To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Shockwave - 2018-03-21, 23:53

Czas przeznaczony na odpoczynek wykorzystywał bardzo dobrze dzięki temu zyskując moment na regenerację i rozluźnienie mięśni. Zadowolenie jeźdźca odczuwał bardzo dobrze, przez co sam był pozytywnie nastawiony i gotów do działania już po paru minutach.
Zagalopowując od samego początku poczuł, że Jo pozwala iść mu odważniejszym tempem. Mimo to nie próbował przesadnie wyrywać ani tym bardziej ponosić, pozwalając w ten sposób prowadzić swobodnie i bezproblemowo poprzez cały parkur. Od rozpoczynającej linii na 5 foule aż do końcowego szeregu. Po pokonaniu przeszkód w określonej kolejności zebrał należyte pochwały i razem z mężczyzną cierpliwie czekał na podniesienie wszystkiego raz jeszcze do góry.
Na nowo ruszając galopem przyglądał się przeszkodom z wyraźnym zainteresowaniem, takie wysokości robiły wrażenie i w dodatku znacząco pobudzały Shocka. Powoli zaczynał się również nakręcać i momentami sam napierał na wędzidło, choć były to raczej subtelne prośby o nieco odważniejsze tempo galopu.
Poprowadzony w kierunku stacjonaty galopował okrągłym wysokim galopem niosąc głowę nieco wyżej niż zwykle. Przyglądał się uważnie przeszkodzie, do której szedł pewnie i energicznie, podporządkowując się pomocom mężczyzny. Oddał skok z zapasem, choć widocznie musiał się bardziej skupić i postarać na takiej wysokości. Już w trakcie lotu wyczuł sugestię do wylądowania na lewo, dzięki czemu mieli odpowiednio dużo czasu w galopie by móc przygotować się do kolejnego wyzwania.
Zakręcając na szereg prowadzony w kierunku stacjonaty nastawił w jej kierunku uszy i galopując pewnie z ogromną siłą odbił się od ziemi łapiąc bez najmniejszego problemu pułap 140 cm, albo nawet większy. Lądując opadł miękko na ziemię i już za chwilę musiał skupić się na stojącym pokaźnych rozmiarów okserze. Zachęcony do mocniejszego pójścia naprzód i skrupulatnie doprowadzony pod przeszkodę z zachowaniem rozsądku oderwał się od podłoża z pomocą silnego zadu i wzniósł do góry w locie szeroko rozciągając się ponad drągami. Schował pod siebie podwozie grzbiet rozciągając i nosem nurkując za przeszkodę. Pokrył jej szerokość masywnym cielskiem, które po dłuższym locie opadło na ziemię.
Po wylądowaniu galopował bardzo entuzjastycznie i wesoło w kierunku stacjonaty wręcz lekko ciągnąc Jo. Wszystko to brało się z zadowolenia i frajdy, jaką ogier czerpał ze skoków. Przytrzymany lekko przed przeszkodą pokonał stacjonatę bez większych problemów. Kolejny na ich trasie był samotny okser, pokonany z solidnym zapasem w naprawdę widowiskowy sposób.
Lądując zmęczony parsknął głośno w trakcie swobodnego galopu, z którego przeszedł w kłus nisko przy tym wypuszczając nos do dołu. Był z siebie dumny i bardzo zadowolony, wreszcie mając szansę trochę poszybować w górze nad przeszkodami.

Jonah Wrens - 2018-03-21, 23:59

Porozciągałem mu w kłusie trochę plecy, jadąc praktycznie na samej sprzączce. Chwaliłem go w wolnej chwili, będąc z niego bardzo zadowolonym. Nie kontynuowałem podnoszenia przeszkód, nie mając takiej potrzeby na dzień dzisiejszy. Na pewno jednak to nie był ostatni raz siwego na takich wysokościach, a zaczniemy sobie łapać większy pułap nawet dla samego sprawdzenia. A skoro był bardzo szczery to nie musiałem się niczym martwić.
Przechodząc do stępa poprowadziłem go na środek parkuru i tu z niego zeskoczyłem. Podciągnąłem strzemiona, poluzowałem fartuch i stępowałem go w ręku. Po drodze sięgnąłem po derkę, którą go okryłem i ściągnąłem z głowy kask, od razu przeczesując dłonią włosy. Pochodziłem z nim dobre dwadzieścia minut jak nie więcej i wróciliśmy do stajni.
/zt

Shockwave - 2018-03-22, 00:27

Rozciągał się z lekkością będąc przy tym przyjemnym na kontakcie i lekkim w prowadzeniu. W zasadzie Jo mógł go prowadzić samym dosiadem używając do sterowania nim jedynie łydek i przenoszenia ciężaru ciała w siodle.
Zawsze rzucał serce za przeszkodę, a z odpowiednim jeźdźcem gotów był sięgać jeszcze wyżej. Ta dwójka dobrze się dobrała, choć miewali gorsze i lepsze momenty tak jak w każdej przyjaźni. Shock jednak czuł, że Jo zdecydowanie jest jego człowiekiem i żaden inny nie będzie w stanie go nigdy zastąpić.
Przechodząc do stępa zatrzymał się na środku i poczekał aż Jo opuści jego grzbiet, po czym ubrany z derkę stępował tuż obok niego podążając za brunetem krok w krok. Po rozstępowaniu razem udali się do stajni równie zadowoleni i usatysfakcjonowani udanym treningiem.
/zt

Judith Henderson - 2018-03-28, 00:04

Ostatnio pogoda w Anglii zrobiła się bardzo mocno wiosenna i z racji obecnego dzisiaj słońca Judith zdecydowała się na wyjście na zewnątrz. O wiele przyjemniej jeździło jej się na świeżym powietrzu i nierzadko było też ciekawiej, niż na hali. :lol: Jeśli uznała to za konieczne, oprowadziła gniadosza najpierw w ręku po obiekcie, mieli o tyle komfortową sytuację że byli tu sami bo jeszcze większość jeźdźców wybierała kryte ujeżdżalnie, z czego brunetka także się cieszyła. O ile wszystko było w porządku, zatrzymała Machiavelliana w pobliżu schodków do wsiadania, podciągnęła popręg, opuściła strzemiona i zanim ogier zdążył się zorientować czy zacząć kombinować, wprawnie przetransportowała swoje cztery litery na siedzisko jego siodła. Od razu pewnie nabrała wodze w obie ręce, mając różne doświadczenia związane z zachowaniem koni zaraz po znalezieniu się jeźdźca na ich grzbiecie starała się od razu mieć wszystko pod kontrolą. Jeżeli do niczego niebezpiecznego nie doszło, nie kazała mu dłużej stać i po włożeniu prawej nogi w strzemię zaprosiła kopytnego do stępa, stopniowo wydłużając mu wodze, które na samym początku złapała dość krótko. Chciała, by koń stępował i do tego zachęcały go jej dosiad oraz łydka, niemniej niektóre wierzchowce zwykły od razu podkłusowywać, czego ona z kolei nie lubiła i starała się do tego nie dopuszczać. Do Maczka podchodziła na razie z dużą rezerwą, nie mogąc mu przecież ufać, że nic nie zrobi, także jej zachowanie było ostrożne, uważnie analizowała jego reakcje na wszelkie bodźce już podczas stępa, chcąc wyrobić sobie choć wstępną opinię, czy jest nadpobudliwy, strachliwy, czy... cholera wie co. Mogło być tak, że od pierwszych chwil wymagał zajęcia, w takim przypadku nie czekała długo z pierwszymi zatrzymaniami czy jazdą po wszelakiej maści łuczkach, ale jeśli był względnie "easy", przeszła do tego dopiero po kilku minutach prawie zupełnie swobodnego stępowania.
Machiavellian Z - 2018-03-28, 00:21

Gdyby był kotem, to zapewne zacząłby marcować, ale jako ogier mógłby marcować czy to w sezonie zimowym i letnim. Machiavellian jako koń, powiedzmy dzikie, ale udomowione zwierzę, wolał świeże powietrze niż przebywanie w czterech ścianach. Inna sprawa, że wiosna dodaje świeżej energii, której się nie miało za czasów zimy. Nic dziwnego, bo krótkie zimowe dni nie wpływają zbyt dobrze na nasze samopoczucie. Dni są krótsze, a za tym mniej światła słonecznego. Kiedy wiosna nadchodzi w przyrodzie widać radosny nastrój: przyroda zdobi się w zieleń, rozkwitają pąki na drzewach, zakwitają kwiaty, śpiewają ptaki, słońce roztacza swój promienny blask. Wszędzie dookoła czuć zapach wiosny. Natura budzi się do życia po zimowej zadumie. Naturalny krąg życia, czas odnowienia.
Judith podprowadziła ogiera do schodków, przy których miał stać stosunkowo nieruchomo. Rzecz jasna nie za bardzo to wyszło, bo jak tylko poczuł, że dziewczyna przenosi swój ciężar na jego grzbiet, ogier ruszył. Nie było to ruszenie niczym z kopyta, lecz po prostu ślimaczym tempem do przodu. Jednak kiedy tylko nabrała wodzy, stracił swoją chwilę prawdy (czyt. kontroli). Kolejno ruszył przed siebie stępem, wciąż jednakowo energicznym, chociaż lekko sztywnym. Był niezaprzeczalnie koniem młodym, który jeszcze niekoniecznie żył z zgodzie ze swoim ciałem. Czasami jego równowaga działała przeciwko niemu. W dodatku dotychczasowu jeźdźcy, którzy siedzieli na jego grzbiecie nie ułatwiali mu jej odnalezienia. Między innymi dla tego nie reagował tak jak powinien na pomoce służące uzyskaniu rozluźnienia, dlatego, że sam nie był pewien jak powinien na nie reagować, a tym bardziej rozluźnić się w harmonii. Głowę opuścił w zasadzie od razu, ale było to sztuczne ustawienie.

Judith Henderson - 2018-03-28, 00:39

Jud czując, że koń bez swobody układa szyję w łuk, dopasowując się przy tym do jej ręki, niemal od razu oddała mu wodze, co przyszło jej tym łatwiej, że ogier nie świrował ani nie kombinował. Nie zależało jej na kopytnym idącym ze zganaszowaną głową i tylko na tym, jej zdaniem to był tylko efekt uboczny pracy w rozluźnieniu i w harmonii ze wszystkimi pomocami jeźdźca a nie od każdego konia można było tego od razu wymagać, szczególnie, że niestety całe gros tych zwierzaków było robionych na szybko, byle jak najprędzej koń chodził bez oporu w ustawieniu i ludzie byli zadowoleni. Nie ona. Faktem było, że nie ślamazarzyła się przy oporządzaniu, ale jeśli chodzi o jazdę, nie starała się przyspieszać tego, co potrzebuje czasu, to znaczy akceptowała, że każdy wierzchowiec musi z czasem nabyć równowagę. Zostawiła więc jego pysio w spokoju, wodzy używała subtelnie jako dopełniającej pomocy przy skręcaniu, do czego jednak w głównej mierze angażowała swoje łydki i ciężar. Prowadziła go tak po różnorakich kołach, woltach, serpentynach i innych szlaczkach, nierzadko podjeżdżając do ustawionych już przeszkód, chcąc przy okazji sprawdzić, czy ogier nie ma z nimi problemu jako takimi.
Po kilku dłuższych minutach takiego wstępnego rozruszania w stępie zatrzymała Maczka by podpiąć mu popręg a następnie zaprosiła go do kłusa, od razu zaczynając anglezować. Rękę niosła przed sobą, stabilną i niewymuszającą niczego, dobrze radziła sobie z jazdą na dłuższej wodzy i nie musiała za wszelką cenę ustawiać ręką konia, raczej starała się go prowadzić łydkami i to nimi dojeżdżać do kontaktu, pracując nad rozluźnieniem kopytnego znowuż na wszelkiego rodzaju łukach, często zmieniając kierunek i wplatając odcinki zupełnie proste, wzdłuż ściany, na których po prostu posyłała ogiera mocniej do przodu, z doświadczenia wiedząc, że to zwykle pozwalało niepewnym koniom trochę się otworzyć i czasem wręcz zachęcało je do tego kontaktu z ręką, nawet jeśli to miało być na długiej szyi i z nosem daleko przed pionem.

Machiavellian Z - 2018-03-28, 01:03

Tak niestety bywa, że niektóre konie zajeżdża się nad wyraz szybko i stosunkowo niechlujnie, co mogło nastąpić w jego przypadku. Rozluźnił się widocznie w momencie, kiedy dziewczyna oddała mu wodze. Co prawda wciąż czuł jej delikatną rękę, która miała za zadanie wspierać go pomocami. Machiavellian wyciągnął głowę ku dołowi, pozwalając, aby głowa bujała się w rytm kroków. Trzeba przyznać, że osoba, która go zajeżdżała zwróciła szczególną uwagę na jego reakcje na łydki. Czasem mogło zabraknąć pomocy od strony pyska, ale jak pojawił się sygnał z siodła to bezbłędnie mógł wyczuć o co tak naprawdę jeźdźcowi chodzi. W dodatku dziewczyna balansowała ciałem tak, że nie przeszkadzała jemu. To musiała być zasługa wyjeżdżonych godzin. Miałoby się wrażenie, jakby na ten moment byli scaleni i posiadali jedno ciało. Dziewczyna zaczęła prowadzić go po różnorakich różnorakich kołach, woltach, serpentynach, gdzie wymagała wyginania się względem łydki. Maczek reagował na prośby zmian wygięć, choć wygięcia same w sobie były stosunkowo sztywne i pozbawione finezji. Powinien więcej spędzić czasu na lonży, która wspomogła by ogiera nie tylko w odnalezieniu równowagi, ale również w odpowiednim wygięciu łopatek. Ale na pocieszenie mogę zdradzić, że jego wygięcia poprawią się wraz z przebiegiem treningu. W międzyczasie znalazł się czas na mały przystanek, gdzie należałoby podciągnąć popręg. Wiele koni reaguje na to "chwilową złością", tak jak i on okazał to położeniem po sobie uszu, ale to było wszystko. W końcu dostał wyraźny sygnał i mógł swobodnie zakłusować. Pierwsze zakłusowanie cechowało się wyrwaniem do przodu i wypadnięciem z osiągniętej przez chwili równowagi, co poskutkowało poderwaniem łba, jak i typowym dla łamag - potknięciem. Już miał zacząć pędzić niczym oszalały rumak przed siebie, ale skutecznie blokowała go biodrami, anglezując wolniej niżby on chciał. W tym czasie znowu odnalazł kontakt z jej ręką i delikatnie oparł się na niej, przeżuwając wędziło. Jednak nie było to jeszcze docelowe ustawienie, dlatego, że nos był jeszcze daleko przed pionem, ale było blisko.
Judith Henderson - 2018-03-28, 15:02

Gdyby to od niej zależało, pewnie przepracowałaby tę jazdę ujeżdżeniowo, co może nie było jej najulubieńszym zajęciem, ale temu koniowi z pewnością przydałoby się bardziej. Inna rzecz, że była rozliczana z tego wszystkiego, co jej zlecono, więc nawet jeśli by skłamała przy ewentualnym pytaniu, co robiła z danym kopytnym, prawda łatwo mogłaby wyjść na jaw, bowiem Jud zwykle nie znała planów dotyczących danego rumaka, kto wie, czy nie było na niego chętnego kupca, który na przykład jutro miał się zjawić by między innymi skokowo go przetestować? Brunetka niejako odpowiedzialna byłaby wtedy za styl, jaki prezentowałby Machiavellian, jako że to ona ostatnia miałaby na nim skakać i jeśli nie zgłosiłaby problemów, jakie zdiagnozowała na jeździe, cóż, wówczas zakładano by, że problemów nie ma i konia można spokojnie zachwalać przed klientem. Chcąc być jednak fair wobec samego Maczka, postanowiła poszukać złotego środka, dlatego założyła, że gimnastyce poświęcą więcej czasu, którego troszeczkę ukradną części skokowej treningu. Wobec tego postawiła na solidne rozkłusowanie, podczas którego nie uwieszała się ogierowi na pysku tylko pozwalała mu trzymać głowę oraz szyję tak, jak czuł się z tym bezpiecznie, ze swojej strony oferując miękki i stabilny kontakt z potrzebną dlań ilością miejsca na wodzy. Uwagę swoją skupiła na tym, aby dosiadem i łydkami kontrolować tempo oraz wygięcie, przy tym starając się zwiększyć zaangażowanie zadu, co na pewno ułatwiłoby gniademu odnajdywanie własnej równowagi. Nie czekała też długo z wykorzystaniem leżących drągów, które w ilości sztuk trzech ustawione były na kłus dla dużego konia. Tak jak nie miała problemów z powodowaniem ogierem jako takim, nic też się raczej nie zmieniało w najazdach na leżące sztangi, prowadziła go równomiernie w łydkach na wprost "przeszkody", wodzami stojąc na straży niespływania w bok ale nie ograniczając ruchów ogiera, natomiast bezpośrednio na drągach zachęcała go do wyższego podnoszenia nóg poprzez impuls od łydki a jej ręka przesuwała się nieco do przodu, tak aby ułatwić skoczkowi rozciągnięcie się. Głosem chwaliła go za poprawne przejście i po kilku powtórzeniach dała mu po prostu chwilę przerwy na stęp. W tym czasie zaczepiła znajdującego się nieopodal pracownika z prośbą o poprzestawianie kilku przeszkód, a kiedy ten przystąpił do dzieła, Jud ponownie zaprosiła Machiavelliana do kłusa, by znów zacząć od krótkiej gimnastyki, wykonać parę przejść kłus-stęp i w końcu powrócić do drągów, tym razem z nieco bardziej ambitnym celem - zaraz po przejściu przez nie wprowadzała ogiera na subtelny łuk i zgodnie z wygięciem tego łuku przesuwała zewnętrzną łydkę za popręg, siadała w siodło i wraz z nadejściem impulsu od wewnętrznej łydki, biodrami wypychała gniadosza do galopu, jednocześnie nic nie majstrując przy wodzach. Jej celem było wykonanie połowy bądź trzech czwartych koła (im spokojniej szedł, tym dłużej) by potem wrócić do kłusa i ponownie nakierować go na drągi a po nich zrobić powtórkę, tyle, że na drugą stronę. I takie coś też było w jej planach do powtórzenia po kilka razy na stronę, tak, aby Maczka trochę rozgalopować, ale przy tym cały czas dawać mu powód do skupienia i zaangażowania ciała, no bo w końcu przejście, drągi i przejście były trudniejsze od bezustannego galopu po kole i mogły pozytywnie wpłynąć na równowagę jak i zwiększenie aktywności zadu ogiera.
Machiavellian Z - 2018-03-28, 15:41

To prawda, że Machiavellianowi przydałaby się praca typowo ujeżdżeniowa, ale jak sama dobrze zauważyła.. Mógłby przypadkiem mieć kolejnego dnia próbę skokową przed potencjalnym kupcem. Ale kto powiedział, że nie można zrobić tego i tamtego zarazem, zwłaszcza, jeśli jeździec jest uzdolniony od tej i od tej strony. W końcu już wymagając od konia podstaw ujeżdżenia, on się do tego przysposabia. Zwłaszcza kiedy dziewczyna dała mu względny spokój na pysku, on powoli zacząć pracować szyją. Nie musiał walczyć z ręką, gdyż dziewczyna oferowała mu miękki i stabilny kontakt, przez co mógł zapracować, ale na swoich zasadach. Oczywiście co jakiś czas wychodził ze swojego naturalnego ustawienia, ale zazwyczaj poprzedzało potknięciem czy zwykłą utratą równowagi chociażby na zakręcie. Przy wygięciach dziewczyna pomagała mu dosiadem i łydkami, co przekładało się na jakość wygięcia, jak i pracę jego zadu. Na lewą stronę ogier znacznie bardziej się buntował, ponieważ wygięcie i zad nie chciał iść ze sobą w parze. Na ziemi leżały trzy drągi, które były ustawione odległościami pasującymi do kłusa. W tej chwili para zmierzała w ich kierunku, tuż przed drągami ogier mocniej wyciągnął łeb ku dołowi, już miał się zatrzymać, ale jej aktywizująca łydka sprawiła, że z prawie stój, ruszył stosunkowo szybkim kłusem prawie nie miesząc się w drągach. Jednak można było go pochwalić za wysoką akcją nóg nad drągami. Za wszelkie skarby świata nie chciał ich dotknąć. Coś mu mówiło, że mogą gryźć, palić czy co tam jeszcze :lol2 Na szczęście pierwsze przejście przez drągi było stosunkowo dramatyczne, kolejne powtórzenia były już okraszone większym spokojem. Tempo nad nimi było aktywne, nogi podnosił wysoko i w dodatku nie miał problemów z równowagą, ale to zapewne zasługa jeźdźca na grzbiecie, ponieważ idealnie balansowała ciałem. Za którymś poprawnym razem, jego ruch został zablokowany i przeszedł do stępa, po którym parsknął przeciągle. Jej ciało zadrżało pod wpływem wypowiedzianych słów względem innego dwunożnego, który na momencie zabrał się do pracy i zaczął ustawiać przeszkody. W tym czasie Judith ponownie poprosiła go o kłus, a ogier przeszedł do niego płynnie. Jednak przejścia kłus-stęp odbywały się nieco mniej sprawnie z racji tego, że ogier troszkę się ociągał z przechodzeniem z jednego chodu do drugiego. Można odnieść wrażenie, że ogier się zagubił w poleceniach, nie rozumiejąc dlaczego człowiek chce najpierw szybciej, a potem wolniej i tak w kółko. Ale i tutaj z czasem zaczął reagować sprawniej, jak i przejścia były płynniejsze. Następnie bereiterka naprowadziła go na drągi raz jeszcze, przez które ładnie pracował grzbietem, unosząc nogi jak pan bóg przykazał. Jednak tym razem była mała zmiana, ponieważ tuż po drągach, brązowowłosa naprowadzała go na łuk i wsiadając w siodło wypychała go do galopu, co z wielką przyjemnością robił. Nawet gdzieś po drugim bądź trzecim razem mimowolnie wystrzelił zadnie nogi w powietrze, wykonując typowego radosnego baranka. Mam nadzieje, że była na to przygotowana. Jego galop charakteryzował się spokojnym tempem wielkiego konia, który krył masę terenu. Nie musiał się spieszyć, bo pokonywać go więcej. Po trzech czwartych koła przechodził do kłusa, by ponownie pokonać drągi. Cały ten misterny plan był powtarzany na jedną jak i na drugą stronę, co by obydwie się rozwijały symetrycznie.
Judith Henderson - 2018-03-28, 19:42

Miała niezły dosiad i spore doświadczenie w pracy z najróżniejszymi końmi, dlatego niewinne bryknięcie nie dało rady wytrącić jej z równowagi. Nie odebrała tego jako złośliwości ogiera, więc właściwie nie widziała potrzeby, by w jakiś sposób zareagować, po prostu kontynuowała realizowanie obmyślonego planu, aż w końcu dzięki zastosowanym ćwiczeniom mogła się cieszyć zwiększeniem wygimnastykowania u Maczka, co przekładało się na łatwość w powodowaniu nim jak i w ogóle siedzenia na jego grzbiecie. Nie chciała zadawać mu już więcej galopu samego w sobie, bo domyślała się, że skoro miał te problemy z równowagą i z kontaktem, to zapewne był więcej jeżdżony na takim sztucznym ustawieniu i jego zad był stosunkowo słaby a co za tym idzie, jego siła i zdolność do długotrwałego wysiłku na pewno nie były na najwyższym poziomie. Wobec tego postanowiła już przejść do sedna sprawy, jako że współpraca przebiegała pomyślnie i Jud wolałaby, żeby tak właśnie zostało, a nie w jej guście było najpierw zmęczenie konia i późniejsze zmuszanie go do dalszego pocenia się podczas skoków. Wbrew pozorom właśnie taki krótszy trening, przeprowadzony w pokojowej atmosferze mógł się okazać o wiele bardziej owocny dla kopytnego, nie tylko psychicznie, ale nawet i fizycznie. Na jej szczęście wszystko, o co poprosiła, stało już na swoim miejscu i prezentowało się mniej więcej TAK. Między drągami a pierwszą przeszkodą w szeregu gimnastycznym było miejsce na 5 fouli galopu, ale uwzględniając jeszcze, że musieli kiedyś zagalopować, to wypadało ich 4, podobnie zresztą jak do przeszkód po skosie, które na początku także były kopertami. Ich pierwsze podejście nie różniło się bardzo od ostatniego ćwiczenia - najazd prosto na drągi w kłusie, sprawne zagalopowanie najpierw na prawą nogę i odbicie na łuk w tęż stronę, coby kierować się na krzyżaczka ustawionego na przyjazne 70 centymetrów. Dbała o to, aby nie zostawić żadnej "luki" w pomocach która mogłaby skusić ogiera albo do wyłamania, albo do spłynięcia do boku przed tą niewinną przeszkodą, przed którą w odpowiedniej odległości posłała mu energiczny impuls do wybicia się. Po lądowaniu jak najszybciej postarała się zwolnić do kłusa aby w tym chodzie doprowadzić gniadego z powrotem do drągów, po których, jak można się domyślać, posłała go do galopu na lewo i kolejno do przeszkody po lewej, podczas gdy ta pierwsza została podniesiona o 10 centymetrów. Tak więc przy powtórzeniu serii skakali już osiemdziesiątki i po tej powtórce Judith znów zaprosiła Machiavelliana na przerwę w stępie, podczas której pan pomocnik przebudował te dwie koperty po skosie już na metrowe stacjonaty, jednak do nich mieli wrócić później. Na razie znów łapali oddech a brunetka dyktowała uprzejmemu pracownikowi, jak na razie mają się rozkładać wysokości w gimnastycznym szeregu.
Machiavellian Z - 2018-03-28, 21:25

Nie zdziwił się tym, że dziewczyna naprowadziła go na te same drągi, które przechodzili już paręnaście razy. Już miał chęć skręcać pamięciowo, jednak wszystkie pomoce ze strony Judith wskazywały, że ma zamiar jechać po łuku w stronę przeszkody, w dodatku jej biodra wypychały go do galopu. Zagalopował na prawą nogę, a jego wzrok padł na pierwszą przeszkodę, która przed nim była. Był to krzyżak i jak na rozgrzewkę przystało była stosunkowo niska. On nie miał ochoty spływać przed przeszkodą, on chciał na nią natrzeć. Co do miejsca odbicia zgadzali się, ponieważ już miał odbić się od ziemi, kiedy dostał sygnał z góry. Złożył przody, dociągając je do swojego mostka. Wyciągnął nos przed siebie, baskilując poprawnie ciałem. Kiedy wylądował, a wylądowanie nastąpiło bardzo szybko ze względu na wysokość przeszkody i tym samym długość lotu, został przytrzymany do kłusa, do którego przeszedł całkiem płynnie. Najechali ponownie na drągi, tylko tym razem po nich nastąpiło zagalopowanie na lewą nogę i najazd na krzyżaka po drugiej stronie. Jego skok był nienaganny jak na tak młodego konia, co jak co, ale technikę miał dobrą. Po powtórzeniu, które również przebiegło pomyśle, mógł odetchnąć w stępie. W tym czasie próbował wyciągnąć głowę w dół, łypiąc tym samym na faceta, który przygotowywał przeszkody, które jak mniemam miał za chwile pokonywać.
Delfinek - 2018-03-30, 19:13

Korzystając z dobrej pogody przybyła na parkur piaszczysty, gdzie też ustawiony był niewysoki parkurek. Podciągnęła popręg ogierka z siodła, gdyż z jej wzrostem w odwrotny sposób będzie ciężko. Skierowała się już na miejsce, gdzie na luźnej wodzy pozwoliła Fallingowi kręcić się wokół parkuru, aby się trochę rozruszał, rozstępował. Nie pilnowała tutaj jego tempa do momentu, gdy nie przyśpieszał za bardzo. Głaskała ogierka po szyi, krążąc wokół i planując w głowie konkretny przebieg treningu. Wiedziała, że kondycja ogiera jest wątpiąca patrząc na to ile sobie postał w boksie, toteż uwzględniła, iż księcio może się szybko zmęczyć i trzeba z nim delikatnie, jak z nastolatką.
Pokonali pierwsze kółko w lewo w stępie, by następnie zmienić przez przekątną kierunek i zrobić kolejne kółko w prawo.

Falling Away - 2018-03-30, 19:47

Po drodze na parkur nieco ubarwił Delphine życie, jednak starał się za bardzo jej nie dopiec, w obawie, że mogłaby zmienić plany. Gdy znaleźli się na miejscu strzygnął uszami, po czym postawił je na sztorc, przyglądając się temu miejscu. Jego uwagę od razu przykuł ustawiony parkur. Zachęcony do ruszenia obrał pośrednie tempo stępa, więc Delphine raczej nie miała powodu, by coś tu korygować. Falinga rozrywała energia, ale chyba sam wydedukował, że lepiej będzie nie przeszarżować, biorąc pod uwagę jego kondycję. Nie obijał się też całkiem, ciesząc się z ruchu, okrążył parkur z zadowoleniem i w skupieniu. To pierwsze wyrażał kilkoma parsknięciami.
Zamknęli pierwsze koło w lewo, a następnie przez przekątną zmienili kierunek i rozpoczęli drugie kółko, tym razem w prawo. Póki co księcio wykazywał się cierpliwością, chociaż biorąc pod uwagę energię, której musiał dać ujście, czterolatek wyczekiwał okazji do kondycyjnie bardziej wymagającego chodu i tempa. Pytanie tylko, czy jego kondycha tu udźwignie.

Vivianne Feron - 2018-03-30, 20:51

To, że zdecydowała się na wyjście na dwór nie było wyłącznie próbą samobójczą. Oczywiście rozważała wszelkie za i przeciw treningu na hali oraz na świeżym powietrzu, ale ostatecznie pokierowała swoje kroki w to bardziej "niebezpieczne" miejsce. W końcu wkrótce zaczynał się sezon otwarty, a ona chciała wypróbować Nemo na podwórku zanim jeszcze zleci z jego grzbietu w trakcie zawodów i niedaj boże się zabije lub co gorsza połamie kości. :lol:
Przywitała się więc z Delphine, która już tutaj trenowała, a następnie zajęła miejsce, w którym jak najmniej mogła przeszkadzać w trakcie lonżowania Kapitana przed rozpoczęciem jazdy. Zabezpieczyła jego sprzęt w taki sposób, by nie mógł się zaczepić o żaden pasek, a także by strzemiona nie obijały jego boków, a gdy już podpięła lonżę i przygotowała się do rozpoczęcia, wysłała ogiera na koło, póki co wymagając od niego aktywnego stępa. Jeśli ogier od razu rozpędził się do wyższego chodu, zwracała mu uwagę zarówno głosem jak półparadami i uparcie starała się go na powrót zwolnić.

Kaept'n Nemo - 2018-03-30, 21:35

Gdy Nemo zobaczył, że idą w przeciwnym kierunku do hali, od razu się ożywił. Nie caplował, ale mocno parł stępem do przodu i wyżywał się na wędzidle, intensywnie je przeżuwając i niosąc szyję wygiętą w łuk. Vivianne miała rację, takie przygotowanie przed sezonem otwartym na pewno wyjdzie im na dobre, bo Nemo był zdolny do wysadzenia ciemnowłosej z siodła na konkursowym parkurze lub puszczenia się galopem na przełaj. I to tylko dlatego, że poczułby podmuch wiosennego wiatru...
Widząc innego konia, wydał z siebie stłumione rżenie. Podczas zabezpieczania sprzętu próbował się kręcić, ale gdy zrozumiał, że lada moment Vivianne odeśle go na koło, odpuścił sobie na chwilę. Stojąc nieruchomo w miejscu, był wyraźnie spięty i tylko kątem oka obserwował ruchy właścicielki, nie mogąc się doczekać aż go zwolni. Nauczył się, że lonża przed jazdą to jego 5 minut i ciężko byłoby mu wyjaśnić, że ten powiewający na wietrzne sznurek wcale nie służy do tego, żeby ciągnąć na nim lonżującego... Może gdyby był zmęczony, a to było ciężkie do osiągnięcia, zacząłby chodzić na lonży normalnie, ale póki co nie było na to szans.
Odesłany na koło ruszył dziarskim stępem i od razu zanurkował nosem do ziemi. Dmuchnął w nią, grzebnął przodem w ziemi (przystając na sekundę), po czym kwiknął głośno i zgodnie z oczekiwaniami, zerwał się z galopem, mocno podkulając zad, z którego po chwili oddał w powietrze. Głos Vivianne i półparady wyciszały go tylko na chwilę, sprawiały, że zwalniał do spokojnego galopu, po czym nagle znowu się rozpędzał i machał wściekle łbem, coraz bardziej wyciągając Vivianne z punktu, który obrała jako początkowy środek koła. Ciężko było go trzymać, ale póki co było to wykonalne i nie wyglądało bardzo niebezpiecznie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group