To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Jezioro Bewl Water

Windsor - 2016-05-09, 13:56

Mistrz Gry napisał/a:
Droga nad jezioro była pełna przygód. Pomimo paru godzinnej przerwy w połowie trasy, gdzie konie mogły odpocząć od ciężaru swoich jeźdźców oraz siodeł, po dotarciu na miejsce z pewnością były zmęczone niemniej niż ich jeźdźcy.
Na miejscu czekały na wszystkich dwa miejsca na ognisko oraz drewno na opał oraz miejsca pod namioty. Organizator rajdu zapewnił też uczestnikom dostęp do kiełbasek oraz alkoholu. Dla koni zostały natomiast przygotowane ogrodzone, trawiaste padoki, umożliwiające podzielenie zwierząt na mniejsze grupy. Na każdym z nich stał też zbiornik z wodą.
Całe obozowisko znajduje się nad jeziorem, w którym bez obaw można popływać lub pławić konie.

Każdy jeździec, który napisał minimum 4 posty, oraz każdy koń spełniający ten sam warunek, otrzymują odpowiednio 4 punkty doświadczenia (jeźdźcy) i 5 punktów kondycji (konie).


Oczywiście Ci, którzy jeszcze chcą dopisać wymagane posty, mają do tego prawo - reszta może już zacząć pisać nad jeziorem.


Hayley napisał/a:
...


Pociągnięty za pysk w pierwszej chwili postawił lekki opór, rozdziawiając mordę i ciągnąc łeb do piersi. Szybko jednak przeszedł do kłusa, początkowo bardzo mocno wybijając w nim i zapewne nie ułatwiając Hayley utrzymania wygodnej pozycji w siodle. Kolejno podążył w ślad za innymi końmi i przeszedł do stępa, w którym wszystko wróciło już do normy. W dalszym ciągu szedł za Capri, leniwie strzygąc uszami i z niewielkim zainteresowaniem rozglądając się na boki, zupełnie tak, jakby wcale nie wiózł na swoim grzbiecie kłębka nerwów.

Diego Montana - 2016-05-09, 13:57

7


Wolta nie miała, być prawidłowo wyjechana, tylko miała go zwolnić, do kłusa. Sam na własne życzenie, był zmuszony się kręcić w kółko, mógł nie kombinować. Miał zamiar, go rozgalopować, ale podobnie jak wszyscy inny, pod kontrolą bez dwóch zdań, a nie na oślep. I prawidłowo ! Czas było się, w końcu ogarnąć, a ne szaleć.

~~

Podobnie jak większość ludzi i koni, po kilku godzinach dotarł, do miejsca ostatecznego. Mieli po drodze jeszcze postój, dając ludziom czas na ogarnięcie grup, napojenie koni oraz odpoczynek, po prostu. Postawił gniadosza, gdzieś z boku, przywiązał go, za pewne do drzewa. Rozebrał ze zbędnego balastu, a ogłowię zamienił na kantar. Z podczepionym uwiązem, skierował ogiera na ogrodzony teren.
-Dobrze się spisałeś. - odparł do konia, chwaląc go i dziękując, za rajd. Potem po prostu wpuścił go, na pastwisko.

Scho Can Do - 2016-05-09, 14:02

Grupa 4


Haha, no widzisz, na coś się jednak gniadosz przydał :lol2: Mięśnie i kondycję, sobie przynajmniej wyrobisz ! Nie dobrze, że odpuściła, bo weźmie to za przyzwolenie, do dalszego kombinowania. Ogierowi również, by się przydał dobry masażysta 8-) O nie, nie, nie poznała nawet grama jego charakteru, prócz tego, że był bardzo uparty, niczym osioł. W ogóle, do niego nie podobny ! :lol2: Chodzenie na kolanach? Brzmi ciekawie 8-) Nieco się poddał, ale nie pozwalał nadal, na przesadnie mocne skrócenie wodzy. Słysząc jej słowa parsknął tylko, czyżby wątpiła?

Aiden Craven - 2016-05-09, 14:15

- Jasne, że sobie poradzi! - Zapewnił Anais, spoglądając za galopującym koniem Hayley, który zgodnie z przypuszczeniami chłopaka, zatrzymał się przy większym lub mniejszym udziale blondynki. Następnie spojrzał w stronę biegającego luzem ogiera, czym jednak nie przejął się szczególnie, chociaż zaczęło go zastanawiać, gdzie ten zgubił jeźdźca.

* * *

Kolejne godziny spędził odpoczywając na postoju, a następnie pokonując kolejne kilometry w siodle aż do celu. Tam zeskoczył z grzbietu kuca, którego poczochrał po grzywie, nie skrywając swojego entuzjazmu.
- Fajny z ciebie koń, Loxley - przyznał, zajmując się rozsiodływaniem islanda, którego następnie wpuścił do innych koni na pastwisko - celując w grupę spokojniejszych koni, żeby nie zrobiły krzywdy swojemu najmniejszemu kompanowi.
Zostawiwszy kucyka samego sobie, obejrzał się na resztę swojej paczki, powoli zaczynając się ogarniać; pierw napił się wody, po czym zebrał swoje rzeczy w jedno miejsce. Z rozstawianiem namiotu czekał na decyzję dziewczyn, jako że mieli spać w jednym miejscu i w dodatku podzielić się namiotami.

Out of my mind - 2016-05-09, 14:15

    [size=9]Grupa siódma

Aaron napisał/a:
...


Postawiła uszy, przyglądając się przewyższającym ją towarzyszom podróży. Towarzystwo innych koni nie przeszkadzało jej jakoś szczególnie... Skupiła się na jeźdźcu, wiedziała bowiem, że niedługo dane jej będzie pobyć z innymi kopytnymi, najpewniej odjadą gdzieś na stronę stada, by pilnować go od boku. Żądna przygody i zniecierpliwiona kręciła się jeszcze z Aaronem na grzbiecie, możliwe, że zaraz dogrzebałaby się kopytami na drugą stronę globu, bo w przerwach od wiercenia się nieustannie grzebała nimi w bruku. Zarżała w odpowiedzi na pierwsze pomoce, chwilę później także na jego słowa. Odwróciła jedno ucho w stronę jeźdźca. Jej wewnętrzna ekscytacja przestała być aż tak widoczna na zewnątrz, gdy tylko ruszyli. Korzystając z typowej dla westernowego stylu luźnej wodzy, wyciągnęła łeb do przodu, z zadowoleniem mieliła wędzidło. Jej naturalny stęp był stosunkowo obszerny i swobodny - wyraźnie uwypukliła grzbiet, zaangażowała zad, krocząc pewnie naprzód. Jej kremowy łeb kołysał się lekko na boki.
Była zadowolona, że dane było jej pracować akurat z tak młodą osobą - z doświadczenia wiedziała, że tacy jeźdźcy są bardziej zabawowi, mniej restrykcyjni i trochę odważniejsi. Będzie miała z kimś się zabawić! Gdy tylko poczuła większy luz na wodzy i przeniesienie się ciężaru jeźdźca trochę naprzód, przeszła w kłus, trochę szybszy i bardziej męczący niż jog. Nie chciała jednak skrócić wykroku i zwolnić, bo zostali by w tyle - i tak trochę nadganiała za wyższymi wierzchowcami z grupy. Strumień nie był dla niej żadnym wyzwaniem - sporo pracowała w terenie, więc umiała już ocenić czy wodna przeszkoda faktycznie jest niebezpieczna. Energicznie przekroczyła potok, chłodząc sobie pęciny i odwracając łeb, by spojrzeć czy ktoś wymiękł. Zachowanie tutejszych wierzchowców trochę ją zadziwiało - jak można bać się wody?

Delfinek - 2016-05-09, 14:21

Grupa 4

Poprowadziła go dalej, właściwie bez większego ingerowania w to co dotychczas robili. Droga dłużyła się niemiłosiernie, mimo że, zleciała im szybko iii ciekawie. Czy wspominałam, że Laluś ma motorek w zadku i więcej koni mechanicznych niż niejedno zajefajne auto? To teraz mówię.
Kiedy byli już blisko miejsca zatrzymana pozwoliła mu na szybszy krok, lecz ciągle pilnując go by nie narobił bałaganu (jeszcze mnie na sprzątaczkę nie stać :'( ).
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kiedy dotarli szczęśliwie na miejsce migiem zeskoczyła z jego grzbietu i zbierając całe swoje menażki rozsiodłała ogiera, zmieniając ogłowie na znacznie lżejszy ubiór- kantar (specjalnie wzięła różowo-niebieski w barwach ich czapraka<3) i zaprowadziła w przeznaczone dla koni miejsce. Ohh, jak ją te ręce bolały, to jakiś kosmos. Ostatnim wymuszonym ruchem było danie mu małego kawałka ciastka (o ile stał grzecznie). Puszczając ogiera do innych koni zrobiła kilka wymachów rękoma i ruszyła po swoje rzeczy, wcześniej upewniając się, że Scho nie zrobi nic złego.

Anonymous - 2016-05-09, 14:22

1

Postój dobrze mu zrobił, zregenerował swoje siły i przemaszerował resztę trasy rajdu, aż do celu. Był zmęczony jak mało kiedy, ech zachciało mu się dzikich galopów. Kiedy z jego grzbietu zniknęło ciężkie siodło, aż się otrzepał i przeciągnął. Trącił rękę chłopaka, pewnie, że fajny.
Wycieczka mu się podobała, teraz czas trochę odsapnąć. Ziewnął przeciągle i wypuszczony na pastwisko pomaszerował do grupy innych koni, trzymając się z dala od tych mniej przyjaznych. Położył się nawet w trawie i przeturlał kilka razy w jedną i drugą stronę. Mógłby tak poleżeć, ale pewnie ktoś by go zdeptał, więc wstał i zaczął skubać trawę.

G-Dragon - 2016-05-09, 14:28

7

Ostatecznie udało im się dotrzeć na miejsce bez żadnych wypadków. Ogier stępując zbliżył się do jakiegoś drzewa stojącego z boku, gdzie jego właściciel z niego zeskoczył i rozebrał ze zbędnego balastu. Kiedy z jego pyska zniknęło wędzidło przemielił kilka razy jęzorem i parsknął głośno. Był tak zmęczony, że nic mu się nie chciało. Zerknął w stronę pastwiska, a gdy Diego go wypuścił skierował się tam gdzie było najmniej koni. Nawet się wytarzał bo pot doprowadzał go do szaleństwa. Przystanął sobie w cieniu, ogonem odganiając muchy które upierdliwie przy nim latały.

Anonymous - 2016-05-09, 14:44

- Mhm? Nie zwróciłem uwagi - odparł, oglądając się do tyłu, jakby starał się wypatrzeć pośród ludzi swojego ojca oraz jego rzekomą towarzyszkę. Nikogo jednak nie zauważył, toteż wzruszył ramionami. - Może się z kimś zaprzyjaźnił - dodał, nie przywiązując do tego większej wagi.
Na kolejne pytanie odpowiedział jedynie tajemniczym półuśmiechem, po którym kontynuował jazdę. Gdy towarzystwo z przodu oddaliło się, zdecydował się ponownie ruszyć kłusem, uprzednio informując o tym swoją grupę. Jego osobiście nie porywał sposób, w jaki poruszała się klacz - nigdy nie zwracał na to uwagi, w wymarzonym koniu poszukując zupełnie innych cech. Nawet nie potrafiłby wykorzystać potencjału takiego konia jak Bad, co było doskonale widoczne choćby teraz - oczekiwania Tonego ograniczały się do tego, aby szła do przodu, niczego poza tym.

Po paru godzinach, w skład w których wchodził odpoczynek, dotarli na miejsce. Tony zatrzymał klacz na uboczu, gdzie rozsiodłał karą i zgromadził wszystkie swoje rzeczy. Wpuścił Bad na padok, w podzięce za dobrą robotę klepiąc po szyi, po czym poczekał aż Aaren upora się ze swoim koniem. Wówczas zabrali swoje rzeczy i wspólnie wybrali miejsce, w którym brunet zaczął rozbijać dwuosobowy namiot, który mieli dzielić we dwoje.
- Przyniosłabyś zimne piwo dla swojego ciężko pracującego mężczyzny :lol2: - odezwał się do niej żartobliwym tonem, mając nadzieję, że ten, kto zafundował im % i jedzenie, pomyślał o tym aby trzymać alkohol w chłodnym miejscu. Na przykład na brzegu jeziora, w krystalicznej, chłodnej wodzie. Na nic innego nie miał teraz większej ochoty, a co lepsze, mógł sobie na to pozwolić z czystym sumieniem.

Hayley - 2016-05-09, 14:59

Podczas postoju zaczęła zastanawiać się czy w ogóle powinna schodzić z grzbietu Windsora, w obawie że już nie wsiądzie, ale dochodząc do wniosku, że ktoś najwyżej ją wrzuci zczłapała się z siodła, dopiero uzmysławiając sobie ja bardzo całe nogi jej się trzęsą. Ciężko powiedzieć czy z natłoku emocji czy ze zmęczenia, ale ból który zaczęła odczuwać natychmiast zmusił ją do odpoczynku, który dała również koniowi. Niestety komentarz przyjaciółki skwitowała jedynie krótkim skrzywieniem ust, a później rozluźniła popręg i zajęła się swoim koniem. Po paru godzinach odpoczynku, ponownie dosiadła grzbietu z mniejszą lub większą pomocą, by ostatecznie dotrzeć do celu gdzie już całkiem rozsiodłała Windsora i wypuściła na padok po uprzedniej konsultacji z Mią czy wszystko dobrze zrobiła i do jakich koni powinna go przydzielić.
Zmęczona jak nigdy, ruszyła w stronę Aidena, do którego podeszła wciąż lekko blada i zszokowana, po czym odkręciła małą butelkę wody mineralnej i wypiła ją niemal na jednym tchu. Dopiero wówczas spojrzała na niego z szerokim uśmiechem czując, że cały stres ulatuje z niej jak powietrze z przekłutego balonika.
- Ale jestem głodna... – westchnęła biorąc w ręce jakąś część namiotu i spoglądając na kuzyna, który najwidoczniej czekał jeszcze na resztę.

Aaren Wayford - 2016-05-09, 15:46

- Albo kogoś wyrwał.- uśmiechnęła się mimowolnie, jedno trzeba było przyznać Wayfordom, zarówno temu starszemu jak i młodszemu, stanowili cholerny magnes na kobiety.
Zarejestrowała ten uśmiech sama posyłając mu podobny, wszystko i tak rozegra się już na miejscu, gdy alkohol zatoczy pętlę w żyłach całej tej uroczej gromadki liczącej blisko czterdzieści osób.
Ujeżdżeniowa kariera jaką Aaren miała za sobą, naturalnie wpływała na jej sposób postrzegania koni, skupiała się na motoryce danego wierzchowca, a także jego budowie czy właśnie sposobie poruszania się. Wyłapując nawet niewielkie na pierwszy rzut oka szczegóły, które często miały odbicie w późniejszym treningu konia.
- Zobaczymy.- posłała krótki uśmiech Harleyowi

~ * ~

Po dotarciu na miejsce odetchnęła z ulgą, zastane dotąd mięśnie dawały o sobie znać swoim zmęczeniem, a także powoli tworzącymi się zakwasami. Po tak długiej przerwie od jeździectwa i po tylu godzinach spędzonych w siodle, jutro będzie umierać.
Rozsiodłując Lockharda, podrapała go za uszami oraz po spoconych pysku, przynosząc zapewne ulgę zwierzęciu. Wypuściła go na padok razem z Bad, mając oczywiście na uwadze to, że była źrebna i najpewniej kolejnego potomstwa z tego nie będzie.
Stawiając swoje torby obok toreb Tonego, przeciągnęła się obserwując ciężko pracującego mężczyznę :lol2: . - Robi się mój mężczyzno.- zaśmiała się, pobłażliwie mierząc wzrokiem Antka, który próbował swoich sił w starciu z namiotem. - Zaraz wrócę.- oddaliła się w poszukiwaniu piwa, jednocześnie dowiadując się, że faktycznie leży w prowizorycznej lodówce przy brzegu jeziora.
Biorąc parę butelek, wróciła z nimi przed namiot siadając gdzieś obok rozbijanego namiotu na trawie. Rozejrzała się po obecnym tu towarzystwie, dostrzegając te bardziej i te mniej znajome twarze.
- Mój tyłek umarł od tylu godzin w siodle.- jęknęła otwierając jedno piwo o drugie i podając je Tonemu, podobnie otworzyła swoje, przyglądając procesowi stawiania namiotu. Gdyby stawał tak szybko i samodzielnie jak ten w spodniach codziennie rano :lol2: .

I So Bad - 2016-05-09, 15:47

Parskając głośno, odczuła niewątpliwie ulgę, gdy mężczyzna opuścił jej grzbiet, swoje ważył głównie przez tą muskulaturę jaka prezentowała się na jego ciele. Rozsiodłana od razu ruszyła w stronę wolnego kawałka trawy zaczynając tarzać się z lubością i wycierać spocone cielsko.
Na towarzystwo Loczka nie zwróciła na sam początek uwagi, oddając się błogiej beztrosce turlania. A następnie piciu zimnej i chłodnej wody, która doskonale gasiła końskie pragnienie. Obijając ogonem o boki, obserwowała powoli zagęszczające się padoki, a także przybywających jeźdźców, którzy dopiero teraz zsiadali ze swoich wierzchowców.

Nearly Perfect - 2016-05-09, 15:53

Po przejechaniu przez feralny mostek Perfect zebrała się w sobie nie sprawiała większych kłopotów. Co chwila coś ją rozpraszało, jednak nie na tyle, żeby znowu miała stanąć jak słup soli. Ani razu też nie spłoszyła się do tego stopnia, żeby ponieść swoją amazonkę. Kłusowała z zaangażowaniem.
Kiedy dostała od Caroline pomoce do mocniejszego kłusa ochoczo przyśpieszyła, wyciągając nogi. Pomimo ciężaru jaki niosła nie była jeszcze zmęczona, co chyba można przypisać rozsądnemu tempu jakim dotychczas się poruszała.
Po kilkunastu metrach przejechanych w żwawszym kłusie kasztanka bez uprzedzenia przeszła do galopu, nie był to jednak jakiś szaleńczy galop. Klacz uważała na inne konie i ludzi i galopowała w umiarkowanym tempie. Jeżeli kobieta próbowała ją zwolnić reagowała na to niezadowoleniem i spuszczeniem z tempa w niewielkim stopniu.

Stradivarius - 2016-05-09, 16:28

Masaż bardzo mu pasował, stanowił miłą odmianę. Na pewno nie żałował, że wybrali się w ten teren. Podobało mu się, jak Harley odpowiadał na jego rżenie albo prychnięcia, chociaż nie rozumiał słów mężczyzny. Po tych kilku godzinach mógłby spokojnie powiedzieć, że się dogadują, więc pochwalał jego decyzję o zadłużeniu się :lol2:
Na razie ignorował inne konie, skupiając swoją uwagę zarówno na właścicielu, jak i otaczających ich widokach. Raz czy dwa przemknął przez drogę zając, gdzieś tam w lesie mignęła sarenka. Rzadko miał okazję przyjrzeć się innym gatunkom zwierząt. Swego czasu mieszkał w boksie z psem, ale przy przenosinach jego kudłaty przyjaciel gdzieś zniknął.
Wkrótce dojechali do strumyka, co wyraźnie ożywiło ogiera. Reagując na ściągnięcie wodzy, zatrzymał się. Zastrzygł uszami, z zaciekawieniem obserwując poczynania innych koni. Większość wybierała mostek, niektóre opierały się przed jego przejściem. A on chętnie wskoczyłby do wody! Niestety Harłak miał inną wizję, której kary musiał się poddać. Przynajmniej miał okazję udowodnić swoją odwagę, bez wahania przechodząc kłusem na drugą stronę. Prędko zrównali się z Jimem, który... nie miał jednego oka. Strad parsknął, dając mu do zrozumienia, że znajduje się obok.
- Cześć. Co słychać? - zagadnął, bo wyglądało na to, że chwilę jednak ze sobą spędzą.

Aaron - 2016-05-09, 16:51

    Grupa siódma


Niesamowicie bawiło go przyglądanie się Mind i jej poczynaniom. Zaraz po przekroczeniu strumyka obejrzała się za siebie, pewnie w duchu wyśmiewając konie, które odmówiły wejścia do wody. Pomimo niskiego (w porównaniu do innych wierzchowców uczestniczących w rajdzie) wzrostu nie zostawała w tyle, a do tego próżno tu szukać tak odważnej istoty! Nie żałował decyzji o rozpoczęciu współpracy właśnie z nią, a dzięki udziale w terenie dowiedział się już kilku przydatnych informacji.
Po przekroczeniu strumyka zewnętrzną łydkę do boku quarterki, prosząc o przejście do wolnego galopu. Wodze trzymał w lewej dłoni, tak luźno, jak to było możliwe. Bez wyraźnej przyczyny ich nie skracał, a jak na razie klaczka nie sprawiała żadnych problemów. Zboczyli nieco z trasy, pozostając jednak na tyle blisko, by nie zgubić grupy. Widział wyścigujące się konie i wprawdzie mogliby pokazać im, kto tu rządzi, ale mieli przed sobą jeszcze dobrych kilka godzin jazdy, a nie chciał jej przemęczać. Slalomem wyminęli kilka młodych drzewek, w końcu wyjeżdżając na małą polankę. Przytrzymał ją na chwilę, po czym zeskoczył na ziemię jednym sprawnym ruchem. Czas na odpoczynek.
Należycie wygłaskał swoją podopieczną, po chwili zaczynając masować jej ciało kolistymi ruchami, stosując różne stopnie nasilenia nacisku. Wszystko to dla rozluźnienia.
- Dobra dziewczynka - wyszeptał, uśmiechając się.
Prawdopodobnie cały zastęp ich wyprzedził, więc będą musieli poradzić sobie jakoś z samą mapą.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group