Seth - 2018-12-26, 21:59 W takim razie kto wie, może po dzisiejszej wizycie, o ile rezultat będzie taki, że jej się poprawi, Devocatis zacznie się przekonywać, że ludzie mogą jej również pomóc, gdy coś jej dolega. On tymczasem wraz z drugim asystentem skupił się na pobranej próbce krwi, jednocześnie Seth podsumowywał sobie wszystko co już wiedział o stanie Devocatis, o obolałych okolicach brzucha, tym co wyszło, a także co nie wyszło na USG, jakie diagnozy odrzucił, potwierdzając z jednak jakimś procentem pewności, że nie ma kolki, ani wrzodów i że nie cierpi na szeroko pojęte dolegliwości żołądkowe. Po dłuższej chwili spędzonej na analizowaniu otrzymanych wyników zaczął wysnuwać pełną teorię, szybko uzyskując wystarczające potwierdzenie, aby zacząć leczenie. Mianowicie jego teorią były problemy hormonalne u klaczy, któe mogłyby wywoływać bolesne ruje, a tez kolei tłumaczyłyby obolały brzuch, próbę ochrony drażliwego miejsca i momentami, zachowanie Devocatis. W końcu podszedł do Devocatis, z którą krążył drugi z asystentów. Na jego widok zatrzymali się. Poprosił asystenta, aby cały czas trzymał uwiąż klaczy. Pozwolił sobie na poklepanie Devocatis po szyi, przemawiając do niej.
- Myślę, że mam dla ciebie lekarstwo. Liczę na to, że ci się poprawi.
Był tak pewny jak to tylko możliwe swojej diagnozy, jednak tak jak zwykle istniało w niej miejsce na popełnienie błędu, a Seth był na to szczególnie wyczulony. Następnie przygotował dla Devocatis dawkę leku do podania doustnie, co miało być odpowiedzią na jej diagnozę - problemy hormonalne, związane z bolesnymi rujami. Podał jej doustnie pierwszą dawkę leku Regumate, a następnie pochwalił ją. Devocatis miała otrzymywać ten lek regularnie, a Seth miał zamiar kontrolować, czy pod wpływem leku objawy ustąpią, na co miał szczerą nadzieję.
- No już dobrze Devo, koniec na dziś tortur. - powiedział, po czym odebrał od asystenta uwiąż Devocatis, aby zabrać ją z powrotem do jej boksu.
ztDevocatis - 2018-12-27, 11:03 Szczerze mówiąc wątpliwe, że miałaby wysunąć tak dalekosiężne wnioski, ale może przynajmniej przestanie odstawiać cyrki w codziennym obejściu i podczas jazd, a z czasem nawet zapomni... Oczywiście pod warunkiem, że diagnoza była trafna, a lek rzeczywiście przyniesie skutek.
O dziwo pozwoliła sobie podać lek strzykawką prosto do pyska. Szczęście w nieszczęściu, że nie wymyślała przy takich zabiegach, więc przynajmniej pod tym jednym względem będzie z nią lżej niż z resztą. Przemieliła powietrze w pysku, po czym przeciągle parsknęła i wyszła za Sethem do stajni. ztAnonymous - 2019-01-10, 15:36 Do kliniki przybyła wraz z prowadzącym ją stajennym, niekoniecznie przejmując się samym wejściem do budynku. Nie tu częstym gościem, ale nie odczuwała niepewności czy strachu, nawet nie wiedząc tak naprawdę, po co tu właściwie jest. Została przywiązana na przydzielonym stanowisku, gdzie ze spokojem odciążyła jedną z zadnich nóg, nawet szczególnie nie przyglądając się nowemu otoczeniu, grzecznie czekając na przybycie weterynarza.Seth - 2019-01-11, 17:48 Do kliniki wszedł chwilę później, od razu skupiając uwagę na Vivie, o której "dostarczenie" na miejsce przez stajennego poprosił. Klacz została już przywiązana na stanowisku, więc zaraz do niej podszedł, by ogólnie się przywitać i sprawdzić jak się miewa i jakie ma samopoczucie, co było o tyle ważne, że po monitorowaniu klaczy Seth ustalił jak najlepszy termin na inseminację, czyli dzień dzisiejszy. Zdrowie Vivy nie odbiegało jednak najwyraźniej od normy, więc mógł postępować dalej. Po tym krótkim zapoznaniu się ze zdrowiem andaluzyjki zostawił ją na krótki czas pod okiem jednego ze swoich asystentów, aby przygotować nasienie, pochodzące od Sleepwalkera, do miejmy nadzieję skutecznej inseminacji. Nasienie było świeże, pobrane nieco wcześniej i Seth już zdążył zbadać je na żywotność i odpowiednio rozrzedzić. Oszacował też jego właściwą liczbę, tak aby cały ten proces miał jak największą szansę powodzenia. Z pomocą drugiego asystenta zajął się więc już ściśle przygotowaniem go do samej inseminacji.Anonymous - 2019-01-11, 18:13 Zainteresowała się wejściem nowej osoby do kliniki, obracając łeb w stronę Setha, tak aby mieć na niego lepszy wgląd. Wyprostowała się, dopiero gdy do niej podszedł, wypuszczając z chrap powietrze z cichym świstem. Przy krótkiej kontroli nie przeszkadzała mężczyźnie, pozwalając na dotykanie we wszelakich miejscach, o ile była taka potrzeba. Zasadniczo wszystko było z nią w porządku, zarówno jeśli chodziło o wygląd jak i zachowanie kobyłki.
Pozostawiona sama sobie przestąpiła z nogi, przemieliła powietrze w pysku i w nie zamierzała się wiercić, dalej stojąc w wyznaczonym dla niej miejscu. Zupełnie nie przeszkadzało jej takie czekanie, bo z natury była cierpliwym, spokojnym koniem, niepotrzebującym miliony rozrywek w ciągu dnia.Seth - 2019-01-15, 17:10 Po kilku minutach powrócił do stanowiska, gdzie wraz z jednym asystentem stała nadal spokojna klacz. Miał przygotowane słomki, elastyczną pipetę i rękawicę, najpierw jednak poświęcił jeszcze chwilę Vivie, obdarzając ją chwilą masażu, chociaż andaluzyjka nadal wyglądała na bardzo spokojną, co było na plus. Zawsze lepiej się "pracuje" z koniem o takim usposobieniu jak Viva, Seth jednak wiedział, że gdzieś leży granica, czerwona kreska, limit spokoju i cierpliwości każdego konia, choćby nie wiadomo jak spokojnego i potulnego. Poświęcił jeszcze chwilę na głaskanie klaczy, po czym nie przedłużając przystąpił do samego zabiegu unasieniania. Poprosił jednego z asystentów, aby stanął przy Vivie, żeby w razie potrzeby ją uspokajać. Im mniej się będzie ruszać tym lepiej. Wprowadził dawkę do pochwy klaczy, następnie zagnieżdżając nasienie w szyjce macicy.Anonymous - 2019-01-16, 21:07 Na powrót Setha zareagowała cichym parsknięciem, związanym z lekkim przechyleniem łba w jego kierunku. Przyglądała mu się krótko do czasu kiedy znów zaczął ją miziać, co było w jej odczuciu wyjątkowo przyjemne. Stała więc do granic rozluźniona, z rozstawionymi na boki uszami i czasami „pomrukiwała” gdy weterynarz trafiał w jej ulubione miejsca. Po tym wszystkim pchnęła delikatnie łbem stojącego obok asystenta, zupełnie nie spodziewając się, co nastąpi zaraz. Lekko drgnęła i uniosła gwałtownie łeb, momentalnie spinając większość mięśni, czując chwilowy dyskomfort. Mimo że niezbyt jej się to podobało, nie wyrywała się i jedynie uważnie słuchała lekko skulonymi uszami co dzieje się z tyłu.Seth - 2019-01-20, 15:12 Taak, to on, specjalista od głaskania
Tak jak się spodziewał reakcja Vivy mogła być jedna, a konkretnie na jego poczynania było mało prawdopodobne aby dalej zachowywała spokój i rozluźnienie, chociaż i tak zasługiwała na pochwałę, no ale to może za chwilę. Dla niego normalną sytuacją było, gdyby klacz zareagowała w znacznie mniej "tolerancyjny" sposób, także, można powiedzieć, że Liberte i tak była wyrozumiała. Na szczęście czuwali przy niej asystenci, bo uwaga Setha znajdowała się gdzie indziej, na prawidłowym rozprowadzeniu i umieszczeniu nasienia w szyjce macicy, co robił z należytą uwagą, ale też zgrabnie i sprytnie. Kiedy ten proces zakończył odsunął się, zabierając wykorzystywaną pipetę, aby uprzątnąć wykorzystywane do tego zabiegu elementy, które nie były mu już potrzebne. Teraz pozostało przez kolejne dni monitorować Vivę, żeby się upewnić czy inseminacja przebiegła pomyślnie. Miał taką szczerą nadzieję. Klacz na pewno się ciut rozluźniła, gdy się od niej odsunął. I tak zasługiwała na naklejkę dzielnej pacjentki, chociaż on wolał wydawać takie odznaki w marchewkach i innych smakołykach. Jeszcze chwilę przy niej spędził na głaskaniu, skoro tak jej przypadło do gustu, po czym wydał instrukcje stojącemu z boku stajennemu co do Vivy. Miała być pod obserwacją zarówno jego, jak i stajennych. Na dniach USG miało ostatecznie rozwiać ich wątpliwości, czy unasienianie się udało. Pożegnał się z Vivą, którą do boksu odprowadził weterynarz, on natomiast zajął się uzupełnianiem dokumentów.Anonymous - 2019-01-20, 16:38 Po wykonaniu nieprzyjemnego zabiegu klacz głośno westchnęła, opuszczając łeb. Czując, że chwilowy dyskomfort zniknął, rzeczywiście rozluźniła poszczególne mięśnie, powoli wracając do swojego poprzedniego stanu błogiego spokoju. Nie żywiła do weterynarza urazy za to, co jej zrobił i przyjęła go z powrotem w "otwarte ramiona", pozwalając mu na głaskanie po siwej sierści. Od teraz czekało ją życie pod ścisłą kontrolą ludzi i prywatnością równą zeru, ale Vivie z pewnością nie będzie to wcale przeszkadzało, a może nawet wręcz przeciwnie.
Pożegnawszy się z Sethem, udała się u boku stajennego w drogę powrotną do stajni, gdzie mężczyzna odstawił ją do boksu.
zt/Leon Parkin - 2019-01-27, 11:16 Leon od jakiegoś czasu monitorował stan jednego ze swoich końskich pacjentów, I So Bad, która niedawno została zainseminowana w klinice. Teraz weterynarz obserwował czy zarodek się zagnieździł, jednocześnie - na wszelki wypadek - pracując nad tym, żeby zgrać z ewentualnym zabiegiem embriotransferu cyk klaczy-biorczyni. Było to o tyle skomplikowane, że mocno ingerowało w naturę, która jak wiadomo, lubiła postępować po swojemu i niekoniecznie według planów ludzi. Istniała duża szansa na to, że zwyczajnie się nie uda, a właścicielka ISB będzie musiała jeszcze poczekać na wymarzonego źrebaka.
Wszystko jednak wskazywało na to, że zarodek zaczął się rozwijać, więc Leon po raz kolejny sprowadził Bad do kliniki, tym razem w towarzystwie Hell No, która miała nosić źrebaka karej. Wiek gniadej mógł im stanąć na przeszkodzie, ale Leon miał nadzieję, że uda się jeszcze ten ostatni raz, zanim faktycznie bez sensu będzie dalsze próbowanie.
W każdym razie, na początku uzyskał zarodki od ISB, wypłukując je w celu późniejszego wyselekcjonowania. Na tym etapie udział Bad w tym przedsięwzięciu dobiegł końca, ale zanim została odprowadzona do boksu, przy okazji została zaszczepiona przez Leona na końską grypę, tężec oraz wściekliznę, co oznaczało dla niej dłuuugi spokój od jakichkolwiek wizyt weterynarza. Oczywiście przy odrobinie szczęścia.
Później, gdy Bad już została odprowadzona, Leon z pomocą asystenta zakończył ocenę zarodków i przystąpił do umieszczenia ich w macicy Hell No. Bez wdawania się w zbędne szczegóły, niebawem było już po wszystkim i ten mało przyjemny zabieg dobiegł końca, a przyszła mama - jak wszyscy mieli nadzieję - mogła wrócić do boksu, jednak wciąż pod pilną obserwacją, która miała kontrolować rozwój sytuacji i potwierdzić ewentualny sukces. ztI So Bad - 2019-01-27, 17:43 Pierwsze dni po inseminacji nie różniły się niczym od tych poprzednich, dopiero po paru tygodniach Bad stała się znacznie spokojniejsza i bardziej sympatyczna w obejściu, co mogło być zwiastunem pojawienia się w przyszłości źrebaka. Jednak z racji na wiek klaczy i fakt, że w swoim życiu dała już parę zdrowych źrebiąt właścicielka nie chciała jej dalej eksploatować w hodowli. W dodatku wiązałoby się to z wyłączeniem klaczy z regularnej pracy oraz treningu, na co Jess nie mogła sobie pozwolić.
W trakcie badania i przenoszenia zarodków klacz stała spokojnie aczkolwiek nie była zbyt zadowolona z tego, że Leon coś kombinuje tam na zapleczu. Finalnie jednak udało się wypłukać zarodki, a następnie zaszczepić karą, która pomimo ogólnego niezadowolenia była dzisiaj dość łaskawa dla Leona.
Finalnie Bad opuściła klinikę udając się z powrotem do boksu, w którym mogła odpocząć i zaznać spokoju przez resztę dnia.
/ztLeon Parkin - 2019-04-07, 20:34 Stan nowej pacjentki Leona był monitorowany już od paru dni. Wszystko po to, żeby wybrać najlepszy termin na inseminację klaczy. Przypadł on akurat na dzisiaj - wszystkie "znaki na niebie" wskazywały na to, że dziś ten zabieg ma największe szanse na powodzenie. A przecież o to wszystkim chodziło, nieprawdaż?
Pobrane od Krugerranda nasienie było bardzo dobrej jakości, Ariana w przeszłości była matką, więc Leon nastawiał się raczej na sukces. Poprosił asystenta o przyprowadzenie klaczy, która od razu została zaprowadzona do poskromu. Tam, przy pomocy jeszcze jednej osoby, Ariana została przygotowana do zabiegu, a następnie Leon przystąpił do owej procedury. Nie był to wielce skomplikowany zabieg, ale raczej mało komfortowy dla konia - Ariana powinna go jednak znieść bez konieczności farmakologicznego wyciszania, choć jeśli zaistniała taka potrzeba, weterynarz oczywiście nie wahał się przed zastosowaniem go. W każdym razie Leon zdeponował nasienie w szyjce macicy za pomocą pipety, umiejętnie i uważnie je tam doprowadzając, po czym wyjął rękę i uprzątnął sprzęt. Za parę dni zamierzał wykonać Arianie USG, które miało potwierdzić źrebność. Póki co klacz mogła wrócić do swojego boksu, co też zresztą uczyniono.Ariana - 2019-04-07, 20:51 Klacz szczerze nie przepadała za podobnymi miejscami, co nie było raczej niczym wyjątkowym. Niemniej jednak nie stawiała szczególnych oporów, kiedy pomocnik weterynarza wprowadził ją do kliniki, a następnie skierował do poskromu. Wprawdzie nie czuła się pewnie i komfortowo, chcąc jak najszybciej wrócić do stajni, ale zachowywała względny spokój. Pierwszy raz przechodziła przez taką sytuację, gdyż do poprzednich ciąż dochodziło w inny sposób. Tym jednak razem do jej zapłodnienia miał przyczynić się weterynarz, który przygotowawszy cały swój sprzęt, podszedł do klaczy. Spięła się lekko, nie mogąc dostrzec, co też mężczyzna robi. Pomocnik mocno trzymał uwiąz i nie ustępował, kiedy kara próbowała kręcić łbem, żeby dostrzec co dzieje się z tyłu. Kątem oka przez jakiś czas obserwowała poczynania Leona, ale już chwilę później drugi mężczyzna odwrócił jej uwagę i zaczął ją gładzić, co poniekąd nieco ją odprężyło. Parsknęła z lekkim niezadowoleniem i parokrotnie przestąpiła z nogi na nogę, kiedy weterynarz przystąpił do zabiegu. Faktycznie było to dość nieprzyjemne, aczkolwiek znośne. Nie próbowała się więc wyrywać i nie utrudniała czynności, aczkolwiek jej niezadowolenie malowało się na pysku. Dopiero, gdy zabieg dobiegł końca klacz w pełni się rozluźniła i wypuściła ciężko powietrze. Mlasnęła parokrotnie, po czym przemielając powietrze, podążyła za pomocnikiem weterynarza, który odprowadził ją do stajni.
[zt]Arsonist's Lullabye - 2019-07-15, 18:49 Z pomocą dwóch stajennych została sprowadzona z padoku, aby po wyczyszczeniu trafić do kliniki. Ta była jej już dobrze znana - bo przecież niejeden raz zdążyła tutaj trafić po bardziej ekspresyjnych pobytach na pastwisku czy w boksie - stąd też zdenerwowała się jeszcze bardziej. Nie wiedziała, po co została tu zabrana, w końcu czuła się w szczytowej formie, ale swojego zadowolenia nie zdążyła okazywać długo, postawiona na jednym ze stanowisk, które znacznie ograniczyło jej ruchy, więc musiała się ograniczyć do ciągłego prychania w wielkim obrażeniu na cały świat.
/idk, czy ona jakichś szczepień nie powinna mieć albo czegoś na uspokojenie Seth - 2019-07-17, 11:23 Dzisiejszy zabieg miał być ostatnim etapem całego cyklu zabiegów, o ile wszystko pójdzie po ich myśli. Najpierw pobrał nasienie od Contendro Boy'a, aby dokonać inseminacji Insostenible. Dzisiaj miał dokonać transferu kilkudniowego zarodka do klaczy biorczyni, którą był Arsonist's Lullabye. Przygotował sobie stanowiska, aby przystąpić do zabiegu, zaraz gdy tylko obie kobyłki się tu znajdą. Najpierw poprosił o przyprowadzenie mu Lullabye, która z tego faktu nie była szczególnie zadowolona, chociaż jeszcze nie wiedziała co ją czeka, Seth podszedł do niezadowolonej ze swego położenia klaczy jak zwykle ze spokojem i łagodnością, i stanowczością. Mimo zachowywanego spokoju na głowę też nie dawał sobie wchodzić. Przywitał się z Arsonist's, a ponieważ stała na stanowisku, mógł bez przesadnych kombinacji ją odrobaczyć i zaszczepić, tak na wszelki wypadek, co też zrobił. Po wyciśnięciu jej na język pasty, nie pozwolił jej całego środka po prostu wypluć i poczęstował ją jabłkiem. Wykonał podstawowe szczepienia, dodatkowo poddając ją sedacji lekkim środkiem, głównie dla jej większego komfortu, a nie własnego. W ten sposób cały ten zabieg będzie dla niej mniej uporczywy. No nie ukrywajmy, jemu też będzie ciut łatwiej. Pozostało mu sprowadzić Insostenible z jej boksu, zostawiając Lullabye pod okiem asystenta.