To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - The Plain Cafe

Raphael Carlsen - 2016-08-21, 15:15

On natomiast był w tej kawiarence jednym ze stałych bywalców i to właściwie już od dnia, kiedy osiedlił się w Eastburne. Trafił na nią zupełnym przypadkiem, kiedy to – a jakżeby inaczej – zgubił się, gdy postanowił zrobić sobie małą ‘wycieczkę krajoznawczą’ po mieście. Bardzo przypadła mu do gustu atmosfera tego miejsca, no i kawa, która była – przynajmniej jego zdaniem – o niebo lepsza niż w tych wszystkich Starbucksach i innych tego typu miejscówkach.
Po ciężkim dniu postanowił udać się na małą czarną, więc bez chwili zastanowienia skierował się właśnie do Plain Cafe. Uśmiech momentalnie rozjaśnił jego twarz, gdy tylko przekroczył próg kawiarni, a jego nozdrza wypełnił aromat tutejszej kawy. Szybko rozejrzał się wokół, stwierdzając, że choć nie ma jakiegoś nadmiernego tłoku, to i tak większość miejsc jest zajęta. Cóż, widocznie taka godzina. Ruszył w kierunku stolika, który w pierwszym momencie wydał mu się mu się wolny, ale kiedy tylko zbliżył się do niego okazało się, że jest zupełnie odwrotnie – siedziała już tam jakaś pogrążona w lekturze książki kobieta. Westchnął bezgłośnie, przejechał szybko dłonią po swoich czarnych, zmierzwionych włosach.
– Uhm, przepraszam…? – odezwał się, pokonawszy ostatnie metry dzielące go od stolika Nathalie i poprzedziwszy to cichym chrząknięciem. – Nie miałaby pani nic przeciw, żebym się dosiadł? Wszystko inne jest właściwie zajęte i no… – dodał, błyskając przy tym swoimi śnieżnobiałymi zębami w szerokim i rozbrajającym uśmiechu.

Nathalie Wheller - 2016-08-21, 15:40

Jej jasnoniebieskie oczy wodziły po kolejnych wersach czytanej przezeń książki i wydawało się, że nie ma najmniejszej szansy żeby oderwało ją cokolwiek od tej jakże pasjonującej, jednej z wielu, lektury. Co jakiś czas tylko odwracała wzrok ku szybie przy której siedziała, jednakże był odp usty z racji zastanawiania się nad niektórymi stwierdzeniami, które padały na kolejnych stronach. Nawet nie zauważyła kiedy podszedł kelner z jej zamówioną wcześniej kawą, tak więc kiedy skończyła rozdział i akurat spojrzała na stolik, lekko zaskoczona była faktem iż jej napój stoi tam i bezczelnie stygnie. Sięgnęła tak więc lewą ręką po filiżankę i upiła z niej mały łyk jakby zastanawiając się czy aby ten rodzaj kawy jest godzien aby być przez nią wypity. No cóż, był, bo była wyśmienita. Dodała do niej tylko nieco brązowego cukru [coby było tak hipstersko] a następnie wróciła do czytania.
Łykała kolejne rozdziały jak małe dziecko które dostało nową, kolorową ksiażeczkę z obrazkami i nie była szczególnie zadowolona kiedy usłyszała czyiś głos nad swoją głową wyraźnie zwracający się do niej. Podniosła wzrok znad lektury i przyjrzała się mężczyźnie stojącemu obok, który najwyraźniej zapytał czy moze się dosiąść. Czyżby jakiś kiepski tekst na podryw? Rozejrzała się po kawiarni i faktycznie zrobiło się tu dośc tłoczno a i o miejsce było ciężko. Równie dobrze mógłby iść do innej kawiarni, no ale kto wie, może po prostu tę lubił. Jej oczy wróciły na sylwetkę Raphaela jakby lekko zażenowane sytuacją, ale dało się zauważyć, że jemu również było to nie na rękę. Z drugiej strony cóż, kojarzyla go ze stajni i była pewna że również jest jeźdźcem, więc niech straci. Poza tym siedzenie przy jednym stoliku nic nie znaczy, chyba.
- Proszę bardzo. - stwierdziła ostentacyjnie, po czym jak gdyby nigdy nic wróciła do książki, no bo co ma mówić, gościa nie zna, a zapewne przyszedł tu napić się kawy, a skoro sam, to pewnie sam. No logiczne.

Raphael Carlsen - 2016-08-21, 17:46

Sam nie byłby zbyt szczęśliwy, gdyby ktoś mu nagle przerwał pasjonującą lekturę, a nieznajoma wyglądała na naprawdę mocno zaczytaną. Oczywiście pomyślał o tym fakcie trochę poniewczasie, gdy już zdążył się do niej odezwać i tym samym jej najzwyczajniej w świecie przerwać. Co jednak strasznego mogło się stać? Najwyżej go spiorunuje wzrokiem za to, że jej przeszkodził, a następnie odprawi z kwitkiem, nie mając chęci na żadne przygodne towarzystwo w jego postaci. Nic wielkiego. Zawsze może spróbować przy jakimś innym stoliku, bo pewnie nie są jedynymi, którzy przyszli tu wypić kawę w pojedynkę, albo – choć tego akurat wolałby uniknąć, bo naprawdę miał ochotę na tutejszą kawę – opuści lokal i spróbuje poszukać jakiegoś innego.
Póki co stał w miejscu, wciąż z uśmiechem na ustach, mając swe błękitne oczy zwrócone w stronę siedzącej kobiety, która wydawała mu się znajoma, choć nie potrafił do końca stwierdzić skąd ją morze kojarzyć, i oczekując jej „werdyktu”, kiedy ta ogarnęła spojrzeniem pomieszczenie, a następnie z powrotem powróciła do niego. Uśmiechnął się wtedy półgębkiem i, nieznacznie przechylając głowę na bok, lekko wzruszył barkami, jakby chciał jej w ten sposób przekazać, że w innym wypadku wcale by jej nie zaczepiał. Co jak co, ale jakby miał zamiar do niej zarywać, to raczej nie wybrałby tak lipnej metody… chyba. W każdym razie, w tej chwili na pewno nie miał żadnych innych zamiarów poza tym, że po prostu chciał się napić kawy, a to, że akurat do niej zagadał, by przysiąść się do jej stolika, było czystym zbiegiem okoliczności, po prostu.
Raphael podziękował jej skinięciem głowy za przyzwolenie, a następnie zajął wolne miejsce naprzeciw. Chwilę później przy stoliku zjawił się kelner, u którego zamówił sobie jakąś zwyczajną czarną kawę. Czekając na nią, sprawdził coś w telefonie, a następnie zerknął w stronę okna, by ostatecznie zawiesić znów spojrzenie na Nathalie.
– Kojarzę cię. Jeździsz w tutejszej stajni, prawda? – zagaił po krótkiej chwili milczenia, gdy w końcu uzmysłowił sobie dlaczego jej sylwetka wydała mu się wcześniej znajoma. W przeciwieństwie do niej fakt, że w zasadzie jej w ogóle nie zna, poza tym, że ją parę razy widział w stajni, nie przeszkadzał mu, żeby się odezwać. Nie mówiąc o tym, że długie siedzenie w zupełnym milczeniu nie było po prostu jego domeną.

Caroline Hathaway - 2016-08-22, 14:44

No widzisz? Ten świat bywa mały, zbyt mały czasem. Choć ona na dobrą sprawę, narzekać zbytnio nie mogła, bo zawsze mogło być gorzej. Na palcach jednej ręki, mógł policzyć ile tu było kobiet z kolorowymi włosami. Odwzajemniła do niego uśmiech oraz buziaka w policzek, a kiedy się do niej przysiadł, upiła szybko kolejny łyk kawy.
-To ja. - odparła cicho się śmiejąc. Patrzył na nią tak, jakby była górą lodów, które czekały aż ktoś je zje :lol2: W sumie też była w szoku, że go tu spotkała.
-Ja się tam z tego cieszę. - odparła na jego słowa. To było do przewidzenia, że kiedyś się znów spotkają. Nie wiadomo jedynie było, kiedy to nastąpi. Czym było się tu stresować? Poczekała aż złoży zamówienie, by się ponownie odezwać.
-I opowiadaj, co u ciebie? - zapytała. O co konkretnie? O wszystko, życie towarzyskie, końskie etc.

Nathalie Wheller - 2016-08-23, 11:28

Kolejny łyk kawy wylądował w przełyku dziewczyny, przyjemnie grzejąc podniebienie, a kubki smakowe delektowały się nią jak mogły z racji jej wyśmienitego smaku. O tak, znajomi mieli rację aby to własnie tu skierowała swe kroki w celu odpoczynki, doprawdy atmosfera i wszystko były cudowne, no, może poza człowiekiem który się do niej dosiadł. I tu nie chodzi o jego wygląd czy usposobienie, a skąd! Nathalie po prostu wolała przebywać sama, a już szczególnie kiedy była czymś zajęta.
Uniosła wzrok znad książki słysząc jego słowa, lecz po chwili z powrotem, jak gdyby nigdy nic do niej wróciła. Przewróciła kolejną stronę - A jeżdżę. - stwierdziła, ale że jako nie była szczególnie gadatliwa to na tym się skończyło, najwyraźniej nie miała zbytniej ochoty rozmawiać. Szkoda, że nie czyta właśnie poradnika jak się pozbyć natrętnego rozmówcy.

Raphael Carlsen - 2016-08-23, 19:52

Na szczęście niezbyt długo przyszło mu spoglądać na przygodną sąsiadkę z delikatną nutą zazdrości, kiedy ta delektowała się swoją kawą, bo już po chwili kelner zawinął ponownie do ich stolika i przed brunetem stanęła filiżanka czarnego, parującego napoju. Duńczyk podziękował mu skinieniem głowy i lekkim uśmiechem, po czym nachylił się nieco i zaciągnął głęboko aromatycznym zapachem kawy. Błogi uśmiech od razu wykwitł na jego ustach – o tak, to jest dokładnie to, czego mu w tym momencie było trzeba. Uniósł filiżankę i od razu upił z niej łyk, momentalnie tego jednak żałując, gdy poczuł jak gorący napar parzy jego język. No tak, mógł się przecież tego spodziewać. Nieznacznie się skrzywił, a naczynie z kawą powędrowało z powrotem na stolik.
Natrętny? No… może trochę. Raphael wprawdzie szybko pojął, że nieznajoma nie należy do zbyt gadatliwych person, ale to i lakoniczność jej wypowiedzi, to było o wiele zbyt mało, żeby go zniechęcić, choć pewnie wielu na jego miejscu darowałoby sobie wszelkie dalsze próby zagajenia jakiejś rozmowy. Ale nie on. Mężczyzna kiwnął głową i przez moment nawet siedział w ciszy, co mogło dawać nadzieję, że jednak pojął w pełni jej aluzję i zostawi ją już w spokoju. Nie ma jednak tak łatwo! Jego chwilowe milczenie było spowodowane smartfonem, którego wibracje właśnie poczuł i wyciągnął, żeby sprawdzić o co chodzi.
– Rekreacyjnie, czy może jakaś konkretna dyscyplina? – w końcu, absolutnie niezrażony, odezwał się ponownie, chowając jednocześnie komórkę z powrotem do kieszeni i kierując z powrotem wzrok na kobietę.

Drew Pascail - 2016-09-03, 20:35

to chyba dobrze, chociaż oczywiście zjadać jej nie zamierzał. po tych przywitaniach z ujmującym uśmiechem na twarzy usiadł na wprost Caroline, nadal jej się bacznie przyglądając. Rzeczywiście świat jest mały. Może czasem za mały, ale czasem znowu to dobrze - w ten sposób mogli się spotkać całkiem chyba niespodziewanie.
- Chyba nie wątpisz, że ja też? - odpowiedział, zresztą było po nim widać radość z tego spotkania. Na jej pytanie odpowiedział po chwili, musiał najpierw zebrać myśli. Oczywiście od ich ostatniego spotkania wiele się wydarzyło, lecz tych rzeczy naprawdę ważnych, o których trzeba było opowiedzieć, było naprawdę niewiele. Chociaż z drugiej strony Drew zawsze wolał takie przyjemne gadki szmatki, niż hm powiedzmy bardziej głębsze rozmowy.
- Hm, można powiedzieć, że po staremu, chociaż w nowym miejscu. Postanowiłem zmienić trochę otoczenie i przy okazji być gdzieś blisko stajni, i tak oo tu jestem. Muszę się jeszcze na dobre zaaklimatyzować w stajni, w domu i w pracy. - odpowiedział. W między czasie kelner przyniósł jego zamówienie i postawił na stoliku przed nim. Drew posłodził odrobinę latte, zamieszał i znów spojrzał na Caroline.
- A co u ciebie? - spytał. Proste pytanie, ale był bardzo ciekawy. W końcu ostatni raz widzieli się jakiś czas temu, w całkiem innym miejscu.

Anonymous - 2016-09-28, 19:53

Wieczór z całą pewnością nie był odpowiednią porą na spożywanie kawy, ale to nie dla niej mężczyzna zjawił się w tym miejscu. Pamiętał ten lokal jeszcze za czasów dzieciństwa, kiedy największą przyjemnością na świecie było zjedzenie przepysznego ciasta domowej roboty tutejszej właścicielki. Jaiden lubił powroty do takich miejsc, zawsze przynosiło mu to radość i sprawiało, że chociaż na ten krótki moment zapominał o problemach. Teraz również chciał się odciąć od nieciekawych myśli, które wciąż zalewały jego głowę nie pozostawiając ani jednej, suchej nitki pozytywności. Zdawać by się mogło, że od niedawna chłopak jest jeszcze bardziej zamknięty w sobie i poniekąd taka była prawda. W ciągu całego swojego życia przeszedł wiele i choć usilnie próbował o tym zapomnieć albo chociaż przez chwilę nie wracać do tego myślami to zwyczajnie nie potrafił. Zmartwienia gryzły go bezustannie, pożerając strzępki wesołości i zdrowego podejścia do życia. To przykre. Jaiden również wydaje się bardzo smutną personą. Wprawdzie coś w tym jest, ale sytuacja nie jest aż tak zła na jaką wygląda. Szatyn zdołał przywyknąć. Po prostu taki już jest - to typ melancholika, który chciałby zostać zrozumiany ale zwykle jest odrzucany.
Wrócił do Eastbourne z zamiarem powrotu do spokojnego i normalnego życia. Chciałby aby wróciły do niego te chwile beztroski i kiedy przekroczył próg swojego starego mieszkania przez chwilę naprawdę tak było. Niestety mijający czas coraz bardziej dawał się we znaki. Zamiast chociaż przez chwilę pożyć miłymi wspomnieniami jego umysł szybko zalał się smutkiem. Wszystko dookoła przypominało mu bowiem utraconą rodzinę i przyjaciół, których nie liczył już spotkać. Przygnębiony tym wszystkim wyszedł z domu i nie zważając na deszcz skierował się w stronę miasta. Nie planował dotrzeć właśnie tutaj, właściwie nawet nie pomyślał by od razu wejść do kawiarni. Co prawda zatrzymał się przed budynkiem, ale tylko po to by w spokoju dokończyć papierosa i wrzucić go do metalowego kosza, stojącego przy drzwiach. Jednak paląc tak, zaczął się przyglądać witrynie lokalu, która ostatecznie zachęciła swoją niezmiennością od tych kilku ładnych lat.
Wszedłszy do środka od razu poczuł ogarniające ciepło. Nim gdziekolwiek usiadł zdjął z siebie jeansową kurtkę i odwiesił ją na wieszaku przy wejściu. Dopiero potem rozejrzał się dookoła, jednak w dalszym ciągu nie siadał. Słodki zapach ciasta i gorzkiej kawy skusił go na tyle, by poprosić o obydwa te produkty. Zapłaciwszy udał się do jednego z wielu wolnych stolików, zajmując miejsce przy oknie. Westchnął krótko i oparł głowę na pięści z lubością wpatrując się w ściekający po szybie deszcz. Przepadał za takimi klimatami i gdyby tylko mógł powracałby do tej scenerii za każdym razem.

Hayley - 2016-09-28, 21:31

Od chwili, w której ktoś wysłał jej groźbę minęło już około dwa miesiące i chociaż emocje nieco opadły, wciąż z tyłu głowy roił się strach. Nie lubiła już chodzić wieczorami, bezustannie oglądając się za siebie niczym wystraszone zwierzę, a każda ciemna sylwetka na horyzoncie przyprawiała ją niemal natychmiast o panikę. Na szczęście coraz częściej zdarzało jej się zapominać, kiedy skupiała się na konkretnych, wymagających myślenia czynnościach. Wiedziała, że powinna zapomnieć. Zresztą radził jej to również wujek i tata, twierdząc, że wszystko mają pod kontrolą, ale to nie było takie proste. Przeciwnie. Miała wrażenie, że panika przychodzi w najmniej oczekiwanych momentach, wywołana tak irracjonalnymi szczegółami, że zaczynała podejrzewać się o chorobę psychiczną. Każde spojrzenie na zwykły nóż kuchenny ściskało jej żołądek, przypominając niebezpiecznie o twarzy ohydnie pociętej ostrym narzędziem, która stanęła jej w wyobraźni kiedy po raz pierwszy odczytała treść karteczki. Zawsze wtedy dotykała opuszkami palców policzków, szukała wymyślonych szram, uspokajając się względnie kiedy jej dłonie nie trafiały na żadne bruzdy. Dzisiaj nie było inaczej, jednak teraz miała zupełnie inne zmartwienia kiedy padający deszcz uniemożliwił jej żywy marsz w stronę przystanku autobusowego. Przemoczona do cna, trzęsąca się z zimna wręcz błagała Boga, by autobus się nie spóźnił, ale efekt był zupełnie odwrotny do oczekiwanego. Czerwony środek komunikacji mignął jej przed oczyma siedem minut przed czasem i nawet kiedy puściła się biegiem w stronę przystanku, nie zdołała dobiec do celu. Ten fakt przyprawił ją niemal o płacz, który spotęgowała tylko świadomość, że następny autobus przyjedzie dopiero za około godzinę. Do całej palety koszmarnego wyglądu jakim prezentowała się wcześniej, teraz doszedł jeszcze przyspieszony oddech, oscylujący na granicy zadyszki i różowe od biegu lub zimna policzki. Na szczęście kawiarnia nieopodal wciąż była otwarta i choć blondynce nie uśmiechało się do końca zaprezentować w ten sposób przed ludźmi, chyba nie miała wyjścia. Ruszyła w stronę drzwi, wabiona wizją ciepła, które uderzyło weń wywołując na karku gęsią skórkę. Dopiero teraz zaczęła się naprawdę trząść, skostniałymi dłońmi chwytając torebkę, którą otwarła i wyciągnęła portfel. Pech chciał, że kilka monet uciekło z bezpiecznych przegródek, tocząc się prosto pod nogi nieznajomego mężczyzny. Nie mogąc pozwolić sobie na zignorowanie tak istotnego faktu, pozbierała pieniądze, dopiero teraz orientując się, że jeden wturlał się pod koniuszek buta Jaidena.
- Przepra... – kiedy podniósł na nią wzrok, o ile nie patrzył przez cały ten czas, dosłownie zaniemówiła, acz ciężko to nazwać pozytywnym wrażeniem. Choć nie powinna sugerować się wyglądem, zacisnął jej się cały żołądek i gardło, a głowa zaczęła cytować wyryte na kartce słowa Alaina. A nie mówiłam, że groźba przypominała o swoim istnieniu w najbardziej nieodpowiednich sytuacjach?

Anonymous - 2016-09-28, 22:24

Słysząc za swoimi plecami subtelne „proszę bardzo” niemal natychmiastowo oderwał wzrok od okna i odwrócił się w kierunku kelnerki. Nie uraczył jej żadnym rodzajem uśmiechu, jednak podziękował uprzejmie za podanie zamówienia. Chwilę później odprowadził drobną sylwetkę spojrzeniem i westchnąwszy cicho leniwie przemieszał parującą kawę, uprzednio wsypując do gorącej cieszy sporą ilość białego cukru. Lubił kiedy kawa była słodka, szczególnie jeśli nie mowa o tej czarnej. Wpatrywał się tempo w wir, który powstał na skutek mieszania i choć nie było w tym niczego fascynującego mężczyzna wyglądał na co najmniej zainteresowanego tym zjawiskiem. Jednak w rzeczywistości wcale o tym nie myślał. Właściwie o niczym w tej chwili nie myślał. Zupełnie odłączył się od rzeczywistości, która była zbyt nudna i ciężka do zniesienia ażeby bez przerwy o niej myśleć. Koniec końców szatyn powrócił na ziemię. Jak zwykle z tego faktu niezadowolony. Niemniej jednak mężczyzna rzadko okazywał swoje emocje, a wyraz jego twarzy praktycznie przez cały czas był niezmienny. Z jego miny nie dało się odczytać co odczuwa w danej chwili, czy coś go denerwuje lub cieszy. Zdecydowanie nie był otwartą księgą, wręcz przeciwnie. Zdawszy sobie sprawę z ogarniającego go zmęczenia, zmrużył na moment powieki i przejechał obiema dłońmi po włosach, które mimo to wróciły do swojego pierwotnego ułożenia. Objął swój kark i niechętnie otworzył oczy, mierząc beznamiętnym spojrzeniem przestrzeń przed sobą. Nie dostrzegając niczego wartego uwagi, oparł ręce na stole a jedną z nich sięgnął po filiżankę. Upił zeń niewielki łyk mało się przy tym nie parząc. Ganiąc się w myślach za to roztargnienie, odłożył naczynie z powrotem na talerzyk. Spojrzał przelotnie na deser stojący tuż pod jego nosem i pokręcił nieznacznie głową, zaczynając zastanawiać się po co w ogóle go brał, bowiem oczy z całą pewnością chętnie pochłonęłyby ów ciastko natomiast żołądek jasno mówił „nie”. Odsunął więc talerzyk ze smakołykiem i powrócił do swojej wcześniejszej pozycji oraz zajęcia, tj. znów oparł skroń na dłoni i ponownie zaczął przyglądać się sytuacji za oknem. Deszcz jakby odrobinę wezbrał na sile, rozmywając niemal cały obraz otoczenia za szybą. To mu jednak zupełnie nie przeszkadzało. Wpatrywał się w spływające stróżki wody, które odbijały wszelkie kolory świateł docierające z ulicy. Być może nie było w tym niczego interesującego, ale dla osoby takiej jak Jaiden obrazek ten był pochłaniający. Może to dlatego tak ciężko było mu znaleźć wspólny język z innymi? W końcu był inny. Nie całkowicie obcy i odmienny względem wyglądu, bowiem w tej kwestii akurat nie był szczególny. No może za wyjątkiem tatuaży, na które nie każdy był gotów w dodatku w tak widocznym miejscu jakim jest twarz. Jednak poza tym względem wizualnym Jaiden był jak każdy inny. Tu chodziło o psychikę i jego mentalność, która różniła się od tej posiadanej przez większość. Nie pędził ślepo za niczym, nie potrzebował bycia w centrum zainteresowania ani nie wspinał się na siłę po szczeblach kariery czy w sferze uczuciowej. Kierował się najważniejszymi wartościami w życiu i sercem. Niestety niewiele osób było to w stanie zrozumieć.
Był zbyt pochłonięty własnymi myślami by zwrócić uwagę na przybycie Hayley. Poza tym co jakiś czas ktoś wchodził lub wychodził i raczej byli to ludzie niewarci wzmożonej uwagi. Jasnowłosa również nie wyróżniała się niczym szczególnym, pomijając fakt że była zupełnie przemoczona... Ale również nie jako jedyna. Poza tym chłopak był potwornie zmęczony, a będąc w takim stanie nie interesował się otoczeniem. Ale skoro był zmęczony to czemu jeszcze tutaj przesiadywał? Ano dlatego, że nie był zdolny do znalezienia lepszego miejsca, w którym wyciszyłby się równie mocno co tu - to po pierwsze. Po drugie nie chciał wychodzić w momencie najsilniejszych opadów. Kolejny raz uniósł filiżankę i wówczas poczuł, że coś jest nie tak. Zmarszczył lekko brwi, ale nie w wyrazie złości czy niezadowolenia, raczej w geście zdziwienia. Wiedząc, że coś wtoczyło się pod czubek buta przycisnął ową rzecz, a zaraz pochylił się aby ją stamtąd wyjąc. Wówczas w jego polu widzenia pojawiła się Hayley, którą zmierzył z dołu do góry.
- To twoje? - spytał beznamiętnie, wyjąwszy spod buta monetę. Nie potrzebował potwierdzenia aby się domyślić, dlatego w chwilę później podał dziewczynie jej zgubę.
- Kiedy pieniądze same uciekają to nie jest za dobrze - stwierdził i dałabym sobie rękę uciąć, że gdyby nie był sobą uśmiechnąłby się a jego ton byłby bardziej żartobliwy. Tymczasem głos mężczyzny w dalszym ciągu był niezmienny, podobnie zresztą jak wyraz twarzy.

Hayley - 2016-09-29, 21:50

- Dochodzę do tego samego wniosku zawsze kiedy oglądam wyciąg z konta – odparła żartobliwie, w przeciwieństwie do Jaidena uśmiechając się lekko. Wyraz ten całkiem rozświetlił blade, zmarznięte policzki dziewczyny, w których teraz pokazały się urocze dołeczki. Odebrawszy swoją własność, ruszyła w stronę kasy gdzie zamówiła kubek gorącej herbaty. Przemoczona do suchej nitki, czuła jak pojedyncze krople wody spływają po posklejanych blond kosmykach, lepiących się nieprzyjemnie do twarzy. Miała nadzieję, że kiedy już dostanie gorący napój , nieco się rozgrzeje, ale najpierw musiała trochę poczekać. Niewiele myśląc swoje kroki na nowo skierowała w stronę nieznajomego szatyna, który może nie przypominał nikogo z wesołego grona znajomych Hayley, ale z całą pewnością chciała go nieco poznać. Poza tym nie miała zbyt wielu alternatyw, poza samotnym czekaniem przy stoliku w rogu. Ta ostatnia opcja wydała jej się jednak tak żałosna, że bez skrępowania dosiadła się do nieznajomego. Wcześniej oczywiście spytała czy miejsce jest wolne i czy nie będzie przeszkadzać, acz uzyskawszy satysfakcjonującą odpowiedź, natychmiast przestała o tym myśleć.
- Często tu przychodzisz? – zagadała wesoło, pocierając palcami wnętrze dłoni. Miała wrażenie, że znów kostnieje, a przyklejony do ciała materiał odzienia, niebezpiecznie zdawał się odbierać jej pewność siebie. Na szczęście kelnerka dość sprawnie uwijała się z zamówieniami, ostatecznie po zaledwie paru minutach stawiając przed Hayley parujący kubeczek, który dziewczyna natychmiast objęła dłońmi. W zetknięciu z ciepłem zadrżała, choć zrobiło jej się znacznie przyjemniej.

/Kupa, bo zasypiam ;c

Anonymous - 2016-09-30, 15:55

- Mam podobnie - odparł spokojnie, a prawy kącik jego ust drgnął nieznacznie, jakby chcąc unieść się wyżej lecz nie potrafiąc. To był szczery i przyjazny gest, choć ledwie rzucał się w oczy. Jaiden uważał jednak, że nie powinien wymuszać na sobie bardziej wylewnej reakcji, która w rezultacie byłaby sztuczna i być może w jakiś sposób ubliżyłaby jasnowłosej. Sam nie lubił, gdy ktoś wymuszał na sobie jakiś gest w stosunku do niego, dlatego sam tak nie postępował. Niemniej jednak uśmiechnięta buzia Hayley była przyjemnym widokiem. Podziwiał ludzi, którzy potrafią być tak weseli. Kiedy dziewczyna ruszyła w stronę kasy, odprowadził ją ciepłym spojrzeniem i wrócił do swojego poprzedniego zajęcia. Być może nie było ono zbyt fascynujące ale uspokajało go i pozwalało trzymać myśli w ryzach. Ponownie odciął się od zewnętrznego świata i wpatrując się tępo w szybę starał się krok po kroku poukładać sytuację, w której się znalazł. To wszystko było bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać, ale prawda była również taka, że sam Jaiden sporo spraw sobie komplikował. Chciał aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, ale dawał sobie na to za mało czasu. Zdecydowanie za mało. Westchnąwszy ciężko, uniósł naczynie z kawą i upił niewielki łyk. Nie sądził, że Hayley zechce się dosiąść dlatego wydał się co najmniej zdziwiony, gdy o to spytała. Ludzie raczej go unikają, zdążył do tego już tak bardzo przywyknąć, że dziwnym dla niego było to, że ktoś postępował odwrotnie. Tak czy inaczej zgodził się, niemrawo stwierdzając że miejsce naprzeciwko na nikogo określonego nie czeka.
- Nie - mruknął w ramach odpowiedzi, zaraz coś sobie uświadamiając. - Już nie - poprawił się, a po chwili dodał dalszy ciąg wypowiedzi: - Właściwie jestem tu pierwszy raz od paru lat. Znacznie częściej przychodziłem tu, kiedy byłem dzieciakiem
Kiedy to mówił wydawał się dość rozchmurzony. Zresztą nic dziwnego, wczesne dzieciństwo było najlepszym okresem w życiu szatyna... Chociaż równie nieidealnym co reszta doli. Niemniej jednak tamten czas wspomina bardzo przyjemnie. Mimowolnie spojrzał na kelnerkę, która przyniosła zamówienie blondynki i po uprzednim zapytaniu zabrała pustą filiżankę po kawie.
- Mają tu dobre desery - stwierdził ni stąd ni zowąd, poniekąd chcąc nawiązać z dziewczyną jakiś kontakt ale zupełnie nie wiedząc jak. - A przynajmniej kiedyś tak było - wzruszył lekko ramionami, spoglądając ukradkiem na kawałek ciasta, leżący w zasięgu jego ręki. Nagle westchnął cicho i oparł ręce na stole. Przyglądał się nieznajomej, próbując zapamiętać jakieś szczegóły jej wyglądu. Nie dlatego, że było mu to potrzebne, po prostu czerpał z tego przyjemność.
- Deszcz chyba nie służy fryzurze, co? - zagadnął, właściwie dopiero teraz zwracając uwagę na jej mokre włosy. To nie miało być złośliwe, ot zwykła, luźno rzucona uwaga.

Hayley - 2016-10-02, 08:54

Niemal natychmiast wyłapała nikłą zmianę w postawie szatyna, choć nie była do końca pewna czy jej przypuszczenia są słuszne. Nie znała jego charakteru, zwyczajnie nie wiedząc skąd brały się niektóre, nikłe zmiany jakie prezentował. Całe spektrum reakcji, które w Hayley zachodziły dość gwałtownie i tak też się objawiały, u Jaidena zdawały się być stłumione, jakby chciał zupełnie zamknąć je w swojej osobie. Ta skrytość w jakiś sposób ją ciekawiła, choć była też pewna, że jeśli zacznie drążyć, na światło dzienne może wyjść coś, czego wcale nie chciałaby się dowiedzieć. Zdążyła nauczyć się na przykładzie Tonego jak rozczytywać niektóre zachowania, bo chociaż nie mogła wrzucać wszystkich do jednego worka, pewne rzeczy zdawały się wspólne. Nikt sam z siebie nie zamykał się na świat, prawda? Szczęśliwe dzieci zawsze były wylewne, nawet jeśli chodziło o płacz z powodu zepsutej zabawki. Dopiero później rzeczywistość weryfikowała charaktery, kształtując je wedle przeżyć i doświadczeń.
- Dobrze miałeś z tą kawiarnią - Stwierdziła, uśmiechając się lekko. Uznawszy, że nikły stopień ich znajomości nie pozwala na dopytki, postwiła na luźną rozmowę w tematach, w których oboje czuli się dobrze. - Ja nie miałam takich luksusów jak możliwość kupienia sobie ciastka w kawiarni, ale za to pół dzieciństwa spędziłam z kuzynem w domku na drzewie. Rzucałeś kiedyś balonami z wodą w sąsiadów? - zaśmiała się szczerze, przypominając sobie burę jaką dostała niedługo później, kiedy cała sprawa wyszła na jaw. Na samo to wspomnienie wyraz jej twarzy rozpogodził się jeszcze bardziej, a oczy zaszkliły radośnie. Zdawać się wręcz mogło, że zupełnie przestało być jej zimno, choć stwierdzenie to nieco rozmijało się z prawdą.
- Więc dlaczego nie jesz? - Spytała niedociekliwie. W tonie jej wypowiedzi nie było więc niczego uszczypliwego ani niemiłego. Ot, zwykłe luźne pytanie, które z łatwością mógłby zbyć. Niemniej na chwilkę zawiesiła wzrok na jego twarzy, by za parę chwil posłać mu uśmiech. Tak po prostu.
- Nie służy - odparła szybko, akcentując swoją wypowiedź na oczywistość, co w ostatecznym rozrachunku zabrzmiało po prostu śmiesznie. Nigdy nie przejmowała się takimi szczegółami jak zepsuta fryzura, choć nie ukrywajmy - lubiła wyglądać ładnie. Dbała o siebie i szanowała to co ma, ale daleka była od dramatyzowania w przypadku deszczu czy rozmazanego tuszu.

Anonymous - 2016-10-02, 18:20

- Ale chyba lepiej z ojcem, który tak często mnie tu zabierał i chętnie płacił za moje zachcianki - odparł i choć w jego głosie nie rozbrzmiała ani maluteńka nuta rozbawienia to wyraz twarzy stał się odrobinę łagodniejszy i nieznacznie mniej pochmurny. Ta zmiana była tak minimalna nie dlatego, że powstrzymywał swoje odruchy. Zwyczajnie nie czuł potrzeby do ich bardziej wylewnego okazywania, poza tym nie był do tego przyzwyczajony, bowiem bardzo rzadko odstępował od tego swojego podejścia. Niemniej jednak lubił obserwować ekspresyjność ludzi, która w jakiś sposób go inspirowała, jednocześnie czyniąc drugiego człowieka ciekawszym dla Jaidena. Nie oznaczało to jednak, że osoby bardziej skryte nie mają szans na jego zainteresowanie - z całą pewnością mogą je osiągnąć, jednak w praktyce wychodzi to odrobinę mozolnie. Hayley przyglądał się z przyjemnością, o czym już chyba wspominałam. Oczywiście chodziło o jej dynamiczność i szczerość, którą szatyn doskonale dostrzegał. Wbrew pozorom znał się na ludziach. Być może był skryty i cichy, ale przecież nie musiał nawiązywać żadnych kontaktów, aby przez lata życia nauczyć się rozróżniać dane zachowania.
- Domek na drzewie to musi być świetna sprawa - stwierdził, przywołując na pierwszy plan marzenia z dzieciństwa. Jednym z nich było posiadanie takiego domku i chyba nie był jedyny, który zawsze chciał taki mieć. Dzieciaki lubią mieć swój kąt, swoją „bazę” i miejsce do zabaw. Pod tym względem Jaiden nie był inny. Jednak w jego przypadku istniała zasadnicza różnica - on wolał bawić się sam. Nawet we wczesnym dzieciństwie był samotnikiem, który świetnie sobie z tym radzi. Niemniej jednak posiadał przyjaciół i znajomych, z którymi również dobrze spędzał czas. - Nie miałem zbyt wielu sąsiadów i nigdy żadnego tak nie potraktowałem. A szkoda. Niektórym się należało - odparł o wiele pogodniej niż wcześniej. - Na przykład tej z naprzeciwka. Zawsze grzebała nam w skrzynce na listy i do tej pory nie wiem jaki miała w tym cel. A ty miałaś takich naprawdę denerwujących sąsiadów? - właściwie to nie wiedział czemu się tak rozgadał i czy Hayley w ogóle to interesowało, ale w pewnym sensie czuł się lepiej. Przez ostatnie miesiące za bardzo nie miał z kim porozmawiać. Właściwie nie spotykał się za wiele ze znajomymi, więc jego dialogi odbywały się głównie z profesorami na uczelni bądź w jakichś sklepach przy kasie... O ile bełkot ze wścibską ekspedientką można nazwać dialogiem.
- Straciłem ochotę... Ale przynajmniej oczy mogą się nacieszyć estetycznym widokiem - wzruszył nieznacznie ramionami. Nieświadomie ukrył w tej wypowiedzi jedną prawdę o sobie. Tak czy inaczej niedociekliwy człowiek nawet tego nie zauważy, a ktoś kto go nie zna może zupełnie nie zrozumieć. Mianowicie chodzi o to, że jako posiadacz wprawnego oka i artystycznej duszy lubi, gdy coś wizualnie ładnie wygląda. Wówczas obserwowanie takich przedmiotów, czy nawet organizmów sprawia mu większą przyjemność. Oczywiście miał swoje upodobania w kwestii sztuki i były one raczej nietypowe, niemniej jednak inne, schludnie wyglądające rzeczy również cieszyły jego oko. Na przykład uśmiech, który posłała w jego stronę Hayley.
- A tobie w ogóle to nie przeszkadza - stwierdził, jakby była to najoczywistsza prawda. - Rzadko spotyka się takie dziewczyny. Nie żebym wrzucał wszystkie do jednego worka, ale te z którymi pracowałem były naprawdę nie do zniesienia w kwestii wyglądu - wyznał, spoglądając z zainteresowaniem na Hayley. - Nie chciałbym też potwierdzać stereotypu, że modelka jest marudna, ale chyba nie na darmo on powstał - dodał na koniec i pokręcił lekko głową, na samo wspomnienie tejże żmudnej pracy.

Hayley - 2016-10-03, 18:15

- To na pewno wiele ułatwiało. Moi rodzice wychodzą z założenia, że lepiej upiec całą brytfankę ciasta niż fatygować się do cukierni po jeden kawałek. Tyle że mama nie umie piec... - zaśmiała się natychmiast, uzmysławiając sobie jak to wszystko brzmi. Upiła w tym czasie łyk herbaty, uważając by nie poparzyć ust i języka, a później powróciła do prowadzonej rozmowy - To znaczy, robi bardzo dobre babeczki i ciastka, ale jeśli chodzi o ciasta, zawsze wychodzi jej zakalec. Nie wiem jakim cudem - Wzruszywszy lekko ramionami, na chwilę pozwoliła myślom uciec od problemów. Potrzebowała odprężenia i ciało, dotychczas spięte nienaturalnie, powoli sygnalizowało że dobrze mu w takim układzie. Mięśnie nieznacznie rozluźniły się pod wpływem jakże potrzebnego zastrzyku endorfiny, a zimno przestało tak bardzo przeszkadzać. Dodatkowo przynajmniej na chwilę przestała myśleć o groźbie.
- Do tej poty uwielbiam to miejsce. Jest na posesji Aidena, więc na szczęście nie w moich sąsiadów rzucaliśmy, ale i tak każdy wiedział kim jestem. Nie obeszło się bez awantury - wygięła twarz w śmiesznym grymasie udawanego zawstydzenia, ale zaraz powróciła do swojej normalnej mimiki.
- Zawsze można coś nadrobić. Wiesz co mam na myśli? - zaśmiała się, naturalnie nie mówiąc poważnie. W tej chwili chyba nie byłaby w stanie przywalić komuś balonem z wodą w głowę. - Nie. Moi sąsiedzi w większości są miłymi ludźmi, więc nie mieliśmy nigdy takich problemów. Czasami tylko pani Cavendish jest zbyt głośna, ale nie tak złośliwie. Po prostu strasznie krzyczy kiedy coś mówi i chyba tego nie kontroluje. – Przeniosła wzrok na ciastko, wnikliwie przyglądając się mu przez krótką chwilę. Faktycznie budziło apetyt, chociaż Hayley chyba nie miała dzisiaj szczególnej ochoty na słodkości. Właściwie chwilowo zależało jej tylko na cieple, mizernie utrzymywanym poprzez gorącą herbatę.
- To fakt, wygląda ślicznie – przytaknęła, zaraz zwracając większą uwagę na resztę wypowiedzi. Zainteresowała ją szczególnie wzmianka o modelkach, dlatego pochyliła się lekko do przodu.
- Jesteś fotografem? Czy interesujesz się innymi dziedzinami sztuki? – zupełnie pomijając kwestię wyglądu, który wydał jej się nieszczególnie interesującym tematem. Co więcej wyłapała to, co w jakiś sposób dotyczyło jej samej – sztuka. Oczywiście taniec był zupełnie inną dziedziną, ale wciąż pomagał w jakiś sposób wyrazić emocje. Nic dziwnego, że Szatyn wzbudził jej zainteresowanie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group