To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Duża hala

Diego Montana - 2017-01-01, 21:21

W tych zawodach miał aż trzy przejazdy, ale tylko jeden w tej konkretnej klasie. To były ich drugie wspólne zawody, a Diegu zależało na ich starcie. Nie miał jednak pojęcia, że to będzie dla niego jak na razie najgorszy występ na zawodach ever. Jako że start w L był jego pierwszym, pojawił się z rana w stajni pod boksem Latte. Szybko i może nieco za szybko, ogarnął ją za równo w stajni jak i na rozprężalni. W końcu zostali wywołani na czworobok, a Diego skierował tam gniadą klacz. To były ich pierwsze zawody ujeżdżeniowe, więc dał jej czas na oswojenie się z miejscem i atmosferą. Jednak przeczuwał że nie będzie łatwo, klacz się mocno denerwowała i chyba doszedł do tego, że nie miała za sobą zbyt wielu zawodów na koncie. Mógł poświęcić jej więcej czasu na rozprężalni, ale teraz to już musztarda po obiedzie.

Prowadząc ją w korytarzu pomocy i zamkniętych łydkach, wjechał na linię środkową czworoboku przesz otwarte szranki. Utrzymanie jej w jednej kupie nie było łatwe, a Diego również się stresował. Dojeżdżając do X wysłał jej dwie półparady, by w X wysłać jej pełną i zatrzymać klacz. Mimo wysłania klaczy odpowiednich pomocy do tego i wydawałoby się że domknął wszystkie szczegóły, klacz zatrzymała się niechlujnie. Mogłaby mieć lepiej podstawiony zad i lepiej-równiej ustawione nogi, no ale cóż. Diego ukłonił się w kierunku budki sędziowskiej, by zaraz ponownie wypchnąć ją do kłusa z krzyża. Dla pewności podparł przejcie dwu-krotnie ściskając jej boki łydkami, a samo przejście nawet było dość udane. Pojechali dalej na wprost, by przy C skręcić w prawo i wyjechać zaraz narożnik na długą ścianę. Tutaj mieli zacząć serpentynę o jednym łuku. Klacz szła jednak rozkojarzona i nieco głucha na jeźdźca, to znacznie utrudniało im pracę. Starał się ja prawidłowo wygiąć na łukach, ale wychodziły im nieco spłaszczone. Klacz miała opory przed prawidłowym zgięciem, a Diego nie wiedział już czy ma słać mocniejsze czy jednak lżejsze sygnały. Kończąc serpentynę w F. wysłał jej ponownie z dwie półparady. Dociążył znacznie mocniej prawą stronę siodła, by dołożyć mocniej łydki do jej boków i wypchnąć z krzyża do galopu. Przeszła do prawda do galopu, ale samo przejście było nieco zaburzone a galop nieco zbyt płaski. Dojeżdżając do E wysłał jej ponownie dwie półparady by zaraz ściągnąć ją na koło. Starał się jak najbardziej prawidłowo wygiąć ją od wewnętrznej łydki, wewnętrzną wodzą nadając kierunek i zgięcie. Zewnętrzna wodza i łydka domykała oraz pilnowała całości, choć do ideału i tak sporo brakowało. Jakość galopu pozostawała wiele do rzeczenia, a Diego starał się z tym ciągle walczyć. Samo wykonanie koła nie było najgorsze, ale brakowało gdzieś energii i co za tym szło - dobrego samoniesienia. Dojeżdżając do końca koło posłał jej kolejne półparady, przymykając ją w łydkach, odchylając się w siodle i minimalnie ściągając wodzę. Chciał przejścia do kłusa, które oczywiście że nastąpiło. Jednakże pierwsze kroki były stanowczo za wolne, dlatego walczył znów o poprawę jakości owego kłusa. Potem skierowali się dalej na wprost aż do B, gdzie znów ściągnął ją na koło. Nie mniej jednak zaczął od razu anglezować na właściwą nogę, pracując głównie łydkami i wywijając klacz na nim. Jak początek był dobry, to potem zaczęły się lekkie schody. Chłopak zaczął stopniowo oddawać jej wodzę wraz z żuciem z ręki, a klacz podążyła za wędzidłem i nawet nie najgorzej to wyszło. Jednak było oczywiście jakieś ale, klaczy zabrakło równowagi w tym co robiła i całościowo wyszło to raczej średnio. Miała też problem z rozluźnieniem się, co wynikało z braku dobrej równowagi. Nabranie jednak wodzy i powrót do poprzedniego ustawienia, nie był najgorszy i to cieszyło Diego. Po zamknięciu koła pojechali dalej na wprost, by przed A znów wysłać jej półparady i przejść z nią do stępa. Przejście nie było najgorsze ponownie, jednak klacz dość słabo zaznaczała swoje ślady i nieco niedokładnie przekraczała ślady tylnymi - przednie. Potem zjechali na przekątną czworoboku, gdzie Diego oddał jej całkowicie wodzę. Klacz jednak ponownie nie mogła się rozluźnić tylko szła cała spięta, mimo usilnych starań Diego zbaczała też z linii prostej. Powrót do pośredniego tempa i ustawienia również nie porywał, klacz cała była nadal spięta i rozkojarzona. Miała spóźniony zapłon i własne zdanie na każdy temat, co znacznie utrudniało im pracę.

1-8

Chaos Amir - 2017-01-01, 22:08

Zawsze podkreślam, że Chaos nie był złym koniem. Jego wszystkie fochy wynikały z braku ciągłego trening i kontaktu z człowiekiem. Achał po prostu potrzebował osoby, która utemperowałaby go i starała się dojść do wzajemnego zrozumienia. Nie można przecież tylko wymagać, nie dając nic od siebie, prawda? Ponadto ujeżdżenie nigdy nie było jego mocną stroną, a jego budowa wcale nie ułatwiała oswojenia się z tą dyscypliną. W każdym bądź razie, już od samego rana roznosiła go energia, a niewybiegany Chaos, to nieokrzesany Chaos. Tak było i tym razem. Swoje różki zaczął pokazywać już na rozprężalni, gdzie ewidentnie rwał do przodu, znacząco utrudniając Paulowi życie. Porządna rozgrzewka w pewnym stopniu ostudziła zapał ogiera, aczkolwiek nie na długo. Nerwowa atmosfera zawodów i duże skupisko koni na nowo podjudzały w nim demona prędkości, a to z kolei nie wróżyło nic dobrego.
Na linie środkową faktycznie wszedł nabuzowany, ignorując siedzącego na jego grzbiecie Paula. Mocno parł przed siebie, aczkolwiek poruszał się w miarę prosto, co było jedynym plusem w tej sytuacji. Samo zatrzymanie nie było ani perfekcyjne ani nawet ładne, bo gniadosz zaczął stawać wyraźny opór. Zatrzymał się po kilku kroczkach stępa, z podirytowaniem machając łbem na boki. Zakłusował ponownie, gdy tylko nadarzyła się taka okazja, ale jego nastawienie nie zmieniło się nawet w najmniejszym stopniu. Wykorzystywał pomoce płynące od Paula na swoją korzyść, śpiesząc albo ociągając się dla odmiany. Jego niechęć była wręcz namacalna, a publika i pozostałe konie wcale nie wpływały korzystnie na jego zachowanie.
Fakt faktem serpentyna nie wypadła najgorzej, bo gniadosz o dziwo zaczął się trochę wyginać, dzięki czemu nie wypadał z figury. O wykonanie następnego elementu zaś nie trzeba było go prosić ani przez sekundę. Od razu ruszył przed siebie bardzo energicznym galopem, spłaszczając foule i rozciągając się niczym pociąg towarowy. Co prawda Paulowi udało się pohamować nieco zapał Amira, ale było to tylko chwilowe. Póki co nie mógł jednak na nowo rozwinąć skrzydeł, bo został ściągnięty na woltę. Tutaj też próbował nieco uciekać, ale ostatecznie stanęło jedynie na lekko zaburzonym rysunku figury. Powrót do kłusa znowu wymagał od jeźdźca nieco wysiłku, bo achał ani śmiał się dobrowolnie zatrzymać. Po krótkiej aczkolwiek burzliwej wymianie zdań, przeszedł do niższego chodu, którego jakość pozostawiała wiele do życzenia.
Na kolejne koło wszedł bez zbędnej szarpaniny, ale żucie z ręki w jego przypadku było jedynie mało śmiesznym żartem. Minimalnie zszedł z łbem w dół, nie mając na to większej ochoty. I nic nie było w stanie przekonać go do zmiany nastawienia, bo uparł się jak osiołek i koniec. Podniósł się za to momentalnie, ochoczo wracając na ścianę i oczekując dalszych rewelacji. O dziwo do stępa wrócił w miarę ładnie, ale rozluźnienie na przekątnej wyglądało podobnie, co żucie z przed paru chwil. Ogier ani śmiał obniżyć łebka i poruszał się przy tym całkowicie sztywno i niechlujnie. Dopiero powrót do stępa pośredniego zdołał go ożywić, co z kolei powinno ucieszyć jego jeźdźca.

Nearly Perfect - 2017-01-02, 13:37

Mówią, że najlepszą formą treningu są zawody, więc może dzięki nim Perfect, radząca sobie do tej pory lepiej w skokach, poprawi się również w ujeżdżeniu, w końcu była WKKWistką. A może nie.
Od rana była jakby nieco rozkojarzona i zniecierpliwiona. Po śniadaniu kręciła się po boksie, jakby nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Mimo wszystko na nadejście Caroline zareagowała jak zwykle entuzjastycznie. Kobieta przygotowała ją do startu, wyczyściła i osiodłała i zaprowadziła nadal rozkojarzoną i nieco nerwową kasztankę na rozprężalnię, gdzie co prawda rozgrzała się, jednak nadal była rozkojarzona i odrobinę nerwowa. Zbliżała się ich kolej więc kolorowowłosa pozbierała ją do ustawienia i skierowała na czworobok, ku lekkiemu niezadowoleniu klaczy. Każdy ma gorszy dzień,a dziś chyba był jej. Na czworoboku zrobiła się jeszcze bardziej rozkojarzona i nerwowa, publiczność raczej jej nie pomagała.

Wjechały na czworobok w A, kierując się po linii środkowej do X, w międzyczasie Caroline zamknęła Perfect w pomocach i próbowała zadziałać na nią półparadami, które nie odniosły widocznych rezultatów. Perfect nadal była spięta, rozkojarzona i nie reagowała na próby skupienia jej na sobie tak jak można by tego oczekiwać. Już zatrzymanie w X nie wyszło im najlepiej, bo chociaż Perfect zatrzymała się, to bez widocznego prawidłowego kontaktu z jeźdźcem. Stała nieruchomo dopóki Caroline nie ukłoniła się i wypchnęła ją do kłusa roboczego. Ruszenie w tym chodzie było chaotyczne, jednak kasztanka pokłusowała dalej do C, gdzie skręciły w prawo na krótkiej ścianie. Wyjechały kolejno narożnik, a na długiej ścianie czekała ich serpentyna. Dwudziestosiedmiolatka skierowała klacz na serpentynę w M,na początku walcząc z prawidłowym ustawieniem jej łba, poza tym jednak, pomimo nerwowości kasztanki wygięcie na łuku serpentyny jak i tempo przedstawiały się nieźle, chociaż oczywiście idealne nie były. Schodziły z serpentyny pod ścianę, kiedy kolorowowłosa przygotowała selle do przejścia i posłała jej pomoce do zagalopowania pod ścianą na prawą nogę. Perfect co prawda zagalopowała, jednak na niewłaściwą nogę, kontrgalopując. Kobieta musiała ją ściągnąć do kłusa i posłać ponownie mocniejsze pomoce do zagalopowania, które odniosły skutek, chociaż klacz była niezadowolona z owego manewru. Ścięły narożniki, by znaleźć się na długiej ścianie, gdzie w E odbiły na koło w prawo o średnicy 20 metrów. Caroline najpierw przygotowała do elementu ośmiolatkę, następnie posyłając jej mocniejsze pomoce. Na kole Caroline musiała walczyć z rozkojarzoną Nearly, a mimo to kontakt na kole, wygięcie i ustawienie szyi pozostawiały wiele do życzenia, podobnie jak zarys figury. Zamknęły koło wracając pod ścianę. Amazonka przygotowała Nearly do zmiany chodu, prosząc ją o przejście do kłusa. Przejście samo w sobie im się nawet udało a i kolejne narożniki do B pokonały w lepszym stylu niż ostatnio.
Znajdowali się teraz na środku długiej ściany, gdzie w B Caroline skierowała ją znowu na koło w prawo o średnicy 20 metrów. Znowu były problemy z wygięciem na kole, zwłaszcza przodów, ale klacz ochoczo zeszła w dół, podążając za kiełznem. Gorzej, że nie chciała go żuć, raczej zagryzając się na nim, a powrót - nabranie wodzy przez kobietę również nie był najlepszy., bo zbyt gwałtownie wróciła do pierwszego ustawienia szyi. Zamknęły koło, którego rysunek również był zaburzony i ruszyły dalej pod ścianą. Zjechały pod krótką ścianę, gdzie z kolei kobieta posłała jej pomoce do przejścia do stępu pośredniego. Przejście znów zaburzone, ale jakość stępa była dość dobra, kasztanka wyraźnie zaznaczała kroki, znów jednak widoczny był brak kontaktu. Pokonały kolejny narożnik i kolorowowlosa skierowała klacz w K na przekątną czworoboku. Na przekątnej Caroline oddała jej wodze i starała się ją prowadzić stępem swobodnym po linii prostej. Tym razem obyło się bez większych trudności i niespodzianek. W M schodząc z przekątnej przywróciła selle francais do poprzedniego ustawienia, prosząc o stęp pośredni - i ten element im się udał.

Siviento - 2017-01-02, 17:23

Po powrocie na ściną ogier uniósł łeb z powrotem do góry, od razu ustawiając się na kontakcie. Powoli przeżuwał wędzidło w pysku, jedno ucho mając skierowane w kierunku kobiety. Nie odwróciło to jednak jego uwagi od budki sędziowskiej, przez którą wszystkie jego mięśnie powiedziały jedno głośne 'nie' i się usztywniły, przez co przejście do kłusa było rozchwiane i sztywne. Odgiął się od budki tak, żeby znaleźć się od niej jak najdalej, przejście bliżej tej strasznej konstrukcji było teraz dla niego czymś nie do przyjęcia, bo zwyczajnie bardzo mu się nie podobała. Siedzący w niej sędzia wcale nie wyglądał przyjemniej. Jednak im dalej się od niej znaleźli tym jego chwilowa niesubordynacja stawała się mniejsza, aż ostatecznie wrócił na ślad. Wyjechał na kolejną serpentynę, wykonując w niej jeden łuk, po czym wrócił z powrotem na ślad. W narożniku przeszedł do galopu i o ile samemu przejściu nie można było nic zarzucić, to jakość pozostawała bez zmian. Gniady jednak robił co mógł, więc nie można było powiedzieć, że się nie starał. Debiut nie szedł mu najgorzej, najwidoczniej odziedziczył po ojcu wiele dobrych cech, które z upływem czasu dadzą jakieś rezultaty podczas zawodów.
W połowie długiej ściany czterolatek wyjechał na koło o średnicy dwudziestu metrów, w którym sumiennie wyginał swoje gniade ciało, próbując jak najlepiej się wpisać w jego kształt. Zaokrąglił swoją szyję, na tyle na ile mógł i wydając z siebie ciche parsknięcia zakończył koło w miejscu, w którym je zaczął. Po powrocie na ścianę przeszedł do kłusa, w literze E skręcając w lewą stronę. W B skręcił w prawo, na koniec w A wyjeżdżając na linię środkową. W X przeszedł do stój, co wyszło mu znacznie lepiej niż na początku, po czym opuścił czworobok stępem.


zt

Paul - 2017-01-02, 19:52

Paul starał siebie i jego ogarnąć, ale jednak wcale nie było to takie proste. Wyjechali kolejny narożnik i wyjechali na krótką ścianę, skupianie go na sobie nie należało do łatwych i nie wspominając o ogólnym prowadzeniu go po czworoboku. Dojeżdżając do środka krótkiej ściany, przygotował a raczej starał się przygotować do kolejnego przejścia. Zamknął go w łydkach i minimalnie wysunął ręce w przód, by wypchnąć gniadosza do kłusa. Przejście oczywiście było nieco zaburzone, ale jeszcze nie najgorsze. Natomiast koń znowu nabrał niebezpiecznie tempa, a Paul miał pełno problemów by to skorygować. Na bliźniaczo podobnej serpentyny co poprzednio, mieli nieco mniej problemów. Oczywiście tempo nadal pozostawało wiele do rzeczenia, a i wygięcie odbiegało od ideału. Jednak w ostatecznym rozrachunku Paul nawet był zadowolony, domykając ową figurę znów przygotował go do nowego zadania. Przesunął zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną pozostawił na popręgu i wypchnął Chaosa z krzyża do galopu na lewą nogę. Przejście było znowu nieco zaburzone, a tempo ponownie nieco za szybkie. Jednak udało mu się to jakoś skorygować na tyle, by można uznać to za nawet całkiem dobry galop. Pokierował go tak aż do B, gdzie ściągnął go na kolejne koło. Ponownie wywinął go od wewnętrznej łydki, zewnętrzną pilnując jego zadu - starając się. Wewnętrzną wodzą nadawał mu kierunek i zgięcie w potylicy, zewnętrzną domykał i pilnował wszystkiego. Walczyli o utrzymanie dobrego tempa, a koło wyszło nieco niedokładne - lekko zaburzyli jego rysunek. Zaburzyli podobnie jak wcześniej i wszystko, to żadna nowość jak to mówią. Zamknął koło i przygotował go na kolejną zmianę, poprosił go o przejście z powrotem do kłusa. Oczywiście przejście wyszło im szarpane i stanowczo kłus był za wolny, ale już praktycznie kończyli przejazd. Dojeżdżając do E skręcili w lewo i na wprost do B, gdzie zakręcił ogiera na prawo i wrócili na ścianę. W A wykręcili ostatni łuk na linię środkową i skierowali się do X, walczyli cały czas o lepsze tempo - jednak bez skutku. Było albo za wolne albo za szybkie, a cały przejazd daleki do ideału. W końcu w środkowym punkcie pełna parada poprzedzona mniejszymi wcześniej, odchylenie się w siodle i ściągnięcie wodzy oraz zablokowanie krzyża. Zatrzymanie nastąpiło po kroku w stępie, ale samo ustawienie nawet nie najgorsze. Ukłon i zjazd na długiej wodzy z czworoboku, potem oddał go w ręce luzaka bo czekał go drugi przejazd.

z.t

Amelie - 2017-01-02, 21:20

Po pomyłce w takcie stępa pośredniego Amelie starała się, żeby błędu nie powtórzyć, utrzymać klacz w ustawieniu i jakoś prowadzić ją dalej, miała nadzieję, że z lepszym skutkiem niż dotychczas. Pokonując kolejny narożnik znaleźli się pod długą ścianą, gdzie zaraz w K wrócili do stępa swobodnego i zeszli na przekątną. Tym razem nie zdarzyła im się wpadka z taktem, jednak przekątna wyszła im nadal krzywo. Białowłosa nadal miała problem z usztywnionym grzbietem First Night i jej rozglądaniem się na boki. Po zejściu z przekątnej w M wrócili do stępu pośredniego, dziewczyna dodając kolejne pólparady, mając nadzieję, że to bardziej skupi gniadą na niej. Krótko po przejściu do stepa pośredniego ponownie zdarzyła im się pomyłka w takcie, ale potem przynajmniej udało im się bez większych problemów, przynajmniej dopóki poruszali się stępem pośrednim. Dwudziestolatka przynajmniej pilnowała energicznego kroku, zaznaczania kroków i żeby ślady tylnych kopyt nieco przekreślały ślady przednich. Przypilnowała klacz na kolejnym narożniku, usiadła głębiej w siodło i posłała kolejne półparady, zapowiadające przejście. Napięła krzyż, pochyliła się nieco do przodu i dodała łydki, odsyłając achałkę do kłusa roboczego, od początku starając się wypracować równe tempo, co nie do końca jej się udało. Znów pod długą ścianą w H zboczyli na serpentynę o jednym łuku. Tak jak poprzednio cofnęła jedną łydkę za popręg, drugą zostawiając na popręgu, pilnując wygięcia wokół jej łydki podczas łuku, pilnując właściwego kształtu serpentyny. Udało jej się nawet utrzymać sześciolatkę w równym tempie, chociaż odrobinę skupioną na jej osobie.
Wrócili pod ścianę w K, Halley od razu posyłając First dodatkowo półparady, by przejść z nią do galopu. Znów cofnęła nieco jedną łydkę za popręg, napięła krzyż, dodała łydki i ewentualnie nieco wypchnęła First do galopu roboczego z lewej nogi. Starała się utrzymać aktywne, równe tempo. Przypilnowała ją na narożnikach, w ten sposób pokonali krótką ścianę i znaleźli się pod długą. Znów półparady przygotowujące do kolejnego ćwiczenia i głębszy siad w siodle, po czym jasnowłosa skierowała gniadą na koło w lewo o średnicy 20 metrów. Nakole pilnowała jej wygięcia łydkami, wodzami nadając kierunek i zgięcie w potylicy, jednocześnie starając się utrzymać ją w równym tempie i ustawieniu, co wyjątkowo im się udawało. Więcej trudności miała z nadal trochę usztywnionymi plecami klaczy, które utrudniały jej właściwy dosiad i z jej rozglądaniem się na boki. Zamykając koło posłała achał tekince kolejne półparady, dodając jej następnie łydki do kłusa roboczego i od razu się pilnując, jeśli chodzi o tempo, a konkretnie o to, żeby było równe. Mimo to zdarzały i się szarpanie tempa i jego nierówność. Wyjechały dokładnie narożniki. W E Niemka skręciła z sześciolatką w lewo, potem znowu w B w prawo.
Ostatni narożnik i krótka ściana nadal miały problemy od czasu do czasu z równym tempem. W A wjechały na linię środkową, na której Mel pilnowała First Night łydkami. Przed X wysłała kilka półparad, potem zablokowała krzyż i posłała gniadej pełną paradę, zatrzymując ją mniej więcej równo w X. Ukłoniła się i dalej sprowadziła klacz z czworoboku stępem na luźnej wodzy. Ich pierwsze wspólne zawody trudno byłoby uznać za udane, ale może w przyszłości będzie tylko lepiej

zt

Caroline Hathaway - 2017-01-02, 22:54

Caro gdyby mogła to by się pewnie pod ziemię zapadła, ale jednak było to nieco problematyczne. Nie chciała jednak łatwo rezygnować i się poddawać, dlatego twardo brnęła naprzód. Po powrocie na ścianę wyjechały kolejny narożnik i znalazły się na krótkiej ścianie, gdzie kobieta uprzedziła ją o nowym zadaniu. Co prawda miała problemy z komunikacją i idealnie nie było na łączu koń-ludź, to na parę sekund udało jej się ją ogarnąć. Zamknęła ją w łydkach i wypchnęła z krzyża do kłusa, przejście było nieco zachwiane ale i nie najgorsze. Wyjechanie kolejnego narożnika i przygotowanie do drugiej serpentyny o jednym łuku. Kobieta z racji słabej komunikacji z klaczą, miała problem z prawidłowym wygięciem łba klaczy. Nie mogła ją pod odpowiednim kątem zgiąć w potylicy, co zaburzało ogólny zarys wyjeżdżania łuku na serpentynie. Jeszcze jako tako zad udało jej się dopilnować, ale z przodem było zdecydowanie ciężko. Skończyły serpentynę w K i pojechały na wprost, gdzie kobieta przygotowała klacz zaraz do nowego zadania. Przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną pozostawiła na popręgu i wypchnęła Perfect z krzyża do galopu na lewą nogę. Oczywiście klacz znów odwaliła swój poprzedni numer, wchodząc w kontrgalop. Caro znów nieco mocno ściągnęła ją do kłusa, ponawiając swoje pomoce tylko mocniejsze. Kolejne przejście było pozbawione harmonii i płynności, ale przynajmniej na właściwą nogę. Potem pojechały dalej na wprost aż do B, gdzie ściągnęła ją ponownie na koło. Użyła wtedy ponownie mocniejszych pomocy, mając nadzieje że pójdzie im lepiej niż wcześniej. Wewnętrzna łydka na popręgu i dociśnięta do niego, zewnętrzna za i pilnująca zadka. Natomiast była walka o kontakt, prawidłowe wygięcie w szyi i nie zaburzeniu zarysu koła. Oczywiście ponownie nastąpiła walka o prawidłowe wygięcie w szyi, co nieco zaburzyło rysunek koła. Zamykając koło już szykowała ją do kolejnego elementu programu, przejścia do kłusa. Mniej więcej w połowie spięła nieco krzyża, odchyliła się lekko w siodle i minimalnie ściągnęła wodzę. O dziwo nie było to najgorsze przejście do kłusa, a sam kłus i nie był zły. Poprowadziła ją do E, gdzie odbiły w lewo i potem po prostej do B. Tam natomiast w prawo i kierunek linia środkowa w A, gdzie mocniej przymknęła ją w łydkach by jechała po linii prostej. Przed X wysłała jej kilka półparad, a w punkcie pełną paradę. Zablokowała krzyż, odchyliła się mocniej w siodle, ściągnęła wodzę i zamknęła łydki do końca na jej bokach. Zatrzymanie naraz z podstawionym zadem, lekko odstawiony był jeden z tyłów. Nie zapominajmy o dalszym braku prawie kontaktu z ręką jeźdźca, więc ukłon i zjazd na długiej wodzy. Potem oddała ją w ręce luzaka, a sama poszła na drugi przejazd.

z.t

Amelie - 2017-01-03, 13:31

Carthago czekał na nią na myjce, już przygotowany do zawodów, wyczyszczony i osiodłany przez luzaka. Amelie ponieważ sama była mniej więcej gotowa poświęciła chwilę na przywitanie z siwkiem, po czym stwierdzając, że wszystko ma odwiązała ogiera i zaprowadziła na rozprężalnię. Tam rozgrzali się w każdym chodzie z mniej i bardziej skomplikowanymi figurami i ćwicząc przejścia. Gdy przyszła na nich pora nabrała wodze na kontakt i skierowała holendra na czworobok, pilnując go łydkami i posyłając kilka półparad, żeby jak najlepiej przygotować go do ich startu.

Wjechali na czworobok w A, kłusem roboczym. Białowłosa przypilnowała Carthago łydkami, żeby trzymał się linii prostej. Zbliżając się do X usiadła jeszcze głębiej w siodle, posłała siwemu kolejne półparady i zablokowała krzyż, posyłając mu pełną paradę, przez co ogier zatrzymał się w X, może tylko nieco krzywo ustawiając przednie kończyny. Ukłoniła się i trzymając go nadal na kontakcie dodała mu łydki, prosząc o ruszenie dalej kłusem roboczym. Dojeżdżając do C ładnie wyjechali zakręt w prawo. ścięli dokładnie narożnik i znaleźli się pod krótką ścianą. Jak na razie szło im całkiem dobrze, dziewczyna była dość opanowana i skupiała się póki co na równym, aktywnym tempie. W B skręcili w prawo, by przejechać przez środek czworoboku i w E tym razem skręcić w lewo, znów pod długą ścianą. Kolejny narożnik i na krótkiej ścianie w A zjechali na linię środkową. Czekał ich trudniejszy element jakim było ustępowanie od łydki, więc wcześniej posłała holendrowi półparady. Jedną łydką działała na popręgu nadając ruch naprzód, druga za popręgiem nadawała ruch w bok. Wodzami nadawała zgięcie w potylicy i jednocześnie utrzymanie prostej szyi, cały czas starając się też o utrzymanie równego tempa. Wrócili pod ścianę, wyjechali kolejny narożnik i znaleźli się na krótkiej ścianie Przed C Amelie znów posłała Cartowi półparadę, przygotowując go do przejścia. Usiadła głębiej w siodle, cofnęła jedną łydkę za popręg, dodała łydki i napięła krzyż, prosząc siwego o przejście do galopu roboczego z lewej nogi. Jak dotąd nie miała co narzekać na pracę ogiera, nie odwalało mu i przez większość czasu białowłosa trzymała go w ryzach. Tym razem jednak przejście do galopu było nieco chaotyczne, co zaważyło później na jakości galopu. Kolejny narożnik i kolejny punkt programu. W okolicach H posłała mu półparadę i poprosiła o wyciągnięcie galopu, mając nadzieje, że przy okazji jakość chodu nieco się poprawi. Pilnowała go by nadal poruszał się równym, aktywnym tempem i wyraźnie poszerzał foule kryjąc więcej terenu. Przed V znów półparada, która miała przygotować siedmiolatka do wolty w lewo o średnicy 15 metrów. Nadal wyciągniętym galopem skierowała go na koło, gdzie dalej pilnowała jego tempa, a także ustawienia i wygięcia. Carthago prezentował się w galopie nieco lepiej niż na początku w roboczym, do którego zaraz mieli wrócić. W połowie koła skróciła go własnie do roboczego, poprzednio posyłając półparadę i siadając głębiej w siodle. Wrócili pod ścianę, przejechali pod krótką i znów znaleźli się na długiej, gdzie w F skierowała siwka na przekątną. W okolicach X przygotowała go i poprosiła o przejście do kłusa roboczego, którym spokojnie podążyli dalej i wrócili pod ścianę w H Zaraz jednak w M w podobny sposób dziewczyna przygotowała ogiera do zejścia na przekątną. Zaczęła anglezować, prosząc przez pomoce holendra o wydłużenie wykroku w kłusie anglezowanym. W K znów półparada i przejśie do kłusa roboczego.
Kolejny narożnik i krótka ściana. Zanim dotarli na środek krótkiej ściany dwudziestolatka usiadła głębiej w siodle, znów pólparada, po czym zablokowała krzyż i posłała pełną paradę, zatrzymując się z Cartem w X i utrzymując go w nieruchomości, następnie ruszyli stępem pośrednim, co im wyszło mniej więcej płynnie.

Fabiola - 2017-01-03, 17:06

Przygotowań nic nie zdołało zakłócić i jak zawsze przebiegły sprawnie, pozwalając parze na skoncentrowanie się na rozgrzewce poprzedzającej przejazd. Zima była najprzyjaźniejszą Fabioli porą roku, nie licząc tych pojedynczych dni, kiedy słońce wręcz raziło, odbijając się od śniegu; w Anglii jednak, na szczęście, było ich niewiele. Nic dziwnego, że w dniu dzisiejszym dolegliwości klaczy odzywały się w znikomym stopniu. Na przeszkodzie stanęło jednak co innego - brak obycia w zawodach. Fabiola miała co prawda za sobą już kilka startów, ale wciąż była to skromna liczba; była na samym początku swojej sportowej kariery. Siwej nie trzeba było dodatkowo zachęcać do ruchu, bo chętnie ruszyła kłusem i trzymała tempo, mimo iż była dość mocno zaoferowana otoczeniem. W odpowiedzi na półparady powróciła myślami do Elizabeth, po czym lekkim, swobodnym kłusem w roboczym tempie weszła na czworobok. W połowie linii środkowej wykonała zatrzymanie, które nie było najgorsze; równo ustawiła kończyny i nie wypadła z dotychczasowego ustawienia. Dopiero przy ponownym ruszeniu doszło do drobnego niedociągnięcia jakim było ruszenie przez pojedynczy krok stępa. Dalej jednak kontynuowała całkiem porządny kłus, nawet nie reagując specjalnie na bliskie sąsiedztwo budki sędziowskiej w literze C. Skręciła w niej w prawo, by z narożnika rozpocząć serpentynę o jednym łuku. W jej przypadku można było mówić o sporej precyzji przy jednoczesnym zachowaniu energii i równowagi; figura nie była szczególnie skomplikowana, chociaż usztywnienie klaczy, szczególnie widoczne w potylicy, nie pomagało jej w prawidłowym wyginaniu się. Miało ono także wpływ na zagalopowanie, które miało miejsce w narożniku, w którym skończyły serpentynę; było ono zdecydowanie za mało dynamiczne, ale Fabiola "naprawiła" się po paru foule galopu, zaczynając galopować wyraźnie żywiej i bardziej pod górę. Utrzymując taki galop weszła na koło w połowie długiej ściany, na którym udało jej się zachować prawidłowe wygięcie, nadane przez takie, a nie inne ustawienie pomocy amazonki. Zamykając koło odpowiedziała na kolejne sygnały, które nakłoniły ją do przejścia w dół. Tym razem wyjątkowo harmonijnie, jakby chwila galopu dosłownie odmieniła Fabiolę, pozwalając na wyzwolenie prawdziwego "ja". Nie była w końcu najgorszym koniem. Po przedostaniu się na drugą część czworoboku, w połowie długiej ściany przyszło jej powtórzyć manewr sprzed chwili, lecz w kłusie; o ile udało jej się zachować prawidłowe wygięcie, to dość skromnie wypuściła się w przód i w dół, nie tracąc jednak równowagi. Środek ciężkości odpowiednio pozostał ulokowany z tyłu, dzięki czemu Fabiola zachowała swobodę łopatek w kłusie. Domykając koło wróciła harmonijnie, bez oporu do poprzedniego ustawienia i kontynuowała w nim ruch aż do A, gdzie przeszła do stępa pośredniego, tutaj niestety lekko się usztywniając i "odbijając" od ręki.
Carthago Z - 2017-01-03, 19:22

Kolejne zawody dla siwka nie były żadną nowością. Dopóki mógł i miał z kim to na pewno będzie startował, a przecież był w doskonałej formie. Każde zawody go rozwijały i dodawały nowych sił, więc w dzień zawodów przygotowany do nich przez luzaka czekał cierpliwie na właścicielkę. Przywitał Amelie dość entuzjastycznie, by udać się za nią na rozprężąlnie. Tam odpowiednio rozgrzali się do zawodów, robiąc różne figury i przejścia w każdym chodzie. Gdy ich w końcu wywołali na czworobok, skierował się w odpowiednim ustawieniu w tamtym kierunku.

Wjechali na czworobok w literce A, poruszając się energicznym kłusem roboczym. Poruszał się po wyznaczonej linii prostej aż do X, gdzie wraz z pełną paradą zatrzymał się w miejscu. Idealnie podstawiony zad, widoczny kontakt z ręką jeźdźca i nieco nie równo ustawione przody, ale tyły w idealnej linii prostej. Nie drgnął nawet do momentu wyraźnego sygnału od kobiety, by zaraz jednak ponownie ruszyć kłusem roboczym. Dojechali do C gdzie poprawnie wyjechali zakręt w prawo, ale dla odmiany ścieli narożnik pod krótką ścianą. Pojawili się zaraz na długiej ścianie, gdzie skierowali się do B i skręcili w prawo. Przejechali przez środek czworoboku i dojechali do E, gdzie dla odmiany skręcili w lewo. Kolejne dwa łuki i znaleźli się na linii środkowej czworoboku, by zaraz zacząć nową figurę. Wygiął się odpowiednio od łydek kobiety, by zacząć się poruszać do przodu i w bok jednocześnie. Odpowiednio krzyżował nogi pod sobą, by wraz z powrotem na ścianę wyprostować się na niej. Wyjechali kolejny narożnik i znaleźli się na krótkiej ścianie, by przygotować się do przejścia w wyższy chód. Wysunął lewy przód bardziej do przodu i nieco bez równowagi przeszedł w wyższy chód. Potrzebował chwili by ją ponownie odnaleźć, a potem pojechać dalej na długą ścianę. Tam nastąpił kolejny punkt programu czyli wydłużenie kroku w galopie, które nawet im się udało na prostej. Poszerzył wyraźnie swoje ramy, wydłużając krok i kryjąc większą ilość terenu. W V zszedł na woltę utrzymując nadal wydłużenie kroku, gdzie udało im się poprawnie zarysować jego średnicę. Natomiast w połowie koła wraz z pomocami od dziewczyny przeszedł do roboczego tempa w którym skończyli koło i wrócili na ścianę. Pojechali dalej na wprost aż do F, gdzie wyjechali na przekątną czworoboku. W okolicach X skupił się ponownie na kobicie, by zaraz przejść do kłusa roboczego i w tym tempie wrócić na ścianę w H. Dojeżdżając do M ponownie zeszli na przekątną, gdzie ponownie miał wydłużyć krok. Wyszło mu to całkiem nieźle jak za pierwszym razem, by w K wrócić do roboczego tempa. Kolejno wyjechali narożnik i znaleźli się na krótkiej ścianie, gdzie miało nastąpić zaraz zatrzymanie. Zrobił to oczywiście wraz z pełną paradą, gdzie zatrzymanie było naprawdę dobre i bez większych zarzutów. Po odliczonym czasie w stój, ogier ruszył przed siebie stępem pośrednim.

Bloo - 2017-01-03, 21:43

Bloo stopniowo wdrążał się w zawody, a częste starty sprawiały, że podchodził do tego coraz spokojniej. Co prawda w dalszym ciągu był tym samym, płochliwym koniem, ale wprawne oko bez problemu mogło zauważyć, że srokacz powoli dorasta. Niewątpliwie dużą rolę odgrywała tu właśnie Jess, która dokładała wszelkich starań, by ten mógł się rozwijać.
Sprężystym i bardzo reprezentatywnym kłusem wbiegł na czworobok, wyraźnie skupiając się na sygnałach płynących od Jessie. Na środku, zgodnie z jej wolą wykonał pełną paradę, ładnie wkraczając tyłami pod kłodę. Poczekał, aż brunetka się ukłoni i na nowo ruszył roboczym tempem. I chociaż widział budkę sędziowską już z daleka, to ta i tak wydała mu się jakaś podejrzana. Nie mógł się powstrzymać, by nie zawiesić na niej oka, w razie gdyby zechciała go zaatakować. To z kolei zaowocowało usztywnieniem, ale wystarczyło krótkie upomnienie, żeby znowu skupił się na przejeździe.
Po pokonaniu serpentyny o jednym brzuszku wrócił na ścianę i po otrzymaniu stosownych pomocy zagalopował na prawą nogę. Dzięki staraniom amazonki, która prowadziła swojego podopiecznego w bardzo precyzyjny i profesjonalny sposób, przejście było harmonijne, a srokacz szybko odnalazł się w nowym chodzie. Koło również nie sprawiło mu większych problemu – wyginał kłodę pod wpływem działania łydek Angielki, nie zmieniając przy tym tempa ani swojego ustawienia. Po domknięciu figury wrócił do kłusa roboczego, który początkowo był odrobinę zbyt dynamiczny. Dopiero po chwili nieco ochłoną i unormował tempo, ułatwiając tym samym Jessie jazdę w pełnym siadzie.
Kolejne koło, chociaż inne pod względem wykonania, w ogóle nie zmieniło nastawienia Blooregarda do pracy. Zachęcony pulsacyjnym ruchem ręki swojej właścicielki, zaczął rzuć wędzidło, ładnie rozciągając się do dołu. Przy wyjeździe wrócił do swojej normalnej sylwetki, w dalszym ciągu pozostając skupionym i czułym na pomocy.
Jeszcze kawałek kontynuował jazdę na wprost, by na środku krótkiej ściany przejść do stępa pośredniego, w którym całkiem dobrze się odnajdywał. Stęp swobodny również nie był mu obcy, więc po wjeździe na przekątną swobodnie wyciągnął i obniżył szyję, korzystając z odrobiny luzu.

Anna Ross - 2017-01-03, 22:15

Kobieta prócz startu na kucynkę na zawody zabrała stosunkowo nową klacz w kompleksie Orchardu. Po przejeździe z jedną karą, pojawiła się w stajni po drugą. Dame została wstępnie przygotowana przez stajennego, a kobiecie pozostało się z nią krótko poznać i udać prosto na rozprężalnie. Zazdrościła przyszłej właścicielce dość urodziwego konia, który podobno urzekał swoim charakterem. Anna ledwo ją poznała, wiec trudno było jej coś powiedzieć więcej na jej temat. Kobieta dołożyła wszelkich starań, by porządnie rozgrzać ją do zawodów i przygotować na nadchodzący moment. W końcu zostały wywołane na czworobok, więc Anna skierowała ją tam we wcześniej wypracowanym ustawieniu i kłusem. Miały jeszcze chwilę czasu na oswojenie się z miejscem i atmosferą, co powinno im pomóc w przejeździe.

Stres jednak udzielił im się chyba obojgu. Po rozsunięciu szranek i skierowania klaczy w tamtą stronę, kobieta gdzieś nie dokładnie przymknęła ją w pomocach. Nieco szły sztywno po linii prostej, nie wspominając że minimalnie z niej spływały. Wysłała jej kilka nieco słabych półparad jak się potem okazało, by w X wysłać jej jedną pełną. Kobieta momentalnie spięła krzyż, zamknęła łydki na jej bokach, odchyliła się w siodle i ściągnęła wodzę. Na szczęście zatrzymanie było naprawdę dobre, a ustawienie klaczy nie najgorsze. Miały problem zdecydowanie z komunikacją, ale można to jeszcze jakoś przeżyć. Klacz nieco usztywniona stała w wyznaczonym punkcie, a kobieta się ukłoniła i zaraz wypchnęła ponownie do kłusa. Jazda po linii prostej pozostawiała nadal wiele do rzeczenia, choć obie się silnie starały słabo im to wychodziło. Dojazd do krótkiej ściany i skręcenie w prawo, a potem wyjechanie narożnika. Z racji usztywnienia klaczy które im wciąż towarzyszyło, wyjeżdżanie łuków wychodziło im nieco za płaskie. Anna nie potrafiła dobrze do końca jej wygiąć, co sporo utrudniało w dobrej pracy. Kolejno czekała ich serpentyna o jednym łuku, miały również tutaj problemy z wygięciem się i to głównie w przedniej części klaczy. O dziwo tył zginał się naprawdę dobrze, ale przód nie był najlepszy. Dojeżdżając do F wysłała jej półparady, a raczej starała się. Kobieta zaraz przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną pozostawiła na popręgu i wypchnęła Dame z krzyża do galopu. Samo przejście o dziwo nie było najgorsze, nie licząc może lekkiego usztywnienia. Prawa noga jako prowadząca i pojechały dalej naprzód, aż do E. Tam czekało na nich 20m koło, a kobieta nieco się go obawiała. Kobieta ściągnęła klacz na ową woltę, wywijając ją od wewnętrznej łydki. Starała się zachęcić i odpowiednio wygiąć klacz od wewnętrznej wodzy, ale jej usztywnienie i słaby kontakt ponownie dały o sobie znać. Natomiast zad odpowiednio pracował i się wyginał, a po zamknięciu jazda znów na wprost. Krótko przed narożnikiem posłała jej kolejne półparady i zaraz pomoce do przejścia do niższego chodu. Zamknęła łydki na jej bokach, ściągnęła lekko wodzę i odchyliła się w siodle. Przejście do kłusa nie było najgorsze, oczywiście klacz była nieco spięta i przejście było nieco zaburzone. Po wykonaniu przejścia pojechały dalej do B, gdzie miały znów wykonać koło. Kobieta zaczęła anglezować na dobrą nogę, by przygotować się do wykonania trudniejszego zadania. Oczywiście jak poprawiło im się wygięcie w szyi, a zad oczywiście szedł dobrze to klacz przy oddawaniu wodzy się spięła i niechętnie podążyła za wędzidłem w przód i dół. Powrót do poprzedniego ustawienia był nieco lepszy, ale do ideału nieco brakowało. Pojechały aż do A, gdzie ponownie poprosiła ją o przejście do niższego chodu. Przejście oczywiście nieco zaburzone, ale stęp był naprawdę całkiem niezłej jakości. Kolejno wyjechały na przekątną czworoboku w K i kierowały się do M, kobieta już na początku przekątnej oddała jej wodzę i poprosiła o stęp swobodny. Jedynie łydką utrzymywała ruch naprzód, klacz natomiast zeszła głową ale nadal była dość usztywniona i nie pewna. Co przeniosło się na efektowność samego stępa, jak i na jej ogólną postawę i wrażenie. Dojeżdżając do końca przekątnej pozbierała ją do poprzedniego ustawienia, wracając do pośredniego stępa.

1-8

Jonah Wrens - 2017-01-03, 23:40

Może nie było idealne, a jedynie z kołem może było spokrewnione ale i tak mocno się cieszyłem. Wszystko było do wypracowania, jednak sam fakt, że był w stanie bez zbędnej paniki w rytmie wejść w jakieś tam kształty, a nie tylko opierać się na ścianie i prostej. Byłem z niego dumny, więc po przejechaniu długiej ściany zwolniłem go do stępa. Używając do tego dosiadu, plus lekko dołożonych do boków łydek i zewnętrznej wodzy. Wprowadziłem go na koło, w tym chodzie pilnując bardziej kształtu i śmielej prowadząc go zarówno dosiadem jak i łydkami. W razie gdyby zaczął bać się zamknięcia w moich nogach to od razu robiłem mu więcej luzu i zaczynałem wszystko od nowa. Starałem mu się jednak pokazać, że nic mu krzywdy nie zrobi. Tak czy inaczej prowadząc go cały czas po kole, czekałem na moment, aż zacznie ono wyglądać coraz lepiej i dopiero wtedy poprosiłem go o zakłusowanie na tym samym kole. Starałem się mieć jak najmniejszą styczność ze ścianą, chcąc go bez żadnej podpory prowadzić po wolcie, tak żeby zdał się na mnie. Po chwili roboty na rzekomym kole, zwolniłem go ponownie do stępa i zmieniłem kierunek, aby w drugą stronę pobawić się tak samo.. Coby od samego początku równomiernie rozkładać pracę.
Luke - 2017-01-04, 00:09

W ramach wyświadczenia przysługi koleżance brunet dosiadł podczas tych zawodów niedawno zajeżdżonego czterolatka własności Aaren, na którego, swoją drogą, swojego czasu także miał chrapkę. Dzisiaj miało okazać się, czy powinien żałować, że nie uprzedził panny Vaugier w kupnie Otello, czy też cieszyć się z wyboru innego młodego konia, chociaż nie da się ukryć, że gdyby gniadosz był pod jego skrzydłami, mógłby przecież chodzić inaczej niż chodził na dzień dzisiejszy, w końcu został wysłany na zajeżdżenie do zakładu treningowego a Luke zrobiłby go sobie sam pod siebie, albo lepiej, albo gorzej. Teraz jednak nie miało to większego znaczenia, zawodnik musiał się skupić w pełni od pierwszych sekund spędzonych w siodle, bowiem młode konie najczęściej są bardzo wymagające, szczególnie w nowych sytuacjach takich jak na przykład udział w pierwszych zawodach.
Na rozgrzewce z początku było gorąco z powodu obecności innych koni, jednakże zawodnik zajął gniadosza różnymi ćwiczeniami gimnastykującymi, przejściami i łukami, sprawdzał reakcje młodego wierzchowca na pomoce aby być w stanie poprowadzić go w miarę możliwości najlepiej po jego pierwszym czworoboku. Do zadania podszedł profesjonalnie i oczywiście rozgrzał odpowiednio rumaka, jednocześnie go nie męcząc, tak aby przejazd nie musiał tracić na jakości z powodu opadających sił. Ogier wyraźnie chciał iść w wysokim ustawieniu, jednakże Luke w miarę możliwości prosił go o większe zaokrąglenie szyi i opuszczenie głowy, bo w ten sposób przynajmniej mógł liczyć na większe rozluźnienie grzbietu. Po krótkiej przerwie od rozprężenia a na kilka minut przed startem rozruszał go ponownie, przećwiczył zatrzymanie z kłusa oraz ruszenie kłusem a także przejścia kłus-stęp oraz galop-kłus, tak żeby lepiej utkwiły one w głowie ogiera a nie po to, by go jeszcze zamęczać.
Na halę wjechał na ogierze stępem, chcąc by ten w spokoju mógł wszystko na niej zobaczyć. Kiedy poprzednia para zakończyła przejazd, Luke nabrał wodze na wyraźniejszy kontakt, zaprosił gniadego do kłusa by następnie spróbować go ustawić niżej (choć w takiej sytuacji pewnie z marnym skutkiem, bo Otello na pewno wielu strasznym rzeczom się przyglądał) i zabrać na rundkę wokół czworoboku. Od samego początku dbał o aktywne, robocze tempo, starał się robić wszystko, by ogier szedł ustawiony na jego pomocach, by był przede wszystkim uważny na to, co robi jeździec.
Początki bywają trudne i takie też okazało się samo wjechanie na czworobok, tutaj Luke musiał bardzo wyraźnie ograniczyć możliwość ucieknięcia w bok Otella i jednocześnie impulsem łydki oraz pracą bioder bardzo sugestywnie wskazać mu kierunek jazdy - do wnętrza, w stronę litery X. Do tego momentu mocno go pilnował i o ile młody nie rozkojarzył się mimo półparad, to zatrzymanie wyszło w punkt, chociaż może nie równo na czterech nogach, ale przynajmniej w miarę prosto. Brunet ukłonił się z lekkim uśmieszkiem by następnie sprawnie nabrać wodze i pomocami wypchnąć ogiera do kłusa na wprost do litery C. Kilka metrów przed ścianką ustawieniem głowy i półparadą zasugerował kierunek następującego zaraz zakrętu w prawo, podczas którego, jak i z resztą każdego innego, wyginał go wokół wewnętrznej łydki, pilnując zewnętrzną zadu, z kolei zewnętrzna wodza uważała na ograniczenie łopatki a wewnętrzna zginała delikatnie potylicę. Niedługo pozostali na śladzie bo już w M miała rozpocząć się droga po lekkim łuku w stronę X a następnie F, na którym także wygiął go nieprzesadnie, nie chcąc dopuścić do ewentualnego spływania na boki przy braku ograniczenia od strony ściany. Kiedy powrócili na ślad w F, Luke już rozpoczął przygotowanie do zagalopowania: kilka półparad i ustawienie w prawo z racji narożnika - tutaj jednak też nie przesadzał, chciał, żeby gniady miał niezachwianą równowagę i nie szedł krzywo kiedy już brunet przesunął lewą łydkę za popręg i dając mu nieco miejsca na wodzy wypchnął go energicznie do galopu zarówno biodrem, jak i impulsem od wewnętrznej łydki, w razie czego ponawiając pomoce jeśli ten zawahał się z wejściem w wyższy chód, chociaż właściwie był dosyć pobudzony więc o to się Sugarman nie powinien raczej martwić. Pilnował wyprostowania na tyle bardzo, że z tego skupienia nad nim nieco za wiele luzu pozostawił młodemu, przez co kontakt był nieco zbyt swobodny a ekspresja galopu mogła się trochę obniżyć, brunet nie przypilnował wystarczająco dążności do przodu i przede wszystkim większego zaangażowania zadem, co spróbował poprawić gdy już wjeżdżali na koło przy E. Możliwe, że nie uzyskał wymarzonego efektu, ale na pewno polepszył sam kontakt by nie był taki nijaki, dzięki czemu przejście do kłusa po powrocie na ścianę odbyło się jeszcze przed H, chociaż zapewne nie należało do najbardziej płynnych w karierze zawodnika z młodymi końmi. Niemniej jednak dzielnie podążał za ruchem konia, prawidłowym dosiadem tylko umożliwiając Rohanowi swobodny, aktywny ruch a nie go blokując. W kłusie wzdłuż ściany prowadził go aż do B, w którym zaczął zabierać go na koło i anglezować, wcześniej oczywiście zerkając na łopatkę by zacząć od razu na dobrą nogę. Ze względu na rozemocjonowanie Otella poprosił go jedynie o powściągliwe wykonanie żucia z ręki, co prawda przesuwając rękę do przodu i nieco w dół oraz impulsem od łydki wskazując mu drogę do wędzidła, jednak wolał utrzymać kontakt i kontrolę niż pozwolić się młodemu rozleźć, oczekując zbyt wiele. Wobec tego przed B bez większych problemów zaprosił go do poprzedniego ustawienia by następnie pokierować go dalej na ścianę i powrócić do wysiadywania kłusa. W narożniku zaczął przygotowywać go na nadchodzące przejście do stępa, półparadami chcąc zwrócić jego uwagę na następujące po nich sygnały zwalniające.

Jonah Wrens - 2017-01-04, 01:31

Zaczynałem powoli pojawiać się na czworobokach, może bardziej ze względu na konia niż samego siebie? Nie ukrywałem jednak, że bawię się tymi wszystkimi figurami, nadal większą frajdę mając ze skoków. Jednak chciałem rozwijać ogiera wszechstronnie, skoro ewidentnie miał do tego warunki.
Przygotowałem go przed zawodami, upewniając się, że w dzień zawodów nie zastanę go brudnego, bądź ze zgubioną podkową. Stąd wyczyszczony siwek z zaplecionymi koreczkami i ubrany w biały czaprak z czarną lamówką. Szalejąc w postaci podwójnego, opadającego naczółka, aż sam się od siebie uśmiechnąłem. Po założeniu cylindra i podpięciu ostróg do oficerek zabrałem siwka na rozprężalnie, zabierając się za rozgrzewkę ogiera, która polegała na rozluźnieniu Shocka i uczuleniu go na zmiany, czyli tak zwaną przepuszczalnością.

Już przed wjazdem na czworobok miałem problemy z siwkiem, który znowu przypomniał sobie o swoim strachu przed białymi płotkami. Teraz zaczął mi tańcować i odsuwać się od ogrodzenia, wyraźnie się tym denerwując. Odruchowo zacząłem z nim gadać i łydkami zachęcać do ruchu naprzód, nawet gdzieś przewinęło się pogładzenie jego szyi, choć na to za dużo czasu nie miałem. Najwięcej co mogłem zrobić dla Shocka to zachować spokój i się rozluźnić mimo jego niepewności i strachu. Znaliśmy się już trochę, więc nie chciałem go nakręcać, a uspokoić stąd moje luźne podejście do jego ucieczek. Zresztą jechaliśmy tutaj po doświadczenie, a nie podium. To była dla mnie zabawa, więc nie zamierzałem się wściekać o byle co.
Jako pierwszy sukces zaliczyłem wejście roboczym tempem na czworobok. Czułem, że ogier jest niestabilny i zamiast śmiało oprzeć się o wędzidło, to kombinował co miałem jeszcze w tym momencie pod kontrolą i za bardzo nie rzucało się to w oczy. Asekurując go zamkniętymi łydkami, zablokowałem dosiad, lekko cofając plecy i zamykając dłonie na wodzy. Zatrzymanie wyszło ładne, aczkolwiek do idealnych nie należało, nie mniej jednak uśmiechnąłem się pod nosem i ukłoniłem sędziom. Chwytając wodzę ponownie w obie dłonie, zrobiłem krótką półparadę, a następnie posłałem siwego do kłusa znowu roboczego. Utrzymując prostą linię ruchu ogiera, podpiąłem całokształt pod coś, co było dobre.. jednak liczyłem się z tym, że nie zostaniemy wysoko ocenieni już na wejściu. Najgorsze jednak dla siwego znowu weszło na tapetę, a ja zostałem zrzucony na drugi plan. Mimo moich chęci i zachęcania ze strony łydek, ogier widocznie się wycofał zaburzając tym samym rytm kłusa, gdyż znowu straszne płotki znalazły się blisko holsztyna. Cierpliwie dopchałem go jakoś jak najbliżej ogrodzenia, wjeżdżając na krótko, na pierwszy ślad długiej ściany, gdyż odbiliśmy od M zaczynając serpentynę. Shock zapomniał o płotkach i pozwolił się prowadzić we właściwym tempie roboczego kłusa, co jednak znowu zgubiliśmy gdy na linii środkowej w X odbiliśmy ponownie w stronę płotków. Tutaj ponownie został zakłócony rytm kłusa, w którym musiałem dopchać Holendra do ogrodzenia, na które i tak nieufnie patrzył. Na zakręcie między F i A posłałem mu krótką półparadę, na którą zwrócił uwagę i zagalopował na poprawną nogę, jednak do ideału zabrakło tej pewności i oparcia na wędzidle, którego przy samym przejściu właśnie zabrakło. Tutaj po raz pierwszy ogier zdradził, że mimo wykonywanych elementów, dalej na pierwszym planie jest otoczenie, a nie ja. Nie przejąłem się tym zbytnio i jakby nigdy nic kontynuowałem przejazd przed połową długiej ściany ponownie zwracając uwagę siwego na siebie. W E odbiłem w prawo, by zrobić koło na całą szerokość czworoboku. Zachowując kształt, rytm i o dziwo uzyskując oparcie się na wędzidle holsztyna, który zaczął chętniej podążać w stronę mojej ręki niż do tej pory. Nawet gdy zbliżyliśmy się do szranek, ogier skupił całą uwagę na mnie i dzięki temu zachowaliśmy rytm i wróciliśmy z powrotem na długą ścianę. Byłem dumny z ogiera, że odpuścił przyglądanie się ogrodzeniu i skupił się na mnie, co ewidentnie poprawiło całokształt naszego przejazdu. Po wyprostowaniu ogiera, znowu półparada i zamknięcie pomocy jakimi były łydki, dosiad i ręka, którą jednak używałem zdecydowanie lżej. Nie zapomniałem też o cofnięciu pleców, aby pomóc Holendrowi z zachowaniem równowagi co wyszło nam na plus. Shock wykonał bardzo ładne przejście, zachowując równowagę i zostając z ustawioną głową. Mogłoby się zdawać, że dobra passa będzie się ciągnęła dalej, jednak wszystko rozpadło się na milion kawałków przy kolejnym elemencie. Tak samo jak wcześniej przed połową długiej ściany zrobiłem półparadę, aby przygotować ogiera do zadania, a gdy już zaczęliśmy odbijać od szranek, ogier zgubił rytm ruszając do przodu, a tym samym zgubił wcześniej złapany kontakt z moją ręką, co było bardzo wyraźne. Próbowałem mimo tego zrobić żucie, jednak zamiast tego ogier stracił zainteresowanie moją osobą i ignorował sygnały. W dodatku oprócz utraty rytmu gdzieś wpadł, gdzieś wypadł tracąc kształt koła. Nic też nie dało ponowne wrócenie na stabilniejszy kontakt, a wyprostowanie ogiera nic nie dało, gdyż ten zaczął się wykrzywiać w potylicy zerkając na szranki. Jedyne co udało mi się uzyskać to kompletne wyprostowanie ogiera i lekkie rozluźnienie. Rytm i wykrok stracił mocno na jakości, przez co przejście nie było płynne i poprawne. Ignorując sam fakt przejścia, podtrzymywałem go łydkami w stępie pośrednim, prowadząc go do przekątnej, na której ogier ponownie zwrócił na mnie uwagę. Oddając mu wodzę pozwoliłem mu na rozciągnięcie szyi i więcej luzu co jak się okazało przydało się Shockowi. Byłem trochę zaskoczony jego nieregularnością jednak uparcie dalej pracowałem, dążąc do jak najlepszego prowadzenia ogiera. Co na szczęście opłaciło mi się w stępie swobodnym jak i przejściu w tempo pośrednie. Wracając na ścianę, poprowadziłem go po zakręcie i do środka krótkiej ściany przygotowałem go do kolejnego zadania. Będąc już na połowie krótkiej ściany, ogier był przygotowany do przejścia, które właśnie robił. Samo w sobie przejście nie było złe, jednak tyłka nie urywało, więc również tutaj na pewno punkty poleciały w dół. Jak się miało okazać prowadząc go na serpentynę, która była odbiciem lustrzanym poprzedniej przebiegła w ten sam sposób ze strony konia. Uciekając od szranek i niechętnie do nich wracając, gubił rytm nie zachowując płynności całego elementu. Po powrocie na ścianę i wyprostowaniu ogiera, zaprosiłem go ponownie do galopu, tyle że na lewą nogę. Na te przejście również siwy odpowiedział bezbłędnie i ruszył galopem starając się jeszcze odnaleźć wędzidło przez co była zachwiana lekko równowaga. Po przejechaniu prawie połowy czworoboku, odbiliśmy w lewo na woltę, o szerokości 20m, która poszła nam w miarę. Co prawda zachowaliśmy kształt koła, jednak tutaj ponownie kontakt z moją ręką zszedł na dalszy plan. Przez co element wyszedł gorzej, niż na to zasługiwał. Po powrocie z koła na ścianę, wyprostowałem ogiera i wycofałem plecy zamykając pomoce i prosząc go o przejście w dół, które o dziwo wyszło płynnie i dobrze. Prowadząc go w kłusie roboczym do połowy długiej ściany, gdzie w E odbiłem na zmianę kierunku i prowadziłem go po prostej, aż do B, w którym pojechaliśmy na prawo. Całość wyszła nam dobrze, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto było walczyć cały przejazd o uwagę siwego. W A wyjechaliśmy na linię środkową, utrzymując prostą linię, zaś w X ponownie się zatrzymaliśmy. Tym razem o niebo lepiej niż na samym wejściu. Ogier ewidentnie na sam koniec przejazdu mocno się na mnie skupił i odpowiedział od razu, i chętnie na pomoce dzięki czemu końcówka była bardzo dobra. Ukłoniłem się, oddałem wodze ogierowi i poklepałem go po szyi mimo męczącego przejazdu będąc z niego dumnym.

Na rozprężalni poluzowałem popręg, rozstępowałem go w ręku i poklepałem jeszcze kilka razy. Następnie zająłem się nim należycie w stajni.
/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group