Seth - 2018-04-20, 00:01 Przyglądał się zarodkom z dużą uwagą. Po zakończeniu ich dokładnej oceny umieścił zarodki w specjalnie do tego celu przeznaczonych słomkach z pomocą mikromanipulatora, po czym przygotował się do transferu zarodka z najlepszymi rokowaniami do macicy Hell No. Słomkę z zarodkiem umieścił w pistolecie, a następnie zbliżył się do klaczy w towarzystwie przydatnego asystenta.
Dla Hell No również nie był to nowy proceder, ale nie oczekiwał, że będzie go przyjmować jak gdyby nigdy nic, na szczęściie na wszelki wypadek ograniczał ją boks i uwiązy, a także czuwający Sethowy asystent. Najpierw musiał się dostać do trzonu macicy. Uwidocznił szyjkę z pomocą wziernika, po czym kierując się niezbędną precyzją, z pomocą wspomnianego, specjalnego pistoletu zdeponował zarodek. Teraz wystarczyło poczekać, by dowiedzieć się czy zarodek przyjął się, dlatego Hell No miała być pod stałą obserwacją. Po dopełnieniu wszystkich procedur i odpowiedniej opieki nad kłaczami w końcu obie mogły zostać uwolnione i odwiązane, oraz odprowadzone do stajni. Seth w tym czasie zabezpieczył zarodki i zajął się uzupełnianiem dokumentacji.C.J. Marshall - 2018-04-21, 09:09 Dłużyło mu się czekanie na zakończenie zabiegu, ale że przyglądanie się mu było stosunkowo ciekawe - a w sumie nie tyle co przyglądanie się samemu zabiegowi, co perspektywa tego, że druga klacz urodzi źrebaka pierwszej (co za abstrakcja) - to jakoś upłynął mu czas spędzony w tym miejscu.
Gdy było już po wszystkim, mężczyzna odwiązał Hell No i wyprowadził ją do stajni. /ztPetit Coeur - 2018-04-21, 21:35 Po tym, jak Seth od niej odszedł by zająć się oględzinami pobranych zarodków, klacz równie dobrze mogłaby już wrócić do stajni. Tymczasem czekała aż ktokolwiek się nią zainteresuje, co nastąpiło dopiero po tym, jak zabieg transferu został w pełni dokonany. Wówczas została odwiązana i zaprowadzona przez asystenta z powrotem do stajni. /ztHell No - 2018-04-21, 21:41 Druga część zabiegu, bezpośrednia dotycząca samej Hell No, również nie była najmilsza dla klaczy. Nie pomagał jej fakt, że już raz to przeżyła, bo po prostu było to mało przyjemne, aczkolwiek na szczęście trwało krótko. Na tyle krótko, żeby nie zdążyła się porządnie zdenerwować.
A po wszystkim...? Cóż, teraz pozostało tylko czekać. To była prawdziwa loteria, w końcu zarodek mógł się nie przyjąć, a wszystkie plany mógł strzelić szlag. Czas miał pokazać jak będzie tym razem.
Została wyprowadzona przez CJ'a do stajni. /ztWhatever Impossible - 2018-05-04, 20:34 No coś w tym właśnie było. No kary też miał nadzieję że nic mu się nie przytrafi, ale nigdy nic nie wiadomo nie? Ogier znosił dość cierpliwie wszystkie zabiegi głównie dlatego, że był pod wpływem leków. Po wszystkim wyszedł za weterynarzem do stajni.
z.tAvro Lancaster - 2018-08-12, 15:31 Avro już od kilku dni był bardziej osowiały i mniej chętnie integrował się z ludźmi oraz innymi końmi. Stajenni uznali to jednak za oznakę rozleniwienia, bowiem od paru miesięcy wierzchowiec opuszczał boks wyłącznie w celu odwiedzenia padoku bądź pastwiska, od czasu do czasu wychodząc na karuzelę lub basen. To było też powodem, dla którego stajenni uznali wzdęcie ogiera za lekkie przybranie na wadze. Tymczasem koń od dwóch dni miał problemy z wypróżnianiem, co było niejakim powodem ów wzdęcia i powodowało u niego ból. Od wczoraj ów ból narastał, lecz jako zwierzę dość odporne i nieczułe na tego typu bodźce, Lancaster nie dawał tego po sobie tak odczuć. Tylko czasami, gdy ból był zbyt silny, zwierzę stękało cicho i przysiadało na tylnych nogach, lecz nie pokładał się, ani nie okazywał dyskomfortu w żaden inny sposób. Avro to naprawdę wytrzymały rumak, po którym ciężko poznać zmęczenie, czy jakiekolwiek objawy. Dopiero wieczorem było widać po nim mocniejsze wzdęcie, spojówki miał widocznie zaczerwienione, a na ciele pojawiały się większe ilości potu, który był wynikiem dużego stresu oraz boleści. Słychać też było, że oddycha ciężej, a od czasu do czasu wydaje z siebie cichsze lub głośniejsze stęknięcia. Głośność i częstotliwość tych dźwięków oraz pozostałych sygnałów narastała wraz z upływem czasu. Wtedy też ogier zaczął się pokładać i już na sto procent wiadomo było, że trzeba czym prędzej skontaktować się z weterynarzem. Ten miał pojawić się dzisiaj, jak najwcześniej się tylko dało. Od bladego świtu przy boksie karego pilnie doglądał jeden ze stajennych, kręcąc głową i nie do końca wiedząc, jak to się stało, że jednego dnia wierzchowiec wydawał mu się zdrowy, a już następnego coś było z nim nie tak. Kolka w przypadku karego postępowała tak szybko, a on przez pierwsze chwile tak dobrze się maskował, że ciężko było o natychmiastową reakcję.
Jednak tego poranka ból tak bardzo wierzchowcowi nie doskwierał. Właściwie w ogóle go nie odczuwał i chociaż stał spokojnie, to sprawiał wrażenie bardzo chorego, albo osłabionego. Stale oblewały go zimne poty i drżał lekko na całym ciele. Jego uszy drgnęły niemal niezauważalnie, gdy dotarł do nich dźwięk dzwonka telefonu. To wiadomość z kliniki przyszła do stajennego, jednocześnie informując go o przybyciu weterynarza. Wówczas mężczyzna sięgnął po kantar oraz uwiąz wierzchowca i wszedł do boksu. Podszedł do niego, gładząc lekko jego szyję. Nie zwlekał jednak, dlatego już po chwili założył na głowę konia kantar i przypiął do niego uwiąz, zachęcając do ruszenia. Avro niezbyt chętnie ruszył przed siebie, krocząc powoli, jakby sprawdzając czy podłoże jest wystarczająco stabilne.
Stajenny doprowadził go do kliniki. Na miejscu przywitał się z weterynarzem i nakreślił mu zauważone objawy wierzchowca.Leon Parkin - 2018-08-12, 19:37 Fakt, że klinika przylegała do terenu stajni, był znacznym ułatwieniem dla jej mieszkańców. Leon i reszta zespołu miała ciągle oko na podopiecznych Orchadów, ale czasami nawet to nie pomagało zareagować w porę... Tym razem zawiniła być może opieszałość opiekunów, a być może nietypowe objawy kolki, które zdawały się samodzielnie ustąpić, by następnie pojawić się raz jeszcze, ze zdwojoną siłą.
Leon od razu przystąpił do oględzin konia, jednocześnie zbierając wywiad od stajennego. Zaczął od sprawdzenia tętna, które okazało się dość wysokie, ale jeszcze akceptowalne, a następnie zajął się osłuchiwaniem konia. Niestety jego brzuch był tak spięty i bolesny, że nie sposób było go dobrze zbadać, więc Leon zdecydował się na podanie ogierowi środków przeciwbólowych i rozkurczowych, które w najlepszym przypadku miały pomóc zwierzęciu. Jego asystent założył koniowi wenflon, przez który miały mu zostać podane dożylnie leki. Leon obawiał się najgorszego, ale jeszcze chciał dać szansę koniowi, póki ten był w miarę stabilnym stanie. Jednocześnie zarządził założenie sondy nosowo-żołądkowej, za której pomocą Leon chciał zmniejszyć ból i ograniczyć ryzyko pęknięcia ściany żołądka czy jelit. Po podaniu leków - zarówno przeciwbólowych i uspokajających - w dalszym ciągu obserwował na bieżąco reakcje Avro, patrząc nie tylko na wyciąganą poprzez sondę treść żołądka, ale również sprawdzając tętno ogiera. Gdyby zaczęło rosnąć, a jego organizm wyraźnie nie reagowałby na leki, być może okazałoby się koniecznie natychmiastowe operowanie konia, żeby uratować jego życie. Jeden z asystentów - jako że w takich wypadkach cały zespół brał udział - był w międzyczasie w kontakcie z właścicielem, od którego zależało dalsze postępowanie. Równie dobrze mógł nie wyrazić zgody na operację ze względu na koszty, a wtedy zespół robiłby tylko tyle, ile w ich mocy.Avro Lancaster - 2018-08-12, 22:18 Wierzchowiec nie odczuwał jakiegokolwiek stresu związanego z wizytą w klinice, gdyż skupiał się głównie na swoim złym samopoczuciu. Pogarszało się ono z każdą kolejną chwilą. Ponownie zaczął odczuwać większy ból i mimowolne skurcze, które wywoływały widoczne drżenie mięśni oraz wzmożone pocenie. Avro nie był zbyt chętny do badań, dlatego ilekroć weterynarz zbliżył się do niego, aby wykonać swoje czynności, koń dodatkowo się spinał i próbował się odsuwać. Zachowanie to nie było jednak wynikiem zwykłego "widzimisię", a odczuwanego bólu. Równie niechętnie przyjął też podane leki, ale już z dużo większym spokojem zaakceptował aplikację wenflonu.
Zaczerwienionymi ślepiami łypał na obecnych w pomieszczeniu ludzi, jakby prosząc o jak najszybsze zakończenie tego spotkania. Z dezaprobatą przyjął sondę, którą weterynarz wsunął koniowi przez nos. Odrobinę się przy tym przemieszczał, wykonując więcej i mniej gwałtowne ruchy, co najprawdopodobniej mogło przyczynić się do pogorszenia sytuacji. Ból w okolicy brzucha ustał na moment i bynajmniej nie była to zasługa opróżnienia żołądka poprzez sondę. To przypuszczalne pęknięcie jelita ulżyło ogierowi w tym ogromnym bólu. Szkopuł w tym, że nie świadczyło to o poprawie, a wręcz przeciwnie - o nagłym pogorszeniu. Już po chwili tętno ogiera gwałtownie podskoczyło, a całe jego ciało zaczęły oblewać zimne poty. Drżał lekko i zaczął ciężko sapać, rozwierając przy tym mordę. Na ten stan nie były w stanie pomóc już żadne leki...Leon Parkin - 2018-08-12, 23:08 Leki uspokajające podane przed założeniem sondy powinny zapobiec gwałtownym ruchom, ale tak brzmiało to jedynie w teorii. Czasami nie było sposobu żeby zapanować nad koniem, który wyraźnie cierpiał i próbował uciec przed bólem; dlatego walka o konia była też wyczerpująca dla ludzi, którzy się jej podejmowali.
Parametry oddechowe wciąż były czujnie monitorowane przez personel, więc gdy tętno zaczęło rosnąć pomimo podanych leków, Leon już wiedział, że jest źle. Było to bezpośrednie wskazanie do operacji lub eutanazji, z której wyborem Leon nie miałby problemu, gdyby tylko wiedział, co właściwie stało za nagłym uspokojeniem konia. W momencie, w którym pękła ściana jelita, sprawa była już przesądzona i nikt nie mógł już nic zrobić.
Jednak dopóki nie było to oczywiste, Leon podjął decyzję o operacji. Cały zespół brał taką ewentualność pod uwagę już od początku, więc przygotowanie Avro do zabiegu poszło sprawnie - pierw wyjęto sondę, która spełniła swoją rolę, oczyszczając żołądek konia, dzięki czemu ten po położeniu nie powinien się udławić jego treścią. Następnie podano mu kolejną porcję leków uspokajających i powoli położono w znieczuleniu ogólnym, aż wreszcie przeniesiono dźwigiem na stole i zaintubowany. Tętno ogiera na ten moment było wysokie, ale nie rosło, co dawało jeszcze załodze nadzieję na powodzenie.
Niestety po otworzeniu konia bolesna prawda wyszła na jaw. Takie sytuacje były przykre, ale czasami się zdarzały, co Leon przyjmował z pokorą. Z tej sytuacji niestety nie było innego wyjścia niż pozwolenie koniowi odejść bez wybudzania go.
Pomocnikowi zlecił zszycie ogiera, a sam w tym czasie wykonał telefon do właściciela, informując go o stracie i przyczynie zgonu zwierzęcia.Seth - 2018-12-11, 18:47 Przyszedł z Devocatis do kliniki. Co prawda nie spieszył się jakoś szczególnie, chociaż też nie ociągał się, a jeżeli po drodze sytuacja tego wymagała sprowadzał Devocatis na ziemię, ze zdecydowaniem i spokojem. Nie był typem człowieka, który krzyczy nawet na konie, bo musiałby być mocno wkurzonym. Poza tym skoro takie uwagi działały na klacz tylko chwilowo, to czy był sens? Raczej jednak bez wielkich wydarzeń dotarli do kliniki, gdzie Seth zaprowadził Devocatis na stanowisko. Tu mógł ją spokojnie przebadać, aby znaleźć problem i powód jej zachowania. Po drodze skrzyknął dwójkę asystentów, która akurat była na miejscu, bo ich pomoc mogła się przydać. Po przywiązaniu sześciolatki na dwa uwiązy dał jej chwilę na zapoznanie się z nowym miejscem, chociaż kto wie, może już tu kiedyś była. Następnie zbliżył się do Devocatis, by poklepać ją po szyi, nic nie robiąc sobie nawet z tego, że klaczy mogło się to wcale nie podobać. Zaczął od pobieżnego obejrzenia Devocatis, żeby stopniowo wgryźć się w problem. Efektem miała być prawidłowa diagnoza.Devocatis - 2018-12-11, 20:14 Do kliniki dotarła z Sethem w spokojnej atmosferze, nie kombinując po drodze ani tym bardziej nie robiąc mężczyźnie na złość. Równie grzecznie stanęła we wskazanym miejscu, nastawiając uszy na sztorc i uważnie rozglądając się wokół. Nie podobało jej się stanie w miejscu, więc zniecierpliwiona grzebnęła kopytem po posadzce, zaraz odstawiając nogę na ziemię.
Dopóki ludzie nie robili nic szczególnego, Devocatis miała ich zupełnie gdzieś i nie pokazywała zdenerwowania. Klepanie po szyi również jej nie zirytowało, ale jeśli podczas oględzin Sethowi zdążyło się dotknąć jej brzucha, to wyraźnie spięła mięśnie i skuliła uszy. Nie była to jednak tak efektowna reakcja jak w dni, kiedy miała ruję, bo wtedy bywało naprawdę groźnie. Dzisiaj jednak Seth mógł ją sobie oglądać niemal do woli i raczej nie dopatrzyłby się niczego istotnego. Musiał się raczej zasugerować objawami, o których wspominała mu jej właścicielka/inne osoby, a także ewentualnymi dalszymi badaniami, bo bez tego Devo wyglądała jak okaz zdrowia.Seth - 2018-12-12, 21:25 Oczywiście zdawał sobie sprawę, że tak pobieżnym badaniem raczej nie wykryje co tak naprawdę dolega Devocatis, chociaż reakcja klaczy na dotknięcie przez Setha jej brzucha - czyli spięcie mięśni - już była dla niego przesłanką, gdzie ma szukać problemu, chociaż oczywiście nie jedyną. Został oczywiście poinformowany o zachowaniu klaczy, a także o niepotwierdzonych podejrzeniach o kolkę. Pochwalił klacz o tym ogólnym badaniu, po czym zaczął przygotowywać się do podjęcia dalszych badań, które na przykład wykluczyłyby wrzody żołądka i raz na zawsze, przynajmniej na chwilę obecną pozwoliłyby mu odrzucić teorię, że zachowanie i objawy występujące u sześciolatki nie są spowodowane przez kolkę.
Poprosił jednego z obecnych tu asystentów, aby pilnował Devocatis, tak żeby ta stała mniej więcej nieruchomo, po czym skorzystał z aparatury przeznaczonej do badania usg, umiejscawiając sondę w odpowiednim miejscu przy ciele klaczy i skupiając się na obrazie widocznym na odbiorniku, studiując go w całkowitym spokoju przez dłuższą chwilę, upewniając się już że klacz nie cierpi na kolkę, ani inne dolegliwości żołądkowe, jakie mógłby stwierdzić po badaniu usg.Devocatis - 2018-12-15, 15:01 Coraz mniej zaczęło jej się to wszystko podobać. Chodziło przede wszystkim o znużenie, ale też o wzmożone zainteresowane ludzi jej brzuchem, czyli miejscem, które kojarzyło jej się z bólem. Gdy Seth zaczął go wnikliwiej badać, wtuliła uszy w grzywę i próbowała postraszyć go kłapnięciem zębami. Będąc przypiętą na dwa uwiązy, oczywiście nie mogła go dosięgnąć, ale istotna była tutaj intencja. Jeśli to nie pomogło, ostrzegawczo podniosła jedną z tylnych nóg pod brzuch, dobrze wiedząc, że ludzie nie są w stanie jakkolwiek jej nakłonić do tego, by przestała machać nogą pod brzuchem i tym samym przeszkadzać w badaniu. Które zresztą i tak dawało niekompletny obraz jej stanu, choć być może wystarczający, by zasugerować rozwiązanie.Seth - 2018-12-16, 21:48 Kłapanie zębami raczej nie mogło go wystraszyć, bo za często go spotykało. Już prędzej bardziej sugestywne w jego wypadku było użycie kopyt, bo kiedyś od nich ucierpiał, ale był w tej chwili tak skupiony na badaniu usg, że pewnie i to nie zrobiłoby na nim wrażenia. Oczywiście dopóki Devocatis nie zaczęła mu w tym badaniu przeszkadzać. Z drugiej strony próba "ochrony" brzucha była zawsze jakąś przesłanką, przydatną do postawienia właściwej diagnozy.
- Oj Devo, Devo, sama sobie szkodzisz. - odpowiedział, spoglądając na klacz surowo, chociaż nie to, żeby był na nią zły. Faktycznie badanie nie dawało mu pełnego obrazu, już nie wspominając o tym, że Devocatis mu przy nim przeszkadzała. Mógł chyba jednak z jego pomocą przynajmniej orientacyjnie odrzucić problemy z kolką, lub wrzodami. Nic raczej pod względem żołądkowym jej nie trapiło, a jednak czułe i prawdopodobnie obolałe okolice brzucha dawały do myślenia i podsuwały teorię, albo przynajmniej wskazywały drogę, którą trzeba pójść, aby postawić diagnozę i leczyć Devocatis. Na razie porzucił pomysł drugiej próby z usg, podejrzewając, że nic się w tej sprawie nie zmieni. Odszedł od niej na chwilę, po czym przygotował sobie strzykawkę, aby pobrać jej krew. Uszczypnął kawałek jej skóry by wbić strzykawkę i pobrać próbkę, po czym lekko rozmasował to miejsce i pochwalił Devocatis. Zabrał ze sobą próbkę, żeby się jej lepiej przyjrzeć, oraz jednego z asystentów, a drugiego poprosił, żeby odwiązał Devocatis ze stanowiska i trochę się z nią przespacerował, inaczej nie dałaby im żyć.Devocatis - 2018-12-25, 20:56 Jakoś nie wzięła sobie tego do serca - broniła się przed bólem i ciężko było ją za to winić, bo nie rozumiała, że człowiek może jej pomóc. Jak dotąd ludzie tylko przysparzali jej więcej bólu, choć absolutnie nie robili tego świadomie. A ona przecież nie potrafiła mówić, żeby powiedzieć, co i gdzie ją boli...
Dla odmiany pobieranie krwi zniosła ze spokojem, zupełnie się nie przejmując ani widokiem igły, ani samym ukłuciem. W pewnym sensie była do tego przyzwyczajona, bo czasami, gdy robiono jej kopyta, nie było innego wyjścia jak podać jej trochę Sedalinu. Tak zwane mniejsze zło. W końcu lepiej tak, niż żeby miała kogoś poważnie uszkodzić, albo i siebie, prawda?
Chętnie skorzystała z propozycji spacerowania i nieco uspokoiła się podczas krążenia po niewielkim kole, po jakim chodził z nią asystent, żeby nie wyszła z siebie z tej frustracji, która ciągle w niej rosła.