100; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Ostatnie 5 przeszkód bez problemu, dobry czas.
36; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
Opis
Ostatnie 5 przeszkód bez problemu, dobry czas. Po ostatniej konia chwycił skurcz, ponownie w prawej, przedniej nodze (czyżby coś było nie tak?), ale nie miało to już wpływu na przejazd.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
84; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
Opis
Kolejne pięć przeszkód bez problemu, dobry czas.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Diego Montana - 2015-09-21, 22:53 Skurcz konia jednak dość szybko opuścił bo zaraz wrócili do prawidłowego tempa oraz jazdy - aktywnej jazdy of cors. Do szóstki był dość krótki stosunkowo dystans, dookoła same drzewa dla bezpieczeństwa chłopak co jakiś czas wysyłał mocniejszą półparadę by koń nie stracił skupienia na tym co ma aktualnie robić. Spokojny dojazd do szóstej przeszkody, na trzy foule przed usiadł w siodło, zamykając konia w pomocach i po łydce odpowiednio przybrał postawę do skoku wraz z koniem by mu go oczywiście ułatwić. Po wylądowaniu na lewą nogę zaraz skręcili w tą stronę by wyjechać na dłuższą prostą do siódemki, stanął już wcześniej w strzemionach po lądowaniu pozwalając ogierowi na swobodny oraz pełny galop, trzeba przyznać że jak na kuca niezłe tempo wykręcał Wracając jednak do przejazdu kierowali się do owej przeszkody spokojnym lecz mocnym tempem, usiadł nieco wcześniej w siodło gdy zauważył przeszkodę, mocniej przytrzymując jeleniowatego by ten wybił się mocniej z zadu, prosił go o zdecydowanie wyższy skok niż wcześniej. Po dotarciu pod przeszkodę: łydka, stanie w strzemionach, oddanie wodzy oraz złożenie się do grzywy konia by miękko dość wylądować i pognać po prostej w kierunku ósemki. Nadal jechali między drzewami w pełnym skupieniu, kierował konia po prostej tak by zbierał największą ilość terenu ale miał siłę by dojechać do mety. Po dojechaniu do przeszkody która nie jako była połową dystansu wzbili się dość ładnie i szybko w powietrze by pogalopować do dziewiątki, tu już nieco było trudniej bo las się kończył ale chłopak nie panikował. Stanowczo prowadził jelenia wprost na środek tejże przeszkody ponownie wcześniej siadając w siodło i prosząc o mocniejsze wybicie, wyższy skok także był bardziej efektowny niż niższe i po wylądowaniu lekkie przytrzymanie konia co by się zmieścił do dziesiątki. Stosunkowo krótka prosta przynajmniej w wykonaniu na pełnym gazie oraz ładny i efektowny skok. Po wylądowaniu chłopak się skrzywił dość mocno czując ukłucie jakby przy sercu, starał się jednak go ignorować i prowadzić konia dalej.Taylor - 2015-09-22, 20:00 Nie zraziła się tym, że Unexpected nieco nadinterpretował wysyłane przez nią pomoce, odczytując to po prostu jako podekscytowanie możliwością biegania i rozwijania tak dużych prędkości. Rozwiewała jego wątpliwości odnośnie swojej wyższości niemal za każdym razem, kiedy raczył ją kwestionować; nie chodziło o to, że uważała się za kogoś lepszego, ale wyraźnie dawała mu do zrozumienia, że póki co to ona obejmuje miejsce przewodnika stada i na razie grzecznie prosiła o to, aby nie próbował tego zmieniać. Nie rzucała wyzwania, nie wskazywała na nic, ale z góry uprzedzała. Myślę, że to było wystarczająco klarownym komunikatem dla gniadego, żeby nie próbował już samemu dowodzić ich małej, crossowej eskpedycji, bo w takim wypadku mogliby nie znaleźć się na mecie w jednym kawałku - zarówno koń, jak i jeździec. Po oddaniu skoku nad dziesiątą przeszkodą natychmiast weszła w półsiad, znów wypuszczając konia na czekającej ich długiej prostej i przy okazji kontrolując czas. Zerknąwszy na zegarek tylko utwierdziła się w przekonaniu, że mają kilkanaście sekund w rezerwie i właściwie nie mają co odrabiać, ale utrzymała dobre tempo, wiedząc, że czysty przejazd w połączeniu z tak dobrym czasem mogą dać im porządną pozycję, kto wie, czy nie na podium? Zaczęła mocniej oddziałowywać ręką wjeżdżawszy w zakręt, nie pozwalając ogierowi na chamskie unikanie kontaktu i prosząc go o uwagę do oporu. Gdy konary wreszcie odsłoniły jej jedenastkę, usiadła mocno w siodło, zamykając ogiera w pomocach i wyraźnie domagając się skrócenia wykroku, co nie było już prośbą, a właściwie poleceniem do spełnienia. Nie omieszkała się w razie konieczności mocniej zadziałać ręką; znalazłwszy się w optymalnym miejscu odbicia jak zwykle docisnęła obie łydki, wraz z koniem zbierając się do lotu, w którym to cofnęła biodra i wysunęła nadgarstki do przodu, umożliwiając mu wyciągnięcie szyi. Sytuacja sprzed kilkudziesięciu sekund powtórzyła się: zaraz po tym, gdy wtórnie znaleźli się na ziemi, weszła w półsiad, dając Unexowi popisać się umiejętnością wyciągania kończyn, ot co. Jeśli w momencie, gdy zaczęła zwalniać go do dwunastej przeszkody zachowywał się wobec niej lekceważąco i zwyczajnie chamsko, nie pozostawała mu dłużna, nie mając problemów z tym, aby zasadzić mu jedną, mocną "plombę" w zęby, a tym samym skutecznie uspokoić; jeśli jednak obyło się bez konieczności szarpania, a wystarczyło delikatne działanie półparad i dosiadu, jakie Taylor zastosowała na początku, po oddaniu skoku został pochwalony za sprawą klepnięcia i ponownego wypuszczenia w dystansie. Zdając sobie sprawę z tego, że zbliżają się do wąskiego frontu nieco wcześniej przysiadła ogiera, wycofując ramiona i wbijając wzrok w dystans za przeszkodą, powtarzając sobie w myślach, że na bank zmieszczą się między tymi nieszczęsnymi płotkami. Jej predykcja sprawdziła się: we właściwym miejscu poprosiła o odbicie, składając się do skoku, ku swojemu zadowoleniu nie zaczepiając boleśnie stopą o drewno i tym samym nie rozstając się z siodłem. Galopując do czternastej przeszkody przypomniała sobie, że jeszcze tylko dwie przeszkody i będzie po wszystkim, co tylko zmotywowało ją do pracy i zachęciło do dokładniejszych, ciaśniejszych najazdów. Czternastkę skoczyli normalnie, niemniej jednak najazd do piętnastki był wyraźnie trudniejszy i bardziej wymagający. Całe szczęście parze udało się bez problemu przedostać na drugą stronę niskiej crossówki, a po tym Taylor wpędziła Unexa w najmocniejszy galop, jaki tylko potrafiła z niego wykrzesać przy jego akutalnym poziomie energii. Ostatnia prosta i... szczęśliwie przekroczyli linię mety. Zauważyła ponowną sztywność w prawej nodze, ale nie miała czasu już na to zwrócić uwagi, dlatego zaraz po tym, kiedy zsiadła z wierzchowca sprawdziła dokładnie jego nogę, o radę prosząc nawet weterynarza przebywającego na miejscu.
/zt.Jessie - 2015-09-23, 20:56 Ich dobra passa ciągnęła się w najlepsze. Utrzymując spokojne tempo galopu, naprowadziła konia na kolejną, już szóstą przeszkodę, która stała w niewielkiej odległości od piątki. Szczerze mówiąc bawiła się coraz lepiej z każdą kolejną, pokonaną przeszkodą. Póki co jazda była po prostu przyjemna i w dodatku przynosząca efekty, więc dlaczego miałaby się nie cieszyć? Po pokonaniu wspomnianej przeszkody podgoniła nieco tempo, przechodząc do półsiadu i oddając ogierowi nieco wodzy, z jednoczesnym przyciśnięciem łydek do jego boku. Dopiero przed kolejną przeszkodą usiadła na chwilę w siodle, by mieć większą kontrolę nad wierzchowcem i zaraz wysłała go na przeszkodę. I w tym przypadku właściwie bezbłędnie wyszła za jego ruchem, nie pozostając w tyle. Dalej pozostała we wcześniejszym, szybkim tempie galopu, korzystając prawdopodobnie z najdłuższego odcinka na prostej, jaki był na tej trasie. Przed kolejną przeszkodą jednak usiadła nieco wcześniej niż ostatnio, aby odpowiednio wycofać siwka i przygotować go do skoku, by ten nie wypadł zbyt płaski, szczególnie że trasa biegła odrobinę pod górę. Lekkość działania wciąż pozostawała taka sama; zawodniczka dając z siebie wszystko czuła, że Angel odwdzięcza się dokładnie tym samym. Z powodzeniem pokonali ósmą przeszkodę, by dalej pogalopować pod górę, wciąż dosyć energicznie pomimo tego, że nawet lekkie nachylenie trasy znacząco wzmagało wysiłek konia. Nie pozwalała mu jednak szarżować, bo nie miało to niczego na celu. Dziewiątka także nie powinna być dla nich problemem; przypuszczenia Jess potwierdziły się, bo ponownie nie napotkała żadnych problemów zarówno w najeździe jak i podczas samego skoku. Ostatnią przeszkodą na tym odcinku był mur zbudowany z kamieni i kłody, do czego przygotowała konia zawczasu, biorąc go 'na siebie' i prowadząc zamkniętego w pomocach pod samą przeszkodę, gdzie zasygnalizowała odbicie i zaraz podążyła za jego ruchem przechodząc w półsiad i oddając mu wodze.Fleau de Baian - 2015-09-23, 21:26 Skierowała na moment oboje uszu na dziewczynę, czując jej dotyk. Zawsze ją uspokajał, ale chyba nie tym razem, bo szelesty liści i inne czynniki, między innymi długą przerwę od treningów w siodle a także pozostawienie źrebaka samego sobie, odwróciły jej uwagę od jeźdźca, sprowadzając czarnego chmury nad Deadię. Ponownie się potknęła, prawie lecąc do przodu, ale szybka reakcja ze strony Amelie uratowała ich tyłki. Hanowerka nie zwracała żadnej uwagi na korzenie i kamienie, co kończyło się potknięciem za potknięciem. Czując skrócenie prawej wodzy, machinalnie skręciła w tamtą stronę prosto na szóstą przeszkodę. Jak już wspominałam to nie stanowiło dla niej takiego problemu, więc szybko odpowiedziała na pomoce ze strony amazonki, odbijając się mocno z zadu. Złożyła się nad przeszkodą chociaż jej wysokość nie była tak wielka jakby się wydawało. Co prawda dziewczyny miały takie szczęście, że klacz stawiała na ekonomiczne skoki, a nie te półtorametrowe tak jak to miała w zwyczaju z tymi pierwszymi Wylądowała w lekkim zawahaniu, ale wystarczyło małe wsparcie ze strony Halley, by kontynuować ten swój niekształtny galop. Odległość za szóstką była niczego sobie i nie obyło się bez kolejnych potknięć, by ostatnie, tuż przed wybiciem, przekreśliło ich szanse na udany skok. Kuląc uszy zjechała na woltę, nie będąc świadoma tego, że przez to zyskali 20 punktów karnych. Może i była to jej wina, ale na ten moment na tyle ogłupiała, żeby przy drugim najeździe raczyć podnieść wyżej tę nieszczęsną nogę i oddać już bezbłędny skok. Zdecydowanie szło im źle, ale widocznie kobieta nie zamierzała tak szybko się poddać. Klacz była pod jej władzą, ewentualna eliminacja mogłaby jej pozwolić wrócić do syna. Jednak limit "wykroczeń" godnych jej zachowania został przekroczony wraz z woltą, co poskutkowało tym, że kara chociaż trochę bardziej skupiła się na jeździe. Chociaż potknięć nie potrafiła uniknąć to było ich zdecydowanie mniej. Powoli wracając w poprzednie ustawienie ruszyła ku ósmej przeszkodzie, na które już raczyła spojrzeć, a nie bezmyślnie jechać według wskazówek dziewiętnastolatki.
Dojeżdżając do ósemki nawet nie musiała zwalniać, bo do tej pory nie potrafiła się rozpędzić na tyle, by musieć hamować. Dlatego też bez ogródek czy zastanowienia ruszyła na środek przeszkody, przed nią odbijając się silnie z zadu, jednocześnie wskakując na nasyp z ziemi. W ostatnich fazach lotu wyciągając przody, by wylądować w wręcz nienaruszalnej równowadze. Skręcając lekkim łukiem na prawo została nakierowana na kolejną, stałą przeszkodę. Kolory jej były na tyle neutralne, by nie dezorientować hanowerki, dzięki czemu wręcz odważnie ruszyła na nią. Zaokrąglając z lekka swój pokraczny galop wykorzystała prawie całą siłę z zadu, wręcz obawiając się dotknąć twardego powierzchni choćby ogonem, którym agresywnie uderzyła po wylądowaniu. Jeszcze chwilę potatajała na dyszkę, która już zaczęła przerażać z lekka karą. Nie miała jak uciec bokiem, co wzbudzało w niej strach. Polegając ślepo na jeźdźcu również przefrunęła tę przeszkodę bezbłędnie, widocznie Deadia nie wiedziała jakie umiejętności się w niej czają.Angel's Wings - 2015-09-24, 18:08 Angel chociaż nadal skupiony i w pełni zaangażowany też doskonale się bawił, czerpiąc radość ze skakania i współpracy z Jessie, która jak dotąd chyba układała się korzystnie. Nakierowany na szóstkę, opierając się na pomocach od kobiety i własnym doświadczeniu płynnie pokonał i tę przeszkodę i parsknął z zadowoleniem Jak dotąd zarówno czas i przeskakiwanie przeszkód wyglądały bardzo dobrze. Warunki atmosferyczne też łaskawie im sprzyjały, sprawiając, że jazda była jeszcze przyjemniejsza, przynajmniej dla siwka.
Przyśpieszył nieco w galopie zgodnie z pomocami, podczas najazdu na już siódmą przeszkodę. Cały czas dawał z siebie 200% normy, pozostał skupiony i wrażliwy na pomoce od amazonki. Wyłamywanie przeszkód, czy stwarzanie innych niepotrzebnych problemów jak widać nawet mu nie powstało w głowie. I znowu współpracując z dwudziestodwulatką płynnie pokonali przeszkodę.
Utrzymując się w szybkim, aktywnym galopie, za wskazówkami kobiety ogier ruszył na ósemkę po dość długim odcinku trasy. Oldenburg mógł sobie pozwolić na takie stałe, szybkie tempo, dzięki zachomikowanej energii i dość ekonomicznym, jednak bezbłędnym skokom.
Dojeżdżając do ósemki dwunastolatek zareagował odpowiednio na pomoce od Jessie po sygnale do wybicia, odbijając się nieco mocniej i wyżej. Ponownie zostawili za sobą nienaruszoną przeszkodę. Ruszyli z kolei na dziewiątkę tym samym energicznym galopem pod górę. Wings sam z siebie raczej nie szarżował skupiony na zadaniu, poza tym energia była mu potrzebna na pozostałą im część przejazdu. Pokonanie dziewiątej przeszkody odbyło się podobnie jak z poprzednimi: pokonali ją na czysto, w efektowny sposób, siwy współpracując z jeżdżcem, obecnie nie był dobry moment na samowolkę. Ruszyli znów na kolejną, drewniano-kamienną przeszkodę, nadal utrzymując dobry czas. Po otrzymaniu sygnału ogier wybił się, podrywając przody i baskilując na przeszkodzie, po czym dość miękko i bez problemów wylądował, zostawiając za sobą na czysto pokonaną dziesiątkę.Noblesse - 2015-09-24, 19:12 Na szczęście dla mężczyzny skurcz okazał się niegroźny i nie był on trwałym urazem, dlatego mogli szybko powrócić do należytego tempa. Tak jak już mówiłam, dalej galopował mocno, a motorem jego chodu był oczywiście zad, którym to mocno i wyraźne odpychał się od ziemi, nadając swojemu krokowi sprężystości oraz obszerności. Krył naprawdę imponującą ilość terenu jak na swoje rozmiary, będąc wcale niewiele gorszym od swoich większych "kuzynów". Znalazłwszy się między konarami nie zdenerwował się w zupełności, nadal pozostając skupionym na równym tempie i jeźdźcu, który go dosiadał. Jego ogromną zaletą było to, że był przystosowany do pracy w każdych warunkach - głównie ku temu, że z założenia miały dosiadać go dzieci, mniej lub bardziej doświadczone. W ten sposób pewnie brnął przed siebie, by z sekundą, w której mężczyzna usiadł w siodło zdecydowanie skrócić swój wykrok, dostosowując go do oczekiwań Montany. We wskazanym przez niego miejscu niemal przysiadł na zadzie, używając niemal całej swojej siły do wybicia i przelatując nad murkiem, zostawiając nad nim dosyć wyraźny zapas. Wylądował - zgodnie ze wskazówką jeźdźca - na lewą nogę, by znów zacząć nabierać prędkości w dystansie, co nie sprawiało mu właściwie najmniejszej trudności. Poziom jego energii nadal był całkiem wysoki, zatem nie miał skrupułów przed tym, aby galopować mocno. Jedyną przeszkodą na tej drodze mógł być jeździec i to od niego było zależne, jak szybko pokonywali kolejne metry. Wrócił na ziemię dopiero gdy na horyzoncie pojawiła się przeszkoda, a przytrzymany przez trzydziestolatka posłusznie skrócił swój wykrok, wchodząc w galop, który tempem bardziej przypominał parkurowe, niźli to rodem z crossu. Oddał mocny skok, podczas którego mocno złożył wszystkie cztery kończyny, podkurczając je pod swoje jeleniowate cielsko; podobnie postąpił przy ósmej przeszkodzie, której konstrukcja wydała mu się na tyle podobna do bodajże szóstki, że nawet nie uraczył jej jednym krzywym spojrzeniem. A tak całkiem na poważnie - przeleciał nad nią pewnie, nie odczuwając obaw wobec przeszkody, która zdawała mu się być dokładnie taka sama, jak poprzednio. Wbrew podejrzeniom chłopaka Jelonek nawet nie zwrócił uwagi na zmianę otoczenia, a brak drzew odcinających wszelkie drogi ucieczki nie miał wpływu na ich przejazd: galopując szybko w dystansie zwolnił będąc nieopodal drewnianej konstrukcji, a we wskazanym przez swojego jeźdźca miejscu odbił się, zostawiając po sobie ekonomiczny zapas i w równowadze przelatując na drugą stronę. Poproszony o szybszy galop wyciągnął się imponująco, machając wszystkimi czterema, kucykowymi kończynami najlepiej jak potrafił i stawiając je tak daleko, jak pozwalała mu ich długość. Będąc już pod frontem przeszkody tradycyjnie przerzucił bieg [na szczęście nie na wsteczny ] i oddał bezbłędny skok, w miły dla oka sposób lądując na drugiej stronie. Zignorował delikatną niepewność jeźdźca, która była wywołana - o czym Nobl oczywiście nie wiedział - skurczem. Nadal szedł mocno do przodu, strzygąc żywo uszami na boki.Mia - 2015-09-24, 19:46 ....Naturalnie nie mogło zabraknąć pochwały za udany skok, chociaż jak już mówiłam dziewczyna nie ufała już tak wałachowi, a przynajmniej nie zamierzała dawać mu już tyle wolnej woli na tych zawodach. Rozumiała, że każdy może mieć lepszy czy gorszy dzień, a dzisiejszy najwidoczniej był tym gorszym. Ale czy to ją powstrzymywało? Przeciwnie, uparcie dążyła naprzód, w końcu wygrana nie była wszystkim.
....Tak więc po skręceniu w prawo znowu pozwoliła siwemu się rozpędzić, bo mieli nie taki mały odcinek do przejechania, co było równoznaczne z tym, że mogli sobie popatatajać szybciej. Będąc tradycyjnie w półsiadzie nawet nie mogła przepowiedzieć tego, że jej wierzchowiec czegoś lub kogoś się przestraszy. Było to dla niej dużym zaskoczeniem, kiedy tamten znowu stawił jej opór. Bez względu na to czy znała przyczynę tego nagłego ataku paniki czy nie na pierwszym miejscu postawiła uspokojenie belgijczyka, a nie nadrobienie tempa, na którym stracili. Teraz ważniejsze było jego dobro, nie tak jak w ostatnich zawodach. Zaczęła do niego przemawiać głosem przepełnionym spokojem, głaskać po szyi i wszędzie, gdzie sięgała. Nie zabrakło też półparad, wszystko tylko po to, by odwrócić jego uwage od źródła strachu. Niestety nieuchronnie zbliżała się szóstka, ale jakimś cudem Windsor w porę się ogarnął, co umożliwiło im udany skok. Mia ścisnęła jego boki łydkami, a gdy tylko się odbił odruchowo podążyła za jego ruchem, oddając stosowną ilość wodzy, coby nie ograniczać go w skoku.
....Wylądowawszy sprawdziła jeszcze czy jej misiek jest już całkowicie uspokojny i "bezpieczny", a jeśli nie zastała żadnych sprzeciwności, wróciła do rywalizacji i pospieszyła go, nie naciskając jednak. Jechali prawie idealnie po prostej linii na siódemkę, która choć była stała nie wzbudzała w kobiecie wątpliwości. Postąpiła według tego samego schematu co przed chwilą, czyli łydka + półsiad + wodze, co umożliwiło im znowu idealny skok. Już wtedy zauważyła, że nad nimi zbierają się czarne chmury, w przenośni jak i w rzeczywistości. Parę sekund później lunął deszcz, przez co automatycznie zwolniła, by nie nabawić się kolejnych kontuzji. Również woda wpadająca w oczy jej przeszkadzała, więc użyczyła daszka od toczka, by móc jakoś sobie pomóc. Wiedziała, że piętnastolatek na taki lukus sobie pozwolić nie może, więc teraz głównie polegał na niej. Widoczność była ograniczona, co zdecydowanie utrudniało im ten przejazd, który i tak nie był porównywalny do poprzedniego. Już dawno przekroczyli normę czasu, więc mogliby chociaż dalszą część przejechać na czysto. To ją też zmotywowało do tego, aby osiągnąć świeżo postawiony przed sobą cel.
....Kiedy zamajaczyło przed nią coś, co chyba było przeszkodą zmrużyła oczy wypatrując jej dokładnego położenia. Po krótkiej chwili nie miała wątpliwości, przeszkoda była bliźniacza to szóstki, przez co przez chwilę myślała czy przez ten deszcz nie pomyliła trasy. Na szczęście tak nie było, bo widząc już wyraźnie numer ósmy rozwiała swoje wątpliwości, ruszyła śmiało naprzeciw nasypowi, który i tym razem nie okazał się tak wielkim wyzwaniem, któremu mieliby nie sprostać. Minimalnie skróciła dalszą drogę, darując sobie ten deliaktny zakręt w drugą stronę, a prowadząc prostą linię idealnie do dziewiątki. Ta też była stała, ale niższa, a skoro jej Windsor poradził sobie z poprzednimi to dlaczego to miałoby ją przestraszyć? Półparadą przekazała mu, żeby się skupił nad skokiem, bo ulewa dalej dawała za swoje. Posłała łydkę, prosząc o odbicie, potem ruszając za jego ruchem i przesuwając nadgarstki wzdłuż jego szyi, żeby mógł ją wyciągnąć nad konstrukcją. Dalej nie musiała specjalnie wysilać wzroku, bo już zamajaczyła jej kolejna niepasująca do krajobrazu sylwetka. Różniła się od pozostałych tym, że po boku leżały poprzeczne drągi, co uniemożliwiło jej wyminięcia, bo Mia nie ukrywała tego, że miała chęć zrobić to przy poprzednich. Oczywiście honor jej nie pozwalał, więc i tym razem zamknąwszy pupilka w pomocach wybiła mu z głowy kolejne próby wyłamania, co skutecznie pomogło im w przeskoczeniu dyszki. Elizabeth White - 2015-09-24, 19:47 Amazonce zaczęło dawać się we znaki zmęczenie. Trasa co prawda nie była trudna, ale stosunkowo długa i wymagała od niej sporo wysiłku fizycznego. Co prawda liczyła się z tym, że ogier jest w gorszej sytuacji, ale wierzyła, że wspólnymi siłami uda im się dotrwać do końca.
Pomimo tego, że mur pokonali w 100 % poprawnie, tuż po przeszkodzie Lockhard nieoczekiwanie się potknął. Kobieta zwyczajnie się tego nie spodziewała, a po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Na całe szczęście udało im się w porę odzyskać równowagę i mogli galopować dalej. Brunetka nie chciała zamęczyć karusa na śmierć, ale mieli trochę straty w czasie. Z tego też powodu starała się utrzymywać równomierne, energiczne tempo przez cały czas.
Kolejna przeszkoda która pojawiła się na trasie prezentowała się nieco gorzej niż jej poprzednicy - przynajmniej w mniemaniu dziewczyny. Głównym plusem rekinich zębów był dogodny dojazd i szerokość przeszkody zmniejszająca szanse na wyłamanie. El tradycyjnie wykonała półparadę, prowadząc zamkniętego w pomocach konia na wprost. Oczywiście łydką zaakcentowała miejsce do wybicia i bez chwili opóźnienia powędrowała za ruchem konia, unosząc się w siodle i oddając mu rękę. W fazie lotu dociążyła mocniej prawe strzemię, chcąc zasugerować KWPN'owi na jaką nogę będą teraz galopować. Na dwunastkę najechali spokojnie, a kobieta powtórzyła wszystkie standardowe czynności, tym razem zmieniając nogę prowadzącą na lewą. W odcinkach pomiędzy poszczególnymi przeszkodami pozostawała w półsiadzie, starając się jak najlepiej odciążyć konia i ułatwić mu tym samym zadanie. Trzynastka okazała się być dużo węższa niż jej poprzednicy, co wymagało od pary nieco więcej skupienia. Kanadyjka starała się poprowadzić kopytnego prostopadle, celując w sam środek drewnianej bramki. Pilnowała go na zamkniętych pomocach by nie zwiał w żadnym kierunku, ani nie zatrzymał się tuż przed. Na szczęście obyło się bez jakichkolwiek komplikacji, a im zostały już tylko 2 skoki.
Do ławki podeszli na nieco większym luzie. Kobieta starała się zasugerować odrobinę dalsze wybicie, aczkolwiek jednocześni nie chciała by WKKW'ista skoczył płasko. I teraz pozostał im już ostatni odcinek, na którym dziewczyna postanowiła podgonić tempo. Na samej końcówce mogli postarać się nieco bardziej, cały czas próbując nadrobić stracony wcześniej czas.
Stół nie należał do ulubionych przeszkód amazonki. Wolała skoki wyższe niżeli szersze, aczkolwiek wiedziała że po nim nie było już nic. Spięła się ze wszystkich sił by jak najlepiej poprowadzić swojego wierzchowca, czując nagły przypływ adrenaliny. Po drugiej stronie owego elementu toru popędziła po raz ostatni karusa, celując w celowniki. Po przekroczeniu ich poczuła euforię - udało im się. Uspokoiła galop, po czym przeszła do kłusa. Sowicie nagrodziła kopytnego poklepaniem po szyi i gdy ten przestał dyszeć, pozwoliła mu przejść do stępa. Była cholernie dumna zarówno z niego jak i siebie. Jak na pierwszy wspólny start poszło im całkiem nieźle.
Lockhard został występowany i odprowadzony do stajni, gdzie Elizabeth odpowiednio się nim zajęła.
90; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
Opis
Kolejne cztery przeszkody bez problemu, w dobrym czasie.
71; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
Opis
Niespodziewanie Noblesse zawahał się na ostatniej przeszkodzie. Widocznie mu nie podpasowała, co poskutkowało niechęcią do ruchu naprzód i chociaż koń nie zatrzymał się, to jego nierówny, "urywany" galop poskutkował przekroczeniem normy czasu w ostatecznym rozrachunku.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
67; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
Opis
We znaki ponownie dała się długa przerwa od startów, konia ponownie męczyła dekoncentracja i rozproszenie, skutkujące nierównym, niezbyt szybkim galopem, co pogorszyło czas.
(Przekroczenie normy czasu)
109; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu.
50; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura).
Opis
Dalej bez problemów, w dobrym czasie.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Jessie - 2015-09-26, 14:31 Po dziesiątej przeszkodzie ponownie pozwoliła koniowi na dość szybki galop, którego prędkość wytrącili w pewnym stopniu na najbliższym zakręcie, z którego wychodząc znaleźli się naprzeciw jedenastej przeszkody. W rzeczywistości jedynie brzmiało to tak prosto, bowiem Jess chyba nieco się przeliczyła, za późno reagując i przygotowując do tego konia. W rezultacie została zmuszona wykonać woltę przed przeszkodą, mogąc tylko pluć sobie za to w brodę. Wolała jednak nie ryzykować skoku pod dziwnym, trudnym kątem, chociaż przeszkoda nie była zabójczo wysoka. Tak czy inaczej po wykonaniu wolty naprowadziła konia na przeszkodę raz jeszcze, tym razem poprawnie, by ostatecznie pokonać ją bez najmniejszego kłopotu. Trzeba było tak szarżować...?
Dalej pozostały im tylko cztery przeszkody. Zerknąwszy na zegarek wiedziała, że ta wolta kosztowała ich kilka sekund, więc jeżeli nie chciała pogorszyć czasu i przede wszystkim zmieścić się w normie, to musiała utrzymać mocne tempo galopu. Z tą różnicą, że teraz miała być bardziej skupiona i miała działać wcześniej; droga do dwunastki była prosta i łatwa, więc bez obaw pozwoliła na szybki galop do przeszkody, przed nią samą niespecjalnie wycofując Angela. Jedynie paroma półparadami skupiła jego uwagę na przeszkodzie i oczywiście usiadła odpowiednio wcześniej, by mieć kontrolę nad wierzchowcem. Po pokonanej przeszkodzie nie rozpędzała go znowuż tak bardzo widząc, że kolejna przeszkoda była dość wąska. Tutaj usiadła w siodle odpowiednio wcześniej, by naprowadzić siwka na sam środek trzynastki. Wskazała mu miejsce wybicia i gdy ten oderwał się od ziemi, oczywiście zgrała się z jego ruchem, umożliwiając swobodne pokonanie przeszkody. Kolejno tylko nieznacznie dodała w galopie, jako że do czternastki odległość była niewielka. I tę przeszkodę pokonali bez większych problemów, by po chwili skręcić w lewo na ostatnią - piętnastkę, która była stołem. Szerokość przeszkody wymagała nieco większej prędkości więc oczywiście podgoniła konia, by zaraz oddać ostatni skok, również zwieńczony sukcesem. Po drugiej stronie wróciła do półsiadu i szybkim galopem minęła celowniki. Po ukończeniu trasy przeszła do wolnego galopu, a następnie kłusa, w którym pozostała na dłuższą chwilę, pozwalając koniowi wyrównać tętno i oddech. Później przejście do stępa, w którym już zsiadła i po rozsiodłaniu konia, rozstępowała go należycie w ręku, chwaląc i dziękując. /ztAmelie - 2015-09-26, 14:44
PRZEJAZD C.D.
Po bezproblemowym pokonaniu dziesiątki Amelie nakierowała Deadię na kolejną przeszkodą skręcając zgodnie z trasą. Był to jeden z dłuższych odcinków, więc Mel próbowała nadgonić tempa i jednocześnie uzyskać stałe tempo, które dotąd było dość szarpane. Miały co nadrabiać jeśli o czas chodzi. Starała się też pilnować ustawienia i zaangażowania karej robiąc kilka pół parad. Chociaż tym razem obyło się bez potknięć, które były ich zmorą w poprzedniej części trasy, przerwa od treningów klaczy dała o sobie znowu znać. Po drodze na jedenastkę białowłosa walczyła z dekoncentracją hanowerki spowodowaną głośną publicznością, czy też muzyką. Wszystko to skutkowało ponownie nierównym, powolnym galopem, więc utratą czasu. Dziewiętnastolatka próbowała skoncentrować i skupić na sobie hanowerkę, co jak do tej pory było daremnym trudem. Starała się także nakłonić ją do szybszego, równego galopu. świadoma, że przekroczyły normę czasu zaklęła w duchu, jednak skupiła się na tym by wyciągnąć coś z tego nierównego galopu. Zbliżając się do przeszkody dziewczyna znów spróbowała popędzić Dumę do galopu odpowiedniego do przeszkody, wcześniej ją przygotowała wracając w siodło i zamykając w pomocach. Jeszcze by tego brakowało, żeby zaczęły zawalać przeszkody, które jak dotąd były mocnym punktem ich przejazdu. Doprowadziła karą do przeszkody nieco nabierając ją na siebie, zachęcając do nieco wyższego skoku i mocniejszego odbicia, dodała łydkę a po wybiciu oddala wodze, stanęła w strzemionach przyjmując odpowiednią pozycję i ładnie podążając za ruchem klaczy. Na szczęście znów na czysto pokonali przeszkodę.
Teraz jednak Halley czekał kolejny horror: odcinek między jedenastką a przeszkodą dwunastą. Cała sytuacja z dekoncentracją hanowerki powtórzyła się, więc Niemka dalej próbowała na powrót skoncentrować dziewięciolatkę, zachować ustawienie i przyśpieszyć tempo. Trudno powiedzieć, by jej się to udało, jednak przynajmniej nie miały czasu gorszego niż dotychczas. Na kilka foule przed przeszkodą jasnowłosa wróciła do siodła kierując Dumę na dwunastkę, którą pokonały w podobny sposób, klacz dostała od amazonki wszelkie pomoce potrzebne do czysto wykonanego skoku i na szczęście tak on właśnie wyglądał. Ruszyły z kolei na trzynastkę, na szczęście ten odcinek był krótszy. Amelie cały czas starała się pracować nad koncentracją Dumy i zyskaniem w końcu równego, szybkiego galopu. W końcu czas nie był po ich stronie.
Znów przed trzynastką wróciła w siodło, zamknęła Deę w pomocach z dokładnym najazdem na środek przeszkody. Pomogła jej z oceną miejsca do wybicia dodając łydkę i nie dając jej możliwości kombinowania, czy też w ogóle odmówienia skoku. Oddała wodze, przeszła do półsiadu zgrywając się z koniem i podążając za ruchem karej. Również trzynastkę pokonały w dobrym stylu za co Mel pochwaliła swoją podopieczną. A nuż to ją zmotywuje. Dojazd do czternastej przeszkody wyglądał podobnie jak poprzednie, białowłosa cały czas starała się podgonić tempo, jednocześnie nie zgubić ustawienia i przywrócić koncentrację. Halley znowu przygotowała hanowerkę przed przeszkodą, którą pokonały w podobny sposób co poprzednie.
Została im jedna przeszkoda. Jechały chwilę po prostej, Niemka nadal pracując nad tempem. Może chociaż w końcówce trochę podgonią? Znów przed piętnastką wróciła wcześniej w siodło, zamknęła klacz w pomocach, naprowadziła na przeszkodę przypominającą prymitywny stół, pomogła w ocenie miejsca do wybicia, dodała łydkę, a po wybiciu oddała stosowną ilość wodzy, przeszła do półsiadu odciążając grzbiet Dumy, podążyła za jej ruchem. Pochwaliła klacz za czysto pokonany skok. Przejechały metę, po czym jasnowłosa rozstępowała karą na rozpreżalni, żeby z niej trochę uszły emocje. Z niej też musiały ujść. Potem odprowadziła ją do stajni. Niech Deadia odpoczywa póki może, Mel ją pewnie niedługo nawiedzi