Kierowali się do B, tam ponownie mieli wykonać prawie koło, a dokładnie jego połowę. Ogier wcale się nie obijał, z każdym kolejnym elementem, bardziej przykładał się do wykonywanej pracy. Mimo, że to tylko pół koła, podobnie jak wcześniejsze łuki i wolty, zostało prawidłowo wyjechane, równo i przyzwoitym tempie, zaangażowaniu obu stron. Kierując się do E zagalopowali na lewą nogę, gniadosz nie miał problemów z utrzymaniem nerwów na wodzy. Wyglądał na totalnie nie wzruszonego, ponownie galop dość długi wzdłuż ścian. Przygotowawszy poprzez półparady koń czekał na nowe zadania, które miały zaraz nadejść. W C ponownie zwolnili do kłusa, wszystko harmonijne, płynne na odpowiednią nogę. Sprawnie, szybko i gładko przechodził z jednego ćwiczenia do drugiego, w końcu miał aż 5 zwycięstw na koncie, to do czegoś zobowiązuje nieprawdaż? Kiedy kobieta go przytrzymała i ostatecznie zatrzymała, ponownie równo z podstawionym zadem i pracującym pyskiem stanął w E. Kiedy minęło owe 5s ponownie ruszył do przodu stępem, po dojeździe do K przeszli jednak do kłusa. Dokładnie robił to co chciała, wyginał się wokół łydki, pracował zadem, nie wypadał/wpadał, utrzymywał tempo. Kiedy wyjechali ponownie na linię środkową parsknął krótko by dojeżdżając do X się zatrzymać, kiedy dostał łydkę zjechał z czworoboku w kierunku skąd przyjechali tu na początku.
zt.James Levrull - 2016-03-10, 22:50 Rozgrzewka.
Nie znał większości koni w Orchardzie, więc w wyborze konia miał problem, no może nie do końca, większość koni bez problemu powinna przejść poziom brązowej odznaki, byleby był przyzwyczajony do szranek na czworoboku i był dobrze ujeżdżony. Nie chciał się pakować w sport wyczynowy jak jego brat, ale bardzo chętnie postartuje sobie ot tak, dla siebie, a do tego były potrzebne "papierki".
Pojawił się więc w celu odhaczenia tego przymusu wraz z klaczą wpierw kierując się w stronę rozprężalni. We dwójkę prezentowali się odświętnie, on we fraku, białych bryczesach, plastronie etc. Klacz również wcześniej zaplótł, porządnie odkurzył, nie zapominając również o odpowiednio dopasowanym sprzęcie.
Rozpoczął pracę z klaczą od porządnego rozstępowania na długim kontakcie, z którego w razie czego mógł szybko zareagować, ale równocześnie mógł zachęcić klacz do rozluźnienia do dołu od samego początku. Pewnie siedział w siodle, starając się nie zajeżdżać drogi innym parą, a przy okazji rozpoczął studiowanie zachowania i reakcji klaczy na pomoce z jego strony. Po jakimś czasie nieznacznie skrócił wodze nie wymagając jeszcze ze swojej strony porządnego ustawienia, po prostu kontakt, jeśli sama wchodziła w ustawienie wtedy co innego. Skupił się przede wszystkim na tempie i impulsie do przodu, następnie wprowadzając zrozumiałe półparady, które miały sugerować pomału mocniejsze zaangażowanie zadu, uwypuklenie pleców i odpuszczeniu w potylicy do ustawienia. Rozpoczął kręcić wolty, półwolty i inne zawijasy skupiając się na odpowiednim prowadzeniu jej na zewnętrznej wodzy i wewnętrznej łydce, nie tracąc z resztą pomocy kontaktu. Następnie wprowadził co jakiś czas ustępowania od łydki jako formę rozgrzewki i sprawdzenia reakcji klaczy na pomocy płynące stricte od dosiadu i łydki i lekkich, pulsacyjnych sugestii wodzą.
Następnie zakłusował od razu wprowadzając ponownie sporo łuków i kół, cały czas ograniczając ją pomocami, by wpisywała się odpowiednio w zakręty. Po jakimś czasie dodał do tego przejścia kłus roboczy/pośredni by do tego popracować nad przepuszczalnością klaczy. Jeżeli czuł, że reakcja klaczy stała się płynniejsza i szybsza zagalopował skupiając się znów na aktywności chodu, prawidłowej pracy zadu, którą motywował przez dosiad i łydkę, przód rozluźniając jeszcze dodatkowo pulsacją wodzy jako uwieńczenie półparady. Po paru okrążeniach zmienił kierunek, tak jak wcześniej przeplatając galop woltami, jeśli klacz odpuściła wyczuwalnie rozpoczął jazdę po ósemce po całej rozprężalni z lotną na przekątnej, by prócz odbębnienia przejazdu na brąz trochę co nieco jej przypomnieć.
Po takiej rozgrzewce przeszedł do kłusa, potem stępa i ruszył w stronę czworoboku.
Przejazd.
Póki nie usłyszał dźwięku dzwonku kręcił się z klaczą wokół czworoboku, by po sygnale lekką półparadą wprowadzić ją na wcześniejszy kontakt i ustawienie, a następnie w przerwie między płotkami w A wjechał na czworobok od razu skupiając się na swoim dosiadzie, prowadząc klacz równo na wszystkich pomocach, by nie pływała na linii środkowej. Jechał płynnie dosiadem, prezentując nienaganną sylwetkę. W X zatrzymanie, zerknął na komisję, biorąc w jedną dłoń wodze, ukłon, powrót do ustawienia i ruszenie. W C zakręt w prawo przy którym pilnował prawidłowego wygięcia klaczy, zewnętrzną wodzą ograniczając wewnętrzną sugerując zakręt, również łydki przesunęły się dyktując jej zgięcie. W M zakłusowanie, James skupił się znów na swojej sylwetce prezentując prawidłowe anglezowanie w równowadze. W B wjechał na woltę na całą szerokość czworoboku ponownie pilnując wygięcia klaczy. W E usiadł swobodnie w siodło do ćwiczebnego, którym płynnie pracował wraz z ruchem klaczy tworząc przyjemny dla oka obrazek. Całą połowę koła wysiedział, by przed dojazdem do B cofnąć zewnętrzną łydkę minimalnie, do tego wypychając klacz z biodra zagalopować w pełnym siadzie. Płynny, aktywny galop w ustawieniu aż do H, po którym przytrzymał klacz nieznacznie na wodzy, wchodząc w aktywny kłus od razu anglezując. Ponownie półparada motywująca ją do rozluźnienia/odpuszczenia i wjazd na przekątną, gdzie w łukach pilnował poprawne wygięcie klaczy. W X zmiana nogi o powrót na ścianę.Scandic - 2016-03-10, 22:52
Rozgrzewka
Kobyła nie sprawiała dużych problemów podczas podróży na czworobok, właściwie w ogóle nie próbowała przejmować kontroli nad mężczyzną, ani nie stawiała najmniejszego oporu, co było dość zaskakującym zjawiskiem. Poruszała się dość ociężale, lecz mimo to nie wlekła się za jeźdźcem, a szła z nim w miarę równo. Dopiero spostrzeżenie czworoboku zwróciło jej większą uwagę na otoczenie, poniosła nieznacznie łeb i z nastawionymi uszami zaczęła wodzić wzrokiem po placu. Natomiast wszedłszy na rozprężalnię ożywiła się jeszcze bardziej, a jej krok od razu nabrał większej sprężystości i aktywności.
Nie żądała sygnału, sugerującego ruszenie, wiec kiedy tylko mężczyzna zasiadł w siodle gniada ruszyła aktywnym stępem, co być może nie było zbyt pożądanym odruchem. Tak czy inaczej z chwilą, w której jej pysk znalazł się na lekkim kontakcie nieco spuściła pary i dostosowała się do jeźdźca. Oczywiście niemal od razu opuściła łebsko i wyciągnęła nieco szyję dla własnej wygodny.
- edit... -
Przejazd
Krążąc dookoła czworoboku kobyła uważnie mu się przyglądała, strzygąc przy tym uszami i nie zwracając zbyt dużej uwagi na resztę otoczenia. Jedyną żywą istotą, która również mogła cieszyć się uwagę Scandic był oczywiście James. Klacz tylko z pozoru ignorowała jego sylwetkę, a w rzeczywistości była na nim skupiona i bacznie wyczekiwała jakichkolwiek impulsów. Takowy nastąpił niedługo potem - po otrzymaniu pierwszej półparady przemieliła leniwie wędzidło i ponownie powróciła do swojego wcześniejszego ustawienia, nie sprzeciwiając się ani przez chwilę. Wjeżdżając na czworobok, zastrzygła jednym uchem. Nie planowała się popisywać, ani robić czegoś wbrew mężczyźnie, dlatego potulnie jak baranek kierowała się w wyznaczonym przez niego kierunku, nie próbując zmieniać tempa. Wcześniejsza rozgrzewka nastawiła ją na pracę, więc wszystko powinno iść zgodnie z głównym planem, ponieważ klacz była również bardzo zaangażowana w swoje zadanie. Po linii środkowej poruszała się równym i stałym tempem, korzystając pełnymi garściami z udzielanych pomocy. Ograniczona w punkcie X zatrzymała się natychmiastowo, jedynie obijając ogonem o lśniący bok i wydając z siebie krótkie, bezgłośne parsknięcie. Cierpliwie wyczekiwała kolejnych poleceń, ponownie przemielając w tym czasie wędziło i spoglądając ukradkiem po bokach. Wraz z sygnałem do ruszenia, Scandi znów wypchnęła swój grzbiet oraz lekko zaokrągliła szyję, ruszając dalej. Niezmiennym tempem powoli kierowała się do przeciwnej ściany, by tuż przy C wykonać zakręt. Leniąc się odrobinę, wygodniejszym było całkowite oparcie na pomocach jeźdźca, lecz owe swoje wygięcie wykonała poprawnie. Kobyła nieustannie przygotowana była przyjąć kolejne sygnały, dlatego poproszona o kłus nie była zaskoczona i płynnie przeszła właśnie w ten chód. O dziwo klacz nie wystrzeliła przed siebie jak z procy, ale to dobry znak. Jednym tempem oraz stałym rytmem dotarła do kolejnego punktu, przy którym została poprowadzona na szeroką woltę. Tak jak poprzednio, opierała się głównie na pomocach mężczyzny, lecz postawa jej ciała była jak najbardziej poprawna. Parsknęła cicho, gdy jej grzbiet został bardziej obciążony, podczas wykonywania drugiej połowy okrążenia. Niemniej nie zmieniło to jej nastawienia oraz tempa, ani nie wpłynęło na jej postawę i na to, jakie mogła sprawiać ogólne wrażenie. Nim dotarła do B otrzymała pozwolenie do galopu, więc z cała chęcią przyśpieszyła kroku, wchodząc do ów chodu ze wskazanej uprzednio nogi. Szybko załapała swój rytm oraz wpasowała się w wymagane tempo, którym bez przerwy poruszała się niemal przez całe okrążenie czworoboku. Nieco przyhamowana na ułamek sekundy przygryzła wędzidło, lecz nie zagryzła się na nim. Posłusznie przeszła do kłusa, którego tempo było równie aktywne i energiczne, mimo to nie parła bezmyślnie naprzód. Jej ogon znów obił się o gniady, wypucowany bok, kiedy spotkała się z kolejną półparadą. Wjechawszy na łuk, ponownie skupiła się bardziej na pomocach, przecież to na nich głównie się opierając, podczas wykonywania prawidłowego wygięcia w żebrach oraz szyi i potylicy. Doświadczona kobyła nie miała problemu ze mianą nogi, dlatego kiedy przy X tego od niej wymagano postąpiła tak bez jakichkolwiek wymówek.
James Levrull - 2016-03-10, 22:55 Naprawdę jak na razie klacz mile go zaskoczyła, była w jeździe przyjemna, uważna i przede wszystkim dawała z siebie sporo. W A skrócił lekko wodze przenosząc ciężar ciała tak, by następnie siąść w półsiadzie. W myślach pamiętał o ustawieniu łydki, pięty, pleców i dłoni, w końcu był na takim poziomie, że wolał zaprezentować się w jak najlepszym "wydaniu", a wiadomo, że wraz z coraz większą ilością jeżdżonych koni czasami zapomina się o niektórych istotnych rzeczach w dosiadzie etc. Pilnując ustawienia klaczy prowadził ją w łydkach po kole. Po wyjeździe z wolty usiadł w ćwiczebny, nabierając ją na siebie bardziej, po wcześniejszej wolcie, a następnie wprowadził w B na półkole, na którym zadziałał wyraźniejszą półparadą, by następnie zagalopować przed E. Znów trzymając Scan w ustawieniu prowadził ją w rytmicznym galopie aż do M, po którym lekko zablokował dosiad oraz dłonie, dając sygnał do przejścia do niższego chodu, który w tym wypadku był kłusem roboczym. W C usiadł w ćwiczebny, w ustawieniu pilnował jej uwagi, gdyż po chwili gniada miała mieć sygnał do zatrzymania.
W E pomoce do pełnej parady i w tym stanie trzymanie klaczy 5', po tym czasie sygnał do ruszenia, prawie niezauważalny, do stępa pośredniego. Tu też zwrócił uwagę na jej ustawienie, tym bardziej, że za chwilę mieli wykonać zakręt na linię środkową. Dlatego przypilnował ją na przodzie, prowadząc przede wszystkim w łydkach i dosiadzie, naprowadził klacz po zakręcie na proste pomoce, by następnie w X znów dać sygnał do zatrzymania, kumulując energię w jej zadzie, by nie wisiała na przodzie w trakcie przejścia do stój. Ukłon do komisji, po czym wypuszczenie wodzy i w łydkach i dosiadzie ruszenie do wyjścia z czworoboku, po chwili z uśmiechem na twarzy pochwalił Scan klepiąc ją.
Następnie znaleźli się na rozprężalni, gdzie chwilę z nią postępował, by zacząć przygotowywać się do części skokowej.
ztScandic - 2016-03-10, 22:57
Jeżeli klacz nie nudziła się podczas treningu, to rzeczywiście okazywała się być koniem całkiem przyjemnym do jazdy. Na szczęście na egzaminie na odznakę nie było mowy o nudzie, więc zachowywała się jak najbardziej poprawnie, a nawet dobrze. Lekko skrócona wodza poskutkowała nieznacznie zadartym łbem, który ostatecznie wrócił do swojego poprzedniego ustawienia, które na dłuższą metę okazywało się być wygodniejsze. Niezmiennym tempem poruszała się po kole, teraz przykładając się nieco bardziej i nie spoczywając tak bardzo na samych pomocach jeźdźca, a bo i sama starała się utrzymywać swoje odpowiednie ustawienie, które było istotne, by nie wypaść zadem, łopatką czy inną częścią ciała. Gdy jej grzbiet ponownie został dociążony sapnęła cicho i ponownie przemieliła niesmaczne wędziło. Czując z powrotem znajomy ciężar mruknęła cicho, następnie nieco skracając swój krok, a po chwili wraz z dodanym impulsem przyspieszając do galopu. Poruszała się wzdłuż ścian równomiernym, dość energicznym tempem, by w końcu przy wyznaczonym punkcie - M - zwolnić do kłusa, do czego wcześniej została przygotowana. Kiedy jej grzbiet ponownie został dociążony, znów zmieniła nieco swój wykrok, nadal pilnując się jeźdźca.
Ostrzeżona paradą, którą zresztą wykonała, w wyznaczonym punkcie zastygła bez ruchu. Opuściła nieco łeb i tylko jej uszy strzygły na boki. Odczekała tak tyle czasu, ile od niej wymagano, po czym ponownie ruszyła, tym razem stępem. Jej krok był sprężysty, a ona dość zwarta, nie kołysała łbem na boki. Po wykonaniu zakrętu ponownie zjawiła się na linii środkowej. Przyswajając wszelkie pomoce, przygotowała się do zatrzymania, które ponownie nastąpiło przy X. Obiła lekko ogonem o swój gniady bok i znów cierpliwie wyczekiwała pozwolenia do ruszenia. Otrzymawszy na pysku więcej luzu, mechanicznie przemieliła wędzidło i zniosła niżej łeb, wychodząc z czworoboku i będąc obficie chwaloną, co oczywiście do siebie przyjęła.
Przez jakiś czas grzała swoją posadkę na rozprężalni, ostatecznie udając się na parkur.
zt.Elizabeth White - 2016-03-12, 15:23 O dziwo, Elizabeth nie była zestresowana zdawaniem odznaki. Podchodziła do tego z lekkim dystansem, zamierzając załatwić to szybko i bezboleśnie. Osobiście nie potrzebowała sprawdzenia swoich umiejętności, których była w pełni świadoma, ale chcąc startować w coraz to wyższych klasach, musiała podjąć takie działania. Miała jedynie nadzieję, że Winning ją nie zawiedzie, a ona będzie mogła zaprezentować się w całej okazałości.
Przed odznaką zawitała u siwego, porządnie go wyczyściła, zaplotła mu grzywę i przygotowała sprzęt. Mieli się w końcu prezentować nienagannie, schludnie i elegancko. Na rozprężalni El zaserwowała ogierowi stosunkowo krótką rozgrzewkę, robiąc w między czasie kilka przejść, zatrzymań i wolt. Już w tym momencie starała się poustawiać koniowatego, co by potem nie zaczął jej odwalać. Nie miała z nim w końcu wcześniej styczności, toteż wszystko było możliwe.
Zaraz po wyczytaniu jej nazwiska, przeszła do kłusa roboczego i po ustawieniu sobie odpowiedniego tempa, w owym chodzie wjechała na czworobok. Starała się, by jej postawa była jak najbardziej prawidłowa - plecy proste, pięty wyciągnięte do dołu, palca zamknięte na wodzach. Elastycznym łokciem utrzymywała nieustanny kontakt na pysku, a delikatnymi ruchami bioder amortyzowała każdy krok Winninga. Przed zatrzymaniem w punkcie X, wykonała półparadę, by następnie usztywnić się lekko w miednicy, mocniej dociążyć grzbiet ogiera i równomiernie ściągnąć go na pysku. Po zatrzymaniu w określowym punkcie, wyciągnęła do boku rękę i krótko się ukłoniła. Po chwili ponownie ułożyła sobie wodze w dłoniach, poprawiła swoją postawę i zaakcentowała kłus. Przejście miało być płynne, toteż El przytrzymała chwilę hanowera na pysku, by następnie w pełnej harmonii wypuścić go z zadu do przodu. Na końcu prostej, skierowała ogiera w prawo, z największą starannością wyjeżdżając narożnik. Nie pojechała jednak dalej prosto, tylko od razu posłała Winninga na przekątną. Tutaj też, poprosiła go o wydłużenie, cierpliwie wysiadując każdy krok i łydkami ograniczając możliwość spływania na boki. W K wróciła do kłusa roboczego, przygotowując się do kolejnej figury. Rękę utrzymywała na elastycznym kontakcie, miękko podążając na ruchem konia, chcąc jak najlepiej się z nim zgrać.
Wjazd na woltę poprzedziła półparadą, chcąc skupić na sobie uwagę kopytnego i odpowiednio go przygotować. Precyzyjnie w P ściągnęła go ze ściany, zewnętrzną łydkę przesunęła za popręg pilnując wygięcia w kłodzie, a pulsacyjnymi ruchami nadgarstków wyginała mu łeb. Nie było mowy o wypadaniu ani zadem ani łopatką. Nie wypuściła go jednak z powrotem na ścianę, a zmieniła kierunek przez czworobok. Tam powtórzyła figurę z taką samą dokładności, prowadząc resztę ściany swobodnie. Dopiero przed C zaczęła działać półparadami i przygotowywać Białego do zatrzymania. W owym celu mocniej dociążyła jego grzbiet i zaczęła podbierać na pysku, chcąc by wykonał pełnąparadę na środku literki. Gdy już tak się stało, starała się siedzieć całkowicie nieruchomo, w myślach odliczając przepisowe pięć sekund. Po upływie owego czasu, poprosiła go o stęp pośredni. W M zjechała ze śladu, kierując się prosto do V stępem swobodnym. W V zaś wróciła do pośredniego, by w następnej literce ruszyć kłusem poprzedzonym kolejną półparadą. Na środku krótkiej ściany, po odpowiednim przygotowaniu, wypchnęła Mooda do galopu. Zadbała o galop na lewą nogę, pilnując zarówno ustawienia konia jak i swojego. Na prostej od F do M pozwoliła mu wydłużyć foule, maksymalnie rozluźniając się w kręgosłupie i płynnie podążając biodrami za jego ruchami. Na końcu ściany wróciła do galopu pośredniego, w C wykonując koło o średnicy 15 metrów. Tutaj zastosowała takie same pomocy jak poprzednio, początkowo uprzedzając hanowera o poleceniu. Połowa odznaki była już za nimi.Winning Mood - 2016-03-12, 15:24 Mimo tego, że nie mieli wcześniej ze sobą żadnej styczności Elizabeth nie musiała obawiać się złego zachowania ze strony Moody’ego, czego dowody siwy zdawał się okazywać już od samego początku ich spotkania. Przy czyszczeniu, siodłaniu czy wszelkich innych zabiegach stał grzecznie, cierpliwie znosząc wszystko co brunetka miała mu do zaserwowania. Od czasu do czasu jedynie obracał głowę aby sprawdzić co amazonka kombinuje, a nie wyczuwszy z jej strony żadnego zagrożenia, po prostu tolerował jej obecność, zdając sobie sprawę, że zaraz będzie mu dane rozprostować nieco nogi. Jakże zdziwił się kiedy wychodząc ze stajni dziewczyna skierowała go w miejsce, w którym było zdecydowanie więcej osób niżby się spodziewał. Z początku był nieco podekscytowany, ale wszelkie emocje uleciały z niego kiedy panna White zajęła miejsce na jego grzbiecie. Co prawda cały czas rozglądał się ciekawsko, zatrzymując swe duże, ciemne oczy na coraz to nowszych parach, które także rozgrzewały się przed odznaką, ale dzielnie wykonywał wszystkie prośby amazonki, od razu angażując do pracy zad i lekko zaokrąglając sylwetkę. Był raczej dobrym wyborem do zdawania odznak czy licencji – był dość łatwy w prowadzeniu, szczery i ufny względem jeźdźca.
Poproszony o przejście do kłusa parsknął głośno i ruszył w wyznaczonym przez amazonkę kierunku. Niemalże od razu udzieliła się w nim atmosfera „zawodów” - bo w podobny sposób kojarzył właśnie przejazd na odznakę – i właśnie dlatego poddał się wszelkim zabiegom ze strony Kanadyjki, posłusznie wykonując jej polecenia. Już od samego początku obniżył ładnie łeb, zaokrąglił szyję i włączył do pracy zad, dzięki czemu jego kroki były bardziej płynne i elastyczne. Brakowało mu jeszcze wiele pracy ujeżdżeniowej, ale kiedy się starał to z łatwością przypominał sobie wszystko, czego kiedyś go nauczono.
Prowadzony po równej ścieżce ani na moment nie zszedł z wyznaczonej trasy, dumnie krocząc w samym środku czworoboku. Wzrok wbijał przed siebie, ani na moment nie rozpraszając uwagi, która wyostrzyła się wraz z przekazaniem mu półparady. Uprzedzony o nowym zadaniu przygotował się na otrzymanie komendy, która nastąpiła już w kilka sekund później i jawiła się w wyraźnym sygnale do zatrzymania. Trybiki w mózgu ogiera zadziałały i już w chwilę później zatrzymał się z gracją, ustawiając równo obok siebie nogi w obu parach. Poczekał chwilę, parsknąwszy przy tym głośno gdyż stanie w miejscu było w tej chwili ostatnią rzeczą, której by sobie życzył i kiedy już niemal sam zdecydował o ruchu naprzód, Elizabeth ubiegła go, przekazując wyraźny sygnał do dalszej jazdy. Nie prosiła jednak o stęp, a przejście od razu do wyższego chodu, co Winning wykorzystał i wykonał z dużą ochotą, płynnie rozpoczynając pierwsze kroki kłusa. Ciągle ładnie pchał się od zadu i angażował w pracę z amazonką toteż skręt w prawo czy ładne wyjechanie narożnika były jedynie formalnością. Winning ładnie wpisał się w narożnik, po którym niemal od razu wszedł na przekątną, a poproszony o wydłużenie wykroku chętnie wykonał polecenie amazonki. Z ogromną dokładnością wyrzucał przed siebie kopyta, mocno uderzając nimi o ziemię, aby w chwilę później móc wybić się z jeszcze większą efektywnością. Chód był płynny a równowaga konia niezaburzona, dzięki czemu ani na moment nie spływał z obranej przez brunetkę ścieżki. W punkcie K, choć niechętnie, zaprzestał wyrzucania kończyn, stąpając teraz w sposób, którego ponownie zażyczyła sobie amazonka a upomniany półparadą przygotował się na kolejne ćwiczenie. Wejście w półparadę i wygięcie konia ponownie nie sprawiło większych problemów. Winning cały czas szedł zebrany, toteż swoimi ruchami amazonka jedynie pogłębiała kontakt na pysku, który i tak do tej pory był nienaganny. Ładnie wpisywał się w każdy fragment wolty a zmiana kierunku i ponowne wykonanie ćwiczenia nie zrobiły na nim większego wrażenia, choć cały czas słuchał i wykonywał komendy Elizabeth.
Po zjeździe na ścianę postawił uszy, zachęcony do ponownego skupienia uwagi półparadą i już w kilka kroków później zatrzymał się równo w wybranym przez amazonkę miejscu, niemalże bez zająknięcia. Ponownie krótko parsknął, gdyż stanie w miejscu było jedyną rzeczą, która zdecydowanie mu nie pasowała i po upływie cholernie długich pięciu sekund, ruszył ponownie naprzód, tym razem korzystając z chwili wytchnienia w stępie. Dał się prowadzić amazonce w taki sposób, jaki mu narzucała i chętnie przeszedł do kłusa aby w chwilę później poczuć sygnał do galopu. Ta zmiana ucieszyła go dużo bardziej niż wszelkie poprzednie ćwiczenia toteż chętnie i płynnie przeszedł do wyższego chodu, jeszcze mocniej angażując do pracy zad i raz po raz przeżuwając w pysku wędzidło. Oczywiście z zagalopowaniem na odpowiednią nogę nie było dla ogiera większym problemem, ponownie jak wydłużenie, któremu chętnie się poddał, prezentując się przy tym nienagannie i bardzo elegancko. Powrót do galopu pośredniego potraktował jako moment odsapnięcia i chętnie wjechał na woltę, ładnie się na niej wyginając.Elizabeth White - 2016-03-12, 15:26 Po wykonaniu wężyka o jednym brzuszku w kontrgalopie, przyszedł czas na zmianę kierunku. Elizabeth w F wprowadziła Mooda na przekątną, by na jej środku wrócić do kłusa poprzedzonego półparadą. Starała się by przejście były płynne i pełne harmonii, ale jeżeli odrobinę się posypali, szybko pozbierała kopytnego. Nie było czasu na rozmyślanie, jako że już w narożniku musieli wrócić do galopu. Tym razem Amazonka poprosiła o galop na prawą nogę, szybko ustawiając sobie tempo i dbając o to by foule były sprężyste, okrągłe i miłe dla oka. Owym chodem poprowadziła nieparzystokopytnego od M do F, nakłaniając do wydłużenia kroku i lekko wypuszczając go do przodu. Sama przez ten czas starała się nie wypaść z rytmu i tym samym nie zaburzyć Winningowi galopu. W F powróciła do galopu roboczego, mentalnie przygotowując się do 15 metrowego koła, które mieli wykręcić na środku krótkiej ściany. Na łuku automatycznie podparła go łydkami, nadając odpowiedni tor jazdy i pilnując stosownego wygięcia. Zaraz po powrocie na ścianę musieli powtórzyć figurę sprzed chwili, czyli kolejny wężyk. Po nim schematycznie El wprowadziła hanowera na przekątną od M, przy jej wyjeździe wracając do sprężystego kłusa. Przez krótką ścianę poruszali się kłusem roboczym, ale tylko po ty, by następnie pojechać przekątną od F wyciągniętym. W H jednak z powrotem wrócili do roboczego, w B wjeżdżając na 20 metrowe koło. Wraz z rozpoczęciem wykonywania figury El zaczęła rytmicznie anglezować na odpowiednią nogę, zachęcając ogiera do wyciągnięcia szyi i tzw. żucia z ręki. Po skończeniu owego elementu mogła odetchnąć z ulgą - najgorsze za nimi. Teraz pozostało wjechać na linie środkową, zatrzymać się w X i ponownie ukłonić sędziom, co kobieta oczywiście zrobiła. Na luźniej wodzy zjechała z czworoboku, sowicie chwaląc Winning Mooda za udany przejazd.
z/tWinning Mood - 2016-03-12, 15:27 Kontrgalop był chodem, o którym żaden jeździec już od dłuższego czasu mu nie przypominał, ale mimo wszystko postanowił zaufać amazonce (i sobie) na tyle by instynktownie poddać się wszelkim zabiegom, które wykonała do przestawienia jego ustawienia i powoli przypomnieć sobie o co dokładnie w tym wszystkim chodziło. Poprawnie wykonał wężyk i w chwilę później wszedł na przekątną czworoboku, aby w jej połowie przejść w wolniejszy chód. Mimo obaw amazonki nie wyszło to tak źle jak mogłaby się spodziewać, ale Winning z wdzięcznością przyjął wszelkie pomoce z jej strony, przypominające mu i upominające o poprawnym ustawieniu.
Ponowna prośba o zagalopowanie została wykonana bez większych problemów. Winning nadal ładnie pchał się do przodu, nie sprawiając kobiecie żadnych problemów w prowadzeniu i nadal ładnie prezentował swoją zebraną i zaokrągloną sylwetkę, która w połączeniu ze sprężystymi krokami stanowiła idealną jedność. Poproszony o ponowne wydłużenie fouli chętnie wykonał polecenie, choć to nie wydawało się już tak efektywne jak na lewą stronę – powodem mogła być słabsza prawa strona ogiera, nad którą wypadałoby trochę popracować. Całość została jednak wykonana poprawnie, tak jak i przejście do galopu roboczego zaraz po którym został poproszony o wjazd na woltę. Pospinał się nieco podczas wykonywania jej, ale nie wypadł zadem ani łopatką z ustawienia, które było nieco sztywniejsze niż dotychczas. Po powrocie na ścianę powtórzył wężyk, o który został poproszony i zaraz po nim wjechał na przekątną i przeszedł do kłusa w miejscu, w którym został o tym poinformowany. Znów chętnie wydłużył wykrok po wjeździe na następną przekątną by w chwilę później – w literze H – ponownie go skrócić i zaraz po tym wjechać na dużą, dwudziestometrową woltę.
Zachęcony możliwością wydłużenia szyi zrobił to chętnie, mieląc przy tym w pysku wędzidło. On także odetchnął, nieco zmęczony tym całym kręceniem się po czworoboku kiedy w końcu wjechali na środkową linię by wykonać ostatni element przejazdu jakim było zatrzymanie w punkcie X. Zaraz po ukłonie amazonki wyciągnął się lekko, korzystając z luźnej wodzy, którą mu dała, i wraz z nią opuścił parkur, czując się podbudowany na duchu dzięki podziękowaniom ze strony Elizabeth.
ztBastian Collins - 2016-03-12, 15:27 Bastian w zasadzie nie wiedział czy wzięcie na odznakę Chaosa to najlepszy pomysł jaki miał w swoim życiu, ale zamierzał dać ogierowi szansę i przejechać na nim, choćby miał się walić i palić. Amir był jego pierwszym koniem, w dodatku jedynym zajeżdżonym jakiego posiadał – więc zamierzał się sprawdzić razem z nim, wychodząc z założenia, że nawet jeśli nie uda mu się zdać odznaki to nabierze nowego doświadczenia – ponownie jak gniadosz, który już zdążył odwyknąć od atmosfery zawodów, a zdawanie odznaki wśród wielu innych par można było do takowej zaliczyć. Pojawił się w stajni wcześniej by przygotować tekina do przejazdu. Wyczyścił go odpowiednio, dobrał ładny, biały sprzęt i wygładził na sobie frak, po czym wraz z ogierem wyruszył w dzisiejszą podróż. Nie denerwował się. Był przygotowany psychicznie na wszelkie okoliczności i bardziej niż stres towarzyszył mu spokój i opanowanie. Wierzył, że to podejście pomoże im w osiągnięciu sukcesu.
Na rozprężalni wsiadł na ogiera, porządnie go występował i rozgrzał przed przejazdem. W myślach jeszcze raz powtórzył program ujeżdżeniowy – zawsze miał problem z zapamiętaniem tych wszystkich literek, ale zdawało się, że tym razem opanował układ i wjechał na czworobok kiedy tylko wyczytano jego nazwisko.
Przejazd
Powolnym krokiem skierował Amira ku wejściu na czworobok, a kiedy przekroczyli barierkę zadbał o niego żwawsze tempo. Pilnował by koń szedł prosto przed siebie i zatrzymał go w punkcie X, a więc na środku czworoboku, gdzie ukłonił się do sędziów i chwilę później kontynuował jazdę naprzód aż do punktu C, w którym polecił ogierowi skręcenie w prawo. Już w tym momencie upomniał go kilkoma półparadami, aby wiedział, że coś się święci, i po wyjechaniu zakrętu przekazał gniademu sygnał do zakłusowania a kiedy Amir zmienił tempo, mężczyzna zaczął miarowo unosić się w siodle, anglezując na jego zewnętrzną nogę. Jeśli gniadosz zachowywał się jak przystało na zdawanie odznaki Bastian powiedział do niego kilka słów pochwały w miejscach, gdzie sędziowie nie widzieli, że ustnie komunikuje się z koniem. Nie było mu to potrzebne do szczęścia, a wiedział, że ogiera może to nieco uspokoić, dzięki czemu ich przejazd przez czworobok będzie udany.
W połowie długiej ściany, w punkcie C, skierował ogiera na woltę pilnując przy tym aby gniady wykonał ładne koło i owinął się wokół łydki jeźdźca. Nie zmuszał Chaosa do zebrania się, wiedząc, że nie jest to wymagane podczas zdawania brązu i nie chcąc by przez zamaszyste ruchy łbem zostali oblani. Jego celem było jedynie utrzymywanie konia na kontakcie, przekazywanie mu najważniejszych informacji – zmian kierunku czy chodów – i pilnowanie by szedł grzecznie do przodu, nie wykonując przy tym zbędnych ruchów. Kiedy połowa wolty, wykonana w kłusie anglezowanym, była już za nimi, a para dotarła do punktu stycznego wolty ze ścianą, Bastian usiadł w siodle i w kłusie ćwiczebnym przebrnął przez drugą część koła, już od chwili dając ogierowi półparady, aby kończąc woltę przekazać mu sygnał do zagalopowania. Jeśli ogier wystartował zbyt szybko Bastian dokonał wszelkich starań żeby unormować jego tempo i nie pozwolić ogierowi na pędzenie przed siebie, jeśli jednak zagalopował zbyt wolno, wtedy jeździec upomniał podopiecznego, wciąż korygując jego tempo, aby ostatecznie było takie, jakiego chciał właściciel. Spokojnie wyjechali oba łuki by przy końcu długiej ściany wykonać przejście do kłusa anglezowanego, poprzedzone kolejną serią półparad upominających Amira o dyscyplinie i słuchaniu poleceń. Bastian nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że dopiero po wjechaniu na czworobok zaczął się denerwować tym, czy jako para podołają zdaniu tej odznaki. Teraz, jeśli póki co szło im nieźle a Chaos za bardzo nie kombinował, zaczynał nabierać przekonania, że ich start na odznakę ma sens i faktycznie są w stanie wykonać ten plan.
Nie miał jednak zbyt dużo czasu na zaprzątanie swojej głowy tego typu myślami. W kłusie dotarli bowiem do punktu M, gdzie jeździec skierował konia na przekątną czworoboku, aby w chwilę później znaleźć się w przeciwległym narożniku, w międzyczasie zmieniwszy nogę anglezowania. Tym razem skierował konia w drugą stronę i w połowie krótkiej ściany przeszedł do półsiadu, w którym skierował konia na dużą, dwudziestometrową woltę. Za nimi była już połowa przejazdu.Chaos Amir - 2016-03-12, 15:28 Pojechanie odznaki na koniu, który miał dłuższą przerwę od treningów było dość kontrowersyjnym pomysłem. Nie mniej jednak, pocieszający był fakt, że Bastian wierzył w swojego kopytnego i to właśnie na nim chciał zdawać.
Na rozprężalni Chaos był nieco rozdrażniony. Wyraźnie denerwowały go inne konie i początkowo bardziej skupiał się na rzucaniu im groźnych spojrzeń, niżeli na rozgrzewce. Z czasem przyzwyczaił się jednak do sytuacji i zaakceptował swój los, widząc że i tak nic nie ugra.
Wraz z wejściem na czworobok, ogier lekko się pobudził. Kroczył żwawo, dumnie, co jakiś czas obijając ogonem po bokach. Wcale nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, co może i wyszło mu na dobre. Bastian miał to szczęście, że trafił na jeden z nielicznych, dobrych dni Amira. Gniady był rozluźniony, zrelaksowany i ochoczy do pracy. W X posłusznie wykonał pełną paradę, rolując na chwilę swoją szyję i wypuszczając z nozdrzy ciepłe powietrze. Czekał na sygnał do ruszenia, a gdy już go otrzymał, poszedł jak za dotknięciem różdżki, angażując wszystkie kończyny i ani na chwilę nie zbaczając z wytyczonego śladu. W C skręcił w prawo, wpisując gniade cielsko w narożnik. Półparada właściciela była bardzo pomocna, jako że skutecznie zebrała myśli koniowatego do kupy, co zaowocowało płynnym zakłusowaniem. Podobnie jak w najwolniejszym chodzie, Achał był bardziej do przodu niżeli do pchania. Nie rozpędzał się jednak na siłę, a pozostawał w zdrowym, reprezentacyjnym tempie. Na każde skierowane doń słowo, nieznacznie strzygł uchem, zaraz na nowo skupiając się na serwowanych mu pomocach. Lubił być chwalony i Sebastian zdawał się o tym pamiętać. Za każdym razem nieparzystokopytny dostawał skrzydeł i starał się jeszcze mocniej.
Na woltę wszedł chętnie, ładnie wpisując się w łuk i nie wypadając z niego ani zadem ani łopatką. Dobrze, że Collins nie podjął się pracy nad zebraniem, bo prawdopodobnie napsuło by to tylko nerwów zarówno jemu jak i kopytnemu. A tak? Słowak szedł z wysoko uniesioną głową, ale za to nie walczył z jeźdźcem i posłusznie wykonywał jego polecenia.
Wraz z momentem, gdy Anglik usiadł w siodło, gniadosz nieco zwolnił. Dociążenie grzbietu robiło swoje i sportowcowi nie chciało się nadto wysilać. Jego chód nie stracił jednak na jakości, a Bas zapewne szybko skorygował ową zmianę. Zagalopowanie wypadło niemalże idealnie w punkt, a ogier znowu zaczął mocniej wyciągać kończyny, przez co Brunet był zmuszony go nieco wyhamować. Nie chciało mu się wcale siłować z mężczyzną, toteż odpuścił i przybrał narzucone mu tempo. A niech ma ten swój dzień dobroci! Powrót do kłusa był odrobinę mniej płynny, ale jeździec szybko pozbierał rozsypanego Amira, co nie wpłynęło zbytnio na noty sędziów. Na przekątną wszedł bez większych ekscesów, zaraz po ładnym wpisaniu w narożnik. Trochę śpieszył, ale nie spływał z trasy i nie próbował w żaden sposób uprzykrzać właścicielowi życia. Podobnie było z dwudziestometrową woltą.Bastian Collins - 2016-03-12, 15:29 Zaufanie w jeździectwie to podstawa, a Bastian zdecydował się zaufać Chaosowi, a teraźniejsze zachowanie konia tylko upewniało właściciela, że postąpił dokładnie tak jak powinien. Wiedział na ile mógł pozwolić sobie z ogierem na oczach sędziów, jak powinien zareagować kiedy gniady próbuje go zdominować i czego unikać podczas bycia ocenianym. Dzięki temu pierwsza połowa przejazdu była już za nimi, a Bastian nabierał nieco większego optymizmu z każdym wykonanym elementem. Może jednak otrzyma tę odznakę?
Jeszcze przed wjechaniem na woltę przeszedł do półsiadu, w którym to właśnie wprowadził ogiera na koło. Pilnował aby wyszła im figura o odpowiednim kształcie i wielkości, zwracając także uwagę na tempo konia, który lubił zwalniać w tego typu sytuacjach i jeśli tak stało się także tym razem, mężczyzna starał się go nieco bardziej zaktywizować. W punkcie stycznym przeszedł do pełnego siadu, kłusem ćwiczebnym jadąc aż do połowy długiej ściany, gdzie skierował konia do przeciwległej litery, prowadząc go do niej po łuku. Na tej połowie koła także starał się jechać Chaosa bardziej aktywnie i zachęcać do większego zaangażowania w kłus, nadal nie zawracając sobie głowy zebraniem konia, a jedynie utrzymywał kontakt z jego pyskiem, chcąc mieć pewność, że nie przeoczy żadnego z poleceń.
Już w połowie drogi do litery E upomniał Chaosa jedną półparadą, drugą stosując na moment przed kolejnym sygnałem do zagalopowania, tym razem w drugą stronę. W tym celu cofnął zewnętrzną łydkę, wewnętrzną układając bliżej popręgu i wraz z odpuszczeniem „przytrzymania na pysku” przekazał ogierowi wyraźny sygnał do zmiany tempa, w którym mieli jechać przez około trzy czwarte okrążenia. Jeśli Amir ponownie wyrwał się do przodu, właściciel przytrzymał go dosiadem i upomniał się o nieco wolniejsze tempo. Ponownie skomunikował się z nim werbalnie, przekazując kilka odgłosów mających pomóc mu się uspokoić a przed literą M ponownie „sprzedał” gniademu półparadę, informując go w ten sposób o kolejnej zmianie ćwiczenia. Przytrzymał konia kiedy tylko wjeżdżali na łuk i uniósł się w siodle kilka razy, aby w chwilę później, w połowie krótkiej ściany, ponownie usiąść w siodle i ku literze E udać się w kłusie ćwiczebnym. Tym razem nie pospieszał konia i nie wymagał od niego większej aktywizacji, dzięki czemu w połowie długiej ściany z łatwością wykonał pełną paradę, zatrzymując konia w wymaganym punkcie i zaczął odliczać w myślach standardowe pięć sekund. Z jego ust padła kolejna słowna pochwała kiedy Amir stał grzecznie w miejscu (i jeśli stał grzecznie w miejscu), a po upłynięciu obowiązkowego czasu, dał ogierowi łydkę by ponownie ruszyć na wprost.
W punkcie K, a więc zaraz przed rozpoczęciem łuku ponownie poprosił o zakłusowanie, znów chwilę wcześniej zwróciwszy na siebie uwagę konia. W kłusie pokierował go do połowy krótkiej ściany, w którym to punkcie skierował Amira na środek czworoboku by ostatecznie zatrzymać się w punkcie X. Ukłonił się – wykonując tym samym ostatni element przejazdu i dał ogierowi nieco luźniejsze wodze kiedy wychodzili z czworoboku – tak by sędziowie uznali je za długie, ale w sposób by mógł, w razie czego, zapanować nad ogierem. Podczas wyjazdu z czworoboku nie szczędził mu pochwał i poklepał ogiera kilkukrotnie po szyi.
zt.Chaos Amir - 2016-03-12, 15:30 Odciążony półsiadem ogier nie zwolnił na wolcie, a wręcz przeciwnie. Wyciągnął krok, nie wypadając jednak z figury. Ładnie owinął się w okół wewnętrznej łydki jeźdźca, prezentując nienagannie zgięcie. Dopiero, gdy Bastian usiadł w siodło, ponownie zwolnił, nie chcąc się zbytnio przepracowywać. Nie mniej jednak pozytywnie zareagował na jakikolwiek sygnał aktywacyjny, który miał go zmotywować do efektywniejszej pracy.
Ze ściany zszedł chętnie, całą swoją uwagę skupiając na jeźdźcu i na wykonywaniu kierowanych do niego poleceń. Zagalopowanie próbował wręcz wyprzedzić, jednak przytrzymany przez właściciela, odbiegł od tego pomysłu. W wyższy chód przeszedł chętnie, dynamicznie, od razu obierając energiczne tempo. Być może nawet trochę zbyt energiczne, ale dosiad Anglika przywrócił go do porządku. Tak więc ogier dopasował się tempem do swojego kompana, nie dręcząc go szaleńczym galopem, jak to zwykle bywało na treningach. Powrót do kłusa nie był płynn, ale wypadł w punkt. Początkowo Amir znowu nieco się pogubił, ale już po chwili poprawił jakość kłusa, dociążony Collinsem. Co kilka kroków schylał gniady łeb i parskał krótko, lekko nabuzowany i ożywiony sytuacją. Nie miał jednak czasu na wymyślanie głupot, bo Brunet zasugerował mu kolejne ćwiczenie. Zatrzymanie nie było czymś, czego Achał w owym momencie pragnął. Nie próbował się jednak sprzeciwiać i posłusznie wykonał pełnąparadę w wytyczonej literce. Jednocześnie szarpnął łbem do góry i zamiótł długim ogonem, niecierpliwie oczekując ruszenia. Sebastian musiał przez te całe pięć sekund uważać na swoją postawę. Nawet najmniejszy ruch był w stanie nakłonić kopytnego do ruszenia, co było jak siedzenia na tykającej bombie. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i mogli ruszył stępem, a następnie kłusem. Na środek wjechał chętnie, nie zbaczając ani na moment z narzuconej trasy. W X po raz kolejny się zatrzymał, z niezadowoleniem kuląc przy tym uszy.
Zgodnie z wolą właściciela opuścił czworobok na długiej wodzy.
z/tSara - 2016-03-13, 15:19
Rozgrzewka
Dziewczyna pojawiła się w okolicy czworoboku w towarzystwie swojej rudej podopiecznej. Wcześniej odpowiednio przygotowała kobyłę do prezentacji na czworoboku, ale nie tylko ją - siebie również. W duchu liczyła na to, że Lullabye będzie spokojna i nie zrobi niczego głupiego. W końcu przez jej wybryki blondynka mogłaby się pożegnać z odznaką. Westchnąwszy cicho, spojrzała na podopieczną, którą poklepała po łopatce. Wsunęła stopę w strzemię i szybko się odbijając od podłoża, zasiadła na jej grzbiecie. Działała dość energicznie, coby klacz się nie znudziła półgodzinnym wsiadaniem w siodło. Usadowiwszy się wygodnie, wypchnęła rudą z krzyża, prosząc ją o energiczny stęp. Dała jej luźną wodzę, kontrolując jej ruchy głownie dosiadem i łydkami. Po około dwóch okrążeniach, dziewczyna dokładając łydkę przyśpieszyła rudą do kłusa. Przypilnowała jej, coby zbyt szybko nie wyrwała się do przodu, ale również by się nie ociągała. Od razu narzuciła aktywne tempo i w tym czasie zaczęła pracować nad poprawnym zebraniem. Nie zapomniała o wykonaniu kilku wolt o różnej średnicy, serpentyn, łuków oraz slalomów. Zależało jej na tym, by klacz była dobrze rozgrzana i rozciągnięta, ale nie zmęczona. Skończywszy wykonywać wspomniane figury, powróciły na ślad, gdzie wyjechawszy na długą ścianę, Amerykanka wykonała pomocniczą półpradę, a następnie poprosiła o galop. Na jej oko wystarczyło jedno okrążenie w tym chodzie, dlatego docierając do punktu, w którym przyśpieszyły, zwolniła klacz do stępu. Dała odpocząć jej około minuty, po czym jeszcze przez chwilę poćwiczyły przejścia: stęp-stój, stój-kłus, kłus-stój, stój-galop, galop-stęp. Dziewczyna ponownie dała jej chwilę odpoczynku, klepiąc po łopatce w ramach nagrody.
Przejazd
Na czworobok wjechały od strony A. Dziewczyna od samego początku uważnie pilnowała klaczy - jej ustawienia i odpowiedniego tempa, które miało być aktywne i energiczne. Przyzwyczajona do tego typu prezentacji była raczej spokojna i opanowana, siedziała w siodle prosto ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Prowadziła klacz jasnymi pomocami, nie pozwalając jej na żadne wybryki. Niedaleko wyznaczonego punktu dała kobyle subtelną półparadę, przygotowującą do zatrzymania, a dotarłszy do litery X ostatecznie zatrzymała klacz. Ukłoniła się w kierunku sędziów, a gdy ponownie wyprostowała sylwetkę, dała rudej znak do ponownego ruszenia tym samym aktywnym i energicznym tempem pośredniego stępu. Uważnie pilnowała, by podopieczna kierowała się po idealnie prostej linii, aby nie wypadała z niej ani jedną częścią ciała i aby jej ustawienie wciąż było takie, jakie być powinno. Szczególną uwagę na zachowanie klaczy zwróciła, gdy dojeżdżały do ściany na przeciwko C. Dziewczyna obawiała się, że Lulla będzie próbowała swoich sztuczek i wymknie się spod ściany zbyt szybko. Dlatego zamykała ją w pomocach. Dopilnowała również tego, by narożnik został prawidłowo wyjechany. Zbliżając się do litery M, przypomniała klaczy o sobie poprzez półparadę. Chciała, żeby kopytna była w pełni skupiona i przygotowana na wszelkie zmiany, a taka zmiana nastąpiła już w samym punkcie, gdyż blondynka dołożyła łydkę, prosząc o kłus. Przytrzymała nieco klacz, uniemożliwiając jej zbyt szybki i niekontrolowany start. Jak miała w zwyczaju - od razu narzuciła rudej swoje tempo. Miało być ono aktywne i energiczne, w pełni świadome. Zaś sama rozpoczęła anglezowanie, by odciążyć grzbiet konia podczas kłusa. Przy B (nie przerywając pracy mającej na celu odciążenie grzbietu kobyły) poprowadziła podopieczną na woltę. Druga połowa koła zaczynała się w punkcie E - to właśnie w tym miejscu jasnowłosa zasiadła w siodło, sprawnie przechodząc do kłusa ćwiczebnego. Pozwoliła sobie na większe przypilnowanie kobyły i jej prawidłowego wygięcia, które sugerowała pracą łydki oraz wodzy. Powracając do punktu wyjściowego, tj. punktu z którego rozpoczęły koło, dziewczyna ponowną półparadą przygotowała klacz do zagalopowania. W odpowiednim miejscu zaoferowała jej czytelne pomoce do galopu na wskazaną - prawą - nogę. Następnie skierowała ją na dłuższą ścianę, zgrywając się z jej płynnym ruchem, nie odrywając się od siodła ani na moment lecz podążając za ruchami kobyły swoimi biodrami. Kontrolowała tempo galopu oraz dokładne dojechanie każdego mijanego narożnika. Minąwszy H, mniej więcej w połowie drogi do C, zwolniła rudą do kłusa. Zastosowała wyraźne pomoce zwalniające - dociążyła jej zadek i zamknęła łydki oraz nadgarstki. Ponownie rozpoczęła anglezowanie: tym równym tempem dotarły do punktu M, z którego kolejno odbiły, kierując się na przekątną, przechodzącą przez X i ciągnącą się do K. W środkowym punkcie wykonały zmianę nogi, by do punktu K kłusować z lewej kończyny. Dotarły do A, gdzie Sara znów nakierowała Lullę na woltę - na lewo. Odciążyła grzbiet rudej, wykonując lekki półsiad i pochylając się nieznacznie do przodu. Nie traciła kontaktu łydki z koniem, która skrupulatnie pobudzała klacz i pilnowała jej prawidłowego wygięcia. Wracając do punktu wyjściowego (A), na powrót usiadła wygodnie w siodle od razu kierując podopieczną w kierunku kolejnego punktu - F.
Arsonist's Lullabye - 2016-03-13, 15:20 w s t ę p
Od rana wiedziała, że coś się święci. Wiele par krzątało się po korytarzu stajni i pewnie nie zdziwiłby jej ten fakt, gdyby nie ich elegancki strój. Nikt wcześniej nie wybrał jej na zdawanie odznaki, bo byłby to wybór niesamowicie lekkomyślny, ale jak widać dla Sary nie stanowiło to problemu. Czyszczenie i siodłanie nie mogło przebiec bez udziwnień, gdyż holenderce niezbyt spodobała się możliwość brania w tym udziału. Owszem, lubiła ruch i treningi, ale konieczność rozgrzewki na okolicznej rozprężalni, gdzie zapewne było kilka innych par, sprawiała, że ta w bardzo łatwy sposób potrafiła się rozkojarzyć, co utrudniało odpowiednie rozprężenie Arsonist. Kiedy tylko mijała jakąś inną parę, wrogo kłapała zębami w stronę drugiego konia, strosząc się i jeżąc. Prawie za każdym razem, gdy kobieta zabiegała się o jej uwagę czy próbowała ją uspokoić, reagowała agresywnym zarzuceniem mordy. Koniecznie chciała pokazać jej, że ma nad nią przewagę, choć tak niekoniecznie było w rzeczywistości.
Ostatecznie jednak, mimo niemałych trudności, udało im się przeprowadzić rozgrzewkę, której jednym z celów było zrzucenie całej tej pary z kasztanowatego cielska. Tuż przed wezwaniem była już względnie spokojna i zaciekawiona tym, co miało ją zaraz czekać.
p r z e j a z d
Wjechała na czworobok energicznym, wypracowanym wcześniej stępem. Nieraz była już na zawodach, ale nijak się to miało do zdawania odznaki, stąd też jej zainteresowanie, błędnie mylone z rozkojarzeniem. Wbrew pozorom nie straciła skupienia względem kobiety, a półparada tylko sprawiła, że skierowała uszy do tyłu, wyczekując kolejnych poleceń. Na środku zatrzymała się, ustawiając równo nogi i parskając głośno z noszącej jej ekscytacji. Zarzuciła mordą, następnie według zaleceń ponownie ruszając najwolniejszym chodem, niesamowicie swobodnie czując się na czworoboku. Parokrotnie podrzuciła wędzidło w mordzie, aktywnie się nim bawiąc i przy tym śliniąc obficie. Radarami manewrowała na wszystkie strony, wyłapując najcichsze dźwięki, chociaż i tak nie towarzyszył im żaden hałas, który mógłby niepokoić wkkw'istkę. Wręcz nie była sobą, posłusznie i bez zawahania słuchając właścicielki. Wyżyła się już podczas rozprężenia, więc póki co miała spokój i nie musiała się martwić o to, by nie wylecieć w kosmos . Kobyła głęboko wyjechała narożnik, była stosunkowo giętka pomimo przerwy od regularnej pracy, dlatego bez najmniejszego problemu wykonała ten manewr, spełniając oczekiwania amazonki. Z pewnością bez jej solidnej, stanowczej ręki nie wyszłoby to tak płynnie, ale kobyłka zdążyła się już przekonać, że Sara była osobą trudną do rozgryzienia.
Dzięki kolejnej półparadzie jej przejście w kłus było płynne i gładkie, natomiast Arsonist już od pierwszych kroków w tymże chodzie zachowywała równowagę i lekkość, tworząc w ten sposób przyjemny dla oka obrazek. Stuliła uszy, nieoczekiwanie przytrzymana przed samym zakłusowaniem, wyrażając swoje wieczne niezadowolenie. Tempo holenderki z reguły było nieco szybsze od tego wymaganego przez jeźdźca, więc nie ominęło jej kolejne przetrzymanie i minimalne zwolnienie, na co zamiotła ze złością ogonem, bijąc się nim o zad. Parskała rytmicznie przy co drugim kroku, powracając do zabawy kiełznem, którą przerwała na krótki moment. Wykazując się minimalną niechęcią, zjechała na duże koło w prawo, wyginając się odpowiednio wokół wewnętrznej łydki kobiety i tym samym kreśląc kształtny rysunek okręgu. Nie zapominała o zgięciu w szyi, a nie tylko żebrach, co zaowocowało prawidłowo (jak na nią, bo z czystego lenistwa nie przykładała się tak bardzo, jak potrafiła) wykonanym elementem programu.
Zamknąwszy woltę, przygotowana na to wcześniejszą półparadą odepchnęła się mocniej do galopu, pierwszą foule robiąc wyjątkowo płaską i daleką. Zarzuciła rudym łbem w geście radości, chwilę potem wtórnie się uspokajając i poddając woli instruktorki. Podobnie jak to było w kłusie, z początku chciała narzucić swoje tempo, ale ostatecznie została w tym pośrednim, odpowiadającym dwudziestolatce. Znowu postanowiła sprawdzić czujność jeźdźca i kiedy tylko ta odpowiednio nie upomniała się o wyjechanie narożnika, kobyła z czystego lenistwa ścinała go, niszcząc cały wizerunek harmonijnej i zgranej pary. Bądź co bądź jednak dało je się tak nazwać, choć były nieporównywalne do innych zdających, o co zadbał charakterek Lullabye. Wracając, w wcześniej opisany sposób przejechały większą połowę czworoboku, by finalnie między H i C zwolnić do pośredniego chodu, co też niezbyt spodobało się dziewięciolatce. Przykleiła uszy do potylicy, wyraźnie dając amazonce do zrozumienia, że galop był dla niej kilkukrotnie atrakcyjniejszy. Finalnie zrezygnowała z próby zmiany programu, pozostając w kłusie roboczym. Zaokrągliła sylwetkę, widocznie pracując zadem, po czym wyjechała na przekątną, niesamowicie dobrze trzymając się wyznaczonej prostej linii.
Wróciwszy na ścianę, nie miała okazji długo odpocząć, bo już po chwili czekało ją kolejne koło, lecz w drugą stronę. Poddała się pomocom instruktorki, nieco bardziej dokładnie wpisując w linię wolty. Na pierwszy rzut oka było widać poprawę, gdy porównywało się jej figury z 3 punktu i 7, bo mimowolnie Kołysanka nie była aż tak złośliwym koniem, jakby mogło się wydawać. Owszem, nie pozwalała wejść sobie na głowie, ale potrafiła bardzo szybko znudzić się poprzednim zajęciem i w ułamku sekundy zmienić się w potulnego baranka.