To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Morze - Plaża

Nemesis - 2014-01-08, 16:42

Pędziła przez plażę, rozciapując śnieg i piach pod wyfiukanymi kopytkami (chyba, że pruli zalanym terenem). Minęła stojącą (?) parę, oddalając się równie szybko, jak wcześniej zbliżając.
Niebawem klaczy było już cieplutko, a wiatr wywołany pędem praktycznie nie przeszkadzał.
Obłoczki pary powiadasz? Nawet ciężko było je dojrzeć, bowiem rozpływały się w powietrzu, zanim dały się zauważyć. Mefju pewnie przymarzał do siodła, a Nemka od kopyt po same czubki uszu miała cieplutką sierść.
Gdy Bela dał znak, fryzka przykręciła lekko, pakując się na płytką wodę. Po chwili nogi miała mokre, podobnie jak brzusio.
Fryzka zatrzymała się praktycznie w miejscu, ryjąc tyłami w piachu, a przodami dodatkowo wyhamowywując, o, tak praktycznie do stop. A potem nie wiadomo kiedy, odwróciła się i pruła już galopem w drugą stronę. (O to kaman? Bo ja dziś nieogar :lol2: )
Kopyta stykały się coraz częściej z ziemią, w tempie szybkiego cwału. Możnabyło chyba powiedzieć, że 'zamknęli licznik', nie? :lol2:

Matthew - 2014-01-10, 22:05

Przymarzać do siodła? On? Toć to gorący facet, nigdy mu zimno nie jest :lol2: ! Chociaż szczerze musiał przyznać, że gdy wyjechali ze stajni ubranie jeszcze miał wilgotne, więc przy tym mrozie troszkę go wyziębiło. Jednak te szaleństwa go rozbudziły i rozgrzały znacznie.
No, mniej więcej o to chodziło. :lol: Generalnie, taki spin mocny, więc w sumie chyba powinni pozostać w galopie, chyba, że fryzia zaczęła hamować, a potem z hamulców ruszyła znów w galop, to może się zalicza. :lol:
Generalnie ostro zawrócili, Matt się nie zawiódł. Złapał wodze w jedną ręką, a ruga wyrzucił w górę, złapał czapkę z głowy i zamachał nią. W wielkim entuzjazmie i w przypływie niezwykle dobrej energii krzyknął rozradowany. Niech świat słyszy, jak się on dobrze bawi!
Dobra, jak tu teraz nałożyć czapkę z powrotem jedną ręką? :lol2: Cóż, chyba mu się nie uda. :lol: Wepchnął ją więc naprędce do kieszeni kurtki, cały czas uważając, by tą jedną ręką z wodzami nie uciekać i nie szarpać. Zaraz i owe wodze trzymał na powrót obiema dłońmi.
Pędzili już tak jakąś dobrą chwile, więc i pewnie silniczek Nemesis zaczął wysiadać. Ale nieźle sobie przygrzali, nie? Co za dużo to jednak niezdrowo! Toteż Matt zgodnie z tą zasadą zaczął prosić klacz o zwolnienie, wodzami wchodząc na troszkę konkretniejszy kontakt (bo przy tym cwale jej poluzował, coby mogła skrzydła rozwinąć) i półparadami zaczął ją na siebie ściągać. Przy tym półsiad zmienił się w wyprostowaną sylwetkę. czerwonokudły wycofał się w siodle delikatnie i wraz z wolniejszym tempem klaczy wycofywał się coraz bardziej, aż do prawidłowego pionu.
Kiedy tylko Smołka wpadła w kłus, Matthew pochylił się i poklepał ją głosem pochwalił, zaczął swobodnie anglezować. Chociaż nóżki mu się nieco zmęczyły, więc siły nie miał tyle co wcześniej...
Wprowadził klacz w spokojne tempo skierował na jakieś obszerne wolty po plaży, wężyki, slalomy. Tak dla rozchodzenia.

Cameron - 2014-01-10, 22:45

Johanna Lovissa napisał/a:
Mówią też o zasadzie pięciu minut i o tym, że jak coś leży, to można się tym częstować. Znaczy to, że mówią różne i przeróżne rzeczy, które nie zawsze są prawdziwe. Z resztą, Cameron na pewno słyszał o magicznej zasadzie trzech sekund, jakże często stosowaną przez studentów wszystkich narodowości. Westchnęła krótko, widząc jego skrzywienie. Lovissa z natury była osobą bardzo szczerą i spostrzegawczą, w wyniku czego często raniła ludzi, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami. Zmrużyła nieznacznie zielone oczy, przyglądając się jego bliznom i opinanym przez koszulkę mięśniom. Mogła tylko zgadywać, że mężczyzna ów z zawodu jest mordercą, ale dziś, pierwszy raz w życiu, nie postanowiła się podzielić swoimi przemyśleniami. Nie chciała zrazić go, bo czuła, że w przyszłości (zapewne całkiem niedalekiej, być może zakrapianej delikatnie rumem, whisky albo goryczką i chmielem) mogło coś między nimi zaiskrzyć. A głupotą byłoby mieć za wroga taki kawał chłopa, prawda?
Słysząc jego komentarz na temat własnego imienia, jedynie krótko się uśmiechnęła i na moment spuściła wzrok na swoje buty, by po chwili wyuczonym, całkowicie naturalnym gestem schować brudne z piachu pasemko włosów, które uporczywie opadało na czoło.
- Dlaczego tak uważasz? - spytała po chwili, ponownie wbijając w niego magnetyczne spojrzenie. Kocie, być może rzeczywiście odrobinę oddające jej momentami leniwe, łażące własnymi drogami życie. W oczekiwaniu na odpowiedź, przygryzła delikatnie pełną wargę i wzrokiem podążyła za jego błękitnymi oczyma, by również dostrzec w oddali jeźdźca przemierzającego plażę na grzbiecie swojego wierzchowca. To zabawne, że udało jej się trafić do tak idealnego miejsca, do jeździeckiej idylli, gdzie jest stajnia i miasto, w którym mieszkają prawie sami ludzie związani z końmi. Takie niewielkie, jeździeckie miasteczko.
Kolejne westchnięcie i spoczęcie dłoni na ramionach, krzyżując je na piersiach. Zaczęła subtelnie pocierać dłońmi płaszcz, brudny od mokrego piachu. Nie przejęła się tym. Płaszcz się wypierze, a taka znajomość może nie zdarzyć się jej już drugi raz.
- To zależy, czy wierzysz w siebie, czy w Los, drogi Cameronie. - uśmiechnęła się, by zaraz zaśmiać się melodyjnie, w momencie, gdy przypomniała sobie tani tekst podrywu.
- To jak, wierzysz w miłość od pierwszego wyjrzenia, czy ma przejść jeszcze raz? - posłała mu oczko, by zaraz ponownie perliście się zaśmiać. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo momentalnie spoważniała i odchrząknęła krótko, przykładając do ust pięść. Ponownie na moment spuściła wzrok. Onieśmielał ją. To był fakt, który ciężko, naprawdę ciężko było ukryć. Dłoń przytknięta do ust szybko wróciła na ramiona, by tam ponownie subtelnie otrzeć płaszcz.
- Odrobinę.


Zasada pięciu minut? Dwa razy powtarzać mu nie trzeba! Bardzo chętnie przygarnie pod swoje skrzydła świeżo poznaną piękność.
Na pytanie dotyczące jego zdania na temat imienia kobiety Cameron nie odpowiedział. Zamiast tego na powrót przywdział nieodgadniony wyraz twarzy i mrugnął okiem w jej stronę. Można powiedzieć, że owiewał ich konwersację nutką tajemniczości i niedopowiedzeń. Nie chciał za prędko znudzić się rozmówczyni. Przestąpił z nogi na nogę i słuchał dalej, lustrując przy tym Johannę uważnie.
Była cała w piachu, mokrym, piaszczystym piachu. Piach we włosach, piach na płaszczu, piach na spodniach. Wszędzie piach! Cameron uśmiechnął się ironicznie sam do siebie. Co on narobił? Jasne, że jest jej zimno.
On niewiele na tym ucierpiał. Wylądował przecież na dłoniach.
- Los, czy może przeznaczenie? – mruknął w odpowiedzi na pytanie, oniemiały stojąc i wsłuchując się w niezwykle melodyjny i prawdopodobnie najbardziej ujmujący dźwięk, jaki dane mu było słyszeć ostatnimi czasy. Ten śmiech zapadnie mu w pamięć na długo. W tym momencie zdał sobie sprawę, że chciałby słyszeć go jak najczęściej. A przynajmniej jeszcze raz. I proszę! Marzenia się spełniają. Po tanim tekście na podryw, nastąpiła kolejna salwa.
Cameron miał ochotę wyjąć telefon, nagrać tę melodię i ustawić na dzwonek. Dosłownie. Uśmiechnął się na tę myśl i odpowiedział pięknym za nadobne. Uniósł jedną brew, obniżył głos i pochylił się w stronę Johanny. Teksty na podryw to jego specjalność!
- Jestem nowy w mieście, możesz mi powiedzieć jak trafić do Ciebie do domu? – po raz kolejny dzisiaj - mrugnął okiem. Skwitował swoją wypowiedź chichotem. Sama stwierdziła, że jest odrobinę chłodno! Wiele takich tekstów znał. Nie wszystkie jednak były odpowiednie do chwili, dlatego przemilczał kilka innych propozycji, które nasunęły mu się na myśl.
Czy Johanna miała się czego bać z jego strony? Cóż… nie znali się – prawda. Johanna nie znała jego zamiarów, a on będąc tajemniczym nie zdradzał ich w żaden sposób. Ryzyko podejmujesz na własną odpowiedzialność!

Johanna Lovissa - 2014-01-10, 22:56

Ale miała piekielnie dobre serduszko, naprawdę. Mogła przygarnąć każe, zmarznięte zwierzątko pod swój dach. A tym bardziej gorących przystojniaków. Uśmiechnęła się szeroko, słysząc propozycję wypływającą z jego ust.
- To nie daleko. Chcesz, to pójdziemy. Zrobię Ci ciepłego kakao, czy drinka z whiskey, czego tylko sobie życzysz. - nie wyglądał na złego człowieka, a ona i tak chciała już zwijać się do domu. A skoro i tak już na nią wpadł, pobrudził ją i zmoczył, to przecież mogła zaprosić go do domu, prawda? Zachichotała cicho pod nosem na tę myśl, by zaraz udać, że kaszle, zasłaniając przy tym smukłą dłonią pełne usta.
- Nie obawiam się Ciebie, Cameron. Myślę, że ludzie, którzy przeżyli piekło, nie lubią robić go innym. - skwitowała krótko, po czym opatuliła się nieco cieplej płaszczem. No, cholera jasna, cieplej się nie dało, a mróz zdawał się ją przenikać aż do szpiku kości.

Cameron - 2014-01-10, 23:20

Zerknął na Johannę z góry. Cóż, nie przypuszczał, że tak łatwo pójdzie. Dostał zaproszenie do domu, mimo że Johannę poturbował, pobrudził i pomoczył. Dobrze, Cameron. Niezły jesteś w te klocki.
- Z przyjemnością - uśmiechnął się nieznacznie, widząc jak jego nowa znajoma chichocze. Śmiała się. To dobry znak. Lepsze to niż płacz, nieprawdaż? Lubił poprawiać humor kobietom, a takim pięknościom to już w ogóle.
- Lepiej się pośpieszmy, bo jeszcze Cię coś złapie - skwitował jej kaszel z udawaną troską. Dobrze wiedział, że była to próba zamaskowania rozbawienia. Musiał przyznać, że niezwykle subtelna. Zatrzymał na chwilę wzrok na pełnych ustach ciemnowłosej. Cieszył swe oczy, lecz spoważniał słysząc słowa, które z nich padły.
Ludzie, którzy przeżyli piekło. To aż tak widać? Camerona przeszył dreszcz. Uważną obserwatorką była ta istota. Wydawać by się mogło, że wie więcej niż jej zdołał powiedzieć. Cała ta tajemniczość i zagadkowość, którą usiłował wprowadzić do ich konwersacji wydawała się blednąć. Pora obrać inną taktykę. Czuł, że nie ma potrzeby być nieodgadnionym przy tej osóbce. Bezpośredniość i otwartość była tutaj drogą na skróty, lecz o ile bardziej wygodną.
- Prowadź zatem, droga Pani - rzekł cicho, widząc, że Johanna jeszcze mocniej opatula się płaszczem. Oddałby jej swoją kurtkę, jeśli by chciała, bowiem nie czuł przejmującego chłodu, a skoro to blisko, to zmiana temperatury nie powinna znacząco wpłynąć na jego zdrowie. Jest zahartowany. Przyzwyczajony do ciężkich warunków. Ma to wszystko wyćwiczone niemalże do perfekcji. Co mu szkodzi?
Zdjął kurtkę i nic nie mówiąc, zarzucił ją na ramiona dziewczyny. Rozmiar był oczywiście za duży, lecz liczą się chęci! Uśmiechnął się, a jego wyraz twarzy głosił, że nie przyjmie sprzeciwu. Cameron został w koszulce z długim rękawem, która opiewała jego mięśnie z każdej strony. Nie było tak źle, miał tylko nadzieję, że długowłosa nie kłamała, mówiąc, że to niedaleko.
Kolejny dreszcz przeszył jego ciało, lecz Beckenridge nie dał po sobie niczego poznać, zamiast tego wziął zielonooką pod rękę i czekał, aż ta poprowadzi ich w odpowiednim kierunku.

Nemesis - 2014-01-10, 23:41

Fryzka darła na pełnych obrotach wzdłuż plaży, niczym nie wiem co, straciłam dar porównywania :c W każdym bądź razie... piach, koń i jeździec, możnaby powiedzieć, że mamy tu przykład obrazka wyjętego z filmu w deseniu westernu.
Czerwonokudły suchutki nie był? Żeby nam tylko się nie przeziębił, chociaż... :lol2: Nie, nie będzie się smarkał przy zwierzaczkach, a nawet jeśli, to fryzia ma cieplutkie futerko. Wogóle nie ogarniam czo piszę.
Zwolniła stopniowo w galop, zaraz też w kłus, podrzucając łbem w górę. Ciężko chyba było mu z deczka anglezować, gdy w weście zasuwa się wysiadywanym, nie?
Już dawno minęli spacerujących ludzi i znów znaleźli się w pustym miejscu. Idealne do manewrowania. Zaraz też Mefju dał znak i wpadli na pierwszą woltę. Smołka wypadała nieco zadem, tak nie za bardzo, lecz jednak. Zaraz przeszli w slalom i wężyk, potem znów coś.

//tyle posta pisać i tak mało napisać :ble:

Matthew - 2014-01-10, 23:51

No tak, zapomniałam, że oni w westernie. :lol: A więc wysiadywał, pardon, mój błąd. Jeszcze mu się tak pod kopułą nie poprzestawiało, żeby anglezować w takim siodle. Ale może to byłoby i dobre ćwiczenie? Nie jednak na takie zmęczone nogi...
Czy się przeziębi, to już chyba tylko czas, pokaże, prawda? :lol: Z resztą, to go w żadnym wypadku nie powstrzyma od przebywania z końmi. Tylko, że wewnątrz będą pracować, a to nie problem przecież. Hala, biegalnia.. Wiele miejsca do dyspozycji! Gorąca herbatka w socjalnym, chusteczkami ponapychane kieszenie i cieplutka Nemesis jakoś go wykurują, gdyby jego wytrzymałość nie wytrzymała.
Pokręcili się jeszcze w jakichś figurach, a w końcu Matt skierował klacz w stronę drogi, którą tutaj przybyli. Dokłusowali do przejścia między krzaczorami i tam zwolnił ją do stępa coby odsapnęła. Przytulił się do jej rozgrzanej szyi i poklepał, pochwalił głosem. Kochane kobylisko, prawda?
Pokluczyli tymi ścieżkami, przez które brnęli w tą stronę i w końcu dojechali znów do asfaltowej drogi. Tam znów uważnie Matt obserwował otoczenie i przejechali żwawym stepem na drugą stronę. Tam na ścieżce wzdłuż lasu znów Bella zakłusowała ze Smołką powolutku, ale gdy znaleźli się już w okolicach stajni, przyhamował.
Wrócili sobie powolutku.
    zt.

Nemesis - 2014-01-11, 00:12

Zrobi mu się taki pojemniczek przy łęku, na zużyte chusteczki, a z drugiej strony na normalne. A Smołce się wygoli portret Bogusia Lindy na zadzie, ale to już nie wiem po co. Ot taki manifest przeciw szkolnym sobotom. Boguś powie: wyp... i podziała. Zobaczycie wszyscy! :lol2:
Cytat:
Termofor, którym będzie kara grzywa,
każdej choroby się pozbywa,
może i śnieg z ziemi zmywa,
gdy od ziemi kopyta odrywa.
Częstochowskie rymy, co tu ukrywać,
taki ze Smołki poeta, że boki zrywać.

Wyjeżdżając z plaży, klacz podbiła zadem, coby się włochatemu nie nudziło. Wkroczyli w las. Kręcili to raz w prawo, to znów w lewo, spokojnie stępem, potem kłusem. Doszli niebawem do drogi, a fryzka zatrzymała się zatapiając wzrok, w starszym panu, jadącym na rowerze. Coś człowieka znosiło, nie mógł utrzymać prostego toru jazdy. Przejechał przed karą, wpatrując się w nią i czerwonokudłego, mamrocząc pod nosem coś w stylu Sodoma i Gomora
Po drugiej stronie zaczęła przebierać parami nóżęk na przemian, po przekątnej, parskając. Powoli, powoli, ale cały czas do przodu. Wyłonili się z lasu, widząc przed sobą sylwetkę zabudowań. Już prawie na miejscu.

z/t

Johanna Lovissa - 2014-01-11, 21:20

Cameron napisał/a:
Zerknął na Johannę z góry. Cóż, nie przypuszczał, że tak łatwo pójdzie. Dostał zaproszenie do domu, mimo że Johannę poturbował, pobrudził i pomoczył. Dobrze, Cameron. Niezły jesteś w te klocki.
- Z przyjemnością - uśmiechnął się nieznacznie, widząc jak jego nowa znajoma chichocze. Śmiała się. To dobry znak. Lepsze to niż płacz, nieprawdaż? Lubił poprawiać humor kobietom, a takim pięknościom to już w ogóle.
- Lepiej się pośpieszmy, bo jeszcze Cię coś złapie - skwitował jej kaszel z udawaną troską. Dobrze wiedział, że była to próba zamaskowania rozbawienia. Musiał przyznać, że niezwykle subtelna. Zatrzymał na chwilę wzrok na pełnych ustach ciemnowłosej. Cieszył swe oczy, lecz spoważniał słysząc słowa, które z nich padły.
Ludzie, którzy przeżyli piekło. To aż tak widać? Camerona przeszył dreszcz. Uważną obserwatorką była ta istota. Wydawać by się mogło, że wie więcej niż jej zdołał powiedzieć. Cała ta tajemniczość i zagadkowość, którą usiłował wprowadzić do ich konwersacji wydawała się blednąć. Pora obrać inną taktykę. Czuł, że nie ma potrzeby być nieodgadnionym przy tej osóbce. Bezpośredniość i otwartość była tutaj drogą na skróty, lecz o ile bardziej wygodną.
- Prowadź zatem, droga Pani - rzekł cicho, widząc, że Johanna jeszcze mocniej opatula się płaszczem. Oddałby jej swoją kurtkę, jeśli by chciała, bowiem nie czuł przejmującego chłodu, a skoro to blisko, to zmiana temperatury nie powinna znacząco wpłynąć na jego zdrowie. Jest zahartowany. Przyzwyczajony do ciężkich warunków. Ma to wszystko wyćwiczone niemalże do perfekcji. Co mu szkodzi?
Zdjął kurtkę i nic nie mówiąc, zarzucił ją na ramiona dziewczyny. Rozmiar był oczywiście za duży, lecz liczą się chęci! Uśmiechnął się, a jego wyraz twarzy głosił, że nie przyjmie sprzeciwu. Cameron został w koszulce z długim rękawem, która opiewała jego mięśnie z każdej strony. Nie było tak źle, miał tylko nadzieję, że długowłosa nie kłamała, mówiąc, że to niedaleko.
Kolejny dreszcz przeszył jego ciało, lecz Beckenridge nie dał po sobie niczego poznać, zamiast tego wziął zielonooką pod rękę i czekał, aż ta poprowadzi ich w odpowiednim kierunku.


Złapała go pod rękę i westchnęła długo, wtulając się w jego kurtkę. Jakoś tak odruchowo przytknęła na moment do niej nos, by zachwycić się przez ułamek jej zapachem. Już tak miała, że lubiła wąchać rzeczy obcych mężczyzn.
- Chodźmy zatem. - powiedziała półgłosem, prowadząc go w stronę Osiedla. Krok miała szybki i zdecydowany, nie wiedziała, że jest zahartowany - z oczu można było wiele wyczytać, ale niestety nie to. Zaprowadziła go do swojego skromnego mieszkanka.

zt.

Daniel - 2014-02-08, 22:43

Jakimś dziwnym sposobem doszli aż na plażę. Tak na prawdę sam nie wiedział gdzie szedł, dziewczyna może skojarzyła to miejsce, on jednak nie był ani razu na tutejszej plaży. Słyszał jedynie, że w okolicy jest morze. Nie odwiedził go ani razu, chociaż bardzo lubił tego typu miejsca. Może po prostu nie miał czasu? Odetchnął świeżym i czystym powietrzem. Biała od śniegu plaża wyglądała pięknie, gdyby nie chmury pewnie wszystko oświetlałby jeszcze z lekka księżyc. Cichy szum wody działał jakby kojąco na jego ból głowy, przez co efekty uboczne alkoholu również dawały za wygraną.
Szedł obok dziewczyny z lewą dłonią umieszczoną w kieszeni kurtki, w prawej zaś trzymał żarzącego się na pomarańczowo papierosa, z którego od czasu do czasu zaczerpywał nieco dymu.
- Nareszcie trochę spokoju. Będę musiał chyba zapamiętać, żeby nie odwiedzać tamtego miejsca zbyt często. Tłoczno i niezbyt przyjemnie...- mruknął pod nosem jakby do siebie.

Mirabell - 2014-02-08, 22:57

W mgnieniu oka nagle znaleźli się na plaży. Rozejrzała się po niej. Tak na prawdę ona też tu nie była. Częściej przebywała na klifie. Mając obie ręce w kieszeni szła powoli, nieco zakopując się w piasek, jednak szła dalej tuż przy Danielu. Jakoś nie spodziewała się, że dojdą akurat tutaj, w te miejsce.
Wciągnęła te świeże powietrze do płuc, zaraz je wypuszczając. Od razu lepiej jej się zrobiło gdy wyszli z tego dusznego i pełnym ludzi klubu. Kiedyś było tam okej, teraz to się zrobiło z tego nie wiadomo co ...
Zerknęła na chwilę na niego i zmarszczyła nieco brwi.
-Co Ty tam mamroczesz?-spytała nie słysząc dokładnie co mówi, po za tym ... do końca nie wiedziała czy też mówił do niej.

Daniel - 2014-02-08, 23:09

Zerkał od czasu do czasu pod siebie na podłoże, był to teren trudny do chodzenia nawet w zimę. Cisnął peta na ziemię po wzięciu ostatniego bucha, a następnie wsunął zmarzniętą dłoń do wolnej kieszeni.
- Nic ważnego. Tak sobie marudzę jak zwykle.- uśmiechnął się do niej nikle, nie nastawiając się na to, że dziewczyna w ogóle to zauważy. Przeniósł spojrzenie ciemnych tęczówek na spowity częściowo w ciemnościach horyzont. Dawno nie był na takim pustkowiu, może to i gorzej? W przeszłości często chodził na samotne spacery do lasu, na łąki i właśnie nad morze, ale to było dawno temu. Tęsknił czasami za tymi latami, mógł w ciszy i samotności poukładać sobie w myślach sprawy, które go w tamtym czasie obowiązywały.
- Mógłbym cię zapytać o radę?- zapytał po chwili namysłu. Sytuacja, która wynikła z Rose i Ced nie dawała mu zbytnio spokoju, na dodatek tak na prawdę nie miał się do kogo odezwać w tej sprawie. Ogólnie nie miał się zbytnio do kogo odezwać na poważne tematy, a w gratisie Mir była kobietą, a one rozumiejąc takie problemy. Może dałaby radę coś pomóc w tej sytuacji.

Mirabell - 2014-02-08, 23:28

Spojrzała jak wyrzuca peta w śnieg i zaraz po namyślę wyjęła paczkę, biorąc do ust papierosa. Odpaliła zapalniczkę, która oświetliła na chwilę je twarz. Zaciągnęła się i ujęła szluga w dwa palce. Co jakiś czas przystawiała go do ust.
Uśmiechnęła się lekko w jego stronę. No tak. Marudny Daniel. No nie ... nie marudź mi w tej chwili :c. Spojrzała na jarzącą się końcówkę papierosa, zaraz to znów przeniosła wzrok na falę obijające się o brzeg. Westchnęła cicho. Nie lubiła za bardzo takich miejsc, więc nie za bardzo je odwiedzała. Od razu do głowy cisnęły jej się wspomnienia, rozmowy i zazwyczaj obarczała się czymś co sobie wymyśliła, chodź i tak lubiła chodzić na takie spacery.
Wyrzucając gdzieś za siebie peta swojego papierosa spojrzała na chłopaka. Ona jakoś nigdy nie uważała siebie za osobę, która dobrze radzi ... ona lubiła wysłuchać, jednak zawsze marnie wychodziło jej z pocieszaniem czy nawet w dawaniu rad, ale zawsze trzeba pomóc przyjacielowi nie?
-Pewnie.-w końcu się odezwała, a kiedy poczuła nie przyjemny podmuch wiatru... twarz schowała w swoim grubym szaliku. Mirka za to jakoś w ogóle ostatnio nie miała do kogo gęby otworzyć ... chyba, że do swojego psa. Niestety :lol: . Każdy mógł pomyśleć, że zbzikowała czy coś ... Ale w dla niej w tym akurat czasie jakoś trudno o przyjaciół ... a starzy oczywiście przychodzą i odchodzą ...

Daniel - 2014-02-08, 23:42

Jak to przyjaciele. Dobrze, że przynajmniej wracają czasami. Odetchnął głębiej, po ataku mroźnego wiatru, przez którego z resztą miał już zaróżowione policzki i potarganą grzywkę niemalże we wszystkie strony świata. Dobrze, że czapka trzymała ją jeszcze w jakichkolwiek ryzach.
- Pamiętasz pewnie, kiedy powiedziałem ci, że trochę nabroiłem? Chodzi tu o dziewczynę... A nawet w sumie o dwie.- skrzywił się lekko spuszczając głowę w dół. Tak czy siak dziwnie mu się o tym rozmawiało, ale sam nie mógł jakoś podjąć decyzji. Może nawet potrzebował się wygadać?
- Po prostu jakieś półtora roku temu "dziewczyna" mnie zostawiła. Rose. Zniknęła i w ogóle. Znasz pewnie temat, bo tu często to się zdarza. Zero kontaktu itp. W pewnym momencie się już po prostu przestałem łudzić, że ona wróci i zacząłem się przyjaźnić z inną, Cedellą. Nawet powoli zaczynało wszystko wracać do normy, można powiedzieć, że zaczynałem coś czuć do niej, ale wtedy Rose wróciła i ogólnie zrobił się z tego niezły kocioł. Obu musiałem się tłumaczyć jakbym nie wiadomo co złego zrobił, ehh.- westchnął ponownie. Widać było, że nie chętnie o tym rozmawiał, ale cóż. Trzeba było w końcu to z siebie wyrzucić komuś zaufanemu. Na nikogo innego nie mógł liczyć, więc Mirka musiała wszystkiego słuchać :lol:
- Ostatecznie jestem w dobrych stosunkach z obydwoma, ale... No właśnie. Nie mogę znowu nigdzie znaleźć Rosemary. Nie wiem za bardzo czy może nie dać sobie z nią spokoju.- odetchnął nieco z ulgą, poza tym można powiedzieć, że rozmawiając i idąc lekko się zdyszał. Ach, te płuca palacza.

Mirabell - 2014-02-09, 00:00

Niby racja, jednak Mirka wolała by mieć ich po prostu przy sobie. Wtuliła się bardziej w szalik.
-Pamiętam. Mów o co chodzi.-oznajmiła. Widząc jego spuszczoną zaraz głowę widziała, że to dla niego nieco trudny temat. Rozumie. Samej było by ciężko się wygadać. Mówią, że nawet dobrze wygadać się obcej osobie, jednak na plaży nie było nikogo innego oprócz tej dwójki. Po za tym jeszcze do tych dawania rad ... nie lubiła za bardzo tego robić. Po pierwsze co wcześniej wspominałam, a po drugie jeśli źle powie? Ktoś będzie miał do niej pretensje ... jednak jeszcze na szczęście nic sie takiego nie wydarzyło, jednak jakoś zawsze tak myślała ...
Tak więc za chwilę zamilkła i zaczęła uważnie słuchać co chłopak mówi. Kiwnęła raz czy dwa głową. Oj tam. Jej nie przeszkadzało to, że słucha. Po prostu wie, że człowiek musi czasem się wygadać, a ona wolała i tak słuchać niż mówić. Rozluźniła nieco szalik, by Daniel mógł ją zrozumieć jak mówi, a nie by jakieś dziwne szmery słyszał :lol: .
-Moim zdaniem jeśli nigdzie Rosemary nie możesz znaleźć ... dałabym sobie z nią spokój. Przychodzi i odchodzi tak? To trochę pewnie męczącę tak na nią czekać i nie wiedzieć czy w ogóle wróci.-powiedziała swoje zdanie co do Rose. Szkoda, że ona daje mu takie rady, a sama nie wie czy ma czekać na Dave'a czy nie :lol: i powiedz jak tu żyć jak daję takie rady, a sama nie umie sobie za bardzo poradzić z podobną sprawą u siebie. Tylko, że Mirka nie musi wybierać pomiędzy dwoma osobami na szczęście.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group