To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Nieve Hoover - 2016-04-10, 19:30

Niezbyt jeszcze pewna swoich umiejętności jeździeckich poprosiła nową instruktorkę o to by ich jazda odbyła się na hali rekreacyjnej. W zamkniętym pomieszczeniu, bez żadnego wpływu warunków pogodowych, czuła się dużo bezpieczniej niż na zewnątrz, gdzie prócz swej nieudolnej jeszcze zdolności jazdy musiałaby zwracać uwagę na dużo większą ilość czynników. Mózg podpowiadał jej, że budynek jest dużo bezpieczniejszym miejscem jazdy, szczególnie jeśli bierzemy pod uwagę fakt jej nauki. Bardziej doświadczeni jeźdźcy z pewnością woleliby korzystać z uroków wiosny, ale Nieve nie zaliczała się do tej grupy. Jeszcze.
Przygotowawszy w stajni nowego rumaka, który ponownie okazał się być kasztanem, przyprowadziła go na halę gdzie czekała na Naomi. Korzystając z tego, że dotarła w to miejsce przed instruktorką, zaczęła zaprzyjaźniać się z koniem, powiedzieć w jego stronę kilku słów oraz kilkukrotnie poklepać go po szyi. Musiała nieco oswoić się zarówno z nim jak i świadomością, że pierwszy raz w życiu dosiadać będzie ogiera i choć przekazano jej informacje, że Momentum jest spokojnym koniem, to wciąż nie nabrała pewności co do ich autentyczności. Przytrzymawszy konia za wodze postanowiła przejść się z nim dookoła hali, aby nie stał bezczynnie w miejscu – czym z resztą wydawał się być nieco poirytowany. Krocząc obok niego zapięła dokładnie kask na głowie i poprawiła kamizelkę, kontynuując oprowadzanie kasztana w oczekiwaniu na Naomi.

Momentum - 2016-04-10, 20:05

Ogierowi akurat miejsce treningu, nie robiło większego problemu, mógł trenować do prawdy wszędzie. Nawet na zamkniętej hali może się stać nieszczęście, nigdy nic nie wiadomo, ale odpukać *pfu pfu*, raczej mała szansa, by im się coś przytrafiło. Konisko od początku pobytu tutaj niewiele robiło, było na zawodach jakiś czy odznace, ale treningi go omijały szerokim łukiem. Może miała słabość do rudych? :lol2: To źle, że posiadał jajka? Konisko od maleńkości, było nauczone szacunku do człowieka, pracy z nim i dlatego też, nadawał się obecnie dla dorosłych czy juniorów, na każdym poziomie zaawansowania. Plemniki nie uderzały mu do głowy, nawet w obecności grzejącej się klaczy, o ile ludzie znajdowali się w promieniu kilku metrów. Co innego jakby byli na padoku czy gdzieś, jednak zachować się potrafił. Wszelakie pieszczoty przyjmował ochoczo, był koniem łagodnym, pogodnym, no chyba, że chciałaś go uśmiercić to pewnie by się bronił wtedy. Był chyba jedynym normalnym lub jednym w najnormalniejszych koni. w stawce Chrisa. Krążył potulnie niczym baranek z kobietą po hali, nie wyprzedzał, nie zwalniał, uważał pod nogi.
Naomi Eaton - 2016-04-11, 00:43

Uwzględniła prośbę nowej uczennicy, czego dowodem było zapisanie w grafiku lekcji na wyznaczoną godzinę. Wolała uprzedzić resztę pensjonariuszy o tym, że o tej i o tej godzinie hala będzie zajęta dla rekreacji. To zwykle pomagało uniknąć wielu nieporozumień oraz spięć.
Weszła na halę i bez problemu odnalazła wzrokiem parę, którą miała dziś otoczyć instruktażem. Śmiałym krokiem i z charakterystycznym dla siebie uśmiechem na twarzy ruszyła w stronę spacerującej po hali pary. Jeżeli chodzi o konia, na którym Nieve miała odbyć jazdę, Naomi nie była szczególnie przejęta jego płcią. Poznała w tej stajni niejednego ogarniętego ogiera, a poza tym preferowała pracę z płcią męską - przynajmniej wiedziała, czego może się spodziewać, w przeciwieństwie do humorzastych klaczy...
- Cześć - przywitała się, od razu postanawiając przybrać mniej formalny ton, szczególnie że Nieve - na oko - była w jej wieku. Była to miła odmiana, bo jak łatwo się domyślić, praca z dziećmi była specyficzna. Z dorosłym zawsze było inaczej, szczególnie gdy jeździł już samodzielnie. - Jestem Naomi - przedstawiła się, tym razem na żywo, a nie telefonicznie, zaraz przechodząc do szczegółów związanych stricte z pracą. - Możemy zaczynać? - Zapytała, przechodząc na środek hali, gdzie oczekiwała aż Nieve dosiądzie ogiera, dopasuje pod siebie strzemiona i zacznie stępować. - Dawno zeszłaś z lonży? - Zapytała, chcąc się bardziej rozeznać w umiejętnościach początkującej amazonki, której póki co poleciła stępowanie po hali, bez ścinania narożników.

Nieve Hoover - 2016-04-11, 18:04

Usłyszawszy dźwięk otwierających się drzwi, Nieve zwróciła swoją głowę ku wchodzącej na halę blondynce, a jej twarz także rozświetliła się radosnym uśmiechem. Już przez telefon Naomi wydawała jej się sympatyczną młodą osóbką, ale nie wyobrażała sobie jej w taki sposób i pozytywnie się tym faktem zaskoczyła. Pociągnąwszy za sobą ogiera także ruszyła w jej kierunku, żeby dziewczyna nie musiała przecinać całej hali i uścisnęła jej dłoń, gdy ta powiodła do niej w geście powitania.
- Cześć, Nieve – także wypowiedziała swoje imię, choć była to jedynie formalność, którą zdążyły ustalić podczas umawiania się na jazdę. Szybkim spojrzeniem omiotła ładną twarz swojej przyszłej instruktorki, w której kierunku kiwnęła głową w ramach zgody na rozpoczęcie treningu. Przygotowawszy odpowiednio konia wykonała ostatnie poprawki w postaci podciągnięcia popręgu i spróbowawszy dopasować długość puślisk z ziemi, dosiadła w końcu ogiera, którego poklepała po szyi za grzeczne oczekiwanie na to aż usadowi się wygodnie w siodle. Wsunęła nogi w strzemiona, które jednak musiała podnieść o jedną dziurkę, co wykonała przy pomocy Naomi. Sama nie czuła się na tyle pewnie by wykonać ten ruch jednocześnie trzymając konia za wodze a poza tym nieudolnie jeszcze trafiała w dziurkę, co zajęło jej trochę więcej czasu niżby się spodziewała. Gdy wszystko było gotowe i otrzymała od instruktorki polecenie przejścia do stępa, posłała ogierowi łydkę i wypchnęła go delikatnie biodrami, zadowolona, że nie musi nawet zaczynać od lonżowania. Co prawda nie czuła się do końca pewnie, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz.
- To właściwie moja pierwsza jazda bez lonży, ale ostatnio szło mi chyba całkiem nieźle – pomijając obijanie się w siodle niczym worek ziemniaków przy mizernych próbach anglezowania i latającą łydkę kiedy udało się opanować pupę. Poza tym szło jej całkiem nieźle. ;p Pod koniec ostatniej jazdy prezentowała się na koniu już całkiem przyzwoicie, choć zdecydowanie powinny zacząć od wskazania Nieve końskiej kierownicy. Jeździe po śladzie na hali z pewnością by podołała; gorzej z wykonywaniem jakichkolwiek zmian kierunku czy dużych wolt, wykonanych w prawidłowy sposób, a nie jedynie przez ciągnięcie konia za wodze.

Momentum - 2016-04-11, 20:48

Zapracowana Naomi :D Chyba trzeba się przerzucić na trenera, oblegana i płatna praca - miód. Ogier zorientował się o obecności nowej osoby i parsknął od niej krótko, ta ogarniętych koni nie brakowało :lol2: E no Queen, ostatnio dawała radę pod Nieve i ta chyba nie narzekała. On szedł wszędzie tam gdzie pani N. Cierpliwie zniósł przygotowanie do jazdy oraz nie drgnął nawet, kiedy dziewczyna go dosiadała. Dopiero po wyraźnym sygnale od Nieve, ruszył stępem do przodu, szedł energicznie, pośrednim tempem, chyba, że kobiety chciały inaczej. Szedł tam gdzie mu kazano i jak mu kazano, pomagał dziewczynie sam z siebie, ale za pewne całkiem dobrze sobie radziła.
Naomi Eaton - 2016-04-13, 00:20

Naomi zdecydowanie nie wyglądała na instruktora jazdy konnej. Swoim wyglądem o wiele bardziej pasowała do zawodu artysty lub studia tatuażu, a tymczasem najlepiej odnajdowała się w pracy z ludźmi i końmi. Na trenera nigdy nie miała ambicji, choćby przez to, że miała realne spojrzenie na rzeczywistość - brakowało jej doświadczenia i umiejętności.
Pomogła Nieve w dopasowaniu strzemion, rozwiązując jej problem zaskakująco sprawnie, co jednak nie było niczym dziwnym. Pewne czynności mogłaby wykonywać wręcz z zamkniętymi oczami, jako że na co dzień powtarzała je niezliczoną ilość razy.
- Na pewno sobie poradzisz - odparła, uśmiechając się sympatycznie i skupiając na działaniach dwudziestolatki. W oczy prędko rzuciła jej się pewna trudność, czy może raczej brak umiejętności w prawidłowym skręcaniu. Najpewniej towarzyszył temu też problem z prawidłowym ułożeniem rąk, na co zwróciła uwagę pierwszorzędnie. Zasugerowała trzymanie rąk wyżej, z wyprostowanymi nadgarstkami i kciukiem zwróconym ku górze. Istotne było też to, z jaką siłą Nieve zamykała palce na wodzy - nie powinny się wyślizgiwać, ani też być przesadnie napięte. Użyła więc znanego i całkiem fajnego wyobrażenia z trzymaniem ptaszka w dłoni (czemu mi się to źle kojarzy gdy piszę z tobą... ) tak, aby nie zrobić mu krzywdy ani nie pozwolić mu odlecieć.
Kolejno wyjaśniła Nieve jak powinno wyglądać prawidłowe skręcanie. Naturalnie wodze miały w tym swój udział, ale w żadnym wypadku nie działały wstecz; tę wodzę, która była po stronie, w którą miała chęć skręcić, należało delikatnie "otworzyć" poprzez odsunięcie ręki od kłębu, subtelnie wycofując przy tym ramię, co z kolei rotowało cały kręgosłup i poprzez zmianę ciężaru sugerowało koniowi zmianę kierunku i wygięcie. Obojętnie nie były też na to łydki, jedna która nadawała zgięcie w kłodzie i druga pilnująca tempa oraz zadu przed wypadaniem.
Trudność polegała na tym, aby wszystko przekazać w przystępny sposób tak, aby nie zasypać Nieve nadmiarem informacji... Więc wprowadziła te niuanse stopniowo, pierw mówiąc o działaniu łydki oraz wodzy, podczas gdy cała reszta przychodziła raczej sama z siebie.
- Pamiętaj, żeby nigdy nie działać ręką wstecz i żeby nie zapominać o łydkach - wtrąciła, obserwując ją gdy krążyła stępem po hali, pierw po ścianie, a później po woltach, początkowo zapewne nieco koślawych. Stąd też poleciła podopiecznej patrzenie na wprost i wodzenie wzrokiem po rysunku, który chciała wykonać, co było znacznym ułatwieniem.

Nieve Hoover - 2016-04-14, 17:53

Z uwagą przystającą pilnej uczennicy wsłuchiwała się w każdą padającą z ust instruktorki wskazówkę i bardzo uważnie starała się zapamiętać każdą z nich, od razu wprowadzając w życie te poprawki, które była w stanie zastosować. Uniosła nieco wyżej ręce i ułożyła palce we wspomniany przez blondynkę sposób, kierując się wyobrażeniem trzymanego ptaszka, który – zupełnie nie wiedzieć czemu – przywodzi Ci na myśl jakieś dziwne skojarzenia. :D Nieve to grzeczna dziewczynka, której obce są tego typu sprośne myśli! Szczególnie, gdy siedzi na koniu i stara się poprawić swoją postawę i ułożenie w odpowiedni sposób różnych części swego ciała.
Szczególną uwagę poświęciła wskazówkom dotyczącym skręcania – temat na tę chwilę zdawał jej się być najbardziej przydatny i przyjemny oraz budził w niej swego rodzaju dumę – nie tylko będzie potrafiła poruszać się w kłusie, ale dzięki temu będzie czuła większą władzę nad koniem. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że zwierzę to było dużo silniejsze od niej i równie dobrze mogło swobodnie decydować, w którym kierunku się udać – czego, biorąc pod uwagę dotychczasowe umiejętności, z pewnością nie umiałaby opanować – ale nowa umiejętność pobudzała w niej chęci do dalszej nauki. Być może późno zaczęła, ale z całym zacięciem, które w sobie posiadała mogła szybko nadrobić wszelkie zaległości – jeśli tylko pozwoli na to czas i pieniądze.
- Czyli cały myk w tym, żeby bardziej działać nogami, a rękoma tylko się wspomagać? – zapytała, kiwając przy tym głową. Całe życie uważała, że ręce są główną kierownicą we współpracy z koniem, a każda lekcja dawała jej lepsze (poprawniejsze) postrzeganie jeździectwa i sprawiała, że sport ten wydawał się jej nader trudny. Najtrudniejszy ze wszystkich, które do tej pory miała okazję spróbować.
Bardzo starała się stosować do wszystkich wskazówek, ale wystarczyło, że koń machnął mocniej łbem i od razu wodze wysuwały się spomiędzy palców rudowłosej. Czasem skutkowało to nawet przekładaniem skórzanych pasków przez szyję konia, gdyż wodze były zbyt długie, by mogła z nimi cokolwiek zrobić. Niczym mantrę powtarzała ponowne zbieranie ich do kupy i układanie w odpowiedni sposób, prowadząc konia po woltach, które poleciła Naomi. To fakt – wychodziły jej najpierw w kształcie jajka czy elipsy i daleko było im do idealnego okręgu. Nie zniechęcała się jednak, coraz lepiej podpierając konia w łydkach, a gdy nie wyrywał jej wodzy z rąk, całkiem nieźle działała także nimi.

Momentum - 2016-04-15, 20:28

O tam, że nie wyglądała to nie znaczy, że nie mogła być. On nie wyglądał na przyjemniaczka, a jednak nadawał się do wszystkiego i wszystkich. Czasem warto zaryzykować, w końcu kto nie ryzykuje ten nie zyskuje. Zboczeńce :lol2: Koń jej pomagał, może nieco aż za nadto, wyginając się na łuku czy wolcie, wyginał się dostatecznie, przez co jego ciało napierało z dozą czułości, na nogi dziewczyny, tym samym sugerując odpowiednie przyłożenie ich, następnym razem, gdyż pewnie nieco wędrowały pod wpływem skosów wykonanych przez kasztana. Koń też potrafił uczyć, czasem podobno lepiej niż instruktor, sam wskazując odpowiednie techniki działania. Rudy postępował nader delikatnie z juniorami/początkującymi, był oazą spokoju i wybaczania. O ile na wodzę nie miał wpływu, czyli na kierunek jazdy, to mógł się odpowiednio wygiąć na wolcie, ponownie pomagając jej odnaleźć stosowne punkty zaczepienia.
Naomi Eaton - 2016-04-16, 12:43

- Zgadza się. Z czasem przekonasz się, że im mniej robisz rękoma, tym lepiej - jeździectwo kryło w sobie wiele tajemnic. W zasadzie było sztuką, której można się uczyć bez końca - zawsze jest coś do poprawienia, też każdy koń jest inny i stawia przed jeźdźcem nowe wymagania.
- Zaciśnij palce na wodzach trochę mocniej. Krzywdy mu tym nie zrobisz, a nawet będzie mu wygodniej, jeżeli wodze będą stale napięte - poradziła widząc, że Nieve miała problem z utrzymaniem wodzy na kontakcie. - Kiedy na przemian się rozluźniają i napinają, wędzidło się przesuwa. Zobaczysz, że jeżeli uda Ci się utrzymać je napięte, koń zaraz się na nich oprze i będzie trzymał głowę w jednym miejscu - wyjaśniła, przez cały czas uważnie obserwując uczennicę. Jeżeli chodzi o kształt wolt, to była to zmora nawet tych, którym się wydawało, że już dobrze jeżdżą. Najczęściej wolta o średnicy dziesięciu metrów szybko weryfikowała umiejętności takiego śmiałka.
- Skróć trochę wodze, będzie Ci wygodniej. Gdybyś poczuła, że koń próbuje Cię wyciągnąć z siodła, daj mu łydkę. - Instruowała ją w dalszym ciągu, w międzyczasie rozkładając drągi, które miały być urozmaiceniem dzisiejszej jazdy.
- Teraz trzymaj się ściany i przejdź do półsiadu - spodziewała się, że Nieve ćwiczyła tę pozycję na lonży, ale jeśli tak nie było, wyjaśniła jej pokrótce czym jest półsiad, po co się go robi i oczywiście jak wygląda. W trakcie wykonywania ćwiczenia podpowiadała jej też, co zmienić, aby mieć lepszą równowagę. Zadaniem kobiety póki co było wytrzymanie w półsiadzie jak najdłużej, co zapewne poczuje nazajutrz w mięśniach.
Po paru minutach pozwoliła jej z powrotem usiąść w siodle i po jednym pełnym okrążeniu poleciła skręcić na leżące drągi. Trudnością był przede wszystkim równy najazd, dlatego gdyby zauważyła, że koń pływa na boki podpowiedziała co zrobić, by tego uniknąć.
- Wodze muszą być równej długości, napięte. Łydki cały czas przyłożone do boków konia. Musisz też patrzeć na sam środek drągów - wyjaśniła, w trakcie samego pokonywania 'przeszkody' prosząc o zrobienie półsiadu i danie koniowi łydki, co by nie zgasł po drodze.

Nieve Hoover - 2016-04-16, 18:28

- W życiu tego nie ogarnę – zaśmiała się krótko i mimo swoich słów, ponownie skupiła się na wprowadzaniu w życie wszelkich udzielonych przez Naomi wskazówek. Ściągnęła wodze w dłoniach i zacisnęła na nich mocno palce, choć chwile zapomnienia skutecznie sprowadzały ją na ziemię sprawiając, że paski ponownie wysuwały się z piąstek. Z uporem maniaka poprawiała je między swoimi palcami potrząsając przy tym z niedowierzaniem głową. Słowa instruktorki zdawały się logicznie łączyć w całość wszystkie zabiegi, które miała przeprowadzić wraz z efektami jakie mogły one przynieść – największym problemem było poprawne zastosowanie się do nich i pamiętanie o wszystkich na raz mimo wszelkich starań ku doprowadzeniu do perfekcji.
W tym wszystkim wiele także zawdzięczała koniowi, który był na tyle grzeczny, że nie musiała zwracać uwagi na nic innego, skupiając się w tej chwili wyłącznie na rękach. Posłusznie szedł w kierunku, który mu wskazywała i chętnie korzystała z podparcia na jego ciele, starając się przyłożyć łydki w odpowiednich miejscach, aby móc skręcać koniem a także podpierać w tym wszystkim jego boki. Uporawszy się z wypadającymi paskami (choć pewnie tylko na moment) przypomniała sobie o latającej nodze i prędko przeniosła ją w odpowiednie miejsce, ponownie zwracając buzię ku Naomi, która przekazywała jej kolejne zadania.
- Półsiadu.. okej – szybko przeanalizowała, który dosiad nazywał się w ten sposób i uniosła tyłek ku górze, starając się nie wyglądać przy tym jak ofiara losu. Dla wygodniejszej pozycji wypięła tyłek nieco zbyt mocno – zwyczajnie ten sposób był dla niej dużo bardziej efektywny – i oparłszy niemal całą swoją równowagę na wodzach, trzymała ogiera mocno za pysk, ani na sekundę nie wpadając na to, by wypuścić paski z rąk. Tak to już było z początkującymi jeźdźcami, którzy na swoich pierwszych jazdach staczali niemalże walkę o śmierć i życie, robiąc wszystko by utrzymać się w siodle. Starała się go nie szarpać – kochała zwierzęta i nigdy nie dopuściłaby do zrobienia im krzywdy – ale z pewnością nie zawsze jej to wychodziło. Kasztan okazał się być bardzo cierpliwym i wybaczającym koniem, dzięki czemu takie momenty zapomnienia uchodziły nowicjuszce płazem.
Mimo wszelkich starań co jakiś czas opadała pupą w siodło, by chwilę później ponownie unieść się w strzemionach.. I tak co chwilę, aż przejechały całe koło, po którego czasie dziewczyna zorientowała się, że Naomi przygotowała dla nich kolejne ćwiczenie. Zbyt przejęta półsiadem, wodzami i łydkami nie zwróciła nawet uwagi na turlające się drągi i teraz przeszedł ją dreszcz strachu pomieszany z nutką podniecenia. To było jej pierwsze tego typu zadanie i chętnie zaczęła wykonywać.
Skierowawszy konia na drążki (choć pewnie bardziej dzięki temu że skłonny był reagować nawet na najmniejsze pomoce aniżeli z powodu poprawnie wykonanego skrętu) uniosła tyłek ku górze i skróciwszy wodze ponownie oparła na nich równowagę, równomiernie dokładając mu łydki, by szedł żwawo na wprost drążków. Wpatrywała się w ziemię, chcąc sprawdzić czy koń ładnie podnosi nogi ku górze i przez to zachwiała się trochę, szybko karcąc się w myślach. Ponownie przeniosła oczy na wprost siebie a po wykonanym ćwiczeniu pochwaliła konia wesołym:
- Dobry koń.

Momentum - 2016-04-17, 20:40

To fakt, jeździectwo to w pewnym sensie sztuka, jedna z najlepszych istniejących w dzisiejszych czasach. Faktycznie wędzidło mu nieco latało w pysku, jednak był cierpliwy i nie protestował przy tym. Jeżdżono na nim na zwykłym wędzidle, więc nie dostawał jakoś boleśnie nim. Kiedy kobieta ściągnęła wodzę, ogier nieco uwypuklił odpowiednie partię ciała, bardziej angażując też zad, kiedy popuszczała nieco się rozciągał, kiedy znowu skracała wracał do poprzedniego ustawienia. W końcu uznając, że to chyba przypadek, a kobiecie w końcu udało się to ogarnąć (w miarę), to szli w odpowiedniej pozycji. Przez odpowiednie wygięcie konia, łydki kobiety same powinny wskoczyć na swoje miejsce, bo pod naporem pewnie się przesuwały, sugerując jej idealne miejsca. Z czasem szybko załapie, kiedy co i jak przyłożyć, lub szybciej niż nam się wydaje. Drągi, a co to tam dla nich ! Koń nieco się zdziwił brakiem oddania wodzy nad drągami, bo miał przez to nieco skrócony łeb i patrzał głównie pod nogi, ale przeszedł drągi na czysto.
Jessamine - 2016-04-20, 10:12

Naomi napisał/a:
Po paru minutach takiej "zabawy" czas lekcji dobiegł końca, dlatego też poprosiła swoją uczennicę o podjechanie i zatrzymanie się.
Przypięła lonżę do kółka wędzidłowego, podczas gdy Jessamine zsiadła z końskiego grzbietu. Wyszły razem do stajni, w której to wspólnie rozsiodłały konia, a także rozliczyły się i ewentualnie umówiły na kolejną jazdę. /zt

/2pkt doświadczenia dla Ciebie, -25 funtów, które przechodzą na mnie :D


Nie mogłaby powiedzieć, że jej się to nie podobało, jednak każda przyjemność musi się kiedyś skończyć, więc gdy Naomi poprosiła ją o podjechanie. Jessamine usłuchała ją, zatrzymała Chance'a i zsiadłą z niego. Towarzyszyła instruktorce w drodze do stajni, gdzie ochoczo pomogła jej rozsiodłać wielkopolaka, a później się rozliczyły.

zt

Naomi Eaton - 2016-04-23, 12:50

Częstym błędem było robienie kaczego kuperka w półsiadzie, czego też nie uniknęła Nieve. Niosło to za sobą problemu w utrzymaniu równowagi, więc Naomi prędko skorygowała błędną postawę dziewczyny.
- Musisz trochę "podkulić ogon", bo na razie utrzymujesz równowagę na rękach, podczas gdy środek ciężkości powinien leżeć zupełnie gdzie indziej. Wypchnij trochę biodra do przodu. Wystarczy, że tylko odrobinę pochylisz tułów i zaprzesz się na kolanach oraz strzemionach. Na tym etapie powinnaś być jak najbliżej siodła - wyjaśniła uczennicy, której zapewne na początku trudno będzie odnaleźć wspomniany środek ciężkości tak, aby nie klepać tyłkiem w siodło ani nie łapać równowagi na wodzach. Była to jednak kwestia powtórzeń i czasu.
Na szczęście ogier poza tym, że był bardzo spokojny i cierpliwy, miał też mało ekspresyjny ruch, dający szansę początkującemu jeźdźcowi na odnalezienie się w siodle. Było w stajni "kilka" takich, które machały nogami pod samo niebo, co najpewniej skończyłoby się spektakularnym upadkiem ucznia. Szczególnie, że takie osobniki najczęściej były przy tym bardzo reaktywne.
Prawdopodobnie przez kilka najbliższych jazd (o ile takie nastąpią) Naomi czy inny instruktor będzie musiał zwracać Nieve uwagę na jakość wykonywanego półsiadu. Jej mięśnie musiały nauczyć się nowego układu, nic więcej. Blondynka nie omieszkała się więc ponownie zwrócić na to uwagi w trakcie pokonywania przez uczennicę drągów, mówiąc dokładnie o tym samym, co ostatnio. Na tym etapie jej ciało powinno być bardziej spionizowane, tak wysoki półsiad występował dopiero przy wysokich skokach, choć i tam był lepiej zrównoważony. Takimi informacjami jednak nie zakrzątała rudowłosej myśli, przypomniała tylko o podkuleniu tyłka, ściągnięciu łopatek... i oczywiście o patrzeniu przed siebie, bo jak Nieve sama zauważyła, było to niezbędne w celu zachowania równowagi.
Jeżeli natomiast chodzi o oddawanie wodzy - nie wspomniała o tym słowem celowo. Adept jeździectwa mógł to błędnie odebrać jako rzucenie wodzy koniowi, co doprowadziłoby do zerwania kontaktu i najpewniej potknięcia wierzchowca. Płasko leżące drągi, pokonywane w stępie, nie wymuszały też na ogierze intensywnej pracy szyją, która miałaby miejsce w kłusie czy galopie, albo chociaż na cavaletti. Poza tym wodze były takiej długości, że mógł nieść szyję niemal wyprostowaną - przecież oczywiste, że nie uczyłaby Nieve zaczynając od nauki ganaszowania konia.
- Bardzo dobrze, że go chwalisz - wtrąciła, uśmiechając się przy tym do Nieve. - Pojedź dookoła hali i raz jeszcze najedź na drągi, robiąc półsiad. Pamiętaj, co Ci o nim mówiłam - dodała, oddając się obserwacji wykonywanych przez uczennicę poleceń. Po wykonaniu tegoż polecenia, poprosiła o zmianę kierunku i najechanie na drągi od drugiej strony, cały czas kładąc nacisk głównie na półsiad dwudziestolatki. Najwyżej ją znienawidzi za późniejsze zakwasy od ciągłej jazdy w półsiadzie :P.
Po kilku takich powtórzeniach dała Nieve odpocząć przez jedno okrążenie, pozwalając jej na wyjęcie nóg ze strzemion i zrobienie młynków kostkami, które mogły ją pobolewać od charakterystycznego ułożenia stopy (Naomi też zwracała na to uwagę, choć nie tak bardzo wiedząc, że prawidłowe ułożenie wynikało z odpowiedniego zrotowania całej nogi. A to miało przyjść dopiero z czasem).
Wraz z końcem przerwy, zagadnęła kobietę o kłus, pierw pytając o anglezowanie. Jeżeli zaistniała taka potrzeba, powtórzyły je "na sucho" w stępie, do rytmu wyliczanego na głos przez Naomi, która jednocześnie pilnowała tego, by Nieve nie wstawała zbyt wysoko w siodle ani nie podnosiła ze sobą rąk. Gdy jako tako chwyciła rytm oraz równowagę, instruktorka upewniła się, że podopieczna jest gotowa na ruszenie kłusem. Gdy tak było, poprosiła ją o to; miała usiąść w siodle i ścisnąć boki konia łydkami (łydkami, a nie piętą, co mogła próbować robić jako początkujący) aby ten ruszył kłusem. Podpowiedziała jej, w którym momencie powinna wstać, po czym przez pierwsze parę metrów "wybijała" jej rytm tak, aby Nieve kłusowała na dobrą nogę i wstawała oraz siadała w siodle w dobrych momentach. Oczywiście z początku miała jechać po ścianie.

Nieve Hoover - 2016-04-24, 17:12

- Ups – zaśmiała się krótko i zaraz po uwadze dziewczyny na temat swojego tyłka postarała się „podkulić” go pod siebie i zmniejszyć wypięcie w jakim aktualnie się znajdował. Nie można było jej się dziwić – ten sposób był zwyczajnie łatwiejszy w utrzymaniu równowagi na koniu i sprawiał, że dzięki niemu mniejszą ilość razy uderzała pupą w siodło. Oczywiście wciąż trzymała się bardzo na rękach, utrzymując stały kontakt z pyskiem konia, choć w miarę możliwości starała się go nie szarpać, wspomagając się odrobinę w celu utrzymania pozycji. Będzie musiała się do niej przyzwyczaić – nie miała innego wyjścia, jeśli chciała nauczyć się jeździć konno, a to było zadanie, które postawiła sobie za cel już jakiś czas temu i do którego realizacji skrzętnie dążyła.
Wraz z pojawiającymi się kolejnymi słowami instruktorki, Nieve zwróciła głowę w jej stronę i uważnie wysłuchała polecenia, znów uśmiechając się lekko na wspomnienie półsiadu. Z jednej strony głupkowato jej się to kojarzyło, z drugiej śmiała się z własnych błędów, co nie oznaczało, że nie próbowała ich naprawić. Podchodziła do życia z dystansem i mimo, że coś jej nie wychodziło, nie poddawała się od razu, ale też nie podchodziła do nich z zaciekłą determinacją. Racjonalnie uczyła się krok po kroku, wierząc, że wkrótce, z każdą kolejną jazdą, umiejętności będą się poprawiały dokładnie tak jak półsiad, który dopilnowany przez blondynkę nieco się teraz poprawił. Poprowadziła konia po kole, tak jak prosiła ją o to Naomi i ponownie najechała na drągi, ładnie unosząc pupę nad siodłem. Chwilami mogło się wydawać, że stała w strzemionach zbyt pionowo (przeginając teraz w drugą stronę), ale szybko korygowała swoje błędy, by przynajmniej przez kilka sekund wykonać ćwiczenie poprawnie. Znów pochwaliła ogiera za przejście przez drążki i zmieniła kierunek, wciąż bardziej opierając dyktowanie go wodzami aniżeli łydkami, choć te także miały w skręceniu konia pewien udział. Spojrzała w stronę drążków i przejechawszy kawałek znów naprowadziła na nie ogiera, kolejny raz powtarzając próbę utrzymania prawidłowego półsiadu. Powoli zaczynał doskwierać jej ból ud. Nieprzyzwyczajone mięśnie zwyczajnie zaczynały się buntować od ciągłego napięcia, które na dobre miały pokazać się nazajutrz.
Z ulgą przyjęła możliwość siedzenia w siodle i momentalnie wyciągnęła nogi ze strzemion, chętnie kręcąc nimi w kostkach. Zastane kości strzykały raz po raz a charakterystyczne „chrupanie” było doskonale słyszalne mimo jeździeckich butów będących ostatnim zakupem Nieve.
Mimo, że była trochę zmęczona ciągłym pozostawaniem w półsiadzie, który okazał się dla niej sporym obciążeniem, chętnie przyjęła kolejne z ćwiczeń, które miało poprowadzić ją do zakłusowania. Raz po raz unosiła się w strzemionach, mocno angażując w zadanie, które otrzymała od Naomi, a kiedy dziewczyna wytłumaczyła jak przekazać ogierowi sygnał do kłusa, rudowłosa dołożyła nogi do jego boków, choć nie obiecuję, że pięty nie brały w tym udziału. Nim w ogóle przeszli do wyższego chodu musiała się trochę namęczyć – przekazywane przez nią sygnały okazywały się niezbyt mocne aby przemówić do konia, a dziewczyna bała się trochę przyłożyć mocniej łydkę, aby nie zrobić mu krzywdy. Naomi z pewnością w międzyczasie podpowiadała jej jak poprawić sygnał i w końcu, po kilku próbach, udało jej się osiągnąć wyższy chód. Przez kilka pierwszych kroków pieguska obijała się o siodło niczym worek ziemniaków, ale w końcu udało jej się ogarnąć i wraz z każdą podpowiedzią instruktorki rytmicznie unosiła się w siodle. Bardzo starała się nie utrzymywać równowagi głównie na rękach, choć nie mogę powiedzieć by wykonywała to w poprawny sposób. Łydka z początku także latała w przód i w tył, przemieszczając się wraz z każdym podniesieniem i opadnięciem, ale z każdym kolejnym krokiem ruchy były nieco słabsze. Nie było jeszcze idealnie – noga nie była przyklejona do boku konia, ale szło jej zdecydowanie lepiej niż jeszcze na ostatniej lonży. Wciąż wpatrywała się przed konia, uważnie prowadząc go dookoła hali, choć w kwestii kierunku nie musiała robić praktycznie niczego – jej zadaniem było utrzymanie się w siodle i doskonalenie anglezowania, podczas gdy kierowaniem całkowicie zajął się Momentum.

//Chaos, chaos i jeszcze raz chaos.

Momentum - 2016-04-24, 20:49

Boże jak to brzmi :lol2: Po prostu odróżniał zwykłą pracę, od prazy z juniorem/początkującym. Choć może faktycznie to geny, nie wnikam. Za pewne konie się będą zmieniać (choć gdyby co to wiecie, gdzie mnie szukać :lol2: ), bo nie zawsze da się dosiadać jednego. Na szczęście jako jeden w sumie z nielicznych koni Chrisa, miał możliwość normalnego treningu. Pewnie wywodziło się to też, z noszenia znamienia "profesora". Z jednej strony się cieszył, bo mógł się poruszać, choć czasem wolałby coś konkretniejszego, nie narzekał. No tak, to chyba przyzwyczajenie z tą szyją, nie ważne. Po przejechaniu drągów, pojechali koło wokół hali, kiedy ponownie pojechali na drągi, ogier ponownie uniósł wszystkie cztery nogi nad nimi, gładko je przejeżdżając. Pochwalony parsknął tylko krótko, po czym zmienili kierunek. On nadal ładnie wyginał się w narożnikach, odpowiadał na sygnały kobiety, nieco je udoskonalając, by łapała jego poprawki, z czasem na pewno lepiej im to szło. Skierowany znowu na drągi, ponownie gładko je przejechał, unosząc nad nimi wszystkie cztery nogi. Ogier nie był wykończony, nieco się napracował, na rudym ciele, pojawiły się pierwsze oznaki pracy - pot. Jednak kondycję miał dobrą, tylko pracował rzadko. Łydki, wypchnięcie z krzyża, czy łydka i cmokanie, by wystarczyło, aby Mom ruszył wyższych chodem. Faktycznie nieco się natrudziła przy tym, jednak ostatecznie, koń płynnie wszedł w wyższy chód. Kobieta faktycznie, nieco odbijała się od niego, jak worek ziemniaków lub piłka. Jednak nie zbyt mu to przeszkadzało - dzielny był. Prowadzony po śladzie/wzdłuż ściany (?), szedł energicznym krokiem, ale bezpiecznym dla dziewczyny, nie gubiąc jej po drodze :lol2: Wyjeżdżając prawidłowo narożniki - wpisując się, jednocześnie pomagając dziewczynie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group