To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - The Plain Cafe

Kociłapa - 2017-02-15, 15:51

*biolożko jest bardziej poprawne, plus *widok kłów Kyle'a. Polski też przeciwko tobie. :lol2: <3
Oj, nie tylko się z tym nie pogodził, ale ułożył sobie z dodatkiem tego całkiem niezły problem psychiczny. Bo podłoże ten problem miał w domu, a pozostawienie przez Nicole... Było tylko fragmentem układanki. I było dość normalne. To on wpadł w złe towarzystwo, a co ona sama miała zrobić wobec takiej sytuacji? Nie ona jedna by się poddała. Poza tym, dzieliła ich różnica wieku - niewielka bo niewielka, ale w nastoletniości nawet taka różnica przybiera większą wagę. Więc gdyby miała bronić swojego osiemnasto- czy dziewiętnastoletniego chłopaka przed ludźmi w tym samym wieku, kiedy sama miała lat czternaście czy piętnaście... No nie brzmi to zachęcająco.
Czy Kyle też tak o tym myślał? Cholera, miał bardzo dużo czasu na przemyślenia gdy odsiadywał wyrok. Myślał o tym często. Napatrzył się w więzieniu na dużo gorszych ludzi od siebie, dlatego z początku pobytu wychodził z założenia, że skończy z rozbojami. Najbardziej pozytywne wspomnienie stanowiła dla niego przyjaciółka z młodości, pierwsza miłość. Dlatego tak kurczowo się jej uczepił, tylko tym ratując swoją głowę. Jednakże nie wyszedł z tego ze zdrowym umysłem, niestety.
Odstawił pustą już filiżankę po herbacie, przenosząc spojrzenie na Nicole. Rozluźnił się nieco wskutek ciepłego napoju rozlewającego się po jego zziębniętym wnętrzu. - Chyba nie jestem taki łatwy - odpowiedział spokojnie, przypominając sobie utarczki z więzienia. Niee, zdecydowanie nie dałby sobie od tak wybić swoich drapieżnych zębów. Ścisnął szczękę, ale zaraz ją rozluźnił, odganiając wspomnienie.
- Czemu jesteś taka złośliwa? - uśmiechnął się do Niki, nie zauważając absolutnie tego, jakim był hipokrytą. :lol:

Lucas - 2017-02-19, 21:43

Nie mógł się powstrzymać, żeby ostentacyjnie nie przewrócić ślepiami, w reakcji na słowa siostry. Chociaż bardzo chciał, to nie potrafił cieszyć się jej szczęściem, a wszystkie, chociażby najmniejsze wzmianki o Tonym cholernie go drażniły.
- Całe szczęście, zginęłabyś beze mnie - zaśmiał się, chcąc jednocześnie zboczyć z tematu Tonego, ale także trochę podroczyć się z Aaren.
- W sumie, chętnie bym się z nim zobaczył. Nie widziałem go odkąd przyjechałem do Eastbourne - stwierdził, lekko zamyślając się nad tym zagadnieniem. Jednocześnie uświadomił sobie, że mimo wszystko brak ojca nie dokuczał mu w żaden odczuwalny sposób, a wręcz przeciwnie. Wreszcie nikt nie mówił mu co i jak ma robić. A trzeba zauważyć, że Lucas już dawno przestał być gówniarzem.
- Nie opowiadałaś, ale myślę, że teraz nadrobisz te zaległości - odparł i uśmiechnął się lekko, oczekując jakiejś ciekawej historii. Sam również bardzo chętnie wybrałby się w odwiedziny do dziadków, ale nie mógł, zważając na kompletny brak wolnego czasu. I tak to był cud, że udało mu się wygospodarować kilka dni wolnego na wakacje z Kath.

Diego Montana - 2017-02-26, 15:46

Zakładając że nie było jeszcze 15 :lol2: Diego zgodnie z umową dziś miał się spotkać z pewną kobietą w sprawie swoich koni. Swoją drogą był cholernie ciekawy czego ta kobieta od niego i jego koni chce, ale z czystej ciekawości postanowił się z nią spotkać. W umówionym dniu i o umówionej godzinie podjechał pod kawiarnie swoim Reno Koleos, by idealnie zaparkować pod samą kawiarnią. Po wyjściu z auta zamknął je i wszedł do środka kawiarni, by się krótko po niej rozejrzeć. Nie było obecnie tu zbyt wiele ludzi, ale to może w sumie i lepiej? Usiadł przy jednym z wolnych stolików, by poszukać czegoś w karcie do wyboru.
Lara - 2017-02-26, 16:09

Około pięć minut przed piętnastą pod kawiarenką zatrzymało się Audi A1 Sportback a z niego wyszła odziana w czarny płaszcz, okulary przeciwsłoneczne i czerwone szpilki osóbka o bardzo drobnej posturze. Ciemno brązowe fale spływały po jej wąskich plecach kiedy zamykała samochód i ewidentnie zdenerwowała skierowała się ku drzwiom kawiarenki. Kropił lekki deszczyk przez co od razu po wejściu zdjęła z siebie płaszcz i okulary aby odsłonić obcisłą, koronkową sukienkę. Wyglądała na poważną bizneswoman mimo, że jej plany były kompletnie inne.
Sam Diego początkowo mógł jej nie rozpoznać- rudo-blond włosy zmieniły się w brunatne a wychudzona sylwetka w kształty Afrodyty. Nawet styl ubierania czy głos powodował, że stała się kompletnie inną kobietą lecz nie do końca. Uczucia w jej umyśle tkwiły wciąż te same - rozgoryczenie, tęsknota i chęć cofnięcia czasu. Dopiero z biegiem lat zdała sobie sprawę, jak bardzo głupio postąpiła zostawiają co. Lecz czy da jej szansę? To okażę się dopiero po rozmowie, do której miało dojść gdyż noga za nogą zmierzała w jego stronę aby stanąć przy jego stoliku i wypowiedzieć aksamitnym i głębokim głosem.
-Witaj Diego.

Aaren Wayford - 2017-02-27, 16:27

Lucas napisał/a:
Nie mógł się powstrzymać, żeby ostentacyjnie nie przewrócić ślepiami, w reakcji na słowa siostry. Chociaż bardzo chciał, to nie potrafił cieszyć się jej szczęściem, a wszystkie, chociażby najmniejsze wzmianki o Tonym cholernie go drażniły.
- Całe szczęście, zginęłabyś beze mnie - zaśmiał się, chcąc jednocześnie zboczyć z tematu Tonego, ale także trochę podroczyć się z Aaren.
- W sumie, chętnie bym się z nim zobaczył. Nie widziałem go odkąd przyjechałem do Eastbourne - stwierdził, lekko zamyślając się nad tym zagadnieniem. Jednocześnie uświadomił sobie, że mimo wszystko brak ojca nie dokuczał mu w żaden odczuwalny sposób, a wręcz przeciwnie. Wreszcie nikt nie mówił mu co i jak ma robić. A trzeba zauważyć, że Lucas już dawno przestał być gówniarzem.
- Nie opowiadałaś, ale myślę, że teraz nadrobisz te zaległości - odparł i uśmiechnął się lekko, oczekując jakiejś ciekawej historii. Sam również bardzo chętnie wybrałby się w odwiedziny do dziadków, ale nie mógł, zważając na kompletny brak wolnego czasu. I tak to był cud, że udało mu się wygospodarować kilka dni wolnego na wakacje z Kath.


Nie wspominała o brunecie celowo, to po prostu przychodziło samo. Poprawiając kruczoczarne kosmyki włosów, posłała bratu subtelny uśmiech, nieco przepraszający. Do tej pory to Lucas dbał o nią i troszczył się, dlatego doskonale rozumiała jego brak entuzjazmu związany z pojawieniem się kogoś, kto częściowo przejął jego obowiązki.
- O tak, w Moskwie na pewno bym się zgubiła.- dodała ironicznie, rodzinne miasto znała jak własną kieszeń, stąd też nie ma mowy o tym aby zabłądziła gdziekolwiek.
- Ja jakoś za nim nie tęsknię.- mruknęła ciszej, nie miała zbyt dobrego kontaktu z ojcem stąd też wynikało jej mało przychylne nastawienie wobec głowy rodziny, rodziny która od dawna była w strzępkach.
- Nie wiem czy jest o czym opowiadać, wyjazd nie zakończył się zbyt przyjemnie.- wspominając tą ciężką kłótnię z Tonym momentalnie zmarszczyła brwi, składając dodatkowo ręce na linii biustu. Nie chciała do tego wracać, zwyczajnie bojąc się powtórki z rozrywki.

Diego Montana - 2017-02-28, 22:48

Diego w czasie kiedy czekał na kobietę, zamówił już sobie sporą kawę w stylu latte. Obserwował lekko znudzonym wzrokiem wnętrze kawiarni oraz to co się działo przed nią, bo widział dosłownie wszystko z idealnego punktu sali. Może nawet dostrzegł dość wcześnie kobietę, ale nie przywiązał z początku do niej zbyt wielkiej wagi. Diego niewiele się zmienił od ich ostatniego spotkania, no może nie licząc tego że się trochę tu i tam wzbogacił. Diego nie spodziewał się zastać tu swojej dawnej miłości, bo przecież minęło tyle lat. Czy zapomniał? Czy wybaczył? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te trudne pytania. Prawie się zagapił na coś co na pewno nie było ów kobietą, a dopiero kiedy się do niego odezwała powrócił na nią wzrokiem. Nie dała rady aż tak wszystkiego zmienić, bo pewne rzeczy pozostawały jednak wiecznie nie zmienne. Jednak faktycznie trzeba było przyznać, że nie od razu ją rozpoznał.
-Witam. Za pewne z tobą byłem umówiony. - odparł podnosząc się ze stołka. W sumie jak na kogoś kulturalnego przystało, powinien się z nią jakoś przywitać nie? Jednak raczej typowo jak do kogoś kogo w teorii nie znał.

Lara - 2017-03-04, 18:40

Skinęła głową i usiadła naprzeciwko niego zbijając ręce w piąstki i głośno oddychając. Tą rozmowę planowała dobre 4 lata, lecz teraz gdy do niej doszło nie wiedziała co powiedzieć. Patrzyła na niego jedynie z pokerową twarzą by po chwili zamknąć oczy i odetchnąć.
-Tak Diego, ze mną. Choć temat jaki planuję podjąć w tej rozmowie jest kompletnie inny niż jeździectwo.-Wydukała po hiszpańsku skupiając swój wzrok na jego ustach, które jako jedne z niewielu pamiętała w tak doskonały sposób. A może to one w jej oczach były doskonałe? Właściwie, ciężko stwierdzić. Nie mniej jednak mógł przyłapać ją na nerwowym przegryzaniu wargi i szorowaniu palcami po wewnętrznej stronie kciuka aby opanować targające nią emocje. Pomimo, że w pracy potrafiła zachować zimną krew to tutaj uczucia wyżerały ją od środka. Wolała jednak mówić cokolwiek, aby niewygodna cisza nie zapanowała aż do czasu jego wyjścia - bo takowe przewidywała.
-Widzisz...chciałabym wszystko wyjaśnić i... zadość uczynić.-niski lecz śpiewny głos w połączeniu z hiszpańskim językiem i nietypowym akcentem jak zawsze tworzyły w jej głosie nutkę nadziei, która teraz była jeszcze bardziej wyczuwalna.
-Chciałabym po prosu móc Cię poznać na nowo.

Anais - 2017-05-05, 21:45

Od rajdu nie minęło wiele czasu i o ile niektórzy nadal żyli przyjemnymi wspomnieniami związanymi właśnie z tym wypadem za miasto, to Anais tego zupełnie nie podzielała. W rajdzie wzięła udział wyłącznie ze względu na przyjaciół, z którymi chciała spędzić choć odrobinę czasu, bowiem ostatnio bardzo zaniedbała z nimi kontakty, ale nawet to nie bardzo się jej udało. Odkąd dowiedziała się o obecności pewnego wirusa w swoim organizmie nie mogła funkcjonować do końca normalnie. Być może dla niektórych to nie było nic nadzwyczajnego, lecz ciemnowłosa znalazła się w zupełnie nowym położeniu, które odbierało jej możliwość cieszenia się z czegokolwiek. To nie tak, że na siłę wyolbrzymiała problem. Była po prostu bardzo wrażliwą i trochę bojaźliwą osobą, stąd ten jej ogromny niepokój i swego rodzaju załamanie. Na dodatek nie spodziewała się, że kiedykolwiek spotka ją coś podobnego, dlatego do grona tych złych emocji dochodziło jeszcze negatywne zaskoczenie i niedowierzanie. Dziś posiadała jeden z lepszych dni, ale wiedziała że spokój nie potrwa zbyt długo. Potrzebowała się komuś wygadać, podzielić się z kimś tą niepocieszną informacją, jednocześnie wiedząc jak ta osoba może zareagować. Niemniej liczyła na to, że Jessie chociaż spróbuje ją zrozumieć i będzie wyrozumiała. Zaproponowała jej spotkanie, wybierając nietłoczną i bardzo urokliwą kawiarnię. Na miejsce stawiła się jako pierwsza, a ponieważ na zewnątrz nie panowały zbyt sprzyjające warunki, postanowiła poczekać na przyjaciółkę w środku. Usiadła przy jednym z bardziej schowanych stolików i zwyczajnie czekała, a międzyczasie składając niewielkie zamówienie.
Jessie - 2017-05-05, 22:47

Jessie nie umknął fakt, że ostatnimi czasy jej kontakt z Anais się osłabił. Jednak w gruncie rzeczy nie miała nawet czasu by przejąć się tym faktem, bo w jej życiu działo się równie dużo.
Krótkie spotkanie na rajdzie sprawiło jednak, że postanowiła to zmienić, dlatego propozycja spotkania rzucona przez przyjaciółkę spotkała się ze zdecydowaną aprobatą Jessie.
Przyszła do wskazanej przez Anais kawiarni i nie widząc jej przy żadnym ze stolików w ogródku, zajrzała do środka. Chwilę zajęło jej namierzenie przyjaciółki, którą wreszcie dostrzegła w nieco wyizolowanej części kawiarni. Od razu pomachała jej z daleka, po czym z uśmiechem podeszła do stolika.
- Cześć. Długo czekasz? - Zagadnęła, zdejmując jednocześnie kurtkę i odwieszając ją na oparciu krzesła, na którym po chwili zasiadła. - Brakowało mi tego, wiesz? - Dodała po chwili, mając oczywiście na myśli spotkanie. Swego czasu spędzali w swoim gronie mnóstwo czasu, ale gdy każde z nich oddało się innym sprawom, uległo to zmianie.

Anais - 2017-05-05, 23:02

Ciemnowłosa oczekiwała w spokoju, a żeby zabić upływający czas obserwowała sytuację za oknem, lecz bez większego zainteresowania. Od swojej czynności oderwała się dopiero, kiedy przed jej nosem pojawiła się parująca kawa o słodkim i bardzo kuszącym zapachu. Podziękowała kelnerce i już miała wrócić do obserwacji, kiedy w oczy rzuciła jej się sylwetka przyjaciółki. Uśmiech w momencie rozpromienił jej twarz i co najważniejsze był to najszczerszy uśmiech, jaki w ciągu ostatnich dni pojawił się na jej buzi. Odmachała Jessie, już po chwili witając ją przy stoliku.
- Właściwie to nie - odparła, łapiąc nagrzany kubek. - Mi też. Potwornie się za tym stęskniłam - potwierdziła z lekkim uśmiechem, mimowolnie przyglądając się przyjaciółce. Jej widok sprawił, że Anais poczuła niewielki przypływ pozytywnej energii, na moment zapominając o nieprzyjemnych myślach towarzyszących jej podczas ostatnich tygodni.
- Więc - zaczęła, przekręcając delikatnie głowę. - Mogę liczyć na jakieś opowieści z życia? - spytała z nieukrywaną ciekawością, aczkolwiek nie nalegała na to aby Jessie podzieliła się z nią czymkolwiek. Zwyczajnie chciała wiedzieć, co ostatnio działo się u jej przyjaciółki, ale nie była osobą na tyle ciekawską aby siłą wydobywać z niej takie informacje.

Jessie - 2017-05-05, 23:41

- Wszyscy równo daliśmy ciała - podsumowała z delikatnym uśmiechem, świadczącym o tym, że tak naprawdę nie zamierzała się teraz tym przejmować. Zawsze starała się żyć teraźniejszą.
- Oh, u mnie ciągle coś się dzieje - mimo wydźwięku tego wyznania, na próżno można było się w nim doszukiwać skargi lub dumy. Jessie po prostu przywykła do takiego trybu życia. Oddała mu się w pełni. - O tym Ci chyba nie zdążyłam powiedzieć osobiście, ale zaręczyliśmy się z Jonahem - rozwinęła myśl, jednocześnie pokazując przyjaciółce dłoń z pierścionkiem. Pewnie wiedziała już o tym chociażby z facebooka, ale co innego przeczytać o czymś na portalu, a co innego usłyszeć o tym osobiście, prawda? - Mieliśmy wziąć ślub na początku roku, ale oboje mamy tyle na głowie, że zupełnie nie idzie nam organizacja. On ciągle wyjeżdża na mecze, ja oczywiście dalej siedzę w stajni. Za dwa tygodnie jedziemy do Madrytu na zawody i już nie mogę się doczekać... - rozgadała się, ale tym sposobem streściła Anais wydarzenia z okresu, w którym się nie widziały. Nie wspomniała tylko o jednym - o utraconym dziecku, na którego temat nie chciała mówić. Zwyczajnie nie czuła się na siłach, choć pozornie wszystko wróciło do normy. Być może powinna podzielić się tą informacją z Anais, w końcu przyjaciele tak robią, ale mimo wszystko wciąż była to zbyt świeża rana. Jess dla własnego dobra próbowała o tym zapomnieć.

Anais - 2017-05-06, 00:11

- Racja - przytaknęła, jednocześnie kończąc rozmowę na ten temat. Jeśli cokolwiek w tej kwestii miało się zmienić na lepsze to nie powinny wyłącznie o tym mówić, a raczej działać. Ciemnowłosa uśmiechnęła się delikatnie. W pewien sposób podziwiała Jessie za umiejętność prowadzenia tak aktywnego trybu życia, bowiem sama nigdy sobie nie radziła, gdy jej sprawy nabierały większego tempa i nawarstwiały się. Zdecydowanie wolała mieć wszystko poukładane i zaplanowane mniej, zwyczajnie nie potrafiąc ogarnąć zbyt wielu celów.
- Gratulacje - uśmiechnęła się szeroko, łapiąc dłoń przyjaciółki i z zainteresowaniem przyglądając się mieniącemu pierścionkowi. - Nawet nie wiesz jak się cieszę... A zazdroszczę jeszcze bardziej. Ten pierścionek jest super - jej słowa były stuprocentowo szczere, może prócz tej wzmianki o zazdrości, która w głównej mierze była żartem, a tylko w niewielkiej części prawdą. Anais nigdy nie miała szczęścia do mężczyzn, co wszyscy z jej najbliższego otoczenia powinni wiedzieć, ale jakoś szczególnie się tym nie przejmowała. Niemniej czasem myślała o tym, że chciałaby mieć kogoś przy sobie. Przyjaciele to swoją drogą, ale druga połówka to coś zupełnie innego. W skupieniu wysłuchała opowieści Jessie, w międzyczasie upijając nieduży łyk gorącego cappuccino.
- Przed wami jeszcze dużo czasu, na pewno jakoś to zorganizujecie - odezwała się życzliwie, na chwilę odwracając głowię w kierunku okna i wzdychając cicho. - Nawet nie wiesz ile bym dała za wakacje w Madrycie - wymruczała i choć mogło to zabrzmieć nieco smętnie to nic z tych rzeczy. Po chwili na twarzy dziewczyny znów pojawił się promienny uśmiech, a wzrok na nowo skierował się na twarz przyjaciółki. Siedziała tak przez chwilę, nagle smutniejąc odrobinę i przygryzając dolną wargę. Nie chciała zaczynać tego spotkania od złych wieści, ale miała wrażenie że im dłużej będzie z tym zwlekać tym gorzej będzie jej to przekazać. Niestety zupełnie nie wiedziała jak zacząć, mimowolnie mocniej zaciskając palce na filiżance.
- Cieszę się, że mogę się cieszyć waszym szczęściem, bo... Mi ostatnio trochę go zabrakło - uśmiechnęła się krzywo, chcąc zatuszować swoje rozczarowanie własnym losem. Pewnie gdyby widziała co spotkało Jessie, uznałaby że jej problem nie jest aż tak istotny, jednak nie miała o niczym zielonego pojęcia. Była święcie przekonana, że u przyjaciółki wszystko układa się niemal idealnie. Niemal, bo przecież każdy ma jakieś wzloty i upadki.
- Trochę głupio, źle i niezręcznie mi o tym mówić, ale komuś muszę. Problem w tym, że nie wiem jak - wyznała szczerze, ponownie wzdychając i nerwowym gestem zaczesując gęste włosy do tyłu.

Jessie - 2017-05-06, 00:37

Umiejętność życia w takim tempie nie przyszła jej od razu, właściwie sporo czasu upłynęło zanim Jessie nauczyła się radzić sobie bez szkody dla zdrowia. Teraz rzadko się zdarzało, by była przemęczona. Wręcz odnosiła wrażenie, że wolne dni bardziej ją męczą niż te, w których zasuwała od rana w stajni.
- Dzięki - uśmiechnęła się promiennie, spoglądając na pierścionek. Minęło już kilka miesięcy, ale wciąż cieszył brunetkę tak samo. Nic dziwnego, skoro niósł ze sobą przyjemne skojarzenia, ściśle powiązane z osobą narzeczonego. - Najgorzej, że cała jego rodzina mieszka w Portugalii, a moja w Irlandii, podczas gdy przyjaciół mamy tutaj. I nie możemy nawet ustalić, gdzie właściwie ten ślub się odbędzie, bo on by chciał tam, a ja tutaj... - westchnęła, ale lekko, wciąż nie narzekając, tylko raczej żaląc się w żartobliwym tonie.
- Wakacje jak wakacje, mam nadzieję, że starczy nam sił by chociaż raz gdzieś wyjść - niestety perspektywy były zgoła inne, przez wzgląd na to, że Jessie startowała i w pierwszym, i ostatnim konkursie, co oznaczało nic innego niż cały dzień na nogach.
Zanim Anais przeszła do, jak się miało okazać, głównego powodu spotkania, Jessie zdążyła zamówić kawę także dla siebie. Słowa przyjaciółki dość mocno ją zaniepokoiły, co było zresztą widoczne na pierwszy rzut oka, choćby po zmianie mimiki twarzy na skupioną i może trochę zmartwioną.
- O co chodzi? Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim - zapewniła ją, wewnętrznie czując rosnący niepokój, choć nawet nie wiedziała czego się spodziewać.

Anais - 2017-05-06, 01:16

- W takim razie powinniście wybrać zupełnie inne miejsce - uśmiechnęła się pogodnie i choć jej słowa mogły zabrzmieć jak sugestia, to w rzeczywistości nią nie były. Uważała, że narzeczeni sami powinni dość do porozumienia i wybrać opcję najlepszą dla nich obojga.
- Jak się zaprzecie to na pewno dacie radę - wzruszyła lekko ramionami, ponownie podnosząc filiżankę. Spodziewała się, że Jessie czeka dość ciężka praca, ale gdyby sama miała taką możliwość to mimo padania na twarz z pewnością zwiedziłaby chociaż część miasta. Bardzo lubiła odwiedzać nowe miejsca i je poznawać, więc nie mogłaby sobie odpuścić takiej wycieczki choćby nie wiem co.
- Wiem, tylko... - odparła lekko drżącym głosem, próbując to opanować. - Chodzi o to, że to dość delikatny temat. Przynajmniej dla mnie - dodała, kiedy w końcu udało jej się opanować drżenie głosu. Nie chciała wpadać w histerię, ale ilekroć o tym wszystkim myślała łzy same cisnęły się jej do oczu. Co prawda nie była umierająca, wystarczyła odpowiednia opieka lekarska i odrobina ostrożności, ale dziewczynę ten temat zwyczajnie przytłaczał. Poza tym oprócz strachu o samą siebie niepokoiła się również tym, co pomyślą ludzie gdy się dowiedzą. Niestety ciemnowłosa bardzo przejmowała się zdaniem innych, a wielu osobom HIV kojarzył się bardzo źle, więc na potencjalnym nosicielu potrafili nie zostawić nawet jednej suchej nitki.
- Ostatnio czułam się trochę gorzej, myślałam że to zwykła choroba i przemęczenie, ale mama namówiła mnie, żebym poszłam do lekarza i po badaniach okazało się, że... - urwała na moment, czując jak te słowa grzęzną jej w gardle. - Mam HIV - wyszeptała, nie potrafiąc wydobyć z siebie bardziej donośnego dźwięku. W chwilę po tym wyznaniu gardło zacisnęło jej się na dobre, a oddech stał się spazmatyczny, jakby z ledwością powstrzymywała płacz. Nie miała pojęcia jak Jessie na to zareaguje, ale była przygotowana niemal na wszystko. Chcąc ukryć swoją mocno posmutniałą twarz, szklące się oczy i drżący podbródek zakryła ją dłońmi, wcześniej opierając łokcie na stoliku. Czuła się źle, ale jednocześnie spadł z niej jakiś ciężar.

Jessie - 2017-05-06, 09:41

Spięła krótko brwi, nie mając pojęcia, jaką tajemnicę skrywa Anais. Mimo to nie ponaglała jej, cierpliwie czekała, aż ta sama zacznie mówić. Póki co oferowała jej jedynie milczące, pełne wyczekiwania wsparcie... Aż wreszcie słowa popłynęły niepohamowanym potokiem, wywołując w głowie Jess istną burzę. Spodziewała się usłyszeć inne zakończenie; przedstawiona na końcu informacja wywołała chwilową pustkę w głowie brunetki, która z niedowierzaniem spoglądała na przyjaciółkę, nie wiedząc co powiedzieć. Obawy odnośnie tego, co mogą pomyśleć ludzie, nie były bezpodstawne - nawet Jessie pewnie pierw pomyślałaby o takiej osobie niechlubnie, ale teraz nie miało to miejsca. Znała przecież Anais i była przekonana, że musiał to być nieszczęśliwy wypadek. Że dziewczyna na pewno nie naraziła się na to ryzyko świadomie. - Ale... Tak mi przykro, Anais - odezwała się wreszcie, głosem wcale nie silniejszym niż ten, którym przed chwilą przemawiała Francuzka. Przysunęła krzesło, na którym siedziała, obok krzesła Anais i objęła ją ramieniem, przytulając do siebie, aby uspokoić dziewczynę. - Jesteś pewna? Jak to się stało? - Zapytała przejęta, nie naciskając jednak na uzyskanie odpowiedzi, bo z pewnością nie był to łatwy temat.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group