To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Wiosenny rajd

Nearly Perfect - 2017-04-15, 16:26

x GRUPA SIÓDMA x

Nie no, może jej nie zabije na tym rajdzie :lol2: Perfect zaczęła się ciut niecierpliwić, kiedy w końcu Caroline odesłała ją do stępa. Nie robiło jej różnicy, gdzie je ustawiła w stawce kobieta, o ile nie szła na szarym końcu. Żaden z koni idących w stawce nie wzbudzał w niej negatywnych odczuć, jeżeli rzeczywiście szła w pobliżu Hanky, starała się nawiązać z nią jakiś lużny kontakt. Na razie poruszali się polną drogą. Kasztanka rozglądała się wokół jednak nie znalazła żadnych czynników, które mogłyby wpłynąć na nią negatywnie, dlatego zachowała spokój. Poruszała się naprzód aktywnym stępem, trzymając się we wspólnym tempie grupy. Gdy dotarli do wzniesienia nie wzbudził on w klaczy niepokoju, zwłaszcza, że konie na przedzie go pokonały, więc no, nie mogła być gorsza. Caroline lekko ją popędziła w tempie, selle francais pokonała wzniesienie, po czym właścicielka zwolniła ją do poprzedniego tempa.

Harley Davidson - 2017-04-15, 16:26

x GRUPA CZWARTA x
Kłus, jakim pokonywali wał, zdołał na chwilę odciągnąć uwagę Blooregarda od głupot. Miało to swoje dobre i złe strony, bo przez brak nieustannej obserwacji kompletnie nie zauważył stada kaczek. Jakie było jego zdziwienia, gdy nagle chmara hałasujących ptaków poderwała się do góry! Ponownie wykonał szybki skok w bok (w kierunku przeciwnym do kaczek), wpadając przy tym na innego konia - o ile jakiś w tym momencie znajdował się obok. Na tym jednak poprzestał, chociaż jeszcze przez pewien czas był spięty i mocno zestresowany. Jezdnię nie mniej jednak przekroczył spokojnie, bo do wszelakich pojazdów był przyzwyczajony dużo bardziej, niż na przykład kupki gruzu, która wydawała mu się dużo straszniejsza :lol:
Jazda bez trzymanki zaczęła się dopiero, gdy wyjechali na plaże - wielki, otwarty teren z mnóstwem miejsca do biegania. Srokacz zaczął odrobinę caplować, podniecony tym widokiem, ale jego męki wkrótce zostały skrócone. Gdy pierwszy koń ruszył galopem, ogier nie zwlekał ani sekundy. Z poleceniem Harleya, czy też bez niego, przeszedł w wyższy chód, od razu obierając dość dynamiczne tempo. Zatracił się w tej pogoni na tyle, że powoli zaczął ignorować siedzącego na jego grzbiecie faceta, skupiając się tylko na wyścigu. A był całkiem szybki i zwinny, toteż dość sprawnie przedarł się na początek grupy, maksymalnie wyciągając swoje smukłe kończyny. Na próbę skrócenia go przed wjazdem na klif odpowiedział dość mocnym barankiem, nie mając zbytnio ochoty wracać na tył. Pobuntował się jeszcze przez chwilę, ostatecznie roboczym tempem wchodząc na klif. Ładnie pchał się przy tym zadem, zaczynając czerpać przyjemność z tej wyprawy.

-Hola, hola, spokojnie! - mruknął, gdy tylko ogier spowodował kolizję na wale.
Na szczęście tylko nim zatrzęsło, ale zdążył się uchwycić jego szyi i nie fiknąć podczas tego nagłego skoku na bok. A już myślał, że wszystko będzie okej! Gdy poczuł, że podczas plażowej galopady traci kontrolę, zdecydował się na posłanie Bloo kilku półparad, przypominających, że nadal jest na jego grzbiecie. Przed wjazdem na wzniesienie zaczął walczyć jednak o pełną sterowność - toteż gdyby Bloo miał go w poważaniu i dalej pędził naprzód, Harley sprowadzał go na koła w prawo, na plażę. I tymi łukami wymuszał na nim chwilowe choćby zwolnienie tempa i usłuchanie pomocy. Gdy udało mu się srokacza opanować chociaż trochę, skierował go w galopie roboczym na górę wzniesienia. Na szczycie klifu zwolnił go do kłusa, a następnie stępa i nagrodził ciepłym słowem i poklepaniem, za - miejmy nadzieję - bezproblemowe zareagowanie na pomoce. Harley rozejrzał się jeszcze naokoło, czy Joy podąża ich tropem i nadal trzyma się zastępu. Miał nadzieję, że nie zgubiłą się nigdzie podczas ich galopady!
Wykorzystał całą długość klifu na wyciszenie, rozluźnienie Blooregarda. Gdy zyskał pewność, że ogier niczego nie odpieprzy przeszedł nawet na luźną wodzę, pozwalając mu wyciągnąć szyję i w stępie pogłębić oddech, odpocząć po tej chwilce galopu. Zdecydował się nawet na zjechanie ze wzniesienia stępem, co by nie prowokować ogiera do szaleństw. Zamknął go już w pewnych pomocach, wziął na kontakt. Mocno oparł się w strzemionach, co by nie zsuwać się w siodle w przód i móc choć trochę odciążyć czołowe kończyny ogiera. Jeśli reszta zastępu zdecydowała się na inne tempo to po prostu pozwolił sobie na przyspieszenie, dogonienie ich już na piaszczystym brzegu morza. Niechętny do zaliczenia kąpieli w całym jeździeckim rynsztunku puścił Blooregarda galopem kilka metrów od linii wody, zaraz za zastępem. Ogier zaserwował mu trochę rozrywki, ale i trzeba przyznać, że nieźle się sprawował... Wedle trasy niedługo mieli znaleźć się w obozie, więc pozwolił srokaczowi nacieszyć się ostatnimi chwilami galopu i domknął go tylko łydką przy przejeździe przez płytki, wodny kanał. A, niech się nabiega, jak tak lubi! Gdy w oddali zamajaczył się obóz zaczął walczyć o uwagę pana Niebieskiego i stopniowo sprowadził go do kłusa, a następnie stępa. W tym tempie zaserwował mu jeszcze kilka minut wyciszania się i dopiero wtedy, gdy zyskał pewność, że rozstępowanie można uznać za odbębnione, oswobodził go ze swojego ciężaru, siodła, juków - i już na terenie zagrody - także z ogłowia. Jessie była już na miejscu, więc możemy uznać, że skonsultował z nią, w jakim towarzystwie zostawić łaciatego. ;) To była też dobra chwila na ponowne zlokalizowanie Joy i wyczochranie jej za dzielne towarzyszenie jeźdźcom w podróży.

    obóz

Pamiętał, jak dobrze bawili się podczas ostatniego rajdu, jak nieograniczony był dostęp do alkoholu, toteż po odstawieniu sprzętu od razu przerzucił przez plecy swoje juki, psie rzeczy, które przetransportował na miejsce stajenny van i wziął się za rozkładanie dwuosobowego namiotu. Wybrał miejsce tuż pod klifem, gdzie kilka większych kamieni mogło osłonić namiot od wiatru i gdzie łatwiej było zabezpieczyć namiot, bo ziemia była twardsza i mocniej ubita. Rzucił wszystko na piach, postawił przed swoją ukochaną psicą miskę wody i gdy ona była zajęta chlaniem, on przygotował im miejsce snu. Namiot postawił szybko, sprawnie i od razu wrzucił do środka gruby koc, który służył Joy za wyjazdowe legowisko, jakieś jej zabawki i obok także swój śpiwór, plecak z jedzeniem owczarzycy i rzeczami na przebranie.
Pogoda była dość ładna, więc nie fatygował się przebieraniem się w namiocie. Po prostu przez chwilę poświecił bokserkami, kiedy zmieniał bryczesy na normalne jeansy i wytatuowaną klatą, gdy trochę zgrzany t-shirt zastąpiła świeża koszulka i koszula w kratę. Oficerki rzucił obok namiotu, co by wywietrzały i ruszył do brzegu morza, by pomoczyć sobie stópki, trochę się orzeźwić. Woda z pewnością była jeszcze chłodna i na razie o pełnej kąpieli w morzu nie marzył. :lol: Nie zostało im chyba nic innego, jak czekanie na resztę grup.
-Jak się podobała podróż, Joy?

Carcassonne - 2017-04-15, 16:29

x GRUPA PIĄTA x

Wepchnął się na górę bardzo grzecznie, wyciągając szyję by rozejrzeć się po okolicy. Był sprytnym i przyjacielskim koniem, choć również miał swoje odpały. Lubił sobie pogryźć czy pobrykać, ale nigdy nie na tyle, by zrobić komuś krzywdę. Na wale zatrzymał się potupując na pozostałe konie. Fakt, że jechał obok klaczy napawał go dumą. Prychał i stroszył się w stronę drugiego siwka a do klaczy wyciągał przyjacielsko nos. Nie chciał jej zagryźć, po prostu poznać jej zapach. Jeśli mu na to pozwoliła prychnął przyjaźnie skupiając się na pomocach kobiety i idąc dumnie dalej w swoją stronę.

Latte Macchiato - 2017-04-15, 16:40

x GRUPA SIÓDMA x
Co do wału to pokonała go sprawnie, następnie jadąc tak jak dziewczę nakazało. Kłusowała stałym, narzuconym tempem skupiając się na pomocach dziewczynki i poczynaniach ogiera obok. Podobnie jak z wałem było z kaczkami - zamiast się spłoszyć zadrżała tylko na ich widok i prychnęła lekko się strosząc w ich stronę, jak gdyby w obronie dziewczynki. Prócz tego szła spokojnie jedynie lekko drżąc, co zaraz minęło. Przed ulicą zatrzymała się od razu, cofając o krok, jeśli przejeżdżał jakiś samochód. Jeśli nie to pogrzebała nogą idąc z ochotą od razu po sygnale od Franceski. Na kolejne sygnały przeszła do kłusa w którym uciekała w obok z dala od brzegu klifu a w galopie szła w lekkim zgięciu z obawy o upadek. Pierwszy raz spotkała się z tego typu rzeczą jak urwany brzeg. Dla niej zawsze przestrzeń była równa mniej więcej, bez zbędnych dołów. Klif budził jej niepewność, ale też ciekawość które po jakimś czasie ostały a klacz biegła w stałym tempie i pełnym skupieniu.

Falling Away - 2017-04-15, 16:42

x GRUPA SIÓDMA x

W końcu cała grupa się zebrała i ruszyli swoje zadki, co niezmiernie ucieszyło Fallinga. Mniej go ucieszyło, że na razie szli stępem, ale nawet nie wyrywał się do szybszego tempa i chodu, przynajmniej na razie. Odpowiadało mu ustawienie w środku grupy, im dalej od Volano, tym lepiej, chociaż marsz na końcu grupy byłby dla gniadego nie do przyjęcia. Póki szli polną drogą ogier nie wydziwiał, poruszał się aktywnym stępem, ale nie próbował zanadto przyspieszać i wyprzedzać konie przed nim. Ponieważ Marcus trzymał się blisko Caroline i Drew, KWPN miał w pobliżu dwie klacze, które zaczepiał, ale bardziej "przyjacielsko, niż nachalnie, w końcu trzeba być dżentelmenem. Kiedy wyrósł przed nimi wał, czterolatek nie miał problemu z jego pokonaniem. Przyspieszył podczas wspinania się na wzniesienie, pozostając jednak w ramach stępa i majtając radośnie ogonem, obijając nim o swoje boki.

Joy - 2017-04-15, 19:11

Dzielnie starała się dotrzymać kroku swojej grupie, co nie było wcale takie proste, gdy jeźdźców naszła ochota na galopowanie. Suka biegła wówczas z boku, nie wchodząc nikomu pod nogi i poruszała się w pełnym pędzie. Była jeszcze młodziutka, więc mogła sobie pozwolić na tego typu rozrywki bez uszczerbku na zdrowiu. Na szczycie klifu zwolniła do wolnego truchtu, ziejąc przy tym i idąc z nisko opuszczonym łbem, lecz nie traciła czujności. Później znowu zeszli na dół, na plażę, gdzie ochoczo wbiegła do wody i nie zważając na jej słony smak, napiła się trochę. Nie minęła chwila, jak znowu wytrwale goniła konie, by wreszcie dotrzeć do celu - czyli obozowiska. Kiedy Harley zajmował się oporządzaniem Bloo, suka wślizgnęła się na jedną z kwater i dorwała do wanny z wodą, nie zamierzając czekać na miskę. Pijąc łapczywie łypała tylko ślepiami na boki, czy żaden koń nie próbuje jej pogonić. Gdy skończyła, wróciła do Harłaka i zeszła z nim na plażę, gdzie położyła się w chłodnym piasku i obserwowała poczynania właściciela. Podczas gdy on się męczył, ona wciąż ziała i uspokajała oddech. Mimo to postanowiła mu towarzyszyć w podejściu do morza i natychmiast zerwała się na równe łapy, by przy nodze Harleya podejść do brzegu i wejść do wody wszystkimi czterema łapami. Kiedy się do niej odezwał, zamachała ogonem i zaczęła się przymilać, najwyraźniej będąc w doskonałym humorze.
Femme Fatale - 2017-04-15, 21:37

x GRUPA SZÓSTA x

Kaczki dość szybko przestały robić na niej wrażenie, musiała sama zauważyć, że one boją się jej bardziej niż ona ich. Nie chciała wystraszyć dziewczyny na grzbiecie, jej początkowa reakcja lekko wybiła ją z rytmu, gdyż złapała ją za szyję i w ten sposób Femme szybko zwróciła na nią uwagę. Przestała wierzgać, jednak jeszcze trochę pochrapywała ze zdenerwowania. Minęła kilka chwil, aż uspokoiła się do końca, po czym już spokojniej ruszyła za grupą, lekko ich nadganiając. Liczyła, że już żadnych kaczek po drodze nie zobaczą, bo chyba na zawał padnie i zwieje, gdzie pieprz rośnie. Bądź co bądź te pierzaste stworzenia wyglądały jak małe krwiożercze demony, które lubią jeść końskie kopyta :lol:

Liam - 2017-04-15, 21:53

x GRUPA SIÓDMA x

Aż miał ochotę się uśmiechnąć, gdy ogier zareagował pozytywnie na jechanie na przodach i tym samym na niejakim prowadzeniu grupy. Wyglądał, jakby czuł się ważny, odpowiedzialny za powodzenie jakieś ważniej misji, Liam tylko się zastanawiał ile czasu potrwa taki stan. Po wspięciu się na wał nadal pozostali w kłusie, było dość bezpiecznie, co pozwalało im na takie działanie. Nie minęło wiele drogi, a spotkali się z kaczkami, które zdążyły wystraszyć pierwszą grupę, lecz oni byli tak daleko, że kaczki zdążyły się już ogarnąć i nie robić im większych kłopotów, a Liam nawet z chęcią poprosił ogiera o aktywniejszy kłus, by pokonać tę strefę kaczkową w szybszym tempie i mieć to z głowy. Dopiero pod koniec wału zwolnił go do stępa by spokojnie zejść w dół. Wyjechali na ulicę, gdzie najpierw obowiązkowo się rozejrzał, a dopiero później ruszył w dalszą drogę, gdzie już rzut beretem do plaży, na której widok Liam od razu się uspokoił, bo tutaj nie było niebezpieczeństwa istot trzecich. Na plaży od razu popytał innych o to, czy chcą galopować i sam wypchnął i dał łydkę karemu do galopu wzdłuż morza, a później pod górę i górą, przez znaczną część klifu. Kierowali się za resztą grup w stronę żwirowej drogi w dół, która oddzielała ich znowu od plaży. Tam też zwolnił ogiera do stępa, by na spokojnie przejść przez spadek terenu, aż do ostatniego odcinka rozciągającej się plaży.

Diego Montana - 2017-04-15, 22:22

x GRUPA TRZECIA x

Dobrze że ogier był zainteresowany również otoczeniem, bo przynajmniej nie odwalał nic jeszcze. Diego był zadowolony z ogólnej pracy z ogierem, bo niewiele mógł mu przez ten cały czas zarzucić. Gdyby jakiś jeździec przesadzał z bliskością, prosił go jednak o oddalenie się nieco od nich. Wolał nie testować cierpliwości ogiera, bo życie mu miłe i życie ogiera także. Diego praktycznie dawał ogierowi totalny luz, trzymał go na delikatnym kontakcie i pilnował tylko jego ruchu naprzód. Tak rajd to była zdecydowanie miła odmiana <3 Nie można tylko skakać i się kisić w boksie/na pastwisku.
-Chyba lubisz takie nieco stuknięte konie Brian. - odparł do przyjaciela, uśmiechając się na jego słowa. Miał wyścigowca i achał był jego? Strasznie dużo go ominęło od ostatniego spotkania z facetem, chyba trzeba będzie to nadrobić.
-Mój też drugi i drugi na Dragonie, ale z tego co wiem to Latte też tu jedzie. Zdecydowanie lepiej się sprawdzi tu pod juniorką, niż pode mną. - odparł na słowa Evy. Nie miej w sumie nawiązując tu do ogólnej rozmowy. W sumie cieszył się że gniada się też ruszyła, a na pewno lepiej się sprawdzi pod młodą niż pod nim. No bo G-Dragon raczej dla juniora średnio, choć młoda miała dwie odznaki. Po wspięciu się na wał całej reszty, spojrzał na swoją grupę.
-Kłusujemy? Wydaje się to idealny teren do tego. - odparł z zapytaniem do swoich. Zakładam że nastąpiła ogólna zgoda, więc poprosił ogiera łydką o kłus. Narzucił mu raczej stałe tempo, kierując go wałem naprzód. Zauważył również kaczki w oddali i skrzywił się na nie, rzucił do grupy krótkie UWAGA. Domyślał się co się stanie zaraz, skupił gniadosza na sobie za pomocą półparad i starał się go przepchnąć tak, aby nie myślał o tych cholernych ptakach i tym co robią.

Valkyria - 2017-04-15, 23:27

x GRUPA DRUGA x

Klaczka kiedy tylko mogła chętnie korzystała z chwili odsapnięcia w stępie, wiadomo całodobowy wypas ma swoje plusy, na pewno ma i tak bardzo dobrą kondycję, ale tam nie wyrobiła takiej jaka potrzebna jest tu. Dzielnie maszerowała przed siebie, bojąc się coraz mniej wszystkiego co ją otacza. W razie kiedy zaczęły się wyścigi całej grupy chętnie podejmowała wyzwanie, zostając jednak mocno w tyle za dużymi końmi. Na pewno jednak taki wysiłek się jej przyda od czasu do czasu, by rozwijała się jak najbardziej poprawnie, tak by geny spokojnie mogły się pokazać z jak najlepszej strony!
W momencie wejścia na plażę stanęła zmachana jak wryta obserwując szumiące morze z zafascynowaniem, nie zbliżyła się jednak do niego na razie nerwowo grzebiąc kopytem w tej wielkiej piaskownicy. Ruszyła za końmi, a jeśli któryś z jeźdźców zdecydował się na wejście do morza od razu podczepiła się pod zad owego konia, gdyż ciekawość wejścia do wody była ogromna. Wyglądało to jednak komicznie kiedy woda zbliżając się na nią płoszyła ją tak, że odskakiwała i zbliżała się do niej kiedy się oddalała. Po jakimś czasie zaczęła już moczyć kopytka nie idąc jednak głębiej, bo fale tam atakowały bardziej!

Christian Levrull - 2017-04-15, 23:34

x GRUPA PIERWSZA x

Wyścig wyścigiem, ale starał się przy starciu z pozostałą dwójką, która podjęła wyzwanie nie przesadnie przeć naprzód, nie chcąc przegiąć, tym bardziej nie znając ani ich ani ich koni. Sam jednak nie mógł się powstrzymać, więc nawet udało mu się "trzymać przód", by pod koniec prostej pod górkę zwolnić bezpiecznie i przejść na chwilę do stępa. Z górki jednak zjechał stępem czasami podkłusowując, chcąc dać chwilę ogierowi na oddech, przy okazji nie chcąc go przeciążyć.
Po wjeździe na plażę nie mógł sobie odmówić wjazdu do wody, jeżeli nie stwarzał problemów wszedł po nadgarstki do morza, chwaląc ogiera za dowagę. Jeśli jednak ten bał się fal odpuścił pozostając na plaży. Kiedy wraz z resztą stanęli przed przecinającym plażę wpływem do morza pogładził ogiera po szyi pewnie wjeżdżając do wody, która w przeciwieństwie do morza była stojąca, nie płosząc więc swą ruchomością. Do tego mielizna zachęcała większość koni do pokonania jej. Po przekroczeniu wody pochwalił ogiera pomału kierując się w stronę obozowiska.

/w następnym poście napisze wejście do bungalow, bo nie mam na to weny teraz. ;d

Naomi Eaton - 2017-04-16, 15:12

x GRUPA SIÓDMA x

Na pytanie juniorki odpowiedziała skinieniem głowy, któremu towarzyszył szeroki uśmiech. Po dzień dzisiejszy była szczęśliwa z zakupu Friskiego - był naprawdę fajnym koniem, zarówno pod względem charakteru jak i umiejętności. Nawet jeżeli nie był jej wymarzonym, krótkonogim fiordem/haflingerem/konikiem polskim, to za nic by go nie wymieniła.
Galopując pod górę pozwoliła siwemu na rozwinięcie takiej prędkości, na jaką miał ochotę. Niemal nie odczuła podrzucenia zadem dzięki półsiadowi, który przybrała na czas pokonywania wzniesienia. Na górze klifu przeszła do kłusa, a potem do stępa i pochwaliła konia głaskaniem po szyi. Jadąc górą, oglądała rozpościerające się stąd widoki, w takich chwilach jak ta przypominając sobie, za co tak lubiła tutaj mieszkać.
Niebawem zjechali z klifu stępem, po czym kontynuowali jazdę plażą aż do obozowiska. Morze wyglądało dzisiaj tak ładnie, że w porozumieniu z grupą Naomi raz jeszcze zachęciła siwego do galopu brzegiem morza, by wkrótce przeciąć także ujście potoku i dotrzeć na miejsce.
Stępem ponownie wjechała na klif i oporządziła konia, którego umieściła w zagrodzie. Później mogła się zająć już tylko sobą, więc wzięła swoje rzeczy i zeszła w dół klifu by rozbić na plaży namiot. Nie miała z tym najmniejszego problemu, więc już po kilkunastu minutach miała gdzie umieścić swoje rzeczy. Wówczas przebrała się jeszcze z jeździeckich ciuchów w "normalne" i wyszła z namiotu by rozejrzeć się po zbierających się na plaży uczestnikach rajdu.

Lara - 2017-04-16, 15:22

x GRUPA TRZECIA x

Czuła na sobie wzrok mężczyzny i nie było to dla niej niczym przyjemnym. I mimo, że również go nim obdarzała, to nie czuła ze swojej takiej ''siły'' jak od Diego. Jej spojrzenie było bardziej orientacyjne, w końcu jedzie po nieznanym sobie terenie z nieznanymi (w większości) ludźmi i na nieznanym koniu. Wiedziała tylko, że na tym wyjeździe gdzieś tam jest również Drew, którego znała z pracy oraz znany jej aż za bardzo Argentyńczyk. Wszyscy inni byli jej kompletnie nie znani.
Fakt kaczek odkrywała spory kawałek przed nimi. Widziała, że pływają i przykuły same jej pozytywne wspomnienia do czasu, kiedy zdała sobie sprawę, że przecież w obecnej sytuacji kaczki nie są szczytem bezpieczeństwa. Skupiła ogiera na sobie pomocami półparady i skierowała się bliżej Evy i kucynki. Tam trzymała ogiera na kontakcie tak, aby jej się nie wyrwał ale też nie boleśnie dla niego. Krzepę w łapie w końcu miała. O ile ogier zbytnio nie świrował pogłaskała go po szyi i rozluźniła mu w pysku ruszając dalej. Postanowiła zostawić Briana ostatniego, tak, jak chciał tego wcześniej i dała mu to do zrozumienia lekkim uśmiechem, jak gdyby współczującym kiedy go mijała a jadąc już obok kobiety zagadała.
-Ładna klacz... Niemiecki Wierzchowy?

Eviline - 2017-04-16, 15:38

x GRUPA PIERWSZA x

Podjechała do wody bez wahania, jednak poczekała, aż kilka koni pójdzie pierwszych, by karosz zobaczył, że woda jednak nie jest taka zła na jaką wygląda. Zebrała się w sobie i stępem zaczęła wprowadzać ogiera do wady, przez cały czas przemawiając do niego uspokajająco. Ev zawsze przekładała dobro konia nad swoje, więc w razie problemów dalej go zachęcała, była w stanie nawet zsiąść i wleźć razem z nim do tej wody, ale pozostawiła to sobie na ostateczne rozwiązanie. Nie ważne jak pokonali kanał, ważne że w ogóle to zrobili.
Reszta drogi do obozowiska upłynęła już w spokoju i bez ekscesów, a postanowiła ją już pokonać tempem całej grupy, bez zbędnych szaleństw, gdyż ewidentnie starczyło im na dzisiaj terenowych doświadczeń. Po dojechaniu na miejsce najpierw zajęła się ogierem, zdjęła z niego tobołki, rozsiodłała i wprowadziła do jednej z prowizorycznych "zagród", postarała się też, by obok był koń, który jest w miarę towarzysko nastawiony do innych, ewentualnie ktoś później dostawi tam swojego. Sprawdziła mu kopyta, czy aby żaden kamień się w nich nie znalazł, dokładnie sprawdziła też jego nogi, by mieć stuprocentową pewność, że wszystko jest w porządku. Dała mu marchew i poklepała po szyi w nagrodę za odwagę.
Później zajęła się sobą, wyczyściła sprzęt ogiera, a następnie złapała za toboły i wybrała miejsce na plaży do rozstawienia namiotu. Zabrała się za to od razu, z w pełni trzeźwą głową, więc nie było to dla niej jakieś trudne. Mocno wbiła kołki, by jej namiot nie zwiał przy ewentualnym wietrze, a gdy wszystko było gotowe, ogarnęła całą przestrzeń w środku. Zziajała się całym przedsięwzięciem, więc po zakończeniu wszystkich czynności usiadła na plaży i w oczekiwaniu na innych oglądała widok na morze.

Petit Coeur - 2017-04-16, 16:01

x GRUPA CZWARTA x

Wspiąwszy się na klif chętnie skorzystała z możliwości odpoczynku i idąc już stępem, wyciągnęła nos w kierunku ziemi. Była przyzwyczajona do wysiłku zupełnie innego rodzaju, stąd też rzeczywiście zdążyła się zmachać tą solidną dawką galopu. Jednak ze względu na to, że niegdyś miała do czynienia również z WKKW, dość szybko się zregenerowała. Zjechała stępem z klifu na plażę, gdzie po dobiciu do linii brzegu ruszyła za resztą koni galopem, oczywiście dopiero po otrzymaniu do tego komendy od Elizabeth. Nie próbowała się ścigać z resztą, jedynie dotrzymywała ogierom kroku, galopując w pewnym oddaleniu i nic, a nic nie bojąc się wody, którą rozbryzgiwała pod kopytami. Na tym etapie terenu była już całkiem szczęśliwa, w pełni się odprężyła i pewnie chętnie zrobiłaby jeszcze parę kilometrów, ale pierwszy etap podróży dobiegł właśnie końca. Już w stępie z powrotem weszła na klif, gdzie było rozbite obozowisko i została oporządzona przez Elizabeth, a następnie umieszczona w zagrodzie z innymi, pokojowo nastawionymi klaczami.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group