To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

Pan X - 2013-10-24, 21:29

Pojawił się. Bo gdzie indziej mógłby się pojawić, jak nie tutaj? Przecież wszystkie drogi prowadziły do tegoż pubu, a zwłaszcza drogi X'a.
Drzwi otworzyły się, a w progu zawitał X. Niezupełnie ten sam. Zabrakło charakterystycznego irokeza. Krótko ścięty i nawet ogolony. Co było tego powodem? Musiał coś zmienić, a przynajmniej na jakiś czas. Do irokeza wiedział, że wróci, lecz wszystko w swoim czasie. Smętnym wejrzeniem zmierzył całe pomieszczenie, po czym ze świstem wciągnął kłębiące się tutaj powietrze. Ruszył przed siebie z charakterystycznym hukiem glanów, które z impetem ciskały o tutejszą posadzkę. Ponadto również i łańcuchy tkwiące wiernie przy spodniach punka dały o sobie znać komponując przy tym ciekawą melodię. Nie zerknął nawet na obecnych ludzi, którzy z pewnością uraczyli go skinięciem głowy, a nawet zagłuszonym przez hałas "cześć". Niektórzy nawet zastanawiali się cóż to za nowy osobnik pojawił się w takim miejscu jak to. Był to jednak dalej ten sam X, alkoholik ze stażem, który troszkę się zmienił.
Usiadł przy barze zerkając na wszystkie butelki. I być może z zewnątrz się zmienił, to wewnątrz był to ten sam "uroczy nicpoń". To nigdy nie ulegnie zmianie. Skinął do barmana, a w międzyczasie włożył do ust papierosa uprzednio tkwiącego za prawym uchem. Odpalił go i pośpiesznie zaciągnął się z niebywałą ulgą wypuszczając kłęby dymu. Tak, tego było mu trzeba.

Anonymous - 2013-11-01, 21:13

Phoebe szlajała się samotnie po uliczkach miasta, sama do końca nie wiedząc co ze sobą zrobić. Miała wielką ochotę na piwo, ale zero perspektyw na dzisiejszą noc. Brak towarzystwa do picia nie przeszkadzał jej, dlatego też postanowiła wejść do środka klubu, obok którego właśnie przechodziła. Zostawiła kurtkę w szatni, dając napiwek przystojnemu "szatniowemu" i ruszyła w kierunku baru, gdzie zajęła jeden hoker. Zamówiła piwo w kuflu i po prostu czekała.
Rozglądała się po całej sali spod kaptura- ahhh właśnie, zapomniałam wspomnieć o ubiorze Pho- tak więc nic specjalnego- poprzecierane jeansy na nogach, trampki conversa, a na górze długa czarna bluza z kaptuerem. Tak wiem, niezbyt wyjściowy strój, ale Pho to zwisało. Zawsze tak chodziła, bo po prostu tak było wygodnie.
W końcu po dłuższej chwili doczekała się swojego napoju i od razu zamoczyła w nim usta, biorąc dwa porządne łyki. Co za ulga. Tego jej brakowało. Nadal patrzyła na wymalowane po czubek czoła, sztuczne panienki, wywijające tyłkami przed wszystkim co się rusza. Strasznie ją to irytowało, ale cóż zrobić. Jak nisko musiałaby upaść, by się tak zachowywać?

Bastian Collins - 2013-11-01, 21:20

Sebastian także tego wieczoru zaczął poszukiwać atrakcji, które znajdowały się w tym mieście i nie były związane z końmi. Oczywiście nie miał ich dość, ale czasem trzeba też myśleć o czymś innym, nie tylko o pracy. Miał ochotę schlać się w trzy dupy i odnaleźć następnego ranka w swoim łóżku. Dziwnym faktem jest to, że zazwyczaj tak się właśnie działo, nawet kiedy droga do domu nie była możliwa do wytłumaczenia w żaden logiczny sposób. To było właściwie piękne - bo nigdy nie obudził się w rowie. Zawsze w swoim łóżku. Nie zawsze sam, ale liczył się ten najważniejszy fakt.
Może trochę przesadziłem z zalaniu w trzy dupy, ale na pewno miał ogromną ochotę na piwo, toteż kiedy zauważył dość duży szyld obwieszczający o umiejscowionym pubie, od razu wszedł do środka. Długie, wysokie schody nie zniechęciły go, bo gdy dotarł w końcu na miejsce, wynagrodziło mu ono wszelkie męki związane ze wspinaczką. W lokalu było sporo osób, więc nie trafił do zabitej dechami dziury - a to już go ucieszyło. Wszędzie jednak siedziało po kilka osób, które śmiały się ze sobą w najlepsze. No tak, na takie wypady chodzi się ze znajomymi. Cóż. Trzeba takich najpierw pozyskać.
Skierował swoje kroki w stronę baru i celowo wybrał miejsce obok jedynej, siedzącej samotnie dziewczyny.
- Piwo - zwrócił się w stronę barmana, a następnie ponownie wrócił wzrokiem na Phoebe. Wspominałem już, że faceci są wzrokowcami? A ona była ładną dziewczyną.

Anonymous - 2013-11-01, 21:32

W pierwszym momencie nie zauważyła Bastiana obok siebie, bo kto normalny zwraca uwagę na wszystkich ludzi, którzy wchodzą do pubu? Chyba nikt. Po kilku minutach jednak wyczuła czyjś wzrok na sobie, upiła jeszcze łyk piwa,a na jej wargach pozostała dość komicznie wyglądająca piana, odwróciła się w stronę, z której padał męski wzrok, w tym samym czasie uroczo oblizując piankę.
Spojrzała swymi wielkimi- dziś skąpo pomalowanymi oczami na chłopaka- w zasadzie oczy musnęła jedynie tuszem do rzęs, zanim wyszła z domu. Patrzyła chwilę w jego kierunku zastanawiając się, czemu siedzi całkiem sam. Ona to ona - często przychodziła na piwo sama, nie przeszkadzało jej to, lubiła samotność i nie była duszą towarzystwa. Miała kilku swoich ludzi, znajomych i z nimi starała się jako tako utrzymywać kontakt, ale to tyle.
- Cheers!- uniosła delikatnie kufel w oczywistym geście i upiła kolejne łyki.

Bastian Collins - 2013-11-01, 21:38

Jeśli faktycznie tak było - musieli być jakimiś pokrewnymi duszami, które zbiegiem okoliczności zjawiły się w tym samym miejscu o tym samym czasie. Bastian również nie lubił spędzać za dużo czasu z ludźmi. Nie, to nie tak, że był odludkiem. Po prostu bardzo cenił sobie swoją prywatność i wpuszczał do przestrzeni osobistej tylko kilka osób i to w niewielkich ilościach. Jeśli ktoś go dobrze zna, doskonale wie, że takie samotne wypady do pubów były czymś zupełnie w jego stylu.
Dziś miał jednak szczytny cel. Musiał kogoś poznać, żeby w razie czego nie zostać w mieście zupełnym samotnikiem. Bo ileż można rozmawiać przez facebooka czy jakieś inne cholerstwo. Czasem trzeba się odchamić i wyjść z domu w otoczeniu ludzi. Bo jeszcze uznają Cię za dziwaka.
Uniósł kufel, kiedy tylko dziewczyna wzniosła toast i uśmiechnął się do niej dziarsko. W dodatku wyczuł akcent pochodzący z jego kraju, co ucieszyło go niezmiernie. Nasi! Nasi tu byli!.. znaczy są. Świetna wiadomość.
- Bottoms up! - odparł i sam przysunął kufel do warg aby upić z niego kilka sporych łyków. Łakomczuch. Albo pijak. Zwał jak zwał.
- Cóż taka piękna dziewczyna robi w tak niebezpiecznym miejscu zupełnie sama? - zagaił, ukazując jej swój uśmiech numer 7. Oczywiście w tej kwestii nie zastosował taniego podrywu, a jedynie naigrywał się z niektórych, filmowych początków znajomości w pubach. Ciekawe tylko, czy dziewczyna właśnie w ten sposób to odbierze.

Anonymous - 2013-11-01, 21:59

Odstawiła kufel na blacie baru i odwróciła się w stronę barmanów, patrząc jednak nadal w kierunku chłopaka. Rzygała już oglądaniem tych parkietowych blondynek...
Uśmiechnęła się także do niego, jednak lekko podirytowaną wersją uśmiechu.
-Pije piwo- odparła bez chwili namysłu - Choć mogłeś sobie darować takie tanie teksty- odparła po prostu. To mogło wytłumaczyć dlaczego Pho nie posiada zbyt wielu znajomych i przyszła tutaj sama. No nic, ponownie złapała kufel i wzięła łyka. Zdjęła kaptur z głowy, gdyż zrobiło się ciepło, z żadnego innego powodu.
-A Ty co tu robisz? - odwdzięczyła się tym samym pytaniem, choć odpowiedź nie była jej niezbędna, lecz jakoś rozmowę można podtrzymać.

Bastian Collins - 2013-11-01, 22:06

On nie przejmował się zupełnie minami, jakie robili w jego stronę ludzie. Był człowiekiem doświadczonym przez los i przenigdy nie przejmował się co się o nim myśli, ani jak się z nim rozmawia. Źle? Nikt przecież nie trzyma na uwięzi, można odejść, albo spławić. Dobrze? To przynajmniej jest do kogo usta otworzyć.
- Ja? - zagaił, jakby był niepełnosprytny i nie wiedział, że o niego chodzi. - Stawiam Ci kolejny napój, tym razem nieco wyższej rangi niż piwo - odpowiedział, bez większego przejęcia.
"Tanie teksty" puścił mimo uszu. Najwyraźniej, tak jak sądził, dziewczyna nie zrozumiała jego przekazu. To często się zdarzało, ale raczej nie zamierzał się zrażać. Ani, tym bardziej, tłumaczyć ze swojego zachowania. W każdym razie idealne pierwsze wrażenie, panie Collins. Idealne.
- Jestem Sebastian - przedstawił się, bo tego przecież wymagała kultura. Z jej ostatków, które w sobie zachował, ten był właśnie ich przedstawicielem. I chyba jedynym?

Anonymous - 2013-11-01, 22:17

-Jeśli chcesz...- nie zaprotestowała, bo w końcu to on wychylił się z takową propozycją. Szczerze mówiąc mogła sama sobie kupić napój, nadziani rodzice za granicą kraju robili swoje, ale niech mu będzie. Jeśli chciał pić coś bardziej ambitnego niż piwo- niech będzie. W takim razie złapała za kufel i wypiła duszkiem trzy ostatnie łyki, odstawiając go i przesuwając w stronę barmana.
-Dzięki- wydusiła z siebie, choć pewnie człowiek za ladą i tak jej nie usłyszał. Znów odwróciła się w stronę Sebastiana.
-Phoebe- również się przedstawiła, przecież nie będzie kryć swego imienia, jaki miałoby to sens?!. -Jesteś tu nowy? - zapytała gdyż nie widziała go nigdy w okolicy, a wbrew pozorom Orchard nie było wcale wielkie i ludzie raczej się znali, choćby z widzenia. Bruneta jednak Pho widziała pierwszy raz.

Bastian Collins - 2013-11-01, 22:27

Nadziani rodzice mieszkający za granicą niestety nie zastąpią dobrego serca miłego dżentelmena, który chce uraczyć nowo poznaną koleżankę drinkiem. Nie wynikało to z jego rozrzutności, czy chęci zaszpanowania tym, że ma gotówkę. No dobra, może trochę, ale do tego z pewnością się nie przyzna. Po prostu był szarmancki i uważał, że tak wypadało zrobić.
On także wypił swoje piwo do końca i oblizał górną wargę, aby oczyścić ją z pozostawionego nań bursztynowego płynu.
- Mam nadzieję, że lubisz likiery - zagaił, ale nie czekając na odpowiedź - bo przecież nie zadał żadnego pytania - odwrócił się w stronę barmana.
- Blue Hawaiian dla Pani, a dla mnie setkę - mruknął, widząc jego zniesmaczoną minę, że zamiast kobiety, zamawia u niego mężczyzna ale jakoś niespecjalnie się przejął. Swój wzrok znów przeniósł na dziewczynę i kiwnął głową w odpowiedzi na pytanie.
- Tak. Przyjechałem jakoś dwa dni temu - odparł, dokładnie w tym momencie, w którym barman stawiał obok nich na blacie zamówione trunki. Bastian chwycił w dłoń swój kieliszek.
- Za udany wieczór?

Anonymous - 2013-11-01, 22:41

Jasne że nie powie, ona także nie ma zamiaru wspominać i chwalić się swymi rodzicami. Była jaka była i trzeba było ją taką zaakceptować, albo nie wdrażać się z nią w dyskusje, rozmowy, czy też jakiekolwiek spotkania. Nie ważne, Pho to Pho.
Nie pozwolił jej dojść do słowa, a jej odpowiedź byłaby zupełnie inna niż by Bastian pomyślał, dlatego, nim dokończył zamówienie, wtrąciła się:
-Wybacz, ale też poproszę setkę!- skierowała swe słowa do barmana, a potem obdarowała mężczyznę siedzącego obok uśmiechem. Likiery były ciężkie, do tego nie miała dzisiaj nastroju na sączenie takowych specyfików, wolała się napić konkretnie.
-Co Cie tu sprowadza? - kontynuowała swą wersję pytań. Nie chcąc wyjść na jakąś niemowę, choć najchętniej by milczała. Panna Mohren słynęła z tego, iż zanim kogoś dobrze pozna, zazwyczaj siedzi cicho i milczy, taka była...
Gdy barman postawił przed nimi dwa kieliszki, podziękowała i podniosła jeden w górę.
-Niech będzie- zdrowie!- szybkim ruchem przechyliła szkło wlewając jego zawartość do ust. Wykrzywiła się po niezbyt dobrym smaku wódki i odstawiła kieliszek...

Bastian Collins - 2013-11-01, 22:50

Drink, który jej zamówił nie był tylko likierem. Właściwie jako likier była tu mowa o malibu, które było podane wraz z niebieskim curacao, kremem z bananów, ananasem i kilkoma innymi składnikami. Był dobry i wcale nie ciężki, ale jeśli dziewczyna wolała wódkę, on nie miał zamiaru się sprzeciwiać. Najwyraźniej założył, że jako dziewczyna będzie wolała zacząć nieco delikatniej. Najwyżej się spiją i będzie im dobrze. Po wódce zawsze jest dobrze.
- Konie - czyż odpowiedź na to pytanie nie była prosta? W miasteczku pewnie głośno było o stajni, która się tutaj znajdowała. Czy dziewczyna jeździ czy tylko tu mieszka? Cóż, zaraz pewnie miało się to okazać. - Jestem nowym trenerem w Orchard - dodał po krótkiej chwili, aby nie wyjść na jakiegoś zboczeńca czy handlarza. Jednak ją też musiał pociągnąć za język. Co to był za wywiad? Nie ma tak, że tylko on będzie odpowiadał na pytania.
- Ty też nie jesteś stąd. Słyszę po akcencie, że pochodzisz z moich stron - zagaił, aby w chwilę później kiwnąć głową na zgodę z toastem dziewczyny i również swój kieliszek wlał do ust. Skrzywił się jedynie na sekundę, ale zdziwiło go że Phoebe nie popija. No, no. To mu się sztuka trafiła.
Miesza piwo z wódką, a w dodatku nie zapija ani nie zagryza. Niezła sztuka z tego dziewczęcia.
- Jeszcze raz to samo?

Anonymous - 2013-11-01, 23:02

Być może kiedyś Pho przy wódce opowie mu swą niezbyt ciekawą "alkoholową" historię, co nieco rozjaśni mu obecną sytuację i to że dziewczyna ani nie popija, ani nie zagryza i nawet to że woli czystą od jakiś mieszanych specyfików. Ale raczej to nie nastąpi dzisiaj, chociaż kto wie...
-Konie...- powtórzyła po nim i zamyśliła się na chwilę. Żeby ona gdzieś wyjechała ze względu na swą pasję, to mogłoby być nieco dziwne, ale może warto było się zastanowić nad sobą i swoimi ambicjami...
-To już wiem do kogo mam się zgłosić z moją Arabką- odparła po chwili milczenia z uśmiechem na twarzy...
- Nie, nie jestem stąd. Przyjechałam z Anglii, a w zasadzie przysłali mnie tu rodzice, abym kontynuowała szkołę. w moim mieście moja szansa minęła.- odparła na pytanie chłopaka, taka zresztą była prawda. Pho wpadła w nieodpowiednie towarzystwo i została skończona w tamtych rejonach nieodwracalnie.
-To samo, dwa razy proszę- bez odpowiedzi zamówiła wódkę u barmana, podając kieliszek Bastianowi. Uniosła go znowu w górę w geście toastu i znów wlała sobie jego zawartość w ryj!

Bastian Collins - 2013-11-01, 23:11

- Arabką powiadasz.. zapraszam - uśmiechnął się. On wyjechał ze względu na swoją pasję, która była także możliwością dalszego rozwoju, a także zarobienia pieniędzy. Na ich brak nigdy nie mógł narzekać. Może w rodzinie się nie przelewało, ale niczego mu nigdy nie brakowało. Jednakże jeśli można w życiu robić to, co się kocha a w dodatku zarabiać na tym pieniądze, to chyba nic lepszego się nie może człowiekowi przydarzyć.
Skoro zamówiła dwa razy to samo, a wcześniej mieli dwa kieliszki wódki, to w tej chwili stały przed nimi cztery. Chłopak schwycił jeden z nich w dłoń i wraz z dziewczyną wypił jego zawartość. Pamiętajmy, że są to setki, więc po dwóch takich, chłopak zaczął już lekko odczuwać obecność alkoholu we krwi.
- I jak Ci ta szkoła idzi Phoebe? - spytał, trochę prześmiewczym tonem głosu. Zastanawiające czy bez rodzicielskiej kontroli była w stanie się zmobilizować sama do nauki. Ale pewnie znów go zaskoczy i powie, że idzie jej rewelacyjnie. Założył teraz, że można się po niej spodziewać wszystkiego.
- To co, pijemy trzeciego i może odwdzięczysz mi się seksownym tańcem na parkiecie? - ba, jeśli będzie trzeba Bastian nawet skombinuje odpowiednią muzykę.

Anonymous - 2013-11-01, 23:25

-Chętnie skorzystamy, o ile jej nie sprzedam...- odparła. W zasadzie nie jeździła długo a koń się marnował, ale co zrobić, jak ma się słomiany zapał do wszystkiego, jak to w przypadku Pho. Jej pasją konie nie były, chociaż od czasu do czasu lubiła się przejechać na końskim grzbiecie. Było to dla niej czymś w rodzaju urozmaicenia dnia.
Dziewczyna także mogła już odczuć nieco promili w sobie, jednak nie aż tyle, aby pójść tańczyć. To nie było w jej stylu. Nie umiała i nie lubiła.
-Wybacz, ale nie tańczę. Ale za to możesz się Ty powyginać- chętnie popatrzę![i]- zaśmiała się w głos i zerknęła na parkiet, patrząc znów na tą samą blondyneczkę co wcześniej. Żałosne...
-[i]Co do szkoły... Wolałabym o niej nie mówić. Muszę przez nią jakoś przebrnąć, aby się starsi odczepili i tyle. Nie przywiązuję do niej większej wagi.
- odparła od niechcenia, nie lubiła tam chodzić.

Bastian Collins - 2013-11-01, 23:34

Nie każdy musiał być wielce zainteresowany jeździectwem. Sebastian to rozumiał i przecież nie wymagał od każdego aby konie były jego pasją. Słomiany zapał? Też to skądś znam, ale w przypadku mojego bohatera nie w stosunku do koni.
Kiwnął głową na wyznanie o szkole. Czyli jednak Phoebe go nie zaskoczyła, ale przecież to nie było tu najważniejsze. Podsunął jej kieliszek, który stał na blacie baru, a sam chwycił w dłoń ostatni z nich. Już po chwili wódka wylądowała w jego żołądku, a chłopakowi zrobiło się przyjemnie ciepło. Wstał z krzesła i stanąwszy naprzeciw dziewczyny, wyciągnął w jej stronę dłoń. On zazwyczaj też nie tańczył. Też nie umiał. Ale czy każdy musi być mistrzem, żeby wyjść na parkiet? Te blondynki, które tak irytowały towarzyszkę Bastiana z pewnością mistrzyniami nie były, a wyginały się w każdą możliwą stronę, aby tylko ktoś zwrócił na nie uwagę. I nie bezskutecznie, bo kilku równie pustych facetów jak one, bardzo namiętnie się nimi zainteresowało.
- Nie daj się prosić - mruknął i obróciwszy dłoń zewnętrzną stroną do dziewczyny, kiwnął palcem wskazującym aby doń podeszła. - Jeśli chcesz się ze mnie pośmiać, to i ja trochę pośmieję się z Ciebie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group