To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Jezioro Bewl Water

Scandic - 2016-05-09, 00:18

    Grupa 6


Otrzymując nagrodę, kobyła mimowolnie odchyliła jedno ucho, w celu skontrolowania sytuacji na swoim grzbiecie. Właściwie gest ten przyjęła z nijakim zainteresowaniem, bowiem nie wywarł na niej żadnych innych odruchów. Przyjęła go całkiem neutralnie, co chyba się... chwali? Przechodząc przez mostek, nastawiła radary i z zainteresowaniem zerknęła na taflę wody. Jednak szybko zrezygnowała z obserwacji, a to przez to, że do rzeczki zaczęły masowo wchodzić inne kopytne, co nie przypadło Scandic do gustu. Mimo wciąż panującego dookoła chaosu, gniada zdołała się odrobinę wyciszyć i ponownie rozluźnić, dlatego powróciwszy do zastępu, już tak nie manifestowała swojego niezadowolenia. Jedynie, kiedy odstępy między nią, a innymi końmi się zmniejszały, kłapała pyskiem tuż przy zadzie kopytnego, lub sama podbijała swoim, chcąc wymusić podarowanie większego dystansu, który był dla niej bardziej komfortowy. Mając możliwość swobody, wyciągnęła szyjsko i ze spokojem maszerowała dalej.

Soul Eater - 2016-05-09, 00:21

3

Przeniósł wzrok w stronę gniadego ogiera. Jego wcześniejszy rywal gdzieś dawno znikł, więc nie pogardziłby nowym. Samotne treningi były dość nudne, a wyścig sprzed paru chwil bardzo mu się spodobał. Słysząc rozmowy ludzi jedynie strzygł jednym uchem. Siwek nadal biegał luzem, ale on nie mógł nic z tym zrobić, więc to ignorował. Czując dociskaną do boku łydkę posłusznie przyspieszył i przeszedł w galop, od razu równając się z Daiquirim. Był dość wytrzymały, więc zajechanie go zajęłoby trochę czasu. Wyrobił sobie kondycję dzięki gonitwom i zawodom nie ma co. Galopował powoli u boku gniadego, jedynie momentami trochę przyspieszając. Rajd mu się podobał, mógłby na takie chodzić częściej. Nawet miał wyścigowe towarzystwo o które mimo wszystko jest dość ciężko. Gdyby tylko mógł pójść pod siodłem wyścigowym, a nie ciężkim rajdowym to już całkiem byłby w siódmym niebie. Bo teraz był obciążony bardziej niż zwykle, nawet jak jeździec przyjął wyścigową pozycję w siodle to i tak ciężar był przez niego odczuwalny.

Decembrist - 2016-05-09, 00:25

1
Poproszony o szybsze tempo wpierw ruszył żywszym stępem, dopiero po chwili przechodząc do ładnego kłusa z wyraźną, dobrą akcją nóg. Wciąż wszak działy na niego silne emocje, powiązane z ogólnym zamieszaniem dlatego w przypływie zdenerwowania ogierzył się nieco bardziej zupełnie tak, jakby był na wystawie. Pokazywał cały swój potencjał, zaokrąglając szyję i idąc w przód zarżał parokrotnie, bezustannie nerwowo szastając ogonem. Kucyka do którego szedł, tolerował w miarę, jednak widok ogiera napawał go niekrytym rozdrażnieniem. Ilekroć patrzył w tamtą stronę, zatrzymywał się niemal na baczność, napinając ciało jak dziki kocur, aż w końcu w zdenerwowaniu mocno wyrzucił prawy przód jakby próbował dosięgnąć kopytem Winning Mooda. Wydał z siebie głośne, władcze brzmienie, zaokrąglając szyję w potężny rogal. Na szczęście przy tym ruchu nikogo nie kopnął, w nikogo konkretnego też nie celując. Próbował wyładować jedynie wzbierającą weń falę emocji, których nie mógł dłużej w sobie dusić. Niemniej dopóki siwek nie podszedł bliżej, Decembist nie wyrywał w tamtą stronę, pozwalając Anais sprowadzić się do parteru. Starał się też skupić na człowieku, wiedząc że kobieta tego oczekuje, ale ciężko mu było opanować emocje. Nie było to wszak do końca zależne od samego Gniadosza.

Monroe - 2016-05-09, 00:40

6
Widząc, że kobyła pod siodłem raczej nie sprawia problemów, poza tym, że szczurzy się na inne konie, Monroe skupiła się wyłącznie na tym. Jeśli osoba jadąca za nią nie zwiększyła odległości, dziewczyna przypilnowała by Scandic zjechała nieznacznie na bok, jednocześnie będąc nieco dalej od innych koni. Prawdopodobnie pozwoliło jej się to bardziej wyciszyć, dlatego sama Monroe również poczuła nieco większe odprężenie. Mimo jazdy samym stępem, powoli zaczynały boleć ją mięśnie i pupa od paru godzin ułożone w jednej pozycji. Nie odważyła się jednak na większe rozluźnienie niżeli dotychczas, dlatego bez sprzeciwu znosiła wszelkie niewygody, wyglądając w przód. To co działo się dalej nieco irytowało nerwową osóbkę Blondynki, ale nie chciała się złościć o takie rzeczy. Uważała jedynie, że na pewne rzeczy nie powinni pozwalać nieodpowiedzialni jeźdźcy, w ogóle nie widząc sensu w zabieraniu na taki rajd koni wyścigowych. Jak się okazało nie bez przyczyny, wszak to właśnie one wprowadziły najwięcej zamętu.

Anais - 2016-05-09, 01:07

    Grupa 1


Dziewczyna westchnęła cicho, czując jak podopieczny ponownie zaczyna się napinać i w ostentacyjny sposób pokazywać swoje walory. Poniekąd była zadowolona, iż Bryś zdolny był do samoistnego pokazania się z tej lepszej strony, prezentując wszystkie swoje atuty, lecz nie w taki sposób, kiedy jawnie ogierzył. Niemniej jednak brunetka nie zamierzała go od tego odciągać. Póki sytuacja nie zachodziła zbyt daleko i nie stawała się niebezpieczna, to tylko starała się utrzymywać z nim odpowiedni kontakt i pilnowała go dosiadem, by przypadkiem nie wypalił z czymś tak głupim jak konie niektórych jeźdźców. Nie zdziwiła się zachowaniem gniadego, kiedy w pobliżu znalazł się siwek. Zachowywała spokój, nie chcąc by jej negatywne emocje dosięgnęły również ogiera. Całkowicie rozluźniona i spokojna, pogłębiła swój dosiad i zabrała kopytnego na mocniejszy kontakt, by w razie potrzeby szybko zareagować. Na szczęście Winning Mood nie podszedł bliżej, co umożliwiło Anais uspokojenie Decembrista i swobodne przejście do stępa.

Scandic - 2016-05-09, 01:16

Nie czuła silnej potrzeby uprzykrzenia blondynce życia, więc nie stosowała swoich chwytów poniżej pasa. Poza tym Monroe nie dała klaczy żadnych powodów do tego, by teraz gniada mogła się na niej mścić, robiąc na złość. Poza tym miała wyjątkowo dobry dzień, więc pewnie równie łagodnie zachowywałaby się na treningi - o ile nie bardziej łagodnie, mając do dyspozycji wolną halę, czy jakiś inny obiekt. Ostatecznie pewnie nie obeszło się bez zjechania na bok, toteż kobyła zeszła z głównego śladu, robiąc to bardzo niechętnie i uprzednio nieco się przed tym wzbraniając. Jednak w końcu parsknęła cicho i otrzepując łeb, wróciła do rozluźnienia mięśni, pozwalając jeźdźcowi delektować się dalszą podróżą. Akurat Scandic należała do tych wygodniejszych koni, które jeśli są spokojne i dobrze prowadzone, potrafią być równie wygodne do dosiadania, co miękki fotel do siedzenia. Gniada skupiała się głównie na swoim bliższym otoczeniu, lecz jej uwadze nie umykał to, co działo się w oddali. Jej uszy bezustannie strzygły we wszystkich kierunków, wyłapując dźwięki, dochodzące z przodu. Nie ukrywała swojego zainteresowania, ale za wszelką cenę nie parła przed siebie, tylko po to, by skontrolować sytuację.
Delfinek - 2016-05-09, 07:05

Grupa 4

Otóż to! W końcu nie mógł by skręcić, bo koń też ma swój rozum, i wie, że byłoby jak w starym przysłowiu- koń się topi, grzywa pływa. Deplh dążyła, dąży i zapewne zawsze w takiej sytuacji dążyć będzie do wybicia Scho z transu ścigania się, nie ważne czy to dosiadem, czy skręcaniem w najmiej odpowiednim miejscu. W końcu to wyścigowiec, w takich momentach jak ten ostatnią rzeczą na jaką mogłaby mu pozwolić to skupić się na ściganiu. Nawet jeśli to nie skutkowało, bo ma zaledwie 40-kilka kilogramów, to zawsze mu życie utrudni.
Kiedy tylko koń zwolnił ściągnęła mocno wodze odchylając się do tyłu i mocno siadając w siodło. Ciągle naciągając lewą stronę wodzy i nie dając za wygraną w kwestii jego ruchów głową. Jaka bestia wredna! Trzeba go będzie wychować, lecz do tego przyda się Delfinowi jakaś silna, męska ręka.

Diego Montana - 2016-05-09, 07:59

7


Nie był wyścigowcem, więc tak czy siak sobie nie poszaleje. Diego przede wszystkim musiał, myśleć o bezpieczeństwie, a nie zabawie. Nie no, nie lałby go, jednak sprowadzenie na ziemię, byłoby ponownie dosadne. Kiedy kolejne konie wariowały, z trudem powstrzymywał gniadosza przed szaleństwem. Kiedy koń ponownie zagalopował, znowu ostro skrócił wodzę, wypychając go na kolejną woltę.
-Dragon, kuźwa ogarnij dupę. - warknął do niego, kiedy znowu byli w kłusie. Sądził, że ta sama sztuczka, ponownie zadziała na Diego? Przynajmniej ona miała normalnego konia :lol2:
-To ja bym cię cieszył. - odparł do kobiety, lekko się do niej uśmiechając. W końcu mimo trudności, warto zawierać nowe znajomości. Jeszcze kawałek, kłusował z gniadoszem, w końcu puścił go nieco szybszym tempem, ale do pełnego galopu, jeszcze daleko. I tego od niego wymagał, konsekwetnie.

Sensationet - 2016-05-09, 08:04

5


Klacz była skupiona, problem, że nie koniecznie chciała dziś pływać. Woda była nie pewna, dość rwąca, poza tym podłoże też było nie ciekawe. Chyba, nie chciała tego ryzykować, po wykonaniu wolty, nadal nie weszła do wody. Nawet wpychanie jej do niej, nie pomogło. Klacz zapierała się, na wrócenie do mostku, jakby odetchnęła z zdecydowaną ulgą. Klacz obrzuciła szczupły most, spojrzeniem, nie pewnie, ale jednak go przeszła. Po jego pokonaniu, przeszli do kłusa, klacz ochoczo to przyjęła, kłusując dość mocno do przodu.

Jessie - 2016-05-09, 08:25

1

Chociaż rzadko - prawie nigdy - Jessice zdarzało się pędzić z taką prędkością, nie wyglądała na sparaliżowaną strachem. Może nie czuła się najlepiej, ale pewnie trzymając się nogami siodła w niskim półsiadzie, miała niejaką stabilizację. W pewnym momencie po swojej prawej dostrzegła Aidena pędzącego na swoim kucu, co wyglądało na jak najbardziej zamierzone działanie, dlatego tylko pokręciła głową ze śmiechem, wciąż nie próbując zatrzymywać własnego konia. Ten z czasem zwolnił samodzielnie, ale kiedy zaczął brykać w galopie, Jess znowuż ścisnęła boki Truskawki łydkami wiedząc, że przy większej prędkości klaczy zwyczajnie się odechce.
W końcu jednak zatrzymała ją do kłusa i do stępa, tym samym przerywając szaleńczą galopadę całej grupy. Odetchnęła głęboko i spojrzała krótko po kucu, który był cały mokry od potu - a jak śmierdział! :lol2:
- Ale to było szalone - skomentowała, obracając się w stronę swojej ekipy, która miała podzielone nastroje - jedni radosne, drudzy... jak Hayley, zrozpaczone, ale Jess od razu uśmiechnęła się do niej radośnie.

Caroline Hathaway - 2016-05-09, 08:34

2



Kabanosy przecież takie kuszące ! Choć, miała duże plany wobec rudej, więc może nie zrobi tego tak przed wcześnie? Och niech nie przesadza, nie było tu nic strasznego, zwykła jazda wierzchem, coś jak teren tylko we dwie, z dodatkiem innych ludzi i koni. Na razie nie miała wobec niej, żadnych zastrzeżeń, to dobrze. Najpierw most, potem galop, niech się nie rozpędza, bo jak się ktoś spieszy, to się diabeł cieszy. Faktycznie przed mostem, przytrzymała klacz, co by się nie zabiły na nim. Kiedy klacz nagle zaczęła, zwalniać, kobieta wypychała ją na przód, dociskając łydki do boków, popędzając ją. Kiedy ostatecznie zatrzymała się, to nie przestawała robić to samo, dokładając muśnięcie zadku rudej, choćby batem/palcatem. Gdyby jednak nie pomogło, po prostu zeszła z niej i w ręce, ją przeprowadziła. Nawet gdyby miała ją przepchnąć przez most, to to uczyniła :lol2: Kiedyś się znalazły po drugiej stronie, a Caro po powrocie do siodła, odesłała ją go mocnego kłusa. Chyba, że na moście wypaliła do galopu, to za nim ją zwolniła na razie, a jak do kłusa to go utrzymywała z nią.

Blue Moon - 2016-05-09, 08:40

7


Klacz gdyby nawet puszczona do galopu, wiedziałaby jak się zachować i postępować. Nawet jakby to nie był galop, typowo wyścigowy. Była dość ułożonym koniem, stąd prawie 0 problemów z nią. Chyba powinnam uznać to za komplement, że jest normalna :D Potrząsnęła tylko karym szyjskiem, kiedy ona wymawiała, te słowa. Jednak nadal była grzecznym konikiem, ładnie szła do przodu, na kontakcie. Faktycznie, zawsze mogło ją coś spłoszyć i nie byłoby tak wesoło, jednak na razie, się na to nie zapowiadało. Oczywiście wolałaby, przejść choć na chwilę do galopu, jednak co poradzić? Klacz pewnie była u kresu swojej kariery wyścigowej, niewiele startów jeszcze przed nią, choć kto to wie. Kara od dawna tu stała, więc jak postoi jeszcze, to nic się nie stanie. Jej właściciel gdzieś znikł, co ją smuciło, do pewnego czasu.

Scho Can Do - 2016-05-09, 08:47

Grupa 4


Wolałby jednak się nie topić, poza tym, nie znam akurat, tego przysłowia :lol2: Do ścigania mu jeszcze daleko, nie biegł pełnią swoich możliwości, to ledwo dla niego rozgrzewka. Biegł z nudy, by się rozruszać, by dogonić resztę. Jednak był na tyle uparty, że nie chciał odpuścić tak łatwo, pozwalając im zostać na szarym końcu. Wyciągał swoje nogi do przodu, w równym, mocnym tempie. Z kobietą na grzbiecie daleko, nie doleci, zawsze mógłby się jej pozbyć :lol2: Byłoby prościej nie? Szarpnięty z pysk, nie dał się, aż tak, naparł na wędzidło, zapewniając sobie nieco luzu, bo kobieta ciutkę została pociągnięta do przodu. Szarpany w lewo natomiast, odwdzięczał się szarpaniem w prawo, ewentualne na opak, gdyby tą metodę też próbowała. Musi się nauczyć z nim żyć, nie ma lekko ! Gdyby wszystko było idealnie, umarli by tu, z nudy.

Jim Beam Rye - 2016-05-09, 08:59

Nicholas napisał/a:
...


Ogierowi niekoniecznie przypadł do gustu pomysł zrównania się z innym koniem. Co prawda grzecznie ruszył kłusem, prędko doganiając drugiego konia, ale nie pozwolił sobie na to, aby iść w bliskim sąsiedztwie - cały czas próbował spłynąć na bok, wyginając całe cielsko i nerwowo furkocząc chrapami. Całej sytuacji nie poprawiało zamieszanie wywołane przez konie, ale na szczęście Jim nie postanowił wziąć z nich przykładu i dalej grzecznie kłusował, nie mogąc się zdecydować, czy woli stępować, czy jednak pędzić. Dlatego też poruszał się stosunkowo chaotycznie, czasami uskakując niespodziewanie w bok, gdy usłyszał coś ze ślepej strony.

Christian Levrull - 2016-05-09, 09:48

Grupa 6


Zdecydował się zrównać z Monroe i jej wierzchowcem, widzą jednak jak ta reaguje na inne konie postanowił trzymać się w bezpiecznej odległości, co by nie prowokować Q do jakichkolwiek ataków i tym podobnych.
- Nie wszyscy świetnie się bawią.
Odparł rozbawiony skinąwszy w stronę przodów, gdzie niektórzy walczyli o życie. Lubił tereny, ale na pewno nie przy takiej ilości koni... Za duży choas, za wiele działo się jeśli chodzi o podirytowane w większości konie.
- Choć przy obecnym rozgardiaszu, najlepszym planem będzie po prostu dotrzeć. :lol:
Zaśmiał się, posyłając dziewczynie zaciekawione spojrzenie. Następnie ściągnął nieco wodze ponownie przymykając ją w pomocach i dealikatną pulsacją wodzy próbował ją rozluźnić, czasami w ramach "odpuszczenia" po prostu zmieniał ustawienie jej szyi w prawo i lewo, byprzeciągnąć ją i odpuścić. Jeśli trzeba było w ramach rozluźnienia/uspokojenia robił woltę czy dwie, na której dalej skupiał się na jej przepuszczalności.
Kiedy pojawiła się przed nimi woda zdecydował się po prostu przejść mostem za jednym z chętnych do tego czynu koni, jeśli i tak kombinowała zamknął ją porządnie w łydce motywując do ruchu na przód - za każdy krok chwalać, przemawiając przy tym uspakajająco. Jeśli grupa przed nimi zakłusowała zrobił to samo, praktycznie równowcześnie z Mon.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group