Kilka dni temu zawitała w tym mieście, krótko później dowiedziała się, że organizowana będzie odznaka. Postanowiła spróbować, w końcu mogłaby więcej rzeczy robić sama, a nie być wiecznie uzależniona od instruktora. W przed dzień zapisów na odznakę udała się do stajni w poszukiwaniu tego konia, który by mógł jej towarzyszyć. Po rozmowie ze stajennymi została skierowana pod bok Devon Heir. Piękny bułany wałach, można założyć, że po rozmowie z właścicielką, zapisała ich dwójkę właśnie na zdawanie brązu. W dzień odznaki dość wczesnym rankiem pojawiła się w stajni, sprawdziła sprzęt wałacha który dzień wcześniej dokładnie wypucowała. Po zostawieniu rzeczy w socjalnym ruszyła pod boks wałacha, po krótkim powitaniu, zabrała go na myjkę. Po dokładnym wyczyszczeniu bułanego oraz osiodłaniu, sama się szybko przebrała i ruszyli się rozgrzać. Po dotarciu na halę, westchnęła cicho dostrzegając inne pracujące tu pary. Poklepała delikatnie wałacha po szyi, chyba dla pokrzepienia samej siebie niż jego, no ale. Oprowadziła go w ręce w miarę możliwości i po doprowadzeniu do schodków dosiadła, wszystko już wcześniej piętnaście razy sprawdziła teraz tylko należało się rozgrzać i zaprezentować. Na lekkim kontakcie odesłała wałacha łydką na ślad, krótkie stępowanie na kilku okrążeniach po hali, w co wplątała kilka podstawowych figur wolty, serpentyny, wężyki, zatrzymania i ruszenia. Cały czas pilnowała stosownego wygięcia wałacha na łukach, w razie problemów ze skupieniem wysyłała mu subtelne półparady mające na celu skupić wałacha na sobie. Po stosownym rozgrzaniu w stępie w końcu za kłusowali, powtarzając wszystkie ćwiczenia z poprzedniego, dodając jedynie więcej przejść. W końcu i zagalopowali, dociążając odpowiednie strzemię - mieli galopować tym samym na odpowiednią nogę. Ponownie wplatała w ten chód różne ćwiczenia, zmieniając jedynie kolejność co by monotonii wiecznie nie było. W końcu zwolnili po odpowiedniej rozgrzewce do stępa, luźna wodza i czekanie na swoją kolej.
PRZEJAZD CZ.1
W końcu nadszedł ich czas, stresowała się choć starała się tego nie pokazywać po sobie co by koń nie zwariował. Po krótki zapoznaniu się z miejscem stępem pośrednim przez A wjechali na czworobok, pilnowała łydką by Devon szedł aktywnie, ale nie przesadnie szybko. Korytarzem zrobionym z wodzy utrzymywała krok na przód. Dojeżdżając do X wysłała wałachowi półparadę, odchylając się delikatnie w siodle do tyłu oraz lekko ściągnęła wodzę prosząc o zatrzymanie. Ładny ukłon w stronę sędziów i ponowna łydka do stępa, dla pewności wspomogła się wypchnięciem z krzyża. Ruszyli stępem pośrednim czyli tym którym wjechali na czworobok, ponownie w korytarzu pomocy starała się jechać na wprost, z prawidłowym ustawieniem wałacha oraz tempem. Tak jechali aż do C gdzie kobieta delikatnie przeniosła swój ciężar ciała na prawą stronę, pilnując łydkami odpowiedniego wygięcia wałacha. Dojeżdżając do M posłała mu półparadę, w tej literce wypchnęła wałacha do wyższego chodu, wsparła się także łydką. Od razu również zaczęła anglezować w siodle, sprawdziła czy na dobrą nogę w ogóle to robią, na szczęście, tak robili. Przekłusowali kawałek do literki B by w niej wejść na 20m koło, pilnowała go cały czas by się dobrze wyginał na kole, pracując aktywnie dosiadem oraz łydkami. W połowie koła usiadła w siodło, trzymając go nadal w zamkniętych pomocach kontynuowali koło na prawo. Przed B ponownie wysłała wałachowi półparadę by w tej literce wypchnąć go wraz z łydką do boku, do galopu. Ponownie sprawdziła nogę, ale była odpowiednia, siedząc w siodle i pilnując wałacha jechali spory kawałek.Devon Heir - 2016-03-10, 20:35
Wstęp i rozgrzewka
Wałach był bardzo spokojnym koniem, który akceptował niemal każdego. Nawet gdyby wcześniej nie zapoznał się z rudowłosą, nie zrobiłoby mu to różnicy. Niemniej wcześniejsze poznanie swojego jeźdźca robiło swoje i dzięki temu kopytny mógł bardziej ufać ów człowiekowi. W dzień zdawania odznaki, izabelowaty nie zachowywał się inaczej. Był spokojny i przygotowany. Z chęcią wyszedł poza obręb swojego boksu, świadom zadania jakie ma do wykonania - był zwierzęciem i nie wiedział, o co dokładnie chodzi, ale wyjście ze swojego lokum i wizyta na myjce zawsze coś oznaczały. Podczas czyszczenia i siodłania jak zwykle był spokojny. Cierpliwie wyczekiwał swojego, aż w końcu wyszli ze stajni.
Zjawiwszy się nieopodal czworoboku, z zainteresowaniem począł obserwować teren, co rusz strzygąc sterczącymi uszami. Parsknął cicho poklepany po łopatce. Nie stresował się niczym, zdążył przywyknąć do wszelkiego rodzaju sytuacji. Ruszył powoli tuż u boku dziewczyny. Stępował powoli, uważając coby jej nie nadepnąć. Ślepiami uważnie łypał po bokach, zapoznając się z terenem. Dotarłszy do schodków, zatrzymał się i wyczekiwał, aż nowo poznana osoba na nim zasiądzie. Kiedy tak się stało, przemielił wędzidło i wraz z dostarczonym sygnałem ruszył żwawym krokiem. Chętnie wyciągnął szyję i opuścił łeb, jednocześnie nieco rozciągając mięśnie. Wałach był raczej pojętnym koniem, który sporo potrafił i wiedział - sam siebie pilnował, dlatego dziewczyna nie musiała przykładać aż tak dużej uwagi do jego tempa, czy prawidłowych wygięć podczas wykonywania wspomnianych figur. Skupiał się na zadaniu i wykonywał je z dużym zaangażowaniem. Niemniej stęp jest dość nudny, dlatego chętnie przeszedł do ożywionego kłusa. Z takim samym zapałem wykonał wszystkie ćwiczenia, o jakie tylko został poproszony, a następnie płynnie przeszedł do galopu. W tym chodzie również chętnie i z odpowiednimi pomocami poprawnie wykonał każdą figurę i każde ćwiczenie. Choć to zwykła rozgrzewka, to do niej również się przykładał. Poproszony o stęp, zwolnił od razu. Automatycznie opuścił łebsko i wypuścił głośno powietrze.
Przejazd
Zastrzygł uchem, wjeżdżając na czworobok. Kątem czekoladowego ślepia łypnął w bliżej nieokreślonym kierunku, ostatecznie w całości skupiając się na dziewczynie. Stępował aktywnie i energicznie, ale dużo dzieliło go od kłusowania. Miał w sobie na tyle energii, by nie zwalniać tempa, ale również wystarczająco dużo ogłady, by nie wbiec na czworobok szaleńczym galopem. Wykonana półparada uświadomiła go, że zaraz coś nastąpi - i tak też się stało, w wyznaczonym miejscu został poproszony o zatrzymanie się, co wykonał bez sprzeciwów. Parsknął cicho, oczekując kolejnych zadań. Otrzymawszy sygnał do ruszenia, nie śpiesząc się, zaczął stawiać pierwsze aktywne kroki. Patrzył przed siebie, nie zwracając uwagi na nic innego, oprócz swojego jeźdźca. Obił lekko ogonem o swój jasny bok, skręcając do M. Kolejna półparada ponownie zwróciła uwagę kopytnego na możliwość jakiejś zmiany, która rzeczywiście nastąpiła już we wspomnianym wcześniej punkcie M. We wskazanym miejscu płynnie przeszedł do równie aktywnego kłusa. To samo tempo i rytm utrzymywał przez całą drogę do kolejnego punktu, w którym miała nastąpić kolejna mała zmiana, a właściwie, w którym mieli rozpocząć figurę - w tym przypadku woltę. Wprowadzony na nią odchylił jedno ucho, jakby oczekując jakiegoś słowa wsparcia. Ostatecznie jednak gest ten był tylko swoistym niekontrolowanym odruchem wałacha. Z pomocami rudowłosej wygiął swoje jasne ciało w odpowiedni sposób oraz sam skupił się na zadaniu, by nie wypaść żadną częścią ciała. Gdy Francesca zasiadła w siodle, Maślany mruknął bezgłośnie na powitanie znanemu ciężarowi. Kończąc okrążenie dostał kolejne przypomnienie. Skupił swoją uwagę i bardziej wyczulił swoje ciało na wszelkie impulsy. Po chwili - wraz z impulsem - zagalopował na wskazaną kończynę. Jego tempo było równe i niezmienne, raczej nie trzeba się było tym przejmować.
Francesca - 2016-03-10, 20:36
PRZEJAZD CZ.2
Pilnowała również jego wygięcia w narożnikach oraz tempa, galopowali mijając literki BFAKEH. Dojeżdżając do literki H, po wysłaniu półparady, ponownie delikatnie przeniosła ciężar ciała na tył i ściągnęła lekko wodzę, prosząc wałacha o zwolnienie do kłusa. W momencie zwolnienia bułanego do kłusa roboczego, ona w rytm kroków konia zaczęła się unosić i opadać w siodle. Kłusując ponownie dość kawałek przez czworobok, pilnowała prostego chodu Devona oraz tempa, co nie było zbyt ślimacze, ani za szybkie. W odpowiedniej literce na czworoboku ponownie balansując ciałem w siodle, naprowadzając wodzami, skierowała wałacha na przekątną czworoboku. Dojeżdżając do X usiadła na ułamki sekund w siodło by zmienić z bułanym nogę na lewą, jednak zaraz ponownie w tak kroków wałacha zaczęła anglezować w siodle. Tym sposobem dojechali do K, gdzie skierowali się na ścianę i potem wyjechali narożnika na lewo, kłusując nadal udali się do A. Gdzie dziewczyna z anglezowania przeszła w półsiad, nie blokując ruchów konia, zarazem dobrze się trzymając w strzemionach, odesłała bułanego na koło w lewo o średnicy 20m. Nogi dołożone do siodła, prawidłowa postawa pleców oraz pięt, w jej mniemaniu of cors. Tak przynajmniej ją uczyli, pilnowała wygięcia Devona na kole i kształtu samego koła. Wbrew jej obawą udawało się im wszystko bezbłędnie, zaczęli i skończyli koło w A. Większość programu mieli za sobą, kończąc koło siadła ponownie w siodło i pokłusowali dalej. Minęli zaraz narożnik kłusując w kłusie ćwiczebnym, aż do B, w tej literce odesłała wałacha na półkole do E, pilnując i dokładając wszelkich starań by koń wyginał się prawidłowo. Kiedy zbliżyli się do E wysłała mu półparadę, by w tej literce ponownie po dołożeniu łydki i wypchnięciu z krzyża wejść w galop, dociążyła lewą stronę co by wałach na tą konkretną nogę właśnie to wykonał. Ponownie mieli do przegalopowania spory kawałek, zaczynając od EKAFBM. Dojeżdżając do tej ostatniej literki ponownie półparada, odchylenie się do tyłu w siodle i lekkie ściągnięcie wodzy by przejść do kłusa roboczego. Ona w tym samym momencie ponownie zaczęła anglezować w siodle, tak sobie kłusowali, wsparci na pomocach aż do C gdzie kobieta usiadła w siodło, przechodząc do kłusa ćwiczebnego. Tak kłusowali aż do E, gdzie poprzedziła półparadą pełne zatrzymanie wałacha na 5s które odliczyła w myślach. Po tych 5s wypchnęła go ponownie z krzyża i dołożyła łydkę wchodząc w stęp pośredni z bułanym. Stępowali dość krótko bo tylko do K, gdzie ponownie łydka i wypchnięcie do kłusa roboczego, a ona znowu zaczęła się unosić i opadać w siodle. Tym chodem ładnie, płynnie wyjechali na linie środkową, poprzedzając półparadą zatrzymała wałacha w X, siadając w siodło. Ukłoniła się sędzią i zjechali na długiej wodzy z czworoboku, trochę sobie połazili i udali się na drugą część odznaki - skoki.
z.tDevon Heir - 2016-03-10, 20:42
Wałach nie opierał się zbytnio na pomocach dziewczyny, tj. korzystał z nich, ale sam również siebie pilnował. Gdyż takie odruchy miał już zakodowane w swoim rozumku. Galopował równym i energicznym tempem, po czym w okolicy H został spowolniony do kłusa. Niechętnie przeszedł do wolniejszego chodu, lecz nie sprzeciwiał się w żaden sposób. Szybko obrał właściwe ruchy i równie szybko odnalazł swój rytm, którego nie zgubił przy zmianie przewodzącej nogi, co nastąpiło w punkcie X - w połowie przekątnej. Docierając do przeciwnej ściany nie uciekał spod niej od razu, pilnie oczekiwał sygnałów jeźdźca, nie chcąc robić niczego wbrew niemu. Dopiero wraz z otrzymanym impulsem zakręcił w lewo, dojeżdżając narożnik, tak jak dojechany zostać powinien. Kontynuując dotarli do A. Wtedy ponownie został nakierowany na koło, o takiej samej średnicy, co poprzednie jednak w przeciwnym kierunku. Z drobnymi pomocami dziewczyny, jak i z własnym zapasem doświadczenia udało im się wykonać odpowiednie koło, zakańczając je w wyjściowym punkcie, tudzież przy literze A. Izabelowaty nie zmieniał swojego tempa, ani rytmu, który bardzo mu pasował - był wygodny i najwidoczniej odpowiedni, skoro rudowłosa nie protestowała. Kłusował dalej w linii prostej, aż do samego punktu B, przy którym odbili na półkole, prowadzące do przeciwległego E. Półparada skupiła wałacha na zadaniu i przygotowała do kolejnej zmiany, dzięki czemu przyśpieszenie w samym wyznaczonym punkcie nie było dla niego żadnym zaskoczeniem. Szybko znalazł swój nowy rytm i obrał odpowiednie tempo, które nie zmieniało się podczas podążania dookoła czworoboku, mijania wszystkich wspomnianych liter. Przy M ponownie zwolnił krok, sprawnie przechodząc do kłusa. Andaluz ponownie obrał starą taktykę i stare tempo. Kłusował równo docierając do kolejnych liter. Jego krok zmienił się nieznacznie, niemal niewidocznie, gdy dziewczyna usiadła w siodle. Tak czy inaczej to niezbyt ważny szczegół. Po wykonaniu półparady spodziewał się raczej kolejnej zmiany tempa, wiec spotykając się z zatrzymaniem był odrobinę zaskoczony, czego nie dał po sobie poznać ani odczuć. Zatrzymał się natychmiastowo i opuścił nieco łeb. Po dość krótkim czasie odczekiwań na dalsze kroki, kopytny chętnie ruszył aktywnym stępem. Nie kołysał swoim łbem na boki, utrzymując raczej równą postawę. Poruszał się energicznie do wyznaczonego punktu, w którym został poproszony o kłus, do którego przeszedł bez zawahania. Wkrótce ponownie zjawili się na linii środkowej, której izabelowaty starał się trzymać. Po przygotowaniu był już skłonny do wszystkiego - tym razem zatrzymanie na X go nie zdziwiło. Parsknął przeciągle, oczekując zakończenia pokazu. Otrzymawszy długą wodzę, opuścił wygodnie łeb i wyruszył w drogę powrotną na rozprężalnię, na której nieco rozchodził nogi, a następnie podążył po kolejne wyzwanie.
zt.Vivianne Feron - 2016-03-10, 20:43 Po doprawdy wielu latach spędzonych w jeździeckim świecie Vivianne w końcu postanowiła sformalizować swoje umiejętności i wybrać się na egzamin na odznakę jeździecką. Już od rana była zestresowana nieco bardziej niż przed zwykłymi zawodami – w końcu te przejazdy miały zadecydować czy będzie mogła brać udział w wyższych bądź nieco ważniejszych rangą konkursach. Brązowa odznaka dawała przepustkę do prawdziwego sportu, w który Vivianne zamierzała wkroczyć wraz ze swoim nowym koniem. To właśnie na nim zdecydowała się pojechać przejazdy, wierząc, że Friskey Whiskey bez problemu przeprowadzi ją przez czworobok i parkur. Wyczyściła go porządnie w stajni, wybrała swój najlepszy sprzęt ponownie wedle zasady, że „co się nie dojedzie to się dowygląda” i wraz z nim wybrała się w miejsce zdawania odznak. Rozgrzała ogierowi kości, kilkukrotnie przypomniała sobie program odznaki, aż w końcu wywołano jej imię. Odetchnęła głośno i wraz z siwym skierowała się w stronę czworoboku.
Przejazd
Wprowadziła konia na czworobok stępem w wyznaczonym do tego miejscu na środku krótkiej ściany. Pilnowała cały czas aby koń szedł prosto przed siebie a jego nogi nie robiły na ziemi nawet małego slalomu. Zatrzymała go na środku placu, wyciągnęła w bok rękę i skłoniła głowę w ramach powitania sędziów aby w chwilę później ponownie złapać wodze w palce i poprosić konia o kontynuowanie stępa. Przed literą C, a więc przy dojechaniu do przeciwległej krótkiej ściany skierowała go w prawo i zaraz po wyjechaniu zakrętu zakłusowała, uprzedzając konia półparadą przed wydanym poleceniem. Ciągle upominała się w myślach aby trzymać prawidłową pozycję, mieć proste plecy i pięty w dole, a przy tym z uporem maniaka pilnowała aby i siwy poprawnie wykonywał jej polecenia i nienagannie się prezentował.
W połowie długiej ściany – w literze B – skierowała go na dużą woltę. Kontynuowała anglezowanie przez pierwszą połowę koła, a kiedy dojechali do punktu stycznego ze ścianą usiadła głęboko w siodle, w którym zaczęła balansować biodrami, do kolejnego punktu programu pozostając w kłusie ćwiczebnym. Nigdy nie lubiła kłusa ćwiczebnego i była zadowolona, że Friskas miał tak wygodne chody, że niemal nie czuła się jak worek ziemniaków, który obija się na końskim grzbiecie powodując dyskomfort. Kiedy tylko zaczęli zbliżać się z powrotem do litery B Vivianne przekazała ogierowi kilka półparad, uprzedzając przed kolejną zmianą ćwiczenia, i jeszcze zanim przekroczyli punkt styczny wydała ogierowi polecenie przejścia do galopu zwracając szczególną uwagę aby przejście było płynne i spokojne. Jeśli ogier ładnie zagalopował, po prostu kontynuowała jego ruch dookoła czworoboku; jeśli natomiast galop był zbyt wolny lub zbyt szybki, zareagowała niemal od razu, starając się szybko ogarnąć siwka i zadbać o to by sędziowie nie mieli zastrzeżeń do ich przejazdu. Utrzymywała konia w aktywnym tempie aż do punktu H, który znajdował się niemal po przekątnej od miejsca zagalopowania i przytrzymała go na łuku do litery C, aby przejść do kłusa. Ponownie wykonała wszelkie potrzebne manewry do zmiany tempa. W kłusie anglezowanym przejechała z nim krótszą ze ścian, aby w narożniku skierować konia na przekątną i nadal w tym chodzie dotrzeć do przeciwległego narożnika. Mniej więcej w połowie ściany zmieniła nogę anglezowania i w punkcie K skierowała ogiera w przeciwnym kierunku.Friskey Whiskey - 2016-03-10, 20:44 W przeciwieństwie do Viv, nie był ani trochę zestresowany nowym miejscem i atmosferą, która do złudzenia przypominała tą z zawodów. Ogolony, ubrany w przepiękny biały czaprak oraz wyczyszczony wyglądał olśniewająco podobnie jak jego amazonka.
Jako koń, a tym bardziej kandydat do zdawania odznaki był doskonałym wyborem, doświadczony i spokojny, a przede wszystkim uważny oraz czujny na pomoce.
Podczas rozgrzewki pozostawał skupiony na tym czego wymagała od niego Viv, zdawał się nie reagować na otoczenie i inne konie, w całości koncentrując się na kolejnych wymaganiach brunetki. Powoli zaczynał kojarzyć fakty, zdążył nawet nauczyć się programu na pamięć dzięki czemu mógł bez skrępowania pomóc brunetce. Rozgrzany i gotowy do pracy czekał na kolejny sygnał ze strony amazonki, stępując po obwodzie.
Przejazd
Wkroczył na czworobok niosąc łeb luźny w potylicy i miękko oparty na wędzidle, kontakt z ręką pozostawał niezwykle subtelny ale stabilny dzięki czemu ogier prowadzony przez brunetkę w zamkniętych łydkach, poruszał się w linii prostej od litery A, aż do samego środka czworoboku. Parskając głośno złapał głębszy oddech zatrzymując się równo i obciążając wszystkie cztery kończyny równomiernie.
Ruszając stępem, obszernym i aktywnym, kroczył ochoczo przed siebie aż do momentu w którym oboje natrafili na literę C, w miejscu której wygiął się w prawo, czując wyraźnie dominującą łydkę po tej stronie ciała. Po wyjechali zakrętu płynnie i bez wypadania czy wpadania zadem, ruszył chętnie kłusem na przód, momentalnie odpowiadając na pomoce amazonki. Ruch miał wyjątkowo wydajny i miękki, a przede wszystkim starał się jak mógł pomóc Viv i nie spieprzyć nic swoim zachowaniem.
Wyginając się od wewnętrznej łydki pozostawał zamknięty przez tą zewnętrzną, miękko się gnąc zachowywał równowagę na kole, starając się jak najgrzeczniej i najspokojniej kłusować, by brunetka mogła bez problemu przejść pomiędzy kłusem anglezowanym, a ćwiczebnym.
Wyjeżdżając z koła, zareagował na półparady stawiając jedno z uszu w stronę kobiety, czując wypchnięcie z bioder, lekko i przyjemnie okrągłym galopem ruszył przed siebie zaczynając od aktywnie podstawionego zadu.
Z galopu do kłusa przeszedł płynnie i miękko dzięki czemu Viviane mogła zachować równowagę w siodle i całkowicie skupić się na sobie. Kłusował wciąż aktywnie i lekko, gnąc się od pomocy kobiety, zachowując rytm i równe tempo.Vivianne Feron - 2016-03-10, 20:44 Na drugą stronę także czekało ich kilka ćwiczeń, nieco innych niż w prawo. Kiedy zmienili kierunek już w połowie krótkiej ściany brunetka zadbała o przejście do półsiadu i z tej pozycji skierowała ogiera na dużą woltę, cały czas starając utrzymywać zarówno swoją równowagę jak i kształt wolty siwka – nie chciała żeby wyszło im jakieś jajko toteż przykładała się do zadania, choć z odetchnęła z ulgą gdy to w końcu się skończyło. W punkcie stycznym przeszła z półsiadu do kłusa ćwiczebnego w którym to mieli przejechać pół długiej ściany i pół koła zanim zagalopują.
Tak jak było wcześniej wspomniane – kłus ćwiczebny nie był dla Vivianne jakimś specjalnym wyzwaniem kiedy dosiadała Friskasa. Koń miał wygodne chody i nie wybijał jej wraz z każdym taktem kłusa, co nie zmieniało faktu, że Vivianne nigdy nie była typowym ujeżdżeniowcem i ciągłe siedzenie w siodle zwyczajnie ją męczyło. Nie poddawała się jednak – parła na przód, prowadząc Friskiego w odpowiednie miejsca a gdy dotarli do litery B skierowała go po okręgu ku drugiej ścianie, przed którą, poprzedzając polecenie półparadami, przekazała ogierowi sygnał do galopu. Ponownie starała się wyraźnie dostosować tempo konia do tego, którego od niego wymagała, więc jeśli wymagało korekty, natychmiast starała się wprowadzać ją w życie. Chciała wypaść jak najlepiej toteż nie mogła pozwolić na jakieś zaniedbanie ze strony konia. Jeśli jego dopilnuje będzie mogła mieć pretensje wyłącznie do siebie – w końcu to ona kontroluje całą sytuację.
Jeżeli Whiskey nie wykazywał się specjalnymi odstępstwami od normy to właśnie udało im się przegalopować przez czworobok i właśnie wylądowali u celu – w punkcie M, po którym brunetka poprosiła konia o przejście do kłusa. Przytrzymawszy go lekko na pysku zacisnęła uda aby się zatrzymał i nieco zwolnił, gdyż czekało ją kolejne kilka metrów do wysiedzenia w kłusie ćwiczebnym. Do tej pozycji przeszła na środku krótkiej ściany w punkcie C i w ten sposób wyjechali łuk, na którym zadbała o wygięcie konia, po czym w połowie ściany zatrzymali się ładnie i odczekali pięć sekund zanim ruszyli dalej. Mimo, że czworobok na brązową odznakę nie był wymagający to Vivianne czuła się już nieco zmęczona. Dawno nie była postawiona w stresowej sytuacji, a ten „test” zaliczał się do nich, choć sama nie chciała tego przed sobą przyznać. Ostatecznie miało zostać zatwierdzone to, co robiła przez niemal całe swoje życie i co kochała ponad wszystko. Jeśli jakimś sposobem miała nie zaliczyć odznaki to.. nawet nie chcę myśleć co by się z nią wydarzyło. Nic co prawda nie wskazywało na taki obrót sprawy, ale są sytuacje, w których jesteśmy zmuszeni patrzeć na sprawę z obu stron medalu.
Tymczasem przejazd zbliżał się już ku końcowi. Brunetka odliczywszy sekundy w myślach posłała siwkowi komendę przejścia do stępa, kiedy upłynął odpowiedni czas. Po kilku krokach poprosiła go o zakłusowanie, polecenie ponownie poprzedzając półparadą a w tym chodzie mieli pozostać już do końca przejazdu. Zadbała o to by siwek ładnie wpisał się w ostatni łuk czworoboku i w połowie krótkiej ściany wprowadziła go na środek placu by w jego połowie zatrzymać go do „stój”, używając do tego nieco więcej siły niż w przejściu do stępa, aczkolwiek nie robiąc przy tym ogierowi w żaden sposób krzywdy. Ukłoniła się grzecznie, odczekała chwilę i na luźnej wodzy opuściła plac wraz z siwym, klepiąc go po obu stronach szyi.
Zt.Friskey Whiskey - 2016-03-10, 20:45 W momencie, gdy dziewczyna zaczęła jechać kłusem w półsiadzie wyciągnął lekko łeb w dół, aktywnie pracując nie tylko zadem ale i grzbietem w celu utrzymania równowagi, dopiero po przejściu do kłusa ćwiczebnego podniósł się znacznie na przodzie, skracając optycznie swoją sylwetkę. Wciąż zachowywał równe, żwawe i niezmienione tempo niosąc amazonkę miękko na swoim grzbiecie.
Przytrzymany i ocknięty półparadą skupił się na kolejnym wyzwaniu jakim był ponowne galop, ruszając ochoczo na przód, zaczął od zadu i zagarniając przednimi kopytami kolejne metry podłoża. Chód miał miękki i łatwy w kontroli dzięki czemu bez problemu brunetka mogła skrócić to wielkie cielsko i dostosować jego tempo tak, aby oboje nie narozrabiali na czworoboku.
Przechodząc płynnie do kłusa zadbał o to, aby nie szarpnęło brunetką w siodle dzięki czemu zarówno amazonka jak i on mogli zachować równowagę i kontynuować przejazd. Przytrzymany dosiadem jak i ręką, zwolnił znacznie pozwalając Viv bezproblemowo wysiadywać swój miękki i utrzymany w równowadze kłus. Parskając głośno dał znać o swoim zmęczeniu, chociaż wciąż pozostawał rześki i gotowy do działania, nie mógł przecież zawieść swojej właścicielki.
Zatrzymując się i nieruchomiejąc na te kilka sekund, pozwolił mięśniom odpocząć aczkolwiek nie wychodził ze stanu gotowości. Stojąc w liniach prostych obciążał równo wszystkie cztery kończyny czekając na kolejny sygnał ze strony dziewczyny. Płynnie ruszył kłusem kontynuując zbliżający się ku końcowi przejazd. Podobnie jak brunetka był nieco zmęczony kolejnym przejazdem, który wykonywał niemal z pamięci. Intensywna rozgrzewka pozwoliła mu pozbyć się nadmiaru energii, uelastycznić i uwrażliwić ogiera na kolejne bodźce. Chciał dać z siebie jak najwięcej i nie zawieść właścicielki, w końcu czuł podświadomie, że ten egzamin ma dla niej ogromne znaczenie, sam stres i zdenerwowanie o tym świadczyły a, że Friskas był mądrym koniskiem to wyraźnie to czuł i starał się nie dać zdominować tym uczuciom.
Wjeżdżając na linię prostą szedł wciąż skupiony i uważny, zatrzymując się finalnie na środku czworoboku. Spuszczając niżej łeb odetchnął z ulgą, po ukłonie Viv i oddaniu wodzy wyciągając mocno szyjsko i nos w dół, jednocześnie otrzepując się cały występował powoli z placu egzaminacyjnego.
/ztDiego Montana - 2016-03-10, 22:26
WSTĘP
Ponownie podchodził do odznaki, tym razem nie startował na swoim można powiedzieć, pierwszym koniu którym był Dragon. Dla odmiany zabrał dziś na odznakę Little Parrish, jego całkiem nowy nabytek, do tej pory mieli okazje startować w jednych zawodach, gdzie uplasowali się na IV miejscu. Trzeba było nieco zacieśnić relacje między nimi oraz poprawić kondycje klaczy, bo nie była obecnie najlepsza. Pojawił się dość wcześnie tego dnia w stajni, po zostawieniu rzeczy w socjalu ruszył pod boks kasztanki. Po krótkim przywitaniu się, zabrał ją na myjkę, dokładnie ją wyczyścił, osiodłał i ruszyli na rozprężalnie. Ujeżdżenie to podobno coś w czym czuje się jak ryba w wodzie, to właśnie miała się wykazać za moment. Dokładnie przed wjazdem na czworobok na odznakę rozgrzał klacz w każdym chodzie, na każdą stronę i dokładnie, w końcu dał jej luźną wodzę i czekali na swoją kolej.
PRZEJAZD CZ.1
W końcu nadeszła ich pora, gładko pozbierał klacz do właściwego ustawienia, po czym wypchnął ją z krzyża do kłusa i o ile nie zareagowała od razu, wspomógł się łydką. Kłusowali roboczo, wjechali w punkcie A na linię środkową, trzymał klacz w równo zamkniętych pomocach łydka-wodza, co by nie spływała na boki idąc równo po linii środkowej. Poprzedzając punkt A półparadmi, przeniósł ciężar ciała na zad klaczy i lekko ściągnął wodzę, prosząc o zatrzymanie. Ukłonił się sędzią jedną ręką, by na ten moment wziąć wodzę do jednej dłoni, by zaraz jednak wrócić do poprzedniego ustawienia wodzy oraz rąk. Ponownie wypchnął klacz z powrotem do kłusa, dokładając wszelkich starań, by ruszyli płynnie. Właśnie w tym chodzie, trzymając ją ponownie w pomocach skierowali się na wprost, kłusując ciągle po linii środkowej, by w połowie krótszej ściany odbić w prawo. Musiał się przyłożyć kierując klacz wodzą, zamykając ją na niej oraz na łydce, by dobrze wyjechała zakręt bo w końcu zaraz mieli wyjechać na przekątną. Wyjechali narożnik na przekątną odpowiednio się na nim wyginając, facet zarówno trzymał klacz ograniczając jej ruch tak by nie wypadała na zewnątrz, ale zarazem prowadził wywijając ją od wewnątrz, by wygięcie w ogóle miało sens i kształt. Między M, a K mieli wykonać wydłużanie kroki w kłusie, po wyjechaniu na ową przekątną wysunął nadgarstki do przodu, wspomagając się łydkami po bokach i nie odpuszczając w nich, prosił ją o aktywne wyciąganie nóg do przodu. Dojeżdżając do K ponownie wysłał jej półparadę, by w tej literce wrócić do kłusa roboczego. Tak kłusowali aż do P, gdzie odbili na woltę w lewo o średnicy 10m. W razie potrzeby przypominał klaczy łydką o odpowiednim tempie, bądź nieco ją przytrzymywał gdyby zbyt mocno szalała np. oprócz tego dbał o to by wolta przypominała woltę, czyli dokładał wszelkich starań wewnętrzną łydką i zewnętrzną wodzą jej pilnując. Powrócili na ścianę, by w punkcie B skręcić w lewo, ponownie dołożył wszelkich starań by wyjechać dobrze zakręt. Kłusowali tak aż do E gdzie zjechali na ścianę w prawo, odpowiednio wyginając klacz co by zakręt wyglądał jak zakręt, a nie ścięty niczym od gilotyny. Facet pracował można powiedzieć na pełnych obrotach, nie znał jej zbyt dobrze jeszcze więc wysyłał jej jasne i subtelne sygnały do wyginania się łydką-wodzą, do trzymania tempa czy dosiadem przypominając o aktywizującym zadzie. Dojeżdżając do S ponownie mieli wejść na woltę, poprzedził to półparadmi, by dokładnie w tej literce odbić z klaczą na prawo, wchodząc na wcześniej wspomnianą figurę o średnicy 10m. Dokładnie pilnował jej wygięcia oraz tempa, po zakończeniu wolty wrócili na ścianę.Little Parrish - 2016-03-10, 22:27 Na pewno nie czuła jeszcze do Diego jakiegokolwiek przywiązania, pojawiał się, poznawała go, faktycznie, ale ich znajomość była krótka, a klacz mimo ufności, ciężko się przywiązywała. Nie sprawiała problemów w trakcie szykowania się, w w trakcie rozprężenia dość szybko zaczęła współpracować, stając się przepuszczalna, elektryczna i do tego dokładna w każdym kroku. Lubiła pracę na płaskim, co mógł już zauważyć, a na czworoboku będzie mogła pokazać więcej.
Czując sygnał do zakłusowania i działające półparady z dobrze działającym dosiadem, zakłusowała od razu odpuszczając w potylicy, stawiając uszy na sztorc. Przy prawidłowym prowadzeniu potrafiła z siebie sporo wykrzesać i tym razem przez przekroczeniem płotków zaokrągliła szyję uwypuklając plecy, analogicznie obniżając zad tym samym z niebywałą lekkością wchodząc tyłami pod kłodę. Prezentowała teraz elastyczny kłus roboczy z dokładnością amortyzując swój ruch na dobrze pracujących kończynach z wyraźną, wysoką pracą. Całą linię środkową przeszła nie wychodząc z ustawienia, prosta, nie tracąc impulsu. Czując sygnały przed X zatrzymała się równo, bardziej angażując zad przy zatrzymaniu, nie uwalając się tym samym na przodzie. Stąd nie miała również problemów z ruszeniem, wchodząc od razu aktywnie i z zauważalną lekkością w kłus roboczy.
W zakręt w prawo weszła mocno angażując zad, oplotła się wokół pomocy wpisując się bezbłędnie w zakręt, w równowadze, nie wychodząc z ustawienia. Przy wjeździe na przekątną nadal nie tracąc równowagi szybko zareagowała na pomoce do dodanie, podchodząc do tego nieco zbyt ambitnie obniżyła środek ciężkości uzyskując lekki przód, mocny zad pchał ją przed siebie, a lekki obecnie przód umożliwił wyciągnięcie kończyn, poszerzając ramy i prezentując całkiem niezłe dodanie pozostając w ustawieniu i na kontakcie. Przeżuła wędzidło, czując, że nikt nie walczy z jej pyskiem, zresztą była w pysku dość delikatnym koniem. Na półparady zareagowała powrotem do roboczego z zachowaniem równowagi, aktywnie szła cały czas prawidłowo wpisując się w narożniki.
Wolta 10 m nie sprawiła jej większych problemów. Nie tracąc tempa dobrze wpisała się z łuk, pozostając na przyjemnym kontakcie. Po wyjeździe z wolty znów w odpowiedzi na pomoce wyprostowała ciało, nie tracąc w żadnym razie na atrakcyjności kłusa. Zmianę kierunku przez E/B przeszła płynnie, w zakręcie wchodząc również kłodą, nie tylko szyją, szybko potrafiąc wrócić do prostej sylwetki uatrakcyjniała każdy zakręt. Kolejna wolta 10 m również poszła bez problemu, nie licząc jej potknięcia, po którym jednak szybko wróciła do równowagi kontynuując poprawność chodu.Diego Montana - 2016-03-10, 22:27
PRZEJAZD CZ.2
Dojeżdżając do C wysłał jej mocniejsze półparady, by w tej literce przenieść ponownie ciężar na jej zad oraz lekko ściągnąć wodzę do siebie, prosząc ją tym samym o zatrzymanie. Odliczył w myślach 5s i wypchnął klacz do stępa - pośredniego, ponownie wyjechali na gładko narożnik w literce M i aż do V szli stępem swobodnym, czyli na luźnej wodzy oraz bez aktywizacji zadu. Dojeżdżając do owej literki ponownie półparada i wrócenie do stępa pośredniego, aktywny zad oraz kontakt z pyskiem kasztanki. Tak sobie stępowali aż do K, gdzie ponownie wypchnął ją do kłusa, poprzedzając to oczywiście półparadą. Taki kłus aż do A, gdzie tym razem wypchnął ją, ale do galopu na właściwą nogę, odpowiednio wcześniej ją sugerując dociskiem lewej strony klaczy. Ponownie dwie mocniejsze półparady które miały poprzedzić wydłużenie galopu które rozpoczęło się w F. Ponownie tak jak w kłusie wysunął nadgarstki do przodu, wspomagając się łydkami po bokach i nie odpuszczając w nich, prosił ją o aktywne wyciąganie nóg do przodu. Tak, aż do M gdzie powrócili do normalnego galopu roboczego, poprzez lekkie przytrzymanie klaczy, poprzedzone wszystko zostało półparadą. Tym galopem do C gdzie odbił z kasztanką na koło o średnicy 15m, ponownie trzymając ją w zamkniętych pomocach: wewnętrzna łydka pilnowała zadu, zewnętrzna wodza ograniczał wygięcie. Po wyjeździe, ustawienie na pomocach i zwrócenie uwagi przez półparady, by już na początku ściany zacząć kontrgalop. Mocno pilnował ustawienia każdą pomocą, by nie dać powody do zmiany nogi, dojeżdżając do środka zaczął spychać ją łydkami i wewnętrzną wodzą do ściany. Starał się trzymać odpowiednie obecnie tempo, oraz postawę pokierował ją na wężyka. Wykonali go między literkami HXK, przejechali krótszą ze ścian i skierowali się na przekątną. Prawidłowo udało im się jak do tej pory wyjechać wszystkie luki, zakręty, wolty czy koła, gdyż klacz idealnie się wyginała do jego pomocy. W połowie przekątnej na której zmieniali kierunek, chłopak odchylił się w siodle ponownie biorąc wodzę bardziej na siebie i zwalniając z klaczą do kłusa. Gdy zjeżdżali za przekątnej wypchnął Little do galopu, dociążając lewą stronę co by właśnie ta nogą była prowadzącą. By w M podobnie jak wcześniej wysłać jej pomoce do wydłużenia kroku, nie powinni mieć teraz z tym problemu skoro wcześniej go nie było. Łydki do boków klaczy, wysunięte nadgarstki i na przód, poprzedzając dojazd do F półparadą przygotował klacz do wrócenia w zwykły roboczy galop. Dojeżdżając do A ponownie odbili na koło, po jego skończeniu ciąg dalszy galopu przy ścianie. Ponownie w pewnym momencie poprzedził nowe zadanie półparadą i zmienili lotnie nogę, pilnując by klacz nie wróciła do właściwej przypadkiem, wykonali drugiego wężyka, z tym, że o jednym tylko łuku. Ponownie zaraz zjazd na przekątną czworoboku, by zmienić kierunek jazdy. Ponownie w połowie lotna zmiana nogi, na tą właściwą można powiedzieć. Przed K półparada i przyhamowanie dosiadem oraz ściągnięciem wodzy klaczy do kłusa, zaraz ponownie wrócili na przekątną, odpowiednio wygięci wyjeżdżając narożnik. Między FXH kolejne wydłużenie kroku, czyli zamknięcie łydek na bokach ogiera oraz wysunięcie rąk do przodu. Kończąc przekątną, czyli dojeżdżając do H ponownie wrócili do kłusa roboczego. Skierowali się do B gdzie odbili ponownie na koło o średnicy tym razem 20m, by w momencie wygięcia się klaczy zacząć anglezować w siodle. Prowadząc klacz w zamkniętych pomocach wodza-łydka, tak by koło miało kształt koła, a nie jajka np. popuszczał jej wodzę, sugerując zejście w dół. Jednocześnie pracując nadgarstkiem by klacz miała motywacje do żucia, dojeżdżając do B ponownie pozbierał klacz i dalej jechali już kłusem roboczym. Tak kłusem, aż do A gdzie ponownie ładnie wygiął klacz wyjeżdżając na linię środkową, poprzedzając półparadą zatrzymanie w X w końcu stanęli. Ukłon, długa wodza i czas na parkur.
z.tLittle Parrish - 2016-03-10, 22:30 Cały czas postawiona na pomocach czekała na kolejne sygnały jeźdźca, przed zatrzymaniem wyłapała półparady, które jedynie pomogły jej w płynnym zatrzymaniu z kłusa roboczego. Zatrzymała się równo, parskając cicho i czekając na sygnał do ruszenia. Kiedy go otrzymała chętnie weszła w stęp, prezentując w nim dobry jakościowo, przekraczający o 2/3 ślady chód. Po wejściu na krótko przekątną czując sygnał do żucia i odpuszczenia wyciągnęła pysk w poszukiwaniu ręki jeźdźca, ale nie odnajdując go została w dole, czując przymknięcie w łydkach. Teraz pokazała stęp przekraczający gdzieś o 3/4 ślady, czyli wybitny, widać, że miała potencjał, a prawidłowa budowa tylko jej to ułatwiała. Płynnie wróciła do pośredniego wchodząc na kontakt, odpuszczając w potylicy i wchodząc do poprawnego ustawienia sylwetki chwilę później zakłusowała na sygnał Diego.
Kłusowała rytmicznie aż do A, gdzie otrzymała sygnał do zagalopowania, mocno weszła pierwszą foulą już na wstępnie prezentując całkiem niezły galop pod górkę. Obniżony mocno zad, wchodzący pod kłodę, pracujące, elastyczne plecy, lekki wysoki przód, z dobrą akcją przednich kończyn. Przy sygnale do dodania nie wyszła z ustawienia poszerzając mocno foulę dobrą pracą zadu i mocniejszym pokrywaniem terenu przednimi nogami. Płynnie po dodaniu weszła w roboczy. Na wolcie znów nie tracąc aktywności prawidłowo wpisała się w koło, po opuszczeniu go prostując sylwetkę. Odgięta lekko do wewnątrz na długiej ścianie, przy precyzyjnym działaniu łydek i dosiadu jeźdźca galopowała wpierw do X w dobrym ustawieniu, by następnie w zjeździe do ściany pozostać w galopie na złą nogę, prezentując nie zachwiany konrtgalop.
Po powrocie na ścianę nie straciła tempa i prawidłowej sylwetki następnie dobrze wpisując się w zakręt wyjechała na przekątną, płynnie przechodząc do kłusa, by później praktycznie od razu odpowiedzieć na sygnał do zagalopowania na drugą nogę. Analogicznie jak wcześniej zarówno wolta, jak i dodania nie sprawiły jej trudności, prezentowała dalej bardzo dobry galop, z mocną pracą zadu, a w trakcie dodania polepszając krycie terenu od wcześniejszego razu. W trakcie kontrgalopu pozostawiona w prawidłowym, wewnętrznym ustawieniu. Na przekątnej obniżając środek ciężkości oraz zad płynnie weszła w roboczy z lekkością wpisując się znów w narożniki, na drugiej przekątnej nie wychodząc z ustawienia poszerzyła ramy w trakcie dodania, mocno angażując zad i prezentując wysoką akcję przodów dodała. Skrócona zareagowała zwalniając, ale nie tracąc na elastyczności chodu.
W trakcie wjazdu na koło dobrze prowadzona w dosiadzie i łydce chętnie odpowiedziała na pomoce do żucia obniżyła szyję przeżuwając wędzidło przy zaokrąglonej szyi. Uwypukliła plecy poprawiając kłusa na bardziej "skoczny" przed zakończeniem wolty rozluźniona weszła ponownie na kontakt i do wysokiego ustawienia, następne zakręty pokonując bez problemu. Na linie środkowej jak wcześniej wyprostowana jechała przed siebie, następnie równo zatrzymując się w X parsknęła cicho, korzystając z luźnej wodzy skierowana poza czworobok opuściła go z właścicielem.
zt.Anais - 2016-03-10, 22:45
Rozgrzewka
Ciemnowłosa wprowadziła nowo poznanego ogiera na rozprężalnię. Wcześniej postarała się o schludny i odświętny wygląd swój oraz jego, więc teraz pozostało im tylko nieco się rozgrzać i wykonać swoją działkę. Nie chcąc tracić czasu, dziewczyna jeszcze raz sprawdziła czy osprzęt konia dobrze leży na jego ciele, by nie zafundować mu dyskomfortu i ewentualnych kontuzji. Upewniwszy się, że wszystko jest jak należy, wsunęła stopę do strzemienia i odbiła się od ziemi, po chwili miękko lądując w siodle. Dała gniademu łydkę do stępu i oddała mu całą wodzę (jeśli był spokojny i nie próbował podstępu), zaś sama w tym czasie usadawiała się wygodniej w siodle. Osiągając szczyt wygody, nakierowała Unexa na ślad, którego się trzymała. Pozwalała mu na wyciągnięcie i opuszczenie łba, a nawet go do tego zachęciła swoimi działaniami. Po dwóch okrążeniach wykonała subtelną półparadę i poprosiła ogiera o przejście do kłusa. W tym chodzie popracowała nieco nad zebraniem, które wzmocniła, wykonując wszelkiego rodzaju wolty, łuki i serpentyny. Zależało jej na porządnym rozgrzaniu mięśni oldenburga, dlatego do tego dążyła, jednak nie chciała go męczyć - w końcu to tylko rozgrzewka przed właściwą pracą. Wracając na ślad, dziewczyna pochwaliła konia głosowo, by wiedział, że dobrze wykonał swoje zadanie. Pozwoliła odpocząć mu pół minuty w stępie, po czym zaangażowała go do zagalopowania na wskazaną nogę. Nie chcąc wyciskać z niego siódmych potów, galopem zwyczajnie pokonali jedno okrążenie dookoła rozprężalni, po czym Francuzka ponownie spowolniła gniadego.
Przejazd
Na czworoboku pojawili się od strony A. Brunetka pilnowała ustawienia ogiera oraz tego, by tempo pośredniego stępa było aktywne. Jej nadgarstki było otwarte, łopatki nieco ściągnięte, a plecy proste, jednak nie siedziała zbyt sztywno - zwyczajnie utrzymywała odpowiednią pozycję. Dojechawszy do linii startu, która znajdowała się przy literze X, dziewczyna zatrzymała Unexa, stosując pomoce wstrzymujące. O dziwo była bardzo spokojna i rozluźniona, wiedziała też, że takie nastawienie dobrze wpływa na konia, który chłonie emocje swojego jeźdźca. Nabrała powietrza w płuca i posyłając sędziom ukłon odetchnęła cicho. Następnie przy pomocy łydki poprosiła kopytnego o ponowne ruszenie aktywnym i energicznym stępem. Wciąż pilnując ustawienia i odpowiedniego tempa prowadziła konia prosto przed siebie, zwracając również uwagę na to, by szedł po idealnie prostej linii i nie wypadał z niej zadem, ani łopatką, czy żeby nie wybijał się w jakikolwiek inny sposób. Dojeżdżając do ściany, przykuła jeszcze większą uwagę do czynności wykonywanych przez gniadego, gdyż nie chciała, aby wykonał zakręt zbyt wcześnie. Dopilnowała, żeby narożnik został wyjechany do końca i aby wygięcie oldenburga było w tym momencie jak najbardziej poprawne. W wyznaczonym punkcie - w tym przypadku przy M - posłała mu wyraźny impuls do przejścia w kłus. Nie znała tego konia i nie wiedziała, jak bardzo wyczulony jest na pomoce, dlatego wolała dawać wyraźne sygnały, dzięki czemu była niemal pewna, że wkkw'ista będzie wiedział o co chodzi. Dla jeszcze większej pewności przed prośbą o przejście w wyższy chód wykonała półparadę. Ponownie bardziej przypilnowała ogiera, uniemożliwiając mu ewentualnie zbyt szybki start kłusem. Od razu narzuciła mu swoje tempo, wymagając od niego, by szedł aktywnie i z wyczuciem. Zaś sama przyczyniła się do odciążenia grzbietu konia podczas anglezowania. Przy B nakierowała oldenburga na woltę - nadal anglezując. Rozpoczynając drugą połowę koła, zaczynającą się przy punkcie E, ciemnowłosa zasiadła w siodło, jadąc tym razem kłusem ćwiczebnym. Teraz bardziej przypilnowała prawidłowego wygięcia ogiera, sugerując mu je intensywną pracą łydki oraz wodzy. Ponownie zbliżając się do B, Anais przygotowała Unexa do zagalopowania, a będąc tuż przed wskazanym punktem posłała mu czytelną pomoc oraz zasugerowała chód prawą nogę. Skierowała go na dłuższą ścianę. Zgrała się z ruchem gniadego, podążając za nim biodrami. Siedziała w siodle pewnie, nie odklejając się od niego ani na moment. Kontrolowała tempo galopu oraz to, by każdy narożnik został odpowiednio dojechany. Ominąwszy H, mniej więcej w połowie drogi do C, dociążyła nieco zad konia oraz zamykając łydki zwolniła go ponownie do kłusa. Równym, anglezowanym tempem dojechali do M, a z tego punktu odbili na przekątną. Dziewczyna przywiązywała dużą uwagę do chodu gniadego, nie pozwalając mu na żadne ekscesy. Przy X zmieniła przewodnią nogę z prawej na lewą, dalej kłusując w stronę K. Kontynuując, dotarli do litery A, gdzie ciemnowłosa ponownie rozpoczęła wymagający łuk - na lewo - stanowiący połowę koła. Wykonała lekki półsiad, pochylając się nieznacznie do przodu i starając się nie tracić kontaktu z koniem pobudzającą do działania i kontrolującą wygięcie łydką. Wciąż utrzymywała proste plecy, a wzrok utkwiony miała wprost przed siebie. Wróciwszy do punktu wyjściowego, przysiadła wygodnie w siodło i pokierowała wkkw'istę do F.
Unexpected - 2016-03-10, 22:46
Rozgrzewka
Ogier ponownie dziś gościł pod siodłem nową osobę, ostatnio miał okazję jeździć tylko pod obcymi osobami. Martwiło go to bardzo, bo od dawna nie widział swojej właścicielki, nie jeździł także pod nią w odznace czy na zawodach. Było to co najmniej niepokojące, przez co gniadosz był nieco przytępiony. Kobietę powitał bez większego entuzjazmu, spokojnie dał się wyprowadzić z boksu, spokojne szybkie oporządzenie, osiodłanie i kierunek rozprężalnia. Cierpliwie poczekał aż kobieta wsiądzie na jego grzbiet, nie kombinował w ogóle podczas jazdy. Więc swobodnie na początek szedł na długiej wodzy, szedł nieco leniwym krokiem przez co jeśli nie chciała by to trwało wieki, musiała pilnować jego tempa. Po zrobieniu dwóch kółek ogier dość płynnie przeszedł do kłusa, cicho parskając. Początek zebrania wyszedł nieco opornie, gniadosz jednak szybko odpuścił, podstawiając zad oraz wchodząc na kontakt. W ćwiczenia w końcu zostały wplecione wolty, łuki i serpentyny. Krótki odpoczynek w stępie, po czym zagalopowanie na właściwą nogę. Jedno kółko i ponownie stęp, czekając na wezwanie na hale rozglądał się wokoło.
Przejazd
W końcu ich wezwali do prawidłowego przejazdu, pojawił się z kobietą na czworoboku. Ogier nieco żywszy, wszedł przez A na czworobok, poruszając się stępem pośrednim. Dojeżdżając do X nieco bardziej się przyłożył, by zatrzymanie było na raz, z ładnie podstawionym zadem oraz działającym pyskiem. Po krótkim postoju ponownie ruszył stępem do przodu, bardzo dobrze, że kobieta była odpowiedzialna w kwestii ograniczonego zaufania. Ogier potrzebował stałego kontaktu i mocnych pomocy, bo brak kontaktu z właścicielką go nieco roztroił nerwowo, spowodował taki stan otępienia, nie zadowolenia i takie tam. Dość gładko, płynnie i bez zarzutu szedł do przodu, kończąc linię prostą w punkcie gdzie odbili w prawo, wykręcając ładny, równy łuk na ścianę. Dość dobrze odnajdywał się na kobiecinych łydkach, prawidłowo wokół nich się wyginając. Kierowali się do M gdzie w odpowiednim momencie oraz miejscu, po otrzymaniu stosownych sygnałów, ogier przeszedł do kłusa. Nie potrzebował bóg wie jakich pomocy, łydka czy wypchnięcie z krzyża spokojnie wystarczyło. Gniadosz płynnie poruszał się do przodu, utrzymując stałe, aktywne tempo oraz zaangażowanie. Dojeżdżając do B odbili na woltę, gdzie ogier ponownie ładnie się wyginał na łydce kobiety. Dokładnie wyjeżdżając równe kółko, nie wpadając zadem ani łopatką. Dojeżdżając do B, czyli tam gdzie zaczęli koło, a zaraz mieli skończyć, czuł przygotowania do nowego ćwiczenia. Dokładnie w tej literce Unex ponownie gładko przeszedł tym razem do galopu, na odpowiednią, prawą nogę. Kierunek długa ściana, galopowali dość kawałek, poprawnie wyjeżdżając wszystkie narożniki po drodzę, utrzymując stałe tempo oraz zaangażowanie zadu. Kiedy zbliżali się do C poczuł znowu pomoce przygotowujące do zmiany, by lekko, bez żadnych problemów zwolnić do kłusa. Tym tempem dojechali do M, gdzie ponownie dość ładnie się wygiął na łuku, wchodząc na przekątną. W połowie drogi, a dokładniej w X koń lotnie zmienił nogę z prawej na lewą. Ponowne odbicie na ścianę i wyjechanie łuku w lewo, wykonali kolejną woltę, o prawidłowym kształcie, tempie i bez błędów. Po jej zamknięciu skierowali się dalej do F..
Anais - 2016-03-10, 22:46
Utrzymywała równy chód ogiera i pilnowała, by nie wybijał się ze śladu zadem ani łydką, aż do B. Od wspomnianego punktu nadal prowadziła go tym samym tempem, jednak przy owej literze odbiła od ściany: poprowadziła gniadego na dość wymagający łuk, stanowiący połowę koła. Skrupulatnie posyłała mu pomoce w postaci mocno przyklejonej do popręgu wewnętrznej łydki, zewnętrznej cofniętej nieco za popręg i aktywnie działającej wodzy, by jego wygięcie podczas tej połowy wolty było jak najbardziej poprawne. Dojeżdżając do przeciwległego E, poprosiła Unexa o zagalopowanie na lewą kończynę i przypilnowała go nieco, by nie uciekł zbyt szybko spod ściany, do której się zbliżali. Po raz kolejny idealnie wpasowała się w swobodny ruch ogiera, którego rytmu nie narzucała, a jedynie przypilnowała tempa i rozluźnienia w chodzie gniadego. Oboje byli już w połowie całego przejazdu, a brunetka nie stresowała się ani przez chwilę. Właściwie przez cały czas była spokojna i rozluźniona, jednak mocno zaangażowana oraz skupiona na wykonywanej pracy. Galopowali niemal całe okrążenie, dopiero ominąwszy M, dziewczyna przygotowała oldenburga do pewnych zmian przy użyciu wymownej półparady. Nim dotarli do punktu C, zad kopytnego został dociążony, a łydki oraz nadgarstki zamknięte, co jednoznacznie wskazywało mu na zwolnienie. Anglezowała wytrwale do wymienionego już C, a od tego punktu zasiadła w siodło, sprawnie przechodząc w swobodny kłus ćwiczebny. Po tym czasie spędzonym z koniem, odrobinę mu zaufała, jeżeli chodzi o jazdę i tak bardzo go nie pilnowała, lecz wciąż nie pozostawała w pełni ufna i woląc dmuchać na zimne, nadal przykładała dość sporą uwagę do czynności, które wykonywał i jego zachowania. Dojechawszy do E, ponownie zastosowała pomoce wstrzymujące. Wypuściła cicho nadmiar powietrza nagromadzonego w płucach. Wstrzymywała ogiera i przytrzymywała go w nieruchomości przez wskazane 5 sekund. Następnie dołożyła subtelną łydkę, zachęcając do stępu. Oczywiście chód miał być aktywny i energiczny, co dziewczyna jasno dała do zrozumienia już na samym wstępie. Przypilnowała również ustawienia, z którego nie dała gniademu wypaść. Takim tempem przejechali do K, gdzie Unex dostał kolejną przyśpieszającą łydkę. Wraz z zakłusowaniem, Francuzka rozpoczęła pracę odciążającą grzbiet konia, czyli nic innego, jak anglezowanie. Przypilnowawszy dokładnego dojechania narożnika, poprowadziła kopytnego do A. Nie zmieniając tempa, a nawet pilnując go uważnie i utrzymując, skręcili do wyjściowego X. Tuż przed nim Anais posłała ogierowi wyraźną półparadę przygotowującą i pomagającą bardziej się skupić, a w punkcie zatrzymała go. Ukłoniła się w kierunku sędziów, po czym popuściła powoli wodze. Głównie z pomocą łydki i dosiadu posłała gniadego stępem do wyjścia obok A. Wodze stanowiły asekurację w razie wariacji konia.
Znów znaleźli się na rozprężalni, gdzie ciemnowłosa porządnie rozstępowała kopytnego, jednocześnie dając mu chwilę odpoczynku przed kolejnym - skokowym - wyzwaniem. -Dobrze ci poszło.- pochwaliła Unexa głosowo oraz sporą dawką dotyku, od poklepania po szyi, po pokizianie za uszyskiem. Ostatecznie zsunęła się z jego grzbietu, niemal od razu luzując zapięcie popręgu, dla większej swobody konia. Następnie wyprowadziła go.