To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Tor crossowy

El Dorado - 2015-11-27, 12:58

Wraz z dziewczyną doszli w końcu na tor crossowy. Ogier nie miał okazji, by często tu bywać, więc wyglądał na bardzo zainteresowanego otoczeniem. Przeszedł dookoła rozprężalni, czujnie się po niej rozglądając. Jedno ucho miał skierowane na kobietę, kiedy ta coś do niego mówiła. Zatrzymał się w pewnym momencie, by mogła go w spokoju dosiąść, a gdy otrzymał sygnał do ruszenia stępem oddalił się na najbliższy ślad.
Mia - 2015-11-30, 21:12

....Nie umiem zaczynać postów, o czym chyba już zdążyłaś się skapnąć. Dwudziestolatka prowadziła swoją podopieczną na długiej wodzy, dosiadem jednak pilnując, by następne 5 minut spędzić jeszcze w siodle. Taka prośba świąteczna połączona z postanowieniem noworocznym, o. Wymagała aktywnego, żwawego tempa, jednocześnie nie pozwalając na wszystkie ewentualne wybryki, czytaj przejścia w kłus, galop czy inne baranki. Powtarzam, najbliższe 5 minut w siodle, będę wdzięczna :lol2:
....Będąc już na terenie toru powoli zebrała wodze, wchodząc na delikatny kontakt. Wykręcając początkowo duże koła, stopniowo zaczęła zmniejszać ich średnicę. Dążyła do rozluźnienia i rozciągnięcia Pleasure, zarazem trzymania też jakiejś tam klasy, bo w końcu musiały się godnie prezentować B) Po krótkiej chwili dołączyła do tego zmiany kierunku, wężyki i inne tego typu duperele. Moja chemia siedzi nade mną i to dosłownie, więc nie licz na specjalnie długie i inteligentne posty :lol2: Może skrócę całą tą rozgrzewkę do maksimum, jak chcesz coś dodać to dodaj, ale uznajmy, że po prostu rozgrzała dokładnie klacz, o.

Pleasure - 2015-11-30, 21:23

Początkowo była obojętna wobec otoczenia, ale wraz z chwilą, gdy to zmieniło się na nieco mniej znane - bo w końcu tor crossowy nie miał prawa być osadzony w tym samym miejscu, gdzie parkur i wręcz potrzebował na swoim terenie jakichś drzew i innych stałych przeszkód - zaczęła coraz bardziej się ekscytować, wprawiając w ruch swoje nogi. Od średnio połowy drogi zaczęła caplować, unosząc przy tym wysoko ogon i rollując mordę do tego stopnia, że prawdopodobnie nieco utrudniała Mii funkcjonowanie; pozostawała to jednak niegroźna "zabawa", która raczej nie mogła przynieść efektów takich jak bliższe spotkanie się amazonki z matką ziemią.
Na miejsce dojechała spieniona, w niewielkim stopniu spocona - jej kondycja była słaba, a takie podskakiwanie w miejscu wbrew pozorom wymagało sporo wysiłku. Dopiero po kilku minutach pracy w stępie zaczęła stopniowo się rozluźniać, ba, w pewnym momencie nawet wyciągnęła umięśnione szyjsko do przodu i zaczęła zachowywać się w należyty sposób. Była koniem specyficznym o tyle, że po pierwsze miewała humorki - i to jak częste!, a po drugie wymagała cierpliwości, a nie ciągłego przywracania do porządku. Sama potrafiła się uspokoić pod warunkiem, że jeździec nie szarpał jej nerwowo za pysk i nie próbował na siłę wykonać czegoś, czego ona nie była w stanie zrobić. Tak czy inaczej, do końca rozgrzewki nie sprawiała już większych problemów, chociaż drobne wybryki były jej nieodłącznym elementem i należy takowe wziąć pod uwagę.

Lucas - 2015-12-01, 17:34

Przyszli tu wraz z Unexem. Jak już wspominałam, Lucasowi brakowało adrenaliny, a co innego może ją lepiej dostarczyć jak nie cross?
Prowadził ogiera u swojego boku, przez całą drogę tutaj korygując jego tempo. Był bardzo konsekwentny i nie pozwalał mu się wyprzedać, ani też zbytnio się ociągać. Miał nadzieję, że dzisiejszy trening da im okazję do wyżycia się, bez żadnych uszczerbków na zdrowiu. Cross był trudną dyscypliną, wymagającą odwagi i woli walki, ale Luc nie zamierzał pokonywać nie wiadomo jakich przeszkód. Klasa easy powinna być dla nich odpowiednia tym bardziej, że brunet nie znał możliwości swojego wierzchowca.
Nie zwracając zbytniej uwagi na pozostałe ćwiczące pary, zaparkował konia gdzieś na uboczu. Starał się nikomu nie zawadzać, ale równocześnie miał nadzieję, że nikt nie będzie przeszkadzał też im. Niestety Orchard miał to do siebie, że gdziekolwiek by się nie poszło tam byli już ludzie. Jedyną alternatywą były tereny, ale to trener uważał za formę relaksu, a nie treningu.
Dostosował sobie strzemiona, podciągnął popręg, odział na dłonie rękawiczki, na plecy kamizelkę no i oczywiście kask. Był świadomy swoich umiejętności, jednak w tej dyscyplinie wolał być uważny. Lepiej było dmuchać na zimne, niżeli się poparzyć, prawda?
Podebrał wodze na kontakt i wsunąwszy stopę w strzemię, z lekkością zasiadł na grzbiecie Unexa. O ile ten nie ruszał się i nie utrudniał mu zadania, chłopak poklepał go po łopatce i przyłożywszy łydki do jego boków, wysłał do przodu. Od samego początku pilnował odpowiedniego tempa. Chciał by nieparzystokopytny angażował się w pracę i stępował energicznie.

Mia - 2015-12-01, 21:24

....Jakoś tam przetrawiła wszystkie szaleństwa Pleasure, kilkukrotnie ją upominając, żeby się opamiętała. Wiedząc jednak, jak długo klacz stała w boksie bez możliwości treningu nie próbowała na siłę przywołać ją do porządku.
....Kiedy rozgalopowała solidnie rudą, mając też na uwadze jej kondycję, zatrzymała ją w boksie startowym. Darowała sobie pomiar czasu, w jakim miały przejechać tor, bo była prawie pewna, że przez stan kasztanki nie dokończą nawet go, skoro po samym dotarciu na miejsce była już lekko spocona :lol2:
....Biorąc pod uwagę, że z siedmiolatką zajęły już jakieś miejsce na zawodach, ufała jej na tyle, by wierzyć, że poradzi sobie z przejściem ze stój w galop. Tak więc po odpowiednim usadowieniu tyłka w siodle dała jej sygnał do tegoż chodu, lecz początkowo nie dając jej pędzić zanadto. Trzymała ją w pośrednim tempie, samej odciążając grzbiet poprzez półsiad.
....Odnalazła wzrokiem pierwszą przeszkodę, 80 cm hyrdę. Dawno już nie była na crossie, jednak czuła się pewnie i bez chwili zawahania skierowała podopieczną na nią. Nie była specjalnie wysoka, ale nie pozwalała też Pleasure jej zignorować, więc tuż przed nią wróciła jeszcze w siodło, by następnie łydkami zasugerować odbicie, by od razu znowu wstać, a nadgarstki przesunąć wzdłuż pomarańczowordzawej grzywy. Zamortyzowała skok na własnych nogach, od razu kontynuowała aktywny galop. Czekał ich teraz dłuższy dystans, podczas którego nie ścigała się jednak. Nie jechały na czas, traktowała to jako swego rodzaju zabawę, a nie trening przed zawodami. Do jej uszu jeszcze nie doszła o nich wieść, więc nie chciała się przygotować bez potrzeby.

Będę opisywać po jednej przeszkodzie, bo ja już wiem, że w twoim przypadku sytuacja będzie tego wymagała :lol2:

Unexpected - 2015-12-01, 22:02

Przyszedł tu z chłopakiem, cross powiadasz, ostatnio jak wszyscy na halę to na halę, teraz jak wszyscy na cross to na cross :lol2: Ogier nie wydziwiał po drodze, raz może zdarzyła mu się próba wyprzedzenia, ale potem szedł grzecznie. Odpowiednio prowadzony ogier będzie ładnie biegał i skakał, źle prowadzony wykorzysta sytuację i za pewne skończy się lotem, ale faceta :D Koń startował już w crossie i nie miał przed nim oporów, więc można rzec że był w bezpiecznych kopytach, powiedzmy. Przyjrzał się jedynie pracującym parą, ale nie zareagował na nie zbyt specjalnie, faktycznie gdzie nie kopniesz to ktoś trenuje, w sumie to dobrze. Poczekał cierpliwie aż facet wszystko ogarnie, kiedy go dosiadł ten parsknął krótko. Nie ruszył się o dziwo, poklepany po łopatce tylko zastrzygł uszami i dopiero po sygnale nieco zbyt ochoczo ale ruszył stępem do przodu.
Pleasure - 2015-12-02, 21:51

Miała mnóstwo energii, ale to znów nie dawało się jeszcze aż tak we znaki jakby mogło, o czym Mia miała się przekonać już za chwilę. Rozgrzewkę odbyły, jak podejrzewam ku radości amazonki, bez żadnych większych niespodzianek, a jedynie z standardowym zestawem rudziszonowych wymysłów, których chcąc nie chcąc wręcz należało się po niej spodziewać.
Boks startowy nie był dla niej nowością, aczkolwiek dawno nie była na torze i to sprawiło, że zupełnie zapomniała, czemu te kilka metrów płotu ma służyć; stąd też pojawiła się jej niechęć wobec boksu, do którego mimo wszystko w ostateczności weszła, niemniej jednak swoje niezadowolenie jasno sygnalizując za sprawą przylepionych do potylicy uszu. Nie spodziewała się, co zaraz miało nastąpić, ale nie trzeba było powtarzać dwa razy: korzystając z okazji, żeby móc opuścić nieszczęsny boks ruszyła galopem, z impetem odbijając się zadem od ziemi i wykonując nad wyraz szeroką, płaską foulee, przypominającą bardziej skok przez rów niż pierwszy krok galopu i puściła się owym chodem najszybciej, jak tylko mogła - jej możliwości były skutecznie ograniczane przez działanie kiełzna, które swoją drogą było dosyć ostre. Jej uszyska natychmiast oderwały się od mięśni, strzygąc żywo na wszystkie strony; gdyby tylko przefarbować sierść na inny kolor, można by pomyśleć, że to najzwyklejszy koń sportowy! :lol2: Żywo szła do przodu, aż się prosząc o jakieś sensowne spożytkowanie całej tej energii, bo rozprężenie zupełnie jej nie wystarczało.
Jej bojowe nastawienie nieco zmieniło się z chwilą, gdy uświadomiła sobie, że amazonka oczekuje od niej oddania skoku. Dotarło to do niej z lekkim opóźnieniem, bowiem była mocno rozkojarzona nowym miejscem, wyraźnie pobudzona przez zbyt dużą dawkę owsa i zbyt małą ruchu. Gwałtownie stuliła uszyska, rzucając w akcie niezadowolenia łbem i ze sporą dozą niepewności podjeżdżając do hyrdy. Nie była koniem bojaźliwym, ale z pewnością na tyle trudnym i po prostu wrednym, żeby przetestować jeźdźca przy każdej możliwej sposobności, dlatego też znacznie zwolniła przed samym wybiciem, właściwie to wykonując zatrzymanie tuż przed przeszkodą i w ostatniej, najmniej spodziewanej chwili używając całej (niemałej) mocy swojego zadu żeby odbić się od ziemi i oddając chwiejny, ale za to jaki efektowny skok, przy okazji zostawiając obowiązkowy zapas. Z jeźdźcem czy bez, znalazła się po drugiej stronie, najchętniej w ramach nagrody za ten piękny lot wyciągając głowę do dołu, o ile ewentualna obecność dziewczyny jej na to pozwoliła. :lol:

Lucas - 2015-12-05, 15:30

Lucas zaplanował stosunkowo krótką, aczkolwiek treściwą rozgrzewkę. Na samym początku dał ogierowi nieco luzu, po czym od razu zabrał się do roboty. Prowadził Unexa po wszelakich figurach, łukach, wężykach, chcąc tym samym by ten porozgrzewał i porozciągał się na boczki. Jak już wspomniałam cross był ciężką dyscypliną i wymagał odpowiedniego przygotowania. Luc cały czas pilnował energicznego tempa oraz wygięcia. Podpierał kopytnego łydkami, pilnując by ten nie nie wypadał ani łopatką ani zadem, chcąc żeby zgrabnie wyginał się ''w banana''.
Nie chciał jednakże zbytnio zanudzić nieparzystokopytnego, dlatego po dłuższej chwili poprosił go o kłus. W tym celu wykonał półparadę, podebrał nieco skarogniadego chcąc skumulować w nim energię, po czym wypuścił na pysku, licząc na ładne ruszenie z zadu. Nawet przez chwilę nie pozwalał swojemu wierzchowcowi na samowolkę. Od razu zadbał o odpowiednie tempo, wyhamowując ogiera lub wyganiając go do przodu. W owym chodzie na samym początku postanowił popracować trochę na ręce licząc, że Unexpected podstawi zad, uwypukli grzbiet i dojdzie do wędzidła. Dopiero wtedy mogli przejść dalej i kontynuować pracę rozpoczętą w stępie, czyli liczne wolty, półwoty, serpentyny i inne tym podobne figury.

Nicol Illas - 2015-12-08, 00:01

Ostatnio wszystkich ciągnęło na cross, przypadek, a może nie? Jednak nie zagłębiała się zbyt szczegółowo w to, skupiona na porządnej rozgrzewce przed długim biegiem oraz skokami wraz z karoszem. Stępowali na razie dość luźno, nie spiesząc się, ale i nie ociągając w stępie, pozostawała na lekkim kontakcie z pyskiem ogiera, by ograniczyć jego wysiłek do minimum teraz, czyli porządne rozgrzanie w stępię na luzie, na lekkim ustawieniu, wykręcanie figur, kół, ale nie o przesadnych średnicach czy w przesadnych ilościach, miał się rozgrzać nie zmęczyć. Ten sam proceder powtórzyli w kłusie, dokładając do tego drągi leżące na ziemi oraz niską kopertę, wszystko robiła dokładnie, wysyłając mu sygnały dosiadem, wodzą, łydkami, pilnując odpowiedniego tempa, wygięcia, ustawienia.
El Dorado - 2015-12-08, 18:31

Przez chwilę jego uwaga skupiła się na innych koniach, mających rozgrzewkę w tym samym czasie co on. Położył uszy po sobie, nie przepadał za tłumami ale zdążył już do nich przywyknąć.
Wyciągnął pysk przed siebie, idąc na razie swobodnym stępem. Nie chciał się od razu męczyć, żeby później mieć siłę na skakanie i galop. Miał już do czynienia z crossem, więc w miarę ogarniał co się będzie działo na trasie. Powykręcał parę kół, figur na rozgrzewkę, po czym przeszedł do kłusa. Od razu zmienił nogę na wygodniejszą dla siebie i powtórzył cały proceder z kołami i figurami. Reagował na wszystkie pomoce dziewczyny, odpowiednio się ustawiając i wyginając. Starał się jak mógł, żeby uznała, że wystarczy. Rozgrzewka dla niego była czystą nudną formalnością, ale z doświadczenia wiedział, że bez niej raczej nie było treningu. Nawet nie rozpraszał się obecnością innych, ale gdy ktoś podjeżdżał za blisko niemal przyklejał uszy do potylicy.

Mia - 2015-12-11, 19:07

....W boksie startowym pierw jeszcze uspokoiła swoją podopieczną, by pokazać jej, że wszystko jest okay i nic jej się nie stanie. Gładząc ją po rudej szyi czekała, aż się przyzwyczai, dopiero wtedy przygotowując parę do startu. Ku jej zadowoleniu Pleasure nie miała problemów z wystartowaniem, dzięki czemu na twarzy dwudziestolatki zagościł delikatny uśmiech. Zdmuchnęła grzywkę, która momentalnie zagościła w jej polu widzenia. Wybrała ostre kiełzno, by mieć więcej kontroli nad kasztanką, bo choć nie miały okazji na długą znajomość to znała już jej wybryki i do czego była zdolna.
....Niestety jej wróżbitowanie zawiodło przez owej hyrdrze (nie umiem tego odmieniać, wtf :lol2: ), bo pomimo że jej uwadze nie umknęło nagłe zwolnienie przed przeszkodą nie zdołała przewidzieć tego "zatrzymania", jakie zaserwowała jej kobyłka. Poleciała lekko do przodu, cudem unikając spektakularnego przelecenia nad szyją siedmiolatki. Zdążyła się jeszcze poprawić w siodle, kiedy tamta sprzedała jej kolejną niespodziankę i w najmniej odpowiednim momencie postanowiła jednak oddać skok. Znowu Mia nie mogła się przypasować i koślawo przeszła w półsiad, jeszcze gorzej oddając wodze, które wręcz rzuciła do przodu, by nie pociągnąć Forbidden do tyłu. Przy fazie lądowania ogarnęła się już na tyle, by zamortyzować upadek na własnych nogach i jakoś zostać na grzbiecie konia.
....- Kurwa, naprawdę chcesz mnie zabić - wbrew pozorom nie przybrała nieprzyjemnego tonu głosu. Przeciwnie, roześmiała się wesoło i odruchowo (bo raczej nie zasłużyła na to :lol2: ) poklepała klacz po łopatce. Był to bardziej odruch niż pochwała, ale oczywiście nie była zła na nią - miała zbyt miękkie serducho na to, ktoś musiałby naprawdę zajść jej za skórę, by miała się pogniewać.
....Dalej kontynuowała galop, by już po chwili w jej polu widzenia znalazła się druga przeszkoda. Póki co były stosunkowo proste, bo następny w kolejce był tradycyjny, bezpieczny stół o metrowej wysokości i półtorametrowej szerokości. Dwudziestolatka modliła się w duchu, żeby i tym razem Pleasure nie zaskoczyła jej w ten sposób. Aby się upewnić, zamknęła ją w pomocach i nakierowała na wybraną przeszkodę. Nie pozwalając jej wyłamać docisnęła łydki do jej boków prosząc uprzejmie o odbicie. Nie bez powodu zabrała ze sobą palcat, którym pomogła sobie, jeśli kasztanowata dalej nie chciała jej słuchać. Aż się bała myśleć o przeszkodzie, która była czwarta w kolejce, a mianowicie... rów z wodą :lol:

Pleasure - 2015-12-13, 20:38

Zabić? Nie. Kto by ją wtedy utrzymywał? Kupował paszę? Zapewniał rozrywkę pod postacią coraz to ciekawszych, a przy okazji droższych ocieplaczy i derek do rozrywania? Nikt poza Mią nie zaryzykowałby i nie kupiłby rudego muła pseudo-sportowego w ciemno. :lol2: Poklepana po łopatce tylko drgnęła, galopując w nadal nieco zbyt porywczym, mocnym tempie, na ten moment niemal garnąc do kolejnej przeszkody. Znalazłszy się w linii prostej do stołu wtórnie oderwała uszy od potylicy, kierując je w stronę postawionego wyzwania; ona nie skoczy? Tym razem, wiedząc, że nie pozbędzie się dwudziestolatki z grzbietu tak łatwo, postanowiła nie próbować swoich szatańskich sztuczek. No, prawie.
Będąc kilka foulee przed samym stołem oddała porządnie z zadu, oczywiście w geście radości z możliwości pobiegania. Nieco wytrąciło ją to z równowagi, zatem jej foula, aż do samego skoku, była chwiejna i chaotyczna; nie powstrzymało jej to jednak przed zaatakowaniem przeszkody: zadarła łeb, zagryzła się na kiełźnie i w tym ustawieniu wykonała spektakularne dodanie, odbijając się w bardzo efektowny, ale przy tym i dość niefortunny sposób, bo z daleka. Nie dość, że skakały przez przeszkodę szeroko-wysoką, to jeszcze z takiego pochrzanionego dystansu. :lol2: Dbając o to, żeby nie wylądować na stole (operacyjnym, hihi), Pleasure maksymalnie przeciągnęła fazę lotu, lądując może i blisko, ale z całą pewnością nie w zagrażającej jej nogom odległości od konstrukcji. Lądowanie po takim wspaniałym locie nie było łatwe, dlatego, podobnie jak jej galop do przeszkody, było nieco... niestabilne. W ostateczności Ruda pozbierała się, wracając już do swojego roboczego tempa, czyli innymi słowy - gnania na złamanie karku tylko po to, żeby oddać kolejny skok. Pisiont lotów Rudej. :lol2:

Nicol Illas - 2015-12-16, 23:59

Można założyć, że prócz nich była tu jeszcze jedna para, co by nie było, że na torze nagle jest piętnaście. Przez całą rozgrzewkę starała się skupiać ogiera na sobie, co by nie miał problemów z ogarnięciem się, szczególnie że towarzyszyła im gniada klacz, ostrożności nigdy za wiele nie? Po rozgrzewce również w galopie (identycznej do niższych chodów) przejechali z dwa razy drągi, dwa razy kopertę (bo na obie nogi), skoczyli z dwie stacjonaty i lekko się rozstępowali co by odpocząć przed startem, kobieta zebrała konia i ruszyła w kierunku linii startu. Uznając w głowie start, puściła konia galopem przed siebie, utrzymując go na kontakcie oraz będąc w półsiadzie kierowała się na jedynkę. Niby nic strasznego zwykła nieco belkowata przeszkoda, przygotowała konia półparadą do niej, by usiąść zaraz w siodło i dodać w odpowiednim miejscu łydkę do jego boków i wejść w fazę skoku.

Pożyczyłam przeszkody z zawodów z Orcha :D

El Dorado - 2015-12-19, 16:57

Zgodnie z wolą dziewczyny pokonał dwa razy drągi, unosząc wysoko nogi. Po tym jeszcze koperta i stacjonaty z którymi nie miał większego problemu. Rozstępowanie, by pozbierać jakoś siły na dalszą część treningu. Teraz mieli wjechać na tor. Ogier był przyzwyczajony raczej do parkuru, niż toru z przeszkodami, ale nie był to jego pierwszy raz więc się nie denerwował. Ustawił się na starcie, gdzie trudno było mu ustać w miejscu. Chciał już to wszystko mieć za sobą, więc kiedy otrzymał sygnał do galopu od razu ruszył z miejsca. Po przebiegnięciu kilkunastu metrów wyrosła przed nimi pierwsza przeszkoda. W oczach karego nie wyglądała strasznie, ot zwykła belka. Jak dla niego. Nastawił uszy na sztorc, analizując ile siły włożyć w skok. Nie chciał się od razu zmęczyć na pierwszej przeszkodzie, bo coś czuł, że później może być gorzej. Wybił się przed przeszkodą i podciągając przody pod siebie przeleciał nad nią i wylądował.
Mia - 2015-12-27, 22:36

....Była przygotowana na inne wybryki rudej, więc wysiedziała jej kolejnego baranka, o dziwo nie karcąc jej za to. Z jej ust jedynie padło kolejne krótkie przekleństwo, którego wagę spotęgowało tylko wydarzenie po owym oddaniu z zadu. Ufała Pleasure na tyle, by dać jej stosunkowo wolną rękę, żeby mogła samodzielnie wybrać odpowiednie miejsce do odbicia. To okazało się zgubne, bo z trudem uniknęły wypadku. Alight łączyła cross z wieloma wpadkami, a do jej konta najwidoczniej miało dojść dziś jeszcze kilka. Jakimś cudem przeżyła ten nieco pokraczny skok, próbując wspomóc kasztankę tak jak tylko potrafiła.
....Zdążyła już kilkakrotnie w ciągu tych kilku minut zmienić zdanie w kwestii tego treningu, teraz decydując się tylko na pozbycie energii z klaczy i przeskoczenie kilku pierwszych przeszkód. Na całe szczęście miały teraz dłuższą chwilę na "czysty" galop, kiedy to mogły unormować swoje tempo. Nie pozwalała jej pędzić, preferowała dłuższą trasę w wolniejszym tempie niż krótszą w tym samym czasie. Działanie dość ostrego kiełzna powinno jej w tym pomóc, choć dwudziestolatka zarazem starała się nie ciągnąć Forbidden za pysk.
....Dbając o to, by klacz nie przestraszyła się mijanych drzew i krzaków, ostatecznie dojechała z nią do wąskiego frontu. Po zawodach z Contendro nie miała z nim dobrych wspomnień, ale pokładając nadzieje w swojej podopiecznej, naprostowała ją w stronę nowego wyzwania, które mierzyło nieco ponad metr. Postąpiła prawie dokładnie jak poprzednio, zamykając rudzielca w pomocach, by wszystko zwieńczyć ściśnięcie boków łydkami sugerujące odbicie się od ziemi.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group