To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Delfinek - 2018-03-31, 14:45

Falling Away napisał/a:
...


W czasie stępowania zauważyła przybycie Viv wraz z Kapitanem, co nie sprawiło jej większego kłopotu. Potrzebowała dla Fallinga kilku kopert i drągów, coby nie powiedzieć, że po dwa wystarczą.
- Cześć Viv! - Odparła na przywitanie kobiety, od razu głaszcząc ogierka po szyi, coby dopowiedzieć mu miłym głosem. - Nemo jest swój, bądź grzeczny, bo inaczej Cię spotka atak piratów! - Zaśmiała się krótko i skierowała ogiera na drugą stronę parkuru, coby dla przybyłej pary nie przeszkadzać.
Po kolejnych kołach w stępie zebrała wodzę i rzuciła ogierowi półparadę, obciążając zad i zachęcając go do zaangażowania się, jednocześnie dalej uparcie stępując go, teraz także na woltach i wszelkiego rodzaju serpentynach do czasu, kiedy uznała ogiera na wystarczająco rozruszanego.
Mniej więcej w 1/3 krótkiej ściany parkuru obdarzyła Fallinga kolejną półparadą, chwilę po tym przepychając go do kłusa łydką i ruchem krzyża. Pozwoliła mu na w miarę spokojny kłus, narzucając tempo poprzez wolne anglezowanie. Nie potrzebował strofowania, bo nie ukrywając to jakby wrzucić kogoś po grypie od razu do lodowatego morza. Pozwalała mu na błędy, niedociągnięcia, prychnięcia w stronę Nemo czy rozpaczliwe rżenie do mamy, taty, babci czy Boga. Pełny luz, na razie miał się po prostu poruszać, poczuć trochę ręki człowieka a przy okazji rozgrzać przed, wbrew pozorom, niełatwym wyzwaniom jakie go czekają.
Po przejechaniu trzech okrążeń połowy parkuru w prawo i trzech w lewo skierowała ogiera na pierwszy drąg, leżący pojedynczo koło ogrodzenia. Oczywiście przed nim przygotowała ogiera do banalnego, ale dawno niewidzianego obiektu, aby już przy samym zbliżeniu zrobić lekki półsiad i zachęcić ogiera łydką do podniesienia nóg. Wyszło niezgrabnie, bo jak to młoda krew, zawsze coś odwali - tym razem Falling podniósł kopyta, jakby chciał okser pokonać a nie drąga, ważne jednak, że się stara, czyż nie? :lol2:

Ruth - 2018-03-31, 16:01

Russian Roulette napisał/a:
...


Wszystko by wyszło, gdyby nie zagapienie. Niestety, towarzyszyło ono kobiecie a tym samym po straceniu równowagi i logicznego myślenia stało się co się stało. Lądowanie wyglądało dość ''bezpiecznie'' - Ruth zdawała się lądować na nogi aby zatrzymać klacz, zmieniło się to jednak tuż przez lądowaniem, kiedy nierówny układ nóg sprawił, iż kobieta zamiast na palce upadła na kostkę. Puściła klacz, sama upadając z nagłego, silnego przypływu bólu z widocznie wygiętej kostki. Pierwszym co było to głośny krzyk o pomoc, którą dość szybko dostała z rąk stajennych, którzy zabrali Rosjankę do stajni zaś Ruth zawieźli do szpitala.
z.t

Falling Away - 2018-03-31, 20:23

Pojawienie się kolejnej pary w tym miejscu wcale go nie ucieszyło. A właściwie obecność drugiego ogiera nie wpłynęła na niego zbyt dobrze. Powierzchnia parkuru wydawała się zbyt mała, by pomieścić jego ego i jeszcze innego konia. Dlatego strzygł uszami i obdarzył Nemo kilkoma nerwowymi parsknięciami, najwidoczniej uznając, że piraci mu nie straszni. Arr!
Ucieszył się jednak, gdy przenieśli się na drugą stronę parkuru, nadal od czasu do czasu łypiąc na Kapitana, Delphine musiała nieco bardziej się postarać nad zyskaniem i utrzymaniem jego skupienia na tym, co robili. Kontynuowali koła w stępie, tym razem na przestrzeni połowy parkuru, a po półparadzie, którą od niej otrzymał, zaczęli wykręcać także wolty, czy serpentyny. Falling przestał zwracać tyle uwagi na drugiego ogiera i był dość skupiony, angażując się w ćwiczenia i wyginając na figurach, by zyskać właściwy ich rysunek, jednak coraz bardziej niecierpliwił się w stępie. W końcu w okolicy 1/3 krótkiej ściany Delphine znowu zadziałała półparadą, na którą odpowiednio zareagował, a potem posłała mu pomoce do przejścia w kłus. Może miała plany na spokojne tempo, jednak te plany różniły się z niecnymi zamiarami ogiera, który zaraz ruszył mocniej i żwawiej, szybszym kłusem, niż było to przewidziane, samowolnie jednak nie przeszedł do galopu, zadowalając się tym póki co. Poza tym Delphine nie miała większych powodów do narzekania na jego pracę, bo co prawda nie poruszał się perfekcyjnie z każdym krokiem dopracowanym na tiptop, ale kobieta chyba nie miała takich oczekiwań.
Pokonali po trzy okrążenia w prawo i w lewo, zostając na połowie parkuru, po czym amazonka skierowała gniadego na drąg, leżący samotnie koło ogrodzenia. Czterolatek ożywił się na widok drąga, którego faktycznie dawno nie widział, dlatego pokonał go niemal z przesadyzmem. Ale pokonał? Pokonał.

Delfinek - 2018-03-31, 20:55

Pogłaskała go za to po szyi i skierowała się aktywniejszym kłusem po raz kolejny na woltę, tym razem większą i bardziej kontrolowaną z pomocą łydek. Przesunęła lekko nadgarstki do przodu, pozwalając mu na wyciągnięcie szyi znad lekkiego zebrania, by ponownie wrócić do lepszego ułożenia głowy. W tym też momencie zaczęła wysiadywać kroki kłusa, by wypchnąć ogiera do galopu z krzyża z pomocą łydek. Nie zmieniła ustawienia głowy kontrolując na prostu pracę zadu z obciążenia oraz łydami dbając o idealny ruch po bokach. Idealnie oczywiście nie było, lecz ogier się starał a to podstawa.
Po przejściu do galopu pokonała kolejne pół parkuru w spokojnym, stabilnym tempie, prosząc ogiera jedynie o ładne zakręty, a później o w miarę płynne przejście do kłusa poprzez paradę, co udało mu się naprawdę ładnie. Pogłaskała go za to po szyi i zwolniła do stępa pozwalając na kilka kroków spokojnym tempie, coby się nie przemęczył.
Po odpowiedniej rozgrzewce znów poprosiła go o kłus i nakierowała na drągi leżące po drugiej stronie wcześniej poznanego - 2 po kolei. Kierując Fallinga na nie dała mu półparadę aby nad drągami zrobić półsiad, łydkami mobilizując go do podnoszenia nóg.

Falling Away - 2018-04-02, 12:41

Parsknął zadowolony na smyrnięcie po szyi, uważając, że takie okazjonalne pochwały jak najbardziej mu się należą, gdyż nie robiąc nic był zajebisty, więc nie ma słów na opisanie jego zajebistości, gdy coś robił.
Im dłużej poruszali się w kłusie, tym bardziej jego tempo stawało się spokojniejsze, ale nadal aktywne, Falling nie miał zamiaru się ślimaczyć, o nie, nie, nie ma nawet o tym mowy. Rozpoczęli woltę, tym razem rozmiarowo jeszcze większą. Gniady przyzwoicie wyginał się na figurze, odpowiednio w nią wpisując, pilnowany przez łydki Delphine. Z drobnym opóźnieniem, ale wyciągnął szyję, po czym wrócili do lepszego ustawienia głowy.
Ogier wyczuł co się święci, zanim kobieta posłała mu ostateczny sygnał do zagalopowania. Jego cierpliwość została wynagrodzona i nikt, ani nic nie mogło go powstrzymać od odrobiny szaleństwa, w granicach bezpieczeństwa. Mimo to dopilnował płynnego przejścia, lecz zaraz potem znacznie przyspieszył, nie tak jednak, żeby pani masztalerz musiała się obawiać o swe życie. Mimo obranego tempa dość ładnie wygiął się na zakrętach, gdy przejechali pół parkuru, po czym zwolnili do kłusa przez paradę. Sam element był bez zarzutu, ale czterolatek nie omieszkał poskarżyć się Delphine przez parsknięcie i lekkie zarzucenie łbem, że liczył na nieco więcej galopu. Następnie przeszli do spokojniejszego stępa. Ponownie Away nie był z tego zachwycony, ale już się nie bulwersował. Po rozgrzewce w stępie, Delphine znowu poprosiła go o kłus, do którego Holender poprawnie przeszedł. Poruszał się aktywnie, ale tym razem nie przesadzał. Następnie skupił się na dwóch drągach leżących jedne po drugim. Delphine nakierowała go na nie, po czym ogier bez większego trudu pokonał je, wystarczająco wysoko unosząc nogi, tym razem dostosowując się do rozmiarów przeszkody.

Vivianne Feron - 2018-04-03, 10:57

Zaśmiała się ze słów dziewczyny kierowanych w stronę jej podopiecznego i sama westchnęła, chcąc być w stanie pogrozić w taki sposób również Kapitanowi. Zważywszy na jego kolejne zachowania, może powinna tak zrobić? Nie wiedziała jednak, czy ten wystraszy się piratów, co póki co zdawał się mieć wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu.
Może następnym razem powinna go po prostu wsadzić na karuzelę na godzinę przed treningiem? Niech się chłopak zmacha, a potem nie odstawia takich szopek. :lol: Zdecydowanie będzie musiała tego spróbować! Nie gniewała się jednak na razie, stale próbując wyciszyć Nemo i półparadami zwracać mu uwagę na siebie. Całą siłę wkładała w to, by utrzymać ogiera w miejscu, a kiedy ciągnął ją tak mocno, że musiała ruszyć się z miejsca, po prostu to robiła, nie zaprzestając prób wyciszania go. Jeśli zarówno „sznurek” jak i głos brunetki nie dawał zupełnie nic, to przeniosła bat zza jego zadu przed klatkę konia, chcąc w ten sposób zagrodzić mu drogę i nie pozwolić na dalsze pędzenie przed siebie.
- Nemo! – upomniała brudnego siwka, i choć już była odrobinę podenerwowana, to starała się nadal nie okazywać tego w swoim zachowaniu czy ruchach. Podniesiony ton głosu miał go nieco otrzeźwić i skierować ponownie na odpowiedni tor. Cóż, ciekawe czy jej się to uda!
W duchu podziękowała sobie za zabranie kamizelki ochronnej. Ta na pewno jej się przyda, gdy tylko znajdzie się w siodle.

Kaept'n Nemo - 2018-04-03, 11:15

Piratami chyba by się nie przejął, bo ogólnie było mało rzeczy, które były w stanie go ruszyć. Panicznie bał się tylko bąków i innych owadów tego typu, ale nie sądzę, żeby Viv chciała go nimi straszyć. Już jedną panią przeciągnął po stajennym dziedzińcu w panice... :lol:
Karuzela natomiast nie była takim złym pomysłem, pewnie miała większą wytrzymałość niż ręce Vivianne, a szaleństwa ogiera nie doprowadziłyby nikogo do szału. Pytanie czy godzina kłusowania wte i wewte skutecznie wybiłaby mu z głowy brykanie, skoro wyjście na dwór było tak wielce emocjonujące?
Kiedy właścicielka zagrodziła mu drogę, gwałtownie zahamował i łypnął na Viv białkiem oka, zadzierając wysoko łeb. Nie minęła chwila, kiedy nieoczekiwanie "rzucił" się w tył, czyli po prostu gwałtownie się cofnął, odrywając przód lekko od ziemi. Nie poczuł jednak oczekiwanego luzu, więc stanął w miejscu, jeszcze przez chwilę pokręcił łbem w górze, po czym postawił uszy na sztorc i głośno odetchnął, spoglądając na Vivianne. Jego imię powinno chyba brzmieć Kapitan Nemo Rude Ziółko, bo naprawdę był nieznośny. Czekał teraz na reakcję Kanadyjki. Jeśli znowu wysłała go do ruchu, ruszył po okręgu przesadnie dynamicznym i widowiskowym kłusem, już gotując się w sobie do zagalopowania. Jeśli jednak postanowiła jeszcze poczekać, a w jej postawie pojawiło się coś łagodnego, ogier spróbował do niej podejść. Nie był agresywny ani nie chciał nikomu zrobić krzywdy, ale jego zachowanie było potencjalnie niebezpieczne. Kamizelka na pewno nie zaszkodzi, ale Viv miała też tą przewagę, że przed wejściem na jego grzbiet mogła zapiąć wodze na "silniejszym" kółku pelhalmu, bo Nemo miał na tyle rozumu w głowie, żeby za dużo nie fikać w takim układzie.

Delfinek - 2018-04-03, 12:14

Falling Away napisał/a:
...


Zauważyła problemy u Viv, stąd chciała nawet jakoś zareagować, lecz nim zdążyła kobieta już sobie poradziła. Między innymi dlatego kontynuowała jazdę, kierując ogiera na woltę, później ósemkę a na sam koniec znów w stronę podwójnych drągów. Rzuciła ogierowi półparadę, następnie prowadząc go odpowiednim anglezowaniem nad drągami. Zaraz po drągach usiadła płynnie w siodło trzymając go w łydkach na małą kopertę naprzeciw. Pełen siad wzmocnił wypchnięcie z krzyża, Delfin dodała do tego łydkę i przesunięcie nadgarstków wzdłuż szyi. Niby przeszkoda nie była przesadnie duża, mimo to Falling jako koń młody powinien dostawać pełen komplet pomocy nawet przy najdrobniejszych przeszkodach czy figurach.
Po pokonanej kopercie, nad którą Away pokazał całkiem ładną współpracę kobieta skierowała go na półwoltę w kierunku małej stacjonaty. Zaraz po skoku przeszli także w galop, przez co prócz trzymania w ryzach równej linii starała się skłonić żywotnego ogiera do spokojnego galopu z pełnym skupieniem na niej. Lepiej by nie brał przykładu z kolegi obok, bo nie chcemy jeszcze gniadego ziółka <lol>. Przed samą przeszkodą posłała go do skoku na te 40 centymetrów z pomocą zachowań takich jak poprzednie a zaraz po całkiem ładnym skoku skierowali się na pojedynczy drąg.
/kupa, poprawię się, nie bij :C

Falling Away - 2018-04-03, 12:49

Chociaż stara łsię skupiać bardziej na zadaniach, które stawiała przed nim Delphine nie mógł też całkiem nie zwracać uwagi na to, co się działo na drugiej połówce parkuru, toteż obdarzył drugą parę kilkoma parsknięciami i strzyżeniem uszu.
Po przejściu na drągami Delfin skierowała go na woltę, a następnie ósemkę. Na obu figurach Falling spisywał się dość dobrze, zachowując mniej więcej równe tempo, szedł za wskazówkami, które otrzymywał, prawidłowo się wyginając. No może obie figury nie miały stuprocentowo idealnego rysunku, ale ogier i tak był idealny i wszystko co robił było idealne, a hejterzy będą hejcić. I tyle w temacie :D.
Po wykręceniu tych figur kobieta ponownie skierowała gniadosza ku podwójnym drągom. Na ich widok ożywiał się, ale nie szalał, poprawnie je pokonując, po czym parsknął zadowolony z siebie, a co!
Z jeszcze większym entuzjazmem spotkało się nakierowanie go na kopertę. Tym razem też nie zaszalał, dotarł pod przeszkodę i stosując się do pomocy od Delphine całkiem dobrze ją pokonał, aż z przesadnym zapasem. Ale taki entuzjazm i brawurę chyba się chwali, nie? Następnie poprowadziła czterolatka na półwoltę do stacjonaty. Po pokonaniu koperty przeszli też do galopu, na co Away tylko czekał. Parsknął sobie do kurażu i przyspieszył niepotrzebnie, nieco zaburzając półwoltę, ale bezpiecznie dojechali pod stacjonatę, zapewne w międzyczasie amazonce udało się go opanować. Korzystając z pomocy, jakie mu oferowała, wybił się nad niewysoką przeszkodę. Skok wyszedł mu całkiem ładny i nawet zgrał się dość dobrze z Delphine.. Ph, daj mi coś trudniejszego!
Zaraz po pokonaniu przeszkody skierowali się na pojedynczy drąg, który lekko tyrpnął kopytkiem.
To tylko wypadek przy pracy, nie mam pojęcia jak to się stało!
/nie biję :3

Delfinek - 2018-04-03, 13:02

Czując stuknięcie kopytkiem zmarszczyła brwi po czym usiadła w siodło kierując go na małą woltę i po raz kolejny najechała na drąg w galopie, teraz wolniej. Uniosła mu lekko przód obciążając zad, zaś w momencie pokonywania drągu dodała mu łydkę i cichutko cmoknęła. Drąg powinien być pokonany prawidłowo, toteż kobieta pogłaskała Fallinga po szyi i uśmiechnęła się delikatnie. Oczywiście, Falling był idealny i niepowtarzalny w 100%.
Zaraz po drągu dodała ogierowi łydkę i skierowała go spokojnym galopem trzymanym w rysach łydek w stronę kolejnej koperty. Trzymała go idealnie na wprost, by w odpowiednim momencie posłać go do skoku, który wyszedł lekko przesadny. Mimo to Delfin nie narzekała i skierowała się dalej, tym razem na dwie stacjonaty oddalone od siebie o jakieś 4 foule. Ustaliła aktywniejsze tempo z pomocą ruchu bioder i posłała Gniadego do skoku z pomocą krzyża i oddania wodzy przy przesunięciu nadgarstków, by już w trakcie lądowania znów je złapać i skierować go na kolejną przeszkodę z takimi samymi pomocami.
Zakręciła łagodnie w swoją stronę, by nie przeszkadzać dla Viv i Ziółka, następnie zaś zwolniła swojego podopiecznego do kłusa kierując go na kolejne małe koło z drągiem pośrodku.

Falling Away - 2018-04-03, 13:25

Falling parsknął jakby chciał powiedzieć "ja też nie jestem zadowolony. Głupi drąg".
Delphine skierowała go na woltę, po czym nawrócili do wspomnianego głupiego drąga. Tym razem ogierek nie silił się na szybszy galop, pogalopował na drąg w nieco spokojniejszym tempie. Tym razem nie trącił niczego kopytkiem, wystarczająco wysoko unosząc kończyny, by zostawić go za sobą. Chociaż była to głupota, która za pierwszym razem nie powinna sprawić mu najmniejszego kłopotu gniadosz lekko oddał z zadu, tak, że Delphine ani przez chwilę nie musiała się martwić o to, że nie utrzyma się na grzbiecie czterolatka. A masz ty drągu, widzisz pokonałem cię. Parsknął zadowolony na pogłaskanie po szyi, które oczywiście i naturalnie mu się należało, choćby za piękne oczy. Utrzymując spokojny galop kobieta poprowadziła go po prostej na kopertę. Prosty dojazd i otrzymane pomoce, sprawiły, że Away nie miał problemu z pokonaniem przeszkody, chociaż wyszło mu to nieco przesadnie. On także się tym jednak nie przejmował, zwłaszcza, że przed nim pojawiły się dwie stacjonaty w odległości czterech foule. Chętnie rozpoczął aktywniej galopować do pierwszej ze stacjonat, którą płynnie i dość ładnie pokonał, tym razem nie szpanując przesadną brawurą (gdyż umiarkowana brawura towarzyszyła mu zawsze). Od drugiej stacjonaty dzieli go wystarczający dystans, który pozwolił mu na przygotowanie się do przeszkody i pokonanie również jej.
Zakręcili, trzymając się swojej połowy, po czym zwolnili do kłusa, co nie spotkało się z protestem ze strony gniadego, jego kłus był aktywny, ale nic ponadto. Skierowali się na małe koło z drągiem pośrodku. Na kole Holender prawidłowo się wyginał, przy zachowaniu niezmiennego stępa. Pokonanie drąga na kole nie stanowiło dla niego problemu, zadowolony nawet parsknął. Żaden drąg mu już nie podskoczy!

Delfinek - 2018-04-03, 14:14

W kłusie pokonali wcześnie wspomniany drąg, by znów skierować się galopem na kopertę. Liczne zmiany tempa miały główny powód - idealne rozluźnienie i rzucie. Dodatkowo urozmaicało to i pozwalało ogierowi wypocząć, bo jednak kondychy nie miał takiej jak Scho czy Hero... jeszcze. Może akurat obudzi się w nim dusza wyścigowca i będzie potrafił gnać tysiące (kilo)metrów w pięknym, pełnym galopie? Ja tam widzę u niego taką przyszłość, nie ma co!
W galopie pokonali kopertę z pomocą krzyża i łydki, przy czym Delphine zauważyła, że ogier przechodzi do skoku z lekkim opóźnieniem, przez co jego skoki tracą na jakości. Postanowiła na to zaradzić! Wykonała na ogierze paradę niedaleko ogrodzenia, gdzie, zapewne ku jego zdziwieniu zeskoczyła z jego grzbietu chwytając za wodze i kierując się do dwóch stacjonat, przed którymi położyła sobie w odpowiedniej odległości drągi, mające być znakiem dla Fallinga, gdzie ma się wybić. Następnie pociągnęła go za sobą w stronę schodków, tam silnie trzymając wodze w lewej dłoni wskoczyła w miarę sprawnie na jego grzbiet i skierowała się dalej do krótkiego stępu.
Zaraz po ogarnięciu go na nowo podjechała pod przeszkody pokazując mu znajdujące się wcześniej drągi i na długiej poprosiła go o zakłusowanie a następnie zagalopowanie. Właśnie w ramach galopu, utrzymanego na łydkach i ruchu bioder skierowała go na pierwszą przeszkodę, przed nią rzucając półparadę i wykonując wszystkie pomoce do skoku, by finalnie nad samą przeszkodą obciążyć prawą stronę ogiera i wylądować na tą nogę. Ponownie było z kolejną przeszkodą, która mimo drąga wyszła taka trochę koślawa, dlatego skierowała go na kolejną woltę i wykonała zadanie dwukrotnie - raz najeżdżając z prawej, raz z lewej strony.

Falling Away - 2018-04-03, 16:17

Po pokonaniu tego drąga i otrzymaniu sygnałów od Delphine ponownie przyspieszył do galopu. Sytuacje w których za bardzo się rozpędzał w poszczególnych chodach należały na tym etapie treningu do rzadkości, bo kondycja, więc miał już trochę mniej energii na szarże. Faktycznie częste zmiany chodów sprawiały, że Falling Away zdecydowanie się nie nudził. Wyścigowcem raczej nie był, ale jakby mu dać, to chętnie by pognał tysiąc (kilo)metrów, tylko, że pod koniec już by się prawie czołgał.
Po przejściu do najwyższego chodu Delphine skierowała go na kopertę, którą co prawda pokonał dość ładnie, jednak wybijając się do skoku z lekkim opóźnieniem.
Ku jego zdziwieniu wykonał paradę, po czym kobieta zeskoczyła z jego grzbietu i chwyciła jego wodze. Zarżał cicho, strzygąc uszami
O co chodzi? To już koniec zabawy?
Dość grzecznie szedł za amazonką, która ustawiła przed dwiema stacjonatami wskazówki z drągów, po czym poprowadziła go w stronę schodków, z których skorzystała, by ponownie znaleźć się na jego grzbiecie. Kiedy ogier ruszyl ponownie Delphine poprowadziła go do stacjonat, pokazując mu dodatkowo ułożone drągi, po czym najpierw Falling zakłusował, by ostatecznie przejść do galopu. W nim Delphine nakierowała go na pierwszą stacjonatę, gdzie tym razem odbił się prawidłowo, pokonując przeszkodę, nawet ładnie, jednak skok na drugą ze stacjonat wyszedł mu trochę koślawy, na co parsknął niezadowolony. To wszystko wina stacjonaty, nie jego!
Z tego powodu kobieta nakierowała go na woltę, po czym skierowała gniadego na stacjonatę z prawej strony, a po jej zapewne zadowalającym pokonaniu z lewej.

Vivianne Feron - 2018-04-03, 19:05

Godzina kłusowania w tę i z powrotem z pewnością spuściłaby z niego parę, która się nagromadziła, a potem Vivianne może łatwiej byłoby sobie z nim poradzić i nie robić wioski przy innych użytkownikach parkuru. :lol: PRZEMYŚLIMY TO!
Działała szybko. Gdy tylko ogier zaczął się cofać ponownie przytrzymała go, nie dając możliwości na ucieczkę w żadną ze stron, a także była w pełnej gotowości do zareagowania ręką, która dzierżyła bat. Oczywiście niezwiązaną w żaden sposób z biciem konia, ale ze sprawnym przemieszczeniem go i zablokowaniem drogi. Gdy już Nemo się zatrzymał, odczekała moment i ponownie spróbowała wysłać go do przodu, oczywiście stępem, ale jeśli już zaczął aktywnie kłusować, właścicielka znów zaczęła go wyciszać. Cóż, musiała przynajmniej spróbować go rozgrzać, zanim zrobi sobie krzywdę zbyt szybkim galopowaniem... Do stępa mogli zaliczyć spacer po korytarzu i wycieczkę ze stajni na parkur, ale to było wątpliwie wystarczające.
Jeśli udało jej się utrzymać ogiera w stępie to nawet nie kombinowała ze zmienianiem nogi, nie chcąc przechodzić tej walki o stęp raz jeszcze, na drugą stronę. Jeśli natomiast nie chciał się wyciszyć do kłusa, to zaczęła go sprowadzać do siebie, będąc zmuszoną na początku kilka minut z nim pochodzić w ręku.. a to z pewnością również nie będzie łatwe.

Kaept'n Nemo - 2018-04-03, 19:25

Stęp? A co to takiego? A po co to komu? :lol:
Nic sobie nie robił z prób przytrzymania go do stępa. Na głos był zupełnie obojętny, a wszelkie próby zagrodzenia mu drogi zwykle kończyły się fiaskiem, bo tylko bardziej się denerwował i jeszcze bardziej rozpędzał. Po części prawda była taka, że po prostu sprawdzał Vivianne i na ile może sobie przy niej pozwolić. Biegał wokół niej kłusem, mocno wyciągając w nim nogi i prezentując się doprawdy doskonale, gdyby nie fakt, że ledwie łapał równowagę na zakrętach, szczególnie gdy był już bliski przejścia w galop. A na to miał ochotę za każdym razem, gdy Vivianne próbowała go uspokoić. Wtedy zdawał się jej robić na złość i rzucał się w galop, powtarzając numer z rzucaniem głową i próbami przeciągnięcia ciemnowłosej na środek parkuru. Takie szaleństwa nie mogły jednak trwać wiecznie. Gdy Kanajdyjka stanowczo ściągnęła lonżę, ustawiając ogiera do środka, Nemo stanął w miejscu jak wryty. Głośno oddychał, próbując uspokoić oddech. Jego szaleństwa nie trwały długo, ale były na tyle intensywne, że dosłownie z niego parowało, a między udami pojawiła się biała piana. Zgodził się jednak podejść do właścicielki z niewinną miną, jakby wiedząc, że na pewno go nie uderzy, bo mimo wszystko go kocha. Albo przynajmniej lubi. Prawda?
Spacer w ręku najwyraźniej był konieczny, jeżeli miał pochodzić stępem, ale wbrew pozorom idąc obok Viv nie zachowywał się jak szatan. Co prawda dalej był pobudzony, intensywnie mielił wędzidło w pysku i prężył mięśnie, ale nie ośmielił się skakać przy Kanadyjce. Nie był jeszcze tak do końca zdegenerowany, żeby dębować czy strzelać baranki będąc prowadzonym w ręku, toteż Vivianne nie musiała się niczego obawiać. Po paru minutach zaczął się nawet wyciszać. Kryzys chyba zastał zażegnany.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group