To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Latte Macchiato - 2017-01-05, 22:33

Ten tydzień nie należał i dla Latte za najszczęśliwszy. Zatargi z końmi na pastwisku dały się we znaki kiedy kolejnego dnia - dnia zawodów nie tylko dla niej ale i dla Diega. Na rozgrzewce spięta, mało współpracująca i lekko ospała chwilę pobiegała... o chwilę za krótko co finalnie skończyło się prychaniem z pyszczka i spięciem słabo rozgrzanych mięśni.
Utrzymana na pomocach skierowała się ze swoim panem na czworobok jadąc po prostej, równej linii. Zebrana głowa i wygięta w ładny łuk szyja prezentowały się najlepiej z całego korpusu kobyłki a oleju do ognia dolewało machanie w każdą stronę ogonem. Po otrzymaniu pomocy półparad skierowała uszy w stronę właściciela mocniej wciągając powietrze. Ani trochę wizja trudniejszych zadań jej się nie podobała, lecz nie mogła się nie zatrzymać po dostanych sygnałach parady. Zrobiła to jednak bardzo nieestetycznie - prawa przednia noga dalej, tylne nogi lekko ugięte i obniżony zad jakby zaraz miała zasnąć nie zachęcały do podziwiania jej urody, co nie mogło się też dziać po przejściu do kłusa. Ruch miała ociężały, noga wlokła się jedna za drugą a wzrok zmętniał. Mimo to linia ruchu była w miarę prosta aż do C gdzie wykręcili w stronę narożnika który również pokonali. Jej łuki nie było wyśmienite - wypadanie łopatki i prychanie były codziennością w narożnikach tego przejazdu ale cóż biedny Diego mógł poradzić. Nieczuła na jego sygnały Kawa nie reagowała kompletnie na jego pomoce, a jeśli już choć trochę zareagowała to ze spóźnieniem bądź mało kompletnie. Serpentyna była fatalna, podobnie jak inne czynności. Wzrok i słych klaczy skupiony był na widowni i wszystkim innym poza jeźdźca a przez to jej łuki i płynność ruchu były bardzo zakłócone. Pomoce do galopu po F dotarły do niej z opóźnieniem, jakie informatycy nazwali by wysokim pingiem. Uniosła korpus i wyrzuciła prawą nogę w przód jakby nagle dostała olśnienia lecz potem jej ruch znów osłabł. Mało unoszący się zad i brak pracy zadu poskutkowały brzydkim galopem i trudnościami z utrzymaniem linii. Wzrok mętniał coraz bardziej a uszy bądź nasłuchiwały dźwięków otoczenia albo pokazywały jak bardzo klacz jest niezadowolona.
Spięte mięśnie nie pomogły w wyjeździe na koło przy E. Cóż, co jak co ale łuk jej kompletnie nie wychodził - wypadająca raz wewnętrzna noga, usztywnienie tułowia na początku wyjechania oraz wleczenie za sobą zadu dawały wiele do życzenia a pomoce mężczyzny nic nie pomagały w początkowej fazie. Finalnie jednak nawet im te koło wyszło patrząc na ogół przejazdu. Nawet na koniec zwolniła grzecznie do kłusa, niestety wpadając lekko tyłem nóg pod korpus oraz obniżając zanadto zad aczkolwiek... no przeszła do kłusa. Ruch na wprost o dziwo poszedł jej lepiej - utrzymała równą linię i nawet nie ciągnęła tak swoich 4 liter, aczkolwiek na narożniku lekko wypadła. Następnie w B wykręciła na koło przybierając nawet znośny łuk choć... mogło być lepiej jak zawsze.
Gorzej nie było kiedy mężczyzna zaczął stopniowo oddawać jej wodzę a ta zaczęła powoli opuszczał łeb i lekko pracować wędzidłem w pyszczku. No dobra... trzeba przyznać, że wypadła deczko z łuku i zewnętrzna noga odbiegała aby utrzymać równowagę ale i tak powinien być z niej dumny podobnie jak nabieranie wodzy, podnoszenie łba oraz powrót do zebrania. Po wykończeniu koła jechali na wprost, wyjechali jako siako narożnik a przy literce A znów przeszli do stępa. Tutaj tylne nogi wylądowały dalej od ściany niż przednie aczkolwiek i tak było w miarę dobrze. Jej mięśnie drżały i były twarde jak kamień a kroki bardzo niepewne zarówno w stępie swobodnym, jak i w stępie pośrednim w którym niezbyt się trzymała - w końcu jej te tempo nie odpowiada. Przód lekko wypadał w bok a głowa kiwała się na boki ale cóż. Każdy ma swoje słabe dni.

Segreti - 2017-01-05, 22:45

/okrojone o zbędne opisy/

Od początku dnia klacz opanował stres. Wierciła się w boksie a podczas obrządku była niczym muchy w nosie. Mimo wskazywań kobiety bardziej zachowywała się jak rozwydrzony 3 latek niż koń profesor. Rozgrzewka szła im również fatalnie, ruchy klaczy były niezgrabne, rżała co raz z tęsknoty za boksem a inne konie ewidentnie jej przeszkadzały. Stres Evy udzielał się klaczy, stres klaczy udzielał się Evie. Następne sygnały do kłusa poza rozprężalnią jedynie wzmocniły jej stres a tym samym profesorka spięła grzbiet i zad oraz zaczęła nerwowo przeżuwać wędzidło.
Cóż, nie przyznam racji co do doświadczenia, ale tutaj to ja jestem jedynie koniem.

Przejechały po w miarę prostej linii do X po której ruch klaczy był jednostajny, równomierny a w tym wszystkim ociężały. Na półparady zareagowała prychnięciem i spięciem się natomiast po paradzie zatrzymała się gładko nad X aby przystanąć nieruchomo w lekko rozlazłym ustawieniu oraz z widocznym niezadowoleniu na pysku. Następnie po rutynowych czynnościach jeźdźca klacz wypchnięta do kłusa odbiła się lekko z zadu i nadstawiając go o dziwo całkiem ładnie. Łuk wyszedł w miarę równo wyjechany, z wygięciem grzbietu i szyi i bez wypadania łopatki. Następnie po dojechaniu do B wyjechały na koło przy którym ciało klaczy nie przyjęło wymaganego łuku, grzbiet był spięty a zad nisko unikając pracy.

Finalnie jednak całe koło wyszło lepiej po połowie jej wyjechania niż można było sie tego spodziewać. Następnie ruszyły wzdłuż barierek aż do K. Pokonywanie tej trasy zaaowocowało lekkim nieutrzymaniem tempa w postaci zwalniania oraz co rusz wypadanie wewnętrzną nogą z linii aczkolwiek sprawa z równą linią poprawiła się po przekątnej. Na niej kilkukrotne pomoce kobiety sprawiły nieznaczne przyśpieszenie tempa ruchu, aczkolwiek nie do tego stopnia by pokonać całą linię w tym tempie. Co rusz bunty klaczy powodowały jej ospałość i zwolnienie. Nawet po ruszeniu od M tempem roboczym bywały momenty ospałość. Na narożniku lekko się jedynie wygięła oraz wypadła nogą poza łuk aby w E zejść z kłodą w tyłku na koło. Podczas wyjeżdżania skupienie klaczy pozostało przy ,,niebieskich migdałach'' a tym samym jej zad szedł nisko a łuk szyi był znikomy. Praca kobiety spowodowała całe szczęście to, że udało się uzyskać w miarę ładne koło pod koniec a tum samym ukończyły gładko koło wyjeżdżajac na krótką ścianę a stamtąd do punktu A.

Pomoce kobiety działały można rzecz, że były kompletnie ignorowane do czasu zatrzymania podczas którego całe ciało klaczy współgrało do tego stopnia idealnie, że pierwszy raz podczas przejazdu kobieta mogła być zadowolona. Następnie po odczekaniu pod kobietą pięciu sekund ruszyła silnie odbijając się nogami i wyrzucając klatkę piersiową mocno do przodu a potem automatycznie zwalniając. Sytuacja zdążyła się też na przekątnej gdzie klacz zwalniała a momentami przyśpieszała.

Finalnie wypracowały równomierne tempo a zad ruszył w obiegi aż do przejścia w kłus które nie poszło wcale tak źle. Nogi szły po odpowiedniej linii, zad pracował chętnie a szyja miała ładny łuk. Na narożniku zignorowała lekkie pomoce kobiety przez co galop wyszedł nie owijając w bawełnę denny. Przejście nadeszło z opóźnieniem a kroki w galopie były bardzo niestabilne. Zad co prawda odrobinę pracował, lecz nie było to satysfacjonujące. Na kole starania Evy w miarę się polepszyły choć... cóż, spłaszczenie koła oraz wypadanie łopatką nie były marzeniem.

Francesca - 2017-01-05, 23:31

Oj tam od razu tragicznie, pojechałaby może więcej zawodów gdyby miała z kim. Obecnie musiała i chciała zadowalać się gniadą klaczą, ale nie zawsze wszystko mogły zrobić wspólnie. Nawet jak nie będzie idealnie, to w końcu to jakiś trening dla nich obojga. Oswajanie się z zawodami też im pomoże, bo im więcej tym lepiej ponoć. Profesor podobno był idealny dla początkujących ze sportem czy jeździectwem, więc niech nie wybrzydza. Zawsze mogło być gorzej, bo mogła trafić do szkółki z samymi 4-5 latkami które kopały by ją i niewiele robiły pożytecznego. Fran oczywiście przejmowała się słabym startem, jednak była i tak zadowolona z tego co ma i z tego co już osiągnęły. Małymi kroczkami do celu, bo przecież nie od razu Rzym zbudowali nie? Dojeżdżając do K ściągnęła klacz na przekątną czworoboku, by skierować ją do X galopem. Jechanie po linii prostej nie wyszło im zbyt idealnie, spłynęły z niej co nieco. Ostatecznie jednak udało im się to na końcu poprawić, wysłała jej przed X półparady by przygotować do przejścia w niższy chód. Spięła w odpowiednim momencie krzyż, zamykając łydki na jej bokach i ściągając wodzę do siebie. Przejście do kłusa było nieco mało harmonijne, ale tempo nawet idealnie odpowiednie. Oczywiście pomijając fakt że nieco znów spłynęły z linii prostej, którą dopiero pod koniec udało się naprostować. Kończąc przekątną w M, wysłała jej kolejne półparady - starała się i ponowiła przejście do wyższego chodu. Dociążyła tym razem nieco znaczniej lewą stronę siodła, docisnęła łydki do jej boków i wypchnęła z krzyża do galopu na lewą nogę. Minimalnie spóźniła się z wysunięciem nadgarstków w przód, co zaowocowało nieco zaburzonym przejściem w najwyższy chód. Zostało im tylko kilka figur do pokonania i koniec ich przejazdu, a każde kolejne zawody na pewno będą już lepsze. Nieco wiary i motywacji potrafi zdziałać cuda, a obie stosunkowo były nadal młode więc miały ogromny potencjał. Przegalopowały dość spory kawałek bo aż do E, gdzie ściągnęła ją na ostatnie koło w ich przejeździe. Wygięła ją od wewnętrznej łydki, zewnętrzną pilnując jej zadu. Wewnętrzną wodzą nadała kierunek jej ruchowi, zewnętrzną domykając i pilnując zgięcia. Udało im się zachować prawidłowy kształt koła, ale klacz nieco gasła jej na wolcie i dość marnie angażowała zad w pracę. Jakoś coś sypnęło im się tutaj, ale jakoś starały się to naprawić. Znaczy Fran się starała klacz naprowadzić na właściwy tor, ale niestety z różnym skutkiem. Po zamknięciu koła pogalopowały dalej na wprost, by w F ponownie zjechać na przekątną czworoboku. Dojeżdżając do X znów przygotowała ją do przejścia w niższy chód, gdzie tuż za literką zwolniła ją do kłusa. O dziwo wyszło im znacznie lepiej niż te poprzednie. Tutaj miały raczej problem z utrzymaniem tej linii prostej, bo dosiad dziewczynki pozostawiał nadal nieco do rzeczenia i klacz nieco nie tak reagowała jak powinna. Z drugiej strony jednak co się jej dziwić, jak pomoce mogły być dziwne nie stosowne do momentu jak się to mówi. Kłusowały ponownie dość spory kawałek, by znów zejść na przekątną czworoboku i pojechać do przeciwległego punktu po skosie. Utrzymanie idealnej jazdy na wprost serio szło im jak krew z nosa, ale to już był koniec - na szczęście. Dodatkowo kobieta starała się zachęcić klacz do szybszego tempa, popędzając ją (starając się) łydkami i marnym w wykonaniu dosiadem. Klacz słabo jednak poszerzała swoje ramy i niedokładnie przekraczała ślady. Na pewno to odbije się na ich notach, choć zawsze mogło być jeszcze gorsze. W K po półparadzie ściągnęła ją nieco na siebie, by wrócić do roboczego i pojechać dalej na wprost. W A skierowała klacz na linię środkową, gdzie zamknęła ją nieco mocniej w łydkach. Schneewittchen o dziwo i na szczęście pojechała idealnie po linii prostej do X, gdzie kobieta wysłała jej pomoce do ostatecznego zatrzymania się. Oczywiście poprzez wysłanie odpowiednich pomocy jak: dociśnięcie łydek do boków i zamknięcie jej w nich, ściągnięcie wodzy, odchylenie się w siodle i zblokowanie krzyża. Zatrzymanie bez kroków w stępie, ale ponownie nie najlepsze. Klacz stanęła dość nie równo i posypała się lekko w ustawieniu, ale co poradzić? Fran się ukłoniła, zrzuciła wodzę gniadej i zjechała z czworoboku. Po rozprężeniu odstawiła ją do stajni, serwując jej masaż i dużo smakołyków.

z.t

Nadya - 2017-01-06, 10:36

To był ich kolejny wspólny start. Podczas ostatnich zawodów na Jima negatywnie wpływała atmosfera zawodów, a Nadyi zależało, żeby w pewnym stopniu go do niej przyzwyczaić. W dniu zawodów zawitała do stajni, zostawiła swoje rzeczy i poprosiła stajennego o przyniesienie potrzebnego sprzętu, po czym ruszyła bod boks Jima, przywitała się z nim i zaprowadziła na myjkę. Tam go oporządziła i osiodłała, a gdy i ona była gotowa, ruszyli na rozprężalnię. Tam rozgrzali się w każdym chodzie z kilkoma figurami i ćwicząc przejścia ze stępa przez kłus do galopu i z powrotem. Jeszcze zanim pojawili się na czworoboku, starała się go jak najbardziej przygotować i skupić na sobie i na tym, co będą robić. Sama próbowała się uspokoić i wyluzować, bo była trochę spięta, a gniademu to też nie służyło.

W końcu pozbierała go, nabrała wodze na kontakt i skierowała na czworobok kłusem roboczym, od początku starając się lekko pilnować go łydkami. W A wjechali na czworobok i dalej na linię środkową. Wcześniej posłała półparadę, przygotowując ogiera do zatrzymania, ale też żeby bardziej skupić rozkojarzonego oldenburga. Zablokowała krzyż i wysłała pełną paradę, przez co udało im się spokojnie zatrzymać w X. Ukłoniła się, po czym poprosiła Jima o ruszenie kłusem roboczym. Wrócili pod ścianę w C, gdzie skręcili w prawo. Brunetka nadal starała się o poprawę koncentracji trzynastolatka, który widocznie miał dziś zły dzień, lub po prostu nadal miał problemy z atmosferą zawodów, co wcale jej nie dziwiło. Podejrzewała też, że swoją cegiełkę dołożyła częściowa ślepota Beam'a. W B skręcili w prawo, przejeżdżając przez środek czworoboku, by w E skręcić w lewo. Podczas skrętu w lewo mimo pomocy płynących ze strony Bravo gniadosz wyraźnie się usztywnił, ustawiając krzywo szyję, co wpłynęło na jakość wykonanego elementu. Usztywnienie konia nie pomogło im podczas pokonania narożnika, ale w końcu znaleźli się pod krótką ścianą. W A zjechali na linię środkową, na której dwudziestotrzylatka przygotowywała Jima do kolejnego elementu, ustępowania od łydki, głównie przez półparady. W końcu usiadła głębiej w siodle, wycofała jedną łydkę nieco za popręg, drugą zostawiła na nim. Łydkami nadawała ruch naprzód i w bok, kierując Jima we właściwą stronę, wodze stanowiły oparcie i nadawały zgięcie w potylicy, starała się też, żeby podczas ćwiczenia ogier był jak najmniej usztywniony. Wrócili pod ścianę i skierowali się następnie w stronę C. Półparada przed przejściem do wyższego chodu, Bravo napięła krzyż, cofnęła jedną łydkę za popręg i dodała łydki prosząc oldenburga o zagalopowanie na lewą nogę. Na kolejnym narożniku starała się go przypilnować, by poprawnie go wyjechać, po czym znaleźli się na długiej ścianie. Znów półparada służyła przygotowaniu trzynastolatka do kolejnego punktu programu, po czym Rosjanka wysłała mu pomoce do wyciągnięcia galopu, podczas tego elementu pilnując równego tempa, wyraźnie wyciągniętego kroku, tak aby kryli więcej terenu.
W V zboczyli na koło w lewo o średnicy 15 metrów, na którym Nadya starała się nie tylko o zachowanie równego tempa, ale też o wygięcie Jima wokół jej łydek i wpisanie się w kolo. Sprawę miałą momentami trochę utrudnioną przez usztywnienie i rozkojarzenie wierzchowca. W połowie koła skróciła go do galopu roboczego. Poruszając się nim zamknęli koło, znajdując się z powrotem pod ścianą. Znajdując się pod przeciwległą drugą ścianą w F skierowała gniadego na przekątną by zmienić kierunek jazdy. W X, uprzedzając go półparadą przeszła z nim do kłusa roboczego. Przejechali pod krótką ścianą z różnym skutkiem pokonując narożniki czworoboku. W M znów odbili na przekątną, tym razem wydłużając na niej wykrok w kłusie, dodatkowo Nadya anglezowała na przekątnej. W K, schodząc z przekątnej pod ścianę, skróciła go z powrotem do kłusa roboczego.
Kolejny narożnik i krótka ściana. Tak samo jak po wjeździe na czworobok, przygotowała go do zatrzymania, tym razem w A, gdzie zablokowała krzyż i posłała pełną paradę. Odliczyła czas, w którym mieli stać nieruchomo, po czym poprosiła Jima o ruszenie stępem pośrednim.

1-9

Brian - 2017-01-06, 14:39

Tradycyjnie w zawodach ujeżdzeniowych wystartował z Sensationet, która o ironio znacznie bardziej wolała skoki, co nie omieszkała mu okazać na treningu ukierunkowanym właśnie bardziej na ujeżdżenie. Brian też w sumie wolał skoki, ale nie mogło go to powstrzymać przed zgłoszeniem się do zawodów. Po pojawieniu się w stajni zostawił swoje rzeczy i zabrał się za gniadą. Przywitał się z nią i zaprowadził na myjkę, gdzie ją oporządził i osiodłał. Gdy i on się przygotował ruszyli na rozprężalnię. Tam brunet poświęcił trochę czasu na rozgrzanie się w każdym chodzie, figury i przejścia, starając się jednak, żeby klacz zachowała siły i świeżość na zawody. Wyjątkowo nic jej nie odwalało i nie musiał się zbyt użerać z jej humorkami i hormonami. Gdy przyszła ich pora nabrał wodze na kontakt, prowadząc ją w kłusie roboczym na czworobok.

Wjechali na czworobok w A, brunet przypilnował zangersheide łydkami, by kroczyła po linii prostej. Przed X posłał jej półparadę, potem usiadł głębiej w siodle, zablokował krzyż i wysłał jej pełną paradę do zatrzymania w X, co wyszło im bez zastrzeżeń. Utrzymując ją w nieruchomości ukłonił się i ruszyli dalej po linii środkowej. Od początku po ruszeniu z zatrzymania kłus był nieco nieregularny, czemu starał się w pewnym stopniu zaradzić. W C skręcili w prawo, dokładnie wyjeżdżając zakręt. Kontynuowali kłus, który nadal momentami był nieregularny, do B, gdzie Brytyjczyk skierował sześciolatkę w prawo, przecinając środek czworoboku, by w E skręcić z kolei w lewo. Kilkanaście metrów, narożnik i krótka ściana, gdzie w A znów wjechali na linię środkową, gdzie dwudziestosiedmiolatek zaczął przygotowywać Sensationet do ustępowania z łydki, także dodając półparadę. W okolicach D usiadł głęboko w siodle i zastosował szereg pomocy: cofnął jedną łydkę za popręg, drugą zostawiając na popręgu. Nadawały one ruch do przodu i w bok. Wodze stanowiły oparcie, lecz jednocześnie nadawały zgięcie w potylicy. Mimo jego starań i współpracy ze strony Sensationet ustępowanie wyszło im nieco krzywo, co teraz trudno byłoby im poprawić. Znów narożnik i krótka ściana. Zbliżając się do C znów pomoce przygotowujące, głęboki siad w siodle, napięcie krzyża, cofnięcie jednej łydki za popręg i dodanie obu do zagalopowania z lewej nogi. Chociaż co do przejścia nie można było się przyczepić, to gniada kroczyła za płaskim galopem, do którego w innej sytuacji mężczyzna może by się nie przyczepiał. Tak czy owak próbował zachęcić gniadą do bardziej okrągłego galopu, utrzymując przynajmniej aktywne i równe tempo.
Precyzyjnie pokonali narożnik a na długiej ścianie Brian najpierw posłał klaczy półparadę, by następnie poprosić ją o wydłużenie galopu, pilnując nadal dobrego i aktywnego tempa, wyraźnego wydłużenia galopu, co wiązało się z kryciem większego terenu. W V z kolei przygotowując klacz uprzednio przez pólparade, skierowali się na woltę w lewo o średnicy 15 metrów. Na kole brunet nadal pilnował tempa, starając się o bardziej okrągły galop. Przesunął zewnętrzną łydkę za popręg, pilnując wygięcia wokół łydki i unikając wypadania zadem lub łopatką, co zaburzyłoby figurę. Wodze nadawały kierunek jazdy i zgięcie w potylicy. W połowie koła usiadł głębiej w siodle i skrócił zangersheide do galopu roboczego.
Przejechali pod krótką ścianą, by na długiej w F odbić na przekątną. Przed X znowu półparada, przygotowująca do olejnego przejścia. W X przeszli do kłusa roboczego. . Jeszcze na przekątnej znów mieli problemy z nieregularnym kłusem, Sensationet brakowało też lekkości w ruchu. Wracając pod ścianę kontynuowali kłus, Brian starając się polepszyć jego jakość. W M znów odbili na przekątną, tym razem wydłużając na niej wykrok w kłusie anglezowanym. W K, schodząc z przekątnej pod ścianę, skrócił ją z powrotem do kłusa roboczego. Nadal kłus nie był idealny. Znaleźli się z kolei pod krótką ścianą. Przed A przygotował gniadoszkę do zatrzymania posyłając jej półparadę, po czym w odpowiednim momencie usiadł głębiej w siodle, zablokował krzyż i posłał klaczy pełną paradę do zatrzymania w A. Utrzymał zangersheide w nieruchomości odliczając czas i przygotowując ją do ruszenia. Ruszyli stępem pośrednim, Brytyjczyk pilnował równego, energicznego tempa i wyraźnie zaznaczanych kroków w tym chodzie.

Eva - 2017-01-06, 16:05

Nie spodziewała się aby te zawody przyniosły im spore korzyści, bo wtedy to chyba cud musiałby się stać. Kobieta jednak nie zamierzała się poddawać ani uznawać wszystkiego za życiową porażkę, trzeba było iść twardo naprzód i zdobywać stopniowo swoje cele. Im więcej będą startowały w takich zawodach, tym z czasem będzie na pewno znacznie lepiej. Dojeżdżając do K ściągnęła klacz na przekątną czworoboku, gdzie starała się dopilnować jazdy po linii prostej i zachowania odpowiedniego tempa i zaangażowania w pracę. Przymknęła ją w łydkach, by klacz szła po linii prostej na tej przekątnej. Jednak gdzieś zabrakło im dobrego tempa, bo klacz jej gasła w tym galopie. Eva nieco rozkojarzona próbowała to naprawić, ale z różnym ostatecznym skutkiem. Dojeżdżając do połowy owej przekątnej, posłała jej imitację półparad by ją na sobie skupić. Zaraz za owym punktem spięła krótko krzyż, odchyliła się minimalnie w siodle i zamknęła ją w łydkach. Przejście było nieco zaburzone, bo klacz spóźniła się z przejściem i poprawiona przez Evę zrobiła to dość chaotycznie. Kobieta pozbierała ją do właściwego ustawienia niemal w sam raz, bo zaraz czekało ich kolejne zagalopowanie. Dociążyła znacznie mocniej lewą stronę siodła, docisnęła łydki do jej boków i wypchnęła z krzyża do galopu. Teraz więcej winy było po stronie kobiety, spóźniła się z wysunięciem nieco rąk w przód i zaowocowało to kolejnym zaburzonym przejściem. Na szczęście jednak nie było to tragiczne w porównaniu do tego poprzedniego, ale do ideału i tak sporo brakowało. Skierowały się dość spory kawałek wzdłuż płotków, bo aż do E, gdzie ściągnęła klacz na kolejne koło. Docisnęła wewnętrzną łydkę do popręgu, by nadać nią zgięcie klaczy na kole. Zewnętrzna łydka powędrowała za popręg, by pilnować jej zadu. Zewnętrzną wodzą nadawała klaczy zgięcie w potylicy i kierunek ruchu, zewnętrzną domykając wszystko i pilnując ów wygięcia. Dokładała wszystkich starań by koło wyglądało jak koło, ale wyszło im nieco spłaszczone z racji nie równego tempa na nim. Po zamknięciu koła pogalopowały dalej na wprost, aż do F gdzie ściągnęła ją na kolejną przekątną czworoboku. Ponownie utrzymanie linii prostej okazało się mało problematyczne, ale klacz znowu gdzieś jej gasła po drodze. Skupiające działa na wysokości X, by zaraz zwolnić ją ponownie do kłusa. O dziwo przejście wyszło im całkiem nieźle, bo klacz jakby sama chciała już zwolnić do kłusa. Po powrocie na ścianę pokłusowały jeszcze kawałek aż do M, gdzie ostatni raz zeszły na przekątną czworoboku. Kobieta starała się oczywiście utrzymać linię prostą, zaangażowanie i tempo klaczy. Jednocześnie zgodnie z programem zachęciła ją do szybszego tempa i poszerzenia ram. Klacz jednak brakowało znowu gdzieś impulsu, a może kobieta go po prostu nie wysłała. Klacz nieco za słabo przyspieszyła, wykonując ten element dość niechlujnie i niedokładnie. Eva miała poniekąd wrażenie, że opadła już prawie całkowicie z sił. Kończąc przekątną w K wzięła ją na siebie, by wrócić do roboczego tempa. Pojechały dalej aż do A, gdzie wygięła ją na linię środkową i skierowały się do X. Wysłała wcześniej kilka mniejszych półparad, a tam jedną pełną paradę. Zaraz zblokowała krzyż, zamknęła mocniej łydki na jej bokach, odchyliła się w siodle i ściągnęła wodze do siebie. Otrzymała całkiem niezłe zatrzymanie, jednak z prawie brakiem kontaktu i lekko odstawionym zadem. Ukłoniła się sędziom i zjechała z czworoboku, by oddać klacz w ręce luzaka i pójść na drugi przejazd.

z.t

Sensationet - 2017-01-06, 16:15

Faktycznie klacz znacznie lepiej czuła się w powietrzu, niż deptając kapustę na czworoboku. Jednak była dość wszechstronnie ukierunkowana, więc można było z nią naprawdę wiele robić. Gniada wiedziała że coś się święci, bo od rana w stajni panował totalny chaos i zamieszanie. Była ciekawa czy i ona dziś po robi coś twórczego, czy ten dzień zaliczy do nudnych. W końcu dostrzegła swojego właściciela, który wyraźnie szedł w jej kierunku. Dała się dziś bez większych trudności wyczyścić i osiodłać, co na pewno ucieszyło faceta. Szybko skierowali się na rozprężalnie, by przygotować się do zawodów. Klacz oczywiście dała mu nieco popalić, bo przecież inne konie, ludzie i w ogóle. Jednak idealnie przed samy wjazdem na czworobok zdążyła się wyciszyć, co na pewno pozytywnie wpłynie na ich przejazd. W końcu nadeszła nie ubłagana chwila, kiedy mieli pojawić się na czworoboku. Skierowała się wraz z właścicielem na czworobok, poruszając się energicznym kłusem.

Wjechali na czworobok w A, by podążyć przed siebie do X po linii prostej. Skupiała się na nim, by wraz z dostaniem parady się zatrzymać w X. Klacz idealnie zatrzymała się w punkcie, gdzie równo postawiła nogi, podstawiła zad i pozostała na kontakcie. Nie ruszyła się bez wyraźnego polecenia ze strony chłopaka, a dopiero potem ruszyła na zad kłusem roboczym przed siebie. Klacz miała problem z utrzymaniem równego tempa, bo albo szła za szybko albo za wolno. Trudno było za nią właściwie nadążyć, skręcili w C w prawo. By pojechać dalej do B, gdzie skręcili ponownie w prawo i w E w lewo. Chwilę później już znaleźli się na krótkiej ścianie, gdzie w A wyjechali na linię środkową i zaraz przeszli do nowego ćwiczenia. Klacz odpowiednio z pomocami chłopaka zaczęła się poruszać do przodu i w bok jednocześnie. Krzyżując jednak nieco za słabo nogi, bo tempo miała nieco za szybkie i nie dokładnie to wyszło. Zaraz wyjechali narożnik i znaleźli się na krótkiej ścianie, gdzie zbliżając się do C znów się przygotowali do przejścia. Klacz wysunęła lewą nogę do przodu i płynnie dość przeszła do galopu, jednak galop wyszedł im dość płaski. Starali się jeszcze go poprawić, ale raczej z dość marnym skutkiem. Pokonali narożnik i znaleźli się na długiej ścianie, by zaraz zacząć wydłużanie kroku w galopie. Zostając w stałym tempie poszerzyła swoje ramy, wydłużając krok i wysuwając nos przed pion. Dojeżdżając do V zjechali na woltę o średnicy 15, gdzie starali się odpowiednio wygiąć i w końcu zastosować się do właściwego tempa z którym mieli wciąż problemy. W połowie koła wrócili do roboczego tempa, którym zamknęli ów koło. Pojechali dalej na wprost wzdłuż szranek, by w F odbić na przekątną czworoboku. Jechała dość dobrze po linii prostej, aż do X gdzie przygotowała się do zmiany tempa. Klacz co prawda płynnie zeszła w niższy chód, ale miała tutaj również problemy z jego regularnością. Po powrocie na ścianę kłusowali dalej naprzód, starając się poprawić jeszcze jakość swojego kłusa. W M znowu odbili na przekątną czworoboku, gdzie znów mieli wydłuż krok w kłusie. Udało im się całkiem poprawnie jak poprzednio, a dojeżdżając do K skróciła się do roboczego tempa i pojechała w kierunku krótkiej ściany. W połowie krótkiej ściany nastąpiło zatrzymanie, które klacz wykonała razem w pełną paradą. Klacz dość dobrze się ustawiła i odczekała właściwą ilość czasu, by zaraz ruszyć przed siebie stępem pośrednim.

Anonymous - 2017-01-06, 18:31

Dalej galopując w K klacz wyjechała na przekątną czworoboku do X. Linia prosta idealna to to nie była, bo klaczy ciężko było ogarnąć jak dokładnie powinna galopować, żeby było to prosto. Poczuła w pysku półparady, dlatego przejście do kłusa im wyszło. Cała reszta wyglądała mniej efektownie, ale przynajmniej pod koniec przekątnej udało im się jako tako wejść na linię prostą. W M mocniej dociśnięte łydki sprowokowały ją do przejścia ponownie w wyższy chód, jednak tym razem zaczynając z lewej nogi. Samo przejście wyszło jej nieco chaotycznie, w dodatku się potknęła, ale niczym nie zrażona kontynuowała galop. Bez zmiany tempa galopowały do punktu E, w którym do zrobienia miały kolejne koło o średnicy piętnastu metrów. Ta figura była dzisiaj dla klaczy zmorą, tak samo jak zmiany kierunków przez przekątną, po których jakości można było się zastanawiać czy wszystko u niej dobrze z równowagą. Na kole udało jej się zachować jego kształt, ale tempo to co innego. Co chwilę zwalniała, jakby bała się, że w zbyt szybkim galopie zaraz się wywróci, przez co też była wyraźnie usztywniona. Zjechała w końcu z powrotem na ścianę, w F wyjeżdżając na przekątną czworoboku. W X płynnie przeszła do kłusa, dalej zjeżdżając z linii prostej. Po powrocie na ścianę była bardziej popędzana, ale nic sobie z tego nie robiła. Można powiedzieć, że miała dziewczynę gdzieś. Momentami wykonywała polecenie, bardziej poszerzając swój wykrok, ale nie było to jakoś porywające. W K przeszła z powrotem do roboczego tempa, a w A zjechała na linię środkową. Przynajmniej na koniec nie spływała nigdzie na boki, więc samo dojechanie do X wyszło im całkiem nieźle. Zatrzymanie też nie było najgorsze, ale jej postawa pokazywała gdzie to wszystko miała. Po wszystkim zeszła z czworoboku.


zt

Diego Montana - 2017-01-06, 20:56

Nawet jeśli przejazd nie pójdzie im doskonale, to zawsze można to potraktować jako trening. W końcu każda forma treningu jest dobra, liczy się dobra zabawa a nie tylko wygrywanie. Pojechali kawałek tylko w stępie pośrednim, bo aż do C gdzie znów przyszykowali się na nowe zadanie. Poinformował ją o nadchodzącym zadaniu, a raczej próbował. Znali się już z wcześniejszych zawodów, ale dziś klacz chyba miała gorszy dzień i była dość oporna. Docisnął raz łydki do jej boków, by zaraz wypchnąć gniadoszkę z krzyża do kłusa. Zabrakło im nieco energii w tym przejściu, dlatego było on dość średnio widowiskowe. Wyjechanie narożnika i kolejne przygotowanie do wykonania nowego ćwiczenia, druga i zarazem ostatnia serpentyna o jednym łuku. Starał się odpowiednio wygiąć klacz na łukach, ale niestety z dość średnim skutkiem. Wyszły im ponownie nieco spłaszczone, wyjechane raczej dość średnio. Mimo doświadczenia Diego, to był jego chyba jeden z gorszych dni na zawodach. Dojeżdżając do końca serpentyny kolejne zadanie było tuż tuż, wysłał jej jakieś półparady które jednak średnio do niej dotarły. Dociążył znacznie mocniej lewą stronę siodła, by dołożyć mocniej łydki do jej boków i wypchnąć z krzyża do galopu. Minimalnie w czasie spóźnił się z oddaniem nieco wodzy, przez co klacz napotkała opór w pysku i nieco się posypała w ustawieniu. Dojechali tak do B, gdzie ściągnął ją na ostatnie koło w programie. Diego ponownie wygiął ją od wewnętrznej łydki, wewnętrzną wodzą nadając kierunek i zgięcie. Zewnętrzna wodza domykała i pilnowała wygięcia, a zewnętrzna łydka pilnowała zadu klaczy. Brak prawidłowego zgięcia zaburzył nieco rysunek koła, ale jeszcze nie było w sumie tak najgorzej. Po zamknięciu koła już wysyłał jej kolejne półparady, by przed narożnikiem zwolnić ją do kłusa. Przejście znów było nieco mało harmonijne, ale to już właściwie koniec ich przejazdu. Skierowali się do E gdzie wykręcił ją na lewo i przez wyjechanie prostej w kierunku B, a tam w prawo i potem do A. Tam wyjechanie na linię środkową i kierunek X, gdzie starał się aby jechała po linii prostej. Nawet się im to dość udało, a potem półparady i pełna parada w owym punkcie. Zatrzymanie bez kroków w stępie, ale krzywo ustawione nogi i odstawiony zad. Diego ukłonił się sędziów, zrzucił wodzę Latte i zjechał z czworoboku. Z racji kolejnych startów na rozprężalni oddał ją w ręce luzaka, który się nią należycie zajął.

z.t

Anais - 2017-01-07, 15:32

Po pierwszym przejeździe dziewczyna już definitywnie wiedziała, że ten dzień nie należy do jej najlepszych. Wprawdzie nie zależało jej na zdobyciu wygranej, a jedynie na godnym zaprezentowaniu swoich wierzchowców i zdobyciu odrobiny doświadczenia, jednak już teraz była świadoma tego, że nie podołała zadaniu. Niezbyt silny charakter dał o sobie znać szczególnie podczas przygotowań do drugiego podejścia, gdy ciemnowłosa bardzo gorączkowo rozważała czy kolejne wyjście na czworobok ma jakikolwiek sens. Nie przypuszczała, że trema pożre ją aż tak bardzo, teraz ledwo sobie z nią radząc. Ostatecznie jednak zdołała zebrać się w sobie i rzetelnie przygotowała Decembrista do przejazdu, starając się nie zarażać go swoim stresem. W końcu Anais skierowała ogiera na objazd czworoboku, prowadząc go kłusem ćwiczebnym. Wówczas dbała o jego zebranie i starała się utrzymać jego rozluźnienie i pozytywną energię, lecz samemu nie umiejąc osiągnąć tego samego stanu owe zadanie wyglądało na o wiele trudniejsze. Chwilę po usłyszeniu swojego nazwiska skręciła w stronę wjazdu na czworobok.

Od razu po wjeździe wyprostowała gniadego, poruszając się stałym tempem w prostej linii do wyznaczonego punktu. W tym czasie bacznie pilnowała ustawienia ogiera, ażeby nie krzywił się w żadnym odcinku ciała i nie spływał na żadną ze stron. Skupiwszy całą uwagę właśnie na tym zadaniu, zbyt późno wydała pomoce do wykonania półparady, więc w rezultacie procedura zatrzymania musiała wyglądać dość nerwowo. Niemniej jednak ciemnowłosa dołożyła wszelkich starań aby nie wypaść nazbyt tragicznie i pomimo wstępnego niedogadania się z podopiecznym po chwili w miarę swoich możliwości odratowała sytuację. A żeby w ogóle dokonać zatrzymania mocniej obciążyła grzbiet konia i usztywniła się w krzyżu, zasygnalizowała zatrzymanie na jego pysku i w końcu łydką dopchnęła zadnie nogi wierzchowca, żeby wsunął je pod kłodę i aby znalazły się w jednej linii podobnie jak przody. Po ukłonie w kierunku sędziów, Anais ponownie poprosiła gniadego o kłus, lecz i tutaj sytuacja nie wyglądała zbyt zachwycająco, bowiem pierwszemu ruchowi brakowało odpowiedniej energiczności. Niemniej jednak dziewczyna nieco nadrobiła ten ubytek podczas jazdy do C, odrobinę pobudzając konia. Tym razem również ograniczała wierzchowca łydkami, aby utrzymał się na prostej linii, po której zmierzali do wyznaczonego punktu, przy którym skręcili w prawo. Dziewczyna dopilnowała odpowiedniego wyjechania narożnika, szybko prostując kopytnego, gdy ponownie znaleźli się na linii prostej. Tutaj sytuacja wyglądała już bardziej kontrolowanie, Francuzka utrzymywała równowagę i rzetelniej wydawała pomoce, chociaż w głębi wciąż czuła narastający stres. Przy B ponownie skręcili w prawo, by po paru krokach aktywnego kłusa roboczego brunetka zmieniła stronę pomocy. Przy przeciwległej ścianie dziewczyna skręciła w lewo, jednostajnym tempem kierując się do A, gdzie ponownie wjechali na linię środkową. Kolejne zadanie poprzedziła półparadą, tym razem wydaną w odpowiednim miejscu oraz czasie. Chwilę potem bardziej obciążyła wewnętrzną stronę kopytnego oraz wewnętrzną nogę przesunęła nieco za popręg, żeby móc kontrolować ruch konia w przód i w bok. Zaś zewnętrzną nogę cofnęła nieznacznie w tył, by pilnować zadu ogiera, a rękoma ograniczała nadmierne wyginanie szyi. Szczerze powiedziawszy nie liczyła na wielkie zaskoczenie i była przygotowana na kolejne niedogodności, bowiem sama przyłapała się na kolejnych błędach. Owe pomoce choć poprawne wydała odrobinę chaotycznie, co poskutkowało wykonaniem przez konia ustępowania od łydki ale nie tak, jak elegancko powinno to wyglądać. Zganiwszy się w myślach, przy R ponownie wyprostowała ogiera i po dokładnym wyjechaniu narożnika, przy C wysłała go do galopu z lewej nogi. W tym celu subtelnie wskazała mu nogę przewodnią i lekko zacisnęła łydki na obydwu bokach konia, jednocześnie wypychając go biodrami i zachowując elastyczny kontakt z jego pyskiem. Napięta atmosfera powstała między nią a Decembristem nieszczególnie ułatwiała zadanie, jednak mimo to brunetka starała się zachować fason i raźno utrzymywała się na grzbiecie konia, zachowując pełnię potrzebnej równowagi. Miała sobie za złe, że obydwa swoje wierzchowce przedstawiła w nieco niekorzystnym świetle, jednak już nic nie mogła z tym zrobić, jedynie odkuć się przy okazji kolejnych zawodów oraz więcej czasu poświęcać na treningi. Przy H Anais nieco mocniej przyłożyła łydki do boków ogiera i przesunęła ręce do przodu, umożliwiając mu wydłużenie kroku w galopie. W punkcie V skierowała podopiecznego na koło o średnicy piętnastu metrów, w połowie którego skróciła jego wykrok do galopu roboczego. Podczas wykonywania figury amazonka pilnowała prawidłowego wygięcia konia oraz zachowania odpowiedniego kształtu koła, co w ostateczności nie wyszło najgorzej. Następnie wzdłuż ściany podążyli do F, z uwzględnieniem porządnego wyjechania obydwu narożników. We wspomnianej literce dziewczyna skierowała gniadego na przekątną, w której połowie wykonała półparadę, a następnie przy X zasugerowała wierzchowcowi zwolnienie do kłusa roboczego, którym poruszali się aż do M. W tym punkcie dziewczyna odbiła od ściany, aby ponownie wejść w przekątną i zaczęła anglezować oraz zasugerowała kopytnemu wydłużenie kroku. Coraz bardziej sukcesywnie pochłaniana przez stres nie uprzedziła konia o zmianie, która miała nastąpić po dotarciu do ściany. Wówczas ogier mógł być odrobinę zaskoczony, ale nie tylko on, bowiem Anais sama nie dowierzała swojemu postępowaniu. Ponownie skróciła konia, w tym celu siadając głębiej w siodle. Po starannym wyjechaniu narożnika szybko wyprostowała konia i tuż przed literą A wykonała półparadę, by bardziej skupić uwagę konia. W wyznaczonym punkcie zatrzymała go, używając dokładnie tych samych pomocy, co na początku, jednak tym razem w bardziej przejrzystej formie. Oddychając ciężko odliczała w głowie sekundy, dzielące od ponownego ruszenia. Odliczywszy ich dokładnie pięć, dała koniowi sygnał do stępa pośredniego, jednocześnie pozwalając mu, a nawet zachęcając go do lekkiego obniżenia szyi i wysunięcia nosa oraz do poszerzenia wykroku. Nie pozwalała mu jednak na ociąganie się, w razie potrzeby stosując subtelne, aktywizujące impulsy. Tym stępem wyjechali kolejny narożnik i przy F ponownie ruszyli na przekątną. Również w tym punkcie brunetka pozwoliła Decembristowi na jeszcze mocniejsze obniżenie i wyciągnięcie łba w stępie swobodnym.

(1-10)

Alexander - 2017-01-07, 17:33

Nie spodziewał się że tak szybko przystąpi do zawodów ze swoją nową podopieczną. Po pierwsze nie spodziewał się w ogóle, że zdecyduje się na jej kupno. Młoda miała doskonałe papiery, aż żal było się po prostu nie skusić. Była świeżo po zajadce, więc te zawody były dla nich bardziej w formie treningu. Nie mniej jednak Alex był pełen nadziei, a na pewno nie zamierzał się poddawać czy nie wystąpić zawodach. Wcześnie rano zawitał w progu stajni, by ogarnąć klacz do zawodów. Poczytał sobie opinię ośrodka treningowego o niej, dlatego wiedział czego mniej więcej się może spodziewać. Nie pozwalał jej na odpierdalanie żadnych numerów, rygorystycznie je korygując. Tyczyło się to za równo pracy w stajni, jak i na rozprężalni. Młoda szybko poddała się emocją i stresowi, który wywoływały inne pary na hali. Chłopak nie pozwalał jej na przejęcie kontroli albo samowolkę, nie pierwszy raz dosiadał takiego konia jak ona i wiedział z czym się to je. W końcu zostali wywołani na czworobok, więc po wypchnięciu jej do kłusa skierowali się w okolicę czworoboku konkursowego.

Wiedział że ani prosto ani idealnie nie będzie, ale nie przejmował się tym zbytnio. Zamknął ją nieco mocniej w pomocach, a ona się na to nieco oburzyła. Alex jednak był tego świadomy, jednak nie odpuścił tak po prostu ino robił swoje. Zamknąwszy ją w łydkach wjechał na linię środkową czworoboku w A, by skierować ją kłusem do X. Klacz szła dość sztywno i ciągle się spinała, wywołane to wszystko było stresem i nowym otoczeniem. Było to oczywiście zrozumiałe, ale nie można było dać się łatwo ponieść emocją. Skupiał ją na sobie za pomocą półparad, co mu wychodziło z różnym skutkiem. Dojeżdżając do X wysłał jej pełną paradę i pomoce odpowiednie do zatrzymania się: spięcie krzyża, odchylenie się w siodle i ściągnięcie wodzy do siebie. Klacz na szczęście zareagowała na pomoce, ustawiając się nieco z odstawionym zadem i krzywo ustawionymi nogami. Ukłonił się w kierunku sędziów, by przymknąć dwa razy łydki na jej bokach i wypchnąć z krzyża z powrotem do kłusa. Przejście nawet nie było najgorsze, nie licząc spięcia ogólnego ciała. Skierował ją do C, gdzie wygiął ją na prawo po łuku i potem kolejno wyjechali narożnik. Wyjeżdżanie łuków nie było zbyt dokładne, bo z powodu spięcia i nerwów klaczy nieco ścinali ów zakręty. W M czekało ich kolejne ćwiczenie, a mianowicie serpentyna o jednym łuku. Utrzymywali stosunkowo dobre tempo, ale ich wygięcie na łukach nadal pozostawało wiele do rzeczenia. Dojeżdżając do końca serpentyny, przygotował ją do kolejnego zadania które na nich czekało. Docisnął nieco mocniej łydki do jej boków i zamknął ją w nich, by wysunąć lekko ręce w przód i wypchnąć ją mocniej z krzyża do galopu na prawą nogę. Zainicjował ten fakt odpowiednio wcześniej, działając ciężarem ciała na prawą stronę siodła. Przejście nieco było zaburzone, ale przynajmniej na właściwą nogę i tempo znów dobre. Wyjeżdżanie kolejnych narożników ponownie wyszło im nie najlepiej, a teraz czekało na nich koło. Wygiął ją od wewnętrznej łydki, którą docisnął do popręgu. Zewnętrzną przesunął za i pilnował jej zadu. Wewnętrzna wodza nawała kierunek i zgięcie, a zewnętrzną pilnował wygięcia klaczy w szyi i domykała wszystko. Niestety klacz dość słabo się wyginała od jego i tak dość mocnych pomocy, co poskutkowało zaburzeniem rysunku koła. Po zamknięciu kola pojechali dalej na wprost, by już przygotować się do kolejnego zadania. W połowie odcinka między E i H, wysłał jej kolejne półparady i wysłał zaraz pomoce do przejścia w niższy chód. Krótkie spięcie krzyża, odchylenie się w siodle i ściągnięcie lekko wodzy do siebie. Przejście było znowu zaburzone, a klacz była spięta i nieco rozkojarzona. Alex starał się ją ogarnąć, ale różnie z tym było. Marne wyjechanie narożników i dojechanie do B, gdzie czekało ich kolejno koło. Ponownie wysłał jej te same pomoce co poprzednio, ponownie koło wyszło im nieco zaburzone. Jednak to nie było wszystko, bo Alex wraz z zaczęciem koła zaczął anglezować na właściwą nogę. Zaczął jej stopniowo oddawać jej wodzę, by zeszła w dół i przód wraz z żuciem z ręki. Klacz co prawda podążyła za kiełznem, ale spięła się ponownie zaburzając całą równowagę żucia. Nie wspominając o zaburzeniu rysunku koła, poprzez niedokładne wygięcie na nim. Kończąc koło pokłusowali dalej wzdłuż szranek ku A, by wysłać jej pomoce do zejścia w stęp. Starał się ją nieco popędzić w stępie, co nawet im wyszło i ten stęp pośredni wyglądał odpowiednio. Jednak nie do końca idealnie, bo klacz słabo poszerzyła swoje ramy i nie dokładnie kryła teren. Wyjechanie narożnika i zaraz ściągnięcie ją na przekątną czworoboku, gdzie oddał jej wodzę do stępa swobodnego. Pilnował tylko by się poruszała naprzód, klacz jednak szła spięta i nie potrafiła się rozluźnić. Dlatego szła dość nieporadnie, niosąc głowę niewiele niżej niż wcześniej, nie kryła znów odpowiedniej ilości terenu. Westchnął w duchu by na końcu przekątnej wrócić do pośredniego, co nawet nie wyszło im najgorzej.

1-8

Unbridled Life - 2017-01-07, 21:29

To były pierwsze zawody w karierze Unbridled. Wydawałoby się, że jeszcze niedawno hasała po padokach, nie mając nic lepszego do roboty. Była można powiedzieć świeżo po zajeżdżeniu i nie miała wielkiego doświadczenia. W stajni kręciła się po swoim boksie dosyć spokojnie, nie zwracając większej uwagi na to co się wokół dzieje. Na pojawienie się Alexa pod jej boksem zareagowała bez większych emocji, nie podejrzewając, że ma właściciela i że to właśnie on. Emocje ujawniły się nieco później. Ostatecznie chłopak ogarnął ją w stajni i przygotował do startu, następnie prowadząc na rozpreżalnię, na której siwa niezadowolona z tłoku i atmosfery, przeczuwając, że "coś" się szykuje, nie mając jednak pojęcia co to takiego objawiła spięcie i nerwowość, pokazała nieco pazura, dyskutując z pomocami dwudziestosiedmiolatka. Chociaż udało mu się przeprowadzić rozgrzewkę, zachowanie klaczy nie zapowiadało niczego dobrego.

Przygotowując ją do startu Alexander mocniej zamknął ją w pomocach na co Unbridled zareagowała z niezadowoleniem. Zamknął ją w łydkach i w A wjechali na linię środkową czworoboku, kierując się kłusem roboczym w stronę X. Siwa szła sztywno i była spięta i nie wydawało się, że mogłoby się tu coś zmienić, zawody były dla niej nowością, a ich atmosfera wpływała na jej dekoncentrację i spięcie. Alexander starał się działać na nią półparadami, co wychodziło mu różnie. W X posłał jej pomoce do zatrzymania. Klacz co prawda zatrzymała się w punkcie, jednak miała nieco odstawiony zad i krzywo ustawione nogi. Po chwili, gdy się ukłonił, dodał jej łydki do ruszenia dalej kłusem roboczym. Element nawet im wyszedł, chociaż klacz nadal była spięta co rzutowało na jakość wykonywanych elementów. Dojechali do C, gdzie skręcili w prawo, następnie wyjeżdżając narożnik. W obu przypadkach zakręty nie były zbyt dokładne, ze względu na spięcie niemki. Alexander poprowadził ją do M, wcześniej przygotowując się do kolejnego punktu programu. W M skierowali się na serpentyne, utrzymując niezłe tempo, jednak nadal mieli problemy z wyginaniem się na łukach. Zamykając serpentynę mężczyzna przygotował ją do kolejnego punktu programu, mocniej docisnął łydki do jej boków, co nie przypadło do gustu czterolatki i wypchnął ją do galopu na prawą nogę Samo przejście było nieco zaburzone, ale Didle zagalopowała na właściwą nogę, utrzymując dobre tempo. Na narożnikach jednak nadal mieli problem z odpowiednim ścinaniem ich. Kolejnym punktem programu było koło, do którego dwudziestosiedmiolatek również przygotował nadal spiętą Didle. Skierował ją na koło, działając na nią dość mocnymi pomocami, jednak mimo wszystko miała problem z właściwym wyginaniem się na kole, niedostatecznie wpisując się w rysunek koła, zaburzając go. Zamknęli koło i wrócili pod ścianę. Pomiędzy E i H po uprzednim przygotowaniu, poprosił siwą o przejście do niższego chodu. Przejście do kłusa znowu było niezbyt udane, przez spięcie i dekoncentrację klaczy. Skierowali się w stronę B, po drodze pokonując narożniki w stylu, który był daleki od ideału W B znowu czekało ich koło, na które po wcześniejszym przygotowaniu skierował ją Alexander. Znowu klacz miała problemy z wpisaniem się w koło. Chłopak anglezując zaczął oddawać jej wodze. Podążyła za jego ręką, jednak spięła się, zaburzając równowagę elementu, oczywiście z nadal niezadowalającym wygięciem na wolcie. Zamknęli koło, kierując się dalej kłusem roboczym w stronę A, gdzie wysłał jej pomoce do przejścia do stepu. Udało mu się popędzić ją w tempie i step pośredni wyglądał przyzwoicie, poza tym, że niemka nie do końca poszerzyła ramy stepa, niedokładnie kryjąc teren. Kolejny narożnik i Alex w K skierował ją na przekątną, przechodząc do stępa swobodnego. Ponieważ jednak czterolatka nadal była spięta nie obniżyła o wiele łba, nie korzystając z takiej możliwości. Na końcu przekątnej przeszli z powrotem do stępa pośredniego, co nie wyszło im tak źle.

Alexander - 2017-01-07, 22:56

Cieszył go fakt że klacz miała charakter, gorzej jakby była miękką kluchą. Tego to chyba by nie zniósł zbyt dobrze, a tak przynajmniej miał co temperować. Stęp pośredni nawet jakoś wyszedł im całkiem nieźle, wyjechali kolejny nie gramotny narożnik i pojawili się na krótkiej ścianie. Poprzedził C kilkoma półparadami, by przyłożyć zaraz łydki raz do jej boków i ją w nich zamknąć. Standardowo wypchnął ją z krzyża do kłusa, przejście było nieco chaotyczne i pozbawione dobrej równowagi. Jednak udało im się dość szybko to ustabilizować, dosłownie w sam raz bo czekało ich kolejne ćwiczenie tuż za rogiem. Kolejna serpentyna i kolejne problemu, a właściwie te same co wcześniej dokładnie rzecz ujmując. Nie potrafił dokładnie wygiąć klaczy, co owocowało kolejnymi spłaszczonymi łukami w ich wykonaniu. Kończąc serpentynę znów szykował ich do zagalopowania, mając cichą nadzieje że będzie lepsze od poprzedniego. Docisnął łydki do jej boków i ją w nich zamknął, dociążając jednocześnie lewą stronę siodła i wypchnął ją z krzyża do galopu. Przejście znowu było nieco zaburzone, ale ostatecznie na poprawną nogę i udało im się po kilku krokach poprawić ten galop. Oczywiście z racji spięcia klaczy nie było to idealne, ale lepsze to niż nic. Dojechali do połowy długiej ściany, gdzie ściągnął siwą klacz na ostatnie koło. Użył tych samych pomocy co ostatnio, ale koło nadal miało zaburzony zarys. Brakowało jej dobrej równowagi i samoniesienia, ale była młodzikiem i dopiero zaczynała przygodę ze sportem. Alex nie wymagał od niej cudów, był i tak bardzo dumny z niej. Po zamknięciu koła przygotował ją do ostatniego przejścia między chodami, by między B i M zwolnić ją do kłusa. Klacz mu nieco przygasła w przejściu, tak jakby sił już jej brakowało. Jednak to było dość zrozumiałe, ale już kończyli swój przejazd. Tak skierowali się do E, gdzie odbili w lewo i do B gdzie natomiast w prawo. Potem narożnik i w A na linię środkową, ścinając po drodze nieco łuki. Starał się utrzymać linię prostą do X, by tam wykonać ostatnie zatrzymanie klaczy. Nie było zbyt równe i brakowało dobrze podstawionego zadu, widać było jej sztywność i ogólnie końcowa dupa. To Alex był uśmiechnięty od ucha do ucha, ukłonił się sędziom, zrzucił wodzę i zjechał z czworoboku.

z.t

Brian - 2017-01-07, 23:23

Ruszyli dalej kłusem roboczym. ścięli narożnik i znaleźli się na długiej ścianie, na której zaraz Brian posłał Sensationet półparadę i zepchnął na przekątną. Usiadł głębiej w siodle, prosząc ją o przejście do stępu swobodnego, którym zmienili kierunek. Brian oddał nieco wodzy gniadej, nadal pilnując ją jednak łydkami. Zjeżdżając z przekątnej pod ścianę znowu przygotował ją do kolejnego przejścia, z powrotem do stępa pośredniego, którym kroczyli w energicznym, ale spokojnym tempie. Kolejny precyzyjnie pokonany narożnik i krótka ściana, gdzie znów czekało ich przejście, tym razem do kłusa roboczego. Przed C tradycyjnie pólparada, która miała przygotować gniadą do tego elementu i dodatkowo ją skupić, następnie brunet usiadł głębiej w siodle, napiął krzyż i dodał łydki, po udanym przejściu zostając w siodle. Ruszyli dalej na wprost kłusem roboczym, przypilnował ją w narożniku i znaleźli się pod długą ścianą. Jakość ich kłusa nadal nie była idealna, zdarzały im się nieregularności w tempie a ruchowi klaczy momentami brakowało lekkości. Przejechali kilkanaście metrów pod długą ścianą, by w B po odpowiednim przygotowaniu odbić na koło w prawo o średnicy 20 metrów. Po zejściu na koło Brytyjczyk zaczął anglezować w kłusie, zewnętrzną łydkę wycofał za popręg pilnując ustawienia i wygięcia Sensationet na kole, wodzami nadając kierunek jazdy i zgięcie w potylicy. Stopniowo zaczął popuszczać wodze, za czym zangersheide powinna wydłużył szyję i obniżyć łeb. Starał się zachęcić ją do żucia wędzidła, pulsując lekko wodzą. Przed zamknięciem koła nabrał z powrotem wodze na kontakt Cały element wyszedł im chyba nie najgorzej. Najważniejsze, że zangersheide była na tyle spokojna, na ile było to możliwe i nic nie odpierniczała.
Kolejny narożnik i krótka ściana, gdzie w A skręcili na linię środkową, po czym dwudziestosiedmiolatek zaraz zaczął przygotowywać sześciolatkę do ustępowania od łydki, tym razem w prawo. Następnie usiadł głęboko w siodle i zastosował szereg pomocy: cofnął jedną łydkę za popręg, drugą zostawiając na popręgu. Nadawały one ruch do przodu i w bok. Wodze stanowiły oparcie, lecz jednocześnie nadawały zgięcie w potylicy. Starał się o lepszą jakość kłusa i bardziej precyzyjne i stępowanie. Może po prostu za bardzo chciał, a może spięcie dało o sobie znać, w każdym razie chociaż chwilowo jakość kłusa była znośna, ustępowanie znów wyszło trochę krzywo. Znów na krótkiej ścianie uprzedził Sensationet półparadą, po czym usiadł głęboko w sidle, napiął krzyż, cofnął jedną łydkę nieco za popręg i dodał obie, prosząc Sensationet o galop roboczy na prawą nogę. Narożnik i długa ściana, gdzie kolejnym punktem programu było wydłużenie galopu. Znowu pólparada jako przygotowanie do elementu, po czym mężczyzna poprosił gniadą o widoczne wydłużenie wykroku w galopie, co równało się z kryciem większego terenu.
W P nadal poruszając się wyciągniętym galopem, odbili na koło w prawo o średnicy 15 metrów. Tak jak poprzednio Brian pilnował tempa, z którym, przynajmniej w galopie nie mieli problemów, ustawienia i wygięcia na wolcie. W połowie koła skrócił Sensationet do galopu roboczego, którym wrócili pod ścianę. Przejechali pod krótką ścianą poprawnie pokonując narożniki. W K odbili na przekątną, na której brunet posłał klaczy półparadę, uprzedzając ją o przejściu, by w X poprosić ją o przejście do kłusa roboczego Samo przejście było niczego sobie, pilnował ją łydkami, ale tempo pozostało nieregularne, dopóki nie zeszli pod ścianę. Znów pokonali krótką ścianę i odbili na przekątną w H, do czego znów przygotował zangersheide Brytyjczyk. Na przekątnej poprosił ją o wydłużenie kroku w kłusie, jednocześnie anglezując. Znowu mieli problemy z tempem i lekkością ruchu Sensationet. Wracając pod ścianę z przekątnej Brian skrócił ją do kłusa roboczego.
Ścięli narożnik i znaleźli się znowu na krótkiej ścianie. W A skręcili na linię środkową. Przed X znowu półparada, potem zablokowanie krzyża i pełna parada do zatrzymania w X. Ukłonił się, następnie opuścił z Sensationet czworobok stępem swobodnym na długiej wodzy Chyba nie mógł być niezadowolony z postawy Sensationet niezależnie od wyniku jaki osiągną. Rozstępowali się, po czym Brian odstawił klacz do stajni.

zt

Otello - 2017-01-08, 10:56

Do stępa przeszedł poprawnie, unikając błędnego "powieszenia się" na wodzy czy odangażowania zadu, które mogłyby zaburzyć harmonię nie tylko przejścia, ale również samego chodu, czy raczej jego pierwszych paru kroków. Bez złości zwolnił do pożądanego chodu i kontynuował w nim kroczenie naprzód, stawiając obszerne kroki, co było możliwe wyłącznie dzięki rozluźnionemu, pracującemu grzbietowi. Schodząc na przekątną, wbrew przypuszczeniom nie dał się porwać otrzymanemu luzowi. Co prawda nie poczuł się zbyt pewnie, ale chętnie opuścił głowę na wyprostowanej szyi, nieco poszerzając przy tym wykrok. Byłoby go stać na więcej, ale jak wspomniałam - chwilowo utracił pewność siebie. Do stępa pośredniego powrócił gładko, nie stawiając oporów ręce Sugarmana, która zaprosiła go z powrotem do wyższego ustawienia i wejścia na kontakt. Przy przejściu udało mu się także nie zablokować pleców, stąd było ono całkiem udane. Wsłuchany w jeźdźca był gotów na kolejne przejście, jakim było przejście do kłusa, toteż wszedł w pożądany chód w oczekiwanym momencie, od pierwszego kroku utrzymując nienaganną równowagę i luz. W miarę trwania przejazdu Otello zdawał się być coraz lepiej oswojony z sytuacją, choć z pewnością nie można było mówić o ideale, bo wciąż zdarzało mu się wygiąć szyję w przeciwnym kierunku ilekroć coś go zaoferowało, bądź podejmować próby skrócenia się, co raczej przekładało się na podkreślenie momentu zawieszenia w powietrzu. To jednak nie przeszkodziło mu w precyzyjnym wykonaniu serpentyny oraz ponownym zagalopowaniu w najbliższym narożniku. Tym razem równie płynnie przeszedł do wyższego chodu, ale i zdołał zaprezentować swój wrodzony talent dzięki pomocy ze strony jeźdźca. Galopował o niebo lepiej niż na prawo, bo przede wszystkim był znacznie lepiej zrównoważony. Z pewnością można było mówić o wręcz wybitnym zaangażowaniu zadu, który ogier wręcz lekko obniżył, przód pozostawiając lekkim i nader ekspresyjnym. Chociaż wciąż był to tylko roboczy galop, to młody Rohan krył swoją foule znaczną ilość terenu. Wchodząc na koło nie stracił równowagi, dźwignął ciężar tego zadania i naprawdę dobrze się spisał, by po domknięciu koła przejść do kłusa. Niestety został nieco wytrącony z dotychczasowego rytmu, co niemal skończyło się przejściem do stępa; Luke jednak zdołał uratować sytuację, a młody w odpowiedzi na łydkę wręcz odepchnął się mocniej od ziemi, by dalej ruszyć energicznym kłusem na wprost. Niósł się lekko i w równowadze, co prawda wciąż wybierając wysokie ustawienie, co jednak niczemu nie wadziło; szyję niósł lekko zaokrągloną, z rozluźnioną potylicą i nosem nieznacznie wystającym poza pion. W zakręt w połowie długiej ściany wszedł poprawnie, nie tracąc energii i równowagi, wszystko dzięki dobrze zaplanowanemu manewrowi i możliwości zrównoważenia się w pomocach jeźdźca. Powtórzył ten manewr - choć w drugą stronę - przy literze B, co doprowadziło go już bezpośrednio do ostatniego elementu programu, jakim oczywiście było zatrzymanie. Ciasny zakręt jednak uniemożliwił mu zachowanie tempa, którym się dotąd poruszał; szybko to jednak nadrobił po wskazówce od Sugarmana, znowuż wychodząc śmielej w przód, by w przewidywanym miejscu zatrzymać się prosto i w równowadze. Cierpliwie odczekał wymagane kilka sekund bezruchu, po czym w odpowiedzi na łydkę ponownie ruszył stępem, już z nisko opuszczoną i wyprostowaną szyją. Opuścił czworobok. /zt


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group