Nieve Hoover - 2016-03-12, 18:49 Po jakimś czasie w stępie nie szło jej już jakoś specjalnie źle. Bez trudu unosiła się w strzemionach, przypominając sobie jak robiła to kiedyś i nawet udawało jej się nadążać za wymawianymi przez trenera krokami. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w kłusie będzie o wiele gorzej i Lucas miał się przekonać o tym już za chwilę.
- Czyli dzisiaj będzie pierwszy raz – zaśmiała się, raczej jednak żartując niż przejmując się tym, że może wylądować na ziemi. Jeśli miało się tak wydarzyć to się wydarzy i i tak nie będzie mogła z tym nic zrobić. Kiedy mężczyzna pozwolił jej na chwilę odpoczynku z ulgą usiadła w siodle, choć ta przerwa okazała się być jedynie ciszą przed burzą. Przed zakłusowaniem zapytała trenera o to w jaki sposób powinna wydać klaczy komendę – aby upewnić się czy wszystko pamiętała i nie zrobi koniu krzywdy – a kiedy uzyskała niezbędne informacje przyłożyła kasztance łydki, jeden sygnał zaraz po drugim, i zacmokała krótko, jeśli Ravallo nie zebrała się do wyższego chodu. W to jednak nie wątpię – jeśli była taka potrzeba Lucas wspomógł ją lonżą i teraz już szybowała w wyższym tempie. Przez kilka pierwszych taktów obijała się tyłkiem o siodło lecz kiedy otrzymała upomnienie od bruneta zaczęła powoli unosić się w strzemionach podobnie jak robiła to w stępie – a przynajmniej chciała by właśnie tak to wyglądało.
Rzeczywistość była jednak inna – stopy rudowłosej wpadły w strzemiona przez co jej pięta ugrzęzła gdzieś w górze zamiast być najniższym punktem jej ciała, łydki latały w przód i w tył, a ona niejednokrotnie utrzymywała równowagę wyłącznie na wodzach. Bardzo starała się nie szarpać kasztanki za pysk i chyba nawet jakoś jej to wychodziło. Cała była spięta i sztywna i choć, niczym mantrę, w myślach powtarzała sobie by zachować spokój, nijak nie mogła go osiągnąć.
Cudownie, że temu wszystkiemu musiał przyglądać się przystojny facet! Brawo Ty!Ravallo's Queen - 2016-03-14, 20:34 Jako, że koń nie wiele ma dopowiedzenia (napisania) chodząc w kółko na lonży, to po prostu kasztanka dzielnie kroczyła przed siebie. Wypraszam sobie, Queen nie jest walnięta, no może trochę Jednak w 200% bezpieczna dla dziewczyny, nie wiele rzeczy mogło ją obecnie zmusić do paniki czy innego, złego zachowania. Wystarczyło rzucić hasło: "kłus" ewe zacmokać, łydka czy krzyż cokolwiek w jej wypadku by wystarczyło. Klacz machinalnie, lekko, płynnie weszła w wyższy chód, tak by dziewczę jak najmniej odczuło to przejście. W przypadku ciągnięcia za pysk, klacz nieco skróciła sylwetkę, przybliżając pysk do klatki by wodzę nie były zbytnio napięte, dla komfortu niej samej oraz dziewczyny, dopóki nie ogarnęła się w siodle.Jessamine - 2016-03-16, 20:41
Naom napisał/a:
Uważnie kontrolowała przebieg ćwiczenia, w razie możliwości sugerując większe zaangażowanie. Bywało bowiem, że uczniowi brakowało wiary w siebie, lub bał się dać z siebie wszystko w trakcie wykonywania ćwiczenia. Zadaniem Naomi było przekonanie go, że nic mu nie grozi i że śmiało może odważyć się na więcej.
W każdym razie, po wstępnym rozciągnięciu się, zadecydowała o przejściu do kłusa (oczywiście już ze strzemionami). Skoro juniorka miała już z nim wcześniej do czynienia, to nie zajmowała jej czasu przypominaniem na czym polegało anglezowanie "na sucho", tj. w stępie. Po prostu poinformowała ją, że zaraz przejdą do kłusa i żeby dała jej znać, kiedy będzie gotowa. Uzyskawszy taką informację, poprosiła Chance'a o przejście do kłusa, dyktując mu spokojne i równe tempo. Pomogła też Jessamine w ustaleniu rytmu, na "raz" sugerując podniesienie się. Gdy tylko dziewczynka złapała rytm, przestała jej podpowiadać. Gdyby tylko zauważyła, że ta traci równowagę, zwalniała konia do stępa pozwalając pozbierać się Jess.
Z pewnością Naomi pomogła jej poczuć się pewniej podczas ćwiczeń rozgrzewkowych, chociaż najpewniej poczuła się po ich zakończeniu. Koniec wiercenia się na grzbiecie Chance'a, przynajmniej na razie. Wsunęła stopy w strzemiona, a gdy instruktorka poinformowała ją o planowanym przejściu do kłusa, dała jej tylko znać, że przyjęła to do wiadomości. Po chwili przygotowań bardziej mentalnych, niż fizycznych, poinformowała kobietę, że jest gotowa do zakłusowania. Gdy Chance przeszedł do kłusa, Jessamine skorzystała z pomocy Naomi przy ustaleniu rytmu, dość szybko łapiąc rytm i poprawnie zgrywając się z wierzchowcem. Po chwili kłusa rudowłosa poczuła się jeszcze pewniej w tym chodzie, co sprawiło, że bardziej się rozluźniła. Oczywiście nadal byłą skupiona na zadaniu, jednak gdyby się nim stresowała, nie wpłynęłoby to dobrze na ich pracę. Z początku bała się, że popełni jakiś błąd. Poczuła się jednak naturalnie na końskim grzbiecie, na razie utrzymywała równowagę w siodle, chociaż błędy o które się tak bała z pewnością jej się jeszcze zdarzą, w końcu nadal była uczącym się juniorem.Misza - 2016-03-18, 23:17
Charmeur napisał/a:
Rozluźnienie bruneta wpływało nie tylko na zachowanie Charmeur, ale też i rozluźnienie jej mięśni. Bezbłędnie potrafiąc odczytać każdy najmniejszy sygnał ze strony jeźdźca i będąc koniem wyczulonym zarówno na dosiad jak inne pomoce, reagowała nawet na zmianę napięcia mięśni o ile takowe się pojawiło.
Wyginając się od wewnętrznej łydki aż do zewnętrznej prezentowała elastyczną sylwetkę ułożoną teraz w tzw. banan, który pojawiał się na woltach oraz przy każdym kolejnym zakręcie. Idąc stabilnie na kontakcie, przeżuwała wędzidło w pysku pieniąc się przy tym obficie. Jako młody koń, w którego wyszkoleniu nie było miejsca na błędy, miała solidne podstawy nie tylko ujeżdżenia ale i skoków.
Grzecznie wykonując to o co prosił, nie miała jeszcze okazji pokazać swoich rogów, skrytych w bujnej rudej grzywie ;> . Lekko podekscytowana nowym miejscem, niechętnie przechodziła do stępa roboczego z pośredniego.
Jeździectwo było doskonałym sposobem na pozbycie się stresu, który dopadał go w ciągu dnia. Konie może i również wymagały od niego swoistego rodzaju perfekcji, ale były znacznie bardziej wyrozumiałe od ludzi, a ponadto nie wywierały na nim presji. Weźmy chociażby pod lupę przeuroczą Charmeur, która samym swoim zachowaniem potrafiła wywołać uśmiech na twarzy Michaela. Niemniej podczas jazdy mężczyzna całkowicie skupiał się na pracy, w jednej chwili ponownie zmieniając się w pana "wiem, że nikt nie jest idealny, ale i tak będę próbować". Tutaj dokładność pomocy była obowiązkowa, jednak równocześnie trzeba było czerpać z tego wszystkiego przyjemność. To chyba najbardziej przekonało Miszę do tego sportu.
Niemniej tak czy owak, po tej lekkiej rozgrzewce, która trwała już nieco ponad dziesięć minut, Micheal doszedł do wniosku, że mięśnie Charmeur są już na tyle dobrze rozgrzane, że może bez większego problemu przejść z nią do kłusa. W narożniku mocniej docisnął łydki, nie zapominając o lekkim, prawie niewidocznym odpuszczeniu na wodzy, by nie uderzyć rudej w pysk podczas jej przechodzenia w wyższy chód. Na razie anglezował, nie chcąc od razu obciążać grzbietu kasztanki. Pierwsze dwa okrążenia w kłusie roboczym, na delikatnym kontakcie, potem ponowne dołączenie kół, tym razem szerokich (20metrów średnicy). Podczas wchodzenia na woltę przejście do dosiadu ćwiczebnego i półparada, po czym pozwolenie na wyżucie wodzy z ręki z jednoczesnym podparciem ze strony łydek- czyli próba przejścia do niskiego ustawienia na kole. Stopniowo oddawał wodzę, za każdym razem upewniając się, że Charmeur podąża za jego ręką. Po połowie koła powrót do kontaktu i następnie wrócenie na pierwszy ślad, cały czas w kłusie.Lisa - 2016-03-19, 18:35 Została poproszona o poprowadzenie treningu skokowego, co niezmiernie ją ucieszyło. Oznaczało koniec nudy i monotonii, a gwarantowało jakieś zajęcie. W przeszłości trenowała już jeźdźców i konie, teraz jednak postanowiła poświecić temu więcej czasu. Weszła na halę, rozglądając się przy okazji i szukając swojego jeźdźca.
-Dzień dobry wszystkim - słowa nie zostały wypowiedziane głośno, ale za pewno ten kto chciał to je usłyszał.
Namierzyła wzrokiem Anthony'ego i Misbehavin, zwróciła się już bezpośrednio do nich.
-Cześć, jestem Lisa. Opowiesz mi coś krótko o sobie i koniu? Do jakiego poziomu w skokach doszedłeś ?Anonymous - 2016-03-19, 20:07 To, jak szybko zapominał o "urokach" jazdy na Misbehavinie było zaskakujące. Ignis go wręcz rozpieszczała, więc gdy przychodziło mu ponownie zmierzyć się z ogierem, szybko wracał na ziemię...
O ile patrzenie się na innego konia czy rżenie mógł jeszcze zaakceptować - w końcu miał do czynienia z żywą istotą - to brak reakcji na łydkę w zupełności mu się nie podobał. Toteż gdy ponownie się z nią spotkał, ogier mógł poczuć bata za łydką, co go miało wyczulić na ową pomoc. Spodziewał się gwałtownej reakcji, najprawdopodobniej dzikiego bryknięcia, ale zdecydował się na ten ruch z pełną świadomością.
Jakby się ta sytuacja nie potoczyła, niebawem na halę weszła Lisa, która miała doglądać ich dzisiejszego treningu. Stępując na zapewne gotującym się Skwarku, podjechał w stronę trenerki, zatrzymując konia obok.
- Cześć. Tony - także się przedstawił, zaraz popuszczając zwierzakowi trochę wodze, ale pilnując, by nie zaczął się kręcić czy kombinować w inny sposób. - To pięciolatek. Mam go prawie dwa lata, ale przez moje liczne przerwy niewiele zrobiliśmy. Nerwowy jest, ciągle tylko by walczył - westchnął krótko, spoglądając po koniu. - Ja mam jeszcze drugiego konia, z nim nie mam problemów. Startuje na nim w P w skokach. Ogólnie jeżdżę i uczę się sam - co było pewnie widać, bo robił całkiem sporo błędów, a że jego konie się przyzwyczaiły, to jakoś sobie z nimi radził. Pewnie nie gdyby jego odwaga, czy raczej brawura, nie pchałby się tak chętnie na końskie grzbiety, ale tymczasem szukał to coraz nowszych wyzwań.Misbehavin - 2016-03-19, 20:19 Chociaż pozornie ciężko było przewidzieć cokolwiek, co mógł zrobić gniady, przypuszczenia Tonego były słuszne: łydka połączona z działaniem bacika wywołała u Miśka ogromną złość, którą zademonstrował agresywnym skokiem przed siebie połączonym z wyrzuceniem zadnich nóg i wyciągnięciem łba do dołu. Liczył na to, że przy okazji jakoś uda mu się pozbyć mężczyzny z grzbietu, ale niestety, ku jego zadowoleniu, ten za dobrze siedział w siodle, żeby ta operacja się powiodła. Od tamtego momentu szedł cały czas zdenerwowany, co rusz ganaszując się, zagryzając na wędzidle i szczypiąc po klatce piersiowej. Chociaż mogłoby się wydawać, że chód którym się poruszał to stęp, jego nogi co kilka kroków wykonywały ruch podobny do zakłusowania. Skwierczący i wściekły na swojego jeźdźca uspokajał się bardzo wolno - do tego stopnia, że kiedy Lisa weszła na halę nadal był rozkojarzony i zdenerwowany. Niepewnie zbliżył się do kobiety, łypiąc na nią złowrogo i wbrew oczekiwaniom, już bez większego kombinowania, tylko od czasu do czasu caplując, stępował w pobliżu Pani Trener.Lisa - 2016-03-19, 20:35 Bacznie obserwowała konia i jeźdźca, wyraźnie widząc, że coś między nimi nie gra. A żeby dowiedzieć się co dokładnie będzie musiała ich trochę pomęczyć.
Zawsze w przypadku koni trudnych i krnąbrnych było więcej pracy. Osobiście Lisa nie przepadała za typem konia niechętnego do współpracy, każdą inną trudność można było łatwo pokonać. A w przypadku gdy koń nie chciał pracować - tutaj sprawa była nieco trudniejsza.
Początkowo dziewczyna miała nieodpartą pokusę wsiąść na Miśka w celu sprawdzenia gdzie leży problem, ostatecznie jednak postanowiła spróbować pomóc z ziemi.
- Widać, że łatwo spina i denerwuje, dodatkowo łatwo się rozprasza. Zazwyczaj w pracy z takim koniem trzeba dużo kombinować, zaskakiwać ćwiczeniami i nie popadać w schematy. W innym wypadku szybko go znudzisz i zacznie się skupiać na wszystkim innym co się dzieje na hali. Postaraj się być bardzo konsekwentny w tym co robisz.
-Rozstępuj się na delikatnym kontakcie, często zmieniaj kierunek. Jak będziecie gotowi to zakłusuj i zaczniemy pracę.Anonymous - 2016-03-19, 20:55 Wayford paradoksalnie bardzo dobrze trzymał się w siodle mimo tego, że przy takich akcjach - jak chociażby ta sprzed chwili - niekiedy przejawiał brzydki nawyk pochylania się do przodu. Mimo to jeszcze nie zdarzyło mu się porządnie gruchnąć z konia. Może jeszcze nie znalazł na swojej drodze takiego, który byłby wystarczająco zawzięty?
Wysłuchał uważnie Lisy, zaś po uzyskaniu wszystkich instrukcji, kiwnął głową. Kontynuował więc stęp, początkowo wracając na pierwszy ślad. Zgodnie z poleceniem zaoferował koniowi przyjemny, elastyczny kontakt, na dość długiej wodzy, umożliwiającej wygodne niesienie łba. Przede wszystkim jednak prowadził go w łydkach, pilnując aktywnego kroku, z czym ogier nie powinien mieć już problemu - przynajmniej na razie. Korzystając z tego, że byli na hali prawie sami - nie licząc nauki na lonży - swobodnie krążył po jej większej części. Zmieniał kierunek jazdy przez przekątne i półwolty, starając się aby ogier nie pływał między pomocami ani nie kładł się w zakrętach. Nie odpuszczał mu i nie przymykał oka nawet na najmniejszy błąd wiedząc, że Skwarek to wykorzysta. Niezależnie od jego zachowania nie usztywniał się, co było sporym plusem. Mimo tego, że Misbehavin był trudny, a czasem nawet niebezpieczny, nie budził w Tonym lęku, nawet podświadomego. Szczerze mówiąc czasami nawet brakowało mu respektu wobec tych zwierząt. To jednak umożliwiło mu teraz zachowanie rozluźnienia, głównie w dosiadzie; biodrami płynnie podążał za ruchem konia w rytm jego kroku, łydki swobodnie opierały się na bokach gniadego, natomiast ręka pozostawała niezaciśnięta. W stępie przypilnowanie tego wszystkiego nie było trudne.
Jeżeli ogier się wyciszył chociaż trochę, to po chwili od uzyskania tego stanu zakłusował, przykładając łydki do boków. Jeżeli chodzi o jego postawę, to można było dostrzec pewne pogorszenie, a mianowicie tendencję do pochylania się, które jednak nie wpływało znacząco na równowagę bruneta. Miękko i rytmicznie anglezował, nie robiąc dziwnych i niekontrolowanych ruchów. Podobnie jak w stępie, nie trzymał się kurczowo ściany - już po chwili zaoferował Miśkowi jazdę po większych woltach tudzież zmiany kierunków, z uwzględnieniem zmiany nogi.Misbehavin - 2016-03-19, 21:08 Szyja Skwierczyfura pozostawała napięta i przesadnie zaokrąglona mimo dłuższej wodzy, która momentami w związku z jego przeganaszowaniem wręcz wisiała. Póki nie znajdował się blisko drugiego konia, był stosunkowo luźny, ale gdy tylko przyszło mu minąć pracującego nieopodal kasztana, spinał się ponownie, stęp zastępując caplowaniem i tak w kółko. Zmiany kierunku faktycznie pomagały i chociaż tymczasowo odwracały uwagę Misbehavina od lonżowanego konia, dlatego też z czasem zaczął akceptować jego obecność i przy mijaniu go usztywniał się już znacznie mniej. Nadal zachowując czujność i charakterystyczną dla siebie nieufność, powoli zaczynał zauważać starania dosiadającego go jeźdźca, dopiero po kilkunastu minutach przestając uporczywie przyciągać nos do klatki piersiowej, chociaż nadal raczej unikał działania kiełzna. Mimo, że nawet nie zdążyli zakłusować, na szyi Skwarka zaczęły pojawiać się pierwsze krople potu, świadczące o niczym innym, jak o jego zdenerwowaniu. Gdy w ostateczności przyszło im zakłusować, wbrew pozorom nie usztywnił się natychmiastowo. Dopiero po chwili - ponownie w tym samym miejscu co poprzednio, czyli obok pracującego konia, spiął mięśnie, tym razem zamiast chować się obierając inną taktykę - zadarłszy łeb zagryzł się na kiełźnie, starając się w ten sposób przy okazji przejąć kontrolę nad torem ich ruchu. Wątpię, że Tony dawał się wozić, chociaż Misiek zawzięcie o to walczył.Lisa - 2016-03-19, 21:19 Misbehavin niewątpliwie nie był koniem łatwym do jazdy, ciężko go było rozluźnić i oprzeć równo na dwóch wodzach. Obserwując bacznie każdy krok konia i każdy ruch jeźdźca zaczęła ustawiać drążki na kłus.
-Chciałabym żebyś skupił się na rozluźnieniu i oparciu. On jest albo poza kontaktem albo spaceruje z głową w chmurach. Nie siłuj się z nim, bo to nie ma sensu. Spróbuj równego kontaktu na dwóch wodzach, popartego mocną łydką. Musisz się odchylić ramionami nieco do tyłu, żeby zadziałać odpowiednio dosiadem.
-Kontroluj tempo, nie pozwól mu pędzić. Dojedź łydka do ręki, ewentualnie zadziałaj półparadą tam gdzie poczujesz większe usztywnienie. Zależy nam na tym żeby wyszedł jak najniżej szyją i nosem, możesz nawet spróbować powypuszczać go do żucia z ręki.
-Jakby coś było niejasne, to śmiało pytaj !Anonymous - 2016-03-19, 21:43 Spotykając się z problemem przesadnie zrolowanej szyi, pozostawił pysk ogiera w spokoju, nie robiąc ręką nic poza trzymaniem kontaktu. Trzymał ją też na stałej wysokości, raczej nie mając problemu ze wstawaniem wraz z ręką. Obie wodze były równej długości, ale utrzymanie na nich stałego, równego kontaktu wcale już nie było takie oczywiste w momencie, gdy koń na zmianę chował się za wędzidłem lub zadzierał łeb. Takie zachowanie prowokowało go siłowego działania, ale pilnowany przez Lisę nie dał się porwać owej chęci. Niby rozumiał istotę prawidłowego jeździectwa, ale jak to facet z przerośniętym ego czasami się zapominał i robił po swojemu. Póki co jednak słuchał trenerki i naprawdę starał się brać jej rady do serca.
Zgodnie ze wskazówką odchylił więc ramiona do tyłu, ściągając przy tym lekko łopatki, co bardziej go spionizowało, zmieniając nieco środek ciężkości - na bardziej korzystny dla konia. Jego własną równowagę, czy raczej wypracowaną koncepcję równowagi jaką posiadał, trochę to zaburzyło - ale miał też dość wysoką świadomość własnego ciała, więc poradził sobie z tym problemem, ćwicząc 'pamięć' mięśni i przystosowując je do nowego ułożenia.
Jednocześnie też dojeżdżał konia do ręki, aktywizując jego zad i ogółem ruch, ale też uważając, aby nie przesadzić. Znał skłonności Miśka do zapitalania bez sensu, więc wiedział, kiedy mniej więcej odpuścić, a kiedy pocisnąć jeszcze trochę. Jedno jest pewne - nie wlekli się.
Mijając pracującego na lonży konia, zgodnie z podpowiedzią Lisy robił półparadę, nie tylko odwracając tym uwagę gniadego, ale też zachęcając go do rozluźnienia się. Uznał, że to właśnie w tamtym miejscu dochodzi do największego usztywnienia, co było dość oczywiste. Mimo to nie unikał jazdy w pobliżu drugiego konia, bo nie miałoby to większego sensu.
Jeżeli Misiek się rozpędzał w kłusie, przede wszystkim zwalniał go poprzez wolniejsze, cięższe siadanie w siodle, unikając zamykania ręki co mogłoby go sprowokować do ponownego buntu. Miał w pysku stosunkowo mocne kiełzo, bo pelham, więc jego działanie było też wyraźne i z tego powodu nie chciał go nadużywać. Gdyby do tego momentu wszystko szło małymi kroczkami do przodu, zaczął delikatnie masować język konia poprzez pracę na wodzy. Gdyby jednak zaczął w odpowiedzi rolować szyję, automatycznie łydką wysyłał go aktywnie do przodu, niejako kojarząc już fakty jak postępować w takiej sytuacji.
Żadne pytania póki co się nie zrodziły, ale od czasu do czasu spoglądał w stronę Lisy szukając potwierdzenia choćby w tym, czy spełnia jej polecenia i czy koń idzie dostatecznie aktywnie.Lucas - 2016-03-20, 21:33 Nieustannie kontrolował poczynania Nieve, do znudzenia przypominając o piętach, kolanach, łydkach i rękach. Wiedział, że z czasem, gdy poczuję się pewniej na koniu, będzie szło jej o wiele lepiej. Teraz jednak w dalszym ciągu narzucał jej rytm, powtarzając słowo ''hop'' w momencie, w którym miała się unieść.
- Do stępa - zarządził po pewnym czasie, nie chcąc zamęczyć dziewczyny ciągłym anglezowaniem. W owym momencie podpowiedział jej również, że ma usiąść w siodło by dociążyć grzbiet konia i dopiero wtedy zadziałać wodzami. Zapewne nie wyszło idealnie, ale Luc starał się nie czepiać. W razie ewentualnej potrzeby pomógł dziewczynie, komendą starając się zwolnić Ravallo z powrotem do stępa.
- Odpocznij sobie chwilę i spróbujemy jeszcze raz - powiedział, łagodnie na nią spoglądając. Po paru chwilach zapytał, czy jest gotowa i jeżeli dostał zielone światło, poprosił jeszcze raz o kłus. Tym razem chciał by dziewczyna puściła wodze luźno, ręce odciągając do boków. Miał nadzieję, że takim sposobem nakłoni ją do lepszego trzymania się kolanami siodła i osiągnięcia większej równowagi w chodzie.Misbehavin - 2016-03-21, 20:52 /wybaczcie, że to przeciągnęłam, objeżdżanie szpitali mnie trochę wykończyło ;__;
Do rozluźnienia było mu daleko; podjąwszy się walki o przywództwo raczej niechętnie przystawał na wszelkie kompromisy, dlatego po dosyć dłuższej chwili mężczyźnie udało się osiągnąć z gniadym jako-takie porozumienie. Ciężko było to precyzyjnie wyliczyć, ale dopiero za którąś półparadą wykonaną podczas mijania pracującego konia odpowiedział, pokazując pierwsze oznaki względnej uległości. Tak jak wspomniałam, kompromisy były dla niego pojęciem wysoce odległym, niemniej stanowcza ręka jeźdźca w połączeniu z nagłą korektą jego dosiadu (min. w kwestii środka ciężkości właśnie) sprawiły, że Misiek ciut chętniej przystał na propozycję właściciela. Jego tempo było dosyć mocne i chociaż tego można było spodziewać się w związku z jego ogólnym rozkojarzeniem, przypominanie mu o pracy zadu nie było konieczne - można powiedzieć, że od momentu, w którym Tony na samym początku jazdy przypomniał mu o ruchu naprzód, pilnował się pod tym względem na tyle, aby ciągłe upominanie go nie było niezbędne. Wyjątkowo szybko odpowiadał na zabawę wodzą, przy nieco mocniejszych sygnałach ciągnąc nos za pion - to wymagało od dosiadającego go mężczyzny dużego wyczucia, gdyż każdy nieprzemyślany lub zbyt mocny sygnał kończył się przeganaszowaniem i utraceniem tego, co zostało wypracowane w ciągu tych kilku minut.Lisa - 2016-03-21, 21:15 -Dobrze! Coraz lepiej - pochwaliła ich. - Widzisz, jak tylko lepiej zadziałasz dosiadem koń od razu lepiej chodzi. Ma ładną pracę zadu, więc nie musisz się na tym bardzo skupiać. Postaraj się wyczuć jak dojechać go do ręki żeby rozluźniał się do dołu. Nie ma na to gotowej recepty ale idziesz w dobrą stronę.
-Ustawiła drążki na kłus - wskazała po 5 drążków ustawionych na drugich śladach długich ścian i po 3 drążki na przekątnych.
-Zaczniemy normalną ujeżdżeniową pracę, rób przejścia do stępa i zatrzymania, trochę ciaśniejszych kół. W ta jazdę wplataj drągi. Nie chcemy go nakręcić, jedynie skupić na tobie jego uwagę. Zależy nam na tym żeby w dragach pracował szyją i grzbietem, więc możesz delikatną półparadą korygować jego ustawienie. Musi być luźny i w obniżonym ustawieniu.