To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Lopin To The Party - 2016-08-13, 14:13

Poprzednim opiekunom klaczy zależało na tym, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik - w końcu zależało to od ich dobrego imienia. Nikt też nie zechciałby kupić "bubla", jakim niewątpliwie byłby chory lub źle zajeżdżony koń. Nie na co dzień sprowadza się konie z Ameryki, więc gdy już podjęto taką decyzję, raczej oczekiwano, że nowy zakup sprawdzi się na każdej płaszczyźnie... I tak właśnie było. Lopin pracowała pod siodłem już od roku, naturalnie nie tak intensywnie jak konie ze starszych roczników, ale jednak stopniowo nabierała cennego doświadczenia. Było to zresztą celowe działanie, które później zaowocuje szybką emeryturą, co szczerze było całkiem miłą perspektywą.
Tak czy inaczej, zgodnie z życzeniem przeszła do wyższego chodu. Tutaj wyszły największe różnice w zestawieniu z końmi niemieckich ras, bowiem jej kłus, czy może raczej jog, był zupełnie niewybijający - niosła miękko i stabilnie, sprawiając, że jazda na niej była wyjątkowo przyjemna. Głowę cały czas trzymała nisko, z nosem ustawionym niemalże w pionie, podczas gdy grzbiet uwypuklał się ku górze, a zad intensywnie pracował, wkraczając tylnymi kończynami pod kłodę.
Po kołach szła wedle wskazówek Raynarda, w lot przyjmując jego sugestie - sama z siebie miała niewielki problem z odpowiednim wpisaniem się w koło, ale wtedy z pomocą przychodził jeździec, który lekkim przesunięciem łydki potrafił nakierować zad Lopin na właściwy tor. Ilekroć przyjmowała od niego taką lekcję, mieliła w pysku wędzidło, najwyraźniej intensywnie myśląc o tym, co miało teraz miejsce. Zabawa jednak zaczęła się dopiero wraz z postawieniem nowych wymagań, które wymusiły na Lopin jeszcze większą koncentrację. Niemniej wciąż jednakowo dobrze odpowiadała na polecenia, szczególnie, że Raynard robił między nimi wystarczająco długie przerwy. Cały czas jednak miała rozstawione do boku uszy, lekko wycofane - słuchała Raynarda i w skupieniu oczekiwała kolejnych komend, dzięki czemu nie dawała mu się zaskoczyć, nawet jeżeli "niespodziewanie" zmieniał kierunek. Takich sztuczek mógł próbować z końmi jeżdżonymi w stylu angielskim, bo te zdawały się mieć wryte na blachę pewne schematy i na wielu z nich można by jeździć z zamkniętymi oczami, nie ruszając rękoma czy nogami... A tymczasem żywiołem takiej Lopin były coraz to nowsze polecenia i zwroty akcji, co zresztą było doskonale widoczne po tym, jak energicznie wykonywała zatrzymania, ruszenia i zakręty, nie wychodząc jednak poza swoje dotychczasowe tempo.

Anonymous - 2016-08-21, 14:50

Klacz przez cały czas cierpliwie znosiła wszystko co dziewczynka wyprawiała na jej grzbiecie. Sama zajęta była czymś innym. Obserwowanie wszystkiego dookoła było dla niej teraz najciekawszym zajęciem. Nawet jeśli nie za wiele się tu działo. Szastała co chwilę ogonem o swoje boki, mrużąc przy tym ślepia. Takie chodzenie w kółko było dość nudne, momentami nawet chciała się zatrzymać żeby pokazać jak bardzo. Kątem oka zerkała na trenerkę, chwilami oglądając się również na młodą amazonkę. Jej tempo nie było jakoś bardzo zabójcze, więc obędzie się chyba bez awaryjnych lądowań na ziemi. Chociaż kto ją tam wie.
Liliana - 2016-08-25, 23:48

Ruth napisał/a:
[...]

Schneewittchen napisał/a:
[...]


To może sobie stąd pójdzie? :lol2: Nie żeby bała się ludzi, ale no nigdy nie wiadomo co takim strzeli do łba. Choć trener raczej powinien być pogodny, wesoły, miły i etc.
-Trudno się uśmiechać i skupiać w jednym. - odparła nieco krzywo się uśmiechając. Wolała pozostać chyba profesjonalna, niż uśmiechać się jak głupi do sera. Czy śmianie się jest profesjonalne? Raczej wątpię, choć zależy od pracy głównie chyba. Nie potrzebowała pocieszenia :lol2: Po prostu taka była i już. Wsadziła stopy w strzemiona, siedząc dość pewnie w siodle. Przynajmniej do momentu gimnastyki, ale miała mniejsze problemy z równowagą niż wcześniej. Wyciągała rękę w stronę uszu klaczy, a potem do swojej nogi. Z każdym ruchem, jakby było nieco lepiej. Na pewno zdąży ją złapać <3 Była może nieco nieporadnym, ale nie tragicznym jeźdźcem. Nie kopała gniadoszki, nie rzucała się po niej ani nic z tych rzeczy. Starała się jak najmniej jej zawadzać, bo domyślała się, że krążenie w kółko jest nudne. Jednak poniekąd chyba taka role profesora? Nauczać i wszystko znosić. No prawie wszystko, ale raczej krążenie w kółko się do tego zaliczało.

Ruth - 2016-08-31, 18:09

Oj dostanie kucynka sowitą nagrodę za te nudzenie się! :hugs:
Ruth uważnie obserwowała za to swoją podopieczną komentując jej postępy. -Coraz lepiej, choć jes jeden podstawowy błąd.- zatrzymała klacz i podeszła do dziewczynki łapiąc za jej nogi i ustawiając je. Na punkcie ustawienia pięty i palców miała dosłownie obsesje, więc powodzenia! Przetrzymała jej nogę przy popręgu i poprawiła strzemię. -O tak Młoda musi być. Pamiętaj by obciągać piętę i trzymać równo palce. Wiem, że to samo z siebie się robi ale spróbuj. Teraz już bez gimnastyki- skwitowała wracając na swoje miejsce i poganiając klacz do aktywniejszego stępa. Można by powiedzieć, że całkiem szybkiego, taki ostatni szczebel przed kłusem.
Jeśli dziewczynka nie traciła równowagi to klacz prowadzona była takim tempem a kobieta wydała kolejny rozkaz. -Teraz z odpowiednim ustawieniem nóg staraj się stanąć w strzemionach. Musisz mieć ugięte nogi, tak jakbyś wstawała z krzesła... i złap się siodła a pierwsze razy będzie Ci o wiele lepiej.-powiedziała nasuwając bardziej czapkę z daszkiem na głowę i obserwując dziewczynkę, czy przypadkiem nie spada. Klacz również kontrolowała by trzymała się tempa, lecz powiem szczerze, była to sprawa drugorzędna. Potem się nią zajmą!

Anonymous - 2016-08-31, 21:48

Klacz stępowała dookoła i z każdym kolejnym okrążeniem robiła to coraz wolniej. Dawno jej się to znudziło, ale teraz to wręcz przysypiała. Nawet poganianie działało na nią chwilowo, bo nic sobie z tego nie robiła. Dopiero, gdy została mocniej pogoniona ruszyła swoje cztery litery i zaczęła szybciej stępować. Właściwie prawie kłusowała z zadartym wysoko łbem, cicho przy tym parskając. Majtnęła mocniej ogonem o swoje boki, kładąc na chwilę po sobie uszy. Teraz utrzymywała takie samo tempo, nie zwalniając ani nie przyspieszając.
Liliana - 2016-09-01, 14:47

Weź mi tu kucyka nie maltretuj ! :lol2: Chyba burę, bo jak na profesora to jakaś taka, inna była. Przynajmniej miała jakiś ruch, a nie tylko stała w boksie. Nie za dużo wymagasz na drugiej lekcji? :lol2: Wiadomo, że będą zdarzać się jej błędy, to nieuniknione. Najwyżej zasadzi jej kopa :P Poza tym miała albo obsesję, albo zwidy. Młoda była nie doświadczona, ale coś umiała. I co miała robić bez gimnastyki? Wtedy tylko chyba już, siedziała w siodle i siedziała i siedziała, poruszając się tylko szybciej w stępie. Jakoś udało jej się dobrze siedzieć i nawet zachować prawidłową postawę. Rozkaz? A co to wojsko? :lol2: Słuchając kolejnych słów kobiety, zastanawiała się jak to zaraz ogarnąć. Nie wiem czy taka drugorzędna, wolałaby nie pocałować piachu albo kopyt klaczy. Fran nie byłaby zbyt zadowolona, gdyby przerobiła ją na pasztet :lol2: Złapała się pewniej siodła, by unieść się i opaść za moment w siodło. To trochę jakby przysiady robiła, niż wstawała z krzesła. Udawało jej się to wykonywać dość prawidłowo, nie krzywdząc zbytnio siebie i nie ośmieszając się.
Ruth - 2016-09-01, 16:10

-Dobrze, więc teraz postaraj się ustać w strzemionach do czasu gdy nie powiem Ci, byś znów usiadła.-skwitowała obserwując ruchy dziewczynki którą w staniu w strzemionach trzymała przez całe okrążenie. -Dobrze, teraz chwilę się rozluźnij i jak będziesz gotowa znów wstań.-skinęła przetrzymując lekko kobyłkę do wolniejszego stępa. -Jeśli masz pewność i ochotę możesz puścić się jedną ręką, potem drugą bądź obiema-tym razem wzruszyła ramionami skupiając się bardziej na koniku. Kurde, bycie takim profesorem to nie jest fajna fucha ;-;
Anonymous - 2016-09-01, 19:49

Klacz zwolniła swoje tempo, wypuszczając głośno powietrze przez nozdrza. Teraz znowu zaczęła trochę się wlec, co jakiś czas potykając się o jakieś nierówności na trasie. Nie zwracała już uwagi na juniorkę, może czasem jak za mocno się kręciła to skuliła po sobie uszy, ale nic poza tym. Musiała cierpliwie znieść całą lekcję, po niej wróci z powrotem do boksu i sobie odpocznie. Dobrze, że prócz niej byli również inni profesorowie bo chyba by dostała kręćka od ciągłego krążenia w kółko. Uniosła na moment wyżej łeb, żeby zobaczyć czy coś ciekawego działo się za płotem, ale niczego nie zauważyła. Dlatego kątem oka wróciła do postaci Ruth, dalej dzielnie stępując dookoła niej.
Liliana - 2016-09-18, 16:24

Słysząc polecenie kobiety, potaknęła tylko twierdząco głową. Słowa były tu zbędne, wystarczyły proste i jasne gesty. Podniosła się w strzemionach, utrzymując nawet ową równowagę i stojąc w miarę idealnie. Wiadomo dupy nie urywało, ale nie było tragedii. Przynajmniej Lil się tak wydawało, a czy tak było? Słysząc słowa kobiety siadła delikatnie w siodło, by rozluźnić na moment mięśnie i się przygotować do kolejnego wstania. Wstała po raz drugi, by się puścić wpierw jedną ręką i utrzymać równowagę. Za kilka kroków spróbowała z drugą, ale nieco się chwiała i musiała czasem się złapać siodła, by nie spaść z konia. Czy ja wiem czy nie fajna? Nie zmęczy się zbytnio, rozrusza, wypielęgnują cię, wycałują i inne takie. Żyć nie umierać normalnie 8-) No tak się gniada zmęczyła chodzeniem w kółko, że straszne :lol2: Zawsze mogła stać bezczynnie w boksie, od tego to dopiero konie dostają na łeb.

Kończmy to już, pójdziemy potem na następną znów - szczepienie.

Raynard - 2016-10-10, 13:59

Wcześniejsze zajeżdżenie klaczy oznaczało dla niej nie tylko szybszą emeryturę, ale i lepsze perspektywy w sporcie: była o rok do przodu przed starszymi końmi nie tylko pod względem doświadczenia, ale i fizycznego rozwoju. Być może ten rok pozwoli jej lepiej wykorzystać sprawność "lat młodzieńczych"... Choć w późniejszym stadium kariery ta przewaga może zostać zniwelowana, bo większy wpływ będzie miał już stopień wytrenowania.
Nie miał wątpliwości, że nie był to jedyny powód sprowadzenia Lopin do Eastbourne - była perełką wśród szybkościowców, wierzchowcem o perfekcyjnym wręcz charakterze - opanowana, zasłuchana w jeźdźca i zdolna do zachowania zimnej krwi, koncentracji przez odpowiednio długi czas. Raynard w pełni delektował się jazdą, już zapomniał jak to jest wysiadywać taki wymagający kłus, nigdy nie zapałał miłością do jazdy w stylu angielskim, więc i długo się tego nurtu nie trzymał... Poklepał gniadą szyję quarterki i nagrodził ją chwilą stępa. Rozgrzewkę zakończył standardowo - poprosił o zagalopowanie ze stępa, wprowadził ją na koła i duże wolty, pilnując odpowiedniego wygięcia. By jej się te kółeczka zbytnio nie znudziły, przeplatał je pracą nad kontrolą tempa. Na pierwszej długiej ścianie wprowadzał ją w żwawe, bardzo energiczne tempo przez sygnał łydek, wychylenie się naprzód a na kolejnej długiej ścianie starał się zejść z nią do jak najwolniejszego galopu. By nie doprowadzić do kontuzji dostosowywał zakręty do tempa - przy tym prawie że cwale spłaszczał je i pozwalał jej na drobne niedociągnięcia.

Lopin To The Party - 2016-10-28, 16:01

Przyjęła nagrodę w postaci chwili odpoczynku, reagując na nią nawet lepiej niż na dotyk czy głos. Następnie była w pełni gotowa do wznowienia treningu, co zaowocowało płynnym zagalopowaniem ze stępa. Jej galop, podobnie jak kłus, był bardzo wygodny, wolny oraz równy. Potrafiła rozwinąć olbrzymie prędkości, ale podstawowy, roboczy galop był właśnie taki "przez nóżkę". Spokojnie można byłoby wypić kawę na jej grzbiecie, nie obawiając się o to, że cokolwiek się uleje, bo wstrząsy były naprawdę znikome. Laik by powiedział, że snuła się smętnie po placu, lecz okiem profesjonalisty wszystko było w jak najlepszym porządku - miała podstawiony zad, podniesione plecy oraz opuszczoną głowę. Gdy tylko Raynard prosił ją o przyspieszenie, robiła to w mgnieniu oka, a przyspieszenie miała naprawdę dobre. AQH były zresztą jednymi z najszybszych koni na krótkich dystans, a po Lopin było to widać gołym okiem. Nie miała wówczas problemu z utrzymaniem równowagi na kole, którego średnica była zresztą dostosowana do prędkości. Zwalniała równie sprawnie co przyspieszała, cały czas pilnie koncentrując się na oczekiwaniach mężczyzny. Cała ta praca zdawała się jej sprawiać sporo radości, bo aż dało się poczuć, jak bardzo rozluźniona była pod jeźdźcem. Była w swoim żywiole.
Ruth - 2016-11-20, 10:59

Liliana napisał/a:
...[/size]


-Świetne, umiesz skrętoskłony? Jeśli tak to dwie serie na obie ręce. Prawa ręka do lewej nogi i lewa do prawej.- Bacznie obserwując dziewczynkę ażeby nic jej się nie stało skupiła chwilkę wzrok na klaczy i uśmiechnęła się jak gdyby do niej. Preferowała właśnie takie spokojne charaktery niżeli narowiste, ale pełne adrenaliny konie.
Kiedy mam nadzieję dziewczynka wykonała wszystko kobieta przywołała klacz do siebie dając jej talarek marchwi sama natomiast podeszła do dziewczynki. -Wyjmij strzemiona oraz puść wolno ręce. Teraz wykonamy obrót. Siadasz najpierw na jedną stronę konia, jak gdyby w damskim siodle... potem siadasz na koniu ,,tyłem'' i znów na bok i do prawidłowej pozycji. Będę Cię asekurować, żeby nic Ci się nie stało- i kiedy zaczęła wykonywać ową czynność ta trzymała ją lekko w pasie.
Na sam koniec po poproszeniu o przyjęcie wodzy i trzykrotne wykonanie serii ćwiczeń na równowagę Ruth nakazała zejść dziewczynce z klaczy i zaprowadzić ją do boksu gdzie rzecz jasna za nimi ruszyła.
/z.t

Raynard - 2016-11-28, 21:52

Poklepał ją za odpowiednie wykonanie ćwiczenia, ciepło nagrodził ją głosem i od razu płynnie przeszedł do treningu - chwilowo przerwa na stęp potrzebna nie była, w końcu całkiem niedawno Lopin miała chwilę na zaczerpnięcie oddechu a póki na razie nie wykazuje oznak zmęczenia ani chwilowej zadyszki nie ma co zwalniać.
Płynnie odchylił się w tył, cofnął delikatnie dłoń, zachęcając ją do przejścia w stabilny, roboczy galop. Wtedy też odbił od ściany, by wjechać na dłuższą przekątną. Spokojnie przejechali środek maneżu, a pomoce do zmiany nogi w galopie się nie pojawiły... Za to jeździec poszerzył trochę wjazd w narożnik, ułatwiając klaczy znalezienie równowagi w kontrgalopie. Ułatwiał jej jednak tylko chwilowo - o ile pierwszego narożnika nie za bardzo pilnował, to przy kolejnych zaczął delikatnie wyginać ją łydkami, zachęcać do wyjeżdżania w pełni rogów. W ramach utrudnienia serwował jej też na długich ścianach średnie koła, które miały trochę utrudnić jej utrzymanie równowagi. Dlaczego akurat kontrgalop? Oh, w barrel racingu to dość istotna sprawa - porządne wypracowanie równowagi i rozluźnienia w kontrgalopie zmniejsza ryzyko urazu i dyskwalifikacji przez upadek, w końcu w trakcie tego wyścigu z czasem nie ma czasu na zmiany nóg, a niekiedy wjedzie się przecież w łuk ze złej, mniej korzystnej dla konia strony... I wtedy tylko wypracowana wcześniej równowaga, oswojenie kontrgalopu może uratować jego i nierozważnego jeźdźca. Ray skupił się przede wszystkim na obserwowaniu jej rozluźnienia, równowagi, starał się wyłapywać wszelkie zmiany rytmu czy tempa i odpowiadać na nie delikatnym obniżeniem poziomu ćwiczenia.
Gdy tylko zauważył, że oddech klaczy pogłębił się, w powtórki wkrada się więcej pomyłek albo niedociągnięć i zmęczenie daje się we znaki, zwalniał klacz do kłusa, a po okrążeniu do stępa. Dawał jej porządne kilka minut na wrócenie do siebie, zaczerpnięcie oddechu. Krążył przy tym dość blisko ustawionych na placu linii drągów, co by jej urozmaicić trochę trasę spacerku a przy okazji zasugerować z czym za chwilę będzie musiała się zmierzyć. Chociaz jakie to dla niej wyzwanie? Kończąc chwilę luzu Ray przypomniał jej o zaangażowaniu zadu, skupieniu przez jednoczesne lekkie ściągnięcie wodzy i wyraźny sygnał łydką. Już chwilę potem jego dłoń powędrowała przed rożek siodła, by podyktować Lopin kłus. W aktywnym, wyrównanym tempie naprowadził ją na linię czterech drążków wymierzonych na kłus, ułożonych płasko na ziemi. Nad każdym z nich aktywizował ją delikatnym impulsem łydki. Po kilku powtórzeniach jeździec pokusił się o oschłą dyskusję z krążącym nieopodal stajennym, co zaowocowało ustawieniem drągów na planie koła - na razie jeden drąg co ćwiartkę. Tym razem Ray poprosił quarterkę o zagalopowanie i najechał po prostej na sam środek pierwszego drąga, by nastepnie poprowadzić ją po kole przez kolejne trzy.

//wybacz jakość, ale jakiś słaby ostatnio jestem :d

Lopin To The Party - 2016-12-27, 23:21

Gdy tylko wyczuła drobną zmianę w dosiadzie, natychmiast zwolniła do roboczego galopu. Wchodząc na przekątną spodziewała się lotnej zmiany nogi, ale gdy sygnał do takowej nie nastąpił, Lopin nie zrobiła niczego z własnej woli. Była jak sterowana na guziki - bez proszenia niemalże nie poruszyłaby uchem w obecności jeźdźca, co mogło być wręcz irytująco... perfekcyjne? Grzeczne? Ale nie należy zapominać, że nie była wyjątkiem i tam, skąd pochodziła, było takich koni na pęczki. Wbrew pozorom było nad nią jeszcze wiele pracy, pracy nad doskonaleniem poszczególnych elementów, budowaniem muskulatury oraz kondycji.
Rzeczywiście potrzebowała chwili na odnalezienie równowagi w kontrgalopie, w którym brakowało jej swobody, jaką miała w galopie na dobrą nogę. Mimo to w dalszym ciągu nie zmieniła samodzielnie nogi, dzielnie stawiając czoła postawionemu przed nią zadaniu. Poprzeczka jednak znacznie wzrosła w momencie wjechania na koło, na którym Lopin nie dość, że była zmuszona kontynuować galop na "złą" nogę, to jeszcze wygiąć się odpowiednio na łuku. Natychmiast wyszły na jaw drobne braki w równowadze, gniada bowiem wytrąciła się nieznacznie z rytmu, nieco też lecąc równowagą na. przód. Wystarczyła jednak korekta jeźdźca, podniesienie i zarazem podparcie łydką, by Lopin podjęła próbę zrównoważenia się w kontrgalopie. Było to najbardziej obciążające z dotychczasowych ćwiczeń, toteż gniada rzeczywiście zmęczyła się w krótkim czasie, z ulgą przyjmując krótką przerwę w stępie. Swobodnie kroczyła w najniższym z chodów, uspokajając przy tym oddech i lustrując wzrokiem najbliższe otoczenie. Mimo iż przy ostatnim ćwiczeniu było parę niedociągnięć, Lopin nie traciła entuzjazmu do pracy. Po odpoczynku chętnie podjęła współpracę na nowo się w nią angażując; po chwili przeszła do rytmicznego kłusa, w którym bez zawahania przeszła przez drągi, podczas ich pokonywania prezentując wyraźną swobodę łopatek, zaangażowanie zadu oraz rozluźnione, zaokrąglone plecy. Nie puknęła żadnego z drągów, zwyczajnie nie mając tendencji do powłóczenia nogami. Kolejnym krokiem było zagalopwanie i jeżeli chodzi o jazdę po okręgu i jednocześnie po drągach, to tak naprawdę wszystko zależało od Raynarda i precyzji, z jaką wykonywał ćwiczenie, bo Lopin nie miała żadnych obiekcji co do drągów i śmiało przechodziła przez sam ich środek. Każdorazowo nad drągiem robiła minimalnie obszerniejszą foule, oczywiście z poszanowania dla drąga.

Matthew - 2017-01-12, 18:50

Przyprowadził Nemesis na arenę w celu badawczo-rozgrzewkowym. Zamknął wejście za sobą i oprowadził karą kobyłę po śladzie raz na lewo, raz na prawo. Jednak nie robił tego ot tak, by rutynowo odbębnić szlaczek w ramach rozgrzewki. Co parę kroków przyśpieszał, stawiając dłuższe kroki, aby sprawdzić, czy kara również wydłuży za nim wykrok. Nie stosował werbalnych pomocy, ani nawet wodzą jej nie zachęcał do zmiany tempa. Po prostu ruszył szybciej, prostując nieco ciało. Wodza napięła się tylko i wyłącznie, jeśli Nemesis nie dotrzymała mu kroku. Dalej prosta sprawa - jeśli ruszyła żwawiej, wodza się poluzowała. Natychmiastowa nagroda.
Zbadał tak dwa razy jej reakcję, przyśpieszając i zwalniając tempo. Zwalniając, głośno i wyraźnie wydychał powietrze, i obniżał maksymalnie ramiona, aby wyczulić klacz na sygnały. Po tym krótkim teście rozluźnił się, pozwalając klaczy na człapiące tempo. Pochwalił ją ciepłym głosem.
Niedługo potem wyprostował się, nucąc pod nosem. Zaczekał chwilę, by przekonać się, czy klacz też zdwoi uwagę. Ruszył żwawo, mocno wyciągniętym krokiem. Jednak nie zwolnił po paru krokach tak jak wcześniej. Zamierzał utrzymać takie tempo. Póki klacz nie ustabilizowała przy nim dłuższego wykroku, szedł mocniej wyprostowany, wyraźnie wskazując na to, że ma jej coś do zakomunikowania. Jednak po paru chwilach rozluźnił się, wciąż idąc szybko. Teraz chciał, by klacz utrzymała takie tempo, jednocześnie rozluźniając się. Musi wiedzieć, że pozostawanie w żwawym tempie jest równie spoko, co beztroskie człapanie.
Cały czas, bez względu na wykonywane ćwiczenie, pilnował też pozycji Nemesis. Lekko strofował ją, gdy zaczynała go wyprzedzać. Wprowadził też jakieś delikatne łuki, na zmianę odchodząc od ściany i powracając do niej.
Ot, rozgrzewka żwawym marszem dla obojga.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group