Monroe - 2016-05-09, 10:38 6
To prawda, tereny przy takiej ilości koni niosły ze sobą realne niebezpieczeństwo, choć patrząc na zachowania reszty, naprawdę niewiele koni zachowywało się w sposób niekontrolowany mając na względzie ogólny chaos. Niemniej dziewczynie nie podobał się taki stan rzeczy, wszak uważała zaistniałą sytuację za niebezpieczną nie tylko dla mniej doświadczonych jeźdźców, ale również samych koni. Niemniej „wyścig” wkrótce miał się zakończyć, a sama Monroe nieznacznie odetchnąć z ulgą. Była wszak odpowiedzialnym człowiekiem i doprawdy nie chciała wzywać karetki do lasu.
- Szczególnie ten, który idzie na piechotę – zaśmiała się na pierwsze słowa Christiana, posyłając mu długie, przyjazne spojrzenie. Pałała do niego bliżej nieokreśloną sympatią, dzięki czemu rozmowa wciągała ją bardziej niżeli zwykle, odwracając tym samym uwagę od zdenerwowania złym zachowaniem niektórych jeźdźców. Wraz z Christianem ruszyła kłusem, zaczynając spokojnie anglezować w rytm kroków stawianych przez konia. Chyba polubiła Scandic, choć ciężko powiedzieć czy w całym orchardzie był choć jeden koń, do którego Monroe nie zapałałaby choć malutką sympatią.
- Zdecydowanie, chyba za mało jeżdżę, bo już mnie tyłek boli - zaśmiała się perliście, klepiąc kobyłę po szyi.Decembrist - 2016-05-09, 11:04 1
Na szczęście zachowanie Decembista nie było wywołane w żaden sposób złośliwością czy próbą utrudnienia życia amazonce, toteż kiedy tylko wykazała się spokojem, nie pozwalając przy tym w żaden sposób zbliżyć się ku innym ogierom, konisko spuszczało trochę pary, ganaszując mocno szyję i wykonując grzecznie polecenia. Niemniej od razu dało się zauważyć, że naprawdę ciężko mu było wrócić do poprzedniego rozluźnienia a złość i hormony oblewają jego ciało białym potem. Furkocząc cicho wrócił na miejsce, z impetem bijąc kopytami o podłoże w ramach odstresowania. Cały czas ze stulonymi uszami zwracał małą uwagę na Anais, choć na szczęście szybko okazało się, że mimo tego nie ciągnęło go do głupot. Reagował na jej dosiad i rękę wręcz samoistnie, jakby był maszyną wyczuloną na najdrobniejsze gesty jeźdźca.Hayley - 2016-05-09, 11:20 1
Naturalnie była przerażona, ale widząc z jakim spokojem Windsor przechodzi do galopu nieco się uspokoiła, siadając w siodło. Przede wszystkim dlatego, że nie umiała dobrze jeździć w półsiadzie, a pełen siad dodatkowo pozwolił jej poczuć się nieco pewniej. Nie wiedziała wszak co powinna zrobić, co chwilę patrząc na łeb konia i modląc się, by ten nie zaczął brykać. Na szczęście jednak potrafiła opanować emocje, dlatego tuż po pierwszej fali szoku i strachu, zdrowy rozsądek doszedł go głosu. Pamiętając wskazówki instruktorki, powróciła do pionu (wcześniej odruchowo pochyliła się za bardzo do przodu) i z trudem rozluźniła nogi w kolanach. To pozwoliło nieco ustabilizować łydki latające po bokach jak szalone, a potem, może nieco za mocno, ale nie tak by konia zaczęło boleć, pociągnęła wodze do siebie w celu przejścia do kłusa i stępa. Nie zrobiła tego całkiem prawidłowo, ale niestety nie wiedziała jak inaczej zwolnić zwierzę. Na szczęście w tym czasie przestały galopować też inne konie, przez co uznajmy, że Windsor też.
- Jess... nigdy więcej nigdzie z tobą nie jadę – zarzekła się, drżącą ręką klepiąc szyję konia, który od początku wykazywał się anielską cierpliwością.Strawberry Wine - 2016-05-09, 11:30 1
Widząc, że dogania ją drugi kucyk, kobyłka przyspieszyła, nie mając już sił na więcej. Zawzięcie walczyła jeszcze chwilę, po czym odpuściła nareszcie przechodząc do kłusa i stępa. Z cichym sapaniem opuściła czerep zaczynając mielić wędzidło w pysku i kompletnie rozluźniona porzuciła plany utrudnienia amazonce życia. Prawdopodobnie dlatego, że zwykle wredna była dopóki miała na to siłę, a tymczasem... już odrobinę jej zabrakło. Niemniej klacz nie wyglądała na niezadowoloną. Strzygąc uszami po bokach zdawała się cały czas coś kombinować i nawet mimo zmęczenia, nie była do końca bezpiecznym koniem.Capri - 2016-05-09, 11:38 1
Szła potulnie jak baranek, grzecznie zmierzając przed siebie i nastawiając się bardziej na działania innych koni niżeli swojego jeźdźca. Podobnie jak nauczono ją w przeszłości, zastęp uważała za świętość, toteż kiedy akurat go nie prowadziła, zachowywała się tak, jak reszta koni. Dzięki temu początkujący nie musieli martwić się wydawaniem sygnałów, a wrodzony spokój Czekoladowej przedkładał się na komfort psychiczny jeźdźca. Klacz była wszak całkiem rozluźniona i kompletnie nie podekscytowana tym co działo się dookoła. Szła przed siebie bardzo spokojnie, nie płoszyła się i jeżeli tylko zyskała dobry wyraźny sygnał, przechodziła do chodu niższego. Wszelkie inne próby ignorowała uznając je za szarpaninę niedoświadczonego człowieka, któremu wydaje się, że robi dobrze. I tym razem, czy to z polecenia Mii czy też z zachowania innych koni, przeszła do kłusa, a następnie do stępa i starając się uregulować oddech, westchnęła głęboko.Nearly Perfect - 2016-05-09, 11:53 Przez dłuższą chwilę stała na środku mostu jak słup soli, mając próby i działania swojej właścicielki głęboko w nosie. Spuściła łeb i była z siebie zadowolona. Prawdopodobnie, gdyby Caroline zeszła z jej grzbietu i próbowała przeprowadzić ją w ręku, Perfect także zapierałaby się w miejscu.
Być może w końcu pomoce od kobiety zadziałały, a może kasztanka zrozumiała, że stwarza zagrożenie i że nie może wiecznie stać na środku mostku, więc ruszyła powolnym stępem, nerwowo parskając i strzygąc uszami. Dopiero na stabilnym gruncie powoli się rozlużniła. Gdy kolorowowłosa odesłała ją do kłusa, klacz tym razem spokojnie do niego przeszła. Próbowała cały czas się skupić na swojej amazonce, a nie na ogólnym rozgardiaszu. Kiedy nadgoniły trochę do swojego zastępu, zakładając, że znalazły się w pobliżu Elizabeth i jadącego pod nią bułanka, Perfect ciągle kłusując parsknęła wesoło w stronę Devona i podrzuciła wesoło łbem. Jeżeli Caroline wysłała jej kolejne półparady, sześciolatka znowu skupiła się na niej i drodze przed nimi, na której dużo się działo.Delfinek - 2016-05-09, 11:54 Grupa 4
Mi osobiście taki temperamentny przystojniak odpowiada .Zdecydowanie jest idealny na wyścigi, a z tego się tylko cieszy c'nie? Delph też to zauważyła stąd też ostatecznie poddała się i jedynie wysiadując każdy krok ogiera i ciągle pilnując napiętych wodzy starała się mieć nad nim jakąś kontrolę. Kiedy tylko wrócą z rajdu to będzie miał wycisk na torze, nie trzeba się o to martwić. Samo zachowanie ogiera było dla niej uciążliwe, lecz właściwie tylko dlatego, że kiedy poznała juniorkę ze swojej grupy poczuwała się w pewnym sensie do opieki nad nią, lecz Scho woli dbać o swój tyłek. Cóż, pozostało jej tylko pozwolić mu się wyszaleć, i utrzymać na jego grzbiecie, dbając jednocześnie by to nie spowodowało jakiejś krzywdy. W końcu nie byli tu sami świetni jeźdźcy, niektóre osoby miały mniejsze doświadczenie (i mniej sił jak Delfin). Na takie przemyślenia kobieta zareagowała jedynie westchnięciem i staraniem się wyprostować. Te pociągnięcie w przód było chyba wystarczającym sygnałem, że nie da sobie z nim rady tak łatwo, a rajd nie jest miejscem na próbowanie nowych rzeczy (to znaczy, zależy jakich)Francesca - 2016-05-09, 12:09
czwarta.
Wybranie profesora na rajd, było rozsądne, obawiała się jak to będzie do końca. Jednak nie panikowała, czuła się znacznie pewniej, w towarzystwie drugiej amazonki i jej konia. W razie co może ją uratuje Szedł na długiej wodzy, tylko na kontakcie, nie chciała go ograniczać, ale wolała mieć go pod kontrolą. Więc, myślę, że spokojnie mógł poznać się z Scho, o ile ten nie chciał go zjeść. Za pozwoleniem siebie samej, stwierdzę, że się to nie stało, choć do przyjaźni im raczej daleko. Potaknęła kobiecie potakująco, na słowa o oddaleniu się, w celu pokonania spokojnie mostu. Kiedy sama do niego dojechała, po prosiła wpierw wałacha o zatrzymanie się. Przeanalizowała przejście, za równo rzeczką, jak i mostem. Pogłaskała go po szyi, jakby licząc, że jej podpowie Szkoda, że nie był wstanie tego zrobić, nieco nabrała wodzy do siebie, delikatnie, by nie pociągnąć raptownie konia za pysk. Poprosiła go, znowu o przejście do stępa, prowadziła go dość powoli przez most, uważając na wszystko. Zauważyła ,w oddali Naomi oraz Adele, może podepnie się do nich nim, Del wróci? Lekko pogoniła kasztana, w ich kierunku, chcąc wylądować tuż za ich zastępem.
-Dzień dobry. - rzekła do dziewczyn, które obecnie znajdowały się przed nią. Na pewno ją usłyszą, a odpowiednio wcześniej wróciła z Secondem do stępa. Kilka sekund później mignęła mu Del z Scho, który chyba ją nieco poniósł Caroline Hathaway - 2016-05-09, 12:19
2
Poważnie, chyba normalnie trzeba przerobić nie które konie na kabanosy. Przecież to skandal, w biały dzień ! Chyba poważnie, nie którym brakuje piątek klepki Prawdopodobnie ostatecznie, użyłaby nieco brutalniejszych środków, zmuszających konia, jednak do ruszenia się. Lub kazałaby komuś, kto jechał za nimi, naprzeć na klacz, która nie mając innej drogi, musiałaby się ruszyć. Chyba, że planowała połamanie się w rzeczce, poprzez skok do wody. Nie dawno panował gorszy, choć ponoszące konie, wcale nie były dobre dla innych uczestników rajdu. Pewnie zrównały się z El, lub ją wyprzedziły trudno jednoznacznie stwierdzić, na jakim była kobieta etapie z wałachem. Uspokajała ją, za pomocą półparad, pozwalając na przyspieszenie w kłusie, bo coś się obijał z deksza.Scho Can Do - 2016-05-09, 12:26
4
Dziękuje <3 To dobrze, że uważano go za przystojniaka <3 Odziedziczył to, w genach po rodzicach, bez dwóch zdań. Tak, temperament + szybkość + wytrzymałość, dawało ogromne możliwości wyścigowe. Szli w kłusie, więc nie szaleli już, ogier stopniowo się uspokajał, ale tylko stopniowo Nieco pod kopułą, nadal był nabuzowany. Proponowałabym, trzymać go na równych wodzach, a nie szarpać za pysk, może przyniosłoby to lepszy efekt. Bo obecnie ogier był silniejszy, co dawało mu nie jako, przewagę. Musiała się nauczyć go ogarniać, bo czekały ich dwa miesiące licznych treningów. Jak się z nim dogada, to może juniorka ich dogoni, obecnie była gdzieś daleko, za nimi. Z jakiej racji miałby się przejmować innymi? Nauczony był rywalizacji, a nie chodzenia, w zastępach. Nie pozwalał jej, na super krótki kontakt, ale jednak na nim pozostawał. Musiała odnaleźć, ten tak zwany złoty środek.Delfinek - 2016-05-09, 12:36 Grupa 4
Myślę, że jeszcze go odnajdzie, w końcu poszukiwania trwają. Przynajmniej wiadomo, kto wykupi niedługo karnet na siłownię . Delph coraz bardziej zmęczona ciągłym trzymaniem się korpusu konia zaczęła anglezować minimalnie rozluźniając lewą rękę. Jeśli powrót będzie taki sam, to przyda jej się masażysta (ale tylko taki przystojny ). Cóż by tu jeszcze rzec, jechała ciągle tak samo, właściwie ciesząc się, że trochę już charakterek Lalusia (wybacz, ale mi się on strasznie z Lalusiem ze Smerfów kojarzy) poznała. Obejrzała się na pozostałe pary i ściągnęła mocniej wodze, na tyle ile jej pozwolił (niedługo to chyba będzie dla niego na kolanach po stajni chodzić) i rozejrzała się za swoją grupą. Byli spoory kawałek, co ją uspokoiło, w końcu nie przysporzy problemów juniorkom. Kiedy znów skupiła się na koniu westchnęła i delikatnie się uśmiechnęła mamrocząc pod nosem.
-Obyś tak samo pchał się do biegu na wyścigach. G-Dragon - 2016-05-09, 13:28
Diego Montana napisał/a:
...
7
Rozwarł pysk, gdy mężczyzna ściągnął mocno wodze i skulił uszy jeszcze mocniej. Wyjechał na woltę, nawet nie dbając zbytnio o jej kształt. Nie cierpiał takiego kręcenia się w kółko. Ale poskutkowało bo znowu zwolnił do kłusa. Towarzystwo z przodu zdążyło się już uspokoić, to i on nie odwalał już nic co przez innych mogło zostać odebrane jako niebezpieczne. Przyspieszył swój kłus, ale jeszcze nie przeszedł do galopu. Zrolował szyjsko i zaczął wyrzucać przednie nogi przed siebie, wbijając mocno kopyta w ziemię. Widział, że niektórzy z innych grup galopują, ale kontrolowanym tempem. On już się naszarpał z facetem siedzącym mu na grzbiecie, więc już sam nie wiedział czy chce galopować. Na klacz idącą obok przestał zwracać większą uwagę, choć co jakiś czas strzygł uchem w jej kierunku.Mistrz Gry - 2016-05-09, 13:43
Droga nad jezioro była pełna przygód. Pomimo paru godzinnej przerwy w połowie trasy, gdzie konie mogły odpocząć od ciężaru swoich jeźdźców oraz siodeł, po dotarciu na miejsce z pewnością były zmęczone niemniej niż ich jeźdźcy.
Na miejscu czekały na wszystkich dwa miejsca na ognisko oraz drewno na opał oraz miejsca pod namioty. Organizator rajdu zapewnił też uczestnikom dostęp do kiełbasek oraz alkoholu. Dla koni zostały natomiast przygotowane ogrodzone, trawiaste padoki, umożliwiające podzielenie zwierząt na mniejsze grupy. Na każdym z nich stał też zbiornik z wodą.
Całe obozowisko znajduje się nad jeziorem, w którym bez obaw można popływać lub pławić konie.
Każdy jeździec, który napisał minimum 4 posty, oraz każdy koń spełniający ten sam warunek, otrzymują odpowiednio 4 punkty doświadczenia (jeźdźcy) i 5 punktów kondycji (konie).
Oczywiście Ci, którzy jeszcze chcą dopisać wymagane posty, mają do tego prawo - reszta może już zacząć pisać nad jeziorem.Jessie - 2016-05-09, 13:49 - Jeszcze musimy stąd wrócić, Hay! - Zawołała radośnie, najwyraźniej wciąż mając dobry humor. Zbiła z jadącym obok Aidenem piątkę za udany pościg, po czym kontynuowała spokojny stęp na przód, prowadząc całą wesołą ekipę.
* * *
Kolejnych kilka godzin zajęło im dotarcie na miejsce; w ten czas wliczał się długi postój, służący zregenerowaniu sił. Wreszcie jednak cała ekipa ruszyła ponownie, wreszcie docierając do upragnionego celu. Jess zsiadła z kucynki, z jednej z sakw wyjęła kantar oraz uwiąz, po czym przewiesiwszy kantar przez szyję i przywiązawszy go do drzewa, zajęła się rozsiodływaniem konia. Pierw odczepiła wszystkie sakwy, a następnie zdjęła ochraniacze i siodło. Ogłowie sprawnie podmieniła na kantar i zaprowadziła Truskawkę na zasłużony odpoczynek, wpuszczając ją na ogrodzony, trawiasty plac.Harley Davidson - 2016-05-09, 13:53 Ułożył jedną dłoń na masywnej szyi hanowera, by zacząć ją rozmasowywać. Ot, sprawić mu trochę przyjemności! W końcu już kawał drogi go niesie. Był z ogiera strasznie zadowolony - entuzjastycznie odpowiadał na jego pomoce, rozmawiał z nim i do tego był strasznym misiakiem. Każda kolejna godzina w pobliżu Stradivariusa uświadamiała mu, że zadłużenie się na jego kupno było decyzją jego życia. -Mam nadzieję, że to nie jednorazowy powrót!
Był zaciekawiony trochę ją
-Harley - wyciągnął w stronę Nicholasa dłoń - jesteś tutejszy?
Zadziwiające, jak wiele nowych mordek pojawiło się wokół! Wielu z tych ludzi kojarzył z widzenia, ale niektórzy naprawdę musieli być tu nowi. Chyba kadra zawodników im się rozrasta! Gdy dojechali do mostku, wstrzymał ogiera pulsacyjnym ściągnięciem wodzy i wycofaniem się głębiej w siodło. Nie znał jego preferencji, nie wiedział, którędy ogier wolałby przejść... Ale jako wkkwista powinien kojarzyć raczej i mostek, i strumyki, więc chyba pójdą mostkiem. Nie będzie się szlachta tytłać w błocie i wodzie! Wszedł na trochę bardziej stanowczy kontakt i wypchnął ogiera z krzyża, jednocześnie domykając łydki. Był czujny i gotów na szukanie innej drogi, jeśli Stradi będzie nerwowy bądź spłoszy się. Momentalnie sprowadził gniadosza na boczną ścieżkę, wchodząc na trochę bardziej stanowczy kontakt, bo przed i obok nich ruszyła wataha ścigaczy. Trzeba przyznać, że wizja leśnego wyścigu bardzo go kusiła... Ale dojazd do punktu imprezowego miał zająć im koło 8 godzin, więc niemądrze było by tak męczyć wierzchowca już na początku.
-Innym razem, skarbie!
Ponownie poprosił o zakłusowanie i przekroczenie mostu, gdy sytuacja już względnie się uspokoiła. Musieli w końcu wyrównać ze swoimi prowadzącymi! Postanowił ustawić Stradivariusa po "ślepej" stronie Jima, by zapewnić mu jaśniejszemu ogierowi ogląd na las i ustabilizować sytuację po stronie, po której lasu obserwować po prostu nie mógł. Co prawda trochę go zastanawiała jego nerwowość... Ale drugi koń obok jest chyba lepszy niż nieprzewidywalna przestrzeń? Lekko unosił się z siodła, trzymał dłonie nieruchomo nad kłębem swojego wierzchowca, aktywizował go subtelnym sygnałem łydki, gdy tylko opadał w siodło. Zdecydował się poznać trochę lepiej Nicholasa, toteż zwrócił się w jego kierunku:
-Jakie dyscypliny jeździsz? Ulubiony browar, smak lodów?
Prędzej czy później popadał w pewną losowość w dialogu (przez wielu postrzeganą jako pierwsze oznaki szaleństwa), teraz także to zrobił - tym razem celowo, by zdobyć informacje z różnych przestrzeni życia bruneta i przez to ułatwić sobie manewrowanie w dalszym dialogu.