Carthago Z - 2015-02-21, 21:15 No to tak ale nie trzeba było przesadzać z pochwałami, jedna w połowie i jedna na koniec treningu zupełnie starczała ogierowi. Po mału zmniejszali średnicę figur, przez co ogier robił się dość elastyczny bo musiał się na machać przy wygięciach. Źle rozgrzany mało że nie pojedzie na 100% może zrobić sobie lub jeźdźcowi przypadkowo krzywdę a tego nie chcą nie? Po chwili kłusa na obie strony przeszli do stępa, chwila odpoczynku dobrze im zrobi/ła.Miles - 2015-02-21, 22:23 ....Po owej krótkiej chwili odpoczynku ponownie skrócił wodze, posłał do pyska Carthago dwie-trzy półparady (nie gwałtowne, a subtelnie informujące o nowym ćwiczeniu) i cofnął zewnętrzną łydkę, prosząc go o galop na lewo. Wypchnął go przy tym delikatnie z krzyża pilnując, aby nie zmieniał w tym ruchu ustawienia.
....Po przejechaniu dwóch okrążeń 'tak po prostu' zaprosił konia do nieco ambitniejszej pracy. Wyraźnie skrócił galop, prosząc go o znaczne zwolnienie do wymaganego tempa. Chciał spróbować się pobawić i sprawdzić zwrotność konia, więc w owym zebranym galopie wykonał najciaśniejszy możliwy zakręt, wyjazd na prostą i zmianę nogi. Uważał, że skoro miał tak dobry papier a na boksie wypisane tak wiele dobrego, nie musiał bawić się w sprawdzanie podstaw. Jak ich nie umiał - trudno. Wydawało mu się, że konie takie jak ten raczej powinny mieć o tym pojęcie.
....Po zmianie kierunku, podobnie jak wcześniej, regularnym tempem rozgalopował go (dwa do trzech kółek). Tym razem zamiast skróconego, lekkiego galopu zaproponował mu mocne tempo w solidnym dodaniu. Jeśli miał dosiąść go jeszcze kiedyś, siwek musiał go przekonać, że umie galopować w dystansie. Nie chcieliby się wlec po całym crossie w takim tempie, że wystartowaliby rano, a zajechali południem, hm? Bywa, że trasy mają po 7 kilometrów i należy to pokonać w na prawdę zgrabnym czasie. Wracając do treningu, wysłał Carthago sygnał do dodania i wysunął ręce lekko do przodu, oddając wodze. Ponieważ łąka była ogromna, a zarazem pusta mieli dużo miejsca, by się rozpędzić. Gdy osiągnęli zadowalającą (a takowa niską nie była) prędkość, przegalopowali w niej kilka foulee, a następnie chłopak mocniej siadł w siodło i cichym 'prrr' połączonych z mocnymi półparadami prosił o zwolnienie. Kiedy znaleźli się z powrotem w kłusie siwek otrzymał dłuższą wodzę i został poklepany.
....Krótsza chwila kłusa na dłuższej wodzy, a następnie chłopak znów zebrał wodze. Tym razem bez przejścia do stępa - skoro mają zaraz ruszyć na tor, niech się przyzwyczaja do dłuższego wysiłku. Ponownie zagalopował, znów na lewo i odszukał wzrokiem niewielką stacjonatę ustawioną na potrzeby rozprężenia zawodników. Mierzyła około 95 centymetrów, toteż nie miał przed nią specjalnie obaw - lekkim, spokojnym tempem dojechał do niej i w optymalnym miejscu wybicia wysłał sygnał łydką, wchodząc w delikatny półsiad i oddając wodze. Powtórzył to ćwiczenie dwa razy na lewo i trzy na prawo, a następnie przeszedł do stępa, 'rzucił' siwkowi wodze i poklepał. Są gotowi.Carthago Z - 2015-02-22, 16:45 Ponownie się zebrali, nie miał problemu z pół paradami ale nie musiały być gdyż ogier świetnie sobie radził jak się już raz skupił. Czując sygnał do zagalopowania oczywiście to uczynił. Zaprosił jak to fajnie brzmi Czując odpowiednie sygnały skrócił wykrok i tempo galopu, potem ciasny zakręt gdzie ogier prawie wypadł z rytmu i ustawienia udało mu się jednak jakoś żwawo poskładać i wyjechali na prostą zmieniając przy okazji nogę. Oczywiście że znał i umiał podstawy i nawet więcej ale dawno nie pracował pod siodłem i zgubił jakoś ten rytm czy zapał. Znowu zrobili w tym tępie z dwa może trzy koła, tym razem przeszli do szybszego tempa siwek ładnie biegał choć wyścigówką nie był. Carth ładnie się wyciągał, galop był płynny oraz dość szybki w końcu kiedyś startował w crossie i wcale nie był tak daleko w końcowym wyniku. Potem zwolnili do kłusa, w nim trochę pojechali na luźniejszej wodzy potem przejście znowu do wysokiego ustawienia. Potem zagalopowanie na lewo i najechanie na stacjonate stosował się do sygnałów jeźdźca by wybić się w odpowiednim miejscu podkurczyć przody, złożyć tyły i wylądować po drugiej stronie.Miles - 2015-02-24, 20:35 ....Poklepał ogiera po raz ostatni po łopatce i po chwili odpoczynku pozbierał wodze. Tym razem siwka nie czekało przejście do wyższego chodu czy nawet skok - skierował go stępem w kierunku trasy. Ustawił się wraz z Carthago w bramce startowej, prosząc stajennego o pomiar czasu - zupełnie tak, jakby wybrali się wspólnie na zawody. Podejrzewa, że skoro ogier jest WKKW'istą, jest obeznany z tego typu rzeczami i nie będzie mieć kłopotu z zagalopowaniem ze stój i szybkim tempem bezpośrednio po starcie.
....Słysząc charakterystyczny dźwięk stopera w błyskawicznym tempie wysłał siwemu wyraźny sygnał do galopu, wchodząc w półsiad i rozglądając się za pierwszą przeszkodą. Niski, około siedemdziesięciocentymetrowy domek czekał na nich po około dwustu metrach pustego dystansu, który Miles przejechał w szybkim, ale nie morderczym tempie. Ściganie zostawią sobie na koniec. Siadł w siodło przed wejściem w zakręt i pojechał przeszkodę na cztery, nie było bowiem potrzeby do skracania dystansu do trzech czy dwóch foulee. Nie znał do końca możliwości konia, więc jechanie crossówek blisko mogło się skończyć słabo dla ich obu ....Kolejny był wąski front o wysokości 80 cm, znajdujący się w linii na siedem foulee od domku. Nie wchodził w półsiad między tymi dwoma przeszkodami, zaczekał z ciałem do samego odbicia i pilnował ogiera do końca, w razie, gdyby ten zechciał zakręcić przed przeszkodą. Siedział na tyle mocno i stabilnie, by Carthago podczas wszelakich wybryków miał spore trudności z pozbyciem się go z grzbietu.
//post bez ładu i składu, wybacz.Carthago Z - 2015-02-25, 20:56 Pochwalony obił tylko ogonem o swoje siwe boki, ponownie przeszli w wyższe ustawienie. Ruszyli stępem w kierunku trasy, siwek przyglądał się wszystkiemu bacznie gotowy do działania. Ustawili się na bramce startowej, ogier lekko przestąpił z nogi na nogę niecierpliwiąc się. Kiedy chłopak wysłał mu sygnały od razu ruszył galopem przed siebie dość uważnie stawiając kroki ale udało im się dobrze galopować do przodu. Weszli w zakręt dość łagodnie weszli zbliżając się do pierwszej przeszkody kiedy najechali na nią ogier wybił się z zadu ładnie nad nią przeskakując. Potem płynnie popędzili na kolejną przeszkodę, podobnie zachował się jak na domku mechanizm ten sam działania był. Koń już jak pracował na parkurze/czwroboku/crossie to nie wyprawiał żadnych dziwactw chyba że jeździec wyraźnie sobie nie radził.Miles - 2015-03-13, 17:07 ....Nie wiedział do końca, czy koń ma tzw. guziczek i na ile może sobie pozwolić, ale ponieważ przed nimi pojawił się dystans około 1,5 km jedynie z jedną przeszkodą w drodze do jeziora, postanowił trochę przyspieszyć. Włączył tempo crossowe i wszedł w półsiad, starając się stawiać jak najmniejszy opór powietrza i dając siwemu szanse na na prawdę mocny galop. Nie pozwalał mu jednak na nic, co mogłoby być dla niego morderczym wysiłkiem - nie mieliby wtedy odpowiedniej ilości energii na kontynuację toru. Więc pozwalając mu na mocne, ale nie idiotyczne pod kątem prędkości tempo.
....Jak już wspominałam, po drodze do przeszkody wodnej znajdowała się tylko jedna przeszkoda - mianowicie dziewięćdziesięcio centymetrowy coffin. Będąc w linii prostej do przeszkody nieco przytrzymał siwka, tak, by około trzy foulee przed nią jechać równym, bardziej parkurowym niźli crossowym tempem. Po oddaniu skoku i wylądowaniu znów wrócili do poprzedniego tempa, by po krótkiej chwili w oddali widzieć już zbiornik wodny, który miał być kolejnym elementem trasy.Carmargue - 2015-03-14, 16:28
Harley Davidson napisał/a:
Mężczyzna zadowolony był jak na razie z przebiegu rozgrzewki... No, może poza tymi zatrzymaniami. Ale to teraz niewiele mógł zrobić. Starał się nagradzać nieruchomość ogiera - najpierw sekundę, dokładnie moment bezruchu gniadego. Potem będzie starał się ten czas po prostu wydłużyć. I może kiedyś sobie to przećwiczą porządniej, jak znajdą się gdzieś, gdzie jest więcej ścian, płotów do wykorzystania... Wtedy zadziała trochę presja, ograniczenie drogi z przodu i Kalmar będzie musiał tak czy tak pozostać nieruchomy. A Harley będzie to nagradzał i w końcu mam nadzieję, że dojdą do jakiegoś akceptowalnego efektu.
Jak na razie siedział sobie na wygodnym krewecie. W chwili obecnej miał go na wyższym ustawieniu, dał mu delikatną łydkę, lekko wypchnął ze spiętego krzyża. Zaraz odchylił się lekko do tyłu, w galopie podpierając ogiera biodrem, prawie niewyczuwalnie. Po prostu dobrał siłę sygnałów do wrażliwego, czułego na pomoce Kalmara. W tym chodzie pojeździli sobie głównie wolty i ósemki, trochę przejść do kłusa i zaraz przejście na stęp swobodny i opuszczenie ubitego piachu rozprężalni. Czas na właściwy trening! Mężczyzna po chwili odpoczynku - dla siebie i dla ogiera - poprawił jego ustawienie, dał pomoce do zagalopowania na prawą.
Ogier rozejrzał się, lekko zestresowany. Wyszedł z kontaktu i zagalopował, po chwili powracając do ręki Harley'a. Uwalił mu się mocno na ręce, co dla jeźdźca pozostawało bardzo uciążliwe. Pomachał ryjem na dwie strony, kiedy Harłak kazał mu wejść na woltę. Łeb wygiął do środka, wypadł łopatką do zewnątrz i tak sobie biegł, bez względu na to, czy jeździli ósemki, czy koła. Nie wiedzieć czemu, w Carmarze nastąpiło nagłe spięcie, które przełożyło się na jazdę. Zazwyczaj lekki na przodzie i dobrze pracującym zadem, w tej chwili odwrócił wszystko w przeciwną stronie. Zdenerwowany brakiem zrozumienia przez siebie jeźdźca, zatrzymał się i zaczął gwałtownie cofać, potykając się o własne nogi.Harley Davidson - 2015-03-14, 16:42 Spodziewał się, że taki moment załamania nastąpi prędzej czy później - w końcu Carmar był stworem bardzo nerwowym, narowistym (ale kochanym <3). Z troską więc odstawił pomoce, wiedząc, że wprowadzą tylko większy mętlik w głowie gniadosza i począł doń uspokajająco przemawiać, tak jak zawsze, dokładając do tego masowanie jego szyi, jedną dłonią.
Gdy holsztyn zaczął się cofać przystawił lekko łydki do jego boków, żeby go zatrzymać. Nie działał mu niczym na ryjcu, poluźnił wręcz znacznie kontakt, nie mogąc wytrzymać napięcia, jakie stwarzał zwieszający mu się na ręce ogier.
-Moja kochana kreweciu! Spokojnie, spokojnie...
Ogólnie mężczyzna był cały czas gotów na jakiś zwrot akcji - w pracy z tym pięknym koniem było coś niesamowitego - nieprzewidywalność! A to jest to co Harłaczki lubią najbardziej.Carmargue - 2015-03-14, 16:48 Carmar zastrzygł uszami, kiedy Harłak zaczął go masować. Wydało mu się to rozluźniające, a jednocześnie niepokojące. Nie był w stanie zorientować, czy głaszcze go jego człowiek, czy chodzą po nim jakieś robale. Ogier nienawidził owadów. Machnął ryjem w stronę łopatki, kłapiąc przy tym zębami. Okazał w ten sposób swoją dezaprobatę.
Przyłożenie łydek, odebrał niemalże natychmiast, wyskakując z zadu i tworząc coś na wzór caprioli. Po wylądowaniu, rzucił kilkakrotnie zadem, przednie nogi oderwał od ziemi i ... potknął się. Strzała, gleba, Harłak i Carmar leżą na ziemi.Harley Davidson - 2015-03-14, 16:58 W zamyśle łydki nie miały spowodować aż takiego "bum"! Mężczyzna przez pierwszą sekundę nie do końca rozumiał co się dzieje - w jego głowie telepało się tylko, że ogier się ani trochę nie uspokoił i że chyba trzeba to przeczekać. W powietrzu dostał porządnie po mordzie podmuchem wiatru, zmrużył oczy, trzymając się mocno w siodle łydkami, dosiadem, odchylając się lekko w tył... I to był bardzo zły wybór! Lepiej by było, gdyby zleciał wcześniej i się ewakuował. Ale zbyt późno doszło do niego, że równowaga legła w gruzach i lecą na glebę. Oczywiście próbował przeciwważyć temu upadkowi i pomóc ogierowi, wrócić do zwykłej postawy, ale to było nie do odratowania.
Zagryzł zęby, tak, że szczęki go wręcz zabolały, stracił na chwilę oddech i jęknął głucho, bo Kalmar zwalił mu się całym ciężarem na nogę. Lewą. Prawą jakoś uwolnił ze strzemienia, ale nie miał w sumie siły zrobić nic więcej, czuł tylko tępy ból i oddychał ciężko z myślą, że to na pewno zaraz przejdzie... Może to jednak nie będzie nic poważnego. Zacmokał jakoś cicho, starając się zachęcić swojego dzikusa do wstania. Wodze wypuścił spomiędzy palców.Carmargue - 2015-03-14, 17:05 Ogier miotał się przez dłuższą chwilę, próbując podnieść się z Harley'a. Wpadł niefortunnie, nie pod tą stronę "co trzeba". Gniady w przypływie paniki, przewrócił się wraz z siodłem, na drugą stronę. Spowodowało to złamanie tylnego i przednie łęku. Koń rzucił jeszcze kilkakrotnie zadem i począł galopować po całym torze, z każdą sekundą coraz bardziej zestresowany. Przeszkody krosowe, otwarta przestrzeń i strzemiona obijające się o jego boki, wcale mu w niczym nie pomagały. Ogier nie zdawał sobie przecież sprawy z tego, że dla jego Pana mogła stać się krzywda.Harley Davidson - 2015-03-14, 17:24 Gdy ogier wstał odetchnął z ulgą. Adrenalina do końca jeszcze nie zeszła, krew szumiała mu w uszach, ale takiego strasznego bólu nie czuł. Nie spojrzał nawet w stronę obolałej nogi, bo wzrokiem podążał za swoim koniem. Który oszalał. No.
-Carmargue! Krewetka!
Uniósł się na rękach, siadając, trochę otrzepał się z piachu. Miał nadzieję, że jego głos trochę tego holsztyna dzikiego ogarnie, ale szanse były małe. Zaczął więc podnosić się by wstać, oparł się na tej nodze, która uniknęła "ciosu", zaraz na tej drugiej i gleba! Jęknął, patrząc na ciemne bryczesy. Obmacał łydkę, kolano... I nogi normalnie nie mają takiego kształtu. Coś jest nie halo. Spojrzał na ścieżkę za płotem - jak na złość stajennych zero. A jak on tego wariata złapie?
-Pomocy! Pomocy czy coś!Carmargue - 2015-03-14, 17:31 Carmar biegał w takim tempie i tak długo, że stanęła na nim piana. Pokonał kilkakrotnie różnego rodzaju przeszkody krosowe, stanęły mu bowiem na drodze. To cud, że nie zaplątał się w wodze. Cholernie zmęczony i styrany, przeszedł do kłusa, a po nim niemalże od razu do stępa. Rozejrzał się dookoła, ciężko dysząc. Nie dostrzegł żadnego konia. W oddali dostrzegł jedynie Harley'a, leżącego na ziemi. Gniady zestresował się samotnością i pogonił do Harłaka. Zatrzymał się przed nim, ryjkiem trącając twarz mężczyzny. Pot skapywał na twarz Pana. Z resztą, pot był wszędzie. Ciężkie, szybkie oddechy, wkradały się i wykradały z płuc konia. Stał jednak dzielnie, zauważając, że coś jest z Davidson'em nie tak.Harley Davidson - 2015-03-14, 17:37 Wołanie nie zadziałało, a adrenalina w końcu zeszła. To oznaczało spory ból. Mężczyzna ledwo go wytrzymywał, przestał trochę kontaktować, leżał na ziemi, gapiąc się na niebo a świat wokół był niewyraźny. Z początku przestraszył się Kalmara, bo ruchy ogiera dostrzegł jako urywane, impulsywne. Nie był pewien czy wybuch już mu przeszedł... Delikatnie pogładził jego miękkie chrapy i złapał wiszące ku ziemi wodze, jedną ręką znów podniósł się do siadu, ale nic więcej nie mógł zrobić. Uspokajając również samego siebie, głaskał łeb gniadosza, czując jak jego ciepły pot zostaje na jego dłoni, rękawie swetra. Nie miał ze sobą telefonu, więc wezwanie pomocy było niemożliwe wręcz.
*wkopujemy użytkownika trzeciego czy stajennego? :DMiles - 2015-03-14, 18:22 ....Wszystko było w jak najlepszym porządku, mocnym tempem przemierzali kolejne metry toru, aż do chwili w której na torze zjawił się samotny koń. Nie w kantarze i derce - taki, który uciekł z padoku, a w całym potrzebnym osprzęcie, w dodatku spanikowany i ubrudzony. Momentalnie zatrzymał siwego, następnie kłusem krążąc po torze. Jedną ręką trzymał wodze, drugą zaś wyjął telefon i zadzwonił po pracowników, coby Ci złapali konia. Sam zaś zajął się szukaniem jego jeźdźca, którego najwidoczniej zgubił po drodze.
....Kolej rzeczy stała się jasna, gdy kawałek stąd dojrzał mężczyznę leżącego na ziemi. Zadzwoniło mu w uszach ze zdenerwowania, ale mimo wszystko skierował swojego konia kłusem w ową stronę. Zatrzymał konia gdy znalazł się około siedem metrów od nieznajomego i zsiadł. Podszedł do mężczyzny wraz z ogierem, na razie nie zbliżając się do drugiego konia.
- Słyszysz mnie? - rzucił tylko krótko w jego stronę, sprawdzając, czy nadal jest przytomny. Zajął się wyjmowaniem telefonu, przymierzając się do zatelefonowania po pomoc.