Marshmallow - 2016-12-27, 16:08 W pierwszej chwili na dołożenie obu łydek do boków poszedł jakby nagle wybudzony kilka baardzo aktywnych kroków, jednakże nie działo mu się nic strasznego toteż szybko się uspokoił i powrócił do poprzedniego tempa, ucho odchylając na Jonaha. Raz na jakiś czas zdarzało mu się tak po prostu w reakcji na coś, czego się nie spodziewał, pokazać nagłe ale na szczęście nie tak wielkie przestraszenie się. Ostatecznie jednak właściciel nie zaciskał przecież nóg na jego bokach jakby chciał go przełamać w żebrach, a zatem wszystko grało. Wtedy też wędzidło zyskało większą uwagę ogierka, który kilka razy bardziej zawzięcie je przemielił w pysiaku.
W kłus wszedł całkiem płynnie i bez większego namawiania, od razu rozwijając trochę tempo. Nie pędził ale szedł wyraźnie aktywnie, w dodatku Jonah wcale nie musiał anglezować szybko bo za prędkość odpowiadały długie kroki długich nóżek, a nie ich szybkie przebieranie. Młody był całkiem rozluźniony, chociaż na moment zblokował się niosąc wyżej głowę, po kilku chwilach udzielił mu się jego własny nastrój i dzięki temu odpuścił częściowo w mięśniach i obniżył łeb, chociaż nos pozostawał w dziecięcy sposób sporo przed pionem. Dodatkowo zdążył zaakceptować obecność nóg przy swoich bokach więc na razie nie wariował, chociaż chcąc nie chcąc odrobinę spływał momentami na boki. Całe szczęście byli ograniczeni ścianami hali. Jonah Wrens - 2016-12-28, 00:42 -Dzidzia spokojnie, nic się nie dzieje.
Od razu się odezwałem łagodnie, jednocześnie jedną ręką pogładziłem jego szyję. Na szczęście Młody sam szybko odkrył, że nic złego się nie dzieje i zaczął tolerować w tym momencie moje łydki. To był ogromny krok, jednak jeszcze sporo brakowało do tego, żeby zaakceptował ich obecność. Zamierzałem jednak być cierpliwy, więc spokojnie cieszyłem się z tego co miałem teraz. Pochwaliłem go gdy zainteresował się wędzidłem i oparł na nim znośnie głowę. Dopiero w ruszeniu kłusem, wraz z jego podniesieniem się znowu magiczne wędzidło poruszyło się lekko w jego pysku za sprawą mojej dłoni, przypominając mu o swojej obecności. Nie chciałem go stresować ilością sygnałów, więc na ten czas niczego innego nie wymagałem jak zainteresowania się wędzidłem. Przymykając oko na jego spływanie, prowadziłem go przy samych ścianach hali, resztę par z góry ostrzegając o braku kierownicy. Dopiero po chwili padło z moich ust kolejne słowo jakim było ,,koło", żeby uprzedzić innych jeźdźców, o swoich zamiarach. Po tym powoli odsunąłem do boku rękę, wewnętrzną łydką wywierając nieco większy nacisk na jego bok, tak aby trochę odszedł od samej łydki, a dzięki odsuniętej wodzy owinął ciałem wokół wspomnianej nogi. Tutaj pojawiał się ten straszny moment, w którym w razie potrzeby musiałem również użyć wyraźniej zewnętrznej strony, która póki nie była potrzebna, to spokojnie opierała się o bok skarogniadego. Nie oczekiwałem idealnego kształtu koła, a czegoś w miarę podobnego, by po chwili spokojnie zmienić kierunek i spróbować na drugą stronę tego samego ćwiczenia. Zwracając na siebie uwagę młodzieży zmieniłem nogę w kłusie i ponownie zachęciłem go do zainteresowania się wędzidłem, a następnie spróbowałem wykręcić kolejne koło.Jessie - 2016-12-28, 15:39 Kończąc przekątną ponownie wzięła Dark na siebie, prosząc o powrót do roboczego kłusa jeszcze przed literą K, dzięki czemu przejście było niespóźnione. Trzymając się blisko szranek starannie wyjechała zakręt, jadąc już w kłusie ćwiczebnym; jej ciało naturalnie ułożyło się w zakręcie, pozwalając folblutce na to samo. Wycofując lewe ramię do tyłu, ale nie przechylając się na tę stronę, tym samym zrotowała lekko kręgosłup, pozwalając Princess na odczucie tej zmiany w dosiadzie. Jednocześnie nie zapomniała o tym, że to łeb konia pierwszy wchodził w zakręt, a dopiero za nim cała reszta, dlatego odpowiednio pokierowała klacz, po chwili dokładając do tego łydki. Już przed literą A przygotowała Princess do zatrzymania, uprzedzając ją o nim paroma półparadami, po których nastąpiła pełna parada w oczekiwanym miejscu. Zamknęła klacz zarówno w łydkach, jak i z przodu, dzięki czemu powinna stanąć równo, zwarta i gotowa by ruszyć po pięciu sekundach nieruchomości naprzód. Jessie odliczyła spokojnie wymagane pięć sekund w myślach, po czym musnęła boki Dark łydkami (mocniejszy sygnał raczej nie był konieczny, skoro Jess była jedynym jeźdźcem klaczy i nikt nie znieczulił jej na łydki) i nieznacznie poluźniła palce na wodzy, umożliwiając swobodne ruszenie do przodu stępem pośrednim. Kolejno ponownie zmieniła kierunek przez przekątną, na której tuż po wyprostowaniu sylwetki konia i utkwieniu wzroku w przeciwległym punkcie oddała gniadej wodze, umożliwiając swobodne rozprostowanie i opuszczenie szyi. Jednocześnie podtrzymywała impuls łydkami, nie pozwalając Princess na powłóczenie nogami bądź na spłynięcie z wyznaczonej trasy. Będąc u końca przekątnej ponownie nabrała wodze, przygotowując klacz do ponownego przejścia w stęp pośredni, a następnie do kłusa roboczego, którym ruszyły w połowie krótkiej ściany. Gładko zgrała się z jej ruchem, dzięki czemu Princess mogła zaprezentować swobodny kłus w rozluźnieniu. Kolejnym elementem było koło o średnicy dwudziestu metrów na długiej ścianie, które Jess rozpoczęła idealnie w literze B i w tym samym punkcie je zamknęła; był to jednak niewielki procent sukcesu, bo kluczowym momentem było jednak żucie z ręki, które było znajomym ćwiczeniem dla gniadej. Jess często je wplatała w codziennie treningi, więc nie powinno być to teraz zaskoczeniem dla Dark, która rzeczywiście chętnie podążyła w dół za ręką, zachowując impuls w kłusie dzięki temu, że zawodniczka stale podtrzymywała go łydkami, jednocześnie anglezując. Przed domknięciem koła ponownie nabrała wodze i wracając na ścianę zrobiła krótką półparadę, po której ruszyła dalej na wprost w roboczym tempie, już w pełnym siadzie.
Starannie wyjechała zakręt w literze A, przygotowując do niego Dark odpowiednio wcześniej, dzięki czemu udało im się wejść bezpośrednio na linię środkową, co nie miałoby miejsca gdyby Jess czekała z zakrętem do samego końca. Tuż po wyprostowaniu zawodniczka dała koniowi pomoce do ustępowania od łydki w lewo; przesunęła prawą łydkę za popręg i wywierając na bok spychające działanie, lewą łydką podtrzymywała impuls i pilnowała zadu. Nie zapomniała też o ustawieniu głowy, które jednak wymagało drobnej korekty w trakcie wykonywania ćwiczenia, jako że klacz za mocno złamała się w szyi, nieco trącąc równowagę przez zmianę środka ciężkości. Zawodniczce co prawda udało się to poprawić do pewnego stopnia, ale był to dla niej sygnał, że "w domu" będą musiały dłużej popracować nad ustępowaniami w lewo, bo te w prawo najwyraźniej miały się całkiem dobrze, nie licząc przeciętnej dynamiki. Wracając na ścianę wyprostowała klacz po krótkiej półparadzie i dalej pojechała na wprost, myśląc już o zagalopowaniu w C. To ponownie mogła uznać za udany element, bo Dark harmonijnie przeszła do pożądanego chodu wraz z wystąpieniem takowej prośby. Na długiej ścianie wystąpiła natomiast z prośbą o wydłużenie kroku w galopie i znowu spotkała się z pozytywną odpowiedzią, uzyskując znaczące poszerzenie ram, chociaż wciąż nieco płaski galop. W literze P rozpoczęła koło o średnicy piętnastu metrów, w którego połowie przytrzymała Dark do roboczego tempa galopu, w którym domknęła koło i dalej kontynuowała jazdę wzdłuż białych płotków czworoboku. Kolejno skierowała gniadą na przekątną, w której połowie przeszła do kłusa roboczego, tym razem uzyskując w pełni harmonijne przejście i zrównoważony kłus od samego początku. Starannie wyjechała narożnik, jeden i drugi, by znowu wejść na przekątną i tym razem poprosić o wydłużenie wykroku, w trakcie którego zaczęła anglezować. W połowie linii nie zapomniała o zmianie nogi, na którą anglezowała, dzięki czemu element pozostał dość wysoko oceniony. Przed powrotem na ścianę przygotowała klacz do przejścia w kłus roboczy, w którym pozostały aż do końca; ostatnim elementem był zakręt na linię środkową, w której połowie zawodniczka elegancko zatrzymała Dark do stój, nie mogąc sobie ani jej niczego zarzucić. Po chwili nieruchomości ukłoniła się sędziom, poklepała klacz po szyi i oddając jej całkowicie wodze, zjechała z czworoboku stępem swobodnym. /ztSheridan - 2016-12-28, 19:04 Krocząc w stępie spoglądał spokojnie po najbliższym otoczeniu, będąc jednak gotowym odpowiedzieć na najlżejszy sygnał ze strony jeźdźca. Rzeczywiście wykorzystał stęp jako chwilę na złapanie oddechu, chociaż nie można powiedzieć by się w nim jakkolwiek ociągał - jego kroki były obszerne, swobodne i przede wszystkim regularne, czym punktował sobie w oczach sędziów.
Na przekątnej odpowiedział na wzmożoną pracę dosiadu poprzez maksymalne wyciągnięcie wykroku, na jakie było go stać w tym momencie. Na próżno jednak było w nim szukać pośpiechu czy utraty regularności, bo siwek uczynił to w prawidłowy i niewymuszony sposób, naturalnie wysuwając także nos do przodu i prostując muskularną szyję. O ile wyciągnięcie kroku wyszło mu nad wyraz dobrze, to powrót do zebrania był raczej przeciętny ze względu na dość nieśmiałe działanie jeźdźca. Nie ma jednak tego złego co by nie wyszło na dobre; ogier rzeczywiście uniknął dzięki temu ewentualnego spięcia, przez co w literze C mógł płynnie odpowiedzieć na pomoce do galopu i zagalopować z lewej nogi. Ten ruch był w przypadku Sheridana doprawdy zjawiskowy. Foule jego galopu w zebraniu były odpowiednio krótsze, wciąż jednak sprężyste dzięki mocno zaangażowanym tylnym kończynom i obniżonemu zadowi. To pozwalało ogierowi na zachowanie nieograniczonej swobody łopatek, a także na pokazanie samoniesienia i wyniosłości, jako że ciężko było mu odmówić wyraźnej tendencji do galopu pod górę. Szyję niósł wysoko, ale wyraźnie zaokrągloną, bynajmniej nie na siłę. Zganaszowany obficie się pienił, brudząc pianą przede wszystkim pierś, która była najbardziej podatna na "skropienie". Trzeba jednak przyznać, że Sheridan wyglądał teraz naprawdę dobrze. Nawet jeżeli jeździec zostawił mu za dużo luzu z przodu podczas przejście do galopu pośredniego, to zmiana i tak była wyraźna. Wyraźnie wydłużył krok w stosunku do galopu zebranego z impulsem idącym od umięśnionego, rozłupanego na pół zadu. Wysunął też nos do przodu, zarazem nieco wydłużając szyję i lekko obniżając cały łeb. Sam powrót do galopu zebranego nie był najładniejszy, ale już po przejściu Sheridan prędko się zrównoważył, na powrót skracając optycznie całą sylwetkę. Wszedł w ciasny zakręt na linię środkową, na której po znalezieniu się równolegle do długiej ściany rozpoczął kolejny ciąg podczas tego programu, tym razem w galopie. Posłusznie pozostał w pożądanym zgięciu i zaczął galopować w bok, wykonując serie kroków w przód i w bok, zachowując impuls do ruchu naprzód, a także co najważniejsze rytm i rozluźnienie. Właściwie to był rozluźniony aż miło, cały czas aktywnie przeżuwał pyskiem, od czasu do czasu poparskując i całkowicie zaprzestając kręcenia młynków ogonem, który teraz jedynie swobodnie falował niesiony ruchami powietrza. Mimo zmiany kierunku utrzymał galop na lewą nogę, co nie było dla niego w żadnym stopniu kłopotliwe. Miał doskonale rozwiniętą równowagę, a także był mądrze prowadzony przez cały dotychczasowy trening, więc poruszanie się w kontrgalopie było dla niego przysłowiową bułką z masłem. W literze C przeszedł do stępa, minimalnie usztywniając się w potylicy w odpowiedzi na chwilowe spięcie nadgarstków. Zagalopował jednak od razu po otrzymaniu stosownego sygnału, choć rzeczywiście nieco za późno - nie po trzech do pięciu krokach stępa, jak było dopuszczalne, a po jednym więcej niż przewidywała norma. Na długiej ścianie został wypuszczony do wyciągniętego galopu, który jednak przez powściągliwość jeźdźca nieco stracił na jakości. Ogier co prawda zachował spokój i poszerzył wykrok, mocno angażując w to zad, ale jednak było go stać na więcej. Wracając do galopu zebranego wyraźnie posadził się na zadzie, posłusznie i bez walki wykonując oczekiwane przejście. Kolejno wykonał w lustrzanym odbiciu tę samą sekwencję co przed chwilą, na lewo jednakowe dobrze poruszając się w kontrgalopie. Przejście w C nie do końca było od niego zależne, toteż wykonał je tak, jak "powiedział" mu to Sugarman. Nie dał jednak jeźdźcowi więcej powodów do zamartwiania się i harmonijnie zagalopował na lewą nogę, jednorazowo strzelając przy tym z ogona po stawach skokowych. Z długiej ściany odbił na przekątną HB, gdzie w literze I odpowiedział na zmianę w ustawieniu łydek i pomocy ogółem poprzez wykonanie lotnej zmiany nogi. W trakcie jednego "skoku" galopu dokonał równoczesnej zmiany prowadzącej przedniej i tylnej nogi, wykorzystując w tym celu element zawieszenia. Nie zostali na długo na ścianie, bo program przewidywał po chwili kolejną przekątną, również z lotną zmianą nogi. Nie sprawiła ona Sheridanowi najmniejszego problemu; na treningach, można powiedzieć że wręcz dla zabawy wykonywał lotne zmiany nawet co dwa tempa, jako że jego wiek umożliwiał mu już przygotowanie do wyższych konkursów niż w których obecnie startował. Wjeżdżając na linię środkową pozostał wyprostowany i postawiony na pomocach, co umożliwiło Lukowi równe i eleganckie zatrzymanie siwka w literze X. Tam znieruchomiał niczym posąg, delikatnie i niemal niespostrzeżenie przeżuwając kiełzno; po chwili odpowiedział na łydkę i ruszył naprzód swobodnym stępem, z przyjemnością prostując i obniżając szyję. Zszedł z czworoboku. /ztMarshmallow - 2016-12-29, 23:36 W kłusie kierowanie było znacznie mniej wyważone niż w stępie, o ile tam w ogóle jakoś było. Niestety młodzież zazwyczaj charakteryzowała się topornością na początku swoich przygód ze skręcaniem i Marsh nie odstawał tutaj szczególnie od statystycznego czterolatka na początku swojej drogi pod siodłem. Na szczęście za to jego główka była całkiem pojętna i istniały spore szanse na to, że zwyczajnie nie pozostanie takim głupim głupkiem i nieogarem zbyt długo.
Dawanie mu miejsca od wewnętrznej strony już pokazywało mu jakoś kierunek poruszania się, natomiast w kłusie wszystko działo się szybciej i tutaj jak znalazł okazało się wyraźniejsze podpieranie go od zewnątrz, nie tylko łydką ale i właśnie wodzą, na której "kształcie" młody wręcz opierał szyję. Koła wychodziły mu generalnie jajowato, jeśli robili je w połowie przy ścianie to już w ogóle było to bardziej widać, bo otwarta część była wyraźnie bardziej płaska, natomiast zamknięta wymagała bardziej gwałtownego skrętu żeby nie musieli wpadać na ścianę. Niemniej jednak nie udawał celowo osła i nie opierał się dla zasady, po prostu poznawał wszystko metodą prób i błędów, empirycznie - czyli jak każdy koń. Jeszcze się taki nie urodził, co by usiadł z człowiekiem na herbacie i w skupieniu analizował, co jak powinno wyglądać.. Broyer du Noir - 2016-12-30, 00:57
Ukryj:
Christian Levrull napisał/a:
Pochwalił ogiera sowicie, pozostając z nim w kłusie na ścianie. Naprawdę zaczął czuć pchający się zad ogiera, pomału uwypuklające i pracujące plecy. O to chodziło, miał na razie odblokować go, nieco rozwijając ruchowo z treningu na trening, a na początku drągi miały nieco wspomóc Chrisa.
Nie zwalniając tempa, czyli utrzymując aktywny, acz swobodny w ruchu kłus rozpoczął serpentynę na ścianach, nie za szeroką, tak by ogier musiał skupić się dość solidnie na jego pomocach w ciasnych zakrętach. Maksymalnie sugerując mu drogę postawił na subtelne przesuwające się sygnały. Wspomagał go przede wszystkim zewnętrznymi, stabilnymi pomocami, wewnętrzną łydką pilnując jedynie zgięcia, a wewnętrzną wodzą lekko pokazując kierunek, przy okazji pulsacyjnie rozluźniając w potylicy tak, by w przy okazji łydek zamknąć całą półparadę. Chwilę go tak pomęczył w obie strony, by na chwilę przejść z ogierem do stępa znów na dłuższej wodzy, na kontakcie. Pochwalił go w między czasie prosząc o TAKIE ustawienie drągów.
Po chwili pozbierał wodze i zagalopował na prawo pinując aktywnego, okrągłego, mocno pod górkę galopu. Cały czas półpradami rozluźniał go i zachęcał do pracy w galopie, coby podniósł plecy i mocno pracował nimi tym bardziej w tym chodzie. Jeśli trzeba było na chwilę odciążał plecy przez półsiad, dalej posyłając w jego stronę półprady. Ponadto na długich ścianach poszerzał wykrok, by na krótkich skrócić w formie porozciągania, dodatkowo w narożnikach wchodząc na ciasne wolty, gdzie znów prowadząc ogiera na przede wszystkim zewnętrznych pomocach pilnował wpisania się jego ciała w rysunek.
Zmienił kierunek, a kiedy czuł, że ogier jest już rozgrzany najechał na ustawione (ok. 3,2 - 3,4 m) drągi wjeżdżając na te po linii prostej pozostał w ustawieniu na stronę z której wjechał (dajmy prawą) następnie kierując się w prawo na drągi po łuku gdzie zmienia ustawienie na lewo wraz z pomocami sugerując zmianę nogi. Został na lewo i to samo z drugiej strony, powtarzalnie nic więcej nie wymagając prócz tego by nie zmieniał na wprost nogi (wspomagał się ustawieniem go na odpowiedni kierunek), a na drągach po łuku płynnej zmiany nogi już na pierwszym drągu. Czy szło lekko czy ciężej męczył ćwiczenie szlifując coraz bardziej wszystko w jak największym rozluźnieniu.
Im bardziej był rozgrzany, rozruszany i przede wszystkim rozluźniony, tym łatwiej przychodziło mu wpisywanie się w ciaśniejsze łuki, więc serpentyny nie stanowiły już dla karego większego wyzwania, tyle tylko że jeszcze poprawiało jego giętkość, podatność na płynne zmiany ustawienia i wygięcia a niewielkie promienie krzywizny zakrętów zmuszały go do większego zaangażowania zadu. Mimo, że zaczął pracować bardziej solidnie i sumiennie, nie zmęczył się jeszcze a wręcz bardziej zmotywował do działania, niemniej jednak przerwę na stęp przyjął z chęcią, kroczył aktywnie ale swobodnie .
Bez zawahania wszedł w galop od razu nie oszczędzając siebie mocną, okrągłą foulą. Bez obiekcji szedł na kontakcie pewnym i stabilnym, dzięki czemu dodania i skrócenia były wyraźne a jednocześnie pojechane bez większych zgrzytów. W wyciągnięciu prezentował przyjemny uphill, natomiast w skróceniu nie spinał się przy przybieraniu bardziej kompaktowej sylwetki. Z woltami nie było tak całkiem kolorowo, nie dawał się tak łatwo zabrać na zbyt ciasne kółko, tracił łatwo rytm albo wypadał do kłusa, no chyba, że jeździec go bardzo wyraźnie pilnował i wcale nie kazał robić mniej niż 10 metrów.
Co do drągów w galopie przechodził nad nimi bardzo mocno, prawie skakał przez leżące na ziemi sztangi, szczególnie na początku podchodząc do zadania jak napalony głupek. O dziwo jednak nie zmieniał niepotrzebnie nóg, w kwestii prowadzenia za to zdarzało mu się ledwo co wyrobić na skręcie do drągów na łukach. Generalnie nie miał problemów ze zmianą nogi w takim układzie, jedynie tempo stanowiło u niego wyzwanie, chociaż stopniowo odpuszczał i dawał sobą lepiej powodować, dzięki czemu Christian rzeczywiście mógł egzekwować od niego to, co chciał.Luke - 2016-12-30, 01:29 Na tych zawodach chyba nieświadomie postawił na różnorodność wierzchowców, których dosiadał. Gdy wjeżdżał na halę do przejazdu klasy N niosła go na swoim grzbiecie klacz rasy bardzo charakterystycznej - achał tekińśki. Hell nie dość, że była kobietą, to jeszcze jej budowa nie ułatwiała szczególnie zadania jakim było pojechanie programu ujeżdżeniowego, niemniej jednak zawodnik wiedział co robi zgłaszając się na niej do zawodów i teraz nie mógł wybrzydzać. Z takim podejściem nie zrażał się zbytnio problemami z komunikacją występującymi szczególnie na początku rozgrzewki. Na szczęście udało mu się jakoś zniwelować czy zneutralizować niektóre sporne kwestie. Teraz poprosił klacz o zakłusowanie w zebraniu, początkowo nieco za bardzo narzucając jej kontakt, jednak kiedy objeżdżali czworobok z zewnątrz zszedł do bardziej elastycznej ręki dzięki czemu umożliwił jej swobodniejsze poruszanie się. Na szczęście jego dosiad był całkiem niezły co umożliwiało lepszą komunikację głównie za jego pomocą. Starał się więc głównie na nim skupić i nie kłócić za bardzo z głową Hell, teraz prowadził ją głównie łydkami i ciężarem, w wodzach będąc raczej delikatnym acz na pewno nie niewyraźnym.
Po standardowym objechaniu konstrukcji czworoboku skierował bułaną do utworzonego wjazdu do wewnątrz czworoboku, pomocami utrzymywał jej prostą sylwetkę i tor ruchu, by przed X zapoczątkować serię półparad zwieńczoną pełną paradą. Ukłonił się nie zwlekając przy tym za bardzo i już po chwili miał znów wodze w obu rękach i wypchnął klacz do kłusa, ponownie w zebraniu zapewne odrobinę sztywnym. Przed C lekkim zgięciem szyi przygotował ją na dosyć ciasny zakręt w prawo by już po niedługim pobycie na ścianie zaprosić ją w R na dziesięciometrową woltę. Przez spięcie Hell niemożliwe były idealnie wykonane łuki mimo najszczerszych starań w dokładności sygnałów, ta wypadała mu nieco zadem szczególnie właśnie na tych ciasnych krzywiznach. Średniej jakości wolta nie pomogła im w wykonaniu łopatki po powrocie na ślad, tempo im się trochę rozpadło, nie było całkiem regularne i swobodne, chociaż może na kilka kroków przed P, gdzie miało kończyć się ćwiczenie, wyglądało to wszystko trochę lepiej.
Postarał się wykorzystać narożniki i wymagane przez nie zgięcie do poprawy kontaktu, ustawienia i harmonii chodu, co częściowo nawet się powiodło. Dzięki temu w K, w którym wjeżdżali na przekątną, klacz mogła być lepiej przygotowana do rozpoczęcia kłusa pośredniego, który co prawda był obarczony mankamentami takimi jak brak pełnego rozluźnienia i nie do końca bez zarzutów połączenie pyska z ręką, jednakże sam element rzeczywiście był rozpoznawalny i sam w sobie poprawny. Brunet dosiadem nie blokował ruchu naprzód a wręcz go wspomagał, dzięki czemu byli w stanie jakoś współpracować z Hell mimo niedogodności. Przejście w M do zebranie może nie było najprzyjemniejsze w odczuciu jak i dla oka, ale już po kilku sekundach na śladzie efekt został osiągnięty. Zauważył, że ciężko mu wygiąć bułaną w ciasny łuk do narożnika, dlatego wyjeżdżał je łagodniej, dzięki czemu oszczędzał im dodatkowych spięć. Niestety program zawierał również wolty, a skoro nie mógł do końca rozluźnić klaczy, te obarczone były po prostu sztywnościami, przez co figura przy S co prawda przypominałą siebie samą, jednakże Luke nie uniknął wypadania zadu na dziesięciometrowej wolcie, chociaż bardzo starał się precyzyjnie prowadzić pomocami achałkę. Jako że słabo się dogadywali w tym temacie a po zakończeniu dosyć ciasnego łuku powinien był utrzymać ją w zgięciu by poprowadzić z łopatką do wewnątrz od S do V, ponownie nie wyszło im to najlepiej. Sugarman nie do końca potrafił wykrzesać z Hell lekkość i swobodę w tym ćwiczeniu i niestety musiał przyjąć ten fakt z pokorą jeśli chciał dalej bez zwiększania spięcia dokończyć przejazd. Po głębokim wdechu po V prowadził ją po śladzie, w narożnikach bardziej podpierał łydką dzięki czemu łuki nie stanowiły nieprzyjemnego dla oka widoku, a to wpłynęło także pozytywnie na powtórzone ćwiczenie z kłusem pośrednim na przekątnej, co tym razem zakończyło się nawet znacznie płynniejszym przejściem do zebrania. Wobec tego starczyło mu czasu na odpowiednie przygotowanie klaczy do zatrzymania mającego miejsce w C, po którym szczególnie uważał, aby nieopatrznie nie dać jej żadnego sygnału do ruszenia a wręcz przeciwnie - utrzymując kontakt cofnął lekko obie łydki i naprzemiennie wysyłał nimi impuls do postąpienia kroku w tył. Te cztery kroki może nie był zbyt obszerne, ale za to zawodnik zadbał o to, by pomiędzy nimi a ruszeniem stępem pośrednim nie wystąpił niepożądany zastój. Kiedy dotarli do litery M Luke głównie ciężarem zabrał klacz na przekątną, na której przesuwając rękę do przodu umożliwił jej poszerzenie ram, naturalnie dojeżdżając ją do tego łydką. Na koniec przekątnej po kilku półparadach powrócił do wysyłania sygnałów do "roboczego" stępa, a zatem pośredniego. Nie zaniedbał przy tym próśb o aktywne kroczenie do przodu, a zatem o utrzymanie dążności do przodu na tyle, na ile było to możliwe. Dopiero gdy wyjechali narożnik i znaleźli się na krótkiej ścianie, brunet wyraźniej pozbierał bułaną aby móc ją skutecznie uprzedzić półparadami o nadchodzącym w A zagalopowaniu na lewą nogę. Nie omieszkał przy tym zwrócić uwagę na to, by klacz pozostała wyprostowana a nie próbowała zgiąć się do wewnątrz jak cała masa koni, które zagalopowują tylko na łukach, co prowadzi wówczas do najzwyklejszego zbaczania z pierwszego śladu.
Dosiadem narzucał spokojne acz aktywne tempo, łydkami pilnował impulsu i odpowiedniego wyglądu sylwetki na prostej czy to na łuku, z wodzami starał się być ostrożny coby nie trzymać Hell na sztucznym, sztywnym kontakcie, a po prostu wskazywać jej drogę.Amelie - 2016-12-30, 11:54 Na zawody ujeżdzeniowe tradycyjnie zgłosiła się z Carthago do klasy P, nie byłaby jednak sobą, gdyby nie zgłosiła się z nową podopieczną do Lki. Były to ich pierwsze wspólne zawody i okazja, żeby się sprawdzić. Amelie właściwie nie wiedziała czego ma oczekiwać po zawodach z First, pewnie dlatego, że nie do końca dobrze znała klacz i jej możliwości. W dniu zawodów przyszła do stajni, zostawiła swoje rzeczy w socjalu, poprosiła stajennego o przyniesienie potrzebnego sprzętu i przyborów gniadej, po czym skierowała się pod boks klaczy. Zachowując spokój i jednocześnie stanowczość przywitała się z First Night, założyła jej kantar, podpięła uwiąz i zaprowadziła klacz na myjkę, gdzie już wszystko czekało. Wyczyściła ją solidnie, osiodłała i zostawiła pod okiem stajennego. Gdy i ona była gotowa zaprowadziła achałkę na rozpreżalni. Tam się rozgrzały w każdym chodzie, z mniej i bardziej skomplikowanymi figurami i przejściami.
Kiedy klacz była już wystarczająco rozgrzana i rozluźniona, przynajmniej zdaniem Amelie, nabrała wodze na kontakt i zaprowadziła First Night w stronę czworoboku. Okrążyła go z nią. Amelie podczas zawodów nie odczuwała już takiej tremy i stresu, chociaż nie znikły one zupełnie, a teraz dały o sobie znać u gniadej, która była wyraźnie zestresowana.
Właśnie ono było powodem, że wjazd na czworobok w A wyszedł im koślawo. Amelie starała się zamknąć klacz w łydkach, posyłając jej półparady, skoncentrować ją na niej i na zadaniu, otrzymała skutek odwrotny; usztywnione plecy i rozglądanie się wszędzie wokół zamiast tam gdzie trzeba. Białowłosa od razu chciała skorygować i rozluźnić klacz, jednak usztywnione plecy były dla niej największym utrudnieniem. Przed X posłała achałce kolejne półparady, przygotowujące do zatrzymania. W końcu usiadła jeszcze głębiej w siodle, zablokowała krzyż i posłała sześciolatce pełną paradę. Przynajmniej zatrzymanie było znośne. Ukłoniła się i dodała łydki, znowu prosząc o ruszenie dalej kłusem roboczym, który niezależnie od woli dziewczyny był momentami niewrony. Doprowadziła First Night do C, przypilnowała ją łydkami podczas zakrętu w prawo. Zaraz czekał ich narożnik i znaleźli się pod długą ścianą.
Na długiej ścianie zepchnęła First Night na serpentynę o jednym łuku. Starała się tym razem prowadzić ją pewniej, bez zbędnego rozglądania się na boki, trzymała ją zamkniętą w łydkach. Niestety gniada nadal miała usztywnione plecy, co momentami utrudniało Amelie odpowiedni dosiad. Momentami tempo w kłusie było nierówne Na łuku pilnowała klaczy z jedna łydką na ppręgu a drugą za nim, nadając kierunek wodzami, przez co łuk został wykonany raczej poprawnie z zachowaniem odpowiedniego kształtu, chociaż nierówności w tempie czasem im się zdarzały. W F wróciły pod ścianę. Amelie posłała First kolejne pólparady, żeby skupić ją bardziej na sobie, co jak dotąd nie całkiem jej się udawało. Następnie usiadła głębiej w siodle, oddała gniadej nieco więcej wodzy, zewnętrzną łydkę cofnęła za popręg i dodała łydki, prosząc klacz o zagalopowanie z prawej nogi.
Starała się utrzymać dobre, aktywne i przede wszystkim równe tempo. Przypilnowała ją na narożniku i znalazły się na krótkiej ścianie. Nadal usztywnione plecy achałki utrudniały jej właściwy dosiad. Znów na długiej ścianie, w E odbiły na koło w prawo o średnicy 20 metrów Nadal starając się utrzymać równe tempo, cofnęła jedną łydkę za popreg, drugą dociskając do popręgu, pilnując w ten sposób, żeby sześciolatka wyginała się wokół jej łydek. Wodzami wskazywała jej kierunek i nadawała zgięcie w potylicy. First nadal momentami rozglądała się na boki, co mogło świadczyć o tym, że nie skupia się na białowłosej i ćwiczeniu i nadal w jakimś stopniu jest zestresowana. W sumie wcale jej się nie dziwiła. W pierwszych zawodach też często rządził nią stres i nerwy. Posłała jej kolejne pólparady przy zamykaniu koła i powrocie pod ścianę, po czym odesłała ją z powrotem do kłusa roboczego. Pomimo starań dziewczyny tempo kłusa nadal nie należało do szczególnie równych. Wyjechały dość precyzyjnie kolejne narożniki, podczas gdy dwudziestolatka głównie koncentrowała się na dodatkowym skupieniu First, równym tempie i lepszym dosiadzie. W B znów czekała ich wolta o średnicy 20 metrów, również w prawo kłusem anglezowanym, dodatkowo z żuciem z ręki. Kolejne półparady, po czym Halley skierowała gniadoszkę na woltę, działając łydkami i wodzami, by klacz odpowiednio się wyginała, nadając jej kierunek i zgięcie w potylicy,dodatkowo utrzymując równe tempo,co nadal było problematyczne i anglezując. Stopniowo zaczęła wydłużać wodze, tak aby również achałka zeszła niżej z łbem i zachęcając ją do żucia wędzidła, gdy już obniżyła i wydłużyła chociaż w pewnym stopniu łeb. Przed B zaczęła stopniowo nabierać wodze. Całe żucie z ręki można powiedzieć wyszło im średnio na jeża. Zamykając koło w B wróciła w siodło i poprowadziła sześciolatkę dalej na wprost. Kolejny narożnik i znalazły się na krótkiej ścianie. Znowu posłała jej skupiające pólparady, które powinny ją przygotować przed przejściem do stępa. Jasnowłosa siedząc głęboko w siodle napięła krzyż i dodała łydki, prosząc First Night o stęp pośredni, energiczny krok i wyraźne zaznaczanie kroków. O ile przejście do stępa pośredniego im się udało, to zaraz po nim nastąpiło coś, co w sumie nie powinno się zdarzyć - pomyłka w takcie chodu.First Night - 2016-12-30, 17:48 Zyskanie właścicielki przez gniadą klacz miało same plusy. Miała szansę się rozwinąć pod względem zawodów oraz treningów, a tego jej stanowczo brakowało. Klacz była nieco bardziej porywcza i buntownicza od ogiera, poza tym z racji rasy była inaczej zbudowana. Z czasem się poznają, dograją i będą idealną parą <3 W końcu na zbudowanie więzi i perfekcji potrzeba czasu, bo nie od razu przecież zbudowali Rzym nie? W dniu zawodów gniada przeczuwała ze coś się święci, ale nie do końca była jeszcze pewna co dokładnie. Na widok nie znanej jeszcze jej zbyt dobrze kobiety, klacz zareagowała stuleniem uszu i nerwowym parsknięciem. Kobiecie jednak dość sprawie udało się ją ogarnąć w stajni, by udać się zaraz za właścicielką na rozprężąlnie. Tam się odpowiednio rozgrzały do zawodów, przypominając sobie mniej i bardziej skomplikowane figury jak i przejścia.
W końcu były odpowiednio rozgrzane i ze spokojnymi głowami, a przynajmniej tak mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Klacz potulnie pozbierała się do poprzedniego ustawienia, by energicznym kłusem skierować się w okolice czworoboku. Dopiero teraz odczuła cały stres związany z zawodami, co przełożyło się na nerwowe szastanie ogonem na boki i prychanie. Klacz się spięła cala i rozglądała się na boki, nie skupiając się prawie w ogóle na właścicielce. Klaczy udało się jednak wyłapać sygnały od kobiety, które właściwie z interpretowała i się zatrzymała wraz z pełną paradą. Klacz niepoprawnie miała ustawiony łeb i tylne nogi nie były ustawione idealnie prosto, ale teraz to już pal licho. Odczekała cierpliwie owy czas, by ruszyć zaraz ponownie kłusem. Klacz niedopilnowana przez kobietę miała tendencję do zwalniania, ale pewnie było to korygowane odpowiednio szybko. Dojeżdżając do C skręciła w prawo, wyjeżdżając prawidłowo łuk i potem narożnik na długą ścianę. Na długiej ścianie przeszły do wykonywania serpentyny o jednym łuku. Klacz szła nadal dość spięta i odbijało się to na złym dosiadzie kobiety, co powodowało zaś zwalnianie w tempie. Same wyjeżdżanie jednak łuków było całkiem poprawne i gdyby nie te nie równe tempo, można by to z pewnością zaliczyć do udanych figur. W F wróciły pod ścianę, gdzie zaraz przygotowały się do kolejnego zadania. Klacz jednak miała problemy z koncentracją na kobiecie i nie słuchała się jej w pełni, co było widać przez jej rozkojarzenie i jakoś chodu czy wykonywanych elementów. Klacz wysunęła prowadzącą nogę do przodu i płynnie dość przeszła w wyższy chód, co udało się jej wykonać naprawdę dość dobrze. Wyjechały prawidłowo narożnik i znalazły się na krótkiej ścianie, gdzie spięcie i wpatrywanie się na boki klaczy wcale nie minęły. Na długiej ścianie dokładnie w punkcie E, zeszły na 20m koło w prawo. Klacz do prawda dość dobrze wygięła się od wewnętrznej łydki kobiety, to samo tyczyło się również zgięcia w potylicy. Nie wypadała zadem ani potylicą z ustawienia, jednak nie skupiała się nadal do końca na kobicie i zdarzało się jej rozglądać na boki. Faktycznie stres ją nieco pożerał, ale wraz z doświadczeniem zdobędzie obycie z zawodami i będzie spokój przede wszystkim. Po zamknięciu koła przygotowały się do kolejnej zmiany, a krótko przed H przeszły do kłusa roboczego. Klacz nadal szła dość spięta i sztywna, co skutkowało nie dociągnięciami ze strony kobiety i nie równym galopem klaczy. Dojeżdżając do B znów miały zejść na 20m koło, które było jednak nieco utrudnione od poprzedniego. Mimo że klacz ponownie dobrze wygięła się na wolcie, to miała problem z zachowaniem właściwego tempa. Klacz niechętnie i spinając się zeszła nieco łbem w dół i przód, a przed B wróciła stopniowo wraz z kobietą do poprzedniego ustawienia. Zamykając koło wróciły na ścianę, by pojechać dalej na wprost. Wyjechały narożnik i znalazły się na krótkiej ścianie, gdzie przygotowały się do zejścia do stępa. Klacz wraz z pomocami kobieta przeszła do niższego chodu, starając się iść stępem pośrednim w odpowiednim tempie. Jednak coś poszło nie tak, a chód nie był tym którym powinien być.Jessie - 2016-12-30, 19:44 Kłusem zebranym, który wyraźnie różnił się od innych rodzajów kłusa krótszymi krokami przy mocnym zaangażowaniu stawów skokowych, obniżonym zadzie i uniesionej, zaokrąglonej szyi z nosem w pionie, Jessie ruszyła wokół czworoboku w oczekiwaniu na rozsunięcie szranek. Unexpected był jej stosunkowo nowym koniem, ale mimo to dogadywała się z nim dobrze, po prostu znając remedium na każdy potencjalny problem - wszakże doświadczenia jej nie brakowało.
Utrzymując konia w zebraniu, skręciła nim na linię środkową czworoboku, po której poprowadziła go wprost przez podniesiony płotek. Przygotowała gniadego do zatrzymania w literze X paroma subtelnymi półparadami, po których nastąpiła pełna parada w oczekiwanym punkcie. Jessie nie miała problemu z uzyskaniem równego zatrzymania, jak i zachowaniem nieruchomości - zatrzymując konia domknęła go z przodu, jak i podparła go łydkami, dzięki czemu ten powinien utrzymać zebraną sylwetkę i nawet nie pomyśleć o samodzielnym zrobieniu kroku do przodu. Zawodniczka ukłoniła się sędziom i ponownie ruszyła kłusem zebranym na wprost. Wykonując zakręt w literze C nie zapomniała o prawidłowym ustawieniu konia, które miało mu pomóc wejść w zakręt. Myślami była już przy kolejnym elemencie, jakim była wolta o średnicy 10 metrów w literze R; wykonanie prawidłowego rysunku konia nie stanowiło dla Jess problemu przy współpracującym koniu, który elastycznie okręcił się wokół wewnętrznej łydki zawodniczki, zachowując oparcie na zewnętrznej, prowadzącej wodzy. Zamykając woltę Jessie wykorzystała wygięcie Unex'a do rozpoczęcia łopatki, co zdecydowanie ułatwiało obojgu sprawę. Podtrzymała wygięcie w kłodzie od wewnętrznej łydki i jednocześnie ustawienie łba pod kątem mniej-więcej trzydziestu stopni. Kończąc owy element wykonała krótką, niewidoczną półparadę, po której wyprostowała gniadego na ścianie. Kolejno wjechała na przekątną KXM, na której poprosiła konia o przejście do kłusa pośredniego, w którym nastąpiło wyraźne poszerzenie ram, choć nie tak widowiskowe jak w kłusie wyciągniętym. Pozwoliła też Unexowi na nieznacznie wysunięcie głowy przed pion z jednoczesnym obniżeniem szyi, co zresztą było jak najbardziej pożądane. Kończąc przekątną z powrotem "posadziła" konia mocniej na zadzie, poprzez zmianę środka ciężkości w dosiadzie oczekując ponownego dociążenia zadu i skrócenia wykroku. Kolejno kontynuowała kłus wzdłuż płotków by w literze S rozpocząć kolejną woltę, która poprzedzała łopatkę do wewnątrz od litery S do litery V, tak jak miało się to w przypadku jazdy w prawo. I chociaż oba te elementy zostały wykonane bez większych zastrzeżeń, to Jessie odczuwała mniejszą swobodę w ich wykonywaniu na lewą stronę. Niebawem ponownie zmieniła kierunek, również przez przekątną, podczas której wykonała przejście do kłusa pośredniego, równie zadowalające co ostatnim razem. Powrót na ścianę wiązał się z powrotem do kłusa zebranego, którym poruszali się aż do litery C, w której nastąpiło zatrzymanie. Naturalnie uprzedziła o nim ogiera odpowiednio wcześniej, dzięki czemu miało ono szansę zaistnieć w punkt. Pięć sekund nieruchomości było też chwilą oddechu dla obojga, chwilą na zebranie myśli; jednak jak na razie wszystko szło po myśli Jessie, toteż dalej pozytywnie patrzyła w przód. Przesunęła obie łydki w tył i lekko ścisnęła nimi boki konia, jednocześnie trzymając go domkniętego z przodu, co miało nakłonić gniadego do cofnięcia się w tył. Podyktowała mu każdy z trzech kroków z osobna, do samego cofania nie mając żadnych zastrzeżeń; nie mogła jednak powiedzieć tego samego o ponownym ruszeniu naprzód, co na pewno rzuciło się też w oczy sędziom. Było ono małe płynne zważywszy na fakt, że koń ani nie ruszył od razu do przodu, ani też nie stanął przed ruszeniem w równowadze, co także było dopuszczalnym rozwiązaniem. Zawodniczka jednak w pewnym stopniu zatuszowała ten błąd stępem pośrednim, który zaprezentowali tuż po wspomnianym elemencie. Następnie skierowała Unex'a na przekątną, na której umożliwiła mu maksymalne wyciągnięcie wykroku w stępie wyciągniętym, utrzymując go postawionego na pomocach. Koń jednak nie zaprezentował szczytu swoich możliwości, prawdopodobnie poprzez chwilowe usztywnienie przed paroma momentami. Wracając na ścianę ponownie poskracała ogiera do stępa pośredniego i przygotowała go do zebrania przed literą A, dając mu czas na zrobienie dosłownie dwóch kroków w stępie zebranym, po których nastąpiło zagalopowanie z lewej nogi, również w zebraniu.
/1-12Unexpected - 2016-12-30, 20:28 Ruszył wraz ze swoją nową właścicielką wokół czworoboku kłusem zebranym. Prezentował naprawdę dobry ruch, poruszał się dostojnie i sprężyście. Jednocześnie jego kroki były mniej obszerne, zad obniżony i widocznie mocniej zaangażowane stawy skokowe. Miał również uniesioną wyżej głowę i zaokrągloną szyję, a nos niesiony był w pionie. Była to dość krótka znajomość, ale jednak mniej my nadzieje że owocna na przyszłość.
Ogier do najmniejszych nie należał, dlatego nieco bardziej wymagające ćwiczenia mogły sprawiać mu pewne trudności. Na szczęście udawało mu się wkładać w to całego siebie, więc jakoś dawał radę brnąć gładko naprzód. Lekko i z widocznym zaangażowaniem wjechał na czworobok w wyznaczonym punkcie, by płynnie i przede wszystkim prosto poruszać się po linii środkowej. Wraz z paradą zatrzymał się w wyznaczonym punkcie. Równo ustawiając wszystkie kończyny, wchodząc zadnimi mocniej pod kłodę, pozostając na kontakcie i w idealnym zebraniu. Nie ruszył się bez wyraźnego polecenia od kobiety, a kiedy w końcu dostał zezwolenie to ruszył natychmiast ponownie kłusem zebranym. Pojechali na wprost aż do C, gdzie prawidłowo wpisał się w zakręt który miał tam miejsce. Ogier chętnie i dokładnie na długiej ścianie wykręcił się wokół wewnętrznej łydki kobiety, co za tym poszło wykręcił się na wolcie o średnicy 10m. Nie wypadał zadem z ustawienia, poprawnie zginając się również w potylicy. Zamykając woltę czekała już na nich łopatka, której ogier co prawda dawno nie wykonywał ale i nie zapomniał. Zachował jeszcze ustawienie z wolty oraz ustawienie łba mniej więcej idealnie pod kątem trzydziestu stopni, by po przejściu kawałka wyprostować się na ścianie wraz z pomocami od kobiety. Kolejno znaleźli się na przekątnej czworoboku KXM, gdzie zgodnie z poleceniem od kobiety przeszedł do kłusa pośredniego. Wyraźnie tutaj poszerzył swoje ramy, wysuwając nos nieco przed pion i obniżając szyję. Kończąc przekątną powrócili do kłusa zebranego, by nim skierować się do S i rozpocząć tam kolejną woltę. Ten element poprzedzał łopatkę do wewnątrz, czyli jak w lustrzanym odbiciu do poprzedniej strony. Ogier jednak miał nieco większe trudności z wykonywaniem na drugą stronę tych zadań, które nie wiadomo z czego do końca wynikały. Zaraz ponownie zjechał wraz z Jess na przekątną, gdzie ponownie przeszedł do kłusa pośredniego. Jego harmonia, precyzja i przede wszystkim ruch były niesamowite. Powrócili zaraz na ścianę, gdzie wrócili jednocześnie do kłusa zebranego ponownie. Poruszali się tak aż do C, gdzie nastąpiło całkowite zatrzymanie po otrzymaniu wcześniej pełnej parady. Zatrzymanie perfekcyjnie i stoicki spokój przez 5s, który miał poniekąd na celu dać im chwilę luzu. Ogier o dziwo bez większych problemów cofnął się w tył trzy kroki, wykonując to poprawnie i nie rozsypując się po drodze. Jednak ruszenie sprawiło mu większe problemy, bo zabrakło idealnej płynności w przejściu. Przeszli jednak do dość poprawnego stępa pośredniego, poprawnie znowu poszerzając na nim ramy. Następnie skierowali się na przekątną czworoboku, gdzie maksymalnie wyciągnął swoje nogi w stępie wyciągniętym. Jednocześnie poszerzając prawidłowo swoje ramy i przekraczając ślady przednich kopyt tylnymi, pracując również przy tym dość aktywnie zadem. Jednak okazało się to średnio zadowalające, choć odniósł wrażenie że wyszło jednak całkiem poprawnie. Sędziowie jednak na ten temat mieli nieco inne zdanie, ale no cóż trzeba było się z tym pogodzić. Wracając na ścianę skrócił się do stępa pośredniego, by zaraz zebrać się przed literą A i przygotować do zagalopowania. Wysunął lewy przód do przodu mocniej, przechodząc dość płynnie do najwyższego z chodów. Nie rozsypał się jednak w swoim zebraniu, co mogło się okazać dość ciężkie z racji jego wielkości.Friskey Whiskey - 2016-12-31, 00:10 Friskas był koniem, który zdecydowanie preferował te bardziej żywiołowe dyscypliny takie jak skoki czy cross, nie można mu było jednak umówić gracji na czworoboku. Dobry ruch i elastyczność jaką prezentował były tylko atutami, które w dobrych rękach były w stanie sprawić, że koń aż błyszczał ujeżdżeniowo. Ruszając płynnie kłusem, już wcześniej rozgrzany prezentował lekkość kroku i swobodę ruchu, nie przejęty otoczeniem zachowywał spokój i rozluźnienie cały czas pozostając pod kontrolą Naomi. Co raz lepiej się z nią dogadywał i naprawdę zdążył polubić dziewczynę, która od jakiegoś czasu opiekowała się nim i wkładała w niego ogrom pracy.
Wkraczając na czworobok, postawił dwa siwe uszyska na sztorc, ciemnymi ślepiami rozglądając się zainteresowany. Parsknąwszy krótko poruszał się po linii prostej żując lekko wędzidło i pieniąc się przy tym na pysku. Czując półparadę wzmógł swoją czujność wiedząc, że za chwilę nastąpi kolejne działanie amazonki. Domykający go dosiad i łydki spowodowały, że zatrzymał się grzecznie w literze X, równo obciążając wszystkie cztery kończyny. Po ukłonie, który trwał zaledwie chwilę poproszony o kłus ruszył z lekkim opóźnieniem choć Naomi niemal natychmiast skorygowała jego tymczasową ospałość wprawiając konia w energiczny kłus.
Oparty lekko na wędzidle, przeżuwał je cały czas pozostając niezwykle lekki na ręce i przyjemny w prowadzeniu, czuły na pomoce reagował niemal błyskawicznie. Sprawnie wyginając cielsko w łuk od prawej łydki, wpisał się w łuk narożnika zachowując równowagę w zakręcie. Podstawiony zadem aktywnie poruszał się naprzód niosąc rozluźniony i gęsty ogon za sobą.
Po wykonanym zakręcie w literze B, szedł prosty i zamknięty w pomocach wprost na literę E, gdzie po przestawieniu pomocy, zmuszony był giąć się od lewej łydki co nie było żadnym problemem w takim rozluźnieniu jakie Naomi osiągnęła u konia. Poruszał się z lekkością pomimo swoich gabarytów będąc wyraźnie elastyczny i miękki w prezentowanych chodach.
W literze A wychodząc na linię środkową nie stawiał już uszu do przodu, rozluźnione lekko zwisały na boki i bujały się w rytmie kroków jabłkowitego. Spychany przez łydkę zewnętrzną w prawą stronę, opary na lewej zewnętrznej juz wodzy, zachowywał lekkie zgięcie od prawej łydki, która aktywizowała ruch naprzód. Żując lekko wędzidło, sprawnie przemieszczał pary kończyn, krzyżując je podczas wykonywania ustępowania, nie wyprzedzając ani tyłem, ani przodem.
Po dotarciu do ściany, poruszając się po linii prostej rozluźniał się co raz bardziej, jednocześnie cały czas będąc stabilnym na kontakcie. Dopiero w literze C poproszony o galop, zaczął od zadu i lekko ruszając do przodu zaczął spokojnie galopować, efektownie zabierając przodami kolejne metry kwarcowego podłoża. Niosąc nos w pionie nadal był lekki i przyjemny na ręce, nie uwieszając i jednocześnie zachowując równowagę.
Poproszony o poszerzenie ram, ruszył chętniej przed siebie jednocześnie mocno pchając się zadem, wkraczając nim intensywnie prezentował lekkość przodu i doskonałą akcję przodów. Lekko wysunięty nochal świadczył o ciągłej tendencji ruchu naprzód i chęci konia do ciągłego ruchu. Wjeżdżając na koło musiał mocniej zapracować zadem aby utrzymać równowagę zarówno swoją jak i podpierającej go łydkami Naomi. Wpisując się łukiem ciała w prawidłowo nakreślony rysunek koła, nie miał problemów ze skróceniem w galopie, płynnie przechodząc do galopu roboczego.
Galopując po przekątnej, w jej połowie przeszedł do kłusa respektując pomoce amazonki, dalej poruszając się wciąż płynnym chodem. Na kolejnej przekątnej czując aktywizujące mocniej pomoce i odciążający dosiad, siwek mocniej uruchomił zad wyraźnie obszerniej stawiając każdy krok i mocniej pracując nie tylko tyłem, ale też chwytającą za oko akcją przednich kończyn.Naomi Eaton - 2016-12-31, 22:28 Jeszcze zanim wrócili na ścianę, zawodniczka zwróciła uwagę siwka na przejście do kłusa roboczego poprzez pojedynczą półparadę. Głębiej usiadła w siodle, by pomóc ogierowi w przeniesieniu ciężaru ciała na zad i ponownym skróceniu się. Oba przejścia były jak najbardziej poprawne i harmonijne wykonane, z czego Naomi mogła tylko być dumna.
Następnym elementem było zatrzymanie w literze A, do którego blondynka także odpowiednio wcześniej przygotowała konia, nie czekając z tym do ostatniej chwili, co by nie był zaskoczony, a element został wykonany rzeczywiście w tym punkcie co trzeba. W rezultacie osiągnęła swój cel, wykonując niespóźnione i równe zatrzymanie w połowie krótkiej ściany. Musząc odczekać pięć sekund, które bez pośpiechu odliczyła sobie w myślach, krótko odetchnęła wręcz namacalnie rozluźniając ramiona, które dotąd nie miały takiej swobody. Dzięki temu ruszenie stępem pośrednim po zachowanej nieruchomości należało do naprawdę udanych; zawodniczka pozwoliła koniowi na lekkie wysunięcie nosa przed pion, a także na obniżenie szyi i poszerzenie wykroku, przy jednoczesnym zachowaniu impulsu idącego od zadu. Kolejno skierowała wierzchowca na przekątną FXH, na której pozwoliła ogierowi na jeszcze mocniejsze obniżenie szyi oraz jej całkowite rozprostowanie w stępie swobodnym, w którym stale podążała za ruchem Friska biodrami, podtrzymując ruch do przodu łydkami. Kończąc przekątną ponownie nabrała wodze, zmianę zaczynając jednak od przeniesienia środka ciężaru dosiadem bardziej na tył, co by nie zblokować konia skróceniem wodzy. Przejście do kłusa w literze C naturalnie poprzedziła półparadą, po czym dała wierzchowcowi subtelny sygnał łydką, po którym uzyskała płynne przejście w górę. Następnie skierowała oldenburga na koło o średnicy dwudziestu metrów mające swój początek i koniec w połowie długiej ściany czworoboku. Zgodnie z programem zaczęła anglezować jadąc już po kole, zwracając na to by rozpocząć anglezowanie na dobrą nogę. Zarazem poprosiła konia o wyżucie wodzy z ręki, zachęcając go do podążenia za jej ruchem w dół i zarazem do przodu, bez utraty dotychczasowej swobody chodu i impulsu, w czym wspomogła konia podtrzymując jego ruch łydkami. O ile do samego zejścia w dół nie można było mieć większych zastrzeżeń, to niestety przy powrocie do poprzedniego ustawienia koń zaparł się na wędzidle, usztywniając potylicę. Naomi poddała to szybkiej korekcie tuż po zamknięciu koła i ponownym znalezieniu się w siodle, które dało jej możliwość wepchnięcia konia na kontakt, co powinien zaakceptować jako że rękę miała raczej przyjemną, do czego spróbowała przekonać Friskasa także lekkim pulsowaniem wewnętrznej wodzy. Szczęśliwie udało jej się dogadać z koniem przed wykonaniem kolejnego kroku jakim było skręcenie na linię środkową i rozpoczęcie ustępowania od łydki, tym razem w lewo, od litery D do litery S, wobec czego ponownie nie można było mieć większych zastrzeżeń, bo Friskey spisał się nad wyraz dobrze. Wracając na ścianę wyprostowała konia i kontynuowała jazdę wzdłuż płotków, by w literze C zagalopować, do czego odpowiednio przygotowała konia, w efekcie uzyskując zamierzony efekt - to jest zagalopowanie na prawą nogę idealne w punkt. Na długiej ścianie, anologicznie do tego co miało miejsce przed chwilą, poprosiła oldenburga o wydłużenie kroku w galopie, w którym w literze P zabrała go na koło o średnicy piętnastu metrów, w którego połowie zrobiła przejście do galopu roboczego, powtarzając schemat z początku programu. Kolejno skierowała konia na przekątną, w połowie której elegancko przeszła do kłusa roboczego, którym kontynuowała jazdę do końca linii. Po starannym wyjechaniu obu narożników, wzięła konia na kolejną przekątną, znowu prosząc go o wydłużenie kroku - wyszło im ono podobnie jak za pierwszym razem, z zadowalającym poszerzeniem ram i chwytającą za oko akcją przednich kończyn przy jednoczesnym zachowaniu impulsu idącego od zadu. U końca przekątnej znowu wrócili do kłusa roboczego, którym wjechali na linię środkową czworoboku, w której połowie nastąpiło zatrzymanie kończące przejazd. Po chwili nieruchomości Naomi ukłoniła się sędziom, po czym poklepała konia po szyi naraz oddając mu wodze. Swobodnym stępem zjechała z czworoboku. /ztCaroline Hathaway - 2017-01-01, 15:59 Kasztanka była raczej skokowcem niż ujeżdżeniowcem, więc dla Caro przejazd z nią to była raczej forma treningu. Nie mniej jednak cieszyła się ze wspólnego startu, choć nie ukrywajmy w tej konkretnej dziedzinie stawiała prędzej na Sag. Nie były to ich pierwsze zawody, a więc wiedziały z czym się to wszystko je. Wcześnie rano pojawiła się w progu stajni, by zawitać pod boksem klaczy. Kobieta dość szybko i sprawnie ogarnęła ją za równo w stajni, jak i na rozprężalni. Klacz była z lekksza nerwowa, miała problemy z akceptacją otoczenia i była dziś dość wyjątkowo ciężka w prowadzeniu. Caroline miała jeszcze szczerą nadzieję, że to się zmieni. W końcu miały się przygotować do przejazdu, więc dziewczyna pozbierała ją jako tako i skierowała w kierunku czworoboku konkursowego. Potem wcale nie było już lepiej, ale kobieta nie zamierzała się ani poddać ani wycofać. Oswoiła ją jak mogła z publicznością, a i spróbowała do końca nastawić na swoje pomoce. Niestety we znaki dała się tu chyba jej płochliwość, mimo że nie pitała jej z czworoboku to bardzo rozkojarzona była.
Nie było na co już czekać, Caro skierowała kasztankę na wjazd na czworobok przez rozsunięte szranki. Zamknęła ją w łydkach i starała się utrzymać w czytelnych pomocach, a to nie było wcale takie łatwe. Klacz dziś była normalnie nie do zdarcia, ale kobieta też była twarda i nie zamierzała się łatwo poddać. Stres źle wpływał na klacz, a to z kolei na kobietę. Próbowała ją na sobie skupić przed X, ale bez większych szans. Wykonała pełną paradę w ów puncie, a raczej jej marną imitację. Caro zaraz spięła krzyż, zamknęła łydki na jej bokach, odchyliła się w siodle i mocniej ściągnęła wodzę. Otrzymała zatrzymanie bez kroku w stępie, ale nie było ono perfekcyjne. Było widać brak prawidłowego kontaktu na linii koń-jeździec, ale co mogła poradzić? Ukłoniła się w kierunku sędziów, by wypchnąć klacz zaraz ponownie do kłusa. Przejście było nieco chaotyczne, ale ostatecznie ruszyły ów kłusem po prostej. Dojeżdżając do C skręciły w prawo, by pokonać poprawnie dwa zakręty i zacząć serpentynę o jednym łuku. W M zaczęły wykonywać serpentynę o jednym łuku, która nie była aż taka najgorsza. Caroline miała problemy z ustawieniem dobrze jej łba, walczyła z tym nieco na początku. Jednak reszta wygięcia i tempo nie były najgorsze, ale oczywiście lepsze też by mogły być. Dojeżdżając do F czyli końca serpentyny, przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną pozostawiła na popręgu i wypchnęła Perfect z krzyża do galopu na prawą nogę. Oczywiście klacz musiała mieć własne zdanie w tej kwestii, a raczej odwalić numer. Zagalopowała i to nawet jakoś całkiem nieźle, szkoda ze nie na tą nogę co miała. Caro raptownie i nieco gwałtownie ściągnęła klacz do kłusa, by ponowić pomoce do przejścia do galopu tylko nieco mocniejsze. Drugi raz na szczęście obyło się bez wtopy, ale zaliczyły ścięcie narożników. Dojeżdżając do E postanowiła nieco mocniej zadziałać, dlatego ściągając klacz na koło użyła mocniejszych pomocy. Wewnętrzna łydka na popręgu i dociśnięta do niego, zewnętrzna za i pilnująca zadka. Natomiast była walka o kontakt, prawidłowe wygięcie w szyi i nie zaburzeniu zarysu koła. Większość koła to była walka o odpowiednie wygięcie, a zaliczyły raczej wpadkę z ustawieniem szyi. Przez co obraz koła też nie był do końca idealny, a Caro pozostało je tylko zamknąć i przygotować klacz do zmiany chodu. Spięła nieco krzyż, minimalnie odchyliła się w siodle i ściągnęła wodzę. Przejście do kłusa nie wyszło im najgorzej, ale nadal pozostawało wiele do rzeczenia. Nawet udało im się dość dobrze wyjechać narożniki, by zbliżyć się do środka długiej ściany i przygotować się na kolejne koło. Ponownie miała problem z wygięciem klaczy w szyi, a że anglezować musiała to nie było już tak łatwo. Od połowy do zadu klacz dobrze pracowała, gorzej oczywiście było z przodem. Stopniowo zaczęła oddawać jej wodzę, co klacz przyjęła dość ochoczo - bo zeszła łbem w dół. Jednak oczywiście bez żucia z ręki, co było tutaj dość istotne. Zagryzła się niemalże na kiełznu i dupa, a powrót nie był wcale lepszy. Klacz zrobiła to dość gwałtownie i zaburzyła końcówkę koła, ale jakoś udało im się to jeszcze uratować. To z pewnością będzie ich jeden z gorszych przejazdów, ale zawsze jakiś trening można pod to podpiąć. Potem pojechały kłusem dalej naprzód, a dojeżdżając do A zwolniła kasztankę do stępa. Ponownie przejście było nieco zaburzone, ale sam stęp nawet nie był najgorszy. Jej kroki były zaznaczone, a ślady tylnych kopyt przekreślały ślady przednich. Jednak brakowało dobrego kontaktu na linii kobieta-koń, ale no co już miała poradzić? Wyjechanie kolejnego narożnika i ściągnięcie na przekątną czworoboku, gdzie oddała jej całkiem wodzę. Pilnowała jednak ruchu naprzód i poruszania się po wyznaczonym torze, to akurat im wyszło niemalże perfekcyjnie. Dojeżdżając do M ponownie z nią zawalczyła o powrót do pośredniego tempa, nie było łatwo i perfekcyjnie - jednak im się w końcu udało.
1-8Elizabeth White - 2017-01-01, 21:03 Elizabeth pojawiła się w stajni już z samego rana, by osobiście przygotować Fabiolę, na której miała jechać L-kę. Starannie wyczyściła i osiodłała klacz, zaplatając na jej grzywie zgrabne koreczki. Nie zapomniała oczywiście o masce i nausznikach, które były konieczne przy schorzeniu kopytnej i wtem przespacerowały się na rozprężalnie. Rozgrzewka była dosyć krótka, aczkolwiek konkretna. Rozruszały się we wszystkich trzech chodach, robiąc dużo przejść i pracując na łukach. Brunetka przez ten czas starała się poprawić zasłuchanie Fabioli w jej pomoce, oraz wyegzekwować odpowiednią sylwetkę oraz rozluźnienie.
Gdy głos płynący z głośników kazał im przygotować się do startu, Amazonka zakłusowała i okrążyła czworobok. Już od samego początku czuła, że kopytna jest nieco spięta - prawdopodobnie przez atmosferę tego wydarzenia - i nie do końca skupia się na jej osobie. Przed przekroczeniem szranek upomniała ją kilkukrotną półparadą, ostatecznie kierując się na linie środkową. Elizabeth od razu zamknęła ją w łydkach, chcąc uniemożliwić ewentualne wężykowanie. Oferowała jej elastyczny kontakt, miękko wysiadując każdy krok siwej.
Do zatrzymania zaczęły przygotowywać się już kawałek przed, ostatecznie na środku placu wykonując pełną paradę. Zawodniczka zebrała wodze w jedną łapkę i krótko ukłoniła się w kierunku sędziów, siląc się przy tym na delikatny uśmiech. Chwilę później na nowo ułożyła parciane paski w palcach i zainicjowała kłus. Samo przejście nie satysfakcjonowało kobiety, bo zabrakło w nim nieco energii, przez co kopytna zrobiła nieszczęsny krok stępa. Postanowiła jednak nie zaprzątać sobie tym teraz głowy, jadąc na wprost aż do C. Tam z kolei skręciły w prawo, mentalnie przygotowując się do kolejnej figury, którą była serpentyna o jednym brzuszku. Elizabeth upchnęła siwą w narożnik przy M, by następnie odbić w głąb czworoboku. Dojechały do X, gdzie z powrotem odbiły na ścianę. Kanadyjka starała się prowadzić Fabiolę dosiadem, nie pozwalając jej zbaczać z wyznaczonej trasy.
Po minięciu F i wejściu w narożnik, uprzedziła Fabiolę półparadą, by następnie ruchem bioder i działaniem łydki wypchnąć ją do galopu. Zabrakło im nieco płynności, a kopytna w dalszym ciągu szła sztywno, przez co przejście nie wypadło w równowadze i harmonii, jakoby chciała tego El. Na odcinku do E starała się nieco poprawić jakość galopu, dążąc do okrąglejszej i pełniejszej fouli. Ostatecznie musiały jednak zjechać na dwudziestometrowe koło, podczas którego Brunetka starała się prowadzić WKKWistkę na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną podbierając pulsacyjnym ruchem i nadając tym samym odpowiedni tor jazdy. Jednocześnie zewnętrzna łydka powędrowała nieco za popręg, pilnując odpowiedniego wygięcia.
Przed powrotem na ścianę White posłała Fabioli półparadę, by po przekroczeniu E zblokować miednicę i sprowadzić kopytną do niższego chodu. Tutaj nie mogła się praktycznie do niczego przyczepić, bo kobyłka pozytywnie zaskoczyła ją wykonaniem elementu, który wypadł w równowadze, a sama zmiana tempa wyszła lekko i przyjemnie dla oka. Kłusem roboczym dotarły na drugą stronę czworoboku, gdzie w B wjechały na kolejne koło. Kanadyjka od razu zaczęła rytmicznie anglezować na prawidłową nogę, cały czas dbając o odpowiednie wygięcie. W tym samym czasie zaczęła wydłużać wodze, subtelnie masując wędzidłem język kopytnej i zachęcając ją do tzw. żucia z ręki. Przed powrotem do punktu wyjścia na nowo nabrała kontaktu i pozwoliła na powrót na ścianę. Przed A ponownie starała się uprzedzić siwą o zbliżającym się ćwiczeniu poprzez półparadę, by następnie odchylić się nieco w tył, usztywnić kręgosłup i zadziałać hamująco na pyszczku w celu przejścia do stępa pośredniego, w którym od samego początku pilnowała odpowiedniego tempa.