To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Ravallo's Queen - 2016-02-23, 22:44

Klacz z braku ciekawszego zajęcia po prostu stała, odciążyła jedną z zadnich nóg i stała. Obserwowała halę która znajdowała się wokół nich oraz ludzi kręcących się w pobliżu, ruda ostatnio głównie skupiała się na źrebaku i dojściu do siebie po nim. Teraz w pełni formy mogła wrócić do pracy, co do rodeo o to się martwić nie musiał, chyba że ktoś ich zaatakuje :lol2: Poruszyła uszami na ich słowa, a chłopaka przyjacielsko trąciła w ramię, jakby na odpowiedź klepnięcia w szyję. Jeździła na niej kiedyś mała dziewczynka, która w ogóle nic nie potrafiła i miała chyba 5 lat i przeżyła, więc Nieve starsza i większa też przeżyje. Klacz nie była co prawda profesorem, ale potrafiła nauczyć wiele, pokazać i wymagać choć nie coś czego by kobieta nie ogarnęła. Miała tylko 165cm, w porównaniu do Sava który mierzył koło 190 była niska. Stała potulnie jak baranek kiedy kobieta ją dosiadała, potem mieląc wędzidło nieco leniwie czekała na dalsze polecenia.
Lucas - 2016-02-24, 23:43

Trening początkującego jeźdźca był dla Luca dużo większym wyzwaniem niżeli doszlifowywanie umiejętności zaawansowanej pary. W owym wypadku musiał skupić się głównie na sylwetce amazonki i powoli wdrożyć ją w jeździectwo. Nie mniej jednak wydało mu się to ciekawym doświadczeniem, toteż zamierzał dać z siebie jak najwięcej.
Skinął głową słysząc zakres umiejętności dziewczyny i podczepił rudej klaczy lonże, którą ze sobą przytaskał.
- Na początku spróbujemy na lonży. Chce zobaczyć jak sobie radzisz - wyjaśnił, po czym jeszcze raz poklepał Ravallo po umięśnionej szyi.
- Tak, wskakuj - polecił, upewniając się przedtem, że dziewczyna ma na głowie kask. Sam w między czasie przytrzymał klacz co by się nie ruszyła, wzrokiem śledząc poczynania Panny Hoover. Dał jej chwilę na oswojenie się z sytuacją i ułożenie w siodle. Dopiero wtedy puścił wodzę, oddając dziewczynie sterowanie nad wierzchowcem.
- Gotowa? No to ruszamy stępem - powiedział w jej kierunku, układając sobie w ręce parcianą taśmę. Już od samego początku pilnował tego, by pięty były w dole, kolana przylegały do poduszek kolanowych, łopatki były ściągnięte, a łydki na swoim miejscu.

Nieve Hoover - 2016-02-28, 14:56

//Wybaczcie, poniósł mnie melanż. ;p

Jeszcze raz poprawiła się w siodle, sprawdziła ułożenie stóp w strzemionach i zastanowiła się w jaki sposób powinno się trzymać wodze. Kilkukrotnie zmieniała ułożenie palców, aż w końcu poprosiła Lucasa o podpowiedź i prędko poprawiła pasek w dłoniach. Obserwowała go kiedy podpinał lonżę do wędzidła klaczy i kiwnęła głową.
- Okej, to nawet lepiej – dodała po chwili, zdając sobie sprawę, że mężczyzna mógł nie zauważyć jej gestu a kiedy uprzedził o ruszeniu, jej serce zabiło nieco mocniej wraz z uśmiechem, który pojawił się na usłanej piegami twarzy. Przyjmowała do siebie każdą uwagę bruneta, stosując się do jego zaleceń i starając się wykonać je jak najlepiej. Pamiętała o poprawnym ułożeniu łydki i o ile w stępie nie było to większym problemem, to najpewniej w wyższym chodzie będzie musiała nieco bardziej się nad tym skupić.
- I cały czas muszę przykładać łydkę? – zapytała, ściągając wzrok z uszu kasztanki, na których ciągle miała zawieszony wzrok, i zerknęła w stronę trenera, czekając na kolejne wskazówki. Starała się poruszać lekko biodrami w rytmie, jaki narzucała klacz, próbując zbytnio nie przeszkadzać jej, miotając się w siodle, choć czasem może zbyt mocno się angażowała co odbijało się na utracie harmonii z kopytną.

Anais - 2016-02-29, 20:21

Choć dziewczyna była właścicielką klaczy już dość długo to nie udało im się odbyć zbyt wielu treningów, głównie z powodu ostatnio bardzo wzmożonej pracy brunetki oraz jej częstych wyjazdów w sprawach czysto biznesowych. Niemniej zdążyła poznać swoją podopieczną, znała jej predyspozycje, mocne oraz słabe strony i wyróżniała wszystkie charakteryzujące gniadą cechy - a przynajmniej tak się jej wydawało. A skoro tak było, to i do tego jej drobienia się przyzwyczaiła i o ile jej chód był miękki i płynny starała się nie zwracać na to dużej uwagi, pozwalając klaczy w pełni na korzystanie ze swoich walorów budowy. Mogłaby nad tym popracować, ale nie widziała w tym żadnej potrzeby.
Niedługo pozbędzie się tego ciążącego brzucha ciążowego, który zastąpi jej coś innego. Posiadanie potomstwa to nie lada wysiłek dla początkującej matki, która w ogóle po raz pierwszy ma do czynienia z tak delikatną i kruchutką istotą, jaką jest źrebak. Jednak ciemnowłosa była o to całkowicie spokojna, wierzyła, że Petit poradzi sobie w nowej roli matki i będzie się spisywać. Większe obawy targały dziewczyną na myśl o samym porodzie, lecz podczas treningu o tym nie myślała, wiedząc, że gdyby to zrobiła automatycznie by się spięła i rozproszyła. A przecież chodziło jej o rzetelne prowadzenie klaczy.
Kiedy podczas jazdy w przeciwną stronę koła klacz zaczęła chować się za wędzidłem, a co za tym szło robiła się pusta na pysku, ciemnowłosa oddała jej odrobinę rękę, jednocześnie aktywując ją do pójścia na wędzidło. Dalej ćwiczenie wykonała bardziej pilnując klaczy i przywiązując większą uwagę do tego, jak sobie radzi. Skoro pierwsze koło nie wyszło od początku tak, jak dziewczyna by tego chciała, powtórzyły figurę i po poprawnym jej wykonaniu klacz została sowicie pochwalona, by poprawne zachowanie chociaż w niewielkiej części weszło jej w nawyk. Zaś w trakcie tracenia równowagi podczas wyciągania wykroku Anais postarała się o to, by ciężarna bardziej wzmocniła i zaktywizowała zad. Skoro jednak ćwiczenie wciąż nie wychodziło tak jak powinno dziewczyna nie chciała już dłużej męczyć klaczy, zwłaszcza, że widziała jej starania.
Stępowały przez jedno pełne okrążenie, jednak jeśli potrzebowała więcej czasu to nie śpiesząc się dała jej go. Akurat dzisiaj nigdzie się jej nie śpieszyło, więc mogła sobie pozwolić na luźniejszy bardziej spokojny trening. Stawiała raczej na porządne rozgrzanie i porozciąganie mięśni, nie skupiała się na konkretnej dyscyplinie. Kończąc okrążenie zasugerowała klaczy przejście do galopu, czynność poprzedzając subtelną półparadą. Od razu narzuciła kopytnej swoje tempo, nie przyjmując żadnych sprzeciwów, a jeżeli takowe pojawiły się, to brunetka szybko skorygowała swoją podopieczną, nakierowując na odpowiedni tor treningu. Galop miał być aktywny i dynamiczny, ale przede wszystkim świadomy, co dziewczyna starała się osiągnąć racząc Petit wszelkimi przydatnymi pomocami. Okrążyły halę dwukrotnie, by koń mógł odnaleźć się w tempie i stworzyć jednostajny rytm, do którego dziewczyna mogłaby się swobodnie wpasować, a następnie ponownie poprowadziła ją na środek hali. Skupiając całą swoją uwagę na podopiecznej i jej poprawnym ustawieniu wykonały obszerne koło na jedną stronę i nieco mniejsze na drugą.
Powróciwszy na ślad Francuzka nagrodziła klacz i pozwoliła przejść do stępa, dając kolejne kilka chwil odpoczynku. Zaś sama poprosiła jednego z przebywających niedaleko stajennych, by ustawił drążki. Uważnie obserwując pracę mężczyzny raz jeszcze poklepała klacz po umięśnionej szyi. Skinąwszy głową w geście podzięki poprosiła klacz o kłus. Jeżeli gniada zapomniała o ustawieniu wpierw ponownie nad nim popracowały, przy okazji dyktując odpowiednie tempo i rytm. Kiedy wszystko było takie, jak być powinno dziewczyna nakierowała Petit na wspomniane wcześniej drążki - raczej nic specjalnego, ale takowych rzeczy na dziś nie planowała. Do końca pilnowała właściwego tempa i zamykając klacz w pomocach wprowadziła ją na przeszkodę. Uporawszy się z zadaniem zatoczyły obszerny łuk powtarzając czynność - stało się tak nawet wtedy, gdy gniada uporałaby się z ćwiczeniem bez problemów. Jeśli zaś wyniknęły jakieś niepowodzenia, powtarzały czynność dopóty dopóki wszystko nie wyszło tak, jak powinno. Ciemnowłosa wymagała od podopiecznej dużego skupienia i zaangażowania, ale sama również dawała z siebie to samo, w takich samych proporcjach. Nie pozostawała dłużna, nie była też zwykłym ciężarem na grzbiecie ani utrudnieniem, swoją obecnością chciała pomóc podopiecznej, a nie zaszkodzić. Dopiero po tym czasie przyszła matula została sowicie nagrodzona pieszczotą oraz słowem.
Po chwili stępu przy ścianie, Anais ostatecznie zatrzymała Petit, po czym szybko ześlizgnęła się z jej grzbietu. Z satysfakcjonującym uśmiechem poluzowała nieco popręg i pochwyciwszy wodze zacmokała kilkakrotnie, by zachęcić gniadą do ruszenia.

[zt] //Istne pomieszanie z poplątaniem :lol2:

Anais - 2016-02-29, 20:21

Choć dziewczyna była właścicielką klaczy już dość długo to nie udało im się odbyć zbyt wielu treningów, głównie z powodu ostatnio bardzo wzmożonej pracy brunetki oraz jej częstych wyjazdów w sprawach czysto biznesowych. Niemniej zdążyła poznać swoją podopieczną, znała jej predyspozycje, mocne oraz słabe strony i wyróżniała wszystkie charakteryzujące gniadą cechy - a przynajmniej tak się jej wydawało. A skoro tak było, to i do tego jej drobienia się przyzwyczaiła i o ile jej chód był miękki i płynny starała się nie zwracać na to dużej uwagi, pozwalając klaczy w pełni na korzystanie ze swoich walorów budowy. Mogłaby nad tym popracować, ale nie widziała w tym żadnej potrzeby.
Niedługo pozbędzie się tego ciążącego brzucha ciążowego, który zastąpi jej coś innego. Posiadanie potomstwa to nie lada wysiłek dla początkującej matki, która w ogóle po raz pierwszy ma do czynienia z tak delikatną i kruchutką istotą, jaką jest źrebak. Jednak ciemnowłosa była o to całkowicie spokojna, wierzyła, że Petit poradzi sobie w nowej roli matki i będzie się spisywać. Większe obawy targały dziewczyną na myśl o samym porodzie, lecz podczas treningu o tym nie myślała, wiedząc, że gdyby to zrobiła automatycznie by się spięła i rozproszyła. A przecież chodziło jej o rzetelne prowadzenie klaczy.
Kiedy podczas jazdy w przeciwną stronę koła klacz zaczęła chować się za wędzidłem, a co za tym szło robiła się pusta na pysku, ciemnowłosa oddała jej odrobinę rękę, jednocześnie aktywując ją do pójścia na wędzidło. Dalej ćwiczenie wykonała bardziej pilnując klaczy i przywiązując większą uwagę do tego, jak sobie radzi. Skoro pierwsze koło nie wyszło od początku tak, jak dziewczyna by tego chciała, powtórzyły figurę i po poprawnym jej wykonaniu klacz została sowicie pochwalona, by poprawne zachowanie chociaż w niewielkiej części weszło jej w nawyk. Zaś w trakcie tracenia równowagi podczas wyciągania wykroku Anais postarała się o to, by ciężarna bardziej wzmocniła i zaktywizowała zad. Skoro jednak ćwiczenie wciąż nie wychodziło tak jak powinno dziewczyna nie chciała już dłużej męczyć klaczy, zwłaszcza, że widziała jej starania.
Stępowały przez jedno pełne okrążenie, jednak jeśli potrzebowała więcej czasu to nie śpiesząc się dała jej go. Akurat dzisiaj nigdzie się jej nie śpieszyło, więc mogła sobie pozwolić na luźniejszy bardziej spokojny trening. Stawiała raczej na porządne rozgrzanie i porozciąganie mięśni, nie skupiała się na konkretnej dyscyplinie. Kończąc okrążenie zasugerowała klaczy przejście do galopu, czynność poprzedzając subtelną półparadą. Od razu narzuciła kopytnej swoje tempo, nie przyjmując żadnych sprzeciwów, a jeżeli takowe pojawiły się, to brunetka szybko skorygowała swoją podopieczną, nakierowując na odpowiedni tor treningu. Galop miał być aktywny i dynamiczny, ale przede wszystkim świadomy, co dziewczyna starała się osiągnąć racząc Petit wszelkimi przydatnymi pomocami. Okrążyły halę dwukrotnie, by koń mógł odnaleźć się w tempie i stworzyć jednostajny rytm, do którego dziewczyna mogłaby się swobodnie wpasować, a następnie ponownie poprowadziła ją na środek hali. Skupiając całą swoją uwagę na podopiecznej i jej poprawnym ustawieniu wykonały obszerne koło na jedną stronę i nieco mniejsze na drugą.
Powróciwszy na ślad Francuzka nagrodziła klacz i pozwoliła przejść do stępa, dając kolejne kilka chwil odpoczynku. Zaś sama poprosiła jednego z przebywających niedaleko stajennych, by ustawił drążki. Uważnie obserwując pracę mężczyzny raz jeszcze poklepała klacz po umięśnionej szyi. Skinąwszy głową w geście podzięki poprosiła klacz o kłus. Jeżeli gniada zapomniała o ustawieniu wpierw ponownie nad nim popracowały, przy okazji dyktując odpowiednie tempo i rytm. Kiedy wszystko było takie, jak być powinno dziewczyna nakierowała Petit na wspomniane wcześniej drążki - raczej nic specjalnego, ale takowych rzeczy na dziś nie planowała. Do końca pilnowała właściwego tempa i zamykając klacz w pomocach wprowadziła ją na przeszkodę. Uporawszy się z zadaniem zatoczyły obszerny łuk powtarzając czynność - stało się tak nawet wtedy, gdy gniada uporałaby się z ćwiczeniem bez problemów. Jeśli zaś wyniknęły jakieś niepowodzenia, powtarzały czynność dopóty dopóki wszystko nie wyszło tak, jak powinno. Ciemnowłosa wymagała od podopiecznej dużego skupienia i zaangażowania, ale sama również dawała z siebie to samo, w takich samych proporcjach. Nie pozostawała dłużna, nie była też zwykłym ciężarem na grzbiecie ani utrudnieniem, swoją obecnością chciała pomóc podopiecznej, a nie zaszkodzić. Dopiero po tym czasie przyszła matula została sowicie nagrodzona pieszczotą oraz słowem.
Po chwili stępu przy ścianie, Anais ostatecznie zatrzymała Petit, po czym szybko ześlizgnęła się z jej grzbietu. Z satysfakcjonującym uśmiechem poluzowała nieco popręg i pochwyciwszy wodze zacmokała kilkakrotnie, by zachęcić gniadą do ruszenia.

[zt] //Istne pomieszanie z poplątaniem :lol2:

Ravallo's Queen - 2016-03-03, 20:29

Czasem mówią lepszy taki niż żaden, uczyć trzeba każdego. W końcu inaczej młodzi nie będą mogli robić tego co kochają - jeździć konno. Rudej ruch się na pewno przyda, nieco się obrosła w tłuszczyk bez regularnych treningów, nawet rozruch pod juniorem był dla niej tym czego potrzebowała. Bez sygnałów się nie ruszała, a skoro ich nie dostała to po prostu stała w miejscu. Nie żebym była czepliwa nie, ale nikt ani lonżą, dosiadem czy łydką nie wypchnął ją do tego stępa :lol2: Przynajmniej nikt tego nie napisał, zakładając, że coś otrzymała jednak potulnie ruszyła przed siebie po kole. Nie obijała się kroczyła aktywnie z zaangażowaniem, nie robiąc jednak nic co mogło by wzbudzić w nich panikę, że wydarzy się zaraz coś złego. Jedno ucho postawione na kobietę, drugie na chłopaka, ona tylko wykonywała tu ich polecenia i szła do przodu.
Misbehavin - 2016-03-04, 21:26

Anthony Wayford napisał/a:
Hala rekreacyjna zwykle nie była wymarzonym miejscem na indywidualne treningi, ale dzisiaj Tony zastał ją wyjątkowo pustą - nie licząc jednej lonży, co było jeszcze akceptowalne. Tak więc przyszedł wraz z Misbehavinem, z którym to stanął z boku, aby ściągnąć z niego derkę i odwiesić ją. Opuścił też strzemiona i podciągnął popręg, ignorując niezadowolenie konia. Sprawnie dosiadł jego grzbietu, nawet nie dając mu czasu na to, aby zdążył się zniecierpliwić - i niemal od razu poprosił go o ruszenie stępem, raczej nie musząc się martwić o jego aktywne, marszowe tempo. Gdyby jednak koń zapomniał o tym, jakiego stępa się od niego oczekuje, Tony przypomniał mu o tym wyraźniejszą łydką. Wodze pozostawił długie, aczkolwiek na kontakcie. Już teraz podczas krążenia po hali dbał o to, by głęboko wyjeżdżać narożniki i nie ścinać ich. Niekiedy prowadził też Misbehavina na koło czy przekątną, dbając wówczas o to, by wpisał się w rysunek lub wyprostował, w zależności od ćwiczenia.


Wszedł na halę, błyskając białkami i nieufnym spojrzeniem mierząc jej powierzchnię. Szczególną uwagę gniadego przykuł koń pracujący nieopodal, więc to właśnie w niego wlepił ciekawski wzrok, na moment odcinając się od właściciela. Dopiero z chwilą, gdy poczuł dyskomfort związany z dociągnięciem popręgu wyrwał się z letargu, rzucając wściekle łbem i chowając gniade uszy w grzywie. Zanim zdążył cokolwiek zdziałać w kwestii ucieczki od schodków, co było niemalże nieuniknione w jego wypadku, Anthony znalazł się już na jego grzbiecie, co jak można się spodziewać, wprawiło go wręcz w bojowy nastrój. Niechętnie ruszył, utrzymując jako-takie tempo, ale zupełnie nie starając się dokraczać zadem czy robić cokolwiek w kierunku dobrego jakościowo stępa. Niespecjalnie przejmował się łydkami jeźdźca - zamiast, co byłoby w typie Miśka, odpowiedzieć natychmiast, zupełnie ignorował część sygnałów, wpatrzony w drugiego konia. Wydając z siebie ciche, basowe rżenie koncentrował się wyłącznie na kasztanie.

Lucas - 2016-03-05, 19:14

Hmmm, faktycznie nigdzie nie pisze o ruszeniu. W każdym bądź razie, Luc chciał, aby to Nieve zainicjowała stęp. Skoro poruszała się również w kłusie, nie powinno sprawić jej to najmniejszego problemu. W razie potrzeby rzucił w jej kierunku uwagę ze wskazówkami. Nie pozostawał jednak bierny i wolnym końcem lonży podążał za końskim zadem, nie dając Ravallo się ociągać.
- Zgadza się - odparł i posłał jej lekki uśmiech - Twoja łydka powinna być przyłożona, aczkolwiek nie dociśnięta. Za oparcie w siodle powinny służyć Ci kolana - wytłumaczył, łagodnie na nią spoglądając.
- Twoje ucho, staw barkowy, biodrowy i skokowy powinny być ustawione w pionowej linii - dodał na koniec i zaczął korygować jej dosiad. Na bieżąco poprawiał postawę dziewczyny, dbając o to, by dłoń była zamknięta na wodzy, łokieć miękko podążał za ruchem konia, a pięta była najniższym punktem. Upomniał ją również by patrzyła przed siebie, a nie zawieszała wzrok na wierzchowcu.
- No dobrze Nieve, teraz trochę się porozciągamy - zarządził w końcu, nie spuszczając z amazonki wzroku. Następnie stopniowo wymieniał polecenia m.in chciał żeby dotknęła końskiego zadu, ucha, strzemienia, cały czas podnosząc stopień trudności.

Nieve Hoover - 2016-03-05, 19:52

Najwyraźniej faktycznie to przeoczyliśmy, niemniej załóżmy, że sygnał do stępa faktycznie został zainicjowany przez Nieve w jej poprzednim poście. Byłoby głupio gdyby sobie poruszała biodrami na stojącym koniu. ;) To dopiero brzmi głupio.. ;)
Uważnie wysłuchała kolejnych wskazówek trenera i kiwnęła na nie głową. Często opierała swoją równowagę na wodzach przez co mogła ciągnąć nieco konia na pysk. Zwracano jej na to uwagę przy każdej jeździe i, ponieważ nie odbyła ich zbyt dużo, nadal nie potrafiła nad tym zapanować. W Orchardzie chciała wszystko zmienić i zgłębić tajniki jazdy konnej, a to spotkanie z Ravallo i Lucasem było pierwszym krokiem w kierunku rozwoju umiejętności.
Po kolejnym zdaniu Lucasa wyprostowała plecy starając się automatycznie zastosować do jego wskazówek. Zastanowiła się czy pozycja, w której się znajdowała odpowiada standardom wyszczególnionym przez bruneta po czym jej myśli zajęło przejęcie czy ustawienie na dłuższy czas w linii prostej wszystkich wymienionych części ciała jest w ogóle możliwe. Wspomnienie o piętach także automatycznie obniżyło jej stopy w strzemionach i o ile w stępie nie było to trudne zadanie, to w kłusie z pewnością cała noga będzie jej latać. Tego typu trudne początki często ciągnęły się przez długi czas i nawet zaawansowani jeźdźcy często mieli z nimi problem – a przynajmniej w ten sposób Nieve podnosiła się na duchu.
- Obiecaj, że pomożesz mi wstać jak zlecę – zaśmiała się krótko kiedy otrzymała polecenie dotknięcia uszu czy zadu konia. Przez chwilę miała opór przed puszczeniem wodzy i przedniego łęku, którego od czasu do czasu się łapała, ale ostatecznie oderwała jedną dłoń i sięgnęła nią wpierw ku uszom Queeny, do których musiała się nieco wyciągnąć, a chwilę później – bardzo powoli – odchyliła się i niemal leżąc na zadzie konia, sięgnęła do czubka jej ogona. Podczas drugiego z ćwiczeń podskoczyła kilkukrotnie, asekurując samą siebie przed utratą równowagi, o którą w tej pozycji nie było wcale trudno. Wróciwszy w siodło odetchnęła z ulgą i tym razem schyliła się w bok aby dotknąć strzemienia lecz tego ćwiczenia nie można było zaliczyć do udanych. Zbyt bardzo bujała się w siodle i nie mogła go dosięgnąć.. albo zwyczajnie bała się opuścić na tyle by tego dokonać.

Ravallo's Queen - 2016-03-06, 22:41

No przepraszam, ona jako potulny profesor bez wyraźne sygnału nie śmiała by zrobić nawet kroku w przód. Jak wspominałam kasztanka dość energicznie szła na przód, była cierpliwa, chętna do pomocy w nauce, jak i wymagająca, ale to chyba nie na tym etapie. Klacz cierpliwie, wręcz z anielską cierpliwością znosiła dotyk wszędzie, nieco strzygąc uchem kiedy zostało dotknięte można by rzec, że gilgotki miała. Ruszające się biodra na stojącym koniu faktycznie dziwnie brzmią :lol2: Ruda nie miała rangi profesora w stajni, ale często ją polecano dla młodych jeźdźców, ze względu na jej spokojny, tolerancyjny charakter. Moje imienia się nie odmienia, Queen lub Ravallo, ewe skróty, ale nie odmiany :D
Lucas - 2016-03-07, 20:56

- Pomogę, ale lepiej nie spadaj - zaśmiał się po nosem i posłał Amazonce jeden ze swoich firmowych uśmiechów. Dalej już tylko przyglądał się jej poczynaniom, widząc, że nie do końca pewnie czuję się w siodle. Zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, że brak równowagi był dużym problemem początkujących jeźdźców. Ta gimnastyka miała jednak na celu pomoc w nabraniu sprawności w siodle no i oczywiście napomnianej równowagi. Nie od razu Rzym zbudowano, aczkolwiek dziewczyna była na dobrej drodze do sukcesu. Każdy w końcu musiał kiedyś zaczynać.
- Słyszałem powiedzenie, że prawdziwy jeździec musi spaść z konia przynajmniej siedem razy - rzucił w między czasie, przypominając sobie słowa swojego starego trenera. Czy była to prawda? Tego nie wiadomo. Wiadome jednak było to, że na pierwszą glebę tak czy siak przyjdzie czas.
- No i co? Chyba nie taki diabeł straszny? - zapytał, widząc, że Ruda skończyła wygibasy. Wiedział, że z kolejnymi jazdami będzie szło jej lepiej, toteż postanowił nie krytykować. Doceniał to, że chciała spróbować, nawet jeśli nie wyszło do końca idealnie. Nie chciał jej już z tym męczyć, toteż pozwolił na chwilę swobodnego stępa przed kolejnym zadaniem.
- Staraj się nie wieszać na wodzach. Ręce trzymaj uniesione na wysokości kłębu, kciuki skierowane do góry - poinstruował ją, wyłapując w międzyczasie pojawiający się problem. - A teraz zobaczymy jak idzie Ci z anglezowaniem - dodał z entuzjazmem. Następnie wytłumaczył pokrótce o co chodzi w ćwiczeniu i uprzedził, że na razie pozostaną w stępie. Zgodnie z założeniem, Nieve miała unieść ramiona do boków i wraz z jego odliczaniem podnosić się i siadać z powrotem w siodło.

Nieve Hoover - 2016-03-08, 17:35

- Postaram się! – uśmiechnęła się delikatnie, zbyt przejęta uważaniem na każdy ruch zarówno swój jak i konia, który mimo tego, że nie dał jej powodu do strachu, stanowił dla rudowłosej potencjalne zagrożenie. Gimnastyka zasugerowana przez mężczyznę sprawiała Nieve sporo kłopotu, jednak starała się dać z siebie wszystko, choć efekt Lucas mógł zobaczyć na własne oczy. Nie było do końca idealnie, ale lepsze to niż nic, a ona naprawdę się starała.
Obróciła głowę w stronę mężczyzny, choć cały czas zerkała w stronę głowy klaczy, sprawdzając czy ta przypadkiem nie planuje jej zrzucić ze swojego grzbietu, i zaśmiała się krótko.
- Siedem razy? – zapytała a jej buzia wyrażała rozbawienie przemieszane ze zdziwieniem. Często była świadkiem upadków jeźdźców z koni i bardzo je przeżywała dlatego właśnie ciężko było jej sobie wyobrazić, że sama znajduje się w takiej sytuacji. Oczywiście upadek ze stępa niczym nie równał się na przykład upadkowi podczas skoku, niemniej nie miała jeszcze doświadczenia w tej kwestii i ciężko było jej uwierzyć, że po czymś takim można zwyczajnie podnieść się z ziemi i ponownie zasiąść na końskim grzbiecie. Sama nie wiedziała jak zachowałaby się w takiej sytuacji. – Łatwo Ci powiedzieć, nie śmiej się ze mnie… Nie, nie taki straszny – wystawiła język w stronę trenera choć szybko upomniała się w myślach, że właściwie nie powinna się tak zachowywać. Ciężko było jej jednak utrzymać formalne stosunki z kimś, kto był doprawdy niewiele starszy od niej.
Ponownie pokiwała głową kiedy mężczyzna zwrócił uwagę na kolejną rzecz i starała się zastosować do jego zaleceń choć tak jak wcześniej – w stępie nie sprawiało jej to większego problemu, ale w kłusie mogło być doprawdy różnie. I kiedy właśnie o tym rozmyślała, pojawiło się magiczne słowo – anglezowanie. Znała je i wiedziała o co chodzi, więc niemal od razu zaczęła unosić się w siodle starając się wpasować w nadany przez Lucasa rytm. Nie do końca, za każdym razem, jej to wychodziło, ale ponownie starała się robić wszystko co mogła by dobrze wykonać zadanie.

Ravallo's Queen - 2016-03-08, 21:56

Klacz nie wiele mogła poradzić na to by kobieta nie spadła z siodła, jedynie równo iść bez potknięć czy coś. No właśnie ! Nie ma co się załamywać, trzeba ćwiczyć ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, aż do perfekcji. Podobno siódemka jest szczęśliwa, może niech sprawdzi to się dowiemy :lol2: Ewentualnie jak bała się wygibać na większym i dłuższym koni, proponuje One na przyszłość mniejsza, krótsza i nie trzeba aż tak się wyginać, wtedy chyba pewność siebie też się polepsza. Ruda znała różne sztuczki, jednak odróżniała ludzi którzy ją dosiadają, np. z Lucasem mogłaby sobie poszaleć, jednak Nieve wymagała odpowiedniego traktowania. By Ruda zrzuciła ją z siodła to chyba diabeł musiałby zacząć ją gonić, nie wpadała szybko w panikę, co do skoków jak sama nie da rady ona pomoże. Czasem warto zaufać koniowi, w przypadku rudej można na 200%. Queen mimo zmiany ćwiczeń przez dziewczynę, nadal swobodnie z z zaangażowaniem kroczyła do przodu.
Naomi Eaton - 2016-03-12, 10:21

Jessamine napisał/a:
Idąc za poleceniami od instruktorki Jessamine siedząc w siodle na grzbiecie Seconda, wyjęła nogi ze strzemion, a następnie zaczęła wykonywać ruchy ramion w tył. Najtrudniejsze było nie patrzenie w grzywę kasztana, o ją kusiło, jednak dzielnie patrzyła przed siebie, koncenturjąc się na ćwiczeniach. Zgodnie z instrukcją od Naomi ściągała łopatki co zapewniało jej równowagę, a nogi luźno oparła o boki Chance'a. Powoli zaczęła się nawet do tego przyzwyczajać, więc trochę się rozluźniła, jednak nadal była skoncentrowana. Następnie ćwiczyła skręty tułowia z wyprostowanymi, uniesionymi w górę rękoma Miała momenty zawahania, w których obawiała się, że bez trzymanki spadnie z konia, jednak niewielkie podparcie dawały jej nogi, poza tym wałach był całkowicie spokojny i cierpliwie tolerował jej wiercenie się na swoim grzbiecie. Nadal patrzyła przed siebie, walcząc z pokusą, by spuścić wzrok na grzywę małopolaka. Następnie ćwiczyła sięganie prawej kostki lewą ręką, w czym czuła się znacznie pewniej mając oparcie w wolnej ręce.


Uważnie kontrolowała przebieg ćwiczenia, w razie możliwości sugerując większe zaangażowanie. Bywało bowiem, że uczniowi brakowało wiary w siebie, lub bał się dać z siebie wszystko w trakcie wykonywania ćwiczenia. Zadaniem Naomi było przekonanie go, że nic mu nie grozi i że śmiało może odważyć się na więcej.
W każdym razie, po wstępnym rozciągnięciu się, zadecydowała o przejściu do kłusa (oczywiście już ze strzemionami). Skoro juniorka miała już z nim wcześniej do czynienia, to nie zajmowała jej czasu przypominaniem na czym polegało anglezowanie "na sucho", tj. w stępie. Po prostu poinformowała ją, że zaraz przejdą do kłusa i żeby dała jej znać, kiedy będzie gotowa. Uzyskawszy taką informację, poprosiła Chance'a o przejście do kłusa, dyktując mu spokojne i równe tempo. Pomogła też Jessamine w ustaleniu rytmu, na "raz" sugerując podniesienie się. Gdy tylko dziewczynka złapała rytm, przestała jej podpowiadać. Gdyby tylko zauważyła, że ta traci równowagę, zwalniała konia do stępa pozwalając pozbierać się Jess.

Lucas - 2016-03-12, 16:42

- Ale tylko teoretycznie - upewnił ją, lekko rozbawiony jej reakcją. On sam nie pamiętał ile razy zaliczył glebę. Nie było tego aż tak wiele, ale wiadomo - każdemu mogło się zdarzyć. Tym bardziej, jeśli często jeździło się na koniach młodych, lub lekko walniętych.
- Wcale się z Ciebie nie śmieję. Przecież sam kiedyś zaczynałem - odparł z lekkim uśmiechem. W duchu cieszył się, że trudne początki miał już za sobą. Kilka lat temu wstecz, nie pomyślał by nawet, że kiedyś to on będzie nauczał. A jednak tak się stało, na co mężczyzna ani trochę nie narzekał.
Zgodnie z obowiązkami trenera, poprawiał postawę dziewczyny również w anglezowaniu na sucho. Zdawał sobie sprawę z tego, że było to trudniejsze niżeli w szybszym chodzie. Zależało mu jednak, żeby udoskonaliła tą czynność w stępie, coby potem było jej łatwiej. Zawzięcie upominał ją o wyciąganiu pięt w dół, stabilnej łydce i ręce. Chciał również, by zachowywała środek ciężkości, aczkolwiek przymykał na to oko, wiedząc że może sprawić jej to więcej trudności. Po dwóch okrążeniach pozwolił jej usiąść w siodło na chwilę odpoczynku. Tutaj też wymienił pojawiające się błędy i określił, nad czym będzie musiała poćwiczyć.
- Teraz spróbujemy pojechać spokojnym kłusem - poinformował i poczekał, aż dziewczyna się przygotuję. Gdy tak się stało, poprosił ją o zakłusowanie, w razie potrzeby pomagając końcem lonży. Jej zadaniem było oczywiście anglezowanie, które podobnie jak w stępie, brunet akcentował. O ile szło jej to dobrze i złapała własny rytm, zaprzestał odliczania kroków i pozwolił Nieve na nieco samodzielnej pracy. W między czasie nieustannie upominał ją, żeby nie zakleszczała się nogami, nie ciągnęła konia za pysk i utrzymywała wyprostowaną postawę ciała. Dbał również o to, żeby jej palce zamknięte były na wodzach, a łydka nie latała wraz z każdym uniesieniem w siodle.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group