To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Park Narodowy Dartmoor

Aiden Craven - 2018-04-22, 11:25

Galopował tak długo, aż jego oczom nie ukazały się dzikie konie, na widok których zaczął wytracać tempo aż do spokojnego kłusa, którym po łuku minął dzikie stado, nie chcąc prowokować koni do ataku. Wkrótce zwolnił do stępa i resztę trasy pokonał takim stępo-kłusem, oszczędzającym siły wierzchowca i dopasowanym do tempa reszty grupy.
Wreszcie udało im się dotrzeć na miejsce, gdzie Aiden rozpoznał już parę znajomych twarzy osób, które przyjechały na integrację autami. Pomachał więc Jessie, Aaren czy Tonemu i zeskoczył z grzbietu Soula, którego poszedł rozsiodłać. Korzystając z tego, że niedaleko obozowiska płynęła rzeczka, wprowadził do niej karego by naturalnym sposobem schłodzić mu nogi. Następnie napoił konia i zostawił go w jednej z wydzielonych kwater, żeby skorzystał ze słońca i bujnej trawy.
Sam w tym czasie podszedł do busa by wydobyć z niego swoje rzeczy, ale właśnie w tym momencie spotkało go największe rozczarowanie dnia, bo... okazało się, że nikt nie zabrał jego rzeczy tak, jak o to poprosił. Przewoźnikowi najwyraźniej wypadło to z głowy, a Aiden po przetrzepaniu wszystkich bagaży niestety nie odnalazł swojego namiotu, śpiworu i karimaty. 😞 Był tylko plecak z paroma najpotrzebniejszymi rzeczami i ubraniami, ale prawdę mówiąc wolałby mieć ten brakujący bagaż zamiast tego.

Falling Away - 2018-04-22, 11:39

Ruth napisał/a:
Spłodzenie Fallinga sprawiło kobiecie dużo trudu


Maamo <3

Pomimo rozpierającej Fallinga energii wszystko szło dobrze, dopóki nie natknęli się na dzikie konie. Samo spotkanie trzeciego stopnia było interesujące, ogier strzygł uszami, jednak zachowywał spokój, zainteresowany końmi. Wtedy jednak ogier, który prawdopodobnie w tym stadku rządził stwierdził, że dosyć tego dobrego i ruszył na grupę czwartą, celem przestraszenia ich. Podziałało, gniady spiął się i gwałtownie odskoczył, przy czym jego amazonka się uszkodziła. Oczywiście wcale nie chciał takiego obrotu sytuacji, ale co poradzić. Borykał się z mniejszymi to większymi humorkami do końca, kiedy dotarli na miejsce. Nie odstawiał jednak żadnych cyrków, czując, że Ruth odniosła szkodę. Po dotarciu do "stajni", przygotowanej specjalnie dla rajdowych koni Ruth rozsiodłała go, a potem nagle pojawiła się Delphine, by wyręczyć ją z resztą.
"O, a co ty tu robisz?" - dawał jej taki przekaz ciesząc się jej obecnością. Został rozczyszczony i dostał ciastko, co było zadowalające, więc już na swoim miejscu postanowił odpocząć po długim i obfitym w wydarzenia terenie.

Adam Ouvard - 2018-04-22, 12:08

Długo wahał się, zanim w ogóle zdecydował się na wzięcie udziału w całym tym wydarzeniu, oczywiście jako mieszkaniec. Konie to nie była jego bajka. Jazda konna to też sport, ale mimo wszystko w całym swoim życiu miał z końmi niewiele wspólnego. Ostatecznie uznał, że może spróbować, a jeśli mu się nie spodoba wcześniej opuści imprezę. Na miejsce postanowił dotrzeć swoim jednośladem, co wymagało od niego niewielkich poświęceń jak doczepienie "przyczepki", gdzie mógł schować swój bagaż, zatankowanie do pełna, czy zakup namiotu. Przeprowadzając się tu z Kanady nie był przygotowany i ostatnie o czym myślał to namiot. Tak czy owak był spakowany, a benzyna zatankowana pod korek, więc rozpoczął swą podróż. Nie szarżował i się nie spieszył, bo nadal nie przyzwyczaił się do kierunku jazdy w tym państwie, gdzie wszystko jest na odwrót. Momentami nawet chyba pobłądził, ale otoczenie było malownicze, więc nie narzekał. Koniec końców dotarł na miejsce, tuż przed pierwszą falą jeźdźców i koni. Na razie zostawił swoje rzeczy i przeszedł się po terenie obozu. Ponieważ bus dotarł już na miejsce, Adam wziął sobie ze zgromadzonych tam zapasów piwo i szwendał się wśród rosnącego tłumiku, czując się jak dziecko we mgle.
Delfinek - 2018-04-22, 12:08

A DELFIN CIĘ ADOPTUJE, BO JA MOGĘ TYLKO RYBY I SSAKI WODNE RODZIĆ ;c

Słysząc głos Jaspera uśmiechnęła się pod nosem i odwróciła głowę pozwalając mu na buziaka, rumieniąc się przy tym niemiłosiernie. Falling był wyczyszczony i dopieszczony na tip top, podobnie z resztą jak Whatever. Nadal stojąc przy boksie czy ogrodzeniu ogiera pogłaskała go po czole z czułości godną Jego Zajebiści Księcia Fallinga.
- Oczywiście, gorzej z jego jeźdźcem. - Rzuciła patrząc karcąco na ogiera, następnie zaś zauważając jego zainteresowanie sobą jak i z pewnością Jasperem zaproponowała.
- Pogłaszcz go. Taki misiek nie mógłby zabić. - Dodała przesuwając rękę na szyję ogiera i spoglądając na Blondyna z lekkim, zadowolonym uśmiechem. Nie wiedziała, że zrobił jej zdjęcia i może to i dobrze, bo zdenerwowałaby się kobitka, zawstydziła i nici z jakiejkolwiek dalszej rozmowy. Temat koni był dla Delfina o tyle przystępny, że ona tutaj wiedziała więcej a przy okazji naprawdę mogła pokazać, że nic za bardzo nie może się jej stać. Teoretycznie oczywiście, bo jeździectwo samo w sobie było sportem bardzo niebezpiecznym, a co dopiero praca na grzbietach niezajeżdżonych koni bądź rozhukanych wyścigowców. Tutaj także pojawiał się plus - takie konie brały kobietę zazwyczaj jako dziecko ludzkie, niż ludzia a to sprawiało, że spora ich część była dla niej bardziej ugodowa. Userka coś o tym wie ze swoim 155 cm :c

Ruth - 2018-04-22, 12:50

Odetchnęła płacząc na dobre i wciskając się w zagłębienie jego szyi. Obawiała się właśnie złości na nią. Tego, że nie będzie chciał z nią rozmawiać przez kłamstwa i unikanie tego tematu. Ale jak widać, choć ona o tym nie wie, nie był.
- Walczę o nią, ale jestem przegrana. Tam ma pełną rodzinę, pieniądze i ojczyznę. A moim jedynym argumentem jest to, że to ja ją urodziłam. - Przerwała i oderwała się od niego przecierając oczy i uspokajając powoli oddech. Nie mogła obarczać go swoimi problemami, jednocześnie musiała mu to powiedzieć. Tu, teraz, ja jednym oddechu. Musiała uwolnić się od nurtujących ją myśli i kłamstw. Znów spojrzała na niego dużymi oczyma, teraz jednak o wiele spokojniejszymi i odetchnęła zagryzając wargę ze zdenerwowania i nabierając spokoju.
- Przepraszam, że wcześniej Ci nie powiedziałam. Musiałam do tego dojrzeć, a to stało się dopiero teraz. Zamieszkała ze mną a pozew sądowy o prawa rodzicielskie jest w toku. - Przetarła lekko twarz i położyła mu rękę na ramieniu lekko pociągając nosem. Nie liczyła, że zacznie ją tutaj pocieszać, rozczulać się czy zaoferuje pomóc - gdyby uciekł w te wspomniane, dosłownie góry i padoły nie winiłaby go za to. Mimo to liczyła, że jako jej PRZYJACIEL zaakceptuje to co mu powiedziała. Być może zamrozi to rozwój ich relacji, spowoduje, że nie będzie miała u niego już żadnych szans, lecz dopóki będzie widziała, że nie ma jej za wroga numer jeden będzie dobrze. Przeżyła już na tyle dużo, że nie miała dużych wymagań wobec innych. Wystarczy spojrzeć choćby na jej matkę, której kompletny brak uczuć rodzicielskich zmienił życie Rut w piekło. Teraz była dorosła, tym samym wiedziała, że musi liczyć sama na siebie tym bardziej, choć wcześniej też tak było. Nie ważne jak bardzo go kocha, jak bardzo rodzina obiecuje jej pomoc - była gotowa na to, że wszyscy odejdą, zostawią ją samą z tą walką i przyjęłaby to ze spokojem. Względnym.

Vivianne Feron - 2018-04-22, 13:39

Jakiś czas później jej także udało się dotrzeć do obozowiska wraz z Nemo. Pochwaliła konia za owocny teren, który ostatecznie nie był wcale tak zły jak podejrzewała, że będzie, a następnie zabrała się za rozsiodłanie i oporządzenie rudziaszka. Ona także skorzystała z rzeczki w celu schłodzenia ogierowi nóg, a następnie odstawiła go na trawkę, gdzie poczęstowała kilkoma smaczkami i spędziła z Kapitanem jeszcze trochę czasu. Dokładnie przy tym obejrzała, czy nigdzie się nie zranił, a gdy okazało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, zostawiła go w spokoju, dając mu odpocząć zarówno od biegania, jak i od siebie.
Następnie skierowała się do busa, z którego wyciągnęła swoje rzeczy i znalazłszy kawałek miejsca, w którym miała nadzieję rozbić namiot, położyła wszystko na ziemi, przeciągając się szeroko. Miała ochotę wskoczyć już w normalne ubranie i ściągnąć z siebie te, przesiąknięte wodą i końskim zapachem, bryczesy. Wyciągnęła z pokrowca namiot i przynależne mu rurki, ale na tym właściwie skończyła się jej wiedza survivalowa. Z zamyśleniem wpatrywała się w, rozłożone na ziemi, składowe jej dzisiejszej noclegowni, ale za żadną cenę nie wiedziała, jak zabrać się do łączenia rurek i okrywania ich narzutą. Brawo Vivianne! Mogłaś chociaż obejrzeć jakieś tutoriale na youtubie!
Żeby lepiej jej się myślało, wyciągnęła sobie jedno piwo, z którego pociągnęła kilka łyków i.. zaczęła rozglądać się za kimś, kto ewentualnie mógłby ją wspomóc w tym wyzwaniu.

Aileen - 2018-04-22, 13:42

Po przyjeździe na miejsce ogarnęłam Kropka, rozsiodłując go, czyszcząc i zapewniając wszystkie potrzebne rzeczy do normalnego bytu. W nagrodę dostał nawet herbatnika, który był ukryty wcześniej przed jego wzrokiem i noskiem. Zaraz po tym zaczęłam się rozglądać za Oliverem, bo w istocie tylko jego znałam i choć było mi trochę głupio czepia się tylko jego, to musiałam mieć jakiś początek wbrew pozorom.
- Nie wierzę, przeżyłam ale dosłownie wszystko mnie boli. - Rzuciłam cicho śmiejąc się, gdy już go znalazłam. Dla niego to pewnie nie nowość, ja jednak nie byłam przyzwyczajona do takich wyjazdów, tym bardziej mój tyłek. Na plecy zarzuciłam moje rzeczy, które miałam przy sobie w terenie, coby zaraz albo z mężczyzną, albo samemu udać się po swoje rzeczy. Kurwa, zdycham.
Po zabraniu ich usiadłam w jakimś dogodnym na namiot miejsce i po prostu odetchnęłam łapiąc oddech, bo tak od razu wszystkiego nie zrobię po takim wysiłku.

Jessie - 2018-04-22, 14:22

W pewnym momencie zrobiło jej się nawet głupio, że muszą się przez nią zatrzymywać tyle razy, ale było to od niej silniejsze i nic nie mogła na to poradzić.
Wreszcie jednak udało im się dotrzeć na miejsce, za co bardzo podziękowała Aaren jako kierowcy. Nie wzięła ze sobą prawie nic, bo wszystko przyjechało busem razem z rzeczami Jonaha, więc praktycznie od razu mogła się rzucić w wir integracji, powitań i całej reszty. :3
- Wszystko gra, dzięki. Lecę zobaczyć co tam u Jo, widzimy się na ognisku! - Odparła Aaren, po czym się oddaliła by przywitać się ze wszystkimi znajomymi.

Oliver Pelerieux - 2018-04-22, 14:32

Skok, jaki Cruzeiro wykonał nad wodą i następujący po nim niekontrolowany galop, sprawiły że ja także zacząłem marzyć o tym, żeby wreszcie dojechać na miejsce i odpocząć. Na szczęście pozostała część trasy przebiegła stosunkowo spokojnie, choć podejrzewałem o to zmęczenie, które niewątpliwie dosięgło mojego podopiecznego.
Na miejscu zsiadłem z jego grzbietu, rozsiodłałem ogiera i podobnie jak wszyscy inni, wszedłem z nim do rzeki (o ile po pierwszej przeprawie zrozumiał, że to nic groźnego). Później puściłem go na osobną kwaterkę, zabezpieczyłem sprzęt i razem z Aileen - którą spotkałem po drodze - podszedłem do busa żeby odebrać swoje rzeczy.
- Nie jesteś sama - odparłem, posyłając jej krótki uśmiech. Być może jeździłem częściej i więcej, ale już dawno nie zdarzyło mi się spędzić tylu godzin w siodle na raz, i to jeszcze z przygodami.
Odebrawszy rzeczy, usiadłem z nimi obok Aileen i przeczesałem palcami włosy, chociaż w ten sposób próbując je doprowadzić do porządku. - Co powiesz na to, żebyśmy wypili najpierw zimne piwo? - Zapytałem, podobnie jak przyjaciółka chwilowo nie mając ochoty na rozkładanie namiotu. W końcu to nie ucieknie, prawda?

Aiden Craven - 2018-04-22, 14:46

Zarzucił plecak na ramię i odszedł od busa, nie zamierzając się zamartwiać brakującym bagażem. Z każdej sytuacji znajdzie się wyjście, prawda? Dopóki wokół było zamieszanie i wszyscy byli zajęci odbieraniem bagaży lub rozkładaniem namiotów, blondyn przebrał się w spokoju, trochę pogadał z Jess i gdy już zrobiło się trochę spokojniej, poszedł po piwo dla siebie. Po drodze jednak napotkał Vivianne stojącą nad rozłożonym na części namiotem, co zwróciło uwagę Aidena głównie dlatego, że byli razem w grupie. - Pomóc ci? - Zagadnął wprost, wychodząc z założenia, że zostanie to mile odebrane, jeżeli zaoferuje pomoc. Dla niego w gruncie rzeczy nie było to nic trudnego, bo często jeździł pod namiot czy ogarniał podobne rzeczy.
Aileen - 2018-04-22, 14:48

Czy nie ucieknie, to nie byłabym tego taka pewna. Ja bym tam namiotom nie ufała. Tym bardziej dla Olivera mówiącego ''Nie jesteś sama''... To nieźle musiała mu kondycha spaść. Nigdy więcej go nie rozpijam i nie karmię ciastem, bo od razu widać negatywne efekty! :lol2:
- Zimne piwo brzmi równie kusząco co ''Masaż w bąbelkach'' albo ''Rosyjska sauna''! - Rzuciłam wzdychając i wstałam rozciągając długie kończyny a po rzuceniu krótkiego ''Skoczę po zapas'' ruszyłam, ignorując, czy on chciał po nie iść czy nie. Po prostu musiałam się rozruszać.
Finalnie zgarnęłam po dwa zimne piwa, byłabym nawet skłonna wypić je wszystkie na razi podałam dla Olivera jego przydział siadając obok, a raczej kładąc się na brzuchu bo tyłek bolał niemiłosiernie.
- Ale to było super, naprawdę. Dzięki, że mnie przekonałeś! - Rzuciłam z aprobatą otwierając swoje piwo i upijając łyk, który był istnym zbawieniem. Zamknęłam oczy i odetchnęłam cicho z lekkim uśmiechem. Naprawdę, to był bardzo miły czas, mimo niektórych ekscesów.

Anthony Wayford - 2018-04-22, 14:51

- Nie, dzięki. Tamte jeszcze działają - odparł Aaren, jednocześnie posyłając jej krótki uśmiech, po którym wziął najpotrzebniejsze rzeczy z auta. - Gdzie chcesz rozbić namiot? - Zapytał, tym samym na nią zrzucając wybór miejsca, do którego następnie poszedł by tam zająć się rozkładaniem namiotu. Nie potrzebował pomocy, bo taki mały namiot, jakim dysponowali, był dość prosty do "okiełznania". Wkrótce stanął na swoim miejscu, gdzie miał czekać na Tonego i Aaren aż do wieczora, wcześniej nie będąc im do niczego potrzebnym. Brunet przeciągnął się, po czym poprawił okulary przeciwsłoneczne i spojrzał po zebranych. - Mówiłaś, że Lucas też będzie, tak? - Zapytał, chcąc się upewnić.
Aaren Wayford - 2018-04-22, 14:58

- Okej, do później.- Posłała Jess ciepły uśmiech i widząc w oddali Aidena odmachała mu. Miała mu wręczyć prezent urodziny, ale wszystko w swoim czasie. ;>
Uwagą wróciła do swojego mężczyzny, który dzielnie zabrał się za rozstawianie namiotu.
- Myślę, że tak bardziej na uboczu, a jednocześnie niedaleko Jess i reszty.- Ostatecznie wspólnie wybrali miejsce, wcześniej sprawdzając trawę pod kątem obecności wszelkich kamieni bądź dziur, mieli przecież spać w tym miejscu i raczej nikt nie chciałby obudzić się z bólem pleców.
Pozwoliła Tonemu samodzielnie zająć się namiotem, który już wkrótce stanął w wyznaczonym miejscu.
- Zdolnego mam mężczyznę.- Mruknęła podchodząc bliżej i podobnie jak Tony naciągając na nos okulary. Rozstawienie namiotu nie było wyczynem, ale chciała trochę połechtać ego bruneta.
- Tak, dostałam od niego wiadomość, że ma się pojawić. Kathrin z resztą też, ale ona miała przyjechać autem.- Odpowiedziała brunetowi zaczynając się uważnie rozglądać.
- Boisz się reakcji Lucasa?

Oliver Pelerieux - 2018-04-22, 15:09

Ej, to wcale nie tak... :lol2: Nie słyszałaś o przesileniu wiosennym? To właśnie jego wina!
- Nie za dużo byś chciała? - Zapytałem z rozbawieniem, po czym odprowadziłem ją wzrokiem, nie broniąc jej pójścia po alkohol. Skoro chciała iść sama to proszę bardzo, mi to nawet było na rękę, że mogę sobie posiedzieć w półcieniu.
Odebrałem od Aileen dwie butelki, jednocześnie krótko jej dziękując. Otworzyłem jedną z nich i od razu się napiłem, gasząc pragnienie przyjemnie schłodzonym piwem.
- Ależ proszę bardzo. Tylko nie zapominaj, że jeszcze musimy wrócić - przypomniałem jej, trochę ją... dręcząc? tą wizją, ale z uśmiechem. Cieszyło mnie, że zgodziła się pojechać, zresztą było naprawdę świetnie; pięknie i słonecznie, czego więcej mógłbym chcieć?

Aileen - 2018-04-22, 15:26

Ohh, tak tak! Może jeszcze na okres to zwal, do tego pylenie traw, linienie się zwierząt i to, że wiosną słońce jest najsilniejsze.
- Mogę chcieć jeszcze kąpiel w wannie z winem i masażem! - Rzuciłam z uśmiechem popijając sobie piwko i relaksując się chwilą spokoju. Do czasu.
- Ty zwyrolu! Ty se sam zwracaj, ja tu zostaję! - Rzuciłam i spojrzałam na niego z przerażeniem, zaraz po tym wybuchając śmiechem i przecierając twarz z cichym westchnięciem. Doprawdy, było pięknie i słonecznie a wszystko dzięki mnie! Wiesz, ja tu rozświetlam swoim obliczem całe towarzystwo!
- Oby powrót był lepszy, bo umrę jak nie dostanę na zaraz kosmetyczki i masażysty. - Westchnęłam skarżąc się na swój okropny los! Tak w głebi duszy mi także się bardzo podobało. Było ciepło, spokojnie (teoretycznie) i dawało mi to odskocznię od pracy. W końcu nie musiałam odbierać ciągle telefonów, siedzieć o 4 rano w Londynie i zamęczać się rozmowami z zapatrzonymi na swój hajs głąbami.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group