To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Park Narodowy Dartmoor

Eva - 2018-04-22, 16:07

Był młody, więc trudno było mu się dziwić nie? Nie miej jednak Eva wolała aby hormony mu całkiem do łba nie uderzyły albo powiew wiosny i otoczenia kto jak woli. Ona wcale nie kazała mu iść na samym końcu, ale jednak nie pozwalała mu na pędzenie na łeb i szyję. Prowadzenie go w pobliżu Bolero okazało się strzałem w dziesiątkę, no można tak powiedzieć.
-Mój drugi, bo byłam rok temu. - odparła na słowa Briana, który po chwili nieco ich wyprzedził. Kobieta postarała się aby Szufla nieco dogonił tamtego konia, co wyszło im lepiej lub gorzej. Na szczęście sarny nie zrobiły na ogierze większego wrażenia, dlatego po chwili poprosiła go o przejście do kłusa. Poprowadziło go w nim naprzód w kierunku rzeki do której jednak mieli jeszcze kawałek. Po drodze napadły ich jakieś natarczywe muchy, które kobieta starała się od nich odgonić. Po jakieś chwili się jej to udało na szczęście, a na horyzoncie pojawiła się w końcu ów rzeka. Na krótko przed zwolniła ogiera do stępa, podprowadzając go pod zbiornik i pokazując mu go. Dała mu chwilę na oswojenie się z nim, by zachęcić go do wejścia do niego. Miejmy nadzieje że jej się to udało i po krótkim odpoczynku w wodzie, mogli ruszyć dalej do obozowiska. Po chwili ze stępa przeszli do kłusa, a potem nawet na krótko do galopu. Jednak głównie poruszali się kłusem, aż do momentu gdzie natrafili na dzikie konie. Eva zwolniła go do stępa, pilnując by szedł naprzód a nie w kierunku koni. Po ich minięciu wrócili do kłusa, docierając stopniowo do obozu już. Na krótko przed zwolniła go ponownie do stępa i w nim dotarła co celu.
Odprowadziła ogiera do zagrody dla koni, gdzie się nim odpowiednio zajęła. Docierając do bramki zauważyła znajomą postać, której nie spodziewała się tutaj spotkać. Raczej nie jeździł konno skoro nie było go na liście startowej, więc przyjechał w celach towarzyskich?
-Nie spodziewałam się ciebie tutaj. - powiedziała w kierunku Adama, który powoli się do niej zbliżał. Raczej nieświadomie skoro szedł po prostu przed siebie.

Leon - 2018-04-22, 17:06

Z pewnością właśnie dlatego :lol2: Leon nie wnikał co ogier tam porobił z robactwem, ważne że zniknęło. Może rzeka nieco ostudzi zapędy ogiera? No w sensie że niech ochłonie po takim traumatycznym wydarzeniu. Na szczęście nie miał większych obiekcji przed wejściem do niej - uff. Leon miał uśmiech od ucha do ucha na lekko "dziecinne" zabawy ogiera i to wcale nie była obelga. W końcu każdemu się trochę należy nie? Leon też zażył nieco rześkiej kąpieli przy okazji zabawy ogiera, co wcale mu nie przeszkadzało. Spotykając dzikie konie chciał zwolnić ogiera, a ten na przekór chciał szybciej. Ściągnął mocniej wodzę łapiąc lepszy kontakt, ale nie szarpiąc DA przy tym za pysk jak za nie powiem co. Jeśli nie pomogło w ostateczności odgiął rękę do wewnątrz, ściągając go na ciasną woltę. Powinna ostudzić jego zapały względem pędzenia na łeb na szyję, o ile nie chciał się zabić. Nie chciał aby ogier zbyt blisko się spotkał z dzikusami, bo mogłoby się to skończyć dla nich fatalnie. Powrócili ostatecznie do galopu ponownie, trzymając go jakiś czas. Potem przeszli do kłusa i finalnie na krótko przed do stępa, gdzie w nim dotarli do obozu.
Zaprowadził konia do stajni, która była wydzielona dla koni. Odpowiednio do części przeznaczonej dla ogierów, gdzie się nim zajął. Wstawił go do boksu, prosząc o jednego z opiekunów tamtejszych koni o wypuszczenie go na wydzielony zielony teren za jakiś czas dopiero. Podziękował mu za jazdę i wyszedł ze stajni, udając się pod busa. Odebrał z niego swoje rzeczy i rozejrzał się za pewną osobą - Nadyą. Na ten rajd był przewidywalny do bólu i miał pewien plan.

Vivianne Feron - 2018-04-22, 17:44

Jeszcze przez jakiś czas zachodziła w głowę w jaki sposób rurki powinny zostać połączone, a gdy w końcu zaczęła się poddawać (opróżniwszy przy tym niemal całe swoje piwo), na ratunek przyszedł jej Aiden. Kto by pomyślał, że wcześniej przez nią nie mógł opanować konia, a teraz oferował jej pomoc? To tylko świadczyło o tym, jak miły i uczynny był z niego chłopak.. no i nie chowający urazy.
Obróciła się powoli w jego stronę, nie rozpoznając od razu głosu blondyna, ale gdy tylko zorientowała się kto do niej mówi, przybrała na twarzy krótki uśmiech i wystawiła w jego stronę dłoń, w której akutalnie dzierżyła dwie rurki i łącznik.
- Jeśli już uporałeś się ze swoim, to bardzo chętnie - odparła, od razu dodając - mogę się odwdzięczyć - i wskazała na kilka piw, które aktualnie leżały na ziemi tuż obok niej. Tego typu zapłata z pewnością będzie doceniona w tej części rajdu, której chyba większość nie mogła się doczekać.

Amelie - 2018-04-22, 18:34

Ucieszyła się, że pomimo pierwotnych obaw, First obserwując inne konie również weszła do wody, gdzie z początku była spięta, jednak zaczęła się rozluźniać, co zaowocowało nawet tym, że sama Amelie został ochlapana. Zareagowała na to śmiechem, niezbyt się przejmując. W końcu było cierpło, więc wyschnie. Resztę trasy pokonali spokojnie, teren idealnie nadawał się do kłusowania i nawet galopu, tak więc też zrobiły, przez większość czasu poruszając się kłusem, by na krótkim odcinku poprosić ją o galop. Zbliżając się do miejsca docelowego zwolniły z kolei do stępa i spokojnie, oraz niespiesznie pokonały resztę trasy. Białowłosa od razu skierowała się do stajni, gdzie rozsiodłała First Night i odpowiednio o nią zadbała. Wyczyściła ją i obejrzała kopyta, po czym oddała do naprędce stworzonej stajni, gdzie klacz mogła odetchnąć po długim rajdzie. Dziewczyna wzięła ze sobą niewielki tobołem przytroczony do siodła i skierowała swe kroki do busa. W przeciwieństwie do niektórych nie korcił jej alkohol, wzięła natomiast swój dodatkowy bagaż i zarzuciła go sobie na plecy, po czym zachwiała się i cofnęła do tyłu. Chyba jednak tego nie przemyślała. Czy przez wyjazdem ten tobół też był taki ciężki?
Lisa - 2018-04-22, 18:58

Zbliżała się ta część wyjazdu, której Lisa obawiała się najbardziej. Właściwie nie miała znajomych od kiedy grupka jej przyjaciół rozjechała się po świecie, do tego jeszcze Luke nie wziął udziału w tym wydarzeniu... Wszystko zapowiadało, że albo się upije samotnie i będzie biegać w bieliźnie po obozowisku, albo zamknie się samotnie w swoim namiocie... :lol2:
Najważniejsza na chwile obecną było dla niej zadbanie o Devocatis. Po napotkaniu na grupę dzikich koni cała grupa przeszła do kłusa, a Brytyjka starała się trochę uspokoić swoją podopieczną i dodać jej otuchy. Niecodziennie w końcu spotyka się dzikich przedstawicieli swojej rasy... Zbliżając się do zainstalowanej stajni Lisa zadbała głównie o dobre rozstępowanie skarogniadej, przejechały w końcu kawał trasy. Potem oczywiście rozsiodłała ją i wyczyściła, sprawdzając stan kopyt i nóg. Nie znalazła jednak żadnych zadrapań czy skaleczeń. Ostatecznie odstawiła ją do boksu i upewniła się, że ma dostęp do świeżej wody, a następnie przygotowała jej obfitą kolację. Po podaniu jej została jeszcze chwilę w stajni, upewniając się, że Dev ma się dobrze.
Skierowała się w stronę grupek ludzi, którzy rozbijali swoje obozy. Pomachała kilku znajomym twarzom, w tym Jasperowi, którego obecność tutaj totalnie ją zaskoczyła. Była jednak zaradną dziewczynką i postanowiła samodzielnie rozbić swój namiot, nie prosząc nikogo o pomoc. Wzięła więc butelkę wina no i usiadła pomiędzy porozrzucanymi rurkami i kawałkami materiału, próbując dojść do ładu z instrukcja :lol2: .

Caroline Hathaway - 2018-04-22, 19:28

Taki wybryk choćby wcale, Caroline nawet się nie specjalnie nim przejęła. Bawiła się w szpiega szoguna? Nie ładnie nie ładnie. Caroline znała jej historię tylko pobieżnie, ale była dla niej straszna i nie zrozumienia. Jak można po prostu porzucić swojego konia? Nawet jak miało się wypadek? Dla niej to nie pojęte. Kobieta jednak nie traciła nadziei że praca i dobra opieka nad klaczą przyniosą naprawdę dobre efekty, może nie od razu ale jednak. Poza tym należała się cieszyć nawet z małych rzeczy. No niestety idealnie i sielsko wiecznie być nie mogło, ale na szczęście robactwo szybko odpuściła. Kobieta nie poganiała klaczy przy rzece ani nie próbowała siłą wepchnąć do niej, cierpliwie czekała na to co ona zrobi. Na szczęście sama z siebie zdecydowała się wejść do środka i bardzo dobrze. Po jakimś czasie nawet przeszły do galopu, ale zwolniły ponownie na widok dzikich koni. Wola aby klacz nie próbowała się z nimi integrować, ale znając ją pewnie przeszła koło nich obojętnie. Dlatego wróciły po jakieś chwili do kłusa, który utrzymywały przez jakiś czas. Trzymały się do samego końca względnie blisko Drew i Volano, którzy im pewnie towarzyszyli. Na krótko przed dotarciem do obozu przeszli do stępa i to w nim dotarli do niego.
Kobieta zeszła z klaczy, by w ręku odprowadzić ją do odpowiedniej zagrody dla klaczy. Tam ją oporządziła i wkrótce ruszyła w kierunku Drew, który ogarniał swojego ogiera za pewne. Spiorunowała wzrokiem Delfina, który go zaczepił przy okazji przechodząc obok niego.
-Idziemy po rzeczy do busa? - zagaiła do swojego faceta, obrzucając go bacznym spojrzeniem.

Jasper Nowell - 2018-04-22, 20:09

Po pierwszych słowach dziewczyny Jasper uniósł brew w górę. Nie widział bowiem nikogo martwego i żadnego samotnie pędzącego konia, podczas gdy robił zdjęcia, ale być może coś przeoczył albo zwyczajnie nie był na tyle uważny.. Dopiero po chwili zobaczył leżącą na ziemi amazonkę, która bynajmniej nie wyglądała na martwą i miał nadzieję, że nie stało jej się nic bardzo poważnego. Jego instynkt już powoli kazał mu się zająć poszkodowaną, ale gdy ujrzał przy jej boku osobistego opiekuna, ponownie całkowicie skupił się na Delphine, której kolejne zdanie bardzo go zaintrygowało. Zagryzł na moment dolną wargę i zastanowił się, czy w ogóle powinien.
- Zwierzęta mnie chyba nie lubią. No, poza Milką - odrzekł, jakby próbując wymigać się od pogłaskania konia, ale szybko zobaczył upominający wzrok brunetki, na którego widok postanowił zaryzykować! Och Jasper, życie na krawędzi, po prostu.
Powoli wyciągnął rekę w stronę konia i delikatnie ułożył ją na jego pysku, po którym przesunął w górę i w dół. Z każdą sekundą robił to coraz pewniej, aż w końcu podstawił dłoń pod końskie chrapy i pozwolił się obwąchać. Trochę zła kolejność, Nowell, ale chyba można Ci to wybaczyć.
Gdy jednak koń zainteresował się nim nieco mocniej, mężczyzna cofnął rękę, niemalże w taki sposób, jakby się oparzył. Ups.
- Ale spróbowałem! - wytłumaczył się szybko i uśmiechnął szeroko.

Anthony Wayford - 2018-04-22, 20:16

- Nie da się być jednocześnie na uboczu i obok Jess - mruknął pod nosem, grzecznie jednak robiąc swoje. Nie był to wymarzony nocleg, ale raz w roku mogli sobie pozwolić na takie "szaleństwo". Zresztą po wypiciu prawdopodobnie dyskomfort przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie...
- Nie, dlaczego? - Zapytał, nieco zaskoczony jej pytaniem. Zdanie Lucasa nie bardzo się dla niego liczyło, nie obawiał się go też, mimo iż rzekomo miał się trzymać na baczności w razie skrzywdzenia Aaren. Tony uważał to jednak za głupie gadanie, no bo... Co taki Lucas mógł mu tak naprawdę zrobić? No i za co? Tym razem nie zrobił nic złego. - Poza tym myślisz, że to zauważy? Czy zamierzasz mu powiedzieć?

Anna Ross - 2018-04-22, 20:21

Kobiecie udało się cały namiot rozstawić nim Brian pojawił się na horyzoncie. Wrzuciła do swojego namiotu swoje rzeczy, by zaraz do niego wejść i się przebrać. Ubrała się w leginsy i bluzkę w stylu motyla, która de fakto była biała w kolorowe motyle i do tego balerinki na nogi. Pomalowała się, wypsikała i wyszła z swojego namiotu rozprostowując kości i rozglądając się po okolicy. Miała już ruszyć po coś do picia - mocniejszego, ale w ten kogoś dostrzegła. Skrzywiła się przy tym w duchu, że akurat postanowił się rozbić koło niej jakby gdyby nigdy nic. Była krócej niż Brian w kompleksie Orchardu, ale jeździli w tej samej stajni i znali się nie od dziś. Jednak udawali że się jakoś nie znają, co po prawdzie ją bardzo bolało. Już miała faktycznie to olać, ale postanowiła coś z tą sprawą zrobić skoro napatoczyła się okazja ku temu. Obróciła się na pięcie w jego kierunku, by niczym ninja zbliżyć się do niego bezszelestnie.
-Długo zamierzasz udawać że mnie nie znasz? - odparła w jego kierunku, wbijając w niego spojrzenie.

Aaren Wayford - 2018-04-22, 20:30

- Fakt.- Przyznała mu rację rozbawiona słowami bruneta, który mimo wszystko miał rację co do Jessie. Zawsze była w centrum uwagi ciężko było ją zgubić, bo zwykle robiła wokół siebie dużo szumu.
- Nie wiem jak może zareagować, do tej pory był raczej sceptycznie nastawiony do naszego związku.- Wyjaśniła swoje obawy mimo wszystko będąc dobrej myśli. Braciszek powinien się raczej ucieszyć z wiadomości, jaką do przekazania miała mu Aaren. Chodziło tu przecież o szczęście jego siostrzyczki, więc skoro brunetka emanowała radością i szczęście nie pozostawało nic innego jak tylko się cieszyć.
- Nie sądzę aby zauważył, wy raczej nie zwracacie uwagi na to czy kobieta ma na palcu pierścionek. No chyba, że próbujecie ją poderwać...- mruknęła uśmiechając się i zbliżając do Tonego, do którego przylgnęła drobną sylwetką.
- Idziemy po jakiś alkohol?- Zanim jednak podjął jakąkolwiek decyzję objęła go łapkami za szyję i nawiązując kontakt wzrokowy zwilżyła swoje wargi językiem. Wahała się czy powinna zrobić to, na co właśnie miała ogromną ochotę. ;>

Elynn Sands - 2018-04-22, 20:40

Atak dzikiego konia na ich grupę ją zaskoczył i zdziwił, starała się więc trzymać blisko Naomi i Friskiego, który zdawał się mieć świetny wpływ na Noir. Udało im się w końcu oddalić od niebezpieczeństwa, a kiedy emocje opadły Elynn wybuchnęła szczerym śmiechem. W końcu co przygoda, to przygoda!
Reszta terenu upłynęła im raczej spokojnie, a kiedy na horyzoncie pojawiła się stajnia i ich obozowisko, dziewczyna z radością skierowała kasztankę w tamtą stronę. Po uprzednim rozstępowaniu, rozsiodłała ją i wyczyściła, doglądając następnie w boksie i pilnując aby niczego jej nie zabrakło. Po obowiązkach przyszedł jednak czas na przyjemności, więc po pozbyciu się kasku z głowy i rękawiczek z dłoni z ochotą sięgnęła po jakieś zimne piwo. Nic a nic nie paliło jej się do rozkładania namiotu, po prawdzie liczyła też, że może ktoś ją przygarnie i nie będzie musiała tego robić wcale. Z uśmiechem na ustach obserwowała więc innych, upijając kilka łyków zimnego napoju, który był zbawienny po czasie spędzonym w siodle <3.

Aiden Craven - 2018-04-22, 21:15

Ten drobny "wypadek" właściwie puścił już w zapomnienie. Jeździł w końcu na koniach wyścigowych, więc takie poniesienie... Po prostu nie robiło na nim wrażenia. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że nawet dobrze się bawił mogąc nieco poszaleć. Nigdy nie rozumiał co jest fajnego w jeżdżeniu "w kółko", co robili niemal wszyscy jego znajomi ze stajni. Wyścigi to co innego.
Poza tym faktycznie był złotym chłopcem, takim do rany przyłóż i już nie raz dał temu dowód. Niestety, często źle na tym wychodził.
- Właściwie to mój namiot dziwnym trafem nie dojechał na miejsce - odpowiedział, przejmując od Vivianne rurki oraz łącznik. - Ale nic już z tym nie zrobię, także chętnie ci pomogę - wzruszył ramionami, po czym zmarszczył lekko brwi, próbując rozgryźć jak połączyć poszczególne części. Najgorzej było zacząć, ale potem już wszystko szło jak z płatka.
Jej propozycja naturalnie przypadła mu do gustu, bo w sumie czemu miałby z tego nie skorzystać? Coroczny rajd był świetną okazją do tego by wypić ze znajomymi i to większe ilości niż normalnie, bo tu nikt nikomu nie patrzył na ręce.
Za chwilę zabrał się do składania namiotu, do czego jednak pod koniec przydałaby mu się pomoc Vivianne. - Mogłabyś mi pomóc? - Zagadnął, zaraz też wyjaśniając w czym rzecz - chodziło w zasadzie o naciągnięcie płachty na konstrukcję, co wygodniej było zrobić w dwie osoby.

Seth - 2018-04-22, 21:29

Słysząc, że na dobre się rozpłakała tylko mocniej przytulił ją do siebie. Nadal był nieco spięty, nadal była w nim ta złość, ale ponieważ nie była skierowana na Ruth, nie miał zamiaru jej tej wściekłośći demonstrować. Pracował natomiast nad uspokojeniem się, odpuszczeniem, do tego stopnia, by był w stanie mówić. Chciał, żeby obarczała go swoimi problemami, bo to lepsze niż dusić je w sobie, ale nie mógł jej tak po prostu tego powiedzieć.
- To nie prawda. Pieniądze szczęścia nie dają, a pełna rodzina też nie. - odpowiedział, przypominając sobie momenty, w których szczerze nie cierpiał swoich rodziców, chociaż przy rodzinie Ruth, to pikuś. Oczywiście wiedział, że w oczach sądu jest inaczej, że finansowe wsparcie jest najważniejsze, a niektórzy nadal żyli w średniowieczu i mieli przekonania, że samotna kobieta sama sobie nie poradzi z utrzymaniem dziecka i daniem mu szczęśliwego, bezpiecznego domu. O tym wszystkim jej jednak nie mówił, nie chcąc jej dołować. Natychmiast też podjął decyzję.
- Gdybym mógł ci w czymś pomóc, to nie wahaj się i mi powiedz. - powiedział. Domyślał się, że Ruth mogłaby nie przyjąć wspomożenia finansowego, z resztą tak naprawdę nie sądził, by miała problemy z utrzymaniem córki. Pomyślał raczej, że skoro walczy o nią w sądzie mógłby zeznawać na jej korzyść, chociaż z drugiej strony nie miał pojęcia na jakim etapie są jej zmagania sądowe i nie wiedział, czy samotny weterynarz, "zaprzyjaźniony" z Ruth mógłby jej wiele pomóc.
Uspokoił się już niemal zupełnie, jego ręka niewinnie objęła kibić Węgierki, a na dotąd poważnej twarzy Setha pojawił się uśmiech, który wysyłał sygnał: akceptuję.
- W porządku, rozumiem. To znaczy nie rozumiem, bo nie jestem w twojej sytuacji, ale chyba potrafię sobie to wyobrazić. - odpowiedział.
Z własnego doświadczenia wiedział, że ciężko jest zdobyć się na wstrząsające wyznanie, a biorąc pod uwagę zmienną huśtawkę ich relacji rozumiał czemu nie uczyniła tego wcześniej, chociaż na dobrą sprawę mogła mu powiedzieć przez całą ich dwuletnią znajomość, gdy już mu na tyle zaufała, bo wtedy nawet pomimo zacierania granic byli przyjaciółmi. Tak jak teraz, prawda?

Delfinek - 2018-04-22, 21:31

Uśmiechnęła się rozczulona widząc te podchody w obchodzeniu się z grzecznym, bądź co bądź, Fallingiem. Położyła rękę na plecach mężczyzny pilnując przy tym, by dla Księciunia coś nie odbiło. No ale, jak to było zrozumiałe konie też nie potrafią być w stałej nieruchomości, tym samym Jasper uciekł ręką a Delfin cicho zachichotał.
- Ohh, jestem dumna! Dostaniesz nagrodę. - Uśmiechnęła się łobuzersko i pogłaskała go po plecach, głaszcząc drugą ręką policzek Fallinga i patrząc na niego przepraszająco. Wiadomo, Księciunio mógł uznać za uwłaczające uciekanie od jego pięknego ciałka i pachnącego fiołkami oddechu!
Następnie zaś przetarła dłoń o bryczesy i po pożegnaniu się z Fallingiem i zabraniu rzeczy ruszyła z mężczyzną zapewne w stronę samochodu, gdzie znajdowała się cała reszta sprzętu. Była taka szczęśliwa z tego, że się tu znalazł, że dosłownie emanowała zadowoleniem i nawet karcące spojrzenie Caro nie zdziałało na niej nic. Boże, biedny Drew :c
- To co, upijamy się z pijakami-jeźdźcami czy preferujesz w cztery oczy? - Rzuciła biorąc swój sprzęt z przyczepy i wskazała na miejsce z całym procentowym asortymentem. Niech się dzieje wola nieba!

Ruth - 2018-04-22, 21:45

Seth napisał/a:
....


Może i przyjaciółmi, ale czy naprawdę? Milczała zbierając myśli, po czym spojrzała na niego i długo się nie zastanawiając wpiła się w jego usta oddając upust wszystkim swoim emocjom. Delikatnie drażniła jego wargi i choć wszem i wobec byli przyjaciółmi nikt nie mógł im tego odmówić. Oni sami tego nie mogli.
Mógł poczuć słony smak jej łez, jednocześnie też słodkawy jej ust, co dawało mieszkankę godną będących w jej głowie myśli.
- Nie możesz mi pomóc Seth. Potrzebuję małżeństwa i pracy, która daje stałe dochody. - Rzuciła patrząc mu w oczy i odetchnęła głęboko wracając znów do starego układu pt ''Jesteś moim przyjacielem''. Mógł pomóc, oczywiście, że mógł. Nie chciała jednak odstawiać szopki przed sądem, jak to ma pełną rodzinę, kochającego męża, który będzie lepszym ojcem i idealne, poukładane życie, bo tak nie było. Każdy o tym wie.
- Uwielbiam Cię, wiesz o tym co? - Rzuciła i pogłaskała go po ramieniu uśmiechając się delikatnie a następnie wybuchnęła śmiechem kontynuując bolesny, a jednocześnie tak ważny dla niej temat.
- Wiesz, że ona nie jest podobna do nich? To ja po ojcu jako dziecko miałam blond-rude włosy i piegi, matka to typowa Węgierka z ciemnymi oczyma i włosami. Też gra na fortepianie, też uczy się wielu języków, też jeździ konno. Jest identyczna jak ja. - Pokręciła z lekkim niedowierzaniem głową i nabrała powietrza spoglądając na niego z widocznym gołym okiem wzruszeniem.
- Tego nam nie odbiorą.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group