tylko się modlić, żeby userka znowu nie wpadła na jakiś genialny pomysł .__.Pleasure - 2016-01-03, 22:48 Trzeba było przyznać, że ruda nie była łatwym koniem - wymagała twardej ręki, pewnej, mocnej jazdy i przede wszystkim zdecydowanego jeźdźca, który wiedział czego chciał od swojego wierzchowca. Między innymi dlatego nie sprawdziłaby się pod jeźdźcami początkującymi: wykorzystałaby każdą ich słabość na swoją korzyść, na wszelkie możliwe sposoby osiągając swoje cele.
Zakładam, że opisywane przez Ciebie ubieganie się o uwagę Pleasure miało polegać na sygnałach typu półparada; zatem czując działanie kiełzna stuliła uszyska, niemniej jednak ulegając mu i o wiele bardziej koncentrując się na samej amazonce niż zadaniu, które ją czekało. W odległości kilka foulee od kłody odkleiła radary od potylicy, kierując je w tamtą stronę, natomiast we wskazanym przez Mię miejscu odbicia wykorzystując niemałą siłę swojego zadu do oddania wysokiego, mocnego skoku, który gwarantował jej, że żadna z jej kończyn nie spotka się z konstrukcją. W trakcie lotu wyciągnęła szyję do przodu, dopiero po kilku chwilach dostrzegając, co czeka jej po drugiej stronie - wcześniej była zbyt skupiona na jeźdźcu, aby zauważyć srebrzystą taflę wody. Zaniepokoił ją ten widok, wobec czego końcówka skoku była wyjątkowo chwiejna, a to mogło w niewielkim stopniu wytrącić pannę Alight z równowagi. Gdy jej nogi spotkały się z zimną cieczą, stuliła uszy, niemniej po kilku sekundach odkrywając, że to bardzo przyjemne uczucie i uznając, że bardzo jej się podoba. Wykonała kilka skoków gwałtownego, raptownego galopu, jakby uciekając przez cieczą, by w najmniej spodziewanym momencie, w samym środku feralnego jeziorka wykonać zatrzymanie. Ruda zechciała w tej chwili zawrócić gdzieś w innym kierunku, by - czy z jeźdźcem (co wątpliwe, ale nie wolno mi pisać za innych :<), czy też bez, wesoło pochlapać się w wodzie, oddając z zadu, wierzgając czy entuzjastycznie rozchlapując wodę jednym z przodów. Ba, nawet zanurzyła w niej łeb aż do połowy, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że takie zabiegi kosmetyczne dla skórzanego ogłowia nie przyniosą pożądanych przy konserwacji sprzętu efektów. Słowem - bawiła się w najlepsze!Mia - 2016-01-04, 18:30 ....Już miała nagrodzić podopieczną za udany skok, kiedy tamten znowu odjebało i zaczęło jej odbijać Z trudem wysiedziała wszystkie te jej wariacje, ale nie zamierzała ukarać klaczy za ten sposób uciekania przed wodą. I może to też okazało się dla niej zgubne, bo wraz z jej nagłym zatrzymaniem, dziwnym trafem dwudziestolatka wyleciała z siodła i jeszcze dziwniejszym sposobem wylądować w wodzie. Nie była to najcieplejsza pora roku (chociaż biorąc wszystko na logikę to początek września, no ale dobra xD ), więc jej pierwszą reakcją było głośne i wyraźne "Kurwa", które mogły usłyszeć pary nieopodal. Zaśmiała się, będąc poniżej pasa przemoczoną do suchej nitki. Obejrzała się za sobą, a widząc beztrosko bawiącą się klacz jeszcze bardziej się roześmiała, nie mając sił wstać. Siedząc w płytkiej wodzie obserwowała podopieczną, ale kiedy w końcu zaczęło jej być zimno w dupę podniosła się i otrzepała. I tak zamierzała skończyć ten trening, Pleasure jak widać tylko przyspieszyła ten proces ....Wszystko pięknie i ładnie, ale teraz Mię czekało gorsze wyzwanie, a mianowicie złapanie kobyły. Wyrzynając niedbale włosy, zaczęła cmokać w jej stronę i niespiesznie ruszając ku rudej zmorze, zacięcie walcząc o jej uwagę.
....- Chodź tu, wariatko, na kabanosy idziesz - powiedziała wesołym tonem, nie potrafiąc powstrzymać szerokiego uśmiechu. Całe szczęście podczas tego niefortunnego upadku nie zrobiła sobie nic poza prawdziwym bólem dupy, który tylko zwiastował piękne siniaki. Pleasure - 2016-01-04, 20:10 Kabanosy nie kabanosy, ale Pleasure bardzo spodobał się taki obrót spraw i nawet nie myślała o tym, żeby pozwolić ciemnowłosej się złapać. Na początku zupełnie nie robiła sobie nic z jej osoby, ale w chwili, w której ta postanowiła ruszyć w jej kierunku zadarła łeb, strzygąc radarami by puścić się wesołym kłusem przed siebie. Ba, nawet wybiegła z jeziorka, koślawo balansując na jego śliskim brzegu, by w pewnym momencie prawie nie zaliczyć gleby w związku z błotem. Ponieważ była wyjątkowo - powiedzmy to sobie raz, szczerze i wprost - głupim koniem i nagle zachciała popisać się swoimi umiejęnościami, to oddała skok przez tą samą kłodę którą skakały przed chwilą, tyle, że pod włos. Foulee po niej wykonała gwałtownego sliding-stopa i ruszyła truchtem w stronę Mii, jak gdyby nigdy nic stając w niewielkiej odległości od niej i pakując jej chrapy w dłonie. Dasz mi coś do jedzenia za to, że jestem taka grzeczna? Zakazana miała to do siebie, że raz zachowywała się jak wredna małpa, odmawiając zrobienia czegokolwiek, a raz jak oddany swojemu właścicielowi psiak, gotowy przybiegać na jego zawołanie. Dosłownie. Mia - 2016-01-04, 21:33 ....Obserwowała z rozbawieniem szaleństwa klaczy, jedynie pilnując, aby jej teraz nie spierdoliła. Tak to poczekała grzecznie, wychodząc z jeziorka i susząc się w resztkach sierpniowego słońca. Wyrżnęła ciuchy z resztek wody i poprosiła najbliższego stajennego o przyniesienie derki kasztanki, zaraz przystępując do ponownego wołania kobyły, tym razem po imieniu. Kiedy tylko w końcu raczyła się zatrzymać i ciekawską mordę wcisnąć w jej zmarzniętą dłoń, pogłaskała ją po głowie. Z przemoczonych bryczesów wyciągnęła ocalały kawałek marchewki, którą podała siedmiolatce w oczekiwaniu na powrót stajennego.
....Nie widziała powodu kontynuowania treningu, cała mokra raczej nie chciała znowu znajdować się na grzbiecie tej tykającej bomby. Już po chwili przełożyła wodze, a kiedy w końcu wrócił mężczyzna, nałożyła na nią derkę osuszającą i poklepawszy ją po łopatce, w ręku rozstępowała i naprowadziła w stronę stajni, samej szczękając zębami przy okazji
....ztNicol Illas - 2016-01-07, 23:35
El Dorado napisał/a:
[...]
Krok po kroku będą szli na szczyt, ich krótka jak dotąd współpraca przyniosła jednak już jakieś efekty, co ją niezmiernie cieszyło. Oby tak dalej, mają szansę na świetlaną przyszłość, jak się to mówi. Skokowcy często jeździli również crossy w końcu jedno z drugim nieco bezpośrednio się wiązało nie? Tylko warunki i przeszkody nieco inne, do drugiej przeszkody było po prostej więc trzymając ogiera w zamkniętych pomocach, na kontakcie, sama pędząc w półsiadzie jechali do dwójki równym energicznym lecz nie pędzącym tempem. Po przeskoczeniu dwójki która również nie należała do specjalnie strasznych ani trudnych przeszkód, po łuku w prawo skierowała karosza do trójki. Domek był nieco już problematyczniejszą przeszkodą, utrzymując stały kontakt z pyskiem Dorado próbowała go przekonać, że nic się nie dzieje, że dadzą radę, doprowadzenie pod przeszkodę i skok (mam nadzieje) :DEl Dorado - 2016-01-14, 17:39 Poprowadzony po prostej na drugą przeszkodę przyspieszył tempo galopu, chcąc się upewnić, że na pewno da radę to przeskoczyć. Przeszkoda sama w sobie nie wydawała mu się straszna, poza tym skupiony na pomocach dziewczyny upewnił się, że nic go nagle nie zaskoczy. Wybił się przed przeszkodą, odpowiednio podciągając pod siebie przody, po czym wylądował po drugiej stronie. Nadal poruszając się energicznym galopem skierował się po łuku na trzecią przeszkodę. Na widok domku zaczynał się robić już mniej pewniejszy, czy aby na pewno uda mu się to skoczyć. Nawet dziewczyna nie była w stanie w pełni go do tego przekonać. Przed samą przeszkodą wybił się mocniej, niż przed dwoma poprzednimi i wylądował po drugiej stronie. Przy okazji jeszcze się poślizgnął, wybijając się trochę z rytmu.Unexpected - 2016-01-16, 22:55 Sądząc po tym, że planowali jechać cross krótka rozgrzewka wydawała się rozsądną. Nie narzekał na żadną formę rozrywki, cieszyłby się nawet z basenu. Wyginał się dość śmiało na każdym zadaniu postawionym przez faceta, jednocześnie musiał go mocno pilnować bo ogier miał tendencję do robienia ludziom na złość. Przeczytałam w barana Skoro go dokładnie pilnował ogier można powiedzieć szedł jak marzenie, w końcu przeszedł.i w wyższy chód co zrobił stosunkowo gładko, ale nieco zbyt energicznie. Nieco musiał go przyhamować na
co gniadosz odpowiedział krótkim parsknięciem, ogier długo się opierał przed wejściem w prawidłowe ustawienie, jakby nie mając ochoty na mocniejszą pracę, w końcu zrezygnowany stulił uszy, dość mocno wypchnął zad ku górze, robiąc lekkie przody i zamaszyste kroki, za pewne wysiedzenie tego nie było zbyt przyjemne, mieląc wędziło wykonywał różne figury które i poprzednio się pojawiały.Nicol Illas - 2016-03-06, 23:53 Chcąc dojść do perfekcji lub choć się do niej zbliżyć częściowo, musieli dużo trenować. Nie zamierzała karosza ograniczać tylko do parkuru, właśnie cross czy tereny też potrafiły rozwijać równie dobrze co inne. Kobieta była na tyle uparta, że wiedziała, że może wiele zdziałać z tym koniem i zamierzała do tego dążyć. Jechali trasą najprostszą z możliwych, więc nie powinien aż tak panikować, na szczęście karosz był mocno ogarniętym koniem łatwym w prowadzeniu. Poskładała ich do kupy po lekkiej wpadce i po prostej, równym tempem kierunek ku czwórce. Złudnie przypominała trójkę, tylko była nieco mniejsza i bardziej trójkątna, zamknięcie go w pomocach, lekkie przody oraz kontakt z koniem ułatwiło im na pewno pokonanie tej przeszkody. Za każde dobre zachowanie karosz sowicie był nagradzany klepaniem oraz słowem, co by wiedział, że dobrze robi. Piątka i szóstka to w ogóle bliźniacze przeszkody do czwórki, więc i tu nie powinny się pojawić problemy.El Dorado - 2016-03-07, 14:50 Po poślizgnięciu dość szybko udało mu się ogarnąć, więc szybko mógł pokierować się po prostej drodze wprost na czwartą przeszkodę. Postawił uszy na sztorc, starając się zapamiętać mniej więcej jej kształt i wysokość, żeby nie odwalić żadnego głupstwa. Oparł swój ciężar mocniej na zadzie, by zrobić lekkie przody i pogalopował pod samą przeszkodę. Wybił się do góry, ładując w skok całą siłę z zadu i przeleciał nad przeszkodą, przyjmując w locie odpowiednią postawę. Nogi pod siebie, pysk do przodu, wygięta szyja i grzbiet. Znalazł się szybko po drugiej stronie, za co otrzymał pochwałę. Parsknął zadowolony, bo lubił być chwalony. Z resztą kto tego nie lubił. Przynajmniej miał pewność, że dziewczynie właśnie o to chodziło. Następnymi przeszkodami była piątka oraz szóstka. Nie różniły się wyglądem od poprzednich przeszkód, więc ogier był już spokojniejszy.Emily Wayland - 2016-03-14, 00:20 Na horyzoncie zamajaczyła kolejna sylwetka, tak charakterystyczna dla tego kompleksu. Nie dało się ukryć, że Emily nieco obawiała się tego trening. Myśl, że udało jej się umówić z stosunkowo prestiżowym trenerem, przytłaczała ją, stąd też wzięło się jej początkowe skołowanie i duchowa nieobecność.
Prowadziła Jima na długiej wodzy, wiedząc, że jest to koń spokojny i może mu pozwolić na taki "luksus". W końcu jednak dotarli na miejsce, a nie widząc żadnej osoby, która trenerem mogłaby być, zdecydowała się na rozpoczęcie rozgrzewki samodzielnie. Tak więc skierowała się w stronę placu przeznaczonego pod rozprężenie koni, gdzie też z czasem zaczęła wykręcać różne wolty, serpentyny czy wężyki.
Bardzo ambitnie, wiem Jim Beam Rye - 2016-03-17, 21:15 Nie była to dla mnie komfortowa sytuacja. Nie miałem jeszcze okazji pracować na torze crossowym, ani też nie miałem nigdy wcześniej styczności z Emily. To wszystko sprawiało, że byłem bardzo niespokojny. Objawiało się to jednak wyłącznie dość elektrycznym chodem, który był wynikiem ogólnego pobudzenia. Cały czas miałem nastawione na sztorc uszy i łapałem powietrze przez szeroko rozwarte nozdrza, zapoznając się z unoszącymi w nim zapachami. Okiem lustrowałem nieznajome tereny, próbując się przyzwyczaić do nowych widoków. Od czasu do czasu podrzucałem wędzidło w pysku, zaokrąglając wówczas szyję w postawny łuk. Wkrótce wszedł na kontakt, choć jeszcze mało stabilny - co chwilę ulegał większemu lub mniejszemu rozkojarzeniu. Z tego też powodu był dość sztywny w trakcie wykonywania poszczególnych elementów w stępie, aczkolwiek rozwiązanie tego problemu było bardzo proste - potrzebował bardzo konkretnych i zajmujących zadań, aby przestać koncentrować się na otoczeniu.Scott Williams - 2016-03-23, 15:56 W pewnym momencie Emily mogła dostrzec zbliżającą się postać, najpewniej trenera, z którym była umówiona. Już z daleka przyglądał się jej oraz koniowi, którego dosiadała. Na ten moment nie dostrzegł żadnego naglącego problemu, toteż gdy podszedł w ich pobliże, zaczął od przestawienia się.
- Dzień dobry, nazywam się Scott - zwrócił się do Emily, spoglądając po koniu, u którego dopiero po chwili dostrzegł brak oka. - Możesz mi coś powiedzieć o sobie, na jakim poziomie jeździsz? Coś o koniu? - Zapytał, a gdy tylko przyszło mu dowiedzieć się, że tak naprawdę niewiele miała dotąd wspólnego z gniadym, musiał zmienić taktykę. - W porządku. W takim razie dostaniecie trochę więcej czasu na poznanie się - zdecydował, na początek prosząc o to, aby jeździła na długiej wodzy, aczkolwiek na kontakcie. - Pozwól mu się rozciągnąć, gdyby się na coś zapatrzył - półparada, łydka i jedziesz dalej. Spróbuj trochę pokłusować, aktywnie, ale gdybyś poczuła, że Ci ucieka - zatrzymaj, uspokój i znowu - spodziewał się, że Jim może mieć problemy z koncentracją, więc zależało mu na tym aby skupić jego uwagę na Emily. Polecił jej też częste zmiany kierunku lub wolty, oczywiście w swoim pobliżu.Emily Wayland - 2016-03-23, 18:46 Rozkojarzenie konia nie umknęło kobiecie, która, aby temu zapobiec, wykonywała pojedyncze półparady, ubiegając się o uwagę zwierzęcia na sobie. W tej też chwili zauważyła nadchodzącego mężczyzna, a fakt, że nie miał ze sobą konia, sprawił, że zaciekawił ją. Wyłoniła swoje domysły, oczywiście będąc prawie pewną, że jest to umówiony trener. Automatycznie skierowała Jima w tamtą stronę, unikając jednak kontaktu wzrokowego z mężczyzną.
- Emily - przedstawiła się krótko, kiedy była wystarczająco blisko Scotta. Westchnęła nieco zniechęcona, kiedy przyszło jej zacząć mówić nieco więcej od podstawowego "tak" i "nie". - Pracuję jako bereiter, więc ogólnie jeżdżę wszechstronnie na dość wysokim poziomie, pomimo że nie startuję w zawodach - zrobiła krótką pauzę na zebranie myśli. - Jim Beam Rye, dwunastoletni oldenburg chodzący WKKW. Z Jimmim praktycznie się nie znam. Byłam poproszona o rozruszanie go przed zawodami, ale sprawia wrażenie łagodnego i posłusznego - zakończyła i poklepała go po łopatce, jakby podkreślając swoje ostatnie słowa.
Po wydaniu poleceń, kiwnęła głową, czując się już nieco bardziej swobodnie. Ponowiła stęp, zatrzymany dla krótkiej rozmowy z trenerem, dając ogierowi długą wodzę. Jedyne, czego wymagała to skupienie na jej osobie i aktywny, równy stęp, pozwalając mu również częściowo wybrać trasę, choć dalej była gotowa do przejęcia kontroli. Prowadziła nijaką "rozmowę" z jego pyskiem, zapraszając go do właściwego ustawienia. Zaczęła zajmować go nowszymi rzeczami, takimi jak przejścia do stój, zmiany kierunku czy coraz to ciaśniejsze wolty. Za każdym razem przykładała się do odpowiedniego przekazania swoich intencji oldenburgowi, chcąc wypaść jak najlepiej.
Niedługo potem dołożyła łydki, by zakłusować. Od samego początku nie pozwalała mu zanadto przyspieszać, utrzymując w równym, lecz aktywnym tempie tego chodu. Jeśli dalej był rozkojarzony, zastosowała metodę Scotta, dodając od siebie jedynie ciche cmoknięcie. Tutaj również z czasem zaczęła dodawać zmiany kierunku przez półwoltę oraz koła o tymczasowo dużej średnicy, które z czasem zaczęła coraz bardziej zacieśniać.