To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Contendro Boy - 2015-09-15, 18:22

Mia już zdążyła zauważyć, że siwy dobrze radzi sobie ze skrótami, więc wedle jej predykcji tym razem nie było inaczej: wyjechał ścięty zakręt płynnie, ale dynamicznie, by znaleźć się mniej-więcej prostopadle do przeszkody. Każdemu krokowi towarzyszył krótki furkot, co początkowo mogło brzmieć nieco niepokojąco; nie potrzeba było jednak zbyt wiele czasu, by zorientować się, że jest to dla Boy'a po prostu niejakie ułatwienie w wentylowaniu organizmu. Oba radary zwróciły się w stronę przeszkody, która swoją budową bardziej przypominała prawdziwą crossówkę niż to, co zostawili za sobą. Mimo to siwy pozostał obojętny na jej wygląd i dojeżdżając do niej narzuconym przez jeźdźca tempem nie zawahał się. Odbijając się użył głównie siły zadu, zabierając ze sobą przody, które podkurczył pod siebie na tyle, na ile to było konieczne, a przy okazji zostawiając po sobie niewielki zapas. Wysokość przeszkód była właściwie żadna, dlatego mogli pozwalać sobie na nieco bardziej skomplikowane czy efektowne manewry. Wylądowawszy na kilka sekund zadarł łeb, by dalej już bez komplikacji galopować w dobrym, mocnym tempie. Będąc w zakręcie na chwilę zgubił rytm, co było typowym problemem młodych koni, ale udało mu się uporać z tym niewielkim problemem. Odzyskawszy równowagę biegł przed siebie już bez żadnych niespodzianek po drodze, w dystansie rozwijając możliwie jak największą prędkość i angażując się w ten bieg tak bardzo, że należała mu się dziś podwójna kolacja! Mia już powinna wiedzieć, że miał skłonności do tego, by po rozwinięciu prędkości mieć opory przed zwalnianiem, a zatem zakładam, że odpowiednio wcześniej zaczęła oddziaływać na niego dosiadem oraz półparadami. W takiej sytuacji skrócił nieco niechętnie swoją foulee, niemniej jednak nie strofując jeźdźca aż do samej siódemki, nad którą przeleciał równie bezbłędnie i dobrze, co nad poprzednimi przeszkodami. Nie mogę nikogo zaskoczyć pisząc, że Contendro wypuszczony w dystansie dawał z siebie wszystko - no chyba, że Mia zaczynała się martwić o to, czy dobiegnie do mety bez większych problemów, czy przekroczy ją na bezdechu. Drzewa i szeleszczące listki nie stanowiły dla niego potencjalnego drapieżnika, a zatem dwudziestolatka nie musiała bać się o to, że ten zechce zatrzymać się gdzieś w połowie drogi z uwagi właśnie na nie. Przytrzymany posłusznie zwolnił, galopując nieco bardziej "do góry" niż przed siebie i dzięki temu oddając wysoki, a przy tym bardzo efektowny skok, bez najmniejszego problemu przelatując nad niską konstrukcją. Wylądował, ponownie rzucając łbem, niestety podczas wykonywania tego manewru odczuwając pewien dyskomfort w okolicach szyi i spinając się całym. To przyczyniło się do tego, że gwałtownie zwolił, galopując niemalże "przez nóżkę", choć nadal przemieszczając się po torze. Mimo wyraźnego zniechęcenia z każdą kolejną foulee przekonywał się co do tego, że da się galopować mimo skurczu. Przez tak gwałtowne zwolnienie zarówno dziewiątkę jak i dziesiątkę pokonał nieco pokracznie, niemniej jednak przed tą ostatnią galopując już w całkiem znośnym, choć nie tak dobrym tempem jak przedtem. Dopiero po oddaniu skoku ból zechciał ustąpić, a zatem dopiero wtedy CB zaczął powracać do swojego regularnego tempa galopu, robiąc to jednak stopniowo.
Mistrz Gry - 2015-09-15, 20:05

TAYLOR CRACK & UNEXPECTED



    106; Zgubienie strzemienia; W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją.
    Opis
    Na siódmej przeszkodzie Taylor zgubiła strzemię w trakcie lądowania, tym samym tracąc oparcie i dość znacząco zaburzając równowagę konia. Udało jej się jednak odzyskać strzemię już po chwili galopu. Czas dalej w normie.



    39; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.

    Opis
    Przy wspomnianym niefortunnym lądowaniu konia złapał skurcz w prawej, przedniej nodze, na wskutek złego postawienia nogi. Dalej galopował nieco niechętnie, ale najwyraźniej był to chwilowy "uraz", bo parze dalej udało się utrzymać prawidłowe tempo.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Salire In Ignis - 2015-09-15, 21:27

Pomimo, iż były jej to pierwsze zawody crossowe, czuła się bardzo dobrze na trasie. Można było rzec, iż nie przeszkadzała jej taka forma pokonywanie przeszkód, choć była znacznie inna niż typowy parkur, z którym przeważnie miała styczność. Od tego miała całkowitą swobodę ze strony jeźdźca, który nie ograniczał jej ruchów zarówno wodzami jak i odpowiednią postawą ciałą. Dzięki temu mogła się dostatecznie mocno rozpędzić, utrzymując dobry czas przejazdu. Mimo to na jej ciele powoli zaczęły się już pojawiać kropelki potu, a ciało pokryła siateczka żył. Jej oddech również przyspieszył, a z pyska poleciała pierwsza seria piany. No cóz, dość intensywnie przeżuwała wędzidło, będąc otwartą na pomoce i jest tego skutek.
Następna przeszkoda była dość... specyficzna. Nie zamierzała robić przed nią scen, jednak Tony postanowił odpowiednio wcześnie ją wyhamować, przez co zdązyła się skupić na przeszkodzie. W odpowiednim momencie wybiła się, po raz kolejny starając się, by skok nie był płaski. Po oddaniu go, znów powróciła do aktywnego tępa, wykorzystując predyspozycje swojej rasy. Była w prawdzie skoczkiem pełnym sercem, jednak jakieś umiejetności posiadała. Po skręcie jednak znacznie zwiększyła tempo galopu na co pozwolił jej Tony.
Kolejną przeszkodę także nie była dla niej problemem, tym bardziej, że jej właściciel odpowiednio ją na to przygotował. Tak jak przed każdym poprzednim skokiem, zresztą. Nie pozwalał jej na panoszenie się, z drugiej strony jednak pokazując optymalne tempo i momenty, w których miała wykonywac określone czynności. Po siódemce nieco zwolniła, gdyż wymagało to od niej ukształtowanie terenu. Znalazła się jednak na wzniesieniu w dośc krótkim czasie, podązając do kolejnej przeszkody. Ósemkę pokonała równie prosto co wszystkie poprzednie przeszkody, bez ceregieli jadąc w kierunku kolejnej. Nieco zwolniła tempo, pod górę do dziewiątki, idąc po śladzie wyznaczanym przez jeźdźca.
Ostatnia przeszkoda na tym odcinku była najbardziej zniechęcająca, Mur z kamieni w prawdzie nie wyglądał przyjaźnie, jednak Ignis z łatwością pokonała ją, dzięki pomocom Tonego. Ruszyła zaraz przed siebie, do kolejnych.

Mistrz Gry - 2015-09-15, 21:34

ANTHONY WAYFORD & SALIRE IN IGNIS



    44; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura).
    Opis
    Kolejne pięć przeszkód bezbłędnie, dobry czas.



    118; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.

    Opis
    Kolejne pięć przeszkód bezbłędnie, dobry czas.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Anonymous - 2015-09-16, 16:02

Nie tylko Ignis powoli robiło się ciężko. Także Tony zaczął odczuwać narastające zmęczenie, chociaż klacz była zmuszona do nieporównywalnie większego wysiłku. Na szczęście los wyraźnie im sprzyjał i walka była warta podjętego wysiłku, o czym upewniał się z każdą kolejną pokonaną przeszkodą. Co prawda nie wyobrażał sobie aby miał częściej porywać się na zawody tego typu, ale już teraz mógł okrzyknąć ten start dobrym pomysłem. Najzwyczajniej w świecie sprawiało mu to frajdę, co chyba udzieliło się także Ignis, co wywnioskował po tym, jak chętnie szła do przodu i pokonywała kolejne wyzwania.
Wciąż utrzymywał mocne tempo galopu, dopiero na zakręcie prowadzącym bezpośrednio na jedenastą przeszkodę, nieszczególnie trudną, odrobinę przytrzymał kasztankę, umożliwiając jej bezpieczne pokonanie przeszkody. Dalej prowadził ją prosto, w stronę dwunastej, prawie identycznej co ostatnia, przeszkody. Spojrzawszy na zegarek ocenił, że mają wręcz bardzo dobry czas, więc chwilowo mógł sobie pozwolić na to, aby nieco zwolnić; tak więc spokojniejszym, ale wciąż równym i dynamicznym galopem prowadził Ignis w półsiadzie do wspomnianej przeszkody. Jak zawsze przypilnował folblutkę, by przypadkiem nic nie skoczyło jej do głowy, po czym pomógł jej w pokonaniu przeszkody poprzez wskazanie miejsca odbicia i zgranie się z jej ruchem. Starał się jej nie przeszkadzać, choć w trakcie tego przejazdu zapewne popełnił szereg mniej znaczących błędów, wynikających z tego, że prawie od zawsze jeździł bez niczyjej pomocy.
Do kolejnej przeszkody poprowadził ją w pełnej koncentracji, jako że była zdecydowanie bardziej wąska od poprzednich. Skupił się na prostopadłym, aktywnym najeździe, prowadząc kobyłkę zamkniętą w pomocach. Także w tym miejscu wskazał jej miejsce wybicia, a gdy już oderwała się od ziemi, nadążył za jej ruchem, oddając klaczy wodze i przechodząc w półsiad. Już po chwili dalej swobodnie galopowali do przedostatniej przeszkody, o wiele prostszej do pokonania. Nie sprawiła im żadnego kłopotu i najechali na już ostatnią przeszkodę - do której nieco zachęcił Ignis, aby efektownie ją pokonała. Po drugiej stronie zdecydowanie ją popędził, celując w celowniki i po przekroczeniu ich, uśmiechnął się szeroko naraz chwaląc entuzjastycznie klacz głosem oraz klepaniem po szyi <3. Uspokoił galop i po chwili przeszedł do kłusa, w którym pokręcili się chwilę aż do wyrównania oddechu i uspokojenia tętna. Dalej przejście do stępa, w którym zsiadł z Ignis "w locie", zaraz zdejmując także siodło. Rozstępował klacz w ręku i wyprowadził do stajni, gdzie odpowiednio się nią zajął .zt

Salire In Ignis - 2015-09-16, 18:51

Biegła przed siebie wyznaczonym tempem, choć powoli zaczynało już jej brakować tchu. Mimo to odważnie gnała, pokonując następne metry kolejnymi foulee. Na szczęście trasa miała się już ku końcowi, co niezmiernie ją cieszyło. Czekała tylko aż pokona te kilka ostatnich przeszkód i będą mieli wszystko z główki.
A czas był dobry, nie powiem.
Przed jedenastką nieco zwolnili, co stało się już nawykiem Tonego, po czym z jego pomocami oddała kolejny skok. Bez trudu pokonała przeszkodę, starając się za każdym razem nie oddawać byle jakiego, płaskiego skoku, a delikatnie się wspinać, jak na skokowca przystało. Ruszyli zaraz potem do kolejnej, dwunastej, jednak tym razem zwalniając nieco galop. Dalej był on jednak miarowy i rytmiczny. Klacz prychała co jakiś czas, mieląc wędzidło w pysku, z którego co jakiś czas kapała jej piana. Jednak było to normalne przy tego typu wyzwaniach.
Dotarłszy do następnej z przeszkód na trasie, odpowiednio poszukała miejsca wybicia, wkazanego przez jeźdźca, po czym wykonała skok, układając się w powietrzu. Mogłoby się wydawać, że robi to z niebywałą lekkością i łatwością. Cóż, jeśli chodzi o ten przejazd, to tak było - nie wiedziała czy to z powodu dobrego jeźdźca, czy postępach w treningu, jednak jechało jej się wyjątkowo przyjemnie i bez komplikacji. No, może już trochę opadała z sił, ale trudno, da radę!
Najbardziej wąska z przeszkód mogła się wydawać nie lada wyzwaniem. Klacz musiała odpowiednio skupić się na niej by w odpowiednim momencie wybić się i oddać skok. Zamknięta w pomocach jednak nie miała zbyt wielkiego pola manewru by w jaki sposób się wyłamać. Grzecznie przeskoczyła, dalej wykonując najazd na kolejną, znacznie prostszą. Nie zrobiło to na niej większego wrazenia, więc popędziła do ostatniej, przyspieszona przez Tonego. Przeskoczyła ją efektywnie, tak jak sobie tego życzył, by zaraz puścić się pędem do miejsca, gdzie kończył się przejazd.
Słysząc pochwały, prychała radośnie, po jakimś czasie przechodząc do kłusa. Czuła ulgę, kiedy z jej grzbietu znikło siodło, a ona mogła się w spokoju uspokoić i rozstępować. Była z siebie zadowolona, nie ma co. Tak więc razem z Tonym, opusciła teren zawodów, udając się z właścicielem do stajni. :hurra:
z/t

Mistrz Gry - 2015-09-16, 20:15

MIA ALIGHT & CONTENDRO BOY



    126;
    Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
    Opis
    Kolejne pięć przeszkód bezbłędnie, dobry czas.



    61; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.

    Opis
    Kolejne pięć przeszkód bezbłędnie, dobry czas.




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Caroline Hathaway - 2015-09-16, 20:45

A której kolki bo jest kilka rodzajów :lol2: Userka dostawała dość często kolki więc nie takie rzeczy się robiło, kobieta na krótkiej prostej do szóstki poczuła ból (em? załóżmy w brzuchu, bo tam najczęstsza) więc skrzywiła się znacznie naciągając mięśnie brzucha. Czasem pomagało, jednak nie mogła i nie miała czasu na zbyt długie myślenie bo dojeżdżali do kolejnej przeszkody, jako że jechali lasem przynajmniej ludzie nie widzieli jej miny. Dojeżdżając do szóstki skupiła się na przeszkodzie mimo bólu zamykając konia w pomocach poprowadziła go pod przeszkodę, gdzie usiadła na trzy kroki przed, łydka, złożenie z koniem i wstanie w strzemionach oraz oddanie wodzy. Od razu wylądowali na lewą nogę i pokierowała go właśnie w tą stronę po ciasnym zakręcie co nie było zbyt dobrym pomysłem bo aż jęknęła z bólu ale musiała dać radę. Po prostej jechali w kierunku siódemki, przeszkoda musiała być ostrożnie skoczona. Kobieta zacisnęła mocniej szczęki szykując się na to co ma nadejść, nieco wcześniej siadła w siodło przytrzymując konia i prosząc o mocniejszy zad dlatego że miał się mocno wybić z niego. Posłała mu czytelny sygnał do skoku wchodząc zaraz z nim w fazę lotu, jednak ból był tak silny że po wylądowaniu musiała popuścić w tempie bo mogliby nie dojechać - znaczy ona by mogła nie dojechać. Do ósemki było po prostej więc spokojnym tempem do niej dojechali, była stosunkowo podobna do szóstki i tak samo ją przeskoczyli jak poprzednie przeszkody: siad w siodło, przytrzymanie, łydka, stanie w strzemionach, wodze, złożenie z koniem. Spokojnym tempem wjechali także pod górę gdzie mieli zaraz skakać przez dziewiątkę, ładny i płynny skok mimo problemów amazonki. Jakby wyjechaną drogą pojechali dalej do dziesiątki, można powiedzieć 3/4 przejazdu za nimi. Po dziewiątce lekko skręcili w prawo by wyjechać na ową dziesiątą przeszkodę, przytrzymanie, siad w siodło, łydka, stanie w strzemionach, wodzę oraz złożenie by się zacząć modlić o szczęśliwy koniec.
El Dorado - 2015-09-16, 21:07

Cofnął uszy do tyłu, wyczuwając, że coś niedobrego dzieje się z jego jeźdźcem. Nie zwalniał jednak do momentu, chyba, że dostał taki sygnał. Musiał skupić się bardziej na przeszkodach, żeby w którąś przypadkiem nie wpadli, tym bardziej, że mieli teraz małe problemy. Oddał kolejny skok, wyciągając pysk przed siebie i wylądował stawiając pierw jedną przednią nogę, a za nią kolejne. Obyło się bez wypadku, więc ruszył dalej lasem kierując się do następnej przeszkody na ich trasie. Skoki mimo wcześniejszego rozkojarzenia szły mu bez zarzutów. Odpowiednio podkurczał nogi pod siebie, żeby przypadkiem o nic nie zahaczyć, po czym miękko lądował nie tracąc tempa i równowagi. Otoczenie się uspokoiło i już go nie dekoncentrowało, więc był odpowiednio skupiony na pojawiających się przed nim przeszkodach, oraz na sygnałach amazonki. Wykonał dość ostry zakręt galopując prosto w stronę siódemki. Zgodnie z poleceniem kobiety wybił się mocno, angażując w to głównie swój zad. Skoczył wysoko nad przeszkodą i wylądował, by po chwili trochę zwolnić tempo swojego galopu. Parsknął głośno, szarpiąc trochę pyskiem za wodze. Chciał mieć to już za sobą, a takie zwalnianie wcale mu się nie podobało, więc utrzymanie go w ryzach było nie lada wyczynem, tym bardziej, że zdążył się już rozkręcić. Dojechali do ósemki, gdzie oddał kolejny czysty skok, bez większych wariacji i problemów. Przemielił wędzidło, stawiając uszy na sztorc. Widok kolejnej przeszkody sprawił, że miał szczerą ochotę rzucić się przed siebie i poskakać resztę samemu, ale nie mógł tego zrobić bo Caroline skutecznie go przytrzymywała, żeby nie pędził na złamanie karku. Podjechali pod samą dziewiątkę, gdzie poszło mu podobnie jak na pozostałych przeszkodach. Skok, lądowanie i kontynuowanie galopu. Po przejechaniu drogi prowadzącej do dziesiątej przeszkody skręcił lekko w prawo, by wyprostować się i najechać na przeszkodę. Wybił się w odpowiednim miejscu i wylądował za przeszkodą. Poza niedyspozycją amazonki nie mieli na tym odcinku większych problemów. Nadal parli przed siebie, tylko trochę zwalniając tempo. Tyle dobrego, że nadal byli w ruchu.
Lockhard - 2015-09-17, 22:43

Karusowi generalnie również "leżały" terenowe skoki, bo tutaj mógł sobie pozwolić na to, aby porządnie się wyszaleć. Odpowiadały mu szybkie galopy zestawione ze skokami, najzwyczajniej w świecie doskonale bawił się przy tym.
Dzisiaj wyglądał wręcz olśniewająco, bordowy zdecydowanie był jego kolorem, choć karus sam w sobie miał niemałą klasę. Po odpowiednim rozgrzaniu się, powrócił do energicznego stępa, w którym oczekiwał rozpoczęcia przejazdu.
Gdy nadszedł wyczekiwany moment, ogier przeszedł do kłusa, w którym udał się w stronę bramki startowej. Miał podzielną uwagę między tym, co działo się dookoła, a czego oczekiwała od niego Elisabeth, więc gdy rozbrzmiał dzwonek, a zawodniczka docisnęła łydki do boków konia, ten momentalnie przeszedł do galopu.
Z początku galopował dość... rozważnie jak na niego; chociaż szybko, to myślami pozostawał przy Elizabeth, jeszcze nie popadając w amok. Dopiero na widok pierwszej przeszkody zagotował się wewnętrznie, mimo wszystko pozostając pod kontrolą Kanadyjki. Odpowiadając na jej pomoce, odpowiednio wycofał środek ciężkości na zad, dociążając go i tym samym mocniej angażując oraz odciążając przód. To umożliwiło mu oddanie pionowego skoku z zadu, z wyraźnym zapasem, którym zdradził swój entuzjazm. Niekoniecznie był to jednak pożądany sposób pokonywania przeszkód crossowych - ogier w takie skoki wkładał zdecydowanie za dużo siły i dokładności, co wpływało na czas. Jak się okazało był to jedynie jednorazowy incydent: po skoku poprawionym lekkim podbiciem zadu, ogier pogalopował do kolejnej przeszkody zdecydowanie żywiej, parskając krótko co chwilę. Uważnie obejrzał przeszkodę, utrzymując równe tempo galopu do samego końca. W reakcji na półparadę nieco zrolował szyjsko, generalnie nie bardzo przejmując się obecnością Elizabeth, po czym odbił się we wskazanym miejscu. Tym razem skok był płaski i daleki, aczkolwiek ze stosownym zapasem, więc potknięcie się było wykluczone. Pomimo wysokiego tempa był dość przewidywalny, natomiast równy krok zapewniał kobiecie niejaką stabilizację - bez problemu mogła za nim nadążyć, nie tracąc równowagi. Dalej wylądował na lewą nogę i pogalopował przed siebie, kierując się do kolejnej przeszkody. Przytrzymany na łuku machnął łbem, parskając przez chwilowo zaciśnięte nozdrza, ale też skrócił galop nie tracąc na jego dynamice. We wskazanym miejscu odbił się, może nie tak harmonijnie jak wyobrażała to sobie Elizabeth, lecz wciąż prawidłowo. Lądowanie zwieńczył lądując miękko na prawej nodze i chętnie pogalopował dalej. Tym razem spokojniej, z czym nawet nieszczególnie walczył. Pierwsze emocje mu opadły i gdy tylko zauważył, że Elizabeth nie chce z nim walczyć na każdym kroku i z grubsza pozwala mu szybko galopować, także odpuścił swoje bojowe nastawienie. Wciąż był bardzo chętny do pracy, ale jego galop stał się swobodny i lekki, pomimo słusznego tempa. Czwartą przeszkodę pokonał w podobnym stylu - poprawnie technicznie, wręcz książkowo, wciąż mając wyraźną tendencję do skakania wysoko, starannie. Wyraźnie pracował zarówno szyją, jak i mięśniami grzbietu, składał nogi i wkładał sporo siły w samo wybijanie się. W dystansie natomiast swobodnie nadrabiał sekundy. Po czwórce dla odmiany dodał w galopie, wyraźnie poszerzając ramy. Jeżeli chodzi o zalesiony odcinek terenu, nic nie robiło na ogierze wrażenia. Docierały do niego różne szelesty, ale przede wszystkim był skoncentrowany na tym, aby iść do przodu na przeszkody. Trudno było go spłoszyć. Po wyjściu z zakrętu dostrzegł kolejną przeszkodę, która naturalnie wzbudziła w nim chęć do wyrwania do przodu. Niemniej w momencie, gdy był już uspokojony, takie zapędy wpływały na niego pozytywnie - skumulowaną energię uwalniał dopiero pod samą przeszkodą, wyrażając ją w odbiciu. Nie zawahał się ani chwili, nie tylko dlatego, że te konkretne przeszkody były mało znaczące. Zawsze odznaczał się niemałą odwagą i naprawdę nic nie było w stanie go zniechęcić. Była w tym pewna doza szaleństwa, ale... tylko tacy mają szansę stać się najlepszymi, czyż nie?

Mistrz Gry - 2015-09-18, 20:31

CAROLINE HATHAWAY & EL DORADO



    40; Bolesny skurcz; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
    Opis
    Tuż po tym, jak Caroline uporała się z uciążliwym bólem, dla odmiany to ogierowi coś zaczęło dolegać; mógł odczuć uciążliwy skurcz w tylnych nogach, co zniechęciło konia do żwawego galopu.
    (Przekroczenie normy czasu)




    58; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.

    Opis
    Na wysokości dwóch ostatnich przeszkód wszelkie dolegliwości ustąpiły.





    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-09-18, 20:33

ELIZABETH WHITE & LOCKHARD



    100; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis
    Kolejne cztery przeszkody bezbłędnie, dobry czas.



    38; Bolesny skurcz;
    Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.

    Opis
    Konia chwycił nagły skurcz w mięśniach grzbietu, co chwilowo odebrało mu chęć do ruchu na przód, powodując znaczne zwolnienie i wolny najazd na dziesiątą przeszkodę. Mimo to pokonał ją. (Przekroczenie normy czasu)




    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Elizabeth White - 2015-09-19, 14:23

Była zadowolona z pracy ogiera, co dawało jej jeszcze większą motywację do dalszego pokonywania toru. Po bankiecie który nie sprawił im najmniejszych problemów, popędzili do kolejnej przeszkody. Ponownie wjechali na teren zadrzewiony. Odcinek który mieli do pokonania nie należał do najdłuższych, dlatego El postanowiła nie cisnąc zbyt mocno swojego wierzchowca. I tak mieli trochę zapasu, więc mogli nieco spokojniejszym aczkolwiek rytmicznym galopem dojechać do szóstki. Owa przeszkoda wyglądała już nieco poważniej - mur zbudowany z dużych łupków skalnych zwieńczony kłodą budził więcej respektu niżeli poprzednie elementy toru. Kobieta była jednak w dalszym ciągu spokojna, starając się jak najlepiej doprowadzić doń konia. Wykonała półpradę chcąc żeby Lockhard skupił się na jej poleceniach, cały czas pilnując karusa na łydkach i mordce. Nie chciała przecież żeby nieoczekiwanie zwiał jej w którymś kierunku. Nie chciała żeby koń ponownie skoczył płasko. Skumulowała nieco energii i poprosiła o troszkę dalsze wybicie, żeby ułatwić mu zadanie. Sama zaś uniosła się w siodle, przesuwając dłonie wzdłuż grzywy i dając tym samym ogierowi możliwość wyciągnięcia szyi. Zamortyzowała lądowanie nie chcąc przywalić tyłkiem w siodło i pozostawszy w półsiadzie mobilizowała konia do wyciągnięcia kroku. Do siódemki znowu podganiali czas, jako że ścieżka była prosta i w miarę przyjazna. Dopiero gdy znaleźli się w pobliżu przeszkody, Kanadyjka starała się wytracić nieco prędkości, zamykając konia w pomocach i siadając w siodło. Tutaj również chciała, żeby koń wybił się trochę wyżej a nie przeciął przeszkodę na płasko. Zastosowała ku temu odpowiednie działania, odciążyła jego grzbiet i starała się nie przeszkadzać w fazie lotu. Połowa toru za nimi. Teraz pozostało nie zepsuć dobrej passy i dojechać w takim stylu aż do mety.
Dłuższy fragment galopu zadecydował o wolniejszym tempie. Amazonka nie chciała żeby koń wymiękł jej po drodze, dlatego też oddała mu wodze, odciążyła grzbiet i pozwoliła iść swoim tempem. Oczywiście nie pozwalała mu się ślamazarzyć, ale nie zmuszała też do przyspieszania. Kolejny mur, tym razem dodatkowo zwieńczony obustronnie drzewami. Elizabeth uniosła KWPN'owi głowę żeby przyjrzał się przeszkodzie, wykonała półparade i pilnując na pomocach by nie wyłamał, w optymalnym do tego miejscu dała sygnał do wybicia. Po lądowaniu w dalszym ciągu jechali na wprost, dla odmiany podkręcając tempo. Można powiedzieć, że to była już ich taktyka - naprzemienna zmiana tempa by ogier miał szanse odsapnąć przed kolejnym szybszym fragmentem toru.
Zaokrąglona przeszkoda wyglądała milej dla oka niżeli surowy mur. Ku uciesze Kanadyjki nie zaburzyła ona ich przejazdu i po udanym skoku mogli popędzić na dziesiątkę. W między czasie El zauważyła jednak, że coś jest nie tak. Lockhard szedł zdecydowanie mniej chętniej do przodu niż wcześniej. Początkowo brunetka nie do końca domyśliła się przyczyny i próbowała zachęcić konia do przyśpieszenia. Usztywnienie w kręgosłupie jednak skutecznie to uniemożliwiało. Widząc to, pozwoliła ogierowi zwolnić ze względu na jego dobro. No cóż, takie wypadki też się zdarzają, a doskonale na swoim przykładzie wiedziała jak uciążliwy potrafi być skurcz. Grunt, że udało im się dojechać do dziesiątki, która okazała się być kolejnym murem - tym razem jeszcze wyższym i masywniejszym. I tutaj pojawiła się pewna obawa, czy z ową dolegliwością skoczek poradzi sobie z przeszkodą. Kobieta zastosowała podobne pomoce co poprzednio, tym razem dając kopytnemu trochę więcej swobody. Chciała by skoczył tak, jak było mu wygodnie, pilnując jedynie by nie wyłamał w międzyczasie i nie ściął kłody klatą. Na całe szczęście udało się - co prawda z przekroczeniem normy czasu, ale jak to mówią lepszy rydz niż nic!

Windsor - 2015-09-19, 14:36

Wałachowi prawdopodobnie pozostał drobny uraz po ostatniej próbie crossowej. Oczywiście pozostawał bezwzględnie posłuszny swojej właścicielce pomimo tego, że wyraźnie był nieswój. Niecierpliwił się, a jego ruchy były dość nerwowe niezależnie od tego, o co aktualnie prosiła go zawodniczka.
Także podczas ruszenia galopem u początku trasy Mia mogła poczuć subtelną niepewność siwka, wyczuwalną nawet w odważnym ruchu na przód, bo przecież od takowego nie stronił. Cóż z tego, że przeszkody były niskie? Dzisiaj w umyśle siwka każda z nich stanowiła drobną zagwozdkę. Taki już miał dzień. Może mu odbijało na starość? xD
Mimo wszystko na pierwszą przeszkodę najechał nawet nie zwalniając galopu. W równych, obszernych foule dogalopował do końca linii z postawionymi uszami, już z daleka mierząc przeszkodę wzrokiem. Pomimo wątpliwości, jakie wzbudzała w nim przeszkoda, pokonał ją bez zbędnego zapasu. Skok był jak najbardziej ekonomiczny, co pomagało mu w oszczędzaniu sił, które na pewno się przydadzą na dalszym etapie.
Po skoku skręcił nieznacznie w lewo, tuż po wyjściu na prostą rozpędzając się w galopie. Nieco uciekał dziewczynie od kontaktu, co już mogło być dla niej sygnałem, że coś jest nie w porządku. Wbrew pozorom pokonał i drugą przeszkodę bez problemu czy zawahania, chociaż w jego zachowaniu wciąż było coś niepokojącego. Z pewnością niewidocznego dla obserwatorów, a może i niedostrzegalnego nawet dla Mii będącej w stanie przesadzonej pewności siebie.
W najeździe do trzeciej przeszkody poczuł całkowitą swobodę działania, co nie pomogło mu w utrzymaniu koncentracji. Zabrakło mu wsparcia ze strony właścicielki co poskutkowało odmową skoku w ostatnim momencie, choć naturalnie przeszkoda nie była dla niego żadnym wyzwaniem. Z niewyjaśnionych przyczyn był dziś rozbity psychicznie. Może potrzebował wolnego, paru dni resetu? Wyraźnie nie dźwigał psychicznie takiego życia, ale czemu się dziwić. Od zawsze wymagano od niego pełnego skupienia i posłuszeństwa, nie mógł przedstawić swojego zdania w konfrontacji z jeźdźcem i chociaż nie czuł się w żaden sposób zastraszony przez Mię, to swoje nawyki już posiadał.
Po chwili zawrócili by ponownie najechać na tę samą przeszkodę i wówczas odpowiednio zmotywowany, pokonał ją bezbłędnie. Dalej jednak trzymało go napięcie, był ostrożny w swoich ruchach i nieco poddenerwowany. Stopniowo rozluźniał się pod wpływem działań jeźdźca, ale Mia już zdecydowanie nie mogła sobie pozwolić na kolejny taki moment beztroski. Czwartą przeszkodę pokonał zatem równie dobrze jak dwie pierwsze i chociaż może nie dawał z siebie wszystkiego, to skoki były zadowalające. W dystansie przede wszystkim galopował równo, trzymając narzucone przez Mię tempo. Nie próbował jej ponieść ani nie odmawiał ruchu na przód, co było głównym czynnikiem sprzyjającym pokonaniu toru. Zmierzając na piątą przeszkodę nieco zadarł łeb, ale skupił się na tyle by pokonać przeszkodę wraz ze wskoczeniem na nasyp bez potknięcia się.

Mistrz Gry - 2015-09-19, 15:17

MIA ALIGHT & WINDSOR



    132; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.
    Opis
    W pewnym momencie wałach gwałtownie odmówił Mii dalszego ruchu na przód, prawdopodobnie za sprawą tego, że czegoś (lub kogoś) się przestraszył. Chociaż nie zatrzymał się do końca, to foule jego galopu były krótkie, urwane, podczas których walczył z ręką Mii i prawdopodobnie zatrzymałby się, gdyby go nie zmuszała do tego, by jednak szedł do przodu. Najwyraźniej nie był to jego dzień. (Przekroczenie normy czasu)



    44; Po przeszkodzie nr. 7 nad Mią i Windsorem zaczęły zbierać się czarne chmury - w dosłownym tego słowa znaczeniu. Niespodziewana ulewa utrudniła parze przejazd, zmuszając do obrania nieco wolniejszego tempa, aż do przeszkody nr. 10. (Przekroczenie normy czasu)

    Opis
    (Przekroczenie normy czasu)



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group