Fleau de Baian - 2015-09-19, 15:50 Dla Deadii cross nie był taką nowością, bo chociaż ostatnie takie zawody skończyły się eliminacją to nie były to jej pierwsze czy też drugie zawody takowej konkurencji. Może i nie były to tradycyjne skoki, ale i tak wolała to od deptania kapuchy
Już od rana była poddenerwowana, bo ludzie z końmi kręcący się po stajni mogli zwiastować tylko jedno. Pojawienie się jej właścicielki przy jej boksie oznaczała, że i jej nie ominą dzisiejsze zawody, a karej nie podobało się pozostawienie swojego syna. Jak to było w jej naturze nie przeszkadzała Amelie przy czyszczeniu i siodłaniu, ale już podczas rozgrzewki chodziła naelektryzowana. Chociaż Halley starała się jak mogła vel Duma miała duże problemy z uspokojeniem się.
Podobnie było przy starcie, karuska nie mogła ustać w boksie startowym, co poskutkowało tym, że już od początku biegła dość wolnym, jak na nią, galopem. Chociaż początkowo na jakiś czas udawało jej się przyspieszyć, to po kilkunastu metrach stres całkowicie zagłuszył pomoce od Amelie. Kilkukrotnie też się potknęła nawet przed samym dojazdem do jedynki.
Jeśli już przy tym jesteśmy, gdy przyuważyła pierwszą przeszkodę gwałtownie zamarła, nie przestając jednak swojego ruchu naprzód. Nie miała w tradycyji wyłamywać, a polegać na jeźdźcu. Co prawda nijak to się miało z jej aktualnym tempem, ale czując dociśnięte łydki odbiła się mocno, zostawiając sobie spory zapas. Skoro chodziła Nki to takie przeszkody były dla niej niczym, zarówno ładnie zabaskilowała nad wyimaginowaną półtorametrową przeszkodą jak i wylądowała w dobrej równowadze. Mogłoby się wydawać, że jest już w lepszym stanie, ale wraz z powrotem na ziemię (dosłownym i w przenośni) jej dekoncentracja powróciła, co uniemożliwiło amazonce jazdę nieprzekraczającą ramy czasowe. Nie pomagały też kolejne potknięcia, ponieważ Deadia raczej nie patrzyła pod nogi i też to skutkowało niezauważonymi wystającymi korzeniami czy leżącymi patykami. Skręciwszy w lewo tym razem przyjrzała się przeszkodzie i nie oddawała już tak wysokich skoków, a ekonomiczne, "byle nie dotknąć konstrukcji". Z samymi skokami nie miała takich problemów, bo wtedy też na chwilę odrywała się od rzeczywistości. Wylądowawszy znowu zignorowała prawie wszystkie półparady od jeźdźca, na może kilka sekund przyspieszając, by potem znowu zwolnić.
Namierzywszy znacznie trudniejszą przeszkodę od poprzednich na te dosłowne kilka chwil zwróciła oboje uszu na Amelie, sugerując, że potrzebuje pomocy. Zdecydowanie całe macierzyństwo jej nie służyło, skoro gubiła się w zwykłym crossie. Ale i tym razem pokonała prawie bezbłędnie wyższą i szerszą przeszkodę, składając się nad nią niczym prawdziwy zawodowiec, którym... chyba była? W każdym razie płynnie wróciła do tego swojego wolnego galopu, następnie skręcając w prawo na kolejną przeszkodę. Ta już nie budziła takich wątpliwości w hanowerce; nie sprawiło to jednak odzyskania jej pewności siebie; ale nie próbowała już swoich zapasowych skoków, bo na tym również tracili trochę czasu. Zastrzygła uszami, które potem zawędrowały w kierunku jazdy, by potem krzaki zaczęły denerwować jej biedny przestraszony rozumek. Tylko pogorszyło to ich stan jazdy, podczas której dziewięciolatka kilkukrotnie wypadała z ustawienia. Jeśli tylko Amelie reagowała w porę i nadążała za przywróceniem tego, kara bezbłędnie pokonała i czwartą przeszkodę.
Już dawno przekroczyli przeznaczony im czas na tej odległości, więc chyba nikogo nie zdziwię, gdy powiem, że dziewięciolatka dalej nie potrafiła przyspieszyć. Ot, po prostu strach i stres zżerały ją na tyle, że aż dziwne było, że ogólnie wystartowała. Widocznie utrzymanie równego, a co ważniejsze w tej dyscyplinie, szybkiego tempa było jej piętą achillesową, może kolejny trening jako galopy kondycyjne? W każdym razie skręciwszy w prawo kara zwróciła uwagę na piątkę, która nieco różniła się od poprzednich przeszkód, bowiem zarazem trzeba było wskoczyć na nasyp. Zebrała się w sobie i nieco zaokrągliła ten swój galop, by w odpowiedniej odległości oddać mocny skok używając prawie całej siły z zadu, jednak nie zabierając białowłosej w kosmos. Znalazłwszy się po drugiej stronie z minimalnym opóźnieniem dalej ruszyć galopem.Lockhard - 2015-09-19, 18:29 Skorzystał z możliwości galopowania w nieco spokojniejszy sposób, co pomogło mu w utrzymaniu w miarę stałego poziomu energii. Nie przejął się wyglądem szóstej przeszkody - żadne mury, o żadnej wysokości nie stanowiły dla niego wyzwania, więc czemu miałby się lękać tej niewielkiej, niespełna metrowej przeszkody? Wygląd przeszkody jedynie zaciekawił konia, co wyraził poprzez nastawienie uszu w trakcie miarowego zbliżania się do przeszkody. Pozwolił doprowadzić się pod samą przeszkodę, spod której wybił się, wkładając w to sporo siły. Tym razem skok, zgodnie z oczekiwaniami Elizabeth, był bardziej pionowy aniżeli płaski, co też zaowocowało niewielkim zapasem nad pokonywaną przeszkodą. Po skoku wylądował miękko, amortyzując lądowanie na stawach pęcinowych i pogoniony przez jeźdźca, znacznie wyciągnął krok w galopie, jeszcze więcej zyskując na czasie, przynajmniej do momentu zbliżenia się do siódemki. Wówczas został przytrzymany, na co zareagował dość pozytywnie, gładko dostosowując się do narzuconego przez ciemnowłosą tempa. Wkraczając zadem głęboko pod kłodę, we wskazanym miejscu odbił się równie mocno co ostatnim razem, bez problemu pokonując przeszkodę. W każdy skok z osobna wkładał całe serce, angażując się i nawet nie myśląc o tym, by celowo popełnić jakiś błąd. Otrzymawszy wolną "rękę", dalej galopował przed siebie szybko, aczkolwiek nie tak mocno, jak czasami miewał to w zwyczaju. Z czasem zbliżyli się do następnego muru, który z daleka pierw zmierzył wzrokiem, a następnie równym, obszernym galopem dopadł go, by we wskazanym miejscu oddać kolejny, poprawny skok. Już lądując przeczuwał, co będzie kolejnym ruchem Elizabeth i od razu ruszył przed siebie szybkim galopem, ku dziewiątej przeszkodzie. I ją pokonał bez trudu, z przeciwnościami losu mając się spotkać dopiero "za rogiem". Pochwycił go bolesny skurcz w grzbiecie, który odzywał się bolesnoscią przy każdym ruchu, na co karus reagował tuleniem uszu i wolniejszym galopem. Na próby pogonienia odpowiadał lekkim podbijaniem zadu, dając zawodniczce znać, że nie ma na co liczyć. Gdy mu odpuściła, nieco pociągnął łeb do dołu, nie przerywając galopu. Pewnie adrenalina robiła swoje. Widząc następną przeszkodę, nieco postawniejszą niż poprzednie, nie przejął się za specjalnie. Pomimo dokuczliwego bólu chciał ją pokonać, co też uczynił; nie był to może widowiskowy skok, nie do końca poprawny technicznie ze względu na lekko odgięty grzbiet i bardzo krótki lot, który uratował mocnym podkurczeniem zadnich kończyn.Mistrz Gry - 2015-09-19, 18:39
77; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis
Przy lądowaniu po dziesiątej przeszkodzie ogier nieco się potknął, ale zdołał w porę odzyskać równowagę. Ostatnie pięć przeszkód bezbłędnie
86; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
Opis
Ostatnie pięć przeszkód bezbłędnie.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
81; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca
Opis
Patrz niżej.
109; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu.
Opis
Ostatnie z potknięć, tuż przed siódmą przeszkodą sprawiło, że klacz nie zdołała się do niej wybić. To z kolei zmusiło Amelie do wykonania wolty i ponownego najazdu, już z dwudziestoma punktami karnymi i drobnym przekroczeniem czasu.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Jessie - 2015-09-20, 12:00 Zgłosiła swój udział w zawodach podchodząc do tego jak do zabawy. Z czystej ciekawości chciała sprawdzić, jak jej nowy koń odnajdzie się na crossie, bo chociaż słyszała, że miał w swojej karierze taką próbę, to jednak jej nie ukończył. Dzisiaj nie powinien mieć problemu nie tylko ze względu na łatwą trasę, ale i doświadczonego przewodnika, którym dla niego była.
Po odpowiednim rozgrzaniu konia pozostała w kłusie, w którym zmierzyła w stronę startu tuż po tym, jak wyczytano jej nazwisko oraz imię wierzchowca. Po usłyszeniu dzwonka przekroczyła linię startu jednocześnie przechodząc do galopu. Na ten moment pozostała w pełnym siadzie, równym galopem prowadząc Angela na pierwszą przeszkodę, stojącą tuż po rozpoczęciu trasy. Nie było to nic skomplikowanego, ale nie pozwoliła sobie na najmniejsze niedopatrzenie i do samego końca pilnowała siwka, prowadząc go zamkniętego w pomocach. W razie gdyby wyczuła z jego strony choćby najmniejsze zachowanie, była gotowa podeprzeć go łydką, by jednak odważnie, z dość słusznej prędkości oddał pierwszy skok. Po pokonaniu pierwszej przeszkody przeszła do półsiadu, w dystansie do dwójki pozwalając koniowi na swobodniejszy, energiczny galop. Starała się "rozjechać" konia, szczególnie że na co dzień raczej kazała mu galopować na okrągło i mocno, wysoko się odbijać. Dzisiaj musieli "ugryźć" te skoki nieco inaczej, co było miłym i ciekawym urozmaiceniem.
Rzecz jasna przed samą przeszkodą - na jakieś trzy foule przed - usiadła w siodle by móc bezpiecznie doprowadzić do niej konia. Z momentem jego wybicia podążyła za jego ruchem, nie mając problemu ze zgraniem się z nim, dzięki czemu nie zostawała w tyle i nie traciła równowagi, ani nie przeszkadzała Angelowi. Po ukończonym skoku znowuż pozostała w półsiadzie i ponownie rozpędziła konia do trzeciej przeszkody, choć wciąż nie był to galop na złamanie karku. Cały czas miała kontrolę nad koniem i jeżeli tylko czuła, że ten próbuje się spod niej wyślizgnąć, przypominała mu o swojej obecności poprzez półparady.
Do wspomnianej trójki przygotowała konia nieco wcześniej, biorąc go bardziej na siebie, jako że przeszkoda wymagała nieco wyższego i mocniejszego skoku niż poprzednie dwie. Z łatwością prowadziło jej się siwka, więc i tutaj nie napotkała żadnych problemów ani w trakcie pokonywania przeszkody ani w samym najeździe na nią. Sytuacja uległa zmianie, całkiem nieoczekiwanie, na czwartej przeszkodzie. Podczas momentu wybijania się, koń najwyraźniej musiał się poślizgnąć i chociaż zdołał uratować sytuację i pokonać przeszkodę, to wytrącił zawodniczkę z równowagi, co poskutkowało zgubieniem strzemienia. Mimo wszystko nie spanikowała i z całych sił pomogła ogierowi zachować równowagę przy lądowaniu, by już przy pierwszym skoku galopu pochwycić utracone strzemię i pogalopować bez stresu na piątą przeszkodę. Spojrzała krótko na zegarek - tempo mieli póki co doskonałe - więc nie zmuszając konia do przesadzonego wysiłku, swobodnie naprowadziła go na piątkę, gdzie także oddali czysty skok.Noblesse - 2015-09-20, 18:36 Trasa i wysokość przeszkód były na tyle proste, że Diego nie miał powodów do obaw - kucyk sportowy pokroju Noblesse nie powinien mieć trudności z tego typu przeszkodami; w przeddzień zawodów z radością przywitał nieznanego mężczyznę cichym rżeniem, by z jeszcze większym entuzjazmem przekonać się o tym, że jego wizyta nie była przypadkowa, a co lepsze - bezcelowa. Zabrany na lonżę [?] wybiegał się za dwóch, przy okazji ukazując trzydziestolatkowi fragment jego skomplikowanego, acz przyjemnego usposobienia. Następnego dnia o poranku skonsumował swoje śniadanie nieco wcześniej niż przeważnie, co było dla niego wystarczająco jasnym sygnałem, że coś się święci; nie mylił się, bowiem niedługo potem pod jego boksem zawitał Montana. Podczas zabiegów pielęgnacyjnych nie sprawiał problemów, co nieco usprawniło cały proces; oddany w ręce stajennego stał spokojny i rozluźniony, nawet nie kombinując jakby to się wymigać od pracy, do której w dniu dzisiejszym był wyjątkowo chętny. Mimo wczorajszej lonży nadal kumulował w sobie mnóstwo energii, co miał pokazać już za chwilę na rozprężalni. Był wyraźnie podekscytowany otoczeniem, ale podczas rozgrzewki skupiał się na tym, aby spełnić wszystkie oczekiwania dosiadającego go jeźdźca.
P R Z E J A Z D
Poproszony o wejście w kłus przeszedł płynnie w wyższy chód, strzygąc przy tym żywo uszami i wyginając jelenie, umięśnione szyjsko w potężny jak na kucyka rogal. Wjechał do boksu startowego, a zatrzymawszy się głową w stronę toru zmierzył go nieufnym, ale spokojnym wzrokiem. Kojarząc dzwonek z prośbą o wejście w galop zareagował na sygnał ze strony faceta niemal natychmiast, odpychając się mocno zadem od podłoża i wykonując pierwszy, szeroki skok galopu. By wdrożyć się w tryb pracy nie potrzebował wiele, dlatego już kilkanaście metrów po linii startu galopował swoim najlepszym tempem, prezentując obszerny, imponujący jak na taki rozmiar konia galop. Można pokusić się o stwierdzenie, że między nim a dużymi sportowymi końmi wcale nie istniała taka wielka przepaść, a przeciwnie - rzekłabym, że stanowił ich nieco mniejszą wersję, tak samo dobrą, skoczną i szybką. Biegł będąc niemal w transie, ale gdy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiła się pierwsza przeszkoda, zmienił nastawienie na bojowe, na prośbę jeźdźca minimalnie skracając, a przy tym także zaokrąglając wykrok. To pomogło mu oddać czysty, efektowny skok nad przeszkodą, podczas którego złożył ciemne kończyny pod tułów i wyciągnął jelenią szyję przed siebie. Podobnie postąpił po dojeździe do dwójki: odbił się mocno, a szybka akcja przodów zapewniła mu brak konieczności bliższego spotkania z kłodą. Po wylądowaniu wznowił aktywny galop, gdzieś w połowie dystansu odczuwając pewnego rodzaju dyskomfort w okolicach lewej tylnej nogi i przez to przemieszczając się w dosyć specyficzny sposób, bo podnosząc ją nieco zbyt wyraźnie, niż powinien. To jednak nie wpłynęło na mocne tempo, które utrzymywał mimo skurczu. Ten ustąpił dopiero po pokonaniu czwórki, nad którą mimo bólu udało mu się przelecieć bez większych przygód. Czując, jak dyskomfort powoli ustępuje zaczął biec wręcz nieco bardziej ochoczo, by do piątki dojechać już normalnym, regularnym, crossowym galopem i odbić się z impetem, zostawiając nad konstrukcją spory zapas.Caroline Hathaway - 2015-09-20, 22:27 Caro udało się w końcu pozbyć tej cholernej kolki, odetchnęła z nie małą ulgą można powiedzieć. Chciała popędzić konia bo czekała ich dość długaaa prosta, ale koń jakby się opierał przed wykonywaniem ćwiczenia, co poradzić? Kobieta po dwóch próbach przyspieszenia ostatecznie odpuściła ogierowi nie chcąc nabawić go kontuzji przez ewentualne problemy zdrowotne. Starała się utrzymywać równe i w miarę aktywne tempo, wiedziała że czas dupy nie urwie ale przynajmniej na czysto może jakoś przejadą. Po dwóch lekkich dość zakrętach wykręcili na prostą do jedenastki, pocieszała się tym że jeszcze cztery przeszkody i koniec. Przeszkoda nie była jakoś specjalnie trudna ani dziwna, kobieta lekko przytrzymała ogiera co by mimo trudności jakoś przeskoczył przeszkodę. O dziwo udało im się na czysto pojechali dalej po prostej nadal nie przeciążała popędzaniem konia, lekki skręt i znowu prosta do dwunastki. Wyjątkowo dość spokojne były te przeszkody w porównaniu do poprzedniego crossu Kobieta na trzy foule przed przeszkodą siadła w siodło, dała łydkę w odpowiednim miejscu, wstała oraz oddała wodzę umożliwiając mu swobodny skok. Krótka prosta do trzynastej przeszkody, zaczynała czuć że ogier jakby chętniej jedzie do przodu na co się przelotnie uśmiechnęła. Trzynastka zbliżała się wielkimi krokami, mocniej przytrzymała karosza, zamykając go w pomocach co by nie myślał o ucieczce spod przeszkody, równy oraz prosty najazd na przeszkodę i wycelowanie w sam środek oraz oddanie skoku. Do czternastki nieco przyspieszyli w końcu ! Kobieta jednak uważała z tym tempem co by ogier zmieścił się ze skokiem, wcześniej nieco siadła w siodło przytrzymując go bardziej, łydka, półsiad, oddanie wodzy, złożenie się z nim i galop do ostatniej przeszkody. Po lekkim wpierw łuku by kolejno nieco mocniej wejść w zakręt i jechać środkiem na ostatnią z przeszkód, przygotowywała konia na to zadanie śląc mu kilka więcej półparad do pyska niż wcześniej, po czym szybciej także siadła w siodło prosząc konia o mocny zad, gdyż skok miał być nieco wyższy i dłuższy. Po dojechanie w odpowiednie miejsce łydka, półsiad, oddanie wodzy, złożenie z koniem oraz zaraz lądowanie i przejechanie mety na pełnym jeszcze 'gazie'. Po jej przekroczeniu pochwaliła karosza soczyście, rozstępowała i zjechali do stajni.
z.tTaylor - 2015-09-20, 22:44 Dopilnowała tego, aby tempo po przeskoczeniu - a właściwie wskoczeniu - na piątą przeszkodę pozostało aktywne, aczkolwiek nie nazbyt szybkie i mordercze. Nie chciała wyciskać z gniadego siódmych potów. Jeszcze. Na poprawę czasu, która i tak póki co - i odpukać - była zbędna, jeszcze przyjdzie moment. Prowadziła kotlecika pomiędzy drzewami, co raczej jasne, ale napomknę o tym, bowiem to istotne, pozostając w lekkim siadzie i pozwalając swojemu wierzchowcowi rozwijać sensowne, ale jak już wspominałam, nie mordercze prędkości. Wyjechawszy z zakrętu i znalazłwszy się w linii prostej do szóstej przeszkody za sprawą krótkiej serii półparad skupiła na sobie uwagę konia, sugerując mu minimalne skrócenie wykroku; będąc przysłowiowe trzy foulee od niewielkiego murku usiadła w siodło, wycofując ramiona i przytrzymując nieznacznie Unexa, tym samym prosząc o mocne odbicie z zadu, a nie byle jaki skok oddany z chaotycznego, przesadnie szybkiego tempa. W optymalnym miejscu odbicia delikatnie ścisnęła jego boki łydkami, a wraz z chwilą oderwania się jego kończyn od ziemi cofając biodra i wchodząc w półsiad, jednocześnie przesuwając swoje dłonie do przodu i umożliwiając ogierowi swobodne wyciągnięcie szyi. Wysokość przeszkód nie wymagała od nich zbyt wysokich czy efektownych lotów, niemniej jednak Taylor nie mogła pozwolić sobie na to, aby przejazd w oczach widzów wypadł niechlujnie czy też nieestetycznie. Ponieważ szóstą i siódmą przeszkodę dzielił spory kawałek dystansu weszła w półsiad, zaraz to wypuszczając gniadego w dystansie i pozwalając mu wyraźnie poszerzyć swój wykrok - do tego stopnia, że nadrabiali coraz więcej sekund z każdym metrem. Za połową tego dystansu zaczęła powoli i stopnniowo wyhamowywać konia, tak, aby w najeździe na przeszkodę mieć wierzchowca pod kontrolą. Ku jej niezadowoleniu nie dogadali się na wybiciu, załóżmy może, że Unexpected w związku z ich nieporozumieniem wybił się zbyt wcześniej, przez co Taylor została nieco z ciałem. To przyczyniło się do zgubienia przez nią strzemienia w trakcie lotu, zatem na lądowaniu znalazła się praktycznie na szyi podopiecznego; niewzruszona tym nagłym zaburzeniem własnej równowagi wgramoliła się z powrotem w siodło, bez zbędnego zwalniania, ale z niejakim trudem odnajdując strzemię i łapiąc je. Przestraszyła się widząc, że zwierzak galopuje w specyficzny sposób, przy okazji sztywniejąc; zatroskana właścicielka natychmiast zaczęła na wszelkie możliwe sposoby sprawdzać, z czego to wynika, ale w połowie dystansu ból w nodze gniadego najwyraźniej musiał ustąpić, bo komfort jazdy znów powrócił do normy i dlatego mogli sobie pozwolić na delikatne przyspieszenie tempa galopu. Dopiero przed ósemką wycofała się, prosząc konia o odrobinę atencji, a zakładając, że takową otrzymała, wskazując mu we właściwej chwili miejsce odbicia i bezbłędnie pokonując murek łudząco podobny do tego, który czekał na nich pod numerem szóstym. Nic nie zmieniło się w dystansie i dojeździe do dziewiątej przeszkody, z tymże dziewczyna znalazłwszy się już równolegle do niej nieco pewniej siadła w siodło, mocniej niż poprzednio zamykając konia w pomocach. Przez ostatnie 3 przeszkody ułatwieniem były odcinające wszelkie drogi ucieczki drzewa, a teraz dookoła przeszkody znajdowała się pusta przestrzeń. Ograniczonego, przypilnowanego i zamkniętego w korytarzu pomocy dojechała do przeszkody, dbając o to, by tempo było adekwatne do skoku, jaki mieli oddać. Tradycyjnie weszła w dosyć głęboki półsiad, oddając tyle ręki, ile potrzebował wierzchowiec do oddania skoku w równowadze. Lądując wysunęła nogi do przodu, amortyzując swój upadek w siodło na strzemiona, a dzięki temu nie obijając rumakowi grzbietu. Nie rozpędzała go aż nadto na tej prostej, wiedząc, że między tymi dwoma przeszkodami nie ma zbyt wiele miejsca na pełną dzidę w galopie; utrzymała zatem aktywne, porządne tempo, którego wyjątkowo nie zmieniła nawet w dojeździe do przeszkody. W kwestii wybicia na dziesiątce zaufała Unexpected, pozwalając mu samodzielnie ocenić dystans; jeśli miał z tym problem co jasne pomogła mu z odnalezieniem się, ale zakładam, że nie powinien mieć większych trudności w tej kwestii.El Dorado - 2015-09-21, 15:29 Kiedy Caroline przestała męczyć kolka dla odmiany go zaczęło coś boleć w zadnich kończynach. Początkowo starał się ten ból ignorować, ale był on na tyle nieznośny, że ostatecznie mu się poddał. Długa prosta była dla niego mordęgą, nie wspominając już o skakaniu. Zwolnił galop, nie reagując na pospieszanie go przez dziewczynę. W tym momencie nawet nie myślał o jakiś przesadnie dużych skokach, cud, że w ogóle jeszcze miał ochotę skakać. Na szczęście skoki wychodziły mu tak, że jeszcze ani razu nie wylądowali na ziemi, albo w przeszkodzie. Dobrze, że nie były one specjalnie wysokie, bo to dopiero mogłoby sprawić mu problem.
Jedenasta przeszkoda poszła mu opornie, z trudem wybił się do góry ale pokonał ją bez żadnych wpadek. Z kolejnymi przeszkodami szło mu już lepiej, ból ustąpił równie szybko co się pojawił, a on mógł wykonywać swobodne skoki. Dojechali do czternastej przeszkody, a on zgodnie z poleceniami jeźdźca wyciągnął się w skoku i bezpiecznie wylądował. Przyspieszył znacznie swój galop, pozostając jednak w tempie dyktowanym przez jeźdźca. Jak już uporali się z tyloma problemami to głupio by było wyłożyć się na samym końcu. Przemielił wędzidło w pysku, donośnie parskając. Niby zwykły cross, ale on już był zmęczony co pokazywał pot na jego sierści. Dawno się tak nie nabiegał, nie wspominając nawet o skakaniu.
Po wejściu w mocny zakręt przyspieszył jeszcze bardziej i zgodnie z wolą jeźdźca przy ostatniej przeszkodzie wzmocnił swój zad wykonując wysoki i długi skok. Wyciągnął się do przodu, by po chwili wylądować na ziemi. Zero wpadek, tak jakby ktoś na górze postanowił się nad nimi zlitować i dać im dojechać do mety w jednym kawałku. Przekroczyli linię mety goniąc jeszcze na pełnych obrotach i dopiero po tym zaczął stopniowo zwalniać do upragnionego stępa. Potrząsnął łbem, ośliniając wszystko i wszystkich naokoło. Wykazał się najlepiej jak umiał, więc gdy został pochwalony wyglądał na bardzo zadowolonego. Wydął chrapy, biorąc głębszy wdech i zaraz wypuścił przez nie powietrze. Ruszył na rozstępowanie, a na koniec został zabrany do stajni.
ztMia - 2015-09-21, 18:38 ....Dalej nie popędzała holsztyna, ale widząc, że skurcz powoli przechodzi, równie stopniowo go rozpędzała, ponieważ czekał ich teraz dość długi odcinek. Tu też przybrała pozycję godną dżokejom, byle tylko pomóc swojemu wierzchowcowi w powrotu do poprzedniego tempa. Dopiero dojeżdżając do zakrętu zaczynała spokojnie przypominać mu o sobie, chociażby przez kilka półparad. Po skręceniu znalawłszy się na linii prostej do jedenastej przeszkody przytrzymała nieco siwka, by nie wbiegł na złamananie karku. Miała swoich podopiecznych, więc wiedziała co czułby jego pan. Szkoda tylko, że nie miała okazji jeszcze go spotkać osobiście ....Dopilnowała konia dosiadem, na te ostatnie trzy foule siadając ponownie w siodło i wycofawszy ramiona docisnęła łydki, zaraz po odbiciu składając się w skoku. Sześciolatkowi najwidoczniej przeszły już wszystkie oznaki skurczu, więc po wylądowaniu dopilnowała tego, by wrócić w aktywny galop. Mieli przed sobą już ostatnie metry, a z krótkiej kontroli czasu wywnioskowała, że mają kilka sekund straconych. Chcąc je odrobić znowu pozwoliła siwemu rozpędzić się, podczas gdy ona odciążała jego grzbiet półsiadem, wpatrując się upartym wzrokiem w dwunastkę, która była coraz to bliżej pary. Nie była jakaś straszna, więc nieznacznie zwolniła ogiera, łydką sugerując odbicie. Od razu ponownie podniosła dupsko z siodła, nadgarstki przesuwając wzdłuż szyi zwierzęcia. Krótko go nagrodziła za bezbłędny skok, ale na horyzoncie już pojawiła się dość trudna przeszkoda, biorąc pod uwagę wszystkie poprzednie. Organizatorzy widocznie pożałowali szerokości między dwoma elementami płotu, przez co Mia na chwilę pomyślała, że te dwa grubasy (chociaż ona przecież jest tą cięższą! ) nie zmieszczą się tam.
....Odpędziwszy od siebie wątpliwości naprostowała Contendro na środek wolnej przestrzeni, wręcz modląc się o to, by i to nie sprawiło im problemów. Może została wysłuchana, może to jej doświadczenie z umiejętnościami konia, bądź co bądź dziewczyna nawet nie dotknęła drewna nogami, które dokładnie przyłożyła do boków holsztyna. Pochylając się nad nim umożliwiła gładki przeskok nad trzynastką. Jaka pechowa, gdyby nie tamto pojedyncze zwolnienie szli jak burza i, co najważniejsze, bez wolt, które Contendro Boy tak kochał! Za to też nie obyło się od klepanka po szyi, chociaż Alight nie pozwoliła sobie na tak długie lenistwo ze swojej strony. Przedostatnia przeszkoda nieubłagalnie się zbliżała, nie wzbudzając w niej jednak żadnego strachu. Była wyższa, ale i tak nie miała powyżej metra wysokości, więc co to dla niej? Może oporność była utrudnieniem, ale to dalej nie zniechęcało kobiety.
....Odważnie poprowadziła holsztyna prostopadle do przeszkody, ufając mu na tyle, żeby pozwolić mu samemu wybrać miejsce do wybicia. Dopilnowała tylko tego, by nie wyłamał i jechał prosto, co osiągnęła przez zamknięcie go w swego rodzaju korytarzu z pomocy. I to nie było dla nich takim wyzwaniem, któremu by nie podołali. Śmignęli nad konstrukcją niczym spadająca gwiazda, ale im do spadku było daleko. Znowu klep klep po łopatce i już prują na ostatnią przeszkodę! Czyżby w końcu udało im się ukończyć przejazd? Mia czując przypływ adrenaliny zrobiła widowiskowe dodanie, którym niestety CB nie mógł się długo nacieszyć. Zjechawszy z zakrętu w lewo skróciła nieco krok, tym samym uzyskując nieco wyższy skok. Przysiadła i jak dziecko odliczyła do trzech czując przy tym porównywalną radość do tego, gdy taka sobie sześciolatka dostałaby nową lalkę. Poczekaj, teraz sześciolatki dostają iPhony. Ta, teraz powinna zapaść niepokojąca cisza. Wyczuwam facepalmy!
....Naprawdę nie chce mi się już pisać, pomijając fakt, że teraz powinnam romansować z książkami od chemii, więc może po prostu napiszę, że znowu udało im się (jakby to był przypadeg B) ) pofrunąć nad piętnastką, a będąc już za nią pogoniła Kontenera na tych ostatnich metrach, by z słodkim śmiechem przekroczyć linię mety.
....ztAmelie - 2015-09-21, 19:36
PRZEJAZD C.D.
Pochwaliła Deadię za pokonanie piątej przeszkody, licząc, że może to im obu doda pewności siebie. Nadal skupiona nakierowała karą na szóstkę, starając się w końcu nakłonić ją do szybszego tempa, stracili już wystarczająco dużo czasu. Jednocześnie próbowała uniknąć potknięć, które jak dotąd były dosłownie i w przenośni, niczym kłody pod nogi. Starała się też trzymać klacz w ustawieniu skupioną i zaangażowaną.
Marzenie ściętej głowy, hanowerka nadal potykała się na nierównościach, a Amelie walczyła z tym, żeby się to nie skończyło całkowitą utratą równowagi, żeby dziewięciolatka całkiem się nie zdekoncentrowała, ewentualnie starała się przywrócić ją do tego skupienia i nadgonić tempa, po czym znów się potykały i cała sytuacja się zapętlała. Tak czy owak dotarły do szóstki, która wyglądała jak drewniana kłoda na murku. Podobnie jak wcześniej Mel zamknęła Dumę w pomocach, starając się o trzymanie ustawienia i skupienia. Przed przeszkodą pomagała Dei znaleźć miejsce do wybicia, tak by nie traciły czasu ani sił na za wysokie, lub za dalekie pokonywanie przeszkód. Pod wybiciu białowłosa oddała wodze przy szyi konia, przeszła do pół siadu i zgrała się z Deadią. Wyglądało na to, że jednak z samymi przeszkodami nie miały problemu, co jakoś jej nie zdziwiło, wystarczy zsumować klasę, w której chodziła Dea i jej entuzjazm do skakania.
Ruszyły na przeszkodę numer 7, dziewczyna, która pozostała w półsiadzie, znów starała się nadgonić, ale powtarzała się ta sama sytuacja co wcześniej. Przed przeszkodą dziewiętnastolatka wróciła w siodło i starała się jakoś doprowadzić klacz do skoku, jednak Duma potknęła się tuż przed przeszkodą, co uniemożliwiło im wybicie się. Halley zaklęła w duchu, pozostała jednak opanowana. Wykonała woltę z hanowerkę, próbując ją uspokoić, skupić i przywrócić do ustawienia, przed ponownym najazdem na przeszkodę. Tym razem nie pozwoliła, żeby coś się stało. Zamknęła dziewięciolatkę w pomocach i doprowadziła na przeszkodę, mając tylko nadzieję, że tym razem się nie potknie. Niemka robiła wszystko, by do tego nie dopuścić. Wyraźny sygnał do wybicia, oddanie wodzy na kontakcie, podążenie za ruchem konia, a po lądowaniu pozostała w półsiadzie.
Jasnowłosa pokierowała hanowerkę na ósmą przeszkodę, która nieco przypominała szóstkę. Tak jak wcześniej starała się uniknąć potknięć nawet kosztem czasu. Przyśpieszała Dumę tylko gdy ta nie potykała się już tak często, miała też nadzieję, że kara zmieniła swoje nastawienie i chętniej idzie naprzód, chociaż i tak próbowała to korygować. Dojechały do przeszkody, którą pokonały podobnie jak poprzednie, jednak już bez zakłóceń w rodzaju dodatkowej wolty przed ósemką. Po przeskoczeniu Niemka pochwaliła klacz i ruszyły na dziewiątkę powielając starania o utrzymanie ustawienia i podgonienie tempa. Przed przeszkodą Amelie wsiadła w siodło i znów zamknęła Deę w pomocach, starając się podejść do kolejnego skoku na zimno, z opanowaniem. Wyliczyła jak najlepszy moment do odbicia, poprzedzony łydką, a pod wybiciu się oddała stosowną ilość wodzy, współpracując z koniem podczas skoku.
Do dziesiątej przeszkody nie było tak daleko i Mel miała nadzieję, że nic fatalnego się nie stanie, kto wie może nawet nadgonią. Dojechały do przeszkody oznaczonej jako 10 - "stone wall", gdzie wszystko przebiegło podobnie, a po lądowaniu nakierowanie na 5 ostatnich przeszkódAngel's Wings - 2015-09-21, 20:36 Angel wiedział, że coś się święciło tego dnia, sądząc po nadzwyczajnym zamieszaniu, które panowało w stajni tego dnia, nieco większym niż codzienny harmider. Gdy Jessie po niego przyszła był już niemal pewien o co chodzi. Chociaż częściej miał do czynienia z raczej zawodami na parkurze niż crossem, nie była to dla niego też kompletna nowość, której miałby się bać. Podczas rozgrzewki bezproblemowo radził sobie z ćwiczeniami, jednak jednocześnie zdawał się być nieco rozproszony, jakby nie mógł się doczekać samych zawodów.
Po tym jak ich wyczytali Jessie poprowadziła siwka na linię startu, utrzymując go w kłusie. Na starcie ogier parsknął nieco nerwowo przyglądając się czekającej go trasie, jednak tuż po dzwonku przeszedł płynnie do galopu w aktywnym, równym tempie i ruszyli na pierwszą, pobliską przeszkodę. Ogier łypnął na pierwszą przeszkodę, jednak nie miał problemów z jej pokonaniem, znów był w pełni skupiony. Dzięki pomocom Jessie wybił się energicznie w odpowiednim miejscu, nie myśląc nawet o wyłamaniu przeszkody. Po wybiciu ładnie baskilował nad przeszkodą współpracując z jeżdżcem i dość miękko wylądował. Radość z pokonania pierwszej przeszkody niemal go rozpierała jednak pozostał zaangażowany i opanowany. Ruszył na drugą przeszkodę energicznym galopem, jednak tak aby zostawić sobie dość sił na skoki, nawet jeśli przeszkody nie były bardzo trudne. Jak na jego stosunkowo niewielkie doświadczenie w crossie są w sam raz. Oldenburg jednak odpuścił sobie koncentrowanie się na kroczeniu w jak najlepszym stylu i typową dla niego lekkość kroków, chociaż też niedopuszczalnym dla niego było, by miał kroczyć bezładnie. Po prostu skupił się na tempie i skokach, cały czas współpracując z kobietą. Dwudziestolatka doprowadziła go do drugiej przeszkody, gdzie jak poprzednio odbił się, ładnie zgrywając się z amazonką i płynnie pokonując dwójkę.
Ruszyli kolejno na trójkę. Dwunastolatkowi czasem zdarzało się przyśpieszać, jednak nie był to żaden cwał, na który Wings dobrze wiedział, że nie może sobie pozwolić, bo nie wiadomo, czym by się to skończyło. Półparady jednak z pewnością były przydatne. Zastrzygł uszami przed trójką, dostając pomoce sygnalizujące mu nieco wyższy, mocniejszy skok. To nie stanowiło dla niego żadnego problemu, czasem lubił poskakać właśnie takie wyższe skoki, gdzie zostawiał sporo miejsca między sobą a przeszkodą. Tak więc i tym razem na czysto pokonali przeszkodę lądując bezpiecznie na ziemi, nawet jeśli nie było to najmiększe lądowanie. Wyglądało na to, że i czwarta przeszkoda pójdzie im podobnie a chociaż sam najazd do pewnego momentu był bezproblemowy, Jessie naprowadziła go na przeszkodę, jednak przy wybiciu siwy musiał się poślizgnąć, stracił oparcie, przez co chociaż z pewnym trudem zachowali równowagę lot nad przeszkodą był jaki był. Ogier stulił uszy, podobnie jak jeździec wytrącony z równowagi, co poskutkowało zgubieniem strzemienia. Jessie zachowała opanowanie przez co jakoś wylądowali, a amazonka szybko odzyskała stracone strzemię. Po kilku krokach galopu oldenburg się uspokoił znów przenosząc uszy do przodu i skupił się na zadaniu. Dalej kroczył można powiedzieć spokojnym galopem, na pewno nie szarżowali, bo mieli bardzo dobry czas. Po najeździe pokonali również na czysto piątkę.Unexpected - 2015-09-21, 21:19 Ogier raczej się nie obijał na drodze właśnie wręcz przeciwnie jakby mógł to by sunął niczym koń wyścigowy do przodu, mieli i tak dość zadowalający czas (chyba). On co prawda zegarka w oczach nie posiadał ale chyba najgorzej nie było nie? Koń nie panikował na widok drzew wręcz je omijał szerokim łukiem gnając dalej na przód, koń wyciągał nogi mocno do przodu niczym koń wyścigowy Wyjechali zaraz za zakrętu znajdując się na wprost szóstej przeszkody ogier zastrzygł uszami, koń wyraźnie opornie reagował na pomoce kobiety ale jednak skutecznie mimo wszystko działała wraz z koniem bo jechali na czysto. Murek nie był właściwie żadną przeszkodą dla gniadosza, solidnie odbił się z zadnich nóg by ładnie i płynnie przeskoczyć nad ową przeszkodą. ogier puszczony do przodu nie próżnował na dystansie tylko pędził ile sił w kopytach. W połowie drogi kobieta ponownie chciała ogiera zwolnić, lekko szarpnął pyskiem na boki wyraźnie z tego faktu nie zadowolony. Przez to zdecydowanie za wcześnie odbił się od podłoża mocno szarpiąc cielsko w górę, koń jakby nie zważał na sytuację amazonki w siodle bo sam był zaaferowany wylądowaniem odpowiednio na ziemię. Koń mocno wylądował na przody i przeszył go mocny ból w kończynie prawej i poczuł skurcz, raz jeszcze szarpnął pyskiem na boki ciągnąc za pewne za wodzę i zwalniając tempo. Nie był wstanie chwilowo jechać szybciej, ogier jednak szybko powrócił do chętnej jazdy na szczęście ten dyskomfort jakoś nie specjalnie wpłynął na ich czas. Udało im się ponownie wrócić w normalne tempo, toteż ósemkę przeskoczyli bez większego trudu. Jako że do dziewiątki było w miarę prosto ponownie pognali dość szybkim tempem w tamtą stronę, nie wiedział skąd tak mocne pomoce ale nie protestował zbytnio tylko się poddał amazonce. Wraz z łydką odbił się od ziemi, składając w locie oraz wyciągając nad przeszkodą by zaraz wylądować po drugiej stronie, koń nie miał w planach się wyłamywać czy inne podobne ładnie szedł do przodu oraz chętnie. Do dziesiątki był dość krótki dystans więc nie specjalnie się rozpędzali na nim, równym ale aktywnym galopem dojechali do niej by również i ją przeskoczyć.Contendro Boy - 2015-09-21, 21:46 Już mniej-więcej po pokonaniu jednej piątej dystansu dzielącego dziesiątą i jedenastą przeszkodę Kontenerek znów był w pełni swoich sił, ponownie prezentując publiczności swój najlepszy, niezwykle dynamiczny i obszerny galop. Być może stracili na czasie, ale widać było, że jeśli utrzymają to same, dobre tempo, to nie będą aż tak daleko za normą, jak można byłoby się spodziewać. Duży wykrok siwego tylko pomagał im w tej sytuacji, sprawiając, że pokonywali dzielące ich od mety metry jeszcze sprawniej, a przy tym - efektowniej. Ale w końcu to nie o efektowność, a o wynik i formę treningu w tym wszystkim chodzi, prawda? Był w swoim żywiole, brnąc przed siebie niczym rodowity WKKW'ista; warto napomknąć, że takowym nie był - nie miał nic wspólnego z pingwiniarstwem, potrafił pójść prosty cross, a parkury skakał... no, cóż, dużo lepiej, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że bardzo dobrze. Dojeżdżawszy do zakrętu zaczął odczuwać działanie ręki Mii, na które początkowo odpowiedział oporem, tj. zagryzieniem się na wędzidle i zadarciem łba; wiedząc jednak, że za konarami najprawdopodobniej czeka przeszkoda, uspokoił się nieznacznie, przybierając nieco rozsądniejsze tempo galopu, które pozwolił Mii skorygować już po wyjeździe na wprost do przeszkody. Postawił oba spocone radary w tamtą stronę, przez kilka kroków nieco wyraźniej pracując przodami, by tuż przed wybiciem nieco spłaszczyć swój wykrok i oddać mocny skok, którego energia pochodziła oczywiście od zadu. Wylądował w równowadze, niezależnie od tego, jak radziła sobie z wysiadywaniem jego niekiedy nawet półmetrowych zapasów Mia; dodatkowo ta nie musiała dbać o to, by galop pozostał aktywny, bo tak się składa, że Contendro Boy doskonale wiedział co ma robić i dosłownie foulee po dotknięciu wszystkimi kończynami powierzchni ziemi puścił się tym samym mocnym - nawet bardzo - tempem. Dawał z siebie absolutnie wszystko, wyciskając siódme poty w dystansie, a wszystko dlatego, że bieg po prostu sprawiał mu radość i przynosił satysfakcję. Nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem dwunastki - we wskazanym przez amazonkę miejscu odepchnął się zadem od ziemi, wprawnie złożył swie przody podkurczając je pod siwą klatkę i wyciągnął przed siebie łabędzią szyję, dzięki temu ułatwiając sobie złapanie równowagi podczas lotu. Wylądował, tak jak poprzednio, w równowadze, natychmiastowo wznawiając aktywny galop i nawet nie zwracając uwagi na przeszkodę, do której w tym zawrotnym tempie się zbliżali. Dopiero będąc kilkanaście metrów przed nią niepewnie spojrzał na konstrukcję, wahając się chwilę, czy aby na pewno powinien się do niej zbliżać, ale ostatecznie troszeczkę zbity z pantałyku podgalopował do wąskiego frontu, odbijając się wbrew woli kobiety przedwcześniej i zostawiając największy zapas, na jaki było go stać - a wszystko dlatego, że obawiał się tej specyficznej przeszkody. Z ulgą powrócił na ziemię, już do końca trasy nie żywiąc obaw: cały dystans pokonał w najlepszym galopie, na co dowodem była ilość piany i zlepiona sierść na jego cielsku. W wypadku przeszkód starał się robić wszystko, aby ich nie dotknąć, zostawiając po sobie ekonomiczne zapasy i wykonując wszystko wedle zaleceń dziewczyny. O ile dostał na to przyzwolenie na ostatniej prostej rozpędził się tyle, na ile pozwalał mu jego poziom energii, by z niejaką satysfakcją odkryć, że już koniec tych przyjemnych męczarni, if u know what i mean. Mistrz Gry - 2015-09-21, 22:32
82; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
Opis
Kolejne pięć przeszkód bez problemu, w dobrym czasie.
26; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
Opis
Kolejne pięć przeszkód bez problemu, w dobrym czasie; po dziesiątej przeszkodzie jeźdźca złapał bolesny skurcz w okolicach serca, aczkolwiek niegroźny. Był jednak uciążliwy i dość dekoncentrujący. Mimo to czas dalej w normie...
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!