Jessie - 2013-04-30, 17:06 Gdy zapytał o popręg, jedynie kiwnęła głową, dla pewności jednak sprawdzając, czy był odpowiednio dociągnięty - był, więc mogli przejść do następnego kroku. Słuchając się Matt'a, podobnie jak ona zaczęła równocześnie z nim naciskać na strzemię używając do tego mniej lub więcej siły. Z czasem, gdy klaczy w niczym to nie przeszkadzało, przeciążali siodło jednostronnie. Zawodniczka nie zapominała przy tym o przemawianiu do Devocatis. W końcu przestali i przeszli do następnego punktu zawartego w dzisiejszym planie działania. Podsuwając młodej talarek marchewki w nagrodę, a także w celu pozytywnego wzmocnienia, dalej wysłuchiwała mężczyzny.
- Rozumiem. Nie musisz mi tego aż tak obrazować - stwierdziła za śmiechem, po czym przystąpiła do wykonania swojego jakże ważnego zadania. Pierw się przeciągnęła, a potem zgodnie z poleceniem niebieskowłosego, złapała się przedniego i tylnego łęku siodła, następnie wykonując parę podskoków w miejscu, jakby chciała się podciągnąć do góry, a nie mogła. Oczywiście jeżeli przeszkadzało to Devocatis, to przestała po pierwszym razie, uspokoiła ją, a następnie próbowała ponownie. Jeżeli jednak było w porządku, w końcu podciągnęła się na tyle, by położyć się brzuchem na siodle i zawisnąć tak sobie . Jeżeli Dev się wierciła przez to, zawodniczka zsunęła się po chwili, jeżeli nie - poleżała tak sobie jeszcze...Devocatis - 2013-04-30, 19:03 Schrupała marchewkę otrzymaną w nagrodę. Już jej się podoba ! <3
Cofnęła się o krok, gdy ta zaczęła podskakiwać, znów obracając się w tył i podglądając co robi.
Podczas następnego etapu, kiedy już wisiała na niej podeszła do przodu, znów odwracając się uszczypnęła ją w tyłek o ile dostała taką możliwość.Matthew - 2013-04-30, 21:52 A ten tylko wyszczerzył się głupio słysząc jej odpowiedź. - Wiesz, może to będzie jakaś większa motywacja - odparł cicho, znacznie zniżając głos razem z zakończeniem zdania. Uciekł gdzieś spojrzeniem, jakby go ta kwestia nieco zawstydziła. Zaraz jednak odzyskał humor. - Poza tym, widzisz? Nie stresujesz się już tak, prawda? - zapytał z ciepłym uśmiechem i kiwnął głową w kierunku klaczy. - Na nią chyba też to działa, albo jest wcieleniem anioła - dodał z niemałym uznaniem.
Gdy ujrzał jak Devo złośliwie capnęła Jessie po tyłku, nie mógł się nie roześmiać. - No, to chyba znaczy, że możemy przejść do następnego etapu! - oznajmił między jednym napadem śmiechu a drugim. Postarał się jednak opanować, bo i tak w oczach zawodniczki wypadł już pewnie na jakiegoś faceta z dość niewyparzonym językiem. Jeszcze taki bezczelny, że się z niej śmieje !
Pewnie teraz Jess zeskoczyła na ziemię z Devo i pochwaliła klacz, czy coś. Matt poklepał dziewczynkę po szyi ze swojej strony i czekał grzecznie, aż przemieszczą się w kierunku schodków, czy coś. Jeśli się tylko tam usadowili, to Matt wziął w łapkę wodze Devo. Nie trzymał ich już tak lekko, by w takowej potrzebie móc ją przytrzymać.
Kiwnął łbem do Jessie. - Moja droga, zapraszamy na górę! - uśmiechnął się i spojrzał na nią nieco wyczekująco. - Teraz wiele od ciebie zależy - oznajmił Matt. - Pamiętaj, żeby jej nie zaatakować zbyt nagle. Najlepiej najpierw jakbyś przerzuciła jedną nogę, poczekała chwilę, a potem powoli zaczęła przesuwać się na grzbiet. Przynajmniej do czasu gdy zabraknie ci schodków. Ewentualnie mogę podejść z tamtej strony i pomóc ci podłapać równowagę jak coś, ale wtedy młoda może wtedy zacząć uciekać w drugą stronę. Jak zostanę tu, to raczej we mnie nie wejdzie.
Spojrzał po Devocatis, pogłaskał ją po mordce, szepcząc coś przy okazji. Dobrze, by i do niego się przyzwyczaiła. Może Jessie wynajmie Matta do dalszych takich akcji? Wtedy Devo będzie musiała być dobrze zaznajomiona z jego niebieskimi włoskami.
Powiódł paczadłami po ciele klaczy, wzrokiem wrócił do Jess. Posłał jej trochę ostrzegawcze spojrzenie. - Tylko bądź gotowa, by w każdej chwili zeskoczyć - przestrzegł. - Nie chcemy żadnych psychicznych ani fizycznych urazów.Jessie - 2013-04-30, 23:03 - Ona wcieleniem anioła? Chyba jeszcze jej nie znasz - odpowiedziała, ciesząc się, że konie ludzkiej mowy nie znają, więc bez obaw mogła wrzucać na Devo . Ale i tak ją kochała <3 A co do motywacji... przez chwilę zastanawiała się, czy nie powiedzieć mu, że ma chłopaka, ale... wtedy jeszcze przestałby pierdolić takie głupoty, które rzeczywiście pomagały jej wyluzować.
Przewieszając się już przez grzbiet i rozmawiając dalej z Matt'em, poczuła nagle... uszczypnięcie.
- O ty cholero - skomentowała zachowanie gniadej, nie ukrywajmy, że z wyrzutem! Istotnie, zeszła na ziemię, nie chcąc bardziej narażać swojego zgrabnego tyłka! Niemniej pochwaliła klacz, a widząc, że Matt chce przejść do dalszego etapu, przerwała mu na chwilę, by wziąć kask. Cóż, przezorny zawsze bezpieczny. Ona akurat nie mogła sobie pozwolić na niespodziankowy wstrząs mózgu albo i gorzej.
- Zostań, poradzę sobie jakoś. - uśmiechnęła się lekko, jeszcze przez chwilę głaszcząc gniadą po szyi. Następnie przeszła do schodków, po których śmiało weszła, by zaraz spróbować dosiąść swojego własnego, wychowanego od malucha konia po raz pierwszy. Cudowna chwila, nieprawdaż? <3 Zgodnie z zaleceniami Matt'a, podeszła do sprawy ostrożnie, choć na luzie. Bez pośpiechu, łagodnie przemawiając do Devo. Pierw spróbowała jedynie przewiesić nad nią nogę, jeżeli nie zaczęła się zanadto denerwować, ostrożnie usiadła, stopy wsuwając w strzemiona i biorąc głęboki oddech... A co dalej? Devocatis - 2013-05-01, 11:30 Ona również nie pozostanie dłużna Jessie i także nawrzuca koniom na jej temat :<
Zadarła mordę w górę, spinając mięśnie podczas zsiadania. Obejrzała się na kobietę, by zobaczyć co się stało.
Pchnęła mężczyznę pyskiem podczas gładzenia po chrapach, przeżuwając wędzidło w już nieco zaplutej mordce. Odchyliła jedno z uszu do tyłu, słysząc, że zawodniczka chodzi po hali, ślepiami wodząc przed siebie.
Podczas pierwszego wsiadania, wciąż jedynie utrzymywała skierowane dotąd jedno ucho. Czując pewien ciężar na sobie, obróciła się, sprawdzając co uległo zmianie. Szastnęła kitą, próbując otrzeć łeb o klatę niebieskowłosego.
Co dalej ? Championaty ! Matthew - 2013-05-01, 20:19 Uniósł jedną z brwi słysząc jak Jessie oczernia swoją podopieczną na jego oczach. - No wiesz, może jej nie znam, ale na razie zachowuje się wyśmienicie - skomplementował klacz, a nawet posłał jej uśmiech! Tak, do konia się uśmiecha. c:
Jednakowoż rozszerzył znacznie oczy gdy został bezczelnie popchnięty tym zaplutym pyskiem. :< - Wredna tyyyy...! Czysta ta bluzka była! - obraził się i dał Devo pstryczka w nos, aha! Przy tym spojrzał na zawodniczkę tak,jakby to ją obwiniał za zachowanie podopiecznej. Pogroził im palcem z uśmiechem na ryjcu, ale zaraz spoważniał i spytał:
- Nie obrazisz się, jak powalczę z nią o własną godność? - upewnił się. No bo jak się ma własnego konia, to mu i nawrzucać można i poszturchać, coby był ogarnięty i wiesz, czemu i za co i jak. Ale żeby pokazać prywatnemu zwierzakowi kto tu rządzi, zwłaszcza przy właścicielu, trochę tak głupio. Najgorzej jak ten właściciel potem na ciebie nawrzuca czemu bijesz jego konia, bo ten się z zębami rzuca i cię depcze, ale to raczej skrajne przypadki. No i mamy nadzieję, że Jessie tak nie ma.
Kiwnął głową widząc, że Devo dalej grzecznie stała gdy zawodniczka zarzuciła jej już jedną nogę na grzbiet. O ile Jessie na niego spojrzała czy coś, to jej posłał jakiś ciepły uśmiech coby ją zmotywować.
W końcu... usiadła! I, proszę państwa, siedziała dalej ! Devo nawet sobie wiele z tego nie zrobiła. Za to znów zapragnęła chyba wybrudzić Matta, bo się zaczęła bezczelnie ocierać. Ale że pewnie Matt dostał jakieś pozwolenie do walki o swą godność, to ją delikatnie kopnął nogą w pęcinę. Ten sam sygnał którego używają konie, gdy nie podoba im się jak inny się ociera. A takie ocieranie się nie znaczy nic innego niż próba dominacji, nie?
Mamy tylko nadzieję, że dziewczynka nie obruszyła się zbytnio za to i nie ruszyła do dalszej walki z Mattem mając swą właścicielkę na grzbiecie. Jessie - 2013-05-01, 21:00 Siedząc w siodle, nachyliła się nieco by pogłaskać młodą po szyi, jednocześnie chwaląc ją głosem. Zaraz ponownie się wyprostowała, zwracając się do Matt'a z uśmiechem, w końcu wszystko szło po ich myśli!
- Teraz co? Ćwiczymy zsiadanie i wsiadanie czy lekki spacerek? - zapytała.
A wracając do poprzedniego postu, do którego nie chce mi się rozpisywać, bo zostało mi mało czasu - nie, nie miała nic przeciw, byle żeby nie był zbyt brutalny :< Devocatis - 2013-05-02, 13:29 Gdy tylko oddał jej w pęcinkę, skuliła uszy, oddając mu z rozmachu przodem. Kłapnęła zębami, a pewnie czując większe poruszenie na plecach, odsadziła się, szarpiąc mocniej mężczyznę w tył, zaraz zatrzymując się i wyrzucając zadnie kopyta w powietrze. Sio !Matthew - 2013-05-02, 13:51 No i Matt znów wszystko spierdzielił... ;-;
Zauważył, że klacz zirytowała się gdy ten oddał jej tego delikatnego kopniaka. Widząc jak kładzie po sobie uszy szybko odskoczył, jednak nie puszczając wodzy. Jakimś cudem udało mu się uniknąć przodów Devo. Tylko mu tam może przejechała delikatnie, ale w porównaniu do tego co mogłaby zrobić pełna parą, to jest zadziwiająco dobrze.
Gdy rzuciła na niego łbem z zębami, ten tylko szarpnął delikatnie za wodze i wędzidło. Przysunął się do niej blisko i z boku tak, coby nie miała możliwości kopnięcia. To jest, stanął przy jej łopatce. Złapał za wodze wysoko i mocno, żeby jej siekacze nie dosięgły jego paluszków. Niewiarygodne, że on jej jeszcze posiada.
Naraz jednak przypomniał sobie o Jessie. Spojrzał na nią i automatycznie położył dłoń na jej łydce, ściskając lekko. Akurat w tym momencie, kiedy Devo postanowiła zrzucić właścicielkę i zarzuciła tylnymi kopytami. - Siedź! - nakazał tylko stanowczo Jess. Miał Nadzieję, że wie co robić w takiej sytuacji i że najlepszym wyjściem jest wciśniecie się w siodło i odchylenie do tyłu. Gdyby coś, to Matt ją i tak poinstruował.
W miarę możliwości ignorował wybryki Devocatis. Niech skacze i kopie. Jak Jessie wysiedzi a Matt przestoi to wszystko przy niej to powinno jej się, Boże dopomóż, znudzić.
Jak się trochę dziewczyna uspokoiła, to jej dał kapkę luzu na wodzach, ale jednak pilnował jej paszczy, gotów w każdej chwili zacieśnić ucisk. Jeśli jednak młoda dalej brykała, to dopingował z ziemi zawodniczkę, coby tam nie zleciała. Przy okazji powiedział jej, coby nie ciągnęła za wodze, bo jakby ją szarpnęła teraz po wędzidle, to i się wkurzy i zrazi. Poza tym niebieski ją trzyma, nie? Miejmy nadzieję, że jego silna łapka wystarczy.
No i Bellamy w duchu pożałował swoich słów. Nie, Devo jednak aniołkiem nie jest. Buntowniczka wredna. ;< Ciekawy był, jak ona sobie z samą Jessie poczyna, czy tez jej tak za upomnienia oddaje. I czy Jess w ogóle ją upomina za takowe wybryki, ale podejrzewał, że raczej tak.Victor - 2013-05-02, 21:52
Encore Papillon napisał/a:
{No ja Cię chyba zaciukam!}
Dopiero gdy w miarę zszedl z niego stres, zaczął pyskiem odpowiadać na sygnały ręki chłopaka. Począł mielić w pysku metal, przyjmując w końcku kiełzno, kiedy w kącikach ryjka pojawiła się lekka piana. W międzyczasie, jako tako odpuścił łopatki, wypychając grzbiet do góry.
Po sygnale do kłusa, czego Vicek mógł się dzisiaj spodziewać - poderwał cielsko ku górze, wykonując niezidentyfikowaną bliżej figurę: coś na kształt wyskoku na parę centymetrów z szarpnięciem łbem ku górze, poparte przednią nogą, która zagarnełą przed nim powietrze. Gdy tylko opadł przodami na piach, co nie trwało długo bo podryw nie był ani niebiezpieczny ani nadto widowiskowy, potrzepał pyskiem na boki, lekko podkulając uszy ale już idąc w kłusie. Po dwóch taktach ogarnął się, wracając do ustawienia ze stępa, idąc dośc mocno i z impulsem.
Kiedy trochę bardziej skupił się na pracy, przejście do stepa wyszlo już ogarnięcie. Po podbieraniu uniósł łeb tworząc kąt prosty między nosem a podłożem, robiąc z potylicy najwyższy punkt. Rozbudowana szyja stworzyła przyjemny dla oka łuk, zad pracował zacnie, wchodząc pod kłodę, przekraczając ślad. Grzbiet w górze, łopatki luźne.
Sorry w piątek i sobotę idę na nockę do pracy, więc mnie nie ma! xD Ale jestem dziś i w niedzielę, wiem, że się cieszysz niezmiernie!
Pochwalił głosem ogiera, bo prócz owego `ruszenia z kopyta`, to było ok. W sumie dosyć szybko się wyciszyli, co widocznie zadowoliło chłopaka (nie, nie stanął mu). Po przekłusowaniu kilka kół, wolt w stępi, potem i w kłusie, tyle, że przy ruszeniu pilnował go mocniej dosiadem, by tak nie wystrzelił. Po owych kolejnych ćwiczeniach do stępa, chwila na wyciągnięcie szyi, po odpoczynku `do ręki` i po trzy zagalopowania, tanie na pół hali, żeby się nieco rozbujał na nogę, dwa z nich normalne, a pozostałe 4 mocno łydowany, ale i też mocno wybity krzyż w ogiera, trzymany dosiadem, ot tak by go nieco zmęczyć. Oczywiście po trzy na nogę, po jednym z kłusa, ze stępa i ze stój, pilnowany, by ruszał płynnie i również schodził do niższego chodu ładnie, o.Encore Papillon - 2013-05-04, 12:43 Nie stanął? A szkoda! Forum byłoby wniebowzięte, gdyby Vicek okazał się jedynym zoofilem! Byłoby o czym plotkować
Kolejne przejścia wypadały z czasem coraz to lepiej, acz na łukach, całe ciało szło w zgięciu perfekcyjnie oprócz odcinka szyjnego przy potylicy, którą wyraźnie zamknął i usztywnił po wcześniejszych szarpaninach.
Do stępa miękko, od razu schodząc ryjem do dołu, przezuwając natarczywie metal w pysku. Do ręki znowu bez problemu, lecz przy pierwszym zagalopowaniu zwyczajnie poniósł: odbił się z zadnich jakby pokonywał wodną przeszkodę, robiąc koci grzbiet. Opadając na piach od razu wystrzelił i dzida do przodu, z ryjem schowanym za wędzidłem, zrollowanym do piersi. Po pół kółka, Vicek go jednak ogarnął, przymując dajmy na to taktykę ugięc potylicy, mocno obciążając dosiadem lędźwie ogiera. Wtedy gniadosz zwolnił, zacyznając już przyjemnie bując w swoim naturalnym okrągłym galopie, kontaktując się na powrót z ręką. Reszta już dobrze. Przy ładowaniu, wyciagał przed siebie mocno nogi, uderzając mocnymi kopytami o ziemię, wręcz ją atakując, poprawiając zaangażowanymi tyłami. Jak zwykle przy tego typu ćwiczeniach starał się bardzo bo i to lubił No i fakt - zmęczyło go to trochę. Siateczka żyłek pokryła strategiczne miejsca na lśniącym ciele ogiera. Dlatego też, kolejne przejścia ogarnięte.Jessie - 2013-05-05, 21:43 Jakby to powiedzieć... im raczej nie zdarzały się takie sytuacje, a nawet jeżeli, to obywało się bez takich krytycznych sytuacji. A może po prostu tego nie zauważała? Swoje trudniej krytykować.
Tak więc, gdy młoda zaczęła brykać i atakować Matthewa, Jess rzeczywiście odchyliła się w siodle obciążając zad klaczy, a także mocno trzymając się kolanami oraz rękami przedniego łęku, by wysiedzieć ten chwilowy bunt. Wodze oddała mężczyźnie, zresztą w ogóle ich wtedy nie wzięła do ręki, więc to on je cały czas trzymał - także bez obaw, z jej strony krzywda się młodej nie stanie, jeżeli chodzi o jakieś szarpnięcia.
O ile gniada się uspokoiła, to wtedy Jess nieco rozluźniła mięśnie, pozostając jednak w gotowości. Z uniesionym łukiem brwiowym spojrzała na Matt'a.
Wena off :C.Devocatis - 2013-05-06, 10:55 Nie oddała by, gdyby nie zaserwował jej kopniaka. Stanęła, furcząc, oglądając się na Jessie. Uderzyła przodem, choć tym razem już z braku zajęcia.Jessie - 2013-05-06, 11:50 - Cśśś, już w porządku - odezwała się łagodnie do klaczy, zaraz ponownie przenosząc wzrok na Matt'a. - Chyba na dzisiaj skończymy, nie ma co jej przemęczać. - poza tym gonił ją czas i tak dalej, więc... zaraz zsunęła się z grzbietu młodej, by następnie poklepać ją po szyi i wziąć od mężczyzny wodze.
- Dzięki za pomoc :> Jeżeli nie masz jej dość, to jeszcze się do ciebie odezwę :> - obietnica czy groźba ?
A potem wyszły po krótkim rozstępowaniu, bo ponoć userka Matt'a ma być wieczorem, mnie się już nie chce ciągnąć tego wątku, a poza tym muszę rozpocząć kolejne /ztMatthew - 2013-05-06, 12:32 A userkę Matta okłamali, jednak ma chwilę czasu!
A on Devo kopnął tylko dlatego, coby go sobie nie dominowała. Cóż, może chciała po prostu ryjek wytrzeć z piany o niego, ale naturalnie konie wyrażają tak swoją dominację. Przynajmniej Mattowi zawsze to powtarzano. Swoją drogą, to przecież super mocny kopniak być nie mógł, nie? Konia by nie pierdzielnął z całej sił przecież po nodze.
Nieważne. Gdy ta się jako tako uspokoiła uśmiechnął się lekko do Jessie. - Tak, lepiej ją zostawić - potwierdził przypuszczenia dziewczyny i przekazał jej wodze Devo. - W razie czego, dzwoń, szukaj, napuszczaj policję - wyszczerzył się i podał jej wizytówkę z wypisanym numerem telefonu. Odprowadził ją i klacz pod wyjście z hali, ale tam już odszedł w swoją stronę.
- Będę tęsknić! - zawołał na odchodnym zaczepnie i tyle go widziały.