To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Jonah Wrens - 2017-01-04, 16:33

Pośród koni, na których startowałem w tych zawodach pojawiła się świeża krew, gdyż na Charlestonie nigdy wcześniej nie siedziałem i dopiero na rozprężalni miałem okazję go poznać. Lubiłem sobie rzucać wyzwania, więc nie przejąłem się zbytnio tym faktem, poprzedniego dnia jedynie przygotowując konia wizualnie do konkursu, żeby nie zawracać mu głowy jakimś treningiem. Następnego dnia rano jedynie go zaplotłem i gotowego kasztana zabrałem na rozprężalnie. Tutaj poznawałem się z ogierem sprawdzając jak reaguje na wszelkie pomoce. Stąd sprawdzałem jego elastyczność, przepuszczalność. Pobawiłem się też ustępowaniami, sprawdzając czy Charleston je ogarnia, czy raczej nie mam na co liczyć. Od początku na rozgrzewce miałem problem z rudym natury takiej, że nie chciał spokojnie iść za ręką, a wyraźnie doszukiwał się jakiejś prowokacji. Może tak już miał, lub wynikało to z całej sytuacji i mojej osoby, która była nieznana wierzchowcowi.

Zapraszając go do kłusa roboczego, okrążyliśmy szranki, by zaraz dostać się na środkową linię. Już na samym wejściu ogier pokazał, że nie akceptuje obecności mojej ręki, która jak mi się wydawało była spokojna i nic się z nią nie działo. Próbowałem go bardziej jechać od łydki, unikając zbędnego używania ręki, jednak to dało negatywny skutek, gdyż ogier przyśpieszył co popsuło kłus roboczy. Zatrzymując go na linii środkowej nie spodziewałem się cudu, gdyż ogier zadarł głowę, kompletnie ignorując moją osobę. Mimo tego ukłoniłem się sędziom i sprawnie wykonując półparadę, zaraz posłałem go ponownie do kłusa roboczego, gdzie przy pierwszych krokach ponownie musiałem go zachęcić do zainteresowania się wędzidłem i ręką. Jadąc w stronę C wykorzystałem zakręt do nadania mu wygięcia w celu rozluźnienia potylicy, w której próbowałem znaleźć problem. Tutaj na szczęście kasztan dał się opanować i również wjechanie na zmianę kierunku przez szerokość czworoboku na szczęście wyszło nam nawet dobrze. Tutaj wyraźnie odpuścił, uspokajając się ze swoją głową i zaczął nagle szukać mojej ręki, co było pozytywne. Po wjechaniu na krótką ścianę, przygotowałem konia do kolejnej zmiany poprzez półparadę. Prowadząc go na linię środkową już po sześciu metrach był gotowy do następnego elementu i zacząłem go wykonywać. Cofając lewą łydkę za popręg i trzymając równo obie wodze, aby uniknąć zbędnego wykrzywienia głowy, spychałem lewą łydką ogiera na prawo, aby ten szedł po skosie do przodu. Krzyżując przy tym nogi, a jednocześnie zachowując równo ustawioną głowę, bez przekrzywienia jej w najmniejszym stopniu, co dowodziło rozluźnieniu ogiera w owym elemencie. Charleston brnął równym i aktywnym tempem w stronę ściany minimalnie wyłamując się z oparcia na wędzidle co już mogli wypatrzyć jedynie Ci bardziej zaawansowani i dociekliwi sędziowie. Kończąc element w R, wróciłem łydką na miejsce, cały czas motywując ogiera do ruchu do przodu. W połowie krótkiej ściany samo zagalopowanie na lewo wyszło nam bezbłędnie jednak ogier ewidentnie nie chciał galopować okrągło. Miał z tym problem, robiąc foule bardziej do przodu, niżeli do góry, stąd punkty poleciały w dół za jakość chodu. Wyjeżdżając na długą ścianę w H dodałem łydkę i lekko przesunąłem rękę do przodu umożliwiając ogierowi galop wyciągnięty, który miał sprawiać wrażenie, że ogier galopuje pod górę co niestety się nie sprawdziło. Faktycznie ogier zaczął unosić wyżej nogi jednak nie było to zadowalające i jednak skład sędziowski mógł się przyczepić do tego elementu. Zwalniając go do skróconego galopu w V od razu odbiłem na woltę, która rozciągała się do ćwiartkowej linii czworoboku przeciwległej ściany, jednak przy samym zwalnianiu ogiera, ten rozpadł się zostawiając zad w stajni, dodatkowo zaczynając znowu unikać kontaktu. Więc sam fakt, że udało nam się zachować kształt wolty niczego nie zmienił. Po powrocie na ścianę, poprowadziłem go na przekątną, gdzie na środku zmieniliśmy chód na kłus roboczy. Sama zmiana jaka była, taka była i nic nie mogłem w tym zmienić. Co prawda ogier nie stracił równowagi, jednak też nie zrobił tego jakoś zaskakująco dobrze, ponownie próbując wywalczyć coś z moją ręką. Po zjechaniu z jednej przekątnej, poprowadziłem go na drugą, gdzie zacząłem anglezować i dodałem, dając mu miejsce na wyciągnięcie się w kłusie. Co prawda kasztan poszerzył ramy, jednak dalej nie odnalazł oparcia w mojej ręce i unikał z nią kontaktu, wyłamując się z ustawienia na chwilę. Zwalniając go przed zjazdem z przekątnej, nie bardzo przejąłem się tym wszystkim, dalej kontynuując przejazd jakby nic takiego nie miało miejsca. Zatrzymując ogiera na połowie krótkiej ściany tj. w A, użyłem do tego dosiadu, łydek oraz ręki, która domknęła całość. Na pewno te zatrzymanie mogłem zaliczyć do lepszych niżeli te na samym wejściu, jednakże do ideału mu brakowało. Na szczęście rudy odpuścił wiercenie się i cierpliwie przeczekał te pięć sekund w nieruchomości, aby zaraz ruszyć stępem pośrednim, w którym koń ewidentnie nie dokraczał, wyraźnie brakowało mu impulsu, bądź chęci do poruszania się stępem, o co próbowałem walczyć łydkami. Również gdy na przekątnej przyszło mi oddać wodzę i dać ogierowi stępować swobodnie, zabrakło energii i całość mocno poleciała w dół względem oceny. Dopiero gdy ponownie zebrałem Charlestona do stępa pośredniego ten wyraźniej poprawił wykrok, jednak to nie zmieniło całokształtu.

/1-11/

Elizabeth White - 2017-01-04, 16:53

W literce K wjechały na przekątną, a Kanadyjka zamknęła kopytną w łydkach, uniemożliwiając jej wężykowanie. W ten sposób starała się wyrysować precyzyjną linię aż do M, umożliwiając przy tym swobodne wyciągnięcie szyi i rozluźnienie grzbietu. Przed powrotem na ścianę wróciły do stępa pośredniego, a Elizabeth zadbała o odpowiednie wyjechanie narożnika.
Kawałek przed środkiem krótkiej ściany zaczęły przygotowywać się do kolejnej zmiany tempa. Zawodniczka uprzedziła siwą kilkoma półparadami, by następnie skumulować w niej nieco energii i w C zainicjować wyjście do kłusa. Niestety zabrakło płynności, a samo przejście było wyczuwalnie szarpnięte. Bardzo szybko zdołały jednak poprawić jakoś kłusa, którym Fabiola poruszała się na ogół bardzo wdzięcznie.
Po dojechaniu do H zaczęły wykonywać identyczną serpentynę, co parę chwil temu. Elizabeth poprowadziła swoją podopieczną w dokładnie taki sam sposób co poprzednio, starając się jak najdokładniej wyginać ją na łukach. Po powrocie na ścianę wjechały w narożnik, w którym Brunetka po raz drugi poprosiła o galop. Przedtem posłała jednakże klaczy półparade, chcąc przygotować ją do wykonania ów ćwiczenia. Tutaj nastąpiła poprawa w stosunku do pierwszego podejścia, aczkolwiek do ideału trochę im jeszcze brakowało. Tym akurat dziewczyna w ogóle się nie przejmowała. Fabiola była w końcu dopiero na początku swojej sportowej kariery i miały czas wszystko na spokojnie sobie dopracować.
W literce B zjechały na dwudziestometrowe koło. El prowadziła swoją podopieczną na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną łydką starając się nakłonić klacz do wypełnienia jej. Zewnętrzna łydka zaś pilnowała zadka, a wewnętrzna wodza nadawała odpowiedni figurze kształt. Zahaczyły aż o równoległą ścianę, by po chwili pokonać identyczny odcinek i wrócić na ślad. Po minięciu punktu wyjścia, White zablokowała miednicę, cofnęła łopatki i sprowadziła kopytną do kłusa roboczego. Pierwsze kroki były nieco za szybkie, ale bardzo szybko udało im się ustalić prawidłowe tempo, którym dojechały na przeciwległą stronę czworoboku. Tam w E skręciły w lewo, zmieniając kierunek przez środek. Na tym dwudziestometrowym odcinku Amazonka ograniczała kopytnej możliwość uciekania z wytyczonej linii, wytrwale prowadząc ją do B. Dalej skręciły w prawo, zbliżając się do końca ich dzisiejszego występu.
W A wjechały na linie środkową, a kobieta ponownie zamknęła Fabiolę w pomocach. Posłała jej kilka półparad, by podobnie jak na początku zatrzymać się w X. Do tego elementu nie mogła się już przyczepić, bo kopytna stanęła równo, a samo przejście było harmonijne. Na ustach Kanadyjki mimowolnie pojawił się subtelny uśmiech. Ukłoniła się w kierunku budki sędziowskiej i na długiej wodzy sprowadziła klacz z placu.

z/t

Jonah Wrens - 2017-01-04, 17:21

Ostatnim mój przejazd był z ogierem, z którym znałem się pod bardziej skokowym kątem, w sumie byłem ciekawy jak wyjdzie nam wspólnie ujeżdżenie zwłaszcza, że ogier do najmniejszych nie należał. Nie mniej jednak byłem skory stwierdzić, że powinno mi łatwiej wszystko pójść, ze względu na to, że różnica wzrostu nie była szczególnie mocna i powinienem śmiało domykać konia łydką, z czym mogłyby mieć problem niższe osoby.
Na rozgrzewce standardowo, przejścia, wygięcia, ustępowania i inne ćwiczenia poprawiające elastyczność konia, a również sprawdzające jego reakcje na pomoce.

Okrążając czworobok wpierw zaprosiłem go do kłusa roboczego, by po chwili skrócić ogiera i pobawić się w domykanie go w zebranym chodzie. Nie należało to do najłatwiejszych zadań i mimo szczerych chęci do ideału brakowało. Tutaj idealnie odcięły się gabaryty ogiera od reszty koni, z którymi przyszło mu konkurować i które brały udział w zawodach. Prostując gniadego i prowadząc go po środkowej linii, zatrzymaliśmy się w X gdzie ukłoniłem się sędziom. Szybka półparada i ponowne wejście w zebrany chód, w którym mimo szczerych chęci nie byłem w stanie zamknąć konia szczelnie. Dojeżdżając do C odbiłem w prawo, by na długiej ścianie, a konkretnie w R odbić na małe koło do połowy czworoboku. Cały kształt koła był bez zarzutu, prawidłowe zgięcie i zachowanie rytmu przy czym jedynie zebrany chód konia podlegał dyskusji o czym chyba wszyscy łącznie ze mną zdawali sobie z tego sprawę. Chcąc nie chcąc od razu przy zjeździe z wolty czekał na folbluta kolejny i niełatwy element. Przesuwając już przy zjeżdżaniu z wolty zewnętrzną kość kulszową do przodu, domknąłem go zewnętrzną łydką tworząc niejakie ogrodzenie dla ciała Despa. Nie próbowałem go wyginać wewnętrzną wodzą zostawiając tą w spokoju. Tak go jechałem by wykonać element łopatki do wewnątrz, którą robiliśmy przez dwadzieścia cztery metry. Sam element wyszedł nam dobrze i udało nam się pokonać ją w równowadze i równym tempie. Po wyprostowaniu ogiera, przejechaliśmy całą krótką ścianę, by w K odbić na przekątną gdzie dodałem łydkę wyciągając go z tempa zebranego do pośredniego. Widać było poszerzenie ram i to, że Desperado czuje się lepiej w takim tempie niżeli zebranym, co było widać podczas powrotu do zebranego tempa, co wyszło jak za pierwszym razem. Nie do końca domknięty koń i na tym jakość chodu ucierpiała. Jadąc dalej do wolty w S trochę się z Anglikiem zgubiliśmy tracąc na moment zebrane chód, a tym samym równy rytm. I tak jak poprzednio po wykonaniu tej dziesięciometrowej wolty od razu weszliśmy w łopatkę do wewnątrz, która wypadła nieco gorzej niż ta na lewo. Prowadząc go na kolejną przekątną i wprowadzając w zmiany znowu spotkałem się z tym samym problemem, tyle że już przy przejściu w kłus pośredni spotkałem się z oporem ze strony ogiera. Mniej ochoczo poszerzył ramy sam chód jednak mając w miarę dobry. Ponowne zebranie znów wiązało się z brakiem możliwości całkowitego domknięcia ogiera z czym jednak musiałem się pogodzić mimo szczerych chęci. Przed C przygotowałem go do kolejnego zadania, którym było zatrzymanie - jak się okazało poszło gładko. Cofnąłem łydki z minimalnym odciążeniem zadu przy czym umożliwiłem mu cofanie na trzy cztery kroki, by od razu po tym zmienić pomoce i ruszyć do przodu stępem pośrednim. Całość poszła w miarę gładko z czego mogłem być zadowolony. Wjechanie na przekątną MXK i wyciągnięcie stępa było dla ogiera czymś dobrym. Aktywnie ruszył zadem, poszerzając ramy i energicznie krocząc do przodu. Utrzymując kontakt z ręką i chętnie się otwierając, ogier łatwo dał mi się skrócić do tempa pośredniego dobrze kończąc element. Rozpoczynając nowy od zebrania go na krok, co było dla mnie lepszym pomysłem zważywszy na jego trudności z zebraniem, od razu posłałem mu pomoce do zagalopowania na lewo. Dzięki czemu wszystko przebiegło płynniej i lepiej choć znowu zmagałem się ze złożeniem Desperado w konkretniejszą całość w przypadku zebranego galopu.

/1-12/

Dame Noire - 2017-01-04, 17:38

Dame od rana była w wyśmienitym nastroju, mimo lekkiego zmęczenia podróżą. Kiedy jednak przyszli po nią stajenni, klaczka była spokojna i zadowolona, nie dając po sobie poznać, ile czasu spędziła w koniowozie. Wyczyszczona i osiodłana czekała już tylko na swoją amazonkę, która wkrótce się pojawiła.
To miały być pierwsze zawody Dame. Co prawda jeździła ona też wcześni, ale tylko na przeglądy hodowlane. Tam tylko biegała w tę i we wtę, i nikt nie wymagał od niej niczego dziwnego, w przeciwieństwie do tych pierwszych zawodów. Nic dziwnego, ż Dame była trochę poddenerwowana i podekscytowana, ale mimo wszystko pozostała chętna do współpracy.
Podczas rozprężania starała się bardzo odnaleźć w pomocach kobiety, co średnio jej wychodziło. Kiedy już się skupiała, dostawała sygnał na który nie była gotowa i koło się zamykało.
Wjechała na czworobok i mocno skupiła się na kobiecie. Dostała parę półparad, n które starała się zareagować, ale na raz dostawała łydki, a nie była jeszcze w stanie osiągnąć tak zebrania. Skupiła się tak na nich, że źle zareagowała na pełną i spięła się, stając. Co dziwne, ruszenie było całkiem dobre. Klacz miała dalej spore problemy z usztywnieniem, widać nie podpasowało jej ustawienie proponowane przez Annę. Wyjechała narożnik, oczywiście za płytko z powodu słabego zgięcia. I problem zgięcia pojawił się również przy najtrudniejszym chyba w całym przejeździe elemencie dla klaczy, czyli serpentynie, gdzie zupełnie zapomniałam o tym, że ma szyję.
Po powrocie na ścianę zagalopowała w skutek działań kobiety. Zagalopowanie wcale nie było takie złe, nie tak źle jakie mogłoby być w tej sytuacji. Z kołem w galopie poradziła sobie jako-tako - dalej nie mogła skupić się na pomocach. Wróciła na ścianę, a w narożniku czekało na nią przejście do kłusa, w którym naprawdę się postarała. I już wszystko byłoby dobrze, gdyby nie następne sygnały Anny, które trochę wybiły ją z rytmu. W kole zachowywała się średnio - trochę obawiała się opuszczenia głowy z powodu małego pola widzenia, ale do ustawienia powróciła dużo lepiej i chętniej. Przeszła do stępa, i mimo że stęp był prawidłowy, na przekątnej obawiała się znowu opuścić szyję i się rozluźnić. Pozbierana przez Annę skróciła krok.
1-8

Anonymous - 2017-01-04, 18:42

Klacz przez długi czas stała praktycznie nieruszana. Jedynie wychodziła co jakiś czas na padok i nic poza tym. Słabe rozruszanie klaczy i nagłe wzięcie jej na zawody nie było najmądrzejszym pomysłem, ale była tylko koniem, więc niewiele miała do gadania. łapanie doświadczenia na koniu, który nieruszany był od dłuższego czasu mogło nie przynieść żądanych efektów. Przygotowana do startu zjawiła się na rozprężalni, gdzie porozciągała się w podstawowych chodach, wykonując podstawowe figury mające na celu minimalne rozruszanie jej mięśni. Była sztywna i zestresowana co przekładało się na jakość tego wszystkiego, ale niewiele mogła na to poradzić. Po rozgrzewce przeszła do stępa, oglądając teraz czworobok konkursowy.
Poprzedzająca je para zeszła z czworoboku nadeszła kolej na nie. Klacz przeszła do kłusa roboczego, ustawiając się na kontakcie. Dziewczyna była zestresowała, co przechodziło też na nią. Zły dosiad dodatkowo sprawiał, że była zdenerwowana. Nie mogła za nic ogarnąć pomocy, które dostawała od nastolatki. Usztywnienie powodowało słabszą jakość chodów. Kłusowanie po linii prostej ani trochę jej nie wychodziło, kucykowi trudno było iść prosto jak ciągle ktoś mu się wiercił na grzbiecie i obijał boki. Klacz skuliła uszy po sobie, mocno zaciskając pysk na wędzidle ze złości. Mimo tego, że była profesorem dzisiaj jej cierpliwość była wystawiana na dużą próbę. Takim stylem dojechała do miejsca zatrzymania, gdzie owszem stanęła, ale dość krzywo i sztywno. Zad uciekł jej w jedną stronę, przód w drugą co nie wyglądało elegancko. Sędziom też się to nie podobało, bo uparcie notowali wszystkie błędy na kartach przejazdu. Ośmiolatka parsknęła głucho, dalej mieląc wędzidło w pysku, co pozwalało choć minimalnie zniwelować cały stres spowodowany tą sytuacją. Zawody były dla niej stresujące, a nieogarnięcie jeźdźca tylko bardziej to podsycało. Po dociśnięciu przez dziewczynę łydek klacz ruszyła ponownie kłusem roboczym, zaraz wykręcając na prawo w kierunku litery B. Wyjechanie narożnika wyszło im całkiem dobrze, sam zjazd na koło również. Figura kształtem również przypominała koło, jednak klacz gubiła w nim swój rytm. Trudno było jej się dogadać z pospinanym jeźdźcem, którego pomoce działały jak nie należy. Po powrocie na ścianę wyjechała dobrze narożniki, jednak cały czas pozostawała sztywna. Momentami nie wiedziała co amazonka miała na myśli, więc po prostu zwalniała nie wiedząc co ma dokładnie zrobić. Francesca powinna być szczęśliwa, że klacz nie należała do tych które po dłuższych niedogodnościach próbują pozbyć się problemu - w tym przypadku obijającego im grzbiet człowieka. W K wyjechała na przekątną czworoboku, na której niekoniecznie się popisała. Nie dość, że spłynęła z linii to sama jakość chodu nie porywała. Naprawdę próbowała się na tym wszystkim skupić, ale dogadanie się z jeźdźcem graniczyło momentami z cudem, do tego stopnia, że prawie ścięła zakręt. Dobrze, że dziewczyna szybko się ogarnęła, ratując obydwojgu tyłek. W połowie długiej ściany zjechała do bliźniaczo podobne do poprzedniego koło. Na lewo. Wyszło im praktycznie tak samo jak na prawo, nie porywało, ale nie było mocnej tragedii. Klacz mimo swojego zirytowania jeszcze się nie poddała. Kończąc koło w tym samym miejscu, gdzie zaczęły klacz wróciła na ścianę, zwalniając nieco swoje tempo. Dziewczyna dalej się na niej wierciła, doprowadzając ją do granic swoich psychicznych możliwości. Pospieszanie jej nie przynosiło żadnych skutków, bo klacz dalej szła tak szybko jak chciała. W A przeszła do stój, było to sztywne, ale nie postąpiła żadnych kroków do przodu, więc nie było źle. Następnie przeszła do stępa pośredniego. Jakość stępa była dobra, klacz szła wyprostowana, udało jej się nawet rozluźnić grzbiet co dodatkowo plusowało na jakość chodu. Wyszła na przekątną, gdzie słabe dogadanie się z dziewczyną znowu dało o sobie znać. Klacz spływała z linii i szła wolniej niż powinna. W C przeszła do kłusa roboczego, by przed M zagalopować z prawej nogi. Zgubiła przy tym trochę równowagi, ale nie było tragicznie. W literkach BEB klacz wykonała koło, zgięcie było jako takie, tempo też o samoniesieniu nic nie mówiąc. Brakowało jej gimnastyki, więc nie można było oczekiwać cudów. Zakończyła koło w B, wracając na ścianę i dalej galopując na wprost.

Friskey Whiskey - 2017-01-04, 22:54

Lekko skracając się całą sylwetką oraz wykrokiem, płynnie wykonał przejście do kłusa roboczego, które wymagało jednoczesnego mocniejszego osadzenia się na zadzie oraz skórceniu kroku, który po wydłużeniu pozostawał niezwykle obszerny. Parskając cicho, zapieniony na pysku z lekkością poradził sobie z tym zadaniem poprawnie odczytując działania swojego jeźdźca. Po krótkiej półparadzie uprzedzającej kolejne ćwiczenie siwy wzmógł swoją czujność cierpliwie czekając i nie wyprzedzając jeźdźca. Mocniejsza półparada, a po niej pełna parada i zatrzymanie, które Friskas wykonał bez większych problemów, poprawnie stając w miejscu, równo obciążając każdą z kończyn. Luźno zwieszony ogon lekko bujał się na boki, a koń prezentował nie tylko spokój ale i rozluźnienie widoczne gołym okiem. Po odczekanych pięciu sekundach, poproszony o ruch naprzód, ruszył spokojnie i aktywnie nie spóźniając się z reakcją.
Mając możliwość wysunięcia nosa do przodu skorzystał z tego, ze spokojem kontynuując stęp z lekko obniżoną szyją. Dopiero na przekątnej, gdzie Naomi oddała mu lekko wodze siwek wyciągnął się w stępie nie tracąc przy tym aktywności kroku. Niosąc swobodnie obniżoną szyję pchał nos do przodu, rozluźniony całkowicie przyjemnie i miękko bujał grzbietem, krocząc swobodnie po przekątnej czworoboku. Swobodne łopatki o mocno przekraczający zad dopełniały ten obrazek rozluźnienia jaki prezentował siwek.
Po zebraniu wodzy i mocniejszym osadzeniu na zadzie, ogier nie oporu przyjął krótszą wodzę i nieco wyraźniejszy kontakt. Zachęcony do kłusa ruszył płynnie w miejscu litery C, poruszając się swobodnie i z wyraźną lekkością , wygiął się od wewnętrznej łydki wkraczając na koło. Podpierany nieustannie łydkami, nie tracąc równego tempa zachowywał równowagę i rozluźnienie na kole. Poproszony o wyżucie wodzy, zanurkował nosem w dół swobodnie opuszczając go z jednoczesnym żuciem wędzidła w pysku. Lekko i spokojnie opuścił długą szyję pozwalając jej na rozluźnienie się i po chwili ponowny powrót do poprzedniej pozycji, choć niechętnie Friskas przyjął ponownie wyższe ustawienie. Lekko napierając na wędzidło usztywnił się cały, po krótkiej korekcie wracając do ponownego swobodnego kontaktu. Zaczynając żuć wędzidło rozluźnił się na powrót, nie walcząc już z ręką amazonki.
Po wyjechaniu na linię środkową, z lekkością i pełną gracją wykonał ustępowanie, pozostając w prawidłowym ustawieniu i cały czas z ta samą energią poruszając się naprzód i w bok. Po powrocie na ścianę kontynuował kłus, płynnie wykonując przejście do niego z ustępowania.
W literze C ruszył lekko galopem, nie mając problemów z przejściem w górę. Swobodnie niosąc głowę w pionie, pchał się zadem mocno zachowując pełną równowagę. Poproszony o wydłużenie, natychmiast odczytał działania Naomi, aktywniej pracując przodem i efektownie zagarniając obiema przednimi nogami powietrze przed sobą. Po wyjechaniu koła podczas, którego przejście w galop roboczy wyszło bez większych problemów. Na przekątnej przeszedł do kłusa tym chodzie poruszając się cały czas, lekko zmęczony wciąż zachowywał energię i skupienie.
Na kolejnej przekątnej wydłużył krok, mocniej akcentując prace przodów i mocniej wychodząc z łopatki. Po powrocie na ścianę, a następnie wyjechaniu na linię środkową zatrzymał się na środku czworoboku stając nieruchomo. Jedynie miękkie chrapy falowały w rytmie oddechy siwka, który zaraz po ukłonie blondynki wypuścił łeb do dołu i pochwalony opuścił czworobok razem z Naomi.

/zt

Shockwave - 2017-01-05, 01:01

Czworoboki zdecydowanie nie były domeną Shocka, ale kto powiedział, że siwek pomimo krwiożerczych i atakujących go płotków nie może pojawić się na zawodach ujeżdżeniowych. Potrafił się ruszać i miał co pokazać, jednakże zdecydowanie wolał latać nad przeszkodami niż po ogrodzonym prostokącie. Od samego rana nie sprawiał większych problemów, pozwalając się zapleść i ubrać w ten pedalski naczółek, który Jonaszek pewnie od kogoś pożyczył, bo do tej pory nie zakładał mu takich cudactw. Na rozprężalni jak na Shocka przystało wydarł się najgłośniej ze wszystkich mocno podekscytowany obecnością innych koni, które przecież naruszały jego przestrzeń osobistą. Mimo ogólnego pobudzenia i nadmiernej wręcz elektryczności siwy pozwalał się kontrolować i zachowywał rozluźnienie oraz przepuszczalność.

Po zostawieniu nowych kolegów i koleżanek na rozprężalni białas spojrzał uważnie na płotki, które nadal wyglądały podejrzliwie i wciąż chciały go zjeść. Uciekając od nich zaczął iść bokiem, nerwowo smagając zad śnieżnobiałym ogonem wypranym w Perwolu. Spokój Jo pozwolił mu na pozbieranie myśli i ostateczną wizytę na czworoboku, choć nadal mocno pobudzony łypał wielkimi czarnymi ślepiami na prawo i lewo. Nerwowo żując wędzidło próbował się lekko zapierać na nim, ale wciąż dopychany do ręki powoli zaczynał się uspokajać i o wiele chętniej przyjmował kontakt. Czując usztywnienie pleców mężczyzny oraz zamknięcie w łydkach, a także lekko przytrzymującą wodzę, zatrzymał się płynnie, choć na całkowitą nieruchomość z jego strony Jo nie mógł liczyć. Wciąż pozostawał jednak mocno podekscytowany wszystkim co działo się wokół.
Uprzedzony półparadą nastawił jedno z białych uszysk do tyłu i zaraz zmotywowany do ruchu naprzód, ruszył aktywnie kłusem, choć zachowanie linii prostej pozostawiało wiele do życzenia. Wciąż mając na uwadze płotki Shock szybko z odważnego i prężnego kłusa przeszedł w taki lekko nieśmiały i niepewny, niechętnie dając się zepchnąć na krótką ścianę, a następnie nerwowo wyjechał narożnik tracąc jednocześnie regularność ruchu. Podczas wyjeżdżania serpentyny pozwalał się prowadzić bez większych problemów tym lżej im dalej byli od płotków, do których powrót sprawiał, że w siwym znów wrzała krew i zapalała się czerwona lampka przypominająca o drapieżności wspomnianych płotków.
Skupiając uwagę siwego na sobie poprzez półparadę, Jonah sprawił, że Shock co prawda ruszył galopem, ale wciąż jakby nieśmiało i z pewną dozą ostrożności. Zadzierając łeb na krótką chwilę usztywnił się cały próbując jednocześnie łapać równowagę w galopie ale i być jak najdalej od płotków. Dopiero na kole, musząc mocniej skupić się na tym aby samodzielnie zachować nie tylko równowagę ale wygięcie, pozwolił Jo decydować. Rozluźnił się zauważalnie co jednocześnie zaowocowało bezproblemowym powrotem na długą ścianę. Odzyskując spokój, chętniej podejmował współpracę z właścicielem, bezbłędnie wykonując przejście w dół, z zachowaniem płynności i regularności kroku.
Spokój i współpraca nie trwały jednak długo, bo już po chwili wszystko kompletnie się rozjechało. Zadzierając lekko łeb i uciekając od kontaktu zaparł się na wędzidle, co prawda wjeżdżając na koło, ale o żuciu z ręki czy wyjściu z nosem do dołu nie było nawet mowy. Podniósł lekko plecy i opuścił łeb ale nic ponad to. Przy braku rozluźnieniu również rysunek koła nie wypadł tak jak powinien. Wracając w stronę długiej ściany kłusował nadal choć mocno uciekał od ściany wyraźnie przekrzywiając łeb. Nie mogąc w pełni zaprezentować swoich możliwości i ruchu szedł cały pospinany parskając głośno, nadymając szeroko nozdrza i nerwowo bijąc ogonem po skokach.
Powoli zdawał się odpuszczać choć nie można było mówić o pełni przepuszczalności i lekkości jaką siwek potrafił osiągnąć. Samo prowadzenie go na zwykłym wędzidle było nie lada wyczynem, bowiem siła jaką dysponował ogier, a tym bardziej będąc wyraźnie podminowany, była czasem nie do opanowania. Przechodząc do stępa wykonał przejście trochę niechlujnie i sztywno, brakowało w tym płynności i zachowania równowagi, o którą ciężko było bez rozluźnienia.
Wkraczając na przekątną w stępie mając możliwość rozluźnienia spiętych mięśni, szedł wyraźnie swobodnym krokiem i spokojnie patrzył na boki, mocno pracując grzbietem i pchając się zadem do przodu. Swoboda kroków jaką zachowywał w stępie diametralnie odbiegała od tego obrazka przed chwilą w kłusie.
Wracając na krótką ścianę przygotowany wcześniej do przejścia wykonał je poprawnie choć mogło wypaść zdecydowanie lepiej. Dzisiaj to zdecydowanie nie był dzień dla siwego na podbijanie czworoboków, ale tylko w ten sposób mógł się oswoić z obecnością białych płotków. Podczas wyjeżdżania serpentyny Shock, znów uciekając od ściany był zdecydowanie lepszy niż po tym jak na nią wracał. Wtedy ponownie się usztywniał i wzbraniał przed kontaktem. Ruszając galopem bez zawahania, na początku trochę się pogubił próbując znaleźć oparcie na ręce bruneta, cały czas spięty nie potrafił osiągnąć pełnego rozluźnienia nawet podczas wyjeżdżania koła i po powrocie na ścianę.
Dopiero w przejściu do kłusa coś drgnęło i siwek lekko odpuścił na powrót skupiając się na swoim jeźdźcu, zmiana kierunku poprzez środek czworoboku wyszła płynnie i lekko, koń zachowując równowagę odnalazł w końcu kontakt z ręką bruneta, któremu pozwalał się prowadzić już bez większych problemów. Po wyjechaniu na linię środkową poruszał się w linii prostej, nie spływając na boki i doskonale reagując na pomoce, przez co zatrzymanie wypadło wyjątkowo dobrze.

Po ukłonie i oddaniu wodzy wyciągnął mocno łeb w dół, cały spocony swobodnym krokiem opuszczając czworoboku. W pobliżu płotków wciąż był czujny, dopiero na rozprężalni pozwalając sobie na całkowity relaks oraz odpoczynek już w stajni.
/zt

Jessie - 2017-01-05, 15:38

Kolejny element wymagał od zawodniczki sporej koncentracji, ale dzięki temu, że zachowywała spokój ducha, wszystko poszło po jej myśli. Podtrzymując zebrany galop, rozpoczęła serpentynę o trzech łukach. Poza odpowiednim rysunkiem figury najistotniejsza była jednak płynna zmiana prowadzącej nogi w galopie, ilekroć przychodziło im zmienić kierunek, a także krótki moment wyprostowania i - co oczywiste - przestawienia pomocy tak, by móc nimi operować w odpowiedni sposób w trakcie jazdy po łukach. Ustawieniem łydek Jessie pomagała Unexowi wpisywać się w łuki, prowadząc go na zewnętrznej wodzy i wewnętrzną nadając zgięcie. Podchodząc do lotnej zmiany nogi prostowała sylwetkę konia, by tuż po tym przestawić łydki i nieco wyraźniejszym, dla samej pewności, sygnałem poprosić go o zmianę nogi, na którą galopował.
Kończąc serpentynę w literze C, od razu wzięła gniadego na woltę o średnicy dziesięciu metrów i starannie wykonała rysunek. Zamykając woltę wykonała krótką półparadę i wyprostowała konia na ścianie, zaraz przygotowując go do przejścia do galopu pośredniego na długiej ścianie. Kolejno zamknęła go w łydkach i umożliwiła gniademu poszerzenie wykroku oraz wysunięcie nosa przed pion poprzez lekkie przesunięcie rąk do przodu, naturalnie bez utraty kontaktu, co mogłoby wybić dziesięciolatka z równowagi. W literze K ponownie zebrała konia, o tym też go wcześniej "powiadamiając" poprzez półparadę, dzięki czemu przejście było równie harmonijne co poprzednie. Następnie zabrała Unex'a na przekątną FXH, w której połowie przeszła do kłusa, uprzednio robiąc półparadę. Nie zapomniała tez o przestawieniu pomocy, jednocześnie pilnując by koń szedł prosto, bez tzw. dryfowania. Wchodząc z powrotem na ścianę wykonała zagalopowanie na nowo, nie czekając z nim do ostatniej chwili, w czego rezultacie wypadło ono idealnie w punkt. Wówczas powtórzyła serpentynę o trzech łukach wzdłuż długiej ściany, ponownie nie napotykając problemu z nakreśleniem wszystkich trzech łuków i prawidłowymi lotnymi zmianami w przecięciach linii środkowych. Jak można było się łatwo domyślić, w literze A, analogicznie, była przewidziana wolta o średnicy dziesięciu metrów. Po jej wykonaniu Jessie ponownie poprosiła swojego wierzchowca o wydłużenie wykroku w galopie pośrednim przez długość długiej ściany i ponownie się nie zawiodła na jakości poszczególnych przejść, jako że ogier wyraźnie poszerzył ramy w galopie, nie tracąc impulsu idącego od zadu, a także opuszczając nieco szyję i wysuwając nos do przodu. Wraz z powrotem do kłusa zebranego Jessie pomogła Unexowi w ponownym osadzeniu ciężaru ciała na zadzie, a także nieco go podniosła, przywracając do wcześniejszego ustawienia. W literze C wzięła oldenburga na koło o średnicy dwudziestu metrów, tutaj także nie mając problemu z nakreśleniem właściwego rysunku i wygięciem konia. O wiele większym wyzwaniem było oddanie koniowi wewnętrznej wodzy na trzy foule tuż po przecięciu linii środkowej, co samo w sobie skomplikowane nie było, ale obnażało prawdę na temat równowagi konia i sprawdzało jego samoniesienie. Jak się okazało, Unex był prawidłowo "posadzony" na zadzie, bo jego sylwetka mimo oddania wewnętrznej wodzy nie uległa zmianie. Kończąc koło Jessie ponownie nabrała wodze, nie napotykając oporu ze strony konia i w literze M przeszła do kłusa, uprzedzając o tym konia półparadą, dzięki czemu ten nie był zaskoczony, a przejście wyszło harmonijnie. W połowie długiej ściany brunetka skręciła w prawo, starannie wykonując owy zakręt, co powtórzyła także w literze X, tym samym kierując się bezpośrednio ku G, w którym nastąpiło zatrzymanie kończące program. Przygotowała do niego gniadego paroma półparadami, w literze G ostatecznie blokując ruch bioder i siadając głęboko w siodle przy jednoczesnym zamknięciu ręki i domknięciu konia w łydkach, by uzyskać równe zatrzymanie. Odczekawszy chwilę, ukłoniła się sędziom i następnie oddała zwierzęciu wodze, naraz dając łydkę do stępa. Opuściła czworobok i udała się na rozprężalnię, gdzie oddała konia w ręce luzaka. /zt

Otello - 2017-01-05, 16:10

Zawody z Otellem były emocjonującym przeżyciem pomimo niewielkich wymagań klasy. Od początku dał się poznać jako koń bardzo elektryczny, gorący i "patrzący", co było co prawda pewnym utrudnieniem w pracy, ale też nieocenioną zaletą - wszystko to przekładało się na fenomenalny ruch i szybkie reakcje, co przecież trudno uzyskać nie mając ku temu wrodzonych skłonności. Nie było to też niebezpieczne, co najwyżej uciążliwe, więc rozgrzewkę udało się Lukowi przeprowadzić tak, by nikt na tym nie ucierpiał.
Wchodząc stępem na halę od samego początku był bardzo czujny i ostrożny, jakby nie miał do nikogo i niczego zaufania. W rezultacie stępował wyniośle, głowę oczywiście niosąc wysoko, jak to miał w zwyczaju. Poproszony o ruszenie kłusem wykonał to niezwłocznie, ale rzeczywiście nie był skłonny opuścić szyi, chociaż zaokrąglił się w potylicy nos sprawdzając do pionu. Kłusował dość chętnie, choć w pobliżu straszaków przejawiał tendencje do skracania się, przy jednoczesnym furkotaniu chrapami, którym podkreślał swoje zdenerwowanie. Otello miał spore opory przed wejściem na czworobok, na szczęście jednak oszczędzając Sugarmanowi szopki w stylu "nigdzie nie idę, idź sobie sam"; istotnie wystarczyło go jedynie mocniej przepchnąć w kierunku jazdy, by poszedł przed siebie eleganckim kłusem i zatrzymał się w literze X. Nie wypadł wówczas z dotychczasowego ustawienia, ale dość nierówno ustawił tylne kończyny, jednak nie jakoś rażąco. Po chwili ponownie ruszył kłusem, o dziwo nie bojąc się podejść pod budkę sędziowską stojącą naprzeciw. Elegancko wszedł w zakręt, najwyraźniej nie mając aż takich problemów z równowagą o jakie można by go posądzać z racji wieku i długich kończyn. Nie można też zapomnieć o tym, że dosiadał go doświadczony jeździec, który wiedział jak postępować z takimi gagatkami, toteż nie mogło być mowy o tym, że ogier przesadnie się wygnie lub wręcz przeciwnie, odegnie się w drugą stronę, bo zwyczajnie "chroniło" go przed tym prawidłowe użycie pomocy przez jeźdźca. Gniady był dobrze ujeżdżony, toteż odpowiednio na nie reagował, w rezultacie nie napotykając problemów zarówno w zakręcie, jak i podczas wykonywania serpentyny, gdzie przecież wygięcie było znikome.
Przygotowanie do zagalopowania niewątpliwie umożliwiło gniademu na niespóźnione, harmonijne przejście w wyższy chód. Rzeczywiście nie zawahał się przed zagalopowaniem, od razu odpowiedział na łydkę i zagalopował na prawą nogę, nie mając kłopotu z odczytaniem intencji Luke'a. W tym chodzie poruszał się równie ekspresyjnie co w kłusie i pewnie przede wszystkim tym ratował przejazd, zacierając wrażenie o niedojrzałości emocjonalnej, która zdecydowanie była jego bolączką. Chociaż nie był w pełni rozluźniony i tak szedł dużo lepiej od przeciętnego konia, co chyba nie ulegało żadnym wątpliwościom. Otellowi zabrakło jednak solidnego oparcia na wędzidle z racji niezbyt solidnego kontaktu, przez co jego równowaga, chcąc nie chcąc częściowo przeniosła się na.przód, zabierając mu nieco swobody w łopatkach i w niewielkim stopniu odangażowała zad. Gniady jednak uległ korekcie ze strony jeźdźca i wraz z pewniejszym nabraniem wodzy, z pomocą Luke'a zrównoważył się odpowiednio w galopie, już w trakcie koła galopując całkiem przyzwoicie. Także przejście do kłusa wraz z powrotem na ścianę zaistniało bez większych przeszkód, choć nie da się ukryć, że młodego lekko poniosła fantazja i wykonał je z pewnym opóźnieniem. Wysiedzenie go z pewnością nie należało do najprostszych czynności, ale jeździec spełniał te niełatwe wymagania, dzięki czemu cały czas udawało się im w harmonii iść do przodu. Ogierowi najwyraźniej nie przeszkadzało, że ma na swoim grzbiecie innego jeźdźca. Rzekłabym, że zadziałało to nawet na plus, bo z Aaren nauczył się lekko sobie pogrywać, a wobec obcych osób (jeszcze) nie miał na to śmiałości.
Kolejno wszedł na koło w połowie długiej ściany. Wobec samego rysunku nie można było mieć zastrzeżeń, ale już żucie z ręki zawiodło, choć po prostu gniady nie został poproszony o więcej ponad to niż wykonał. Co samo w sobie było całkiem słuszną decyzją, bo gdyby dostał więcej luzu, mogłoby się to skończyć różnie. Tymczasem opuścił skromnie łeb, wysuwając nos do przodu, ale nie stracił na swobodzie ruchu, jako że utrzymał dotychczasową równowagę. W rezultacie bez oporu wrócił do poprzedniego ustawienia i kontynuował kłus wzdłuż ściany, by niewiele dalej uzmysłowić sobie iż Luke będzie wymagał od niego czegoś nowego.

Fabiola - 2017-01-05, 16:56

Wchodząc na przekątną zyskała możliwość swobodnego rozprostowania i obniżenia szyi, co też niezwłocznie wykorzystała, z zainteresowaniem zerkając w przód. Kołyszącym, luźnym krokiem przeszła przez czworobok, u końca przekątnej bez oporów wracając na kontakt i do poprzedniego ustawienia. Po starannym wyjechaniu narożnika zwróciła uwagę na Elizabeth, ale niestety nieco wyprzedziła jej myśli o zakłusowaniu i wykonała je na tyle szybko, że zawodniczce trudno było nadążyć za jej ruchem. W rezultacie nie było ono zbyt harmonijne, ale Fabiola się tym nie zraziła, już po chwili idąc całkiem równo i swobodnie, jakby nigdy nic nie miało miejsca. To pozwoliło ich dwójce na precyzyjne wykonanie serpentyny, na której siwa subtelnie wygięła się od wewnętrznej łydki, wpisując się w łagodny łuk figury. Skończywszy ją, z powrotem weszła na ścianę, by w najbliższym narożniku natychmiastowo, aczkolwiek z wyczuciem zareagować na pomoce do zagalopowania. Wykonała je chętnie, nie odmawiając ruchu na. przód, co było widoczne w sposobie jej ruszania się. Śmiało szła przed siebie, może niezbyt ekspresyjnie, ale jednak poprawnie, w równowadze. Utrzymując galop skierowała się w połowie długiej ściany na koło o średnicy dwudziestu metrów. Dzięki oparciu na zewnętrznej wodzy doskonale wiedziała, po jakiej średnicy iść, jednocześnie zachowując odpowiednie wygięcie od wewnętrznej łydki oraz wodzy. Zamykając koło przeszła do kłusa, niestety przez jego pierwszych parę kroków nieco się spiesząc. Dała się jednak szybko sprowadzić do porządku, dzięki czemu dalszy ruch wyglądał znacznie lepiej. To pomogło Fabioli w prawidłowym wykonaniu zakrętu w lewo, który miał miejsce w literze E; niedługo po nim miał miejsce kolejny zakręt, tym razem w prawo, przez który zmieniły kierunek, zmierzając już prosto do końca programu. Końcowym elementem było oczywiście zatrzymanie w literze X tuż po tym, jak Fabiola wykonała ostatni zakręt na linię środkową. Przygotowana do zatrzymania, spodziewała się go, przez co udało jej się stanąć w oczekiwanym miejscu równo i w równowadze. Po chwili nieruchomości ponownie ruszyła na polecenie stępem, swobodnie prostując szyję i wyciągając nos do przodu. Opuściła w ten sposób czworobok. /zt
Jessie - 2017-01-05, 18:07

Ostatnimi czasy w relacji Jessie i Wara nie działo się najlepiej, ale to nie podcięło zawodniczce skrzydeł i mimo wszystko zabrała konia na zawody. Szybko się okazało, że jednak miała nad nim kontrolę tak, jak zawsze; nawet gdyby wciąż mu coś nie pasowało, to jednak nie można mu było odmówić formy. Humor nie miał też większego wpływu na umiejętności, toteż co najwyżej mogli stracić na ogólnym wrażeniu. Przechodząc jednak do sedna, bo za dużo jest tu do napisania żeby dłużej pierdolić o niczym...
Jessie zebrała konia w stępie podczas stępowania wokół czworoboku i po paru krokach zagalopowała, zachowując ustawienie. Przed wjazdem na czworobok zabrała konia na woltę, dopiero po której ruszyła na wprost linii środkowej, wreszcie mijając rozsunięte szranki. Kluczem do sukcesu było myślenie na., toteż zawodniczka zawczasu zaplanowała zatrzymanie w połowie linii środkowej i uprzedziła o swoich zamiarach siwego. W rezultacie uzyskała niespóźnione, proste i zrównoważone zatrzymanie w literze X. Ukłoniła się sędziom z uśmiechem, po czym półparadą uprzedziła Admirala o przejściu. Chwilę później ruszyła na wprost kłusem zebranym, swobodnie wysiadując ruch konia, chociaż był on niewątpliwie jednym z bardziej wymagających wierzchowców pod tym względem. Jego chody były obszerne, a sam koń raczej wymagał wzmożonej kontroli niż dodatkowych zachęt do ruchu, co było dla Jess sporym wyzwaniem z racji jego siły i dość ciężkiego charakteru.
Kilka metrów przed planowanym zakrętem ustawieniem głowy i półparadą wskazała ogierowi kierunek, w którym mieli lada chwila zmierzyć - był to zakręt w lewo, podczas którego zawodniczka wygięła siwka wokół swojej wewnętrznej łydki, jednocześnie pilnując zewnętrzną łydką zadu i jednocześnie operując wodzami, gdzie wewnętrzna sugerowała zaokrąglenie się w potylicy, a zewnętrzna pilnowała łopatki. W literze S zabrała Wara na woltę o średnicy dziesięciu metrów, na której zadbała nie tylko o odpowiedni rysunek, ale również wygięcie. Kolejnym elementem była łopatka do wewnątrz, do której Jess wykorzystała wygięcie na wolcie - w ten sposób było jej, jak i Admiralowi o wiele prościej zacząć wspomniany element. Zewnętrzną wodzą poprowadziła więc konia o dwa ślady kopyt bliżej środka, równolegle do ogrodzenia czworoboku, co dodatkowo sugerowała ułożeniem łydek i rozłożeniem ciężaru ciała. Następujący element także idealnie wpasowywał się w rozpoczętą woltą sekwencję ćwiczeń - chodziło mianowicie o półwoltę w lewo, której wykonanie zważywszy na obecne ustawienie wyszło wręcz naturalnie. Ponownie wykorzystała wygięcie ogiera, bezpośrednio po wolcie prosząc go o ciąg w lewo od litery L po literę S; pozostawiła go wygiętego od wewnętrznej łydki, natomiast zewnętrzną podtrzymała impuls do ruchu naprzód, a także przypilnowała zadu by ten nie wyprzedzał ruchu przednich kończyn. Jednocześnie zewnętrzną wodzą wskazywała Admiralowi kierunek ruchu aż do momentu "dotknięcia" ściany, gdzie po półparadzie wyprostowała konia i dalej pojechała na wprost. Nie została jednak na niej na długo, bo już w H zabrała konia w prawo, to samo czyniąc po drugiej stronie czworoboku w M. Myślami była już przy wolcie w R, która rozpoczynała identyczną sekwencję co miała miejsce przed chwilą: a więc łopatką do wewnątrz przez najbliższe dwadzieścia cztery metry od zamknięcia wolty, a tuż po tym półwolta w prawo do litery L, skąd zawodniczka poprowadziła ciąg w prawo z powrotem do litery R. Wówczas kontynuowała kłus zebrany wzdłuż płotków aż do litery H, gdzie skręciła na przekątną do P.
Jadąc po przekątnej poprosiła Wara o poszerzenie ram do kłusa pośredniego, jednocześnie pozwalając mu na wysunięcie nosa do przodu, a także na obniżenie i lekkie rozprostowanie szyi, co zapewne przyjął z ulgą. Wszelkie dodania zawsze były ich mocną stroną, toteż przejście było jak najbardziej poprawne, czego jednak nie można było do końca powiedzieć o powrocie do kłusa zebranego, którego War przyjął z pewnym oporem. Zawodniczce jednak udało się zatuszować ten chwilowy zgrzyt poprzez przejście do stępa pośredniego kilkanaście metrów dalej, gdzie zwyczajnie nie musiała się dłużej siłować z koniem, co i tak do niczego nie prowadziło. Przejechała stępem pośrednim najbliższy odcinek by w K zabrać siwka na krótką przekątną do R, podczas której całkiem oddała mu wodze, pozwalając na swobodne wydłużenie ram i rozprostowanie szyi. Łydkami pilnowała jednak aktywnego kroku i prostej linii, by nie stracić dotychczasowego impulsu i dobrego wrażenia.

/1-11

Luke - 2017-01-05, 19:14

Gdy już byli na krótkiej ścianie kilka kroków przed A jeździec zadziałał śmielej ograniczającymi pomocami, jednakże chcąc uniknąć zawieszenia się na wodzy a także całkowitego zatrzymania, podtrzymał przejście do stępa łydką, coby nie zaburzyć harmonii ruchu i umożliwić bardziej płynne zejście o chód w dół, celując z nim na wysokości środka krótkiej ściany. Utrzymywał elastyczny kontakt jednocześnie pracując głównie dosiadem, nie chcąc krępować Otella ciągłym działaniem łydki, szczególnie, że przecież nie było to konieczne bo młody ogier szedł sam z siebie bardzo aktywnie. Zaraz po wyjściu z narożnika zabrał go na przekątną od K do M, na początku której stopniowo wydłużył mu wodze, w ten sposób umożliwiając stęp swobodny. Pozostawał czujny by w razie konieczności zadziałać ciężarem oraz kolanem na ewentualne nagłe pobudzenie gniadego w trakcie luzu ze strony ręki. Przed M nie gwałtownie ale bez ociągania się nabrał z powrotem wodze i tutaj uważał, żeby aktywizujące pomoce nie pozwoliły młodemu na uwieszenie się na wędzidle i wytracenie chęci do kroczenia naprzód. Już chwilę później przed C ostrzegł go serią kilku półparad o nadchodzącej zmianie, tak aby wypchnięcie do kłusa i reakcja na nie nie nastąpiły opóźnione co do przewidywanego dla nich w programie miejsca. Siedząc miękko a jednocześnie nie jak worek ziemniaków, bo jednak utrzymywał proste plecy, lekko wypiętą klatkę piersiową oraz ściągnięte łopatki, prowadził Otella na wężyka wzdłuż długiej ściany idącego od H przez X do K, nie zaniedbując obowiązku wygięcia jego ciała tak, jak prowadził ich wygięty łuk. Po powrocie na ślad ponownie miał zamiar wykorzystać narożnik do zagalopowania, co w przypadku młodych koni było najbezpieczniejszym wyjściem, a zatem nie omieszkał z niego skorzystać. Tradycyjnie po przygotowaniu przesunął zewnętrzną łydkę za popręg by następnie płynnym i precyzyjnym ruchem wypchnąć gniadego dosiadem do galopu, dodając do tego impuls od wewnętrznej łydki. Tym razem spróbował być trochę mądrzejszy od samego początku i gdy tylko przeszli do wyższego chodu zapewnił mu bardziej pewny i stabilny kontakt, przy tym oczywiście nie zapominając o własnym wkładzie w jakość chodu, czyli o podtrzymywaniu impulsu do dalszego galopowania oraz sugerowaniu swoim ciężarem większego zaangażowania zadu przy jednoczesnym zabieraniu go przed siebie. Tutaj mieli do czynienia z symetryczną sytuacją do tej z poprzedniego galopu, a zatem przy B weszli na koło, a kiedy powrócili po jego zakończeniu na ślad Luke, mając ogiera bardziej na pomocach zaczął go skupiać półparadami na przejściu do kłusa, o które poprosił dosyć wyraźnie jeszcze przed M, chociaż tutaj może oczekiwał zbyt wiele i nieco za bardzo go przytrzymał, przyczyniając się niestety do małego błędu w takcie. Szybko jednak zareagował, nie pozwalając gniademu na całkowite przystanięcie czy wejście w stęp, zadziałał łydką i wypychając go wyraźniej biodrami jakoś uratował sytuację, którą nieopatrznie zainicjował. Odetchnął głębiej i wyrzucił z siebie zaistniałe przed chwilą spięcie w swoim ciele, które na dobrą sprawę mogłoby skutecznie uniemożliwić mu dalszą nie taką znów złą współpracę z ogierem. A zatem bez zaciskania mięśni płynął wraz z Rohanem po śladzie, łydkami swobodnie oplatał jego boki sprawując tym samym kontrolę nad prostym kroczeniem młodego. Przed E ustawił go lekko do wewnątrz by po krótkiej chwili wskazaniem wodzy, ograniczeniem od zewnątrz ręką oraz łydką a także podtrzymującym impulsem idącym od wewnętrznej nogi zawodnika poprosić o skręt w lewo tak, aby wylądowali na wprost B, na które kierowali się tak długo, jak umożliwiała im zdolność do ciasnego wchodzenia w zakręt Otella, na którą Luke wziął poprawkę przy planowaniu momentu skrętu w prawo. Teraz kiedy już byli niemalże na ostatniej prostej Sugarman upewnił się, że po pierwsze siedzi na tyle poprawnie, by nie zakłócać równowagi gniadosza przy nadchodzącym za niedługo zatrzymaniu, postarał się o lepsze dojechanie do ręki i ogólnie o wyraźniejsze czucie wierzchowca zarówno pod, jak i przed sobą. Trochę przesadził z ciasnym zakrętem na linię środkową, przez co koń na chwilę wytracił tempo a co za tym idzie po prostu jego ruch zmizerniał, co jednak brunet szybko skorygował, by jeszcze przed X pomóc mu się jak najlepiej zaprezentować i w punkcie środkowym poprosić go o równe zatrzymanie. Wówczas ukłonił się sędziom, następnie poklepał gniadego po szyi, oddał mu długie wodze i poprosił o ruszenie stępem, w którym pokierował go do wyjścia z czworoboku w A. Kolejno udali się na rozprężalnię, na której luzak z zachowaniem wszelkiej ostrożności narzucił na grzbiet Otella derkę potreningową, coby w trakcie rozstępowanie ogier nie wyparował. :lol:
Amelie - 2017-01-05, 19:34

Ścięli kolejny narożnik, by znaleźć się pod długą ścianą. Amelie pilnowała równego, aktywnego, energicznego tempa i wyraźnego zaznaczania kroków. Zbliżając się do F posłała Carthago półparadę i skierowała go na przekątną, na której zaraz skróciła go do stępa swobodnego. Oddała siwemu trochę wodzy, co okazało się być nieco nietrafione, bo dotąd trzymany przez nią w ryzach ogier pokazał trochę humorków. Przypilnowała go łydkami, by poruszał się po linii prostej. Przed zejściem z przekątnej kolejna półparada przygotowująca do nowego elementu, białowłosa usiadła głębiej w siodle i w H wrócili pod ścianę i do stępa pośredniego. Kolejny narożnik i krótka ściana. Przed C znów półparada, dziewczyna usiadła głębiej w siodle, napięła krzyż i dodała łydki, odsyłając ogiera do kłusa roboczego w pełnym siadzie. Tak jak poprzednio przywiązywała dużo uwagi do tempa. Pokonali kolejny narożnik i przed B dwudziestolatka znów przygotowała holendra, starając się jeszcze bardziej skupić go na sobie i na zadaniu. W B skierowała go na koło w prawo o średnicy 20 metrów. Po zejściu na kolo zaczęła anglezować. Pilnowała wygięcia łydkami, wodzami nadając kierunek i zgięcie w potylicy i pilnując równego tempa. Stopniowo zaczęła oddawać mu więcej wodzy, a o za tym idzie holender powinien zacząć obniżać i wydłużyć szyję, miał z tym jednak pewne problemy. Następnie próbowała zachęcić go do żucia wędzidła, do czego też podchodził niechętnie. Następnie przed zamknięciem koła zaczęła nabierać wodze z powrotem i tym razem siedmiolatek za szybko wrócił łbem do wcześniejszego ustawienia. Nie bardzo miała co z tym zrobić. Zamknęli koło w B i ruszyli dalej na wprost kłusem roboczym.
Na kolejnym narożniku przypilnowała starannie Carta a w A na krótkiej ścianie skierowała go na linię środkową, pilnując go w łydkach. Kolejno Halley posłała siwemu półparadę, chcąc go przygotować do kolejnego punktu programu. Zastosowała pomoce tak jak poprzednio, łydkami nadając ruch naprzód i w bok, wodzami nadając zgięcie w potylicy i utrzymując wyprostowaną szyję. Wrócili pod ścianę, kolejny narożnik i byli już pod krótką ścianą, gdzie w C czekało ich kolejne przejście. Znów półparada przygotowująca do elementu, usiadła głębiej w siodle, napięła krzyż, cofnęła jedną łydkę za popręg i dodała łydki, prosząc o galop roboczy. Znów na długiej ścianie czekało ich wydłużanie kroku w galopie. Znów przygotowująca pólparada, usiadł głębiej w siodle, pilnując jak zwykle dobrego, aktywnego tempa, wyrażnego wyciągania galopu i krycia większego terenu. W P odbili na woltę w prawo o średnicy 15 metrów. Pilnowała równego tempa, wygięcia i zachowania figury koła, a w połowie wolty skróciła siedmiolatka do galopu roboczego. Zamknęli koło i ruszyli dalej pod ścianą. Przed K uprzedziła go półparadą po czym skierowała go na przekątną, by zmienić kierunek jazdy. W okolicach ich przygotowała go do kolejnego przejścia i zwolniła go do kłusa roboczego. W H znów zeszli przekątną, tym razem dodatkowo wydłużając krok w kłusie, a Amelie zaczęła anglezować. W F skróciła go do kłusa roboczego.
Ostatni narożnik i krótka ściana. W A skręcili na linię środkową. Przed X posłała Carthago kolejną pólparadę, przygotowując go do zatrzymania, następnie zablokowała krzyż i wysłała pełną paradę, do zatrzymania w X. Utrzymując go w nieruchomości ukłoniła się a następnie ruszyli stępem swobodnym na długiej wodzy, aby opuścić czworobok. W ostatniej chwili humorki siwego dały o sobie znać, jednak ostatecznie Amelie sprowadziła go z czworoboku, rozstępowała i odstawiła do stajni.

zt

Hell No - 2017-01-05, 21:42

Płeć i rasa klaczy na szczęście nie były jakąś ogromną przeszkodą - krok po kroczku udało się jej, czy może raczej jej jeźdźcom, dojść do takiego poziomu jaki dziś prezentowała. Zważywszy na to, że początki były trudne, a nawet niebezpieczne, było teraz na co patrzeć z podziwem. Jeszcze parę lat wstecz, gdy już dawno powinna być dobrze wytrenowana, nie byłoby możliwym przejechanie tego programu - Hell zapewne szybko pokazałaby Lukowi co myśli o tym pomyśle, a już na pewno nie zebrałaby się tak, jak uczyniła to teraz. Co prawda nie spodobało jej się dość mocne chwycenie za pysk, ale gdy Luke nieco uelastycznił rękę, Hells od razu zaczęła iść swobodniej i luźniej.
Na czworobok wkroczyła śmiało, nie mając najmniejszych obiekcji wobec płotków czy innych elementów. Przygotowana do zatrzymania i uprzedzona o nim miała szansę zatrzymać się prosto, w równowadze we wskazanym miejscu, co też uczyniła, krótko strzygąc uszami. Odczekawszy chwilę ponownie ruszyła kłusem, znowu stawiając lekki opór ręce jeźdźca, której tym razem tak prędko nie ustąpiła. W rezultacie nie zdołała w pełni poprawnie wpisać się zarówno zakręt, jak i woltę, na których zwyczajnie wypadała lekko zadem, uparcie nie chcąc się poddać. Jej upór był jej największą wadą, co do tego raczej nikt kto ją poznał nie miał najmniejszych wątpliwości. Dało się to głównie odczuć podczas wykonywania łopatki, gdzie klacz wypadła z dotychczasowego rytmu, nieco uwaliła się na mostku, zaburzając tym samym płynność ruchu. Ustąpiła dopiero pod koniec, co jednak nie miało już większego znaczenia, bo musieli już myśleć o kolejnym elemencie jakim było poprawne wyjechanie narożnika i wejście na przekątną. Idąc po przekątnej poprawnie odpowiedziała na sygnały wysłane przez jeźdźca i wyraźnie poszerzyła wykrok w przejściu do kłusa pośredniego, w którym także lekko opuściła głowę na nieco dłuższej szyi i wysunęła nos przed pion. Powrót do zebrania nie był już jednak taki kolorowy, ale już po paru metrach sytuacja się wyklarowała, przynajmniej do czasu rozpoczęcia kolejnej wolty, gdzie Hell miała dokładnie ten sam problem wypadającego z łuku zadu. Jak można się domyśleć, ciągnęło to za sobą konsekwencje w postaci słabej łopatki do wewnątrz, gdzie klaczy znowu zabrakło lekkości ruchu... i chyba nawet chęci zmienienia tego. Nie mogło być jednak inaczej skoro znowu doszło do serii nieporozumień, które po usztywniały bułaną, uniemożliwiając nawet zaprezentowanie zebrania tak, jak powinno ono wyglądać. Napięcie minęło dopiero wraz z ponownym wejściem na przekątną i wydłużeniem wykroku, podczas którego Hellena i tym razem nie zawiodła. Wyjątkowo bez oporów powróciła do kłusa zebranego, z którego w połowie krótkiej ściany zatrzymała się elegancko, nie sprawiając wrażenia by cokolwiek nie zagrało podczas tego elementu. Wsłuchana w pomoce jeźdźca płynnie cofnęła się o cztery kroki, nie robiąc jednak tego odważnie i obszernie, jak mogłaby zrobić. Nie popełniła natomiast żadnego błędu, bez problemu wykonała cofanie w jednej linii, bez rozkraczania tylnych kończyn. Także ruszenie było równie przyzwoite, jako że Hell płynnie poszła w przód z ostatniego kroku do cofania, bez zbędnej przerwy. Stępem szła chętnie, w rozluźnieniu, czym z pewnością plusowała sobie w oczach sędziów. Na przekątnej było to szczególnie widoczne gdy rzeczywiście maksymalnie wyciągnęła wykrok, utrzymując rozluźnione, pracujące plecy; za ten element na pewno dostała sporo punktów, ale nic dziwnego, skoro do złudzenia przypominała teraz kroczącego geparda, co wcale nie jest takim odległym porównaniem zważywszy na jej mocno podkasany brzuch i wydatny kłąb :P. U końca przekątnej bez sprzeciwu powróciła do stępa pośredniego, w którym zaszła aż po literę A, gdzie nastąpiło zagalopowanie. Nie było ono szczególnie harmonijne, ale Hell przynajmniej wykazała się szybką reakcją na pomoce i niezwłocznie przeszła do pożądanego chodu, oczywiście na tę nogę co trzeba. W samym galopie nie trzeba było jej dodatkowo zachęcać do tego, by szła do przodu, ale zebranie wyraźnie było tym, co jej nie odpowiadało. Albo tym, do czego nie była w pełni gotowa, chociaż dało się w tym dostrzec pewne zawiązki ku dobremu, jak zachowanie wysokiego ustawienia i wyraźniejsze niż w galopie roboczym zaangażowanie tylnych kończyn, które świadczyło o podstawieniu zadu.

Anna Ross - 2017-01-05, 22:00

Im dalej tym bliżej do końca. Cieszyć się tylko czy jednak martwić z tego powodu? Ogólnie nie było najgorzej jak na ich pierwszy przejazd wspólny, a zarazem pierwszy klaczy w tym kompleksie. Anne wychodziła chyba z założenia że mogło być gorzej, a tego jednak chyba nie chciała. Wyjeżdżając kolejny narożnik przygotowała klacz do przejścia w wyższy chód, posyłając jej skupiające półparady - próbując. Mniej więcej idealnie w C wypchnęła ją z krzyża do kłusa, podpierając ten ruch dociśnięciem raz łydek do jej boków. Przejście do kłusa wyszło im całkiem nieźle, a przynajmniej An była z tego naprawdę zadowolona. Dojeżdżając do narożnika i wyjeżdżając praktycznie już na długą ścianę, przygotowały się do kolejnego punktu programu. Udało się kobiecie minimalnie poprawić wygięcie klaczy w szyi, jednak to jeszcze nie był ten idealny efekt. Wygięcie i ogólna praca zadu natomiast była naprawdę zadowalająca, przynajmniej to im się udawało. Dojeżdżając do końca serpentyny naprostowała klacz na ścianie, by znów przygotować ją do przejścia w wyższy chód. Mocniej dociążyła lewą stronę siodła, dociskając i zamykając łydki na bokach klaczy. Wszystko oczywiście dodatkowo podparła to mocniejszym wypchnięciem z krzyża do galopu, które z racji słabego kontaktu i usztywnienia klaczy było nie harmonijne. Przegalopowały dość kawałek aż do B, gdzie ściągnęła ją po raz ostatni na koło. Starała się ją prawidłowo wygiąć od wewnętrznej łydki, a zewnętrzną ponownie pilnując karego zadka Dame. Oczywiście tylna część ciała szła znacznie lepiej od przedniej, która z powodu spięć i nie do końca porozumień na linii człowiek-koń - miała problemy z odpowiednim wygięciem. Nie potrafiła Anna ją dobrze wygiąć, co kończyło się wypadaniem szyi z ustawienia i zaburzeniem rysunku koła. Zamykając koło ponownie przygotowała ją imitacjami półparad do przejścia, by między B a M zwolnić ją do kłusa. Skierowały się kolejno do E, gdzie odbiła z nią w lewo. Niestety znów jakoś nie do końca dopilnowała jazdy po prostej, przez co klacz spływała jej z linii do B. Tam skręciły w prawo i skierowały się na linię środkową z krótkiej ściany, jechanie po linii prostej znowu im do końca nie wyszło. Przed X kolejne imitacje półparad i pełna parada w tej literce, a tam kobieta momentalnie spięła krzyż, zamknęła łydki na jej bokach, odchyliła się w siodle i ściągnęła wodzę. Zatrzymanie bez kroków w stępie, płynnie im nawet wyszło ale z lekkim usztywnieniem. Anna ukłoniła się sędziom, zrzuciła wodzę i zjechała z czworoboku. Po rozprężeniu klaczy odstawiła ją do stajni.

z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group