Nieve Hoover - 2016-03-22, 20:59 Kontrolowała się, a przynajmniej starała się panować nad każdym swoim ruchem. Upomnienie trenera działało na nią niczym ukłucie szpilką w te części ciała, które musiała poprawić czy nad nimi popracować. Problem w tym, że kiedy udało jej się ładnie – w jej mniemaniu – ułożyć nogi i sprawić by te stabilnie przylegały do konia i nie zmieniały swego położenia, to rękoma wyczyniała cuda i odwrotnie. Tę walkę z samą sobą z pewnością ułatwiło odłożenie wodzy i ułożenie dłoni na biodrach. Dzięki temu skupiła się teraz wyłącznie na nogach i piętach i można powiedzieć, że szło jej całkiem nieźle.
Poproszona o przejście do stępa wykonała zadanie, starając się zatrzymać ją dosiadem, ale pewnie także skorzystała z pomocy bruneta. Usiadła w siodło i wzięła kilka głębszych oddechów, dzięki którym była już gotowa do dalszej walki w wyższym chodzie.
- Gotowa – odpowiedziała niemal natychmiastowo na zadane przez niego pytanie i ponownie skupiła się na unoszeniu bioder w górę. To już wychodziło jej niemal perfekcyjnie – tylko czasem zdarzało się, że na moment traciła równowagę i przysiadywała w siodło, ale poza tym nie musiała już korzystać z głosowych podpowiedzi Lucasa, świetnie radząc sobie z wyczuciem kroków. Łydka latała już coraz mniej, gdyż to właśnie na niej skupiała w tym momencie całą swoją uwagę. Pięcie niestety daleko było od ideału, ale naprawdę się starała.Charmeur - 2016-03-25, 00:30
Misza napisał/a:
Jeździectwo było doskonałym sposobem na pozbycie się stresu, który dopadał go w ciągu dnia. Konie może i również wymagały od niego swoistego rodzaju perfekcji, ale były znacznie bardziej wyrozumiałe od ludzi, a ponadto nie wywierały na nim presji. Weźmy chociażby pod lupę przeuroczą Charmeur, która samym swoim zachowaniem potrafiła wywołać uśmiech na twarzy Michaela. Niemniej podczas jazdy mężczyzna całkowicie skupiał się na pracy, w jednej chwili ponownie zmieniając się w pana "wiem, że nikt nie jest idealny, ale i tak będę próbować". Tutaj dokładność pomocy była obowiązkowa, jednak równocześnie trzeba było czerpać z tego wszystkiego przyjemność. To chyba najbardziej przekonało Miszę do tego sportu.
Niemniej tak czy owak, po tej lekkiej rozgrzewce, która trwała już nieco ponad dziesięć minut, Micheal doszedł do wniosku, że mięśnie Charmeur są już na tyle dobrze rozgrzane, że może bez większego problemu przejść z nią do kłusa. W narożniku mocniej docisnął łydki, nie zapominając o lekkim, prawie niewidocznym odpuszczeniu na wodzy, by nie uderzyć rudej w pysk podczas jej przechodzenia w wyższy chód. Na razie anglezował, nie chcąc od razu obciążać grzbietu kasztanki. Pierwsze dwa okrążenia w kłusie roboczym, na delikatnym kontakcie, potem ponowne dołączenie kół, tym razem szerokich (20metrów średnicy). Podczas wchodzenia na woltę przejście do dosiadu ćwiczebnego i półparada, po czym pozwolenie na wyżucie wodzy z ręki z jednoczesnym podparciem ze strony łydek- czyli próba przejścia do niskiego ustawienia na kole. Stopniowo oddawał wodzę, za każdym razem upewniając się, że Charmeur podąża za jego ręką. Po połowie koła powrót do kontaktu i następnie wrócenie na pierwszy ślad, cały czas w kłusie.
Charmeur była o tyle ciekawym koniem, że nie traktowała pracy pod siodłem jak czegoś co jest koniecznym obowiązkiem. Bawiła się pracą pod siodłem, poznając nie tylko jeźdźca ale i zarażając go swoim optymizmem oraz młodzieńczą ciekawością świata, a także werwą.
Proszące o kłus pomoce wywołały natychmiastową reakcję rudej, która ochoczo ruszyła wyższym chodem, miękko i elastycznie niosąc swojego jeźdźca. Poparskując cicho, oparła się miękko na wędzidle, które zaczęła przeżuwać pieniąc się przy tym jednocześnie.
Podczas wyjeżdżania większych wolt, gięła się lekko od wewnętrznej łydki pozostając opartą na tej zewnętrznej, ograniczającej wraz z wodzą. Nie musiał zbyt mocno jej kontrolować jak na pięciolatkę miała dość dobrze wykształconą równowagę dzięki czemu wpadanie łopatką czy wypadanie nią, podobnie jak zadem, zdarzało się niezwykle rzadko. W końcu za całe jej wyszkolenie Misza musiał zapłacić grube pieniądze, co oczywiście teraz owocowało doskonale przygotowanym do pracy koniem.
Nurkując nosem w dół, poprosiła o oddanie wodzy wyciągając rękę bruneta do przodu, bez problemu przeżuwała chętnie wędzidło, kłusując z nisko ustawionym łbem, rozciągając grzbiet, a także szyję w dół i do przodu. Po wykonaniu ćwiczenia nakierowana na ścianę, świsnęła ogonem w powietrzu, kątem oka obserwując trenujące tu pary, które mimowolnie wzbudzały zainteresowanie rudej.Ravallo's Queen - 2016-03-25, 22:00 Pojawienie się kolejnych par na hali, nie zrobiła na klaczy większego wrażenia. Nadal pozostawała skupiona na swoim zadaniu, pewnie gdyby trenowała raz, drugi z czasem przywykła by do stylu pracy klaczy i czuła się lepiej na niej. Co los przyniesie? Kto wie. Kiedy kobieta walczyła pewnie sama z sobą, by zwolnić klacz do stępa, ta była dość domyślna i pomogła jej, płynnie zwalniając do niższego chodu. Zakładam, że po tym czasie albo facet albo kobieta odesłały klacz do kłusa, więc też to właśnie uczyniła.Anonymous - 2016-03-25, 22:38 /A ja druga dobra w przeciąganiu, shame on me d:
Widoczny rezultat poprawił samopoczucie Tonego, co dało się dostrzec chociażby po ulotnym uśmiechu, który zamajaczył na jego twarzy w pewnym momencie. Nie osiadł jednak na laurach. W dalszym ciągu próbował nie tylko podtrzymać uzyskany efekt, ale też stopniowo iść ku lepszemu. Nie było to jednak takie proste. Główny problem Tonego leżał w braku subtelności i nieważne jak bardzo się starał, często przesadzał z siłą stosowanych pomocy. Miał ogromną siłę, którą nie zawsze potrafił wyważyć. Na szczęście ogier odpowiadał na to bardzo czytelnie, co pomagało Tonemu w korekcie swoich ruchów. Coraz trafniej działał na wodzy, uważając też aby nie nadużywać tej pomocy - w końcu powinien przede wszystkim jechać konia w łydkach, a nie ręką, prawda?
Starał się więc trzymać wodze na elastycznym, przyjemnym kontakcie i nie usztywniać się - ani w nadgarstkach, ani łokciach ani barkach, bo nawet najmniejsze napięcie powodowało, że półparady nie były tak subtelne jakby sobie tego życzył.
Z łydkami takiego problemu nie miał, umiał operować na nimi na tyle subtelnie, aby koń - dosłownie! - nie uciekł mu spod tyłka. Cały trick polegał na tym, aby energię uzyskaną od danej łydki zamknąć z przodu i stworzyć niejaką cyrkulację energii w ciele konia. Schody robiły się w momencie, gdy miał go jednocześnie powypuszczać trochę do dołu, czego spróbował obniżając nieco rękę i przesuwając ją do przodu, zarazem naprowadzając na nią Miśka łydkami.
Podczas gdy Lisa zaczęła objaśniać mu kolejne zadania, przeszedł do stępa, starając się przy tym usiąść w siodle tak, aby nie usztywnić konia ponownie. Zamknął też przy tym dłoń, możliwie z wyczuciem, krótko - tylko do momentu uzyskania przejścia w dół. O ile wyszło im całkiem przyjemnie - bez usztywnienia, odbicia się od ręki i innych "atrakcji", pokusił się o krótkie pogłaskanie konia po szyi, w ramach nagrody. Lisa nic o tym nie mówiła, ale sam czuł, że czasem jest dobrze nagrodzić konia czy jakkolwiek inaczej się do niego zwrócić.
W każdym razie w stępie nie dał mu laby, przejście nie oznaczało końca pracy.
- Mówisz, że jeszcze coś z nas będzie? - Zagadnął w międzyczasie, uśmiechając się krótko, by następnie powrócić do kłusa. Tutaj pewnie Lisa musiała go znowu upomnieć o prawidłowej postawie, bo starych nawyków nie dało się tak szybko zwalczyć. Zaczął stopniowo wypełniać polecenia trenerki; zanim pierwszy raz najechał na drągi, wykonał parę przejść z kłusa do stępa i ze stępa do stój. Pamiętał o tym, by działać przy tym głównie dosiadem, a ręką dopiero "dopieszczać" całokształt, chociaż w przypadku Miśka mogło nie być to takie oczywiste, szczególnie gdy ciągle parł do przodu. Być może nadział się raz czy dwa na rękę, mimo starań - akurat tym razem zależało to głównie od gniadego, czy reagował od razu, czy się sprzeciwiał.
Starał się też często zmieniać kierunki, aż wreszcie przy kolejnej zmianie najechał na drągi. Pamiętając o prostopadłym najeździe, pilnował konia w łydkach, wodze natomiast trzymał równo, w razie potrzeby lekkim pulsowaniem na wewnętrznej studząc zapał Misbehavina związany z drągami. W trakcie ich pokonywania przechodził do półsiadu, nie mając problemu z zachowaniem równowagi ani nie kładąc się do przodu. Kolejno przeplatał ze sobą ćwiczenia, dla wyciszenia przechodził na chwilę do stępa lub wchodził na woltę, na której owijał konia wokół wewnętrznej łydki i prowadził na zewnętrznej wodzy; później najeżdżał na drągi, starając się robić to z obu stron, zachęcając gniadego do obniżenia szyi w trakcie ich pokonywania.Misza - 2016-03-25, 23:06 Praca z takim koniem była czystą przyjemnością, Misza mógł prowadzić Charmeur równie lekko jak partnerkę w tańcu, a przecież właśnie tym powinna być jazda. Co prawda, jak na razie to wszystko były podstawy, mężczyzna sprawdzał i ewentualnie chciał doszlifować elementy z klasy L - a później zacznie przygotowywać podopieczną do P. Wtedy też zobaczy, czy kasztanka chętnie uczy się nowych rzeczy, czy jest oporna podczas nauki, czy też raczej chętnie zabiera się za pracę. Jedno było pewne - miała spory potencjał, co widać było już po jej ruchu, ale przed nią była jeszcze długa droga. Niemniej Michael zamierzał jej w tej drodze towarzyszyć.
Wracając jednak do meritum, na pierwszym śladzie kłus roboczy, z jednoczesną uważną obserwacją innych osób znajdujących się na hali; w razie potrzeby wjeżdżał na woltę, koło albo zmieniał kierunek przez półwoltę. W momencie wchodzenia na łuk odruchowo zewnętrzna wodza zamykała się oraz unosiła nieznacznie wyżej niż wewnętrzna, która w tym samym czasie "otwierała się". Dorzucił teraz w kłusie serpentynę o jednym łuku (HXK, gdyby patrzyło się na czworobok), chwaląc Rudą za zaangażowanie. W pewnym momencie zablokowanie ruchu bioder, zamknięcie łydek i dopiero na koniec wstrzymujące działanie wodzy - sygnał do stój. Jeśli któraś z nóg Charm była odstawiona, poprawiał to ruchem łydki. Zachęcał ją również do ciągłego równego opierania się na wędzidle i przede wszystkim pilnował nieruchomości. Zatrzymanie się było bardzo ważne w każdej klasie ujeżdżenia - a często bywało ignorowane podczas codziennych treningów. Po tym mocniejszy sygnał łydki, lekkie przesunięcie dłoni do przodu wraz z ruchem klaczy; przejście do kłusa. Następnie ponownie do stępa, do stój, do kłusa, w różnej sekwencji, co różną ilość kroków przez jakieś jedno okrążenie. Utrzymanie rudej w kłusie, wjazd na przekątną, przejście w dosiad ćwiczebny i sygnał do kłusu pośredniego.Misbehavin - 2016-03-26, 17:37 Jak już zostało powiedziane, każde mocniejsze działanie ze strony mężczyzny kończyło się ucieczką od kontaktu, chowaniem się i brakiem stałego oparcia na dwóch, równych wodzach. Każda półparada, każdy ruch ręką sprawiał, że Misbehavin w chociaż niewielkim stopniu zmieniał swoje ustawienie, niekiedy na lepsze, a niekiedy całkowicie z niego wychodząc. Jeśli Tonemu udało się ustabilizować ręce, a jednocześnie utrzymać stałe, delikatne napięcie, można było zaobserwować pierwsze efekty: gniady złapał delikatne oparcie na kiełźnie, wbrew pozorom nie próbując się na nim wieszać i już bez większych sensacji pracując w jednym, narzuconym przez mężczyznę ustawieniu. Bardzo szybko odpowiadał nie tylko od działania rąk, ale także łydek - każde wyraźniejsze ich dociśnięcie kończyło się dużo mocniejszym i szerszym krokiem. Jako właściciel Anthony powinien wiedzieć, że Misbehavin niejednokrotnie miał tendencję do bezsensownego pędzenia na oślep, ale nie tym razem - chociaż na ogół nie kojarzył jeszcze tych sygnałów za dobrze, mocniejszy wykrok łączył z wyraźną pracą zadu, co bardziej niż rozpędzonego rekreanta przypominało konia sportowego w dodaniu - mimo, że do ideału było im bardzo daleko. Widać było jednak, że pięciolatek zaczął powoli rozumieć poszczególne pojęcia i dzięki odpowiednim wskazówkom ze strony jeźdźca, poprawiał się we wszystkim, co robił. Gotując się na początku jazdy stracił już nieco energii, dlatego czując jak jeździec inicjuje przejście z chęcią zwolnił, o dziwo nie usztywniając się po raz kolejny, w samym przejściu minimalnie ciągnąc nos ku ziemi. Nie było to jeszcze całkowite rozluźnienie, ale swoim zachowaniem ogier pokazywał, że idą w dobrym kierunku. Stępował dość aktywnie, niemniej jednak chętnie korzystając z możliwości nieco wolniejszego poruszania się; chociaż jeździec wyraźnie zaznaczał, iż nie jest to koniec pracy, Misiek wręcz upraszał się o chwilę odpoczynku, kilkukrotnie próbując wyciągnąć pysk, a co za tym idzie - Wayforda z siodła. Jak mniemam postawa mężczyzny na to nie pozwoliła, a jeśli tak właśnie było, gniadosz zaniechał tych prób bardzo szybko. Bez chwili zastanowienia powrócił do kłusa, wymagając krótkiego przypomnienia o właściwym ustawieniu i takowe utrzymując aż do pierwszego przejścia, w którym to usztywnił się nieznacznie, co było wywołane tym, że przez krótki moment patrzył się w jeden z wyjeżdżanych narożników. Kolejne przejścia były dużo lepsze, ogier zaczął wreszcie reprezentować sobą poziom adekwatny do jego pochodzenia i pokazywać się trenerce ze swojej lepszej strony. Również na zmianach zachowywał się prawidłowo, chociaż łapanie linii prostej nie było dla niego jeszcze tak łatwe i oczywiste, jak tego by się chciało. Znalazłszy się na wprost do kombinacji złożonej z kilku drągów mimowolnie uniósł się nieco w potylicy, oba radary kierując w stronę "przeszkody". Zainteresowany zbliżającym się zadaniem przyspieszył nieznacznie, ułatwiając sobie tym samym wejście w drągi. Ułatwiał sobie zachowanie równowagi za pomocą niewiele uniesionej głowy, dopiero przy trzecim czy czwartym przejeździe zaczynając odpowiadać na półparady; wyciszające wolty/przejścia były konieczne, bo już po pierwszym pokonaniu drągów Misbehavin nakręcił się, dosłownie tuż po zjeździe z nich wypatrując kolejnej przeszkody i wprost nie mogąc doczekać się, aż ta pojawi się w zasięgu jego wzroku. Nie była to złośliwość czy brak wychowania ze strony konia, a po prostu ogromna chęć do skoków, swoją drogą bardzo cenna. Niemniej jednak jeśli Tonemu udało się ostudzić zapał gniadego, wszystkie ćwiczenia były wykonywane przez niego nie tylko z ogromną precyzją, ale także - summa summarum - dużą łatwością.Lisa - 2016-03-27, 15:17 -Staraj się trochę mniej używać ręki, jeżeli nic specjalnego się nie dzieje jedź po prostu łydką do dwóch wodzy. Ściągnij łopatki do tyłu, wyprostuj się, wycofaj trochę ramionami, trochę za bardzo się pochylasz - zwróciła mu na to uwagę drugi raz i pewnie nie ostatni. Wielu jeźdźców, zwłaszcza skokowych miało taki właśnie problem, niektórym nawet trudno było to przetłumaczyć.
-On wygląda na bardzo dobrego konia, dobrze się rusza, chętnie idzie przez drągi. Jeżeli nic nie zepsujesz to powinna z was być naprawdę dobra para - odpowiedziała mu z lekkim uśmiechem.
Drągi pokazały kolejny problem z ustawieniem - idealnie byłoby gdyby ogier obserwował z niskiej szyi i nie podnosił się do góry. Taka praca z młodym koniem wymagała jednak dużego wyczucia na ręce, a Tony chyba miał z tym mały problem.
-Zachęcaj go na drążkach do rozluźniania się w dół, ale rób to bardzo subtelnie, nie wkładając w to dużo siły. On bardzo reaguje na każdy twój ruch ręką, więc postaraj się je ograniczyć do minimum.
-Dobrze za to wychodzi ci jego wyciszanie pomiędzy drążkami, tak też możesz sobie pracować na skokach. Dużo wolt i przejść pomiędzy pozwoli ci mieć większą kontrolę.
Pozwoliła im jeszcze kilka razy przejechać przez drągi, obserwując postępy w pracy.
-Możesz dać mu chwilę przerwy w stępie, jak odpoczniecie zagalopuj proszę. Dalej kontynuujemy pracę na woltach, do tego dołącz dodania i skrócenia w galopie. Pomoże nam to później w parkurze.Naomi Eaton - 2016-03-30, 14:29
Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Nie omieszkała się zauważyć, że dziewczynie szło bardzo dobrze. Wyraziła swoją aprobatę na głos, z czasem proponując pójście jeszcze o krok dalej: wprowadzenie samodzielnych przejść do stępa oraz kłusa. Poprosiła więc uczennicę o wykonanie przejścia w dół, przypominając, że musi tylko usiąść w siodle (oczywiście w dużym uproszczeniu, ale o eleganckich zatrzymaniach jeszcze przyjdzie im mówić). Po paru krokach stępa poprosiła ją aby samodzielnie zakłusowała, przykładając łydki do boku i kontynuowała anglezowanie. Równowaga Jessamine była całkiem niezła, dziewczyna wyglądała też na dość pewną siebie, a co najważniejsze - starała się, co Naomi musiała docenić.
Przy kolejnym przejściu poprosiła o przejście do stępa, a następnie o zatrzymanie - w którym w razie potrzeby pomogła. Podeszła do Jessamine, zwijając lonżę.
- Będziemy kończyć, ale że zostało nam jeszcze parę minut, to samodzielnie postępujesz sobie po hali, dobrze? Ja będę iść obok i jeszcze trochę poćwiczymy. - Powiedziała, rozplątując wodze i podając je juniorce. W razie potrzeby przypomniała jej, jak prawidłowo się je trzyma, po czym odpięła lonżę. - Będziemy jeździć w środku, żeby nie przeszkadzać reszcie, dobrze? Rusz stępem, zmień parę razy kierunek - poleciła. W trakcie owego stępowania naturalnie podpowiadała Jessamine jak prawidłowo skręcać, parę razy też poprosiła ją o zatrzymanie konia lub korygowała jej postawę.Anonymous - 2016-03-31, 00:27 Przechodząc do kłusa rudy zrobił to na tyle delikatnie, by nie wyrzucić pędem do tyłu dziewczyny. Jedynym utrudnieniem z jego strony, były w miarę szerokie kroki, aczkolwiek nie należał do specjalnie wybijających koni. Posłusznie z opuszczoną głową kroczył, leniwie zamiatając ogonem w rytm kroków. Gdzieś tam pomagał juniorce, cierpliwie znosząc jej początkowe zachwiania, czy też klepnięcia tyłkiem o siodło. Na szczęście dziewczynka szybko odnalazła równowagę, toteż Second śmiało człapał dalej przed siebie. Czekał na dalsze polecenia, słuchając na zmianę instruktorki jak i amazonki, która go dosiadała.Lucas - 2016-03-31, 21:50 Widząc postęp, rzeczywiście zaprzestał nadawania dziewczynie rytmu.
- Super! Pilnuj, żeby pięta była w dole i patrz przed siebie - rzucał jej w międzyczasie znaczące uwagi, wyłapując poszczególnie ułomności w jej postawie. Tym razem kłusa było nieco więcej niżeli poprzednio. Skoro Amazonka załapała o co chodzi, Lucas chciał żeby skutecznie utrwaliła sobie ową wiedzę. Nie mniej jednak nie chciał jej zamęczyć ciągłym anglezowaniem.
- Do stępa - zarządził, stwierdziwszy, że na dzisiaj starczy. Wymagał od niej poprawnego przejścia w niższy chód poprzez dociążenie dosiadem i subtelną pracę wodzą. Oczywiście przyjął margines błędu w wykonaniu, doceniając starania Nieve.
- Wypuść strzemiona, rozluźnij się i stępujemy - zalecił zaraz po wykonaniu poprzedniego polecenia.
- Drugi kłus był już całkiem niezły. Musisz popracować jeszcze trochę nad równowagą i stabilnością w siodle. Będzie Ci wtedy ładniej utrzymać odpowiednią postawę - podsumował dzisiejszy trening, łagodnie przyglądając się rudowłosej. Dał jej dłuższą chwilę stępa, pozwalając na relaks i odpoczynek po wysiłku. Nie chciał robić z nią dzisiaj nic więcej, bo byłoby tego za dużo jak na jeden raz. Z pewnością i tak następnego dnia będzie miała zakwasy tu i ówdzie, co było całkowicie normalne na początku przygody z jeździectwem.
- No dobrze, parkujemy i zsiadamy - powiedział w końcu, powoli zaczynając zwijać lonże. Pilnował oczywiście, by kobieta poprawnie zsiadła z końskiego grzbietu, popuściła popręg i podwinęła strzemiona. Gdy wszystko zostało zrobione, oddał w jej ręce Ravallo i ruszył u ich boku do stajni.
z/tNieve Hoover - 2016-04-01, 19:40 Wciąż, z największą starannością, wykonywała wszelkie prośby trenera i musiała przyznać, że naprawdę szło jej lepiej. A przynajmniej właśnie tak się czuła. Jeszcze przez jakiś czas podnosiła się rytmicznie w siodle zgodnie z ruchem konia, a kiedy Lucas pozwolił przejść do stępa, postarała się przytrzymać konia, który chętnie wykonał polecenie. Przysłuchała się ostatnim poradom bruneta, rozstępowała klacz by ostatecznie zsiąść z niej po odpowiednim czasie. Wykonała wszelkie zabiegi dotyczące sprzętu i wraz z trenerem opuściła halę, w pełni zadowolona z jazdy.
ztRavallo's Queen - 2016-04-01, 23:43 Kiedy klacz otrzymała odpowiednie pomoce, bez trudu, płynnie przeszła w niższy chód. Dłuższy czas stępowali, przez co ruda mogła nieco się odprężyć i rozchodzić, po co jak co, ale treningu. W końcu klacz zaczęła się przybliżać do faceta, aż stanęła ostatecznie, gdy wszystko zostało zrobione wróciła do stajni.
z.tJessamine - 2016-04-04, 11:20 Rzeczywiście czuła się o wiele pewniej na grzbiecie Second'a, niż na początku. Uśmiechnęła się, zadowolona z tego, że jej starania przynoszą zamierzony skutek, co zauważyła też instruktorka, Jessamine była jednak głównie skoncentrowana na tym co do niej mówi i na wierzchowcu, który póki co zachowywał się bez zarzutu. Słuchała uważnie wszystkich rad od Naomi, nawet jeśli tak naprawdę ich nie potrzebowała Chociaż ona uważała inaczej, wiedziała, że jeszcze wiele musi się nauczyć więc starała się czerpać garściami z tego treningu.
Kiedy instruktorka zaproponowała jej samodzielne przejścia między stępem i kłusem, czternastolatka ochoczo na to przystała i przeszła od słów do czynów. Korzystając z rad od blondynki usiadła w siodło, prosząc wałacha o stęp. Po krótkiej chwili stępowania instruktorka poprosiła ją o zakłusowanie, do czego Jessamine zaraz przeszła, dociskając łydki i sygnalizując kłus. Po przejściu do kłusa potrzebowała chwili, by na powrót znaleźć właściwy rytm, w jakim anglezowała, ale gdy już go znalazła szło jej całkiem nieźle, utrzymywała równowagę na grzbiecie małopolaka. Znowu po chwili przeszła do stępa na życzenie Naomi, po czym zatrzymała Chance'a, jak zwykle korzystając z rad instruktorki.
- Jasne. - odpowiedziała na propozycję Naomi bardziej optymistycznie do tego nastawiona, niż można by sądzić. Zgarnęła wodze, delikatnie poprawiła się w siodle i poprosiła Second'a o ruszenie stępem. W pierwszej chwili była nieco zestresowana, jednak szybko rozluźniła się i spokojnie stępowała z wałachem. Kilka razy zmienili kierunek jazdy. Rudowłosa od czasu do czasu zerkał na idącą obok nich Naomi, która od czasu do czasu jej podpowiadała, co było dla Jessamine bardzo cenne.Charmeur - 2016-04-04, 23:46
Misza napisał/a:
Praca z takim koniem była czystą przyjemnością, Misza mógł prowadzić Charmeur równie lekko jak partnerkę w tańcu, a przecież właśnie tym powinna być jazda. Co prawda, jak na razie to wszystko były podstawy, mężczyzna sprawdzał i ewentualnie chciał doszlifować elementy z klasy L - a później zacznie przygotowywać podopieczną do P. Wtedy też zobaczy, czy kasztanka chętnie uczy się nowych rzeczy, czy jest oporna podczas nauki, czy też raczej chętnie zabiera się za pracę. Jedno było pewne - miała spory potencjał, co widać było już po jej ruchu, ale przed nią była jeszcze długa droga. Niemniej Michael zamierzał jej w tej drodze towarzyszyć.
Wracając jednak do meritum, na pierwszym śladzie kłus roboczy, z jednoczesną uważną obserwacją innych osób znajdujących się na hali; w razie potrzeby wjeżdżał na woltę, koło albo zmieniał kierunek przez półwoltę. W momencie wchodzenia na łuk odruchowo zewnętrzna wodza zamykała się oraz unosiła nieznacznie wyżej niż wewnętrzna, która w tym samym czasie "otwierała się". Dorzucił teraz w kłusie serpentynę o jednym łuku (HXK, gdyby patrzyło się na czworobok), chwaląc Rudą za zaangażowanie. W pewnym momencie zablokowanie ruchu bioder, zamknięcie łydek i dopiero na koniec wstrzymujące działanie wodzy - sygnał do stój. Jeśli któraś z nóg Charm była odstawiona, poprawiał to ruchem łydki. Zachęcał ją również do ciągłego równego opierania się na wędzidle i przede wszystkim pilnował nieruchomości. Zatrzymanie się było bardzo ważne w każdej klasie ujeżdżenia - a często bywało ignorowane podczas codziennych treningów. Po tym mocniejszy sygnał łydki, lekkie przesunięcie dłoni do przodu wraz z ruchem klaczy; przejście do kłusa. Następnie ponownie do stępa, do stój, do kłusa, w różnej sekwencji, co różną ilość kroków przez jakieś jedno okrążenie. Utrzymanie rudej w kłusie, wjazd na przekątną, przejście w dosiad ćwiczebny i sygnał do kłusu pośredniego.
Prowadzenie jej pod siodłem, faktycznie mogło kojarzyć się z tańcem. Niezwykle lekko i przyjemnie pozwalała się prowadzić, z ogromną chęcią przystając na co raz to kolejne stawiane przed nią wyzwania. Ze spokojną głową i wielką ciekawością świata gotowa była uczyć się nowych rzeczy, poznawać równowagę i siłę swojego cielska, które utrzymane w dobrej kondycji, było doskonałym materiałem do rzeźbienia na wielu płaszczyznach.
Kłusując lekko i z ogromną swobodą, naprawdę chętnie szła na przód, gnąc się elastycznie i miękko od łydek, pozostając zamknięta w pomocach i uważna na każdą kolejną porębę jeźdźca. Pochwały były jak najbardziej wskazane, upewniały Rudą w tym, że solidna i ciężka praca jest tym czego oczekuje jeździec, a przede wszystkim dawały świadomość tego, że to co robi jest dobre i zostanie wynagrodzone.
Płynnie zatrzymując się do stój, równomiernie obciążyła wszystkie kończyny, nie zostając zadem, stojąc grzecznie i czekając. Nieustannie memłała wędzidło w pysku obficie się przy tym pieniąc i pozostając w rozluźnieniu. O ile samo zatrzymanie nie było trudnym elementem, to stanie zdecydowanie nie podobało się naszej Rudej damie. Zaczynając wymachiwać tylną nogą i szastać ogonem, próbowała naprzeć na wędzidło i ruszyć do przodu.
Poproszona o kłus niemal wyrwała się do przodu, Misza musiał korygować takie niewinne lecz dostrzegalne błędy. Niestety czasem nad doskonałym wyszkoleniem przeważała ruda charakterność i ta jej wrodzona ciekawość. Kolejne zatrzymania i nieruchomość wychodziły o wiele lepiej, uświadamiając Charm, że stanie to nic strasznego i czasem po prostu trzeba posterczeć w jednym miejscu, nieco dłużej.
Dopiero przy dosiadzie ćwiczebnym wymagającym znacznego zaangażowania zadu, Char uniosła mocniej łeb lekko i przyjemnie gnąc się w potylicy. Pozostając luźną i przepuszczalną, pchała się tyłami aktywnie, obniżając przy tym zad. Zachowywała się jak stara wyga, niemniej jednak nie wszystko będzie tak nieustannie kolorowe. To konisko ma niejednego asa w rękawie ;>.Naomi Eaton - 2016-04-10, 16:50 Po paru minutach takiej "zabawy" czas lekcji dobiegł końca, dlatego też poprosiła swoją uczennicę o podjechanie i zatrzymanie się.
Przypięła lonżę do kółka wędzidłowego, podczas gdy Jessamine zsiadła z końskiego grzbietu. Wyszły razem do stajni, w której to wspólnie rozsiodłały konia, a także rozliczyły się i ewentualnie umówiły na kolejną jazdę. /zt
/2pkt doświadczenia dla Ciebie, -25 funtów, które przechodzą na mnie :D