To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Nemesis - 2017-01-12, 19:30

Przydreptała za nim nieco się kręcąc się po drodze. Niby miała regularne treningi, ale jakoś się tak nie mogła wyżyć ostatnio. Macierzyństwo już chyba się jej przejadło :lol2:
Podreptała po śladzie za (?) Mefjem i nieco się zdziwiła, gdy ten sobie od tak przyspieszył. Zaraz jednak statek-matka skorygował współrzędne i dane dotyczące prędkości, nadrabiając zaraz do należytego luzu na wodzy, a nawet nieco przesadzając z wartością przyspieszenia. Za drugim razem poszło już nieco lepiej. Czas reakcji skrócił się niemal do zera, prędkość została wyrównana. Poczłapali tak chwilę, po czym wrócili do udawania rozkluszczonych ślimaków.
Niebawem smolista usłyszała różne dźwięki wydawane przez kudłatego. Nie mówił, acz nucił. Na sam dźwięk radary drgnęły, a klacz uniosła nieco łeb, wcześniej zwieszony w najbardziej rozkluszczonej pozycji, jaką tylko mogła przyjąć. Parsknęła przy tym, uchylając łeb nieco bardziej na bok i obserwując już bacznie. Mefja urus, czas na podkręcenie tempa. Bez szaleństw, a stabilnie. W łuki wpisywała się zgrabnie, a ściany nie wydawały się robić na niej zbytniego wrażenia. Bywali tu już, wszystko było po staremu. Ciche i nieruchome. Może nieco bielsze :lol:

Matthew - 2017-01-12, 19:51

Nie zareagował praktycznie wcale na jej pierwszą próbę zrównania tempa. Pozwolił jej samej ogarnąć. Ależ mądra była, bo szybciutko ogarnęła. I kochana, że tak po prostu podążała za człowiekiem z tak miłym nastawieniem. No koń cudo. <3
Sowicie pochwalił klacz, głaskając ją i mówiąc najpiękniejsze komplementy. Zwolnił tempo do takiego zwykłego. Odprowadził klacz troszkę od ściany, zatrzymał i skontrolował stan przylegania popręgu do jej brzucha. Podpiął go mocniej, bo wciąż był zapięty na zupełny luz. Skontrolował czy wszystko jest gites i sprawnie wskoczył w siodło.
Pilnował kobyłki, by nie ruszyła bez jego instrukcji. Bardzo delikatnie uniósł wodze w bok, prosząc klacz o ugięcie głowy. W razie potrzeby delikatnie zwiększył impuls, a jak tylko nos karej odwrócił się do jej boku, Matt pozwolił jej wyprostować szyjkę. Ponowił czynność po drugiej stronie karej szyi i pochwalił Nemesis.
Dał delikatny sygnał miednicą, by klacz ruszyła. Jak tylko dobrnęli do ściany, Matt poprosił o kłus. Dał sygnał miednicą, wyprowadzając impuls ze swojego środka ciężkości. Kolejno poczynił to udami, jeśli kara nie zareagowała. Potem była łydka, a na końcu stopy - ale tylko jeśli kara wcześniej nie zareagowała na prośbę o zmianę chodu.
Rozbujał ją do aktywnego tempa i... przestał kierować. Zaczepił końcówkę wodzy, by nie spadły klaczy na szyję i pilnował jedynie jej żwawego tempa. Anglezował lekko, skupiając się na rozluźnieniu ciała i znalezieniu dobrego oparcia w siodle.

Nemesis - 2017-01-12, 20:18

Za kimś innym pewnie by tak nie leciała, ona miała swojego senpai i tylko on miał u Nemesis takie fory :lol2: Doczłapali się gdzieś bardziej na środek, po czym kara zatrzymała się, podobnie jak zrobił to Mefja. Otrzepała szyją, coby pozbyć się cienkiej warstwy śniegu, która gdzieś tam an grzywie zdążyła osiąść. Strzeliła też z ogona, nieco cięższego niż zwykle, by również odinstalować niepotrzebny biały puszek. Nawet nie było żadnej reakcji z jej strony na dopięcie popręgu. Olała kompletnie, acz wiedziała, że coraz bardziej zbliżają się do końca rozgrzewki. Wreszcie będzie mogła rozprostować kości.
Czując ciężar na grzbiecie, zwróciła najpierw oba radary na szóstą, po czym jednym gdzieś lawirowała, za głośniejszymi dźwiękami. Drugie skupiało się na osobie siedzącej na grzbiecie. Przestąpiła z nogi na nogę, nie ruszając się zbytnio z miejsca. Ot takie przekazanie informacji o zainteresowaniu człapaniem i podekscytowaniem, co prawda opanowanym, ale dalej nad nią panującym.
Będą musieli spuścić nieco pary na miejscu, bo jak fryzyjka wyrwie do przodu, to tylko z czołgiem jej drogę przecinać :lol2:
Czując smyrnięcie wodzą po szyi, już przygotowywała się do zawinięcia całego cielska w łuk i wykonania manewru skrętu, jednak gdy wygięła samo szyjsko, dotyk ustał. Potem sygnał ponowił się, ale w drugą stronę. Gdy dotyk ustał, szyja wróciła do poprzedniej, rozluźnionej pozycji.
Następnie wypchnięcie do stępa. Rodżer dat. Dość żwawy stęp został zainicjowany, dało się wyczuć, że fryzoida wolałaby wystrzelić od razu w galop. Wręcz ciągnęło ją do zmiany chodu, więc gdy nadszedł czas, nie było absolutnie żadnych oporów z jej strony. Kłus. Szybki, choć nie jakoś przesadnie wyciągnięty. Na samym początku może i nieco ociężały, czy niezgrabny, ale zapewne człowiek pomógł. Człowieki zazwyczaj pomagają. Jeśli Mefja chciał, to korekcja prędkości też niebawem się pojawiła. O ile nie była to korekcja w dół - tu mogło być nieco opornie.

Matthew - 2017-01-12, 20:37

Tak się domyślamy z Mefją, że pewnie kara ma akumulatory porządnie naładowane, dlatego nie poszli od razu do lasu. :lol: O ile w ogóle pójdą - zobaczymy jak się sprawy potoczą!
Jedyną jego wskazówką co do ogarnięcia tempa było to, że nakazywał klaczy je utrzymywać. Niech sama ogarnia swoją ociężałość, a on się skupi na sobie, dając jej możliwość rozluźnienia i wykazania się. Matt pilnował swojej postawy, opierając się równo na udach i umiarkowanie obciążając strzemiona. Wydłużał nogi z każdą chwilą coraz bardziej, rozgrzewając je i rozluźniając. Nie kierował koniem. Był z nim i prosił tylko o jedno - ruch, ruch, ruch. Był ciekaw, co Nemesis mu zaoferuje. Absolutnie nie miał zamiaru prosić jej o zwalnianie. Chciał przetestować siebie i konia, zbadać ich krzywości, jej chęć do pracy, a swoją cierpliwość.
Zamknął oczy, skupiając się na zjednaniu z ruchem końskiego grzbietu. Starał się dokładnie wyczuć pracę jej ciała, oddychając głęboko. Łydki przylegały łagodnie do boków Nemesis. Matt otworzył ślipia, by skontrolować sytuację. Klacz mogła iść, gdzie chciała.
Skupił się na wyczuciu, które nogi konia aktualnie są w fazie lotu. Po pewnym czasie cofnął minimalnie nogi, posyłając klaczy delikatne impulsy po tej stronie ciała, po której jej zadnia noga właśnie się unosiła. Czyli gdy prawy tył Nemesis ruszał naprzód, Matt posyłał sygnał na prawym boku konia. Precyzyjna komunikacja była kluczowa. Matt oczekiwał znacznego wydłużenia wykroku. Spiął lekko brzuch, przygotowując się na zwiększenie obrotów. Jeśli już prosił klacz o dodanie akcji, nie mógł zostać w tyle.

Nemesis - 2017-01-12, 21:16

Wyrównała tempo, chwilkę wcześniej ogarniając też sprężystość i miękkość kroków. Rozluźniała się stopniowo, choć dalej była naładowanym kondensatorem :lol2: Dokłusowała do końca ściany i... no właśnie, co? Przestawiła się na sterowanie ręczne, a tu wymagany autopilot. Whoa, whoa, whoa, Nem nieco zgłupiała, bo nie wiedziała, czy się zatrzymywać, czy biec, gdzie biec. W sumie nawet przez chwilę było nieco gorąco, bo prawie do końca człapała na ścianę. Tuż przed nią odbiła dość gwałtownie, znów wybijając się minimalnie z rytmu. Zaraz jednak skorygowała idąc równolegle z kolejną ścianą. Dalej brak sygnałów, ot bardziej trzymanie tempa, niż jakiekolwiek informowanie, czy w prawo czy w lewo. Czo ten Mefja odwija?
A gdyby tak? Gdzieś w połowie ściany zboczyła z trasy i wyznaczyła sobie nową. Łukiem podążyła niemal w róg i zakręciła jeszcze nieco łagodniej niż za pierwszym razem.
Wyciągała już coraz ładniej nogi, krążąc randomową trasą, zawijając łukami. Zadarła łbem nieco do góry, jakby chcąc już wyrwać do galopu, przy okazji destabilizując tą idealną harmonię. Po chwili jednak korekcja.

Matthew - 2017-01-14, 11:45

Zauważył, że klacz straciła ogar na chwilę. Szła wprost na ścianę, nie wiedząc, czy skręcać czy nie. Matt miał przez chwilę ochotę jej podpowiedzieć, ale postanowił się powstrzymać. Skupił się za nadążaniem ruchem konia. Nemesis była już bardzo blisko ściany, więc jeśli odbije, to gwałtownie. Matt więc skoncentrował się na swoim środku równowagi, by go utrzymać. Gdy klacz w końcu odeszła na bok, płynnie wyszedł z nią na nową prostą. Jednak przez utratę tempa nie przeszedł już tak dobrze, lecąc miednicą do przodu. Uśmiechnął się do siebie. Następnym razem będzie lepiej przygotowany.
Poprawił się szybko, skupiając na rytmie karej kobyły. Nemesis zaczęła wywijać łuki, a Matt zaczął zastanawiać się, co będzie następne. Trasa wydawała się być naprawdę przypadkowa. :lol:
Płynnie nadążał za zwiększonym tempem klaczy - nawet jej chwilowe poderwanie głowy nie zmieniło jego rozluźnionej postawy.
Dobrze! Czas na lepszy test.
Matt przestał prosić klacz o tak wyciągnięte tempo. Rozluźnił całkiem nogi, wydłużając je i wypuszczając powietrze z płuc, żeby Nemesis mogła odczuć wyraźnie, o co chodzi. Poczekał na nią, aż zwolni tempo. Jeśli klacz nie była co do tego przekonana, Matt powiedział do niej ciche, przeciągłe "hooola". Anglezował coraz ciężej. Zmniejszał częstotliwość podnoszenia się z siodła, wyraźnie akcentując moment pozostawania w nim. Robił to małymi krokami, by klacz mogła zwolnić zgodnie z tym, co podpowiadał jej dosiad jeźdźca.

Nemesis - 2017-01-14, 15:05

Kara bardziej spodziewała się przejścia do wyższego chodu, jednak sygnały dobiegające z grzbietu były nieco inne. Well, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :lol: Stopniowo skróciła wykrok i jeśli Mefja dalej ją przyhamowywał, to przeszła do nieco człapliwege, coraz bardziej ślimaczego kłusa. Wydała z siebie dźwięk będący czymś pomiędzy krótkim parsknięciem, a prychnięciem. Czyżby zaciągnęła biały muł z powietrza?

//krotko, bo pisze z pracy XD

Matthew - 2017-01-14, 20:41

Matt zachwycił się tym, że kara kobyła zaczęła wytracać prędkość. Szczerze to troszkę wątpił, że tak się stanie, bo czuł, jak chętnie by polatała na pełnej petardzie. Ale Nemesis nie kłóciła się z jeźdźcem, polegała na nim i zgodnie z jego wskazówkami zwolniła. Gdy jeszcze parsknęła, Matt zaśmiał się, całkowicie rozluźnił, klepnął w siodło i przytulił do karej szyi. Karusia powinna teraz już totalnie człapać stępem, podczas gdy człowiek ściskał jej szyję i miział uszy.
- Doooobry koń! <3 - chwalił kobyłę pełnym miłości głosem. Niby rzecz, jak się o niej mówi, prosta - przejście z kłusa do stępa. Ale z tak wyciągniętego kłusa, za pomocą samego dosiadu? Takie rzeczy trzeba chwalić, niech Nemesis zapamięta, że podążanie za człowiekowymi wskazówkami jest super. <3
Przytulony do szyi konia pozwolił sobie na chwilę kompletnej olewki. Zrobił się w kluskę rozlewając na gorącym ciele Nemesis. Loffki. <3
Ale okej okej okej, koniec odpoczywania! Matt wyprostował się na klaczy, siadając dobrze w siodle. - BMW, odpalaj - zagadał do klaczy, przybierając skupioną, acz pełną rozluźnienia postawę. Wiedział, co robił na tym koniu. Czuł się na tym koniu jak król świata! I tak właśnie na nim siedział, pewnie, dostojnie, z rozczulającym uśmiechem na ustach. - Dawej dawej lady, podbijamy balety - rzucił śpiewnie do kobyłki, gdy ta też się pozbierała i zdwoiła uwagę na człowieku.
Otworzył dla klaczy miednicę, posyłając ze środka ciężkości wyraźny sygnał do zwiększenia obrotów. Spiął uda po chwili, by upewnić klacz w przekonaniu, że chodzi o wejście w wyższy chód. Wprowadził klacz w aktywny, pośredni stęp, przejmując dowodzenie nad torem jazdy. Od razu po rozpędzeniu kobyłki skierował ją lekką pracą bioder i kości kulszowych na dużą woltę. Cofnął lekko odpowiednią łydkę i posyłał z niej delikatne impulsy, gdy opowiadająca tej stronie zadnia noga Nemesis unosiła się. Matt wyraźnie prosił ją o zacne wkraczanie pod kłodę.
Z początku nie przejmował się znacznie kształtem okręgu, po którym się poruszali, ale jeśli po jednym okrążeniu klacz nie umiała poradzić sobie z przodem swego ciała, Matt ledwo co złapał wodze i dosłownie lekką grą palców wskazywał jej ustawienie głowy i szyi. Rozkładał ręce szeroko, by klacz możliwie jak najbardziej adekwatnie i delikatnie odczuwała wskazówki na wędzidle.
Za pomocą delikatnych sugestii i odpuszczania, gdy klacz wyjątkowo dobrze reagowała na pomoce, Matt poprowadził Nemesis po wolcie jeszcze dwa razy. Potem zjechał do środka placu, kręcąc obszernym slalomem. Przy każdej zmianie wygięcia prawa-lewa/lewa-prawa odpowiednio przestawiał miednicę, a w ostateczności wskazywał klaczy wygięcie za pomocą łydek. Zawsze jednak zaczynał od miednicy, by klaczuchna umiała na nią w pierwszej kolejności reagować.
Dojechał wężem do narożnika i odbił na bok, by pojechać równolegle do ściany. W kolejnym narożniku zdwoił uwagę klaczy, by zaraz po zjechaniu przodu konia na prostą odbić ostrzejszym skrętem w przeciwnym kierunku. Mieli teraz sunąć równolegle do tej samej ściany, co parę sekund temu. Mam nadzieję, że opisałam manewr zrozumiale! :lol:
Kolejne trzy ściany pojechał po obwodzie placu, pozwalając Nemesis zwolnić i mieć chwilę na przemyślenia.
Następnie ponownie poprosił o żwawe tempo i skierował konia na woltę tak samo obszerną jak wcześniej, ale na drugą stronę. Prowadził klacz lekko, skupiając się w 99% na działaniu dosiadem. Ciekaw był, jak w tę stronę Nemesis jest w stanie się rozluźnić, pozostając jednocześnie w wygięciu?

Nemesis - 2017-01-14, 21:24

Dobrze, że Nemesis nie rozlewała się jeszcze na nim :lol2: Kara parsknęła przeciągle, lekko obracając łeb, coby zobaczyć tą kudłatą mordkę i resztę ciała rozlewającego się jak galareta po karej szyi i grzbiecie. Wiadomo jednak, że pieszczoty mają zawsze swój koniec i po jakimś czasie głaskanie ustało. Ciężar przemieścił się z szyi bardziej w tył i kara już przyjęła do informacji, że niebawem polecą jakieś sygnały. No i zaraz po głosie Mefja poleciały, wyciągnęła stęp. Weszła ładnie na łuk, acz zbytnio się nie wyginała, gdyż łuk był wystarczająco łagodny.
Chwilę jej jednak zajęło zebranie się i wręcz Mefja musiał co nieco zainterweniować. Dobrze przeszła slalomem, czając już pomoce coraz szybciej. Smolista poszła równolegle do ściany, na końcu w pełni skupiając się i będąc gotowa na kolejne instrukcje. Zawinęła zgrabnie cielsko, wpisując je w ciasny okrąg i zawracając.
Potem spokojnie przedreptała wzdłuż kolejnych ścian, a skończywszy to, poddała się kolejnym instrukcjom kudłatego. Weszła ładnie na koło i nawet luźno przeszła zarówno po kole jak i slalomie. Im bliżej końca, tym bardziej bueno było z rozluźnieniem. Finalnie była chodzącą kluską, taka luźna był :lol2:

Matthew - 2017-01-14, 22:30

No jakby ona się rozlała na nim, to byłoby dość... ciężko. :lol2:
Chwalił klacz ciepłym, niskim głosem, gdy to ładnie odpowiadała na pomoce. Dużo, dużo pozytywów! I miłości!
Zmniejszył promień okręgu, po którym się przemieszczali, spychając lekko klacz zewnętrznym udem do środka i otwierając dla niej miejsce wewnętrznym udem oraz leżącą nad nim częścią miednicy. Oddychał głęboko, pilnując rozluźnienia ciała. W razie czego wsparł klacz lekko na wodzy, coby nie skręciła po prostu do środka, a ustąpiła od impulsu i pozostawiła głowę przed sobą. Zmniejszywszy okrąg do średnicy trochę mniejszej niż 20 metrów, Matt zwolnił klacz do stępa. Wciąż jednak ciało miał spięte na tyle, by oznaczało konieczność aktywnego chodu. Poprowadził Nemesis po tej wolcie żwawym stępem, po dwóch okrążeniach zmieniając kierunek przez środek wyznaczonego okręgu.
Ustawił kobyłkę w drugą stronę na wolcie i poprosił o kłus, tym razem zupełnie powolny. Pozwolił Nemesis wczuć się w ten rytm i powoli, bardzo delikatnymi sugestiami zaczął ją prosić o poszerzanie koła. Nie chciał, by klacz na każdy impuls odpowiadała zwiększeniem tempa - co jest często efektem ubocznym nawet jeśli chodzi o zwykłe przestawienie ciała bez zmiany prędkości. Dlatego Matt wyraźnie działał tylko miednicą, rozdzielając działanie kości kulszowych po obu stronach grzbietu klaczy. Wewnętrzną ją spychał na zewnątrz, a zewnętrzna część miednicy pozostawała otwarta. Starał się jak najmniej spinać łydki, by nie podkusić klaczy o zwiększenie obrotów.
Jadąc na tę stronę Matt czuł gorsze rozciągnięcie mięśni nóg, oraz to, że miał tu gorszą koordynację. Dlatego nierzadko spinając udo, spinał i łydkę. Nie powinno tak być starał się więc jak najmniej dopuszczać do takich sytuacji, ale nie miał idealnie wyćwiczonego ciała. Nie był w swojej szczytowej formie. Dlatego też mogli mieć problem z pozostaniem w wolnym kłusie, ale Matt bardzo cierpliwie o to walczył, skupiając się na bardzo lekkich sygnałach przesuwających konia. Robił dużo przerw, jak tylko Nemesis dobrze odpowiadała, poszerzając okrąg.

Nemesis - 2017-01-15, 00:59

Dostosowała wygięcie do aktualnego koła i zaraz po instrukcji otrzymanej od człowieka, zwolniła do stępa. Weszła ładnie na woltę, nie ociągając się. Zrobiła dwa okrążenia i zgodnie z instrukcją zmieniła kierunek.
Do kłusu przeszła dość aktywnego na początku, ale Mefja pewnie ją ogarnął. Poszerzyła promień stopniowo, bez pośpiechu, jak kudłaty pokazał. Choć na początku się majtnęła i wyciąagnęła wykrok, lecz tylko minimalnie. Nawet mniej więcej czaiła o co chodzi dwunogowi.

Matthew - 2017-01-15, 13:16

Gdy dostatecznie już poszerzyli okrąg, Matt sprowadził klacz na ścianę, pozwalając jej samej dobrać tempo. Już trochę pracowali, więc nie powinna mieć takiego kopa energetycznego jak z początku. Ale spokojnie, Matt ma w głowie jeszcze jedno ćwiczenie. :D
Pozwolił klaczy dreptać jak chciała przez jakieś dwie minutki, po czym skupił na sobie jej uwagę. Zasiadł w siodle, leniwie się po nim lejąc, aby wskazać Nemesis tempo o jakie mu chodziło. Chciał przećwiczyć wolne, wolniutkie chody, które każda westowa para powinna w jakimś stopniu ogarniać.
Gdy klacz przekłusowała już całą ścianę tym skromnym tempem, Matt lekko nabrał powietrza oznajmiając, że coś się będzie działo. Posłał półparadę i wypchnął klacz do tak samo lekkiego jak kłus galopu. Miał być powolny i w miarę możliwości okrągły. Skierował Nemesis na obszerną woltę, a pokonawszy jedno jej okrążenie, usiadł ciężej w siodle sygnalizując klaczy powrót do kłusa. Aby klacz nie przeszła do powolnego tempa poprzez szybkie zasiadł w siodle tak, by być dla niej jak najcięższym. Poruszał miednicą powoli, mając nadzieję że klacz zrozumie sugestię i dostosuje swój krok. Pierwsze przejście mogło nie być idealne, wiadomo. Dlatego też Matt od razu postanowił zastosować środki zaradcze. Mimo to, jeśli Nemesis i tak przeszła przez szybki kłus zanim naprawdę zwolniła, nie miał pretensji. Wszystko do ogarnięcia.
Poprowadził ją po prostej do ściany w tym wolnym kłusie, po czym odjechali na drugą stronę niż ostatnio i przygotował klacz do ponownego zagalopowania. Tym razem jednak było troszkę inaczej - odciążył jej grzbiet, lekko unosząc się nad siodłem, jednocześnie dając jej mocniejszy impuls do przyśpieszenia niż wcześniej. Chciał, by Nemesis umiała ruszyć pod nim pełną petardą. Zobaczymy, jak się to uda. :lol:
Jeśli kobyła nie weszła do końca pięknie w ten żwawy galop, to Matt łydkami zachęcił ją do tego, by rozwinęła skrzydła. Jeśli zaś wyrwała znacznie zbyt gwałtownie, to uspokoił ją cicho niskim głosem i ustabilizował tempo. Pilnował, aby wyciągała nogi daleko, ale nie pędziła na oślep.

Nemesis - 2017-01-15, 21:01

Fryzoida poszła wzdłuż ściany w umiarkowanym tempie. Potem odbiła łagodnie i wybrała coś na kształt przekątnej, tylko takiej lekko wygiętej. Będąc już prawie w rogu, zadarła łbem odbijając gwałtowniej. Potem szła już całkiem randomowo.
Skupiła się, obniżając nieco łeb i zaraz będąc gotowa do kolejnych instrukcji. Te niebawem się pojawiły. Ślimaczy galop - się robi szefie! Zakreśliła nieśpiesznie koło, przechodząc potem do kłusa. Docelowo wylądowali w nieco szybszym tempie niż powinni, ale Mefja pomógł <3 Lecz spokojnie, potrzeba jej tylko przypomnienia. Niektóre rzeczy robiła daaawno temu.
Wyrwała do przodu niczym wystrzelony pocisk, zachowując w pełni zgrabność ruchów. Raz tylko podbiła lekko zadem, na króciuteńką chwilę się destabilizując, ale zaraz wyrównując do poprzedniej konfiguracji. Czyli tej sekundę przed podbiciem. :lol:
Galop był wyciągnięty i żwawy, acz nie do przesady. Można stwierdzić, że wbiła się w złoty środek.

Matthew - 2017-01-16, 22:09

Poczuł, jak ciało klaczy wystrzela do przodu i ile energii przez nią przebija. Wobec tego w jakiś podświadomy sposób przygotował się na jakiś wybryk, a poza tym po prostu dobrze czuł ciało kobyły. Dlatego tak lekki podrzut zadem w ogóle nie wytrącił go z równowagi.
Prowadził ją po ścianie, pozwalając łagodnym łukiem pokonywać narożniki. Pilnował, by klacz podczas przebiegania narożników nie wyginała się przypadkiem w odwrotne ustawienie, tylko kierowała nos na tor jazdy i nie uciekała łopatką. Takie rzeczy często zdarzają się sztywniejszym koniom. Lekko też dosiadem na narożnikach dawał klaczy znać, że może zwolnić, by ładniej wpisać się w łuk.
Po pokonaniu jednego okrążenia po śladzie zaczął prowadzić klacz do środka, na powoli zacieśniającą się spiralę. Spychał ją tam lekko zewnętrzną nogą, wewnętrznymi zaś pomocami pilnując wygięcia klaczy. W międzyczasie, im mniejszy stawał się promień kręconych okręgów, zwalniał klacz. W końcu, niemalże na środku placu mieli jechać już wolniutkim galopem. Matt poprowadził Nemesis po przekątnej areny. Zbliżając się do narożnika posłał półparadę i odciążając delikatnie grzbiet karej kobyle poprosił o zmianę nogi w galopie, od razu po wykonaniu elementu zmieniając pomoce prowadzące. Wspierał jej tor jazdy zewnętrzną nogą, a wewnętrzną przypominał o wygięciu na łukach.
Rozpędził ją do poprzedniego tempa na jedno okrążenie, po czym znów przyhamował do wolnego galopu. Jechali teraz na prawo, kierując się na średnią woltę. Po przejechaniu jej, Matt znów skierował klacz na przekątną, ponownie zmienili nogę i pojechali na wolną galopową woltę na lewo.

Nemesis - 2017-01-16, 22:43

Gdy dobiegali do narożnika automatycznie wyginała kare cielsko w zgrabny łuk. Minimalnie zwolniła. Nos wyciągnięty był lekko w lewo, a za nim podążała reszta, niczym wagony w pociągu po aktualnym wycinku okręgu, jaki był potrzebny do skrętu. Fryzyjka zarżała radośnie, cały trening na to czekała. Ciuch ciuch $&^#(@^#&@ :lol2:
Stopniowo okręg zmniejszał się, przy tym także skracał się wykrok klaczy. Wygięcie cielska zaś zwiększało się, w przeciwieństwie do prędkości. Zeszli do ślimaczego tempa, niemalże na sam środek areny.
Zmieniła nogę bez problemu, nakreślając duży okrąg w trybie pocisku samonaprowadzającego :lol2: Następnie prędkość ślimaka. Nie miała na co narzekać, wylatać się wylata, a przy okazji zmiany prędkości, jak i kierunku likwidowały rutynę. Bueno.
Teraz średnia wolta, na prawą burtę! Ahoj :lol2: Choć w aktualnych warunkach, Mefju pewnie bardziej czuł się niczym Han Solo w Sokole Millenium, aniżeli Edward Kenway na Kawce.
Zmiana nogi i kierunek na lewą burtę. Ładne wygięcie w łuk i wagoniki statku. Lecimy w nadświetlną? :lol2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group